Straszne skutki awarii telewizora

Dawno temu amerykański satyryk napisał króciutki tekst, jak to zanik sygnału telewizyjnego spowodował istny armagedon w nowojorskiej rodzinie. Potem Czesi nakręcili zgrabną komedię o strasznych skutkach awarii telewizora. Był rok 1969. Epoka analogowa w rozkwicie. W tamtych czasach nie baliśmy się burz, rozbłysków na słońcu, wiatru magnetycznego, ani tych wszystkich cyfrowych śmieci, które dziś powodują, że piękny obraz full HD zmienia się w stado zwariowanych pikseli. Nawet jeśli śnieżyło, szumiało, to i tak jakoś dało się do końca obejrzeć „Bonanzę” na czarno-białym telewizorze o nazwie ametyst. W epoce cyfrowej niemożliwe – albo obraz jest, albo go nie ma.
Dziś, gdy tu i ówdzie nastąpił zanik cyfrowego sygnału, w czasie epokowego przemówienia Beaty Szydło, która jak wiemy jest pomazańcem Jarosława Kaczyńskiego, nie mógł to być przypadek, ale sabotaż wymierzony przeciw Dobrej Zmianie. ABW została powiadomiona. Śledztwo wdrożone i na pewno ktoś za to pójdzie siedzieć.
Przypomina się słynna anegdotka o Stalinie, który gdzieś zgubił fajkę i polecił Berii wdrożyć śledztwo. Gdy fajka się znalazła po godzinie, Stalin zawiadomił Berię. Ten jednak oznajmił, że nie może anulować dochodzenia, bo pięciu winnych już się przyznało.
Krystyna Pawłowicz, która nie tak dawno uciekała z obłędem w oczach z sejmu pod eskortą policji, przerażona okrzykami demonstrantów pod parlamentem, zadawała na Facebooku dramatyczne pytania.

Czy amerykańska firma EMITEL nadająca sygnał TVP, która ZABLOKOWAŁA/?/ od soboty odbiór TVP w południowej Polsce, m.in. w województwach dolnośląskim, lubelskim, opolskim i śląskim, BIERZE UDZIAŁ w hybrydowym ZAMACHU STANU w Polsce?

Jak można to wyjaśnić politykom z opcji, dla której nawet mgła nad lotniskiem w Smoleńsku nie była zjawiskiem atmosferycznym, ale politycznym spiskiem wrogów, którzy zamierzali uniemożliwić Lechowi Kaczyńskiemu rozpoczęcie z przytupem kampanii prezydenckiej? Jak wyjaśnić to politykom, którzy całkiem otwarcie mawiali, że dupa jest od srania, a pilot jest od lądowania i to tam, gdzie dysponent sobie zażyczy? Jak można to wytłumaczyć idiotom, którzy z Londynu chcieli wracać przeciążonym samolotem z częścią pasażerów stojących z braku miejsc? Skoro dla nich samolot niczym się nie rożni od miejskiego jelcza z czasów gomułkowskich. Przecież to nie może być normalna awaria systemu technicznego. Zakłócenia synchronizacji nie mają się prawa zdarzyć, gdy przemawia rzeczniczka Dobrej Zmiany. To musiał być zamach. Szczególnie, że w tym czasie trwał przecież protest pod sejmem. Czy opozycja i demonstrująca hołota chciały dokonać zamachu i przejąć w ten sposób przemocą władzę? Tak właśnie dziś słyszałem na ulicy. I tylko osobiste bohaterstwo ministra Błaszczaka temu zapobiegło.
Od sześciu lat z każdą kolejną teorią spiskową, z każdą zgniecioną przez ekspertów Macierewicza puszką i rozgotowaną parówką błagamy niebiosa, by to był już najwyższy poziom absurdu tych kretynów. Ale los postanowił nas doświadczyć. Nie ma granic, nie ma najwyższego poziomu zidiocenia. To, co dziś wydaje nam się szczytem, jutro zostanie pobite przez kolejnego Macierewicza, Waszczykowskiego lub Kurskiego. Dla Dobrej Zmiany nie ma przypadków. Albo wszystko wychodzi, jak chcą, albo jest zamach.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.3/10 (13 votes cast)

