Putiniada 2014

 
Rosjanie nie mają zbyt wielu powodów do zadowolenia. Sytuacja gospodarcza jest kiepska od lat, przeciętny Rosjanin ledwie wiąże koniec z końcem, w skali makroekonomicznej pojawiają się problemy, które są trudne do pojęcia. Łatwo dostępne źródła gazu i ropy kończą się, wydobycie pozostałych wymaga technologii, których Rosja nie ma i które są drogie. Armia jest ogromna, kosztowna, ale niewydolna, technicznie zacofana nawet w stosunku niewielkich armii krajów środkowej Europy. Co Putin dziś ma do zaoferowania swoim obywatelom?

Festiwal złudzeń

Dość powszechne jest mniemanie, że Putin zrobił porządek z oligarchią rosyjską, ukrócił jej samowolę i zlikwidował ogromne nierówności społeczne w Rosji. Nic bardziej fałszywego. Putin powsadzał do więzień kilku oligarchów, którzy postanowili swoich sił spróbować w polityce i na swoje nieszczęście mieli zupełnie inną koncepcję państwa niż Włodzimierz Władymirowicz. Modelowym przykładem jest Chodorkowski, który – mając w perspektywie kolejne oskarżenia – ukorzył się i uwolniony wyjechał z kraju. Oligarchowie jednak mają się dobrze, pod warunkiem, że przyjęli do wiadomości zasadę posłuszeństwa i zdają sobie sprawę, że to Putin jest największym oligarchą. Nierówności społeczne są dalej i podobnie jak w Związku Sowieckim są równi i równiejsi.
Stara anegdota mówi, że rosyjskiego chłopa zapytano: Wania, co byś ty zrobił, gdybyś był carem?
Chłop – gdy już ochłonął z przerażenia wywołanego tak obrazoburczą myślą – odpowiedział: Stanąłbym tu na rozstajach i każdego przechodzącego walił w mordę.
Stara ta historyjka bardzo dobrze pokazuje czym dla rosyjskiego człowieka jest władza. Władza może dać w mordę, władzy trzeba słuchać, władzy trzeba się kłaniać. Tak było w czasach carskich, nic się nie zmieniło w czasach komunistycznych i nadal jest tak samo. To jest kilkaset lat doświadczeń na poziomie pokoleniowym, nieledwie już genetycznym. Posłuszeństwo i poddaństwo. Legenda Putina pokazuje przywódcę i ojca narodu, jako wysportowanego mężczyznę, myśliwego i żołnierza, a jednocześnie troszczącego się o swój naród. To typowa legenda dobrego cara, jak dzieje się źle, to znaczy, że urzędnicy zawinili, to oni kradną, to oni cara oszukują i spotka ich kara.
Rosja jest nadal krajem o mentalności komunistycznej z władzą restrykcyjną i utrudniającą życie obywatelom. Rosjanie się do tego przyzwyczaili i wydaje im się, że inaczej być nie może. Kiepskie perspektywy rozwojowe sprawiają, że Putin nie jest w stanie zaoferować Rosjanom lepszego życia, ale może im dać spełnienie marzeń o Wielkiej Rosji. Od upadku komunizmu tego im właśnie brakuje. Rosja straciła kraje nadbałtyckie, wpływy w Europie wschodniej, Gruzję i kraje środkowej Azji znad Morza Kaspijskiego. Imperium zostało złamane i upokorzone. Rosjanie odbierają upadek Związku Sowieckiego jako osobistą porażkę. Kraje, którym według ich pojęcia, żołnierze Armii Czerwonej przynieśli ogromnym kosztem wyzwolenie z łap faszystowskich oprawców, pogardziły tą radziecką wolnością, rozbiły Układ Warszawski i RWPG. W rosyjskim pojęciu zdradziły. A teraz chcą jeszcze oderwać Ukrainę.

Kłamstwa i nieprawdy

1. Jednym z często powtarzanych kłamstw podczas aneksji Krymu przez Rosję i w czasie pierwszych rebelii na wschodniej Ukrainie było to, które stwierdzało, że przeważająca część ludności wschodnich regionów Ukrainy to Rosjanie. W tej sytuacji mają oni prawo do referendum, dzięki któremu byłaby możliwość pokojowego rozstrzygnięcia przynależności tych ziem do Rosji. Tak naprawdę przewagę procentową Rosjanie mają jedynie na Krymie. Prawdę pokazuje przedstawiona poniżej mapa.

Etniczny skład Ukrainy
Ukraińcy na Ukrainie © Wikipedia

Interesujące jest, że ci sami piewcy prawa ukraińskich Rosjan do samostanowienia, zaczynają zwykle śpiewać na zupełnie inną nutę, gdy chodzi o Kosowo (Rosja była przeciwna wyodrębnieniu Kosowa), a nasi polscy obrońcy Rosji nie są już tak wolnościowi, gdy jest mowa o przyznaniu autonomii Kaszubom lub Ślązakom.

2. Krym został wyzwolony z rąk ukraińskich przez samych mieszkańców, bez udziału Rosji – to kłamstwo drugie, równie początkowo popularne. Teraz i minister obrony, i prezydent nie wstydzą się opowiadać, że do „zwrócenia Krymu” doszło przy udziale regularnej armii. A jeszcze kilka miesięcy temu tę informację oni sami uparcie dementowali, a uzbrojeni ludzie w mundurach armii rosyjskiej byli nazywani przez nich ochotnikami, którzy nabyli uniformy w sieci sklepów Wojentorg (Dziennik „Wiedomosti” za „Gazetą Wyborczą”). Warto też przypomnieć, że podstawowym motywem bezprawnego zagarnięcia przez Rosję Krymu jest baza Floty Czarnomorskiej, a nie kwestia prawa do samostanowienia mieszkańców Krymu.

3. Jednym z najbardziej bezczelnych kłamstw jest twierdzenie, że to Ukraina ponosi winę za trwającą wojnę. Ponosi ją w takim samym stopniu jak Polska w 1939 roku. Nie byłoby wojny z Niemcami, gdyby Polska się nie broniła, a skoro się broniła to byłą winna. Tak twierdzono prawie oficjalnie na Zachodzie, nie byłoby wojny, gdyby Polska potulnie zgodziła się oddać Niemcom eksterytorialny korytarz. Nie byłoby wojny dziś, gdyby Ukraina bez walki oddała Rosji jedną trzecią kraju. Jednak jakim prawem mielibyśmy od Ukrainy takie postawy oczekiwać?
Twierdzenie, że Ukraina ponosi całą odpowiedzialność, za wojnę z Rosją, to znaczy, że ta wojna się toczy. A przecież ci sami kłamcy twierdzą, że Rosja nie bierze udziału w walkach.

4. Rosyjska armia nie bierze udziału w walkach na Ukrainie. To kłamstwo rozpowszechniane według starych sprawdzonych goebbelsowskich wzorów. Jednak w to nie wierzy się nawet w samej Rosji. Wojskowy komentator „Nowej Gaziety” szacuje, że obecnie na Ukrainie jest obecny kontyngent wojskowy w liczbie od 3 do 4 tysięcy żołnierzy.
Jeśli nasi żołnierze nie walczą na Ukrainie – pyta dziennikarz „Wiedomosti” – to gdzie zginęli ci, których niedawno pochowano?
Dziennik przypomniał, że kilka dni temu Minister Obrony odznaczył 76. Dywizję Powietrzno-desantową z Pskowa odznaczeniem bojowym – Orderem Suworowa. Kilka dni temu też pochowano (prawdopodobnie blisko stu) żołnierzy tej dywizji. Początkowo powiedziano rodzinom, że polegli pod Ługańskiem. Ale oficjalne przyczyny zgonów to zawał lub wylew, pisze rosyjski dziennik.

5. Ukraina nie wpuściła konwoju humanitarnego nad którym patronat objął Czerwony Krzyż. Rosjanie nie zgodzili się na pełną kontrolę konwoju, zatem Czerwony Krzyż nie zgodził się na firmowanie konwoju. W tej chwili nie mamy z tym konwojem nic wspólnego – powiedział Frederic Joly, rzecznik tej organizacji – Nie zgadzamy się, by akcja humanitarna odgrywała polityczną rolę w konflikcie ukraińskim. Konwój wjechał przez przejście graniczne kontrolowane przez separatystów i wkrótce potem nastąpiła kolejna ofensywa separatystów w kierunku południowym. Co było zawartością ciężarówek?

