Koleje losu bywają pełne zagadkowych zmian i zwrotów. Niby jesteśmy „kowalami swego losu”, a czasem tenże los płata nam psikusa.
Będzie dziś najpierw o samolotach. Ale nie o Smoleńsku. Przeczytałem kiedyś taką dykteryjkę o tym, co by było gdyby linie lotnicze były jak systemy operacyjne. Na czele plasowałby się Apple. Bilety byłyby horrendalnie drogie, samoloty i lotniska komfortowe. Każdy lot zaczynałby się punktualnie w określonym i znanym miejscu i kończyłyby się też o ustalonej porze w miejscu końcowym. Niewielu pasażerów byłoby na to stać.
Drugie linie lotnicze to Windows. Bilety w umiarkowanej cenie, ale potem okazywałoby się, że trzeba dokupić jeszcze masę rzeczy bez których bilet nie byłby ważny. Pracownicy linii głownie zajmowaliby się sprawdzaniem, czy twój bilet jest ważny, legalny i prawidłowy. Przez te procedury sprawdzania nie zawsze lot zaczynałby się punktualnie. Co gorsza zawsze wiadomo byłoby skąd samolot startuje i na pewno byłby to wygodna lokalizacja, ale nigdy nie byłoby wiadomo, na jakim lotnisku docelowym wyląduje samolot i czy będzie to choć z grubsza sensowne miejsce. Na domiar złego czasami by się okazywało, że na pokładzie nie ma pilota lub dochodzi do awarii, którą pasażerowie szybko sami muszą usunąć.
Trzeci rodzaj linii lotniczych to byłby Linux. Loty byłyby za darmo lub prawie za darmo. Trzeba się tylko złożyć na paliwo. Do tego jeszcze trzeba sobie samemu zrobić fotel na czas lotu, który wykonamy na podstawie ogólnie dostępnej dokumentacji. Jak już pokonamy te wszystkie niedogodności, to okaże się, że lot jest komfortowy, punktualny, zawsze wiadomo skąd wystartuje i kiedy będzie lądowanie, a na dodatek zabiorą nas prawie spod samego domu i tak samo dostarczą do celu podróży. Samoloty są bezpieczne, piloci kompetentni. Jednak mało komu się chce grzebać samodzielnie, dlatego te linie miałyby niewielu pasażerów.
Przypomniałem sobie o tej anegdotce, rozmyślając dziś o tym, że w sumie los spłatał mi figla. Byłem pewny, że zostanę matematykiem, moją pasją była geometria. Jednak pod koniec liceum moje zainteresowania się zmieniły, stałem się humanistą. Te matematyczne korzenie wciąż były widoczne – moja praca magisterska o Norwidzie liczyła zaledwie 40 stron i pełna była matematycznych wykresów. Oceniona zresztą została rewelacyjnie. Paradoksalnie niespecjalnie zachęciło mnie to do pracy naukowej. Wolałem zostać nauczycielem, ponieważ stwierdziłem, że w peerelowskiej rzeczywistości właśnie w szkole będę miał pewną autonomię i zrobię coś pożytecznego. Czy to się udało? Nie mnie o to pytać. Pod koniec swej ścieżki zawodowej znów przestałem być humanistą i zająłem się komputerami. Nawet wolę dziś komputery. Mają jedną przewagę nad ludźmi – wyłącznik.
Siedzę tak sobie późnym wieczorem kończąc konfigurację serwera dla pewnej firmy. Trzeba było go nazwać. Jeden z moich kolegów nazywa maszyny kulinarnie – szynka, pasztet, schab. Inny woli słowa uznawane powszechnie za wulgarne. Ja za to preferuję nazwy mitologiczne. Jednak kolejny zeus, jowisz, helios* to nuda. Zatem ten serwerek, który będzie bramą internetową nazwałem cerber. I nagle sobie pomyślałem, że ludzie też są jak systemy operacyjne. Niektórzy są jak DOS. Przestarzały system, jednozadaniowy. Tacy ludzie skupiają się tylko na jednym i drążą sprawę do upadłego, nie rozglądają się na boki, są to często osobnicy prymitywni lub psychopaci.
Większość ludzi jednak przypomina rozmaite wersje Windows. Są dość eleganccy, zależnie od wersji. Czasem jednak kompletnie bez gustu jak ten zielony przycisk „Start” obok niebieskiego panelu. Zajmują się wieloma zadaniami naraz, ale często byle jak i bez spodziewanych efektów. Najgorzej, gdy czasami się zawieszą. Wtedy z reguły objawia się to jakąś nieziemską awanturą o kompletne bzdety. Kobiety zawieszają się na dłużej, taki stan nazywa się ciche dni i trudno go zresetować. Najbardziej niestabilną wersję Windows przypominają zaś polscy politycy.