Noc długich noży

Każdy tyran, a jest tak od początku istnienia tyranii jako sposobu sprawowania władzy, co pewien czas przeprowadza czystki w swoim otoczeniu. Było tak w starożytnym Egipcie i w Rzymie. Ten sam scenariusz pozbawiony finezji stosowali absolutni monarchowie od dalekiego wschodu Azji po zachód Europy. Najbardziej symboliczne znaczenie zyskała tzw. noc długich noży, która była rozprawieniem się z działaczami NSDAP skupionymi w organizacji SA Ernsta Röhma. Hitler wraz z Göringiem, Goebbelsem, Himmlerem i Heydrichem postanowili się rozstać z częścią działaczy, którzy wyrażali nieco inne poglądy niż wódz narodu. Rozstanie miało być krótkie i ostateczne. Martwi nie zabierają już głosu, nie tłumaczą się i nie prowadzą kłopotliwych dyskusji. Z tego względu oponenci Hitlera musieli stracić życie. Hitler wykorzystał czystkę także w celu wyrównania wcześniejszych rachunków za pucz monachijski i likwidację innych ważnych przeciwników. Zabito między innymi: Gregora Strassera, Gustava Rittera von Kahr, Ericha Klausenera, Kurta von Schleichera, Edgara Junga oraz Ferdinanda von Bredow. Byli to ludzie, którzy niegdyś się Hitlerowi narazili lub politycy i funkcjonariusze instytucji państwowych o innych poglądach.
Kilka dni po przeprowadzonej czystce rząd uchwalił prawo „o samoobronie państwa”, które składało się w sumie tylko z jednego artykułu, stwierdzającego, że podjęte działania były w pełni legalne.
Jednak w czasach nowożytnych to Stalin był największym specjalistą w dokonywaniu czystek i wymyślił je ładnych parę lat wcześniej niż Hitler. Właściwie jednak już porewolucyjny kodeks karny napisany przez Lenina zawierał słynny artykuł 58, który uprawomocnił wszelki terror stosowany wobec przeciwników politycznych. Gdy umarł Lenin, a Stalin stał się pierwszą osobą w państwie, natychmiast przystąpił do likwidacji wszelkich współuczestniczących we władzy osób. Najpierw wyeliminował Trockiego, który najpierw musiał uciekać z ZSRR, a potem na rozkaz Stalina został zabity na emigracji w Meksyku. Potem Stalin pozbawił władzy Zinowiewa i Kamieniewa, obydwaj później stracili też życie. Mając obsesję na punkcie zdrady kolejno rozprawiał się z najwyższymi władzami cywilnymi i wojskowymi. Niektórzy przeciwnicy tyrana „popełniali” samobójstwo innych mordowano skrytobójczo tak, jak Siergieja Kirowa.
W bliższych nam czasach dochodzą nas echa czystek dokonywanych co jakiś czas w Korei Północnej, ale także w innych dyktatorskich reżimach. Dyktatorzy często posługiwali się prowokacją, aby doszło do działań, które mogli uznać za wrogie i by zyskać pretekst do przeprowadzenia czystek.
Tak właśnie najprawdopodobniej było kilka dni temu w Turcji. Zdarzyły się tam bowiem rzeczy dziwne i nielogiczne. Próba zamachu stanu, która zaczęła się wieczorem, już po paru godzinach była praktycznie zakończona. A dokonywała zamachu największa armia na bliskim wschodzie, druga co do wielkości w NATO. Wojsko zamiast niespodzianie uderzyć w centa rządowe i wyeliminować ośrodki władzy, aresztować lub nawet zlikwidować przywódców, zdobyło stacje telewizyjne, aby ogłosić, że robi zamach. Przecież wiadomo było, ze może to wywołać poruszenie, bo partia Erdogana ma jednak ogromne poparcie. Na pewno nie tak duże, by mianować go sułtanem, ale na tyle duże, by bronić go podczas zamachu.
Wojsko nie zajęło się wyłączeniem internetu, ani telefonii komórkowej, a można to było zrobić, przynajmniej w Ankarze i Stambule, aby ludzie nie mogli się zwoływać. Odcięcie łączności jest bardzo ważne i tylko idiota tego nie wie. Szczególnie politykom. A tymczasem Erdogan nawoływał do wyjścia na ulicę przez telefon komórkowy używając aplikacji do bezpośredniej transmisji. Nawiasem mówiąc pokazuje to, jakim jest psychopatą.
Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, ze F-16 zamachowców miały na celowniku samolot Erdogana, ale go nie zestrzeliły, a to załatwiałoby prawie wszystkie problemy.
Wszystko wskazuje na to, że tajne służby Erdogana przeniknęły do wojska i tam, gdzie nie miał on jeszcze swoich ludzi sprowokowały niechętnych mu wojskowych do akcji. Zamach był potrzebny tylko po to, by satrapa mógł pod pozorem prawa zlikwidować swoich przeciwników. Już następnego dnia oznajmił, że rozpoczną się natychmiastowe prace parlamentu nad przywróceniem kary śmierci, bo „lud tego żąda”. Jak już napisałem wcześniej – martwi się nie bronią, nie mówią, nie dyskutują i dla tyrana jest to najlepsza forma pozbycia się wszelkiej opozycji.
Jeszcze coś wskazuje na to, że to nie był autentyczny zamach stanu. Ludzie Erdogana wyraźnie mieli już od dawna przygotowane listy ludzi, którzy będą aresztowani i osądzeni w trybie natychmiastowym i jak się okazuje wcale nie wojskowi stanowią wśród nich największą grupę. Prawie natychmiast aresztowano tysiące sędziów. Niewątpliwie sędziowie byli przeciwnikami dyktatury, bo ta łamała prawo, a sędziowie nie chcieli tego firmować. Jednak nie brali udziału w zamachu, ani go nie firmowali.
Kolejną grupą, za którą wziął się rząd Erdogana są teraz nauczyciele. Tysiące nauczycieli ze szkół wyższych i nie tylko zostało zmuszonych do dymisji. Dotyczy to głównie kierujących edukacją, rektorów i dziekanów uniwersyteckich oraz dyrektorów szkół, wielu nauczycielom ekspresowo odebrano uprawnienia. Jest to oczywiste działanie, bo cytując polskiego klasyka, „wykształciuchy” nigdy nie są zwolennikami rządów dyktatorskich. To oni przekazywali młodzieży idee Atatürka – sprawiedliwość, równość, świeckość państwa. Teraz na ich miejsce przyjdą islamscy „katecheci” i będą wprowadzać turecką dobrą zmianę.
Satrapa wymorduje tysiące swoich przeciwników, zmarginalizuje środowisko prawnicze oraz inteligencję, aby rządzić bez przeszkód. Najpóźniej za dwadzieścia lat starzejący się dyktator z lęku przed utratą władzy weźmie się za czystki wśród dzisiejszych swoich popleczników, ale dziś oni jeszcze tego nie wiedzą. Skoro ludzie nie uczą się historii, to historia uczy potem ludzi. Boleśnie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Tam, gdzie rodziła się Europa