6. Ukraińcy zestrzelili malezyjski samolot cywilny. Warto sobie uświadomić, co dziś w Rosji pisze się o tym incydencie.
„Komsomolska Prawda” znalazła rosyjskiego Macierewicza, który co prawda nazywa się Jurij Antipow, ale zna się równie dobrze na katastrofach lotniczych i lotnictwie wojskowym. Jest on zadania, że samolot zestrzelony nad Ukrainą nie jest podobny do tego, który wyleciał z Amsterdamu, ale jest podobny do tego, który wystartował z Kuala Lumpur 8 marca. Pasuje ta teoria do relacji o rzekomo „nieświeżych” ciałach, które widział na miejscu katastrofy Igor Girkin-Striełkow, oficer rosyjskiej FSB – dowodzący wówczas rebeliantami na tym terenie. Powstaje pytanie, po co jedna z najważniejszych prorządowych gazet publikuje tak oczywiście debilne teorie, skoro to nie Rosjanie zestrzelili samolot?
Na nieszczęście Putina Ukraina jest pod baczną obserwacją amerykańskiego systemu satelitarnego. Już parę dni po katastrofie Amerykanie opublikowali zdjęcia, dane i obliczenia, które lokalizują dokładnie wyrzutnię BUK, którą rebelianci dostali z Rosji, a obsługę jej stanowił oddział rosyjski, dowódcą rebeliantów był również człowiek z Rosji.

7. Rosyjscy żołnierze, których wzięła do niewoli armia ukraińska, trafili na Ukrainę przez pomyłkę w czasie manewrów na terenach Rosji. Zapewne „przez pomyłkę” Rosjanie jeszcze nie raz trafią tam, gdzie toczą się jakieś działania wojenne, w których rzekomo Rosja nie bierze udziału. Nie można się oprzeć przed porównaniami z „bratnią pomocą” jakiej udzielała Armia Czerwona Węgrom w 1956 i Czechosłowacji w 1968. Są to tak samo bezczelne i jednocześnie głupie wymówki.

8. Sami Ukraińcy nie chcą walczyć za swój kraj, bo się z nim nie identyfikują. Typowe kłamstwo z gatunku FUD wynalezionego przez Microsoft. Rozpowszechnianie pocztą pantoflową plotek o klęskach, przegranych potyczkach, utraconych pozycjach z powodu nieudolności i tchórzostwa Ukraińców. Sytuacja pokazuje, że jest odwrotnie. Ukraińska armia po pierwszym okresie szoku i rozsypki zaczęła odzyskiwać tereny zajęte przez „separatystów” – przez niektórych nazywanych „zielonymi ludzikami”. Rosyjski konwój „humanitarny”, który wjechał z pomocą, nie był przypadkowy i nieprzypadkowo wjechał od strony Ługańska zajętego przez rebeliantów. A wkrótce potem nastąpiła ofensywa „separatystów” w stronę Mariupola. Rebelianci oczekują coraz to większej pomocy, nie potrzebowaliby jej, gdyby armia ukraińska dezerterowała i wciąż się wycofywała.

9. Ukraińcy to prymitywni faszyści, którzy chcą wymordować Rosjan, dopuszczają się zbrodni wojennych, a ich zamiarem jest również wymordowanie Polaków. W każdym współczesnym kraju są dziś organizacje neofaszystowskie. Zaczynając od samej Rosji, poprzez Polskę, na demokratycznej Szwecji i Norwegii kończąc. Nikt jednak nie twierdzi, że Szwedzi to sami faszyści. Nikt też nie ocenia wszystkich Rosjan przez pryzmat kilku faszystowskich i rasistowskich organizacji.

Historia kołem się toczy

Kolejnym internetowym hoaxem powtarzanym dość powszechnie, jest mniemanie, że Europa nie dała żadnej szansy Rosji na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Europa rzekomo miała być agresywna i ograniczać się wyłącznie do gróźb i sankcji. Kompletna brednia stworzona chyba przez propagandowy sztab Putina. Po pierwsze konflikt wewnątrzukraiński nie wymagał od Rosji interwencji zbrojnej, zrobiła to na własne życzenie, nie chcąc dogadywać się z nowym rządem na temat stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.
Teoria rzekomej ostrej postawy Unii Europejskiej kompletnie nie przystaje do rzeczywistości w sytuacji, gdy Francja nie zamierza stosować embarga, a przynajmniej nie wobec podpisanych już kontraktów wojskowych, z sankcjami nie zgadza się Słowacja, a Węgry wręcz ostentacyjnie podpisały z Rosją umowę o modernizacji elektrowni atomowej. Orban wyraźnie popiera Putina wbrew stanowisku Unii. Sankcje ogłaszano „z pewną taką nieśmiałością” i dopiero retorsje Rosji wobec importu z UE spowodowały mocniejszą reakcję. Putin zauważył, że może rozgrywać poszczególne kraje i nie liczyć się z Unią i tak się właśnie dzieje.
NATO z jednej strony przypomina, ze będzie bronić swych członków, ale znacznie mocniej przypomina, że Ukraina nie należy do sojuszu. Amerykanie wciąż przypominają, że wiąże ich umowa z Rosją i nie będzie żadnych stałych baz NATO na terenie państw Europy Środkowej i Wschodniej. Cichutko natomiast jest na temat tego, że Rosja bez skrupułów złamała postanowienia memorandum budapeszteńskiego, w którym gwarantowała Ukrainie nienaruszalność granic. Zarówno Europa, jak i USA okazały się wobec Rosji bardzo ugodowe i miękkie, pozwalając przez to na kolejne coraz dalej idące działania Rosji na Ukrainie.

Nie da się ukryć, że dzisiejsza sytuacja bardzo przypomina Europę z 1938 roku. Angielski premier Chamberlain wracał triumfalnie z Monachium twierdząc, że załatwił Europie sto lat pokoju, tymczasem dwa lata później brytyjskie wojsko brało cięgi pod Dunkierką, a za kolejne parę miesięcy losy Zjednoczonego Królestwa wisiały na włosku. Francuzi nie chcieli umierać za Gdańsk, a w 1940 okazało się, że nie mają ochoty umierać także za Francję, a Druga Wojna Światowa jest w sporej części historią francuskiej hańby.

Po 1989 roku wydawało się wszystkim, że oto nadchodzi nowa era, że agresja jako sposób uprawienia polityki odchodzi w niepamięć, że obronny sojusz NATO będzie w stanie zapewnić pokój na świecie i uchronić nas przed kolejną wojną światową. Dla Polski oznaczało to wreszcie szansę, której nie otrzymała w 1945 roku. Dziś widać, że przynajmniej w pewnej części mieliśmy bardzo optymistyczne złudzenia. Jak kiedyś hitlerowskie Niemcy, tak dziś Rosja stopniuje napięcie i sprawdza, jak daleko może się posunąć.
Europa i Stany Zjednoczone wciąż pozostają w szoku po kryzysie ekonomicznym. Amerykański prezydent dał się ograć Putinowi już kilkakrotnie, w Europie każdy kraj ma wobec Rosji swoją politykę, a Putin ma gaz i już dziś ustami swego ministra daje do zrozumienia, że zimą tę kartę przetargową wykorzysta. W tej sytuacji polski premier, który od dawna zabiega o spójną europejską politykę energetyczną i europejską solidarność energetyczną, wyrasta do roli wręcz jasnowidza, którego na nieszczęście Europy nie słuchano zbyt uważnie.
Jeśli polityka europejska dalej będzie szła ścieżką wytyczoną przez Chamberlaina, to koniec będzie równie żałosny jak nieco ponad siedemdziesiąt lat temu.

Куда господин Путин?

