Być kobietą, być kobietą

Kalendarz mówi, że mamy XXI wiek, a jak się spojrzy tu i ówdzie, to wyłazi jakaś średniowieczna ciemnota. Kraj w centrum Europy, a poglądy reprezentowane przez sporą część społeczeństwa, w tym niestety przez rządzących, jak żywcem wyciągnięte z zatęchłego przysiółka w ruskim zaborze.
W piosence z końca lat siedemdziesiątych Alicja Majewska śpiewała:
Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…

I tak jakoś dziwnie się stało, że to ten refren wpadał wszystkim w ucho, a nikt nie zwracał uwagi na ostatnie słowa piosenki.
Ach, kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę,
kiedy piorę ci koszule albo… naleśniki smażę…

Symbolem PRLu był ten zdechły tulipan wręczany taśmowo kobietom z okazji Dnia Kobiet. W rzeczywistości ich los nie był usłany… tulipanami. Jednak przynajmniej oficjalnie nikt nie starał się kobiet zawrócić do średniowiecza, mówiąc im, że są głupsze, gorzej wykształcone i powinny dlatego zarabiać mniej. Rzeczywistość pokazała, że są mądrzejsze, częściej zdobywają wyższe wykształcenie, choć niestety nie zawsze zarabiają tak, jak powinny. Symbolem mezaliansu przestała być Stefcia Rudecka z „Trędowatej”, a stał się nim traktorzysta z pegeeru ożeniony z wiejską nauczycielką. Nie bez przyczyny.

Mamo, zainstalowałem ci taki system, żebyś miała więcej czasu dla mnie.

Mówi młodociany samiec zza ekranu laptopa w reklamie MEN. Nie bardzo jasne jest, co ta reklama MEN ma reklamować, ale zakładam, że nową szkołę pani Zalewskiej. Chłopcy będą w niej mieli informatykę, a dziewczęta w tym czasie będą się uczyć cerować męskie skarpetki.
Ostatnio w prasie pojawił się artykuł o niechęci lekarzy do wykonywania tzw cesarskiego cięcia podczas porodu. Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawia się ten temat w Polsce, gdy władze z jednej strony usiłują tylnymi drzwiami wprowadzać dalsze ograniczenia w i tak już restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej, z drugiej utrudniają dostęp do antykoncepcji awaryjnej, a na dodatek przystępują do wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej. Ministrowie i posłowie partii rządzącej nie kryją się ze swoimi konserwatywnymi przekonaniami religijnymi i otwarcie mówią o konieczności dostosowania prawa państwowego do wymogów religii katolickiej. Jeśli do tego dodamy, że jednocześnie straszą nas uchodźcami z Syrii i islamskim szariatem, to wyłania się z tego obraz całkiem schizofreniczny. Biblia kwestię rodzenia dzieci omawia krotko i zwięźle. Przy czym słów rzekomo boskich (w Starym Testamencie) nikt nie odwołał w żadnej Ewangelii, ani później.

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Można mieć słuszne podejrzenia, że część doktorów wyznających tzw. klauzulę sumienia ponad przysięgą Hipokratesa, szuka uzasadnienia swych czynów w Biblii. Jak w bólu, to przecież bez znieczulenia i żadne tam cesarskie cięcia…
Oczywiście internetowe komentarze są często pełne oburzenia, na te rozpasane oczekiwania kobiet.
Przez prawie 200 tysięcy lat kobiety rodziły naturalnie. Nagle ktoś zaczął wmawiać kobietom, że poród naturalny psuje figurę i nagle wszystkim odwaliło. – twierdzi jeden z internetowych fachowców. A drugi dodaje – Kobieta ma idealne drogi rodne jest młoda silna płód jest niewielki ale kobieta się uprze wie lepiej i koniec. Trzeci zaś uzupełnia retorycznym pytaniem – A jakie masz przeciwwskazania obecnie do porodu naturalnego mądralo przy prawidłowej ciąży i ułożeniu dziecka?
Nic tylko nagrać w narodowej telewizji program z udziałem męskich fachowców od porodów. Nawet mam tytuł: Jak oni rodzą!
Moja babcia mawiała żartobliwie, że gdyby dzieci małżonkowie rodzili na przemian, to w żadnej rodzinie nie byłoby więcej niż troje. Coś w tym może być, gdy tak przyjrzeć się tym męskim specjalistom, według których viagra powinna być bez recepty, a środki antykoncepcyjne na receptę. Zdaje się, że najbardziej tęsknią za tą drugą częścią biblijnego nakazu Boga, która jakoś współcześnie przestała obowiązywać. Może dlatego że wibrator się nie męczy, nie pierdzi w łóżku i nie śmierdzi tanim piwem?
Gdy rodziły się moje dzieci, a było to w PRL, wiedziałem przynajmniej przy całej słabości ówczesnej opieki medycznej, że jeśli będzie taka potrzeba, to w szpitalu zrobią cesarskie cięcie, a pan doktor nie będzie miał z tego powodu dylematu, bo właśnie wrócił ze spowiedzi świętej. Dziś takiej pewności w szpitalu już nie ma.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