Stosunkowo niewielu jest ludzi przypominających system z komputerów Apple. Można by rzec, że są w czepku urodzeni. Zwykle urodziwi i jednocześnie mądrzy. Na dodatek w życiu się im zawsze dobrze układa, są zamożni i mają talent do zdobywania bogactwa, dobrej pracy, dobrych partnerów (rzecz jasna takich samych jak oni). Trochę im brakuje tej entropii, którą ma typ zwany Windows. I trochę brakuje im tej nutki szaleństwa.
Najmniej ludzi jest spod znaku systemu Linux. Być takim osobnikiem nie jest łatwo. Wszystko buduje się od podstaw samemu. Nigdy nie idzie się na kompromisy w jakości działań. Czasem przeżyjesz całe życie i nie spotkasz bratniej duszy. Niekiedy da się wytrzymać z partnerem spod znaki MacOS, życie z człowiekiem spod znaku Windows to makabra, ale prawdziwa gehenna cię czeka, jak trafisz na DOS.
—
* Celowo małymi, bo to nazwy sieciowe.
13 komentarzy “Meandry losu”
Muszę przyznać, że spodobało mi się to Twoje porównanie do systemów operacyjnych. Są ludzie wygodni, którym się układa i powiedzmy, że jest to MacOs. To,że ludziom tak się układa, to raczej nie zależy od ich zdolności tylko od ich szczęścia, że znaleźli się w tej grupie uprzywilejowanej. Windows wiadomo – bydło, łykają to co się im podstawi pod nos. To tzw. młodzi, wykształceni z dużych miast, wyborcy Platformy.
Linux, dla tych co potrafią myśleć. Nie zgadzam się z Tobą co do DOS. Wiadomo, że to system przestarzały, ale żeby go opanować jednak trzeba było trochę tej wiedzy mieć. Jak zaczynałem przygodę z komputerami z systemem DOS to miałem zaszczyt przejść przez wersje PC-DOS 3.00, 3.10 i 3.20. Później 3.30 najbardziej stabilna. Później jak strzała przeszły MS-DOS 4.00, 4.01. Skończyłem na MS-DOS 6.22.
Otóż kolego Belfer, nie wiem jak ty konfigurujesz te serwery linuksowe. Tak podejrzewam, że korzystasz z gotowych instalek. Ten kto chciał poznać Dos-a musiał nauczyć się mnóstwa poleceń. Musiał się nauczyć tworzyć Batche. Musiał w końcu umieć tak skonfigurować komputer, w zależności jaką dostępną miał pamięć, że by wykorzystać maksymalnie jego możliwości. Dzisiejsze wydania Linuxa to bajka w konfiguracji w porównaniu z dawnym DOS-em.
Ale bywały wcześniejsze Linuxy z którymi było tyle zabawy co zDOS-em.
Zresztą Belfer zadaj se trud i sprawdź ile poleceń miał DOS ile ma Linux a później porównuj. Ludzie z pod znaku DOS powinni być otaczani szacunkiem i traktowani jako mędrcy. I właśnie tu się pomyliłeś, dlatego, że ta wiedza Cię pominęła. Po prostu za późno zacząłeś.
„Windows wiadomo – bydło, łykają to co się im podstawi pod nos. To tzw. młodzi, wykształceni z dużych miast, wyborcy Platformy”
No proszę, obudził się nasz stary, kulturalny inaczej father boss.
Dla niego bydłem nie są wyłącznie ci, co dzielnie maszerują z pochodniami obok prezesa Drakuli i Joanny spod Krzyża, a także ich fanatyczni zwolennicy.
Father boss, ja też nie jestem szczęśliwa, że muszę żyć pod jednym dachem z takimi jak ty i wyżej wspomniana pani Joanna, która ma dużo wolnego czasu na imprezy pod Pałacem Prezydenckim.
Astrid. Dla mnie ta pani Joanna może walić kupy przed pałacem prezydenckim i mnie to nie rusza. I Tobie radzę, nie podoba się, to nie patrz. Będziesz zdrowsza.
@father boss:
To już faktycznie jest choroba, wszędzie widzieć aluzje polityczne. Sam chciałeś. Zatem: Kaczyński i spółka nie nadają się na MacOS, bo ani urody, ani mądrości. Do gatunku Windows zalicza się koło 90% populacji, a w tym i ty. DOS to system operacyjny jednozadaniowy, a jednozadaniowy człowiek to prymityw lub psychol. Miałem z takimi do czynienia. Częściej psychol.