Putin prowadzi politykę faktów dokonanych. Dokonał aneksji Krymu i sprawdzał jakie są reakcje świata. Reakcje świata ograniczyły się do świętych wyrazów oburzenia, zaś Ukraina w w stanie permanentnego kryzysu politycznego nie potrafiła podjąć obrony. Zatem Putin wykonała następny krok.
Pojawili się „separatyści” na wschodnich obszarach Ukrainy, formowali własne armie, ogłaszali „niezależne” republiki ludowe. Stany Zjednoczone wraz z Unią europejską wysłały jeszcze więcej wyrazów oburzenia. W odpowiedzi Rosja wysłała na Ukrainę jeszcze więcej tzw. zielonych ludzików.
Eskalacja działań wojennych i prowokacji rosyjskich stała się rzeczywistością. Świat niemrawo zareagował na zestrzelenie cywilnego samolotu, nie zareagował wcale na wprowadzenie rzekomego konwoju humanitarnego, więc Putin wyznaczył nowe cele. Dziś celem jest Donbas, czyli Donieckie zagłębie węglowe i jednocześnie potencjalnie ważny okręg przemysłowy.
Unijne i amerykańskie sankcje są nieskuteczne i niespójne, a jednocześnie Niemcy i Francja wysyłają sygnały pojednawcze – właśnie ze względu na ich sprzeciw NATO oznajmiło, że nie będzie stałych baz w Polsce, ani krajach bałtyckich. Wysłano sygnał schizofrenicznie sprzeczny – będziemy bronić wschodnich członków NATO,ale nie wyślemy tam na stałe, żadnych naszych wojsk, aby nie drażnić Putina. Czy to będzie taka sama obrona jak w 1939 roku? Czy w razie agresji Polska ma się liczyć z kolejną „dziwną wojną”?
Putin zatem ma wolną rękę, a na dodatek ma narzędzie nacisku, czyli gaz. Nie może pozwolić, na zdławienie separatystycznych rebelii, jeśli zatem Ukraińcy zaczną wygrywać, Rosja zwiększy liczebność swojego kontyngentu wojskowego, którego rzekomo tam wcale nie ma.
To nie tylko teoria, zasady ograniczonej interwencji zbrojnej Rosja przećwiczyła wcześniej w w Mołdowie i Gruzji, a moje obawy nie są odosobnione. Niedawno dosadnie i bez ogródek wypowiedział się politolog profesor Waldemar Dziak: Putin siedzi przy biurku i analizuje. Jaka była reakcja na zestrzelenie samolotu? Żadna. Jaka była reakcja, gdy weszliśmy na Krym? Żadna. To idziemy dalej, zobaczymy, gdzie nam postawią gorącą granicę. Nasi rysują linię, a gdy Putin ją przekracza, to przesuwają ją dalej. (za „Gazetą Wyborczą”)
Nie bez racji profesor przytoczył też stary dowcip, znany starszym Polakom z czasów Związku Sowieckiego:
– Z kim graniczy Rosja?
– Z kim chce!

Wojna

Wojna Rosji z Ukrainą jest faktem, nie zmienia tego ograniczony zakres działań wojennych i stosunkowo niewielka liczba ofiar. Przyzwyczajeni do okrucieństw Drugiej Wojny Światowej, gdy ginęły miliony ludzi, mamy w Europie skłonność lekceważyć wojny, w których ofiary liczy się setkami zabitych.
W 1939 roku hitlerowskie państwo specjalizujące się głównie w produkcji broni stało na skraju bankructwa. Napaść na sąsiadów od czasów prehistorycznych była sposobem na wzbogacenie się lub przynajmniej na odsunięcie w czasie problemów ekonomicznych. Hitler postąpił identycznie jak plemienni przywódcy neandertalczyków. Dziś ten ponadczasowy sposób stosuje Putin, bo historia kołem się toczy.
Wojna toczy się również w świecie cyfrowym. Według nieoficjalnych danych wywiadu NATO, władze rosyjskie zatrudniają nawet do kilkudziesięciu tysięcy trolli internetowych, których zadaniem jest bronić racji rosyjskich i rozpowszechniać fałszywe informacje na temat Ukrainy i państw europejskich. Z przebiegu dyskusji internetowych na polskich forach wynika, że oprócz tego istnieje w Polsce również bardzo silne prorosyjskie lub raczej proputinowskie lobby, które nie cofa się przed żadną dezinformacją, kłamstwem i fałszerstwem. Jest bowiem mało prawdopodobne, żeby wszystkie te osoby należały do rosyjskiej agentury w Polsce.
Wszystko wskazuje na to, że obecnie celem Rosji jest Donbas i możliwa jest eskalacja konfliktu do zaangażowania nawet trzydziestu tysięcy żołnierzy z Rosji. Jednak powstaje pytanie co dalej? Czy Rosja zaangażuje się w „obronę” mniejszości rosyjskiej na Łotwie i w Estonii? Czy zajmie Mołdawię? Czy zdecyduje się odzyskać Gruzję? A może zażąda eksterytorialnego korytarza łączącego obwód kaliningradzki z resztą kraju? Może „zielone ludziki” pojawią się w okolicach Suwałk? Dlaczego niektórym się wydaje, że Putin zatrzyma się w swojej ekspansji ot tak, tak samo jak zaczął.
Od miesięcy przekracza kolejne wytyczane przez Zachód linie zupełnie bezkarnie, dlaczego nie miałby przekroczyć linii na Bugu?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.3/10 (7 votes cast)

Kocham cię Rosjo

Jedzie pociąg. W pewnym momencie opuszcza tory i jedzie na przełaj przez pola i łąki, by wreszcie zatrzymać się na brzegu lasu. Zaniepokojeni pasażerowie wyskakują i biegną do maszynisty, zadając jeden przez drugiego to samo pytanie:
– Co się stało?!
– A Rusek na torach leżał.
– Cholera, to trzeba go było przejechać – mówią pasażerowie.
– No próbowałem – odpowiada maszynista – ale do lasu uciekł.
Ten dowcip, podobnie jak wiele innych o jednoznacznej wymowie antyrosyjskiej i antyradzieckiej, był bardzo popularny w Polsce przez 1989 rokiem. Polacy byli najbardziej wrogo nastawieni do hegemona „obozu socjalistycznego” obok Węgrów. Zawsze jednoznacznie oceniano napaść na Węgry w 1956, zdecydowanie też oceniano interwencję w Czechosłowacji w 1968. Gdy Związek Radziecki rozpoczął wojnę w Afganistanie, wielu ludzi twierdziło, że jest to początek końca systemu komunistycznego. Jak się potem okazało, mieli rację. Jednak ważne jest coś innego, gremialnie Polacy tę wojnę potępiali. Nie usłyszeliśmy w tamtym czasie opinii, że Afgańczycy to w zasadzie nie naród i nigdy nie mieli porządnego państwa. Nie usłyszeliśmy wtedy, że to są prymitywne i dzikie plemiona. Że wyznają obcą agresywną religię, że to bandyci i terroryści. Polacy popierali afgańską walkę o niepodległość.
Co się stało 25 lat później, że Rosja anektująca Krym, znajduje w Polsce tak ogromne poparcie. Dlaczego Polacy dziś twierdzą, że Ukraińcy to nie naród, że nie zasługują na niepodległe państwo, że Putin ma rację anektując Krym i wschodnią Ukrainę, że Ukraińcy to dzicz, neonaziści, bandyci i nigdy nie mieli własnego państwa, a także na takowe nie zasługują.
Pojawiły się opinie, że rosyjski wywiad zorganizował internetową akcję pisania pozytywnych komentarzy o rosyjskiej agresji na Ukrainę. Trudno się z tym zgodzić. Według moich szacunków liczba wrogich wobec Ukrainy reakcji w internecie potrafiła sięgać nawet 40%, a trudno uwierzyć w taki zakres płatnej protekcji wykupionej przez Rosję. Ponadto często poparcie dla Rosji w sprawach Ukrainy u tych samych osób łączy się z podejrzeniami, graniczącymi z pewnością, co do rzekomego zamachu na prezydenta Kaczyńskiego. Bardzo często nie są to jakieś nowe i anonimowe byty internetowe, a osoby, które od lat udzielają się na rozmaitych forach, więc w swoich opiniach są identyfikowalne nie od dzisiaj.
Z drugiej strony łatwo też zauważyć, że informacje, które pojawiają się na temat afery podsłuchowej, coraz bardziej wskazują na „rosyjski trop” w tej aferze. Przy czym raczej należy mówić o tzw. agentach wpływu i o rosyjskiej inspiracji niż o zorganizowanej akcji wywiadu. Jednak niewątpliwie warto wyjaśnić rolę Latkowskiego i jego tajemniczy pobyt w Rosji w czasie, gdy ukrywał się przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Warto przyjrzeć się historii restauracji „Lemongrass” prowadzonej i finansowanej przez ludzi związanych z rosyjskim koncernem „Łukoil”, bo to stamtąd wywodzą się dzisiejsi podejrzani. Warto przyjrzeć się związkom zatrzymanego właśnie milionera z branży węglowej Marka F. Co go łączy z firmami rosyjskimi i co ma wspólnego z przestępstwami polegającymi na nielegalnym imporcie węgla z Rosji.
Jednak zasadnicze pytanie ma zasięg szerszy niż sprawy bieżące. Co się stało w ciągu 25 lat, że staliśmy się miłośnikami rosyjskiego satrapy Putina, że wierzymy Rosji niejako na przekór historii ostatnich dwustu lat? A może dać wolność Polakom to też jak „małpie dać zegarek”? Może działa w nas syndrom sztokholmski wobec najeźdźcy i okupanta? Zwykle w swoich tekstach próbuję dawać odpowiedzi – czasem słuszne, czasem prawdopodobne, czasem trudno akceptowalne, dziś jednak mam tylko pytania.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)