Czujemy się spadkobiercami kultury i cywilizacji śródziemnomorskiej. Z niejaką dumą mówimy o spuściźnie prawa rzymskiego, a z jeszcze większą o kulturze i sztuce starożytnej Grecji. Mało kiedy jednak dochodzi do naszej świadomości fakt, że ta kultura powstawała z daleka od tego, co dziś uważamy za Europę. Czy wiecie, że wejście do mitologicznego Hadesu, do którego udał się Orfeusz, aby odzyskać swą ukochaną Eurydykę, a także Herakles, by porwać stamtąd trójgłowego psa Cerbera, znajduje się w jaskiniach niedaleko miasta Eregli nad Morzem Czarnym?
Tam właśnie przyszło mi się udać w 1998 roku. Byłem opiekunem dzieciaków, które jechały na zaproszenie tureckich władz na wielki festiwal kulturalny noszący nazwę Święta Osmańskiej Truskawki.
W tamtych czasach niewiele wiadomo było o Turcji poza tym, że nasi handlarze u schyłku PRL jeździli po słynne tureckie kożuszki, w których potem chodziło zimą pół Polski. To nie był łatwy wyjazd, bo i daleko i sam kraj był jedną wielką niewiadomą. Rodzice byli zaniepokojeni, a spraw do załatwienia w związku z wyjazdem multum. Któregoś dnia posadziłem nastoletnią córkę przed komputerem i dałem jej zadanie znaleźć kogoś z Turcji i dowiedzieć się jak najwięcej, a lista pytań, które wypisałem na kartce była spora. Okazało się to dobrym pomysłem. Dzięki rozmowie na IRC ze studentem z Ankary dowiedzieliśmy się więcej niż można się było spodziewać i spokojniej już szykowaliśmy się do wyjazdu.
W Turcji okazało się, że oni więcej wiedzą o Polsce, niż my o ich kraju. Doskonale wiedzieli kim był Fryderyk Chopin, znali i szanowali postać Murada Paszy, który jest też naszym i węgierskim bohaterem narodowym jako generał Józef Bem. Mówili o polskiej wsi pod Stambułem, w której żyją potomkowie Polaków. Wiedzieli też, że Polakiem jest papież Jan Paweł Drugi a Lech Wałęsa był dla nich bohaterem współczesnego świata, mówili o nim z szacunkiem takim jak o Atatürku. Jeszcze jedno nazwisko było im znane – Roman Kosecki. Każdy bowiem Turek od wczesnego dzieciństwa jest wielbicielem piłki nożnej, a Kosecki grał wówczas w klubie Galataseray ze Stambułu. I jeszcze jedno, nigdzie nie spotkałem się z tak powszechną i entuzjastycznie okazywaną sympatią dla Polski i Polaków.
Poznałem też kilku ciekawych ludzi, prowadziliśmy długie nocne rozmowy, racząc się popularną tam rakiją i walcząc z oporem, który stawiał nam wspólny i nie nasz język angielski. Wiele się wówczas o tym kraju dowiedziałem. Turcji, jaką poznałem, dziś już nie ma.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)

Kolejny zamach

Rozbił się Airbus niemieckiej linii Germanwings. Rozbił się we Francji.
Jakie są podobieństwa do katastrofy sprzed lat, gdy rozbił się prezydencki Tupolew w Smoleńsku?
Po pierwsze śledztwo w sprawie rzekomej katastrofy przejęła natychmiast Rosja (warto dodać, ze za zgodą zdrajców sprawujących władzę w kondominium). Po katastrofie Airbusa śledztwo prowadzi Francja (za zgodą nieudolnej agentki STASI Merkelowej).
Po drugie rosyjski komitet MAK nie czekając na wszystkie wyniki badań bardzo szybko oznajmił, że winni katastrofy byli polscy piloci. Teraz prokuratura francuska prawie natychmiast orzekła, że katastrofę spowodował drugi pilot Airbusa.
Dodatkowym argumentem MAK były rzekomo nieproceduralne zachowania w kokpicie, obecność tam innych osób. Po obecnej katastrofie z kolei prokuratorzy francuscy zastanawiają sie dlaczego kapitana samolotu nie było w kokpicie i dlaczego nie potrafił wejść do środka.
Jednak zawsze wychodzą na jaw rozmaite fakty, które zamachowcy chcą ukryć. Tym razem przedostała się wiadomość o samolocie Mirage, który rzekomo nie zdążył przyjść z pomocą. A z jaką pomocą miałby przyjść bojowy samolot wyposażony w rakiety samonaprowadzające?
No i zasadnicze pytanie: DLACZEGO? Odpowiedź zaś jest prostsza niż prosta! Tajemnicą poliszynela jest, że Francuzów do dziś szlag trafia na wspomnienie pięciu lat seksualnej wstrzemięźliwości podczas wojny, gdy Francuzki en masse wolały przystojnych oficerów niemieckich. To była zemsta.
Należałoby przyjść z pomocą bratniemu narodowi niemieckiemu wysyłając tam komisję Antoniego Macierewicza, z profesorem Nowaczykiem (tym od wybuchającej stodoły) i Chrisem Cieszwskim na czele. Komisję należy zaopatrzyć w odpowiednią ilość parówek i puszek coli.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (8 votes cast)