A wracając do systemów to liczba tzw poleceń DOS, zawiera się w dość skończonej liczbie poleceń, jakie zna interpreter. Można to oczywiście wzbogacać o dodatkowe programy, ale to nie zmieni zasadniczej funkcjonalności samego systemu, który niewiele potrafi. Lista „poleceń” Linuksa (skoro się już upierasz przy takim dyletanckim określeniu) sięga tysięcy, na dodatek mogą być wykonywane równocześnie.
Belfer
Aluzji politycznych nie dostrzegłem. Ale aluzja to pewnej grupy ludzi sama się narzuca.
Wracając do Linuxa.
Co tu ma do rzeczy wielozadaniowość. Wcale nie wpływa do na złożoność komend. I wcale nie zwiększa trudności w zarządzaniu systemem, a wręcz przeciwnie – ułatwia.
Początkowe wersje Windows były już wielozadaniowe, a działały na DOS-ie. Czyż nie?
Nadmienię, że polecenia DOS do dziś mają się dobrze i nieraz pozwalają uratować ten system z poważnej opresji. Może słyszałeś co nieco o „konsoli odzyskiwania”?
Po za tym jak najbardziej w Win można uruchomić i 100 procesów cmd jednocześnie.
Więc kolego sympatyczny. Nie bądź taki do przodu, bo ci z tyłu braknie.
Lista „podstawowych” poleceń Linuxa jest niewielka. A te tysiące o których mówisz, są tworzone na potrzeby chwili. Nie bawię się już dawno Linuxem, ale pamiętam, że każde polecenie miało swoje źródło. A to źródło było w czymś napisane i z pewnością to tego służyła skończona ilość poleceń.
Jeśliby na przykład policzyć wszystkie batche napisane w Dosie na potrzeby chwili to były by tego miliony.
Jak to mówią? Ucz się bo wiecznie żył nie będę.
Jeszcze jedno. Ilość komend w systemie wcale nie musi decydować o jego przewadze. Taki assembler ma tyle poleceń ile można ich zadać procesorowi i wcale nie jest tego dużo. Języki wyższego poziomu mają funkcji multum ale i tak w możliwościach nigdy nie pobiją assemblera.
W tym całym sporze nie chodzi mi o to aby udowadniać, który system jest lepszy. Wiadomo, że wielozadaniowość pojawiła się wraz z rozwojem komputerów.
W czasach DOSa człowiek go znający był uważny za guru. Twoje porównania były trochę niefortunne. Kiedyś ktoś tak powie o Linuxie za parę lat, jak się będziesz czuł?
Jeżeli ktoś dawniej jeździł starym samochodem i musiał zakręcić korbą, umieć włączyć ssanie i wyłączyć w odpowiednim momencie. Hamować pulsacyjnie, bo nie miał ABS-u i opon zimowych to był wg. Ciebie zacofany? Bo teraz mądrala ma samochód ze wszystkimi gadżetami i nie musi nic umieć.
Ale ty zaraz pomyślisz, że przecież Linux to och, ach. Ale dzisiaj przecież instalacja Linuxa jest banalnie prosta. To już dawniej, postawić Fresco było trudniej.
PS
Kaczyńskiego i spółkę można zaliczyć do populacji Windows. Tylko, że oni znają DOS-a i dzięki temu dużo więcej mogą zrobić z tym systemem. Taki debil Tusk i sp-ka potrafią tylko wszystko spieprzyć.
FB DOS nie jest zacofany – on jest po prostu prymitywny. To bardzo prosty program mający służyć do zarządzania plikami oraz uruchamiania innych programów. Siedzę w temacie kupę lat i wież mi wszystko ma większe możliwości niż DOS ;).
Uważasz, że instalacja Linuxa jest banalnie prosta? zainstaluj gentoo poczynając od stage 1 bez manuala – powodzenia i mocnego procesora może się przydać:D.
Poziom trudności zależy od poziomu wiedzy, dla matoła windows jest everestem trudności.
Odnośnie spieprzenia wszystkiego przez Pana Tuska zastanawiam się z kim go porównujesz. Bo z Jarosławem (spier..wszystko) Kaczyńskim raczej nie – wypadł by za dobrze. Wiec z kim? Churchill? de Gaulle? Tatcher?
kurna wierz bo wiara – ale wstyd
@tanaka
Dlaczego niektórzy ludzie wolą pewne ścieżki pokonywać na czworakach, kiedy inni przemykają po nich Mercedesami?