Homo sovieticus wiecznie żywy

 
Blisko 25 lat upłynęło od chwili, gdy PRL, a wkrótce potem cały socjalistyczny „obóz”, przestał istnieć. Ludzie, który wtedy wkraczali w dorosłość, dziś wkraczają w „smugę cienia”. Ci, którzy wtedy byli dojrzali, dziś zaczynają być starzy, a ogromna część populacji pamięta z tamtych czasów tyle, że mama nie mogła kupić dziecku czekolady, bo kartek już nie miała.
Ćwierćwiecze przemian to niełatwa i wyboista droga. Nie żyjemy w kraju mlekiem i miodem płynącym. Na szczęście wódką też już nie. Można jednak zastanawiać się, czytając rozmaite wypowiedzi – od znanych i sławnych zaczynając a na „szarych obywatelach” kończąc – dlaczego tak żywy w nas jest ów homo soveticus, którego zaszczepiono Polakom zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej.
Czasem ogarnia mnie pesymizm, gdy czytam wypowiedzi w internecie. Poniżej przykład.
Osobiście uważam że samo referendum na Krymie wskazuje jasno że „można nie chcieć ” zachodniego modelu demokracji w tej części Europy.
Zachodni model demokracji? A jest jeszcze jakiś inny? Demokracja jest jedna, jeśli zaczniemy jej nadawać przymiotniki, to szybko się okaże, że będzie i demokracja północnokoreańska. Pomijając już to, że referendum przeprowadzone tydzień po wkroczeniu rosyjskich wojsk z demokracją jakąkolwiek nie miało nic wspólnego.
Czy wynika to z tego że Rosja daje lepsze możliwości do samorealizacji i lepsze warunki do”życia” dla swoich obywateli?
Z tego co się orientuję opodatkowanie statystycznego Rosjanina jest o 50% niższe niż obywatela z UE i USA.
Jasne. Połowa niczego to jest nic.
Rosjanie odrzucają „zgniły banksterski system oparty na wyzysku korporacyjnym , czyżby byli bardziej inteligentni niż POLACY UKRAIŃCY nie wspominając już o obywatelach zza oceanu?
Pomijając głupawy neologizm banksterski mający się kojarzyć z gangsterski, to czy w Rosji nie ma banków, kredytów, ani korporacji? Czy Rosjanie mają jakąś możliwość odrzucania czegokolwiek? Albo jakąś możliwość wyboru?
Co na To Wpływa ?
Nie przyszło do głowy pytającemu, że na to wpływa organiczny brak demokracji, której od średniowiecza tam nie ma.
Wrodzona inteligencja?
Nabyte doświadczenie?
Nabyte doświadczenie na pewno. Każdy buntujący się wobec władzy wędrował na Syberię i stamtąd nie wracał. To już można rzec doświadczenie wdrukowane genetycznie.
Charyzmatyczny prezydent i dobrze prowadzona polityka zagraniczna i wewnętrzna?
Zastanawiasz się teraz czytelniku, jak daleko posunie się ów komentator w idiotyzmach? Keine grentzen!
Jakość życia ?
Oczywiście wszyscy wiedzą, że w Rosji żyje się najlepiej na świecie.
A może zwyczajnie dieta? 🙂
Jedyne do czego można się odnieść względnie serio. Tak, dieta w sporej części oparta o alkohol niewątpliwie ma spore znaczenie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.0/10 (3 votes cast)

Cyryl i zbuntowane cipki

Religia to opium dla ludu. Nikomu nie trzeba przypominać autora tej wypowiedzi, bowiem Włodzimierz Ilicz Lenin był również autorem pierwszego na świecie praktycznego wdrożenia teoretycznej koncepcji państwa sformułowanej przez Marksa i Engelsa. Zgodnie z założeniami rewolucji robotniczej od 1917 roku w Związku Radzieckim religia była zabroniona lub – w lepszych okresach – ledwie tolerowana. Nic dziwnego. Sam komunizm był rodzajem religii, więc aktywnie zwalczał konkurencję.

Cerkiewny happening

Cerkiewny happening

Po upadku komunizmu, rządzący stwierdzili, że opium dla ludu może mieć swoje dobre strony, dlatego nie do końca zlikwidowana religia odżyła. W Rosji od niepamiętnych czasów trwał sojusz ołtarza z tronem, więc w pewnym sensie wróciło stare. Różnie to w historii bywało, czasem przewagę władzy miewali patriarchowie prawosławni, a częściej carowie Rosji. Kościół narodowy, bo takim jest Cerkiew Prawosławna w Rosji, ma swoje zalety dla państwa. Małe jest prawdopodobieństwo przemycania przez taki kościół obcych – zza granicy płynących – treści. Jednak z drugiej strony, dyktatura może stosunkowo łatwo rządzić takim kościołem i wykorzystywać religię i duchownych do swoich własnych celów, które niekoniecznie dla religii i dla narodu będą korzystne. Odnosząc to do czasów dzisiejszych – jak Putin zagra, tak Cyryl zatańczy.
Odbywająca się obecnie wizyta patriarchy moskiewskiego w Polsce i gotowość do podpisania bardzo rozważnego w treści i optymistycznego wspólnego listu do wiernych – katolickich i prawosławnych, polskich i rosyjskich – jest niczym innym, jak elementem rosyjskiej polityki zagranicznej. Przyszła pora na poprawienie stosunków z Watykanem i okazaniem różnorodności (w tym religijnej) Rosji. Należało też podkreślić, że Rosji zależy na coraz lepszych stosunkach z Polską. Putin zagrał, a Cyryl podskoczył do Warszawy. Samo uroczyste powitanie zwierzchnika Prawosławia w Rosji w Polsce wskazuje na to, że wizyta była „dogrywana” na szczeblu państwowym, a Cyryla można traktować jako jednego z zastępców Putina (drugim zwykle jest premier). Plan był dobry, tylko niestety, niczym królik z kapelusza, wyskoczyła sprawa grupy o nazwie Pussy Riot.
Dziewczyny, które nazwały swój zespół Bunt Cipek, właśnie zostały skazane na dwa lata łagru. A łagry w Rosji, podobnie jak niegdyś w Związku Radzieckim, to nie sanatorium. O ile Anders Behring Breivik w norweskim kiciu w luksusowych warunkach dożyje późnej starości, o tyle dziewczyny z Pussy Riot niekoniecznie. Podczas pobytu w łagrze mogą zostać wielokrotnie zgwałcone, dorobić się szkorbutu lub gruźlicy z niedożywienia i wycieńczenia ciężką pracą, a na dodatek dostać dodatkowe kary do odsiadki za nieprzestrzeganie regulaminów łagrów. Wystarczy spojrzeć na Chodorkowskiego, który od kilku lat odsiaduje swój wyrok w łagrze, żeby zrozumieć, że rosyjski „wymiar sprawiedliwości” z rosłego chłopa potrafi zrobić anemika, a co dopiero z kilku słabych kobiet.
Aby dokładniej podkreślić bezsens tego wyroku, przypomnę, że chodzi o mało kulturalny występ w cerkwi polegający na odśpiewaniu piosenki niby-modlitwy o treści: Bogurodzico przegnaj Putina. Ten happening w swej wymowie był stricte polityczny, ale patriarcha Cyryl, który wcześniej poparł Putina jako jeszcze kandydata na prezydenta, był głównym oburzonym i żądającym surowego ukarania.
Zbuntowane cipki świata nie zmienią. Putin wykorzystał sprawę po mistrzowsku. Sam wypowiedział się łagodnie, wyrażając nadzieję, że dziewczyny nie zostaną surowo ukarane. Sąd rozpatrywał sprawę wyłącznie w kategoriach obrazy uczuć religijnych i całkowicie pominął antyputinowski wydźwięk piosenki. Całe odium nadmiernie surowego wyroku spocznie na Cyrylu i Cerkwi Prawosławnej, a to spowoduje większą niechęć do niej wśród sporej części opozycji. Skłócić opozycję z cerkwią? To doskonały pomysł, bo gdyby się kiedyś zjednoczyły, mogłyby stanowić realną siłę. To kolejny dowód na to, że Cyryl jest niedźwiadkiem na łańcuchu, który choć czasem robi miłe wrażenie, to całkowicie jest zależny od trzymającego łańcuch Władymira Putina. Dziewczyny z Pussy Riot zostały wykorzystane politycznie i wbrew nadziejom demokratycznym nie okaże się, że Putin został obalony przez zbuntowane cipki. Nie znaczy to, że neguję jakikolwiek wpływ cipek na politykę. Nasz narodowy grafoman Sienkiewicz zgrabnie opisał w „Potopie”, jak książę Bogusław Radziwiłł, zajęty niejaką Oleńką, nie wyruszył z pomocą zbrojną Januszowi Radziwiłłowi i tak przyśpieszył upadek zdrajcy. Nie jest to historia prawdziwa, ale i w prawdziwej były znane przypadki, iż zgubna fascynacja cipką kończyła się ogromną klęską. Była to jednak zawsze tylko jedna cipka. Ot choćby należąca do Heleny Trojańskiej.
Pussy Riot przegrały, bo w putinowskiej Rosji nie ma miejsca na swobodne antyputinowskie występy, ale także dlatego, że Putin ma nadal realne poparcie. Po wyborach opowiadano dowcip, jak to przychodzi do Putina szef komisji wyborczej i mówi:
– Gospodin Putin, mam dwie wiadomości dobrą i złą.
– Dawaj tę dobrą – mówi Putin.
– Został pan prezydentem – odpowiada przewodniczący komisji.
– A zła? – pyta Putin?
– Nikt na pana nie głosował.

