Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Meandry losu

Koleje losu bywają pełne zagadkowych zmian i zwrotów. Niby jesteśmy „kowalami swego losu”, a czasem tenże los płata nam psikusa.
Będzie dziś najpierw o samolotach. Ale nie o Smoleńsku. Przeczytałem kiedyś taką dykteryjkę o tym, co by było gdyby linie lotnicze były jak systemy operacyjne. Na czele plasowałby się Apple. Bilety byłyby horrendalnie drogie, samoloty i lotniska komfortowe. Każdy lot zaczynałby się punktualnie w określonym i znanym miejscu i kończyłyby się też o ustalonej porze w miejscu końcowym. Niewielu pasażerów byłoby na to stać.
Drugie linie lotnicze to Windows. Bilety w umiarkowanej cenie, ale potem okazywałoby się, że trzeba dokupić jeszcze masę rzeczy bez których bilet nie byłby ważny. Pracownicy linii głownie zajmowaliby się sprawdzaniem, czy twój bilet jest ważny, legalny i prawidłowy. Przez te procedury sprawdzania nie zawsze lot zaczynałby się punktualnie. Co gorsza zawsze wiadomo byłoby skąd samolot startuje i na pewno byłby to wygodna lokalizacja, ale nigdy nie byłoby wiadomo, na jakim lotnisku docelowym wyląduje samolot i czy będzie to choć z grubsza sensowne miejsce. Na domiar złego czasami by się okazywało, że na pokładzie nie ma pilota lub dochodzi do awarii, którą pasażerowie szybko sami muszą usunąć.
Trzeci rodzaj linii lotniczych to byłby Linux. Loty byłyby za darmo lub prawie za darmo. Trzeba się tylko złożyć na paliwo. Do tego jeszcze trzeba sobie samemu zrobić fotel na czas lotu, który wykonamy na podstawie ogólnie dostępnej dokumentacji. Jak już pokonamy te wszystkie niedogodności, to okaże się, że lot jest komfortowy, punktualny, zawsze wiadomo skąd wystartuje i kiedy będzie lądowanie, a na dodatek zabiorą nas prawie spod samego domu i tak samo dostarczą do celu podróży. Samoloty są bezpieczne, piloci kompetentni. Jednak mało komu się chce grzebać samodzielnie, dlatego te linie miałyby niewielu pasażerów.

Przypomniałem sobie o tej anegdotce, rozmyślając dziś o tym, że w sumie los spłatał mi figla. Byłem pewny, że zostanę matematykiem, moją pasją była geometria. Jednak pod koniec liceum moje zainteresowania się zmieniły, stałem się humanistą. Te matematyczne korzenie wciąż były widoczne – moja praca magisterska o Norwidzie liczyła zaledwie 40 stron i pełna była matematycznych wykresów. Oceniona zresztą została rewelacyjnie. Paradoksalnie niespecjalnie zachęciło mnie to do pracy naukowej. Wolałem zostać nauczycielem, ponieważ stwierdziłem, że w peerelowskiej rzeczywistości właśnie w szkole będę miał pewną autonomię i zrobię coś pożytecznego. Czy to się udało? Nie mnie o to pytać. Pod koniec swej ścieżki zawodowej znów przestałem być humanistą i zająłem się komputerami. Nawet wolę dziś komputery. Mają jedną przewagę nad ludźmi – wyłącznik.

Siedzę tak sobie późnym wieczorem kończąc konfigurację serwera dla pewnej firmy. Trzeba było go nazwać. Jeden z moich kolegów nazywa maszyny kulinarnie – szynka, pasztet, schab. Inny woli słowa uznawane powszechnie za wulgarne. Ja za to preferuję nazwy mitologiczne. Jednak kolejny zeus, jowisz, helios* to nuda. Zatem ten serwerek, który będzie bramą internetową nazwałem cerber. I nagle sobie pomyślałem, że ludzie też są jak systemy operacyjne. Niektórzy są jak DOS. Przestarzały system, jednozadaniowy. Tacy ludzie skupiają się tylko na jednym i drążą sprawę do upadłego, nie rozglądają się na boki, są to często osobnicy prymitywni lub psychopaci.
Większość ludzi jednak przypomina rozmaite wersje Windows. Są dość eleganccy, zależnie od wersji. Czasem jednak kompletnie bez gustu jak ten zielony przycisk „Start” obok niebieskiego panelu. Zajmują się wieloma zadaniami naraz, ale często byle jak i bez spodziewanych efektów. Najgorzej, gdy czasami się zawieszą. Wtedy z reguły objawia się to jakąś nieziemską awanturą o kompletne bzdety. Kobiety zawieszają się na dłużej, taki stan nazywa się ciche dni i trudno go zresetować. Najbardziej niestabilną wersję Windows przypominają zaś polscy politycy.
Stosunkowo niewielu jest ludzi przypominających system z komputerów Apple. Można by rzec, że są w czepku urodzeni. Zwykle urodziwi i jednocześnie mądrzy. Na dodatek w życiu się im zawsze dobrze układa, są zamożni i mają talent do zdobywania bogactwa, dobrej pracy, dobrych partnerów (rzecz jasna takich samych jak oni). Trochę im brakuje tej entropii, którą ma typ zwany Windows. I trochę brakuje im tej nutki szaleństwa.
Najmniej ludzi jest spod znaku systemu Linux. Być takim osobnikiem nie jest łatwo. Wszystko buduje się od podstaw samemu. Nigdy nie idzie się na kompromisy w jakości działań. Czasem przeżyjesz całe życie i nie spotkasz bratniej duszy. Niekiedy da się wytrzymać z partnerem spod znaki MacOS, życie z człowiekiem spod znaku Windows to makabra, ale prawdziwa gehenna cię czeka, jak trafisz na DOS.


* Celowo małymi, bo to nazwy sieciowe.

Oceń felieton

13 komentarzy “Meandry losu”

Możliwość komentowania została wyłączona.