Małpi proces

Jednym z koronnych argumentów zwolenników tzw. inteligentnego projektu, popieranego ciszej lub głośniej przez wyznawców wszystkich chyba religii jest ten, wymyślony przez Freda Hoyle’a.

Na złomowisku są wszystkie części i fragmenty Boeinga-747, porozkręcane i chaotycznie porozrzucane. Trąba powietrzna przypadkowo przechodzi przez złomowisko. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że po jej przejściu znajdziemy tam w pełni złożony 747, gotowy do lotu? (Fred Hoyle)

Oczywiście taki argument miałby sens, gdyby nie to, że jest z gruntu fałszywy. Otóż kreacjoniści zapominają, że według teorii ewolucji życie nie powstało od razu w formie człowieka. Inaczej mówiąc burza przechodząca nad tym złomowiskiem, najpierw „zmontowała” proste wahadło. Potem zmieniały się przez miliony lat warunki fizyczne, a tym samym części „leżące” na tym umownym złomowisku. Ukształtowanie się samolotu nie byłoby więc czynem jednorazowym, ale procesem kształtowania się coraz bardziej skomplikowanych elementów.
Dla kreacjonistów to jednak argument koronny, bo spora część z nich wierzy w zapisy biblii w sposób literalny. A zatem świat według nich został stworzony przez siłę nadprzyrodzoną, którą oni nazywają Bogiem, w procesie tworzenia trwającym 6 dni, a działo się to mniej więcej koło sześciu tysięcy lat temu. Nie wszyscy wyznawcy rozmaitych religii są tak fundamentalni, niektórzy z nich dopuszczają znaczenie symboliczne świętych ksiąg judaizmu, chrześcijaństwa, czy islamu. Jednak obserwujemy niepokojący zwrot ku wierze i negowania nauki. W Turcji z nowego programu szkolnego usuwa się nawiązania do teorii Darwina, ponieważ jak ujął jeden z ważnych polityków partii Erdogana, „jest niewiarygodna”. W Polsce po tzw. reformie oświaty z programów zniknie teoria Darwina, a także elementy dotyczące kosmosu i układu słonecznego, uczniowie nie dowiedzą się też nic o Koperniku. Pominięta zostanie postać Marii Curie-Skłodowskiej. Nieoficjalne wypowiedzi niektórych polityków partii rządzącej sprowadzają się do stwierdzenia, że „nie ma co dzieciom w głowach mieszać”. Jeśli dodamy do tego, że podczas edukacji szkolnej uczeń będzie uczestniczył w ponad 530 lekcjach religii, to robi się juz bardziej strasznie, niż śmiesznie.

Biolodzy na całym świecie uwikłani są w batalię z ruchem inteligentnego projektu, który sprzeciwia się nauczaniu teorii ewolucji w szkołach i twierdzi, że biologiczna złożoność stanowi dowód na istnienie stwórcy, który z góry zaplanował najdrobniejsze szczegóły życia biologicznego. (Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości, Yuval Noah Harari)

Pamiętam, że kiedyś czytałem świetną książkę biograficzną o amerykańskim adwokacie, który zasłynął jako obrońca w tzw. małpim procesie. Clarence Darrow był obrońcą nauczyciela oskarżonego o łamanie prawa, ponieważ na lekcjach wspominał o teorii ewolucji, a to było sprzeczne z religią.

Małpi proces – popularna nazwa procesu, który odbył się w 1925 w Dayton w hrabstwie Rhea amerykańskiego stanu Tennessee, dotyczącego nauczania teorii ewolucji w szkołach. Do małpiego procesu doszło na skutek zderzenia rozwijającego się ewolucjonizmu z amerykańskim fundamentalizmem.
Teoria ewolucji Darwina opublikowana została w 1859. Już 5 lat później w Ameryce pojawiły się prace mistyczki Ellen G. White sprzeczne z naukowym opisem powstania świata. Jednak reakcja na powstanie poglądów Darwina była umiarkowana. Zwolenników literalnego odczytywania Biblii wzburzyła dopiero książka Straussa Das Leben Jesu, podejmujące próbę demitologizacji postaci Jezusa Chrystusa. Taki sposób uprawiania teologii uznano za zagrożenie. Kościoły protestanckie USA podjęły próbę określenia fundamentalnych prawd wiary chrześcijańskiej (wydanie The Fundamentals, od którego wzięła się nazwa fundamentalizm) i walki z modernizmem. Objęła ona również parlamenty stanowe. Kilka z nich wydało zakazy nauczania w szkołach treści sprzecznych z opisanym w Biblii stworzeniem człowieka przez Boga. (Wikipedia)

Zdumiewałem się wówczas, jak można było w Ameryce, w XX wieku być tak zacofanym jak te setki tysięcy religijnych fanatyków. Gdy chodziłem do szkoły, Kościół nie negował teorii Kopernika, ani teorii ewolucji Darwina. Przynajmniej oficjalnie.
Dorastając byłem przekonany, że oczywistość teorii naukowych na temat powstania świata nie będzie już w wieku XX kwestionowana. Tymczasem wiek XXI okazał się pełny niespodzianek. Pomimo rozwoju nauki mamy coraz więcej przykładów, że miliony ludzi tę naukę odrzucają w imię uprzedzeń, mitów i zabobonów. Rosną w potęgę ruchy antyszczepionkowe, które uważają, że szczepionki są truciznami celowo podawanymi dzieciom. Karierę robią znachorzy i uzdrowiciele, także wspierani przez Kościół jak niejaki ksiądz John Bashobora z Ugandy. Zdziwić się można, ilu jest zwolenników rozmaitych mutacji teorii o płaskiej Ziemi. Kreacjonizm staje się oczywistą teorią nie tylko w zacofanych krajach islamskich, ale jak już wcześniej przytaczałem w Turcji. A co gorsza coraz silniejszy staje się w Polsce oraz Stanach Zjednoczonych. Czy będą kolejne małpie procesy? Czy nauczyciele uczący o teorii Darwina, a potem może teorii Kopernika będą wsadzani do więzień? Czy nadchodzi era ciemnoty i zacofania? Czy pioruny „oswojone” przez Beniamina Franklina znów będą tylko dowodem gniewu bożego?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Cicho babo

Od ponad dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo walczy z kobietą. Pisma Ojców Kościoła wskazują, że kobiet się bali i jednocześnie nie mieli o nich zielonego pojęcia. Być może pomiędzy modlitwami do Matki Boskiej śniła im się vagina dentata, która pozbawia ich męskości.

Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu… są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna. (Tomasz z Akwinu)

Nic więc dziwnego, że Paweł z Tarsu, jeden z największych świętych w dziejach Kościoła często upominał kobiety, by były posłuszne mężczyznom.

Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu.

Jednak mogłoby się wydawać, że przez ponad dwa tysiące lat coś się powinno zmienić w chrześcijańskiej wizji świata. Zmieniło się w wielu Kościołach Protestanckich, gdzie coraz częściej kobiety bywają pastorami, a i homoseksualizm przestał być obrzydliwą i godną ogni piekielnych sodomią. Jednak w Kościele Katolickim nie zmieniło się nic.

Kobieta jest słaba i należy ją chronić. Ma to wynikać z genetyki. Mężczyzna jest silniejszy, mądrzejszy i lepiej zarządza. Dlatego nadaje się do pracy, a kobieta do zajmowania się dziećmi.

Tak oto niejaki Grzegorz Powideł tłumaczył na specjalnych szkoleniach istotę podległości kobiet mężczyznom. A żona jego Anna mówiła do kobiet w tym samym tonie.

Wszystkie kobiece serca są takie same. Pragniemy kochać, być kochane i służyć. Każda kobieta chce mieć mężczyznę, któremu będzie mogła być posłuszna.

Oczywiście ktoś może żachnąć się, że to nie Kościół jest organizatorem tych kursów dla małżonków. Jednak hierarchowie kościelni myślą dokładnie tak samo. Arcybiskup Hoser wyraził to w sposób jasny i zdecydowany. Inni księża często wypowiadali się podobnie.

Żona powinna ufać swojemu mężowi i prezentować względem niego „postawę uległości”.

W Białymstoku jest Duszpasterstwo Tradycji Katolickiej, które organizowało warsztaty pod poniższym tytułem.

Rodzina patriarchalna. Model dla naszych czasów

Oczywiście ktoś bardzo złośliwy i nastawiony wrogo do Kościoła mógłby nie słuchać świętego Pawła i przypomnieć inną jego wypowiedź, sugerującą równość powszechną wśród czcicieli Chrystusa.

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.

Jednakże nie bez racji można żywić obawy, że dla hierarchii kościelnej i księży niektóre cytaty ze świętych pism są bardzo niewygodne, podobnie jak słowa obecnego papieża Franciszka. Oczywiście ktoś bardzo złośliwy zadałby pytanie, dlaczego księża oraz politycy jawnie katolickiej partii rządzącej w Polsce nie chcą słuchać papieża? Zapytałby również, dlaczego wybierają z historii religii tylko te elementy, które cofają Polskę do średniowiecza? I dlaczego Kościół z partią rządzącą idą ręka w rękę w ograniczaniu praw kobiet w imię idiotycznych zasad, które nawet w średniowieczy nie dla wszystkich były oczywiste. Dlaczego prezydent państwa wypowiada idiotyczne opinie o zapłodnieniu? Dlaczego minister zdrowia chce miliony kobiet do życia zgodnie z wyznawaną przez niego religią. Dlaczego Polska staje się państwem kościelnym?
No ale ja tam złośliwy nie jestem. A jakaś część mojej duszy też tęskni za miłą i posłuszną kobietą, która czekałaby na mnie w jaskini ze świeżo przyrządzonym obiadem, gdy ja wrócę z ciężkiego polowania, odstawię dzidę na bok i spocznę na kawałku kamienia. A co? Nie podoba się taka wizja? Kościół nas przecież ciągnie w tamtą stronę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Jak zostałem lewakiem

Życie w Polsce Ludowej przypominało papier toaletowy. Dla niektórych, używany. Papieru oczywiście zwykle brakło, podobnie jak tysięcy innych rzeczy. Życie publiczne było za to festiwalem zakłamania i manipulacji. Nic więc dziwnego, że słowo socjalizm, które odmieniano przez wszystkie możliwe przypadki, kojarzyło się jak najgorzej.
Gdy wreszcie nastąpił ten moment, gdy Polska Ludowa runęła w gruzy, co w sposób oczywisty było nieuchronną konsekwencją doprowadzenia ekonomii do absurdu, nie żałowałem tego ani przez moment. Wiedziałem, że droga do kapitalizmu będzie długa i kręta, że minie przynajmniej ćwierćwiecze, zanim będziemy mogli cieszyć się względnym dobrobytem. Jednak naiwnie wyobrażałem sobie, że zadziałają mechanizmy wolnorynkowe wspomagane rozsądnymi decyzjami kolejnych rządów i to spowoduje, że w przyszłość będziemy mogli patrzeć optymistycznie.
Od początku nie było łatwo. Choć obecność w rządzie Jacka Kuronia, gwarantowała, że – dokonujący bardzo bolesnej terapii bez znieczulenia – Leszek Balcerowicz nie zapomni o losie zwykłych ludzi.
Gdy wprowadzano tylnymi drzwiami religię do szkół, byłem temu umiarkowanie przeciwny, jak wielu ludzi z mojego środowiska. Uważałem, że straci na tym Kościół, że lekcje religii staną się „jeszcze jedną cegłą w murze”, a uczniowie będą chodzić na wagary, bo to będą nudy. Jednak nawet najwięksi pesymiści nie przewidywali, że w ciągu dziesięciu lat religia stanie się wyłącznie narzędziem politycznej manipulacji środowisk prokościelnych, zaś niedouczeni katecheci znajdą się na liście hańby polskiej oświaty.
Gdy podpisywano konkordat, byłem jego umiarkowanym zwolennikiem. Uważałem, że rozpychający się łokciami, coraz bezczelniejszy Kościół, będzie musiał przestrzegać prawa, które ustanowiono na poziomie międzynarodowej umowy. Szybko okazało się, że byłem naiwny. Konkordat przywoływany jest wyłącznie wtedy, gdy Kościołowi stawