Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Ten facet z telewizji

Reklama wkroczyła w naszą rzeczywistość telewizyjną ponad dwadzieścia lat temu, czy to się komuś podoba, czy nie. Z opóźnieniem, ale w końcu jednak skosztowaliśmy tej upragnionej komercji, która zżerała ten paskudny „zachód” wiele lat wcześniej. Dziś reklama pomiędzy programami, a w telewizjach komercyjnych także w trakcie programów, jest faktem. Powoduje to wiele zmian w świadomości ludzi i stawia przed nami nowe wyzwania.
Mode pokolenia – ludzie dwudziestoletni i młodsi zaliczani są do „generacji 6 sekund”. To nie moja nazwa, gdzieś to wyczytałem. Rzekomo minimalną jednostką reklamową jest 6 sekund i reklamy często są wielokrotnością tych 6 sekund. Aby wyjaśnić skąd to określenie, przytoczę anegdotkę o dwóch przedszkolakach rozmawiających o telewizji. Jeden mówi, że telewizja jest fajna, a drugi dodaje: żeby jeszcze nie było tych nudnych programów między reklamami. Niektórzy socjolodzy twierdzą, że reklamy, które często są krótkimi miniaturowymi historyjkami, spowodowały, że ludziom wychowanym na telewizji z reklamami trudno się skupić na czymś dłuższym. Chyba jest w tym trochę prawdy. Oglądając niedawno film, który nie był przerywany reklamami, sam odczułem pewien brak. Miałem ochotę na przerwę, nie wiedziałem nawet po co, ale wyraźnie w tym filmie przerwy na reklamę mi brakowało. A przecież jestem osobnikiem z epoki przedtelewizyjnej. Przyzwyczaiłem się reklamy ignorować, o tyle o ile jest to możliwe. Nie zwracam na nie większej uwagi, ale oczywiście czasami zdarza mi się również zaobserwować wśród nich prawdziwe perełki.
Pierwszą naprawdę genialną reklamą była ta sprzed wielu lat ze słynnym cytatem z „Potopu” – „Ojciec prać?” Ostatnio nawet podobał mi się cykl reklam banku ING o kredycie hipotecznym. Nawiązują one do kwestii nigdy nie dorastających chłopcach – mężczyznach, którzy nie chcą się wyprowadzić z domu. Niektóre reklamy bywały zabawne przez przypadek i w sposób niezgodny z zamierzeniami autorów. Kiedyś była taka reklama Pepsi z szympansem, któremu dawano ten napój. Reklama kończyła się widokiem szympansa w wypasionej terenówce wśród ślicznych dziewczyn nad brzegiem morza. Miało to sugerować, ze picie pepsi zwiększy nasze powodzenie i inteligencję, a także możliwości. Widzowie przesłanie odbierali inaczej – pij pepsi, a będziesz wyglądać jak małpa.
Ciekawym doświadczeniem może być obserwowanie reklam w różnych krajach. Reklamy tych samych wyrobów inaczej są konstruowane w krajach skandynawskich, inaczej w anglosaskich, a jeszcze inaczej np. w krajach południowych. Ciekawe, że Polskę międzynarodowi reklamodawcy zaliczyli do południowców i reklamę proszku do prania w identycznej wersji jak u nas możecie zobaczyć w telewizji portugalskiej, ale już nie w angielskiej, a na pewno nie w duńskiej.
Oczywiście można znaleźć wiele interesujących reklam i poświęcić sporo czasu na ich analizę, ja mimo wszystko jednak zachęcam raczej do wykorzystania czasu reklamowego na zrobienie sobie herbaty lub odwiedziny w toalecie. Podsumowując bowiem wpływ reklam, należy powiedzieć, iż jest on zdecydowanie niekorzystny. Aby to udowodnić, posłużę się reklamą. Niedawno pewien rzekomo popularny aktor polski zagrał w reklamie zachwalającej kredyt konsumpcyjny banku BPH. Sprawdziłem – na swój sposób aktor jest popularny, gra w serialach. No niestety, jaka telewizja, takie gwiazdy. Bank postanowił zrobić dalszy ciąg z tym samym aktorem. Tym razem siedzi on przy kawiarnianym stoliku, a trójka młodych ludzi szepcze do siebie: „ty patrz, to ten facet z telewizji”, a potem proszą go o autograf. Aktor jest ciekawy, jaka jego rola tak bardzo się spodobała i zdegustowany dowiaduje się, że chodzi o reklamę. Dobija go młody człowiek, mówiąc: „to pan jeszcze w czymś grał?” Smutne, ale prawdziwe. Większość polskich „gwiazd” znam wyłącznie z reklam. Ponieważ nie oglądam seriali, ani też – pożal się boże – hitów kina polskiego, wiec o tym, że jedna czy druga pani (lub pan) to rzekomo znani aktorzy, dowiaduję się przeglądając jakieś pismo z programem telewizyjnym. Kompletna degrengolada. Ojciec prać?
Są jednak też reklamy będące sztuką przez ogromne, wielgachne „S”. Takie, które obejrzeć należy i warto. Polecam.

Oceń felieton

3 komentarze “Ten facet z telewizji”

Możliwość komentowania została wyłączona.