Niewątpliwie były fałszerstwa wyborcze, ale to tylko dowcip i spora część Rosjan potrzebuje władcy absolutnego. Przyzwyczaili się. Czy to car, czy sekretarz generalny partii komunistycznej. Wsio rawno. Putin jest jak bóg i car, wielbią go i czczą, liczą na jego łaskę i przeklinają, gdy jest gorzej. Zbuntowane cipki nie mają szans i to jeszcze przez wiele lat.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.6/10 (10 votes cast)

Czarne i białe

Szczęśliwie ominęło mnie obserwowanie na żywo przygotowań do obchodów rocznicy wypadku lotniczego w Smoleńsku i oglądanie większości awantur z tą rocznicą związanych. Wróciłem do domu dość późno i całość wydarzeń łyknąłem w pigułce (znaczy w formie internetowej), unikając denerwującego oglądania telewizji.
Dowiedziałem się, że dzień wczorajszy upłynął w kraju na dyskusjach o zdjętej przez Rosjan tablicy w Smoleńsku. Jednak trudno się było dowiedzieć, kto tę tablicę umieścił. Wiadomo, ze było to wiele miesięcy temu, jacyś ludzie przyjechali, mieli wiertarkę, tablicę i agregat prądotwórczy. Z nikim nie uzgadniali założenia tej tablicy. Aż dziwne, ze nikomu jeszcze nie przyszło pojechać do Moskwy i na murach Kremla zawiesić tablicy z napisem „Byliśmy tu w 1610. Polacy”. Przecież Rosjanie nie mieliby prawa się burzyć, bo to prawda.
W drugiej części „Dziadów” Adama Mickiewicza jest scena, gdy mieszkańcy wsi pod wodzą guślarza wywołują błąkające się duchy i ofiarując im rozmaite dary, starają się im pomóc znaleźć miejsce w zaświatach. Jeden z duchów wygłasza sentencję: Kto nie dotknął ziemi ni razu ten nigdy nie może być w niebie. Oznacza to, że aby dostać się do nieba, należy na ziemi skosztować prawdziwego życia tu na Ziemi – martwić się, cierpieć, czuć coś. Mam wrażenie, ze ci wszyscy hałlakujący pod kancelarią premiera i Belwederem nie mieli żadnych ludzkich doświadczeń.
Jako młody człowiek z całych sił nienawidziłem Ruskich. To byli najeźdźcy, którzy odebrali nam wolność, którzy narzucili nam obcy system polityczny, którzy wreszcie wykorzystywali nasz kraj. Była to nienawiść szczera i prawdziwa. W szkole musiałem uczyć się rosyjskiego i był to znienawidzony język najeźdźców. Przez ponad 10 lat robiłem wszystko by nauczyć się jak najmniej, czego potem nieraz żałowałem. Któregoś razu – będąc w wojsku – pełniłem służbę dowódcy warty lub pomocnika oficera dyżurnego jednostki. Przyjechał rosyjski łazik z jakimś oficerem, a mnie ktoś polecił bym zaprowadził kierowcę do stołówki, żeby kucharze przygotowali mu jakiś posiłek. Rosyjski żołnierz był nieco młodszym ode mnie chudym chłopakiem o typowo słowiańskich rysach. Trochę piegowaty z zadartym nosem i włosami koloru siana. Ubrany był w cienką bluzę wojskową nakładaną przez głowę, płaszcz żołnierski też był grubości prześcieradła na naszych żołnierskich pryczach, bez żadnego ocieplenia, ani podszewki. Przy dziesięciu stopniach mrozu chłopak był przemarznięty i żal mi się go zrobiło. Dostał ciepły posiłek, a potem zabrałem go z mało szczelnego łazika z brezentowym dachem na korytarz budynku, wystawiłem krzesło z oficerki i postawiłem koło kaloryfera. Chłopak usiadł rozgrzał się nieco czekając na swego oficera, a na pożegnanie powiedział: Спасибо, брат. Wtedy w mojej młodej i głupiej jeszcze głowie po raz pierwszy zakiełkowała myśl, że być może ten chłopak w obcym kraju po raz pierwszy został potraktowany po ludzku. W kraju, w którym wszyscy nienawidzili go tak jak ja. Nie jestem pewien, ale chyba właśnie wtedy zacząłem rozumieć, że świat nie jest czarno-biały.
Dziś wiem, że trudne polsko-rosyjskie relacje wymagają delikatności z obu stron. My mamy swoje fobie, których nauczyła nas historia, ale wbrew pozorom Rosjanie też je mają, a czasem nawet kompleksy.
Być może zabrakło wyczucia, bo tablicę można było zdjąć zaraz lub udawać, że jej nie ma i spotkanie prezydentów zrobić przy złamanej brzozie, a tablicę zdjąć zaraz po rocznicy, gdy już nikogo by ona nie obchodziła. Jednak błąd większy jest po polskiej stronie. Kto byłby zadowolony, gdyby gość przyszedłszy do jego domu zaczął mu przestawiać meble. Źle się dzieje, że dziennikarze i politycy, zajmowali się dwa dni takim sztucznie wywołanym konfliktem.
Oczywiście stało się to kolejnym powodem do agresywnej retoryki Jarosława Kaczyńskiego, który dziś dwukrotnie wygłaszał przemówienia, w których mniej lub bardziej świadomie kreował się na walczącego o zniewoloną ojczyznę wybawiciela. Prezes wciąż uważa, że naród się obudzi i go poprze. Wygląda na to, że jednak takiego narodu nie ma. Rewolucjonistów maszerujących w rzekomym marszu pamięci było najwyżej kilkuset, a tłum na Krakowskim Przedmieściu liczył najwyżej kilka tysięcy. Miało ich być dziesiątki a może nawet setki tysięcy. Mały ten naród pana prezesa.
Kaczyński oczywiście po raz kolejny obiecywał rewolucję i wyzwolenie Polski od władzy uzurpatorów. Prawie wprost, choć używając poetyckich cytatów uznał, że na jego brata dokonano zamachu. Świat nie jest czarno-biały panie prezesie. A żadna rewolucja niczego jeszcze nie zbudowała.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.5/10 (19 votes cast)

Oliwa na wierzch wypływa

Pamiętam z czasów dzieciństwa takie powiedzonko, gdy kogoś przyłapano na kłamstwie lub wcześniejsze kłamstwo odkryto. Dzieciaki krzyczały wówczas: „oliwa na wierzch wypływa”. Miało oznaczać to, że prawda jest jak oliwa lżejsza od wody i zawsze wyjdzie „na wierzch”.
Pisałem już podsumowując prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, że jego i PiSu polityka wobec Litwy była doskonałym przykładem „polityki na kolanach” o której tak bardzo lubi mówić Jarosław. Dokładniej mówiąc to była polityka podlizywania się i poniosła kompletne fiasko. Dowodem była arogancka polityka Litwy wobec pisowni polskich nazwisk, a dokładniej robienia z Polaków na siłę Litwinów i utrudniania uczenia się języka polskiego polskiej mniejszości. Pomimo głaskania Litwy, władze tego kraju zachowują się bardziej jak w czasach ZSRR, a nie współczesnego kraju należącego do Unii Europejskiej, której hasłem jest „jedność w różnorodności”.
Dziś pojawia się kolejny dowód nie tylko fiaska politycznego, ale wręcz skandalicznej głupoty obydwu braci Kaczyńskich w polityce wobec Litwy. Przypomnę, że za czasów rządu PiS podjęto polityczną decyzję o kupnie przez Orlen rafinerii w Możejkach. Chodziło o to, by Litwie pomóc w bardzo trudnej sytuacji i „zdywersyfikować” ich sytuację paliwową. Transakcja odbywała się przy oczywistym sprzeciwie Rosjan, którzy chcieli tam zachować swoje wpływy, a także przy niechętnej postawie Unii Europejskiej która – jak sądzę – podejrzewała w tym „minę poślizgową”.