Czwarty rodzaj prawdy

Ksiądz Tischner rzekł kiedyś znamienne i wielokrotnie cytowane oraz przeinaczane zdanie: Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda. Do tych trzech rodzajów obecnie możemy dodać jeszcze jedną prawdę – prawdę internetową. We współczesnym cyfrowym świecie kontakt z internetem mamy prawie na każdym kroku. Od lat komputery tanieją i dziś jest to normalny przedmiot użytku własnego, z którym mamy do czynienia w pracy i szkole, w domu, a za sprawą tabletów i smartfonów – w zasadzie wszędzie. Połączenie internetowe też przestało być przedmiotem zazdrości licznych w stosunku do nielicznych. Pakiety internetowe oferuje każdy dostawca telefonii mobilnej, a także dostawcy telewizji i telekomunikacji. Korzystamy z internetu prawie bez przerwy, w sposób wydawałoby się naturalny, przyzwyczajamy się do szukania wszelkich informacji, które są lub mogą być nam w jakiś sposób potrzebne.
Czy weryfikujemy znalezione informacje? Czy sprawdzamy ich rzetelność? To są pytania na miarę Hamleta – być albo nie być.
W popularnej „Faktopedii” znalazła się informacja o tym, że we włoskim mieście Brescia w 1769 roku po uderzeniu pioruna wybuchło 90 ton prochu strzelniczego przechowywanego w kościele. Wybuch zniszczył ogromną część miasta i zabił kilka tysięcy ludzi.

Obrazek z Faktopedii

Obrazek z Faktopedii


Sednem informacji jest to, że rzekomo władze kościelne nie zgadzały się na montaż piorunochronu, ponieważ byłoby to ingerencją w wolę boską.
Co z tego jest prawdą? Na razie tylko fakt, że na północy Włoch jest miasto Brescia. Jeśli poszperamy w internecie znajdziemy stronę z informacją, że do wybuchu w mieście Brescia doszło w 1751 roku, a na innej przeczytamy datę 1772. We włoskiej Wikipedii informacji na temat wybuchu nie znalazłem. Za to na zdjęciu są dwie katedry – stara z XII wieku i nowa z XVII. I na pewno żadna z nich nie została zniszczona w wybuchu.
To samo zdjęcie w innej kolorystyce

To samo zdjęcie w innej kolorystyce


Cóż zatem się stało? I czy się stało? Nie wiem i prawdę powiedziawszy niewiele mnie to interesuje. Za to każdy, kto kiedyś kończył szkołę podstawową wie, że piorunochron wynalazł Beniamin Franklin w połowie XVIII wieku. Na swoim własnym domu umocował piorunochron w 1752 roku. Prawdopodobnie niejako równolegle pojawili się konstruktorzy piorunochronów także w Europie. Być może tak było podobnie jak z wynalezieniem radia (Marconi – Popow). Jednak zanim spopularyzowały się piorunochrony, musiało minąć trochę lat. W latach osiemdziesiątych osiemnastego wieku w Stanach Zjednoczonych – kraju budującym się i nowoczesnym było kilkaset piorunochronów. W Europie pod koniec owego stulecia zaczęto zakładać je coraz częściej i zapewne spektakularne katastrofy miały w tym swój udział. Jednak władze kościelne w Brescii nie mogły odmówić założenia piorunochronu, bo zależnie od daty, którą przyjmiemy za prawdziwą, to piorunochronu jeszcze nie wynaleziono lub dopiero wynaleziono, a w Brescii nikt jeszcze tego wynalazku nie znał.
Natomiast Brescia znana jest z wybuchu, ale znacznie późniejszego. W 1974 miał tam miejsce jeden z pierwszych publicznych zamachów bombowych, znany dziś jako zamach na Piazza della Loggia. Były to lata działania rozmaitych ruchów anarchistycznych w Europie. Najgroźniejsze z wydarzeń działy się we Włoszech i w Niemczech. Rodzimi terroryści wysadzali budynki, porywali ludzi… a dziś nawet terrorystów Europa importuje.
😉
 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.3/10 (20 votes cast)

