To była jedna z niewielu ról Johna Wayne, która nie kojarzyła się bezpośrednio z westernem i historia Dzikiego Zachodu. Film z połowy lat siedemdziesiątych pokazywał policjanta, który rozpoczyna badanie tajemniczej śmierci swojego kolegi. Nagle wszyscy przestają go „lubić”. Odchodzi z policji w trybie natychmiastowym i jako prywatny detektyw kontynuuje śledztwo. Jak przysłowiowe piąte koło u wozu traktują go niedawni koledzy i przełożeni z komendy, nie szczędząc mu szykan i zniechęcenia. Wrogo jest nastawiona nawet wdowa po koledze policjancie. Pomimo to, podobnie jak w westernach, bohater – detektyw McQ nie poddaje się i rozwiązuje zagadkę w której niechlubną rolę mają i policjanci, i żona zmarłego. Widz zaczyna się zastanawiać, co jest gorsze, czy kompletna indolencja policji, czy wszechobecna korupcja. Gdy wchodzą w grę pieniądze, nie wiadomo, kto jest policjantem, a kto bandziorem.
Nasz nie tak samotny, ale za to medialny detektyw Rutkowski, pozujący nieco na Schwarzeneggera aka Terminatora, rozwiązał kolejną sprawę. Policja również go nie lubi i rzuca mu kłody pod nogi, a przede wszystkim żąda od dziennikarzy, by Rutkowskiego nie nazywać detektywem. Powód? Niby prosty, bo nie ma licencji, którą jakiś czas temu mu odebrano. Jednak Rutkowski kieruje firmą, w której pracują ludzi z licencjami i w ten sposób może działać.
W przeciwieństwie do milczącego McQ, Rutkowski jest gadatliwy i uwielbia blask fleszy i światła jupiterów. Czasem jest za bardzo gadatliwy i zachowuje się jak postać z wiersza „Samochwała”. Jednak nie ulega wątpliwości, że ileś tam już razy w ostatnich latach zrobił coś, z czym policja nie bardzo potrafiła sobie dać radę.
Głośna sprawa zaginionej dziewczynki z Sosnowca od początku wydawała się dziwna. Rodzina zaangażowała Rutkowskiego, by próbował odnaleźć niemowlę. Sam ten fakt musiał uderzyć policjantów, którym w ten sposób okazano brak zaufania. W krótkim czasie detektyw doszedł do, burzących wcześniejsze ustalenia, wniosków. Stosując standardowe dość tricki sprowokował matkę dziecka do wyznań i wkrótce się okazało, ze faktycznie niemowlę nie żyje, choć długo jeszcze nie dowiemy się, czy był to nieszczęśliwy wypadek, zaniedbanie matki, czy wręcz zabójstwo.
Nie podobało mi się publikowanie fragmentów filmu, ale jeszcze bardziej nie podobał atak dziennikarki TVN na Rutkowskiego i oskarżenia o nieetyczne zachowanie. Po pierwsze dlaczego TVN zaprezentował film? Rutkowski im spluwę do głowy przystawiał? I w tym konkretnym przypadku zgadzam się z Rutkowskim, który sensownie zapytał, jak można myśleć o byciu etycznym wobec kobiety, która przez ten czas naraziła państwo na ogromne wydatki związane z bezowocnymi poszukiwaniami, mataczyła i manipulowała rodziną, policją i prokuratorami?
Ja zaś bym zadał pytanie, kto uczy tych panów prokuratorów i policjantów podstaw psychologii? Kogo należy na zbity pysk wyrzucić z pracy? Bo doszło do kompromitacji policji i prokuratury i nic tego nie zmieni, nawet jeśli Rutkowskiego nie będziemy nazywać detektywem.