O publikacji WikiLeaks w internecie

O publikacji WikiLeaks w internecie


Dziś w gazetach i w internecie można znaleźć informacje opublikowane w WikiLeaks. To wicepremier Rosji stał za „awarią”, która zatrzymała dopływ ropy do Możejek. Ta akcja miała zniechęcić polski rząd do kupowania akcji tej rafinerii.
Przypomnijmy zatem, co geniusze ekonomii z PiSu wymyślili i jakie korzenie miała sprawa Możejek. Wcześniej juz w 1999 roku część akcji została sprzedana Amerykanom. Jednak odsprzedali oni swe akcje po trzech latach Jukosowi, ponieważ Rosjanie często powodowali rozmaite problemy z dostawą surowca, a ponadto litewscy politycy również zbyt często wtrącali się w sprawy ekonomiczne firmy. Rafineria przynosiła Amerykanom straty i dlatego się jej pozbyli. Jukos miał sytuację inną i za jego czasów rafineria zaczęła przynosić zyski. Jednak później właściciel Jukosu Michaił Chodorkowski znalazł się w areszcie i za jakiś czas Możejki zostały wystawione na sprzedaż. Trzeba wspomnieć, że rafineria była przestarzała, wymagała modernizacji i na dodatek można się było liczyć z problemami, jeśli ktoś kupiłby Możejki przy sprzeciwie Rosjan. Orlen kupił od Jukosu ponad 53% akcji za prawie półtora miliarda dolarów i na domiar złego uwolnił władze Litwy od tego kukułczego jaja kupując ponad 30% akcji od rządu litewskiego za prawie miliard dolarów. Czy po 6 latach wartość Możejek wzrosła 10 razy? Bo dziesięć razy więcej zapłacił Orlen niż wcześniej warte były te akcje. Możejki kosztowały prawie połowę wartości Orlenu.
Spiritus movens tej „cudownej” transakcji był ówczesny prezes Orlenu, który miał nadzieję, ze dzięki temu PiS pozostawi go na stanowisku. Pomimo to, że realizuje politykę PiSu i Lecha Kaczyńskiego, to w 2007 roku prezesem Orlenu zostaje zaufany prezydenta Piotr Kownacki, a Chalupec idzie na „zieloną trawkę”.
Orędownikami zakupu Możejek byli obaj bracia Kaczyńscy. Zanim doszło do przejęcia rafinerii już została wstrzymana dostawa ropy z powodu awarii (o tym właśnie mówi WikiLeaks). Potem był pożar, który spowodował, że długo jeszcze Możejki pracowały tylko częściowo. Pomimo tych oczywistych faktów premier Jarosław Kaczyński w Wilnie wypowiedział zdanie: Ta transakcja uczyni nas silniejszymi w Europie i wzmocni też samą Unię. Była to w tym momencie najbardziej piramidalna bzdura, jaką można było wymyślić. Znana jest również wypowiedź Lecha Kaczyńskiego, że polityka wobec Litwy wymaga pewnych ofiar i kupno Możejek taką ofiarą było. Zatem pan prezydent doskonale wiedział, że właśnie utopiliśmy prawie dwa i pół miliarda dolarów i uznawał to za celową „ofiarę”.
Pora zatem powiedzieć jakie skutki przyniosła ta ofiara w naszej polityce zagranicznej wobec Litwy. Po pierwsze Litwini pokazali „środkowy palec” panu prezydentowi tuż przed jego śmiercią w sprawie pisowni polskich nazwisk. Po drugie sprzedali nam tę swoją „złotą kurę” po to by zarzynać ją ciągle wzrastającymi i nieproporcjonalnie dużymi stawkami za przejazdy kolejowe. Kiedy próbowano korzystać z alternatywnej drogi przez Łotwę, Litwini w ciągu paru dni zdemontowali prawie dwadzieścia kilometrów torów, aby to uniemożliwić. Nie zgadzają się też na zbudowanie rurociągu. Jednym słowem – chcą doprowadzić Możejki do bankructwa, by je odkupić za grosze i sprzedać dobrze Rosjanom i mieć podwójny zysk. Po pierwsze – finansowy, po drugie – polityczny, bo poprawią sobie stosunki z Rosją kosztem Polski. W całej tej polityce PiSu i pisowskiego prezydenta wobec Litwy brakowało jedynie podłożenia swojego płaszcza pod nogi litewskiemu premierowi podczas przechodzenia przez kałużę. To nawet nie była polityka „na kolanach”, to było pełzanie u stóp Litwinów.
A przyczyna jest bardzo prosta, bracia Kaczyńscy chcieli zagrać na nosie moskiewskiemu niedźwiedziowi, powiedzieć: teraz my rządzimy w Pribałtice. Niedźwiedź się wkurzył, Litwini nas wydymali i taki jest skutek mocarstwowej polityki Kaczyńskich. Możejki do dziś przynoszą straty, Orlen traci na wartości, moglibyśmy mieć tańsza benzynę, zamiast pompować miliony dolarów co roku w litewską rafinerię.
Litwini nigdy oficjalnie nie przyznają się do tego, że chcą Możejki oddać Rosjanom, ale działają tak, żeby zmusić Orlen do ucieczki. Rosjanie chętnie odkupią rafinerię, ale za mniejszą cenę. Tak czy inaczej polityka bliźniaków kosztowała nas sporo i pamiętajmy o tym, gdy za parę miesięcy będziemy iść na wybory.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.8/10 (10 votes cast)

Oh those Russians

Jeśli usłyszymy hasło muzyka etniczna, to zapewne pomyślimy o Deep Forest, ewentualnie jeszcze o Sacred Spirit. Miłośnicy tej muzyki wiedzą, że jest całkiem sporo naprawdę wspaniałych wykonawców, choć są mało znani w powodzi wszechobecnego komercyjnego popu.
Ktoś, kto lubi naprawdę dobrą muzykę, powinien mniej spoglądać na zachód, a częściej patrzeć na wschód. Pisałem już kiedyś o Petrze Nalitchu, dziś chciałbym zareklamować grupę Pelageya, która nazwę swą bierze od imienia wokalistki, a nazywa się ona Пелаге́я Серге́евна Ха́нова. Muzycy ci grają muzykę, którą sami określają jako etno-rock.

Młodziutka wokalistka, drobna blondynka dysponuje niesamowitym głosem. Na dodatek widać, że śpiewanie sprawia jej autentyczną radość. Ech Rosjo, masz Petra Nalitcha, masz Pelageyę, a my co? Dodę!

PS. Kto zgadnie skąd pochodzą słowa tytułu niniejszego felietonu?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)

Makabra będzie

Niespełna 48 godzin wcześniej zdecydowałem się napisać tekst na temat katastrofy w Smoleńsku, w którym podtrzymywałem swoje opinie i przypuszczenia z pierwszych dni po wypadku. Niektórzy z moich czytelników zbesztali mnie, że pomimo wcześniejszych przecieków, nadal jest za wcześnie na ocenę. Dziś został opublikowany stenogram rozmów w kokpicie i choć nie wiemy nadal wszystkiego, to okazuje się, że nadal wszystko zmierza w jednym kierunku. Stenogram zaczyna się od rozmowy niezrozumiałej na początku, a potem są to informacje zapewne dotyczące generała Błasika.
Nawigator: /…/ za wielką wodę… Dowódca mówił.
Drugi pilot: /…/ za wielką wodę… /…/ za wielką wodę na czterogwiazdkowego generała.
Drugi pilot: I teraz tak zapierdala, bo musi jeszcze nalatać 40 godzin.

Dalsza część dialogu prowadzona jest w podobnym tonie. O kim rozmawia załoga? Określenie na czterogwiazdkowego generała musi dotyczyć, kogoś kto już generałem jest. Mowa o godzinach nalotu wskazuje na pilota. Rozmowa toczy się w końcowej części lotu, możliwe, że już w kontekście nadchodzącego lądowania. Jeśli dotyczy generała Błasika, może wskazywać na jakąś jego zależność od prezydenta związaną z awansem. Tego jednak nie przesądzam, choć w kontekście późniejszej obecności Błasika w kokpicie i informacji, którą podałem w poprzednim tekście, może mieć to znaczenie.
Chwile później niezidentyfikowana osoba mówi: To będzie… makabra będzie. Nic nie będzie widać. Piloci więc zdają sobie sprawę z warunków meteorologicznych na lotnisku.
O 10:23 pojawia się interesujący fragment:
Anonim: To jest…
Dowódca: Tak.
Drugi pilot: Pamiętaj w metrach.