We mgle

Blisko 50 lat temu został zamordowany prezydent John Kennedy. Prezydenta zastrzelił Lee Harvey Oswald, człowiek znany z marksistowskich poglądów, który kilka lat spędził w ZSRR. Oficjalne ustalenia przypisują zamach właśnie Oswaldowi, dopuszczając w późniejszych wersjach istnienie bliżej nieokreślonego spisku i być może istnienie drugiej osoby uczestniczącej w zamachu. Sam zamachowiec został wkrótce po aresztowaniu zastrzelony przez niejakiego Jacka Ruby’ego, człowieka związanego z mafią. Do dziś blisko 80% Amerykanów wierzy w jedną ze spiskowych teorii zakładających spisek na życie Kennedy’ego. Jedni twierdzą, że to ZSRR stoi za zamachem, inni że CIA, jeszcze inne teorie wiążą z zamachem mafię lub kubańskich imigrantów. Mało Amerykanów wierzy w najprostszą wersję, że za zamachem stał lewicujący człowiek, zafascynowany Związkiem Radzieckim i mający pretensje o incydent w Zatoce Świń.
Jurij Gagarin był pierwszym człowiekiem, który poleciał w kosmos. Niektórzy co prawda twierdzą, że przed nim było kilku innych, lecz to on pierwszy powrócił żywy. Jednak brak jakichkolwiek dowodów, że to prawda. Gagarin był pilotem oblatywaczem. W 1968 roku Gagarin zginął w katastrofie samolotu mig-15. Oficjalnie na katastrofę złożyło się wiele przyczyn. Zaniedbania w przygotowaniu lotu obejmowały fatalne wyposażenie lotniska, na którym nie było radaru, nie prowadzono rejestracji przeglądów i naprawa samolotu, nie było właściwej prognozy meteorologicznej, a do samolotu prawdopodobnie doczepiono dodatkowe zbiorniki paliwa. Współcześnie uznano, że przyczyną wypadku był błąd samego Gagarina. Jednak blisko połowa Rosjan nie wierzy w żadną z oficjalnych wersji. Spora część sądzi, że Gagarina usunęły komunistyczne władze ZSRR. Są tacy, którzy uważają wypadek za sfingowany, a sam Gagarin miał żyć jeszcze długie lata w jakimś z tajnych miast Związku Radzieckiego.
Po trzech latach od katastrofy w Smoleńsku ponad 40% Polaków sądzi, że z katastrofą związane są jakieś tajemnice. Nie wszyscy sądzą, ze to był zamach, ale skłaniają się do podobnych hipotez. Ponad 30% uważa, że katastrofę wyjaśniono, a blisko 20% nie ma zdania. Spiskowa teoria związana ze Smoleńskiem się rozwija i przechodzi w kolejne – często wzajemnie sprzeczne – fazy, które jednak sugerują zawsze zamach na prezydenta Kaczyńskiego. Początkowo była to teoria mgły sztucznie rozpylonej przez Rosjan i celowe wprowadzanie w błąd pilotów przez rosyjskich kontrolerów. Wersja ta została zarzucona, gdy jasne stało się, że piloci na lotnisku bez ILS sami podejmują decyzje i cokolwiek mówili kontrolerzy, nie miało to większego znaczenia. Na dodatek samolot miał status polskiego „air force one” i obcy kontroler nie miał prawa rozkazywać dowódcy. Pojawiła się więc koncepcja rozpylonego przed lotniskiem helu, który pozbawił skrzydła nośności i spowodował nagłe opadnięcie samolotu. Te teorie wskazują na Rosjan jako sprawców zamachu. Od niedawna pojawiła się teoria wybuchu lub wybuchów wewnątrz samolotu, co umożliwia ewentualne sprawstwo także polskiej stronie. Wśród ostatnich rewelacji pojawiła się także ta, która wcześniej powtarzana była tylko przez miłośników teorii spiskowych w internecie. Antoni Macierewicz stwierdził, iż ma dowody, że przynajmniej trzy osoby przeżyły katastrofę.
Teorie spiskowe dotyczące znanych wydarzeń są wręcz normą od bardzo dawnych czasów. Do najgłośniejszych – oprócz powyższych – należy także ta twierdząca, że nie było lądowania na Księżycu. Wiele teorii wciąż dotyczy zamachu na Jana Pawła II, a podsyca je wciąż sam zamachowiec, który co pewien czas zmienia swoje wyjaśnienia. Do najbardziej sławnych należą protokoły mędrców Syjonu, Zakon Syjonu i oczywiście spiskowa teoria dotycząca terrorystycznych zamachów z dnia 11 września 2001.
Wiele teorii na temat wydarzeń politycznych dzieli ludzi w sposób nie do pogodzenia. Polacy nie są w tej mierze wyjątkiem. Jeśli ktoś zastanawia się, kiedy rożne interpretacje katastrofy smoleńskiej przestaną dzielić polskie społeczeństwo, odpowiedź może być tylko jedna. Nigdy. Zawsze będą ludzie, którzy wierzyć będą w teorię zamachu, choćby było to całkowicie nieprawdopodobne.
Dziś kilka dni po śmierci byłej premier Margaret Thatcher w Anglii odbywają się festyny radości ludzi, którzy odsądzają ją od czci i wiary. Można to nazwać tańcem na grobie byłej premier. Niezależnie od miejsca, które zapisze Margaret Thatcher historia, dziś z całą pewnością możemy przyznać jej jedna zasługę. Pokazała, że kobieta może być lepsza od mężczyzn nawet na najwyższych szczeblach kariery, mając rodzinę, męża i dzieci. W konserwatywnej Wielkiej Brytanii kobieta mogła zostać premierem nie pochodząc nawet z najwyższych sfer. W postępowej socjalistycznej Polsce Hela mogła zostać traktorzystką lub jak Anna Walentynowicz – suwnicową. Nawet w powszechnym ruchu „Solidarności” kobiet prawie nie było, a największą karierę spośród kobiet zrobiła jako senator i sędzia Trybunału Stanu adwokatka Anna Bogucka-Skowrońska. Pierwsza polska premier – Hanna Suchocka rządziła zaledwie rok i nie dokonała niczego wartościowego, była de facto figurantką godzącą sprzeczne interesy siedmiu koalicjantów.
Po katastrofie w Smoleńsku początkowo nic nie wskazywało na występujące dziś podziały ideologiczne. Jednak już po kilku dniach zaczęto rozpowszechniać teorie o zamachu, a co najważniejsze rozpoczęto oskarżenia wobec wszystkich przeciwników Lecha Kaczyńskiego i PiS. Tak, jakby krytyka polityczna i żarty z nabzdyczonego prezydenta miały jakąkolwiek moc sprawczą. Każdy, kto był wrogiem Kaczyńskiego, był winien jego śmierci. Jasne stało się, że teorie spiskowe będą się rozwijać. Dziś mamy już teorię o wybuchach wewnątrz samolotu i ludziach, którzy przeżyli katastrofę i zostali potem zabici. Im więcej lat upłynie, tym bardziej rozwijać się będą teorie spiskowe i rosnąć będzie nienawiść ludzi przekonanych o zamachu. Im bardziej będą wyśmiewani, tym bardziej będą zamykać się w swojej oblężonej twierdzy, zaprzeczać rzeczywistości i utwierdzać się w swych absurdalnych przekonaniach. Kiedyś dojdzie do prawdziwego zamachu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.8/10 (12 votes cast)