Pewnie dlatego, że czują smak gleby. Skoro lubią smak gleby, niech tak mają.
Ludzie, którzy wczoraj się zgromadzili pod Kancelarią Premiera i o mało nie zlinczowali dziennikarza, który próbował z nimi rozmawiać, nie są ani z DOSA, Linuxa czy Windowsa, ale z epoki ręcznych liczydeł. To są Abakowie żyjący w głębokim Matrixie.
Przy okazji zrozumiałam, jak mogło dochodzić do masowych zbrodni Polaków na Żydach. Frustraci i krzykacze łatwo się nakręcają, święcie przy tym przekonani, że oni jedni posiedli prawdę objawioną, a ta cała reszta to durnie i wrogowie. Z takimi ludźmi nie ma dialogu, nie ma rozmowy, bo oni wszystko najlepiej wiedzą, znają się nawet na lotnictwie, nawigacji, a prawa fizyki to lepiej ogarnęli niż sam Einstein. Zaczyna mnie zastanawiać, gdzie jest granica tolerancji dla takich zachowań, wyraźnie naruszających nietykalność cielesną, nie mówiąc o agresji werbalnej.
[…]
raz dwa trzy cztery
maszerują wyższe sfery
za nim Lepper jedzie
po nim lepiej będzie
siedzi na lawecie
liczy ecie-pecie
traktorami drogi grodzi
owce na manowce wodzi.
Przy twoim pojmowaniu istoty rzeczy nie powinieneś
dostać licencji nawet na zjazd wanną z łysej góry.
Jako prawdziwie wierny komuch powinieneś czuć się nieswojo w mercedesie.
@Astrid:
Zdaje się, ze to trafna diagnoza. Tacy ludzie – jak wczoraj pod kancelarią – premiera stanowią trzon tłumu, a gdzie jest tłum, to do głosu dochodzą najniższe instynkty.
W czasach DOSa człowiek go znający był uważny za guru. – napisał father boss i być może tak było. Były to bowiem czasy, gdy komputer nie był dla zwykłych ludzi. Dziś interfejsy komputerów mają być czytelne dla pani Zosi z sekretariatu i dla pani księgowej, więc są łatwiejsze. Jednak nie serwery. Bo one mają wykonywać wiele rozmaitych czynności, które w ten czy w inny sposób są potrzebne użytkownikom, ale to nie użytkownik (ten szeregowy) ma tym zarządzać. A rację ma tanaka, bowiem DOS w porównaniu do współczesnego serwera wykonującego miliony operacji na sekundę i wypełniającego tysiące rozmaitych funkcji, to jest kompletny prymityw. Coś jak łuk przy kbk AK-47. A father bossa zachęcam się do pobawienia się Windows server 2008 w roli SBS i samodzielnego skonfigurowania ISA, to dopiero będzie jazda. 😉
@ Belfer
„Coś jak łuk przy kbk AK-47”
A może lepiej napisać:
„Coś jak ścierka przy zmywarce automatycznej”
😀
Jak zwykle świetne pióro. Dodałbym jeszcze kilka kategorii (związanych z innymi – nie całkiem autonomicznych).
Cygwin (wiem że to nie system a jego symulator) – wydaje mu się że jest Linuxem ale tak naprawdę to jest zwykły Windows ze wszystkimi jego wadami w dodatku spotęgowanymi.
Windows 3.11 – wydaje mu się że jest systemem nowej generacji ale faktycznie to ciągle DOS.
Proponuję też inne podejście do rzeczy.
Linux – człowiek skupiony na sobie, potrafi nazwać wiele ze swoich uczuć, świetny aktor, potrafi zmodyfikować prawie każdą swoją cechę na potrzebę roli. Z jednej strony – zapewnia nam kupę zabawy a z drugiej strony brzucha nam nie napełni.
Windows – może i nie jest dobrym aktorem i nie potrafi ukrywać swoich
atrybutów, przez co często jest wykorzystywany wbrew swojej woli. Za to szerokość spojrzenia na świat rekompensuje jego ułomności. Taki „wykwalifikowany robotnik” – potrafi zrobić wszystko, trzeba go jednak często kontrolować. Wypełnia szarą masę społeczeństwa.
MacOS – Czasami widuje się go jak przejeżdża w swojej wypasionej furze, świetny kierowca w świetnym pojeździe. Człowiek do zadań specjalnych, perfekcjonista ale najczęściej nie stać Cię na wynajęcie tego człowieka. Uprzejmy, inteligentny, sprawny ale nastawiony tylko na zysk.