Ten dialog wskazuje na to, ze załoga wie, i pamięta o różnicy w sposobie dokonywania pomiarów. Rosjanie używają systemu metrycznego. Jedna z tez spekulowała, że piloci posługiwali się miara angielską i wysokość mierzyli w stopach. Widać, że to nieprawda.
Prawdą natomiast są warunki pogodowe, o 10:24 toczyła się rozmowa z pilotem Jaka-40, który wylądował wcześniej.
Pilot Jaka-40: No to witamy ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc to pizda tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów, około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów, grubo.
Drugi pilot: A wyście wylądowali już?
Pilot Jaka-40: No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No natomiast powiem szczerze, że możecie próbować, jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak że możecie spróbować, ale… Jeżeli wam się nie uda, za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy, albo gdzieś.

Problemem jest kwestia decyzji o lądowaniu, która powinna należeć wyłącznie do pilotów, a jak widać nie należała.
Drugi pilot: Mówi też że mgła /…/
Dowódca: Panie dyrektorze, wyszła mgła… W tej chwili w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Jak się okaże /…/ to co będziemy robili? Paliwa nam tak dużo nie wystarczy do tego /…/
M. Kazana: No to mamy problem…
Dowódca: Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe.

Kilka minut później o 10:29 również pada kilka ważnych słów.
Dowódca: Spytaj, czy Rosjanie już przylecieli.
Drugi pilot: Czy Rosjanie już przylecieli?
Pilot Jaka-40: Ił dwa razy podchodził i chyba gdzieś odlecieli.

To również jest dowód bankructwa innej teorii spiskowej, która mówiła o tym, że polski samolot gwałtownie obniżył lot unikając zderzenia z rosyjskim Iłem. Ten ostatni miał wysadzić na lotnisku rosyjską ochronę polskiej delegacji.
Wydaje się, ze sprawa decyzji jest w jakiś sposób rozważana, o 10:30 słychać głos dyrektora Kazany: Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić. Piloci znali warunki na lotnisku i wiedzieli że: tam jest, że jest dziura, tam są chmury i jest mgła… Na dziesięć minut przed katastrofą prawdopodobnie stewardessa mówi coś niejasnego, pada pytanie drugiego pilota: No i? oraz dowódcy: Co z nami Basiu? – być może dotyczy to kwestii decyzji o lądowaniu. Na dwie minuty przed katastrofą, gdy według danych zawartych w stenogramie samolot zniżał lot do tzw. wysokości kręgu (500 m.) anonimowy głos mówi: Wkurzy się, jeśli jeszcze /…/ – jest to nie do końca zrozumiała wypowiedź i nie można wykluczyć, że jest to głos obecnego w kokpicie od paru minut generała Błasika.
Wszystkie powyższe fakty, wskazują, ze piloci nie otrzymali bezpośredniego rozkazu lądowania za wszelką cenę. Jednak warto uświadomić sobie, że jest tam mowa o decyzji prezydenta o tym że się wkurzy (kto?). Decyzja o lądowaniu powinna zależeć wyłącznie od pilotów. A tuż przed lądowaniem mieli w kabinie dowódcę wojsk lotniczych i szefa protokołu dyplomatycznego. Presja na lądowanie i zdążenie na czas była ogromna.
Porównanie zapisu rozmów ze schematami przygotowanymi przez Sergieja Amielina wskazuje na to, że samolot schodził w dół za szybko (chwilami nawet 10 m/s) i przypuszczalnie próba poderwania maszyny nastąpiła dopiero, gdy pilot faktycznie zauważył drzewa, a to mogło być na wysokości 30 metrów. I to było za późno.
Oczywiście, jest w tym element zgadywanki, ponieważ nie mamy danych technicznych zsynchronizowanych ze stenogramami. Niemniej jednak wiadomo z tych rozmów, ze piloci złamali wszystkie możliwe procedury. Zatem nie zamach, nie błąd przyrządów wynikający ze złej interpretacji, nie próba uniknięcia zderzenia z Iłem, ale niezgodna z elementarnym rozsądkiem chęć wykonania zadania za wszelką cenę. Pomimo alarmujących terrain ahead i pull up systemu TAWS, pomimo komendy odchodzimy wydanej przez drugiego pilota, nic się nie zmieniło, dowódca kontynuował zniżanie.
Stenogramy rozmów nie wniosły zasadniczo nic nowego do wcześniejszych moich przypuszczeń. Dały jedynie pewność.
Wiemy jak. Lecz nie potrafimy zrozumieć dlaczego.

Dla dociekliwych pełny tekst stenogramu do pobrania:



Stenogram


W poprzednim tekście podawałem zaś odnośniki do strony Sergieja Amielina i jego galerii na Picasaweb.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (1 vote cast)

Krajobraz we mgle

Mija drugi miesiąc od katastrofy w Smoleńsku. Opadły żałobne emocje. Realistycznie nastawiony obserwator sceny politycznej mógł dostrzec od razu, że smoleńska tragedia zostanie wykorzystana politycznie, choć wydawało się to nie do wiary. Pozwolę sobie przypomnieć, że pisałem też o sposobie wykorzystania katastrofy. Dziś w zasadzie wszystko, co pisałem, się sprawdziło. Z jednym wyjątkiem – nie jestem jasnowidzem – nie przewidziałem powodzi. Nieszczęśliwie dla Jarosława Kaczyńskiego kampania oparta na katastrofie smoleńskiej spłynęła wraz z powodzią. Przez kilka tygodni tylko najzagorzalsi zwolennicy spiskowych teorii dziejów emocjonowali się katastrofą i budowali kolejne wersje wydarzeń. Dziś, gdy woda opadła, przychodzi ponownie pora na rozegranie karty smoleńskiej. Zapewne poza oficjalną kampanią, ale na pewno zostanie ona wykorzystana.
Teorie spiskowe
Zwróćmy uwagę na szczegóły budowanej legendy smoleńskiej. Media przychylne Kaczyńskiemu, a więc w pierwszym rzędzie Radio Maryja i Nasz dziennik, a ponadto audycja Misja Specjalna i Bronisław Wildstein w telewizyjnej jedynce, roztaczali wizję niechcianej wizyty Lecha Kaczyńskiego, której Rosjanie chcieli zapobiec. Od samego początku też pojawili się eksperci od spraw rosyjskich i sensacyjnych – Romuald Szeremietiew i Antoni Macierewicz – obydwaj związani z niesławnym rządem Olszewskiego. Ci eksperci rozpoczęli kampanię pomówień pod adresem Rosji. Zgodnie z ich relacjami Polska, rządzona przez PO, prowadzi politykę uniżoności wobec Rosji. Rosja w tym śledztwie mataczy i należy się domagać przynajmniej międzynarodowego śledztwa. Wszystkie te bzdurne i kłamliwe teorie opierają się na powszechnej niewiedzy. Otóż komisja badająca wypadek jest międzynarodowa, w jej składzie są rosyjscy i polscy eksperci, a w pewnym zakresie byli także amerykańscy. natomiast oddzielnie prowadzone są śledztwa prokuratorskie. Te drugie z natury rzeczy będą opóźnione, bo muszą się opierać na ustaleniach komisji lotniczej.
Te brednie nie oznaczają, że wszystko jest jasne. Jest wiele niejasności i wątpliwości, zapewne nie zostaną wyjaśnione niektóre z nich z oczywistych powodów. Jednak informacji wiarygodnych jest dostatecznie dużo, aby zacząć sobie to wszystko układać w pewną całość. Niewątpliwie ważną rolę odegrał Sergiej Amielin – fotograf ze Smoleńska, który wyjątkowo dokładnie nie tylko przygotował dokumentację fotograficzną, ale też wszystkie znane fakty opisał. Nawet gdyby ktoś chciał dziś fałszować fakty, trudno by było, gdy znamy zdjęcia schematy i symulacje przygotowane przez dociekliwego Rosjanina.
Chronologia wydarzeń
Dzień przed katastrofą wiadomo było, że pogoda będzie niesprzyjająca. Prognozy były dość jednoznaczne. Można się tylko zastanawiać, kto zdecydował, że podróż zaplanowano z zaledwie godzinnym zapasem czasu i na dodatek samolot wyleciał z Warszawy spóźniony pół godziny. Ostrzeżenie o mgle przekazywane było pilotom kilkakrotnie w czasie lotu.

Dane przygotowane przez dziennikarza i fotografa Sergieja Amielina jednoznacznie zaprzeczają wszelkim dziwnym teoriom. Mgła była wyjątkowo gęsta i to właśnie wtedy, gdy zbliżał się do lotniska prezydencki samolot. Do teorii o sztucznej mgle odnosić się nie będę. O mgle ostrzegali również piloci naszego samolotu Jak-40, który przy mniejszej nieco mgle wylądował wcześniej. Później był jeszcze rosyjski samolot, który na polecenie kontrolerów lotu, zrezygnował z lądowania.
Warto zajrzeć na polskie forum lotnicze, tam wypowiadają się koledzy pilotów.
Teraz nieznany Wam fakt: meldunek przed lotem Prezydentowi złożył nie Dowódca Załogi a Generał Błasik. Atmosfera przed lotem była grzecznie mówiąc zła. Wszystko co działo się później tylko potęgowało napięcie – pisze jeden z pilotów. Przytoczę też inny fragment, który dość obrazowo przedstawia sytuację: Na wypadek złożyło się szereg zdarzeń i okoliczności. Od chwili podjęcia decyzji o wizycie (kancelaria Prezydenta) „ser zaczął się dziurawić”. Efekt końcowy – więcej „dziur niż sera”.
Nie sposób się z tym nie zgodzić. Tym bardziej, że dziś już wiadomo, ze atmosfera lotów z prezydentem była zła, wszyscy słyszeli o incydencie gruzińskim. Z biegiem czasu także inni piloci zaczęli mówić. Zdaje się, ze arogancja i próby sterowania pilotem to była immanentna cecha naszych VIPów.
Dziś wiemy, że przed lądowaniem do kabiny weszła niezidentyfikowana osoba pytając o opóźnienie. Parę minut później wszedł generał Błasik, który pozostał do samego końca. Wieża ostrzegała i doradzała zmianę lotniska na zapasowe. Mgła była wyjątkowo gęsta. Ja sam widziałem tę mgłę. Rano 10 kwietnia miałem zamiar robić zdjęcia wału Dniepru. Ale o 8 rano, wyglądając przez okno, nigdzie nie poszedłem, bo to wszystko było w lekkiej mgle, a po 10 godzinie jeszcze bardziej nasiliła się. Nie widziałem przez okno domu obok – pisze Sergiej Amielin.
Piloci za wszelką cenę usiłowali wylądować. Samolot zszedł na tzw. wysokość decyzyjną 120 m i zniżał lot dalej. Pomimo alarmujących komunikatów urządzeń, wbrew wszelkiej logice. Wszystko wskazuje na to, ze zahaczył o drzewo lewym skrzydłem w chwili, gdy być może piloci próbowali poderwać maszynę. Wtedy doszło do utraty sterowności i odwrócenia się maszyny do góry nogami.
Dokładnie przedstawiają to zdjęcia i schematy które opublikował Sergiej Amielin. Dobrze zapoznać się też z opisem wydarzeń sporządzonym przez Sergieja.
Po katastrofie
Prezydent Polski nie został zamordowany, nie poległ na polu bitwy, nie poległ w walce o prawdę nie zginął śmiercią męczeńską. Zginął wraz z innymi w katastrofie lotniczej. Jest ofiarą katastrofy, a nie bohaterem. Wszystko wskazuje na to, że łańcuch przyczyn tej katastrofy zaczyna się od prezydenta, a kończy na pilotach. Nie było zamachu. Nie było awarii technicznej. Oddajmy głos ponownie pilotowi z forum lotniczego: Powiem więcej – bo czas zacząć o tym mówić – atmosfera na lotach z Pasażerem była fatalna od dłuższego czasu. Arogancja i lekceważenie wszelkich procedur stała się normą. Osoby nie godzące się na to były szkalowane i publicznie upodlane. To podejście można zamknąć w stwierdzeniu: dupa jest od srania, pilot od lądowania. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce. I nie jest to post polityczny lecz odnoszący się do przyczyn tej katastrofy. Jej się nie da wyjaśnić bez uwzględnienia tego czynnika. I nie piszmy o szkoleniu. Powtórzę, że przyczyną jest schizofrenia. Możecie szkolić pilotów na symulatorach latami, mogą mieć lata wylatanych godzin, a jak są poddawani takiej presji to i tak dojdzie do katastrofy. Zwalczmy przyczynę pierwotną. Raz na zawsze zamknijmy drzwi od kokpitu!!!!
Można sobie wyobrazić, że od początku tego spóźnionego rejsu presja wisiała w powietrzu. Nie będziemy zapewne w stanie na pewno powiedzieć kto wywierał presję największą. W pewnym sensie zawinili wszyscy: VIPowie latający rządowymi samolotami od lat, zapewne mało profesjonalna kancelaria prezydencka – która nie potrafiła realnie zaplanować podróży, a na samym końcu dopiero za mało asertywni piloci. Zapewne jakaś część moralnej winy spoczywa też na kontrolerach z wieży, którzy w obawie o skandal dyplomatyczny nie zdecydowali się na zamknięcie lotniska. Wiele informacji zostanie w przyszłości jeszcze ujawnionych, komisja i prokuratorzy zakończą kiedyś pracę. Jednak pamiętać należy o tym, ze zasadniczym celem ich pracy nie jest poszukiwanie winnych, ale stworzenie procedur, które ochronią nas na przyszłość, bo procedury pisane są krwią tych, którym wydawało się, że dadzą radę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Do przyjaciół Moskali

Rosja wpleciona jest w polską historię jak dwa włosy w tym samym warkoczu. Od zawsze i na zawsze w naszej historii. W Panu Tadeuszu Mickiewicza jest zabawna opowieść Wojskiego o Doweyce i Domeyce, w której jeden z adwersarzy woła: Bóg nas czy diabeł złączył, trzeba się rozłączyć. Niezależnie od chciejstwa niektórych politykierów potrząsających szabelką do dzisiaj, rozłączyć się nie da losów Polaków i Rosjan.
W tej wspólnej historii były i takie wydarzenia jak wieloletnia wojna rozpoczęta tzw. wyprawą Samozwańca w 1604 roku, a zakończona pokojem dopiero w roku 1634. Dziś, zamiast Rewolucji Październikowej, dnia siódmego listopada Rosjanie świętują rocznicę wygnania Polaków z Moskwy. A trzeba pamiętać, że było to jedyne de facto zdobycie Moskwy przez obcych. Nic dziwnego, że świętują, bo Polacy zapisali się nie tylko podpaleniem miasta ale i rzezią mieszkańców, w której zginęły tysiące ludzi. Rosjanie odwdzięczyli się za to, gdy po wielu tygodniach Polaków zmuszono do kapitulacji. Jeszcze wówczas Polska była silnym krajem. Jednak nie z winy Rosji swą potęgę nasi przodkowie rozmienili na drobne, co zaowocowało potem niewolą, trwającą ponad sto lat.
Mijały lata. Walczyliśmy z Rosją nie raz. Teraz już tylko w obronie własnej wolności i prawa do życia. Były krwawo tłumione powstania. Była wojna z Rosją Radziecką 1920 r. Był wreszcie najazd w 1939 roku, porównywany z zaborami. Był straszny mord katyński. Wreszcie trwająca 45 lat zależność od Związku Radzieckiego i eksportowany nam na siłę socjalizm.
Nie da się tego wszystkiego wymazać. Ta historia nie przestanie istnieć i nie mamy o niej zapomnieć. Wręcz przeciwnie. Pamiętajmy bez nienawiści, aby nigdy się ona już nie powtórzyła.

Od 2010 – 65 Rocznica Zwycięstwa

W 1945 roku żołnierze Armii Czerwonej przynieśli nam pokój, nie przynieśli nam wolności, bo sami jej nie mieli*. Setki tysięcy ludzi, walcząc z faszyzmem, zginęło tu na naszej ziemi i większość z nich pojęcia nie miała, że przecierają szlak drugiemu totalitaryzmowi. Rocznica zwycięstwa nad faszyzmem jest także naszym zwycięstwem, dlatego na grobach żołnierzy radzieckich dziś zapaliłem znicz. Nasi żołnierze maszerowali na Placu Czerwonym. Nie przyjechali tym razem podpalać i zabijać, ale wspólnie świętować zniszczenie faszyzmu. Rosja dziś naprawiła ważny błąd, przemarsz polskich żołnierzy, stanowi uznanie naszego wielkiego wkładu w zwycięstwo nad faszyzmem. Powoli naprawiamy także inne błędy historii. Oby wszystkie jej meandry zostały wyprostowane, obyśmy poznali lepiej się nawzajem. Gdy bowiem poznają się dobrze sąsiedzi, kulturę i zwyczaje, to kolejnemu wariatowi z pochodnią, a nie wątpię, że jeszcze niejeden się znajdzie, trudniej będzie podpalić świat.


* Słowa Donalda Tuska na Westerplatte 1 września 2009 r.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)