Teoria Wielkiego Wybuchu

Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna – mówi Dziennikarz w „Weselu” Wyspiańskiego. Jednak nigdy tak nie było, a tym bardziej nie będzie dzisiaj, gdy polska wieś jest tylko częścią globalnej wsi na planecie Ziemia. Polska od likwidacji „żelaznej kurtyny” coraz bardziej integruje się ze światem zewnętrznym i ma to aspekty zarówno dobre, jak i złe. Zachód Europy i Stany Zjednoczone stały się wzorem do naśladowania nie tylko dla tych, którzy pragnęli rozwoju gospodarczego, wzrostu dobrobytu, rozwoju cywilizacyjnego.
W niektórych obszarach udało się aż za dobrze. Mamy w kraju niezwykle groźną sektę, którą bez uszczerbku porównać można do słynnej organizacji Davida Koresha. A dziś okazało się także, że mamy swojego Breivika lub może raczej swojego Timothy’ego McVeigha. Dziś prokuratura poinformowała dziennikarzy, że aresztowano osobnika, który zgromadził spore ilości materiałów wybuchowych oraz broni w celu zamachu na „konstytucyjne organy państwa”. Mamy też więc nasze FBI, które okazało się znacznie sprawniejsze niż amerykański pierwowzór. Zamachowca aresztowano, zanim zrobił wielkie bum.
W ciągu kilku godzin dociekliwe media zidentyfikowały postać OMC* zamachowca i jego motywy działania. Nie wdając się w zbyt daleko idące szczegóły można stwierdzić, że osobnik ten był pod wpływem konserwatywnych narodowych i antysemickich ideologii.
Czy można zatem już teraz, bez znajomości szczegółów wyciągać jakieś wnioski? Czy można formułować jakieś społeczne i polityczne teorie? I jakie?
Nie tak dawno wstrząsnął społeczeństwem zamach polityczny, którego ofiarą stał się mało istotny działacz polityczny partii PiS. Wówczas mieliśmy do czynienia z sytuacją w skali mikro. Niezrównoważony i niestabilny emocjonalnie człowiek postanowił dać wyraz swojego niezadowolenia z polityków. Są co prawda przesłanki, że atak na siedzibę PiS był przypadkowy i równie dobrze celem mogła się stać inna partia, ale nawet przyjmując ściśle ideologiczne motywy, to była to kiepsko zaplanowana akcja amatora, który sam nie do końca wiedział, co chce zrobić.
Tym razem mamy do czynienia ze specjalistą od materiałów wybuchowych i raczej z psychopatą i socjopatą niż z wariatem. Całkiem możliwe, że planował zamach na budynek sejmu wtedy, gdy będą tam przedstawiciele rządu i prezydent. Niewiele jest takich okazji, a jedną z nich mogłaby być sesja poświęcona budżetowi. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że tutaj ustalonym motywem była ideologia narodowa i antysemicka niedoszłego sprawcy. Prokuratorzy dość enigmatycznie wspomnieli też o osobie która inspirowała zamachowca, a takich ideologów w kraju mamy wielu.
Jedno wydaje się być pewne, w każdym społeczeństwie istnieje pewien odsetek krańcowo niezadowolonych, napędzanych ideologią osobników. W specyficznych warunkach mogą się oni okazać groźni. Z całą pewnością można powiedzieć, że politycy, którzy poddają w wątpliwość legitymację demokratycznie wybranych władz, którzy robią z katastrofy lotniczej zamach i mord, którzy bez skrupułów odwołują się do ugrupowań chuligańskich i rasistowskich, ponoszą za takie przypadki moralną odpowiedzialność.
Antoni Czechow powiedział, że jeśli w pierwszym akcie utworu dramatycznego pojawia się wisząca na kołku strzelba, to najpóźniej w ostatnim akcie powinna ona wystrzelić.
W naszym politycznym dramacie na scenie leży bomba i jest tlący się lont, który z uporem i determinacją rozdmuchują politycy PiS wraz z towarzyszącym im redemptorystą Rydzykiem. Nic dziwnego zatem, że bomba miała wybuchnąć.


* O mało co.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Kto zabił Lecha Kaczyńskiego?

Scenariusz wydarzeń jest tak nieprawdopodobny, że kojarzy się z kiepskim filmem z gatunku political fiction. Trudno byłoby uwierzyć, gdyby nie fakt, że to się zdarzyło naprawdę.
Jedna z większych gazet ogłasza rankiem, że badania chemiczne wykryły na częściach samolotu ślady materiałów wybuchowych. Opinia publiczna jest wzburzona i oczekuje wyjaśnień. Jarosław Kaczyński oświadcza, że „zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego, to niesłychana zbrodnia”. W godzinach popołudniowych prokuratura dementuje wiadomości z „Rzeczypospolitej”. Jasno i wyraźnie pada sformułowanie, że artykuł jest nieprawdziwy, bo żadnych materiałów wybuchowych nie wykryto. Właśnie – mówi starszy mężczyzna na przystanku do swego rozmówcy – nie wykryto, a nie, że ich nie było. Kolejna teoria spiskowa poszła w lud. Teraz już jej nic nie zatrzyma. Polska prokuratura kłamie, bo te ślady materiałów wybuchowych na pewno były, ludzie przecież wiedzą od lat, że to był zamach, a teraz tylko się potwierdziło.

W godzinach wieczornych „Rzeczpospolita” zaczyna dementować na stronie internetowej swoje wcześniejsze informacje. Pada sformułowanie „pomyliliśmy się”. Jakiś czas potem to sformułowanie znika. Oświadczenia gazety i jej naczelnego stają się coraz bardziej rozmyte. W ostateczności chodziło im niby o to, że śledztwo trwa za długo. Wśród prawicowych komentatorów pojawiają się rozmaite teorie. Niektórzy twierdzą, że to prowokacja wymierzona w Jarosława Kaczyńskiego, by go sprowokować. Jeśli tak, to się udała. Lider opozycji konserwatywno-religijnej „walnął z grubej rury”. Bardziej skompromitować się nie mógł. Inni twierdzą, że pojawiają się nowe niezbadane dowody i chodziło o ruch wyprzedzający, by prokuratorzy nie „zamietli ich pod dywan”.
Dla większości obserwujących polską scenę polityczną to jednak tylko kolejny dowód paranoi. Sprawa smoleńska będzie ciągnąć się latami i nikt nie przekona grupki zwolenników teorii spiskowych, że to nie był zamach. Brednie te przejdą do legendy i będą żyć w niektórych środowiskach nawet za lat sto. Co cztery lata ktoś będzie je wykorzystywać, by zdobyć poklask wymierającego moherowego elektoratu. I tak ad defecatam mortem.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (8 votes cast)

Corpus coniurationis

Przyglądając się fantastycznej twórczości uprawianej przez posłów obciążonych tzw. zespołem Macierewicza oraz rozmaitych – najczęściej samozwańczych – ekspertów, myśleliśmy, że już nic nigdy w tej dziedzinie nas nie zaskoczy. Wśród najbardziej odlotowych spiskowych teorii na temat wypadku lotniczego w Smoleńsku do tej pory prym wiodła hipoteza rozpylonego helu. Hel miałby nagle zmniejszyć siłę nośną skrzydeł prezydenckiego samolotu i spowodować gwałtowne opadanie, które skończyło się uderzeniem w ziemię. To doskonały sposób na niemal naturalny wypadek lotniczy, pod warunkiem, że istniałaby technologia pozwalająca na niezauważalne rozpylenie takiej ilości gazu, która jednocześnie musiałaby być bardzo precyzyjna względem przelatującego samolotu. Gaz rozpylony chwilę za wcześnie zmieszałby się z powietrzem i podniósł się w górę (jest lżejszy od powietrza), chwilę za późno nie spowodowałby już katastrofy.
Druga z hipotez mówiła o rozpyleniu sztucznej mgły. Ta hipoteza ma dwa słabe punkty. Po pierwsze wymaga dużej liczby odpowiednich wytwornic. Rosyjska armia je ma, tylko nikt ich nie widział w Smoleńsku, a przecież tyle zdjęć i filmów się pojawiło, także tych niewygodnych dla Rosjan. Drugi słaby punkt to założenie, że pomimo mgły polski samolot z jakichś powodów będzie chciał wylądować na przekór zdrowemu rozsądkowi. Inaczej mówiąc hipoteza zakłada obecność na pokładzie kompletnych debili i samobójców.
Jednak przekonanie tzw. prawdziwych Polaków o spisku na życie najlepszego prezydenta od czasów Mieszka I było wciąż niezachwiane. Kolejną teorią była teoria bombowca. TU-154 to przerobiony bombowiec i nie miał prawa się rozbić. Skrzydło urwane z powodu uderzenia w brzozę to manipulacja, a na pokładzie doszło do wybuchu, który rozerwał samolot na strzępy.
Tę tezę jakimiś sobie tylko znanymi wyliczeniami poparł nigdy nikomu nie znany wcześniej doktor Binienda z podrzędnej amerykańskiej uczelni. Ostatnio nawet jakieś kawałki metalu zbadali jacyś – znów rzekomo niezależni – eksperci i stwierdzili, ze był wybuch. Autentyczność szczątków badanych gwarantuje „Gazeta Polska”. Tak więc obecnie triumfuje hipoteza zamachu za pomocą bomby.
Jednak pojawiła się nowa teoria spiskowa, która przebija wszystko. Polska prasa, telewizja i radio podały, że pojawiła się strona z bardzo drastycznymi zdjęciami ze Smoleńska.

Oburzenie w polskich mediach

Oburzenie w polskich mediach


Po interwencjach polskiego MSZ część stron zniknęła, z wyjątkiem tych na amerykańskich serwerach. Jak wiadomo, tzw. pierwsza poprawka jest gwarancją wolności słowa w USA i opierając się na niej Amerykanie nie zamykają nawet stron faszystowskich. Jednak rozemocjonowani oglądacze stron z drastycznymi zdjęciami, choć natychmiast zaczęli spekulować, dlaczego te zdjęcia się pojawiły w internecie i dlaczego akurat teraz. Dokładniej zaś, jaki interes w tym miał Putin i co on teraz knuje.
Mało kto jednak spróbował przedrzeć się przez rosyjski tekst, którego oprócz zdjęć było tam sporo. Znajomość rosyjskiego w narodzie ginie, a szkoda – chciałoby się rzec przy takich okazjach.
Autor strony proponuje bowiem najbardziej odjechaną teorię spiskową. Nie wiem co bierze, ale towar ma przedniej jakości. Otóż samolot wylądował – według niego – normalnie. Dopiero potem zabito pasażerów i rytualnie wypatroszono zwłoki odcinając im między innymi ręce i nogi. Przypadek „rzekomej katastrofy” w Smoleńsku porównuje do rytualnych mordów seryjnego mordercy z Ukrainy i jakąś rzekomo rytualną zbrodnią z Sewastopola. Przyznam się, że przez całość tych bredni nie przebrnąłem. Nie dość że majaczenia chorego umysłu, to jeszcze w obcym języku. Jednak jasno i wyraźnie trzeba stwierdzić, że nasze rodzime koncepcje spiskowe to przysłowiowy „mały pikuś” przy tym nawiedzonym rosyjskim tropicielu rytualnych zbrodni.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Prawie zamach

Dziś mija druga rocznica prawie zamachu, w którym bohaterską i męczeńską śmiercią poległ Lech Kaczyński. Od rana zbierają się tłumy (w liczbie kilkuset osób), które pragną uczcić pamięć najlepszego prezydenta od czasów Mieszka I – prezydenta tysiąclecia.
Jarosław Kaczyński od pewnego czasu gra znowu na nucie smoleńskiej. Najpierw dał do zrozumienia, że ta katastrofa jego zdaniem coraz bardziej wygląda na zamach, aby wreszcie oznajmić, że jego brat został zamordowany. Jeżeli dodamy do tego słynny zespół Macierewicza oraz sławnych światowych ekspertów, o których nikt nie słyszał wcześniej, to rysuje nam się prawie apokaliptyczny obraz zbiorowej paranoi, której uległa spora liczba polityków i tysiące naszych rodaków.
Po tych dwóch latach od katastrofy warto przypomnieć, co pisałem wówczas, bo tezy te wytrzymały próbę czasu. Jakie były dokonania prezydentury Kaczyńskiego? Dziś trudno sobie je przypomnieć nawet zwolennikom PiS, z którymi próbowałem dyskutować. Często używa się sloganów o polityce historycznej i patriotyzmie. Warto zatem po raz kolejny przypomnieć, że wcześniej Lech Kaczyński pojechał do Katynia tylko 17 września 2007. A było to przed wyborami do sejmu.
Tragedia, która zdarzyła się w Smoleńsku miała swoje konsekwencje w życiu politycznym Polski. Dotąd przeciwnicy PiS byli oskarżani „tylko” o zdradę interesów narodowych i chęć zaprzedania ojczyzny jakimś bliżej nieokreślonym siłom w Europie i uczynienia z Polaków niewolników, którzy w pocie czoła będą pracować za głodowe płace dla Niemców. Po 10 kwietnia 2010 do tych „lekkich” oskarżeń doszły jeszcze oskarżenia o zamordowanie prezydenta w wyniku spisku zawiązanego wraz z Putinem.
Początkowa i spontaniczna żałoba po śmierci tak wielu osób szybko została rozegrana przez żądne sensacji media i choć społeczeństwo w naturalny sposób zaczęło wracać do normalnego życia, to media nie potrafiły odpuścić. Decyzja o pochowaniu Lecha Kaczyńskiego tylko zaogniła istniejący już konflikt. Coraz więcej bowiem było osób, które uważały, że śmierć w katastrofie nie przekształciła kiepskiego prezydenta w opatrznościowego męża stanu.
Do wyborów parlamentarnych i prezydenckich jest jeszcze sporo czasu – ponad trzy lata. Jednak Jarosław Kaczyński tuż przed rocznicą smoleńską oznajmił, że będzie kandydował na prezydenta i bardzo aktywnie mobilizuje swój twardy elektorat, wracając do insynuacji na temat katastrofy.
Jeśli prezes Jarosław Kaczyński przez zwolenników zwany zbawcą Polski wygrałby wybory to w związku z prawie zamachem przeprowadziłby zapewne prawie śledztwo i wykrył prawie zamachowców, a następnie prawie sąd wydałby prawie wyrok na prawie cały naród, bowiem większość wyborców uważała jego brata za kiepskiego prezydenta, kpiła z jego licznych faux pas i nie szanowała głupawej koncepcji ideologicznej nazwanej „Czwartą Rzeczpospolitą”.
Dziś dwa lata po prawie zamachu sam muszę przyznać, że też jestem prawie zamachowcem w świetle pokrętnego rozumowania pana prezesa. Uważałem i uważam, że Lech Kaczyński był najgorszym możliwym prezydentem, jaki się Polsce mógł trafić. Katastrofa smoleńska była niestety tylko i aż konsekwencją zaniedbań i błędów popełnianych przez wiele różnych osób i – nadal twierdzę – ogromnej politycznej presji związanej z tą wizytą.
Zamachów politycznych nie robi się bez powodu, nie robi się ich z powodu urażonej ambicji, dla zemsty – robi się je z powodu spodziewanych politycznych korzyści. W tym przypadku jedyną stroną, która na zamachu mogłaby skorzystać był PiS i jego prezes. Dramatycznie spadające notowania Lecha Kaczyńskiego pozwalały przypuszczać, że to nie on byłby uczestnikiem drugiej tury wyborów prezydenckich. Zapewne walka rozegrałaby się pomiędzy Jerzym Szmajdzińskim i Bronisławem Komorowskim. Po śmierci Lecha jego brat Jarosław o mało nie wygrał wyborów prezydenckich, a jak słusznie zauważył Adam Bielan (były jego współpracownik) – prezes mógł te wybory wygrać, jednak pomysł pochówku brata na Wawelu to zepsuł, ponieważ otworzył możliwość głośnego sprzeciwu. W tej ogromnej tragedii narodowej przekroczono granicę śmieszności.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (8 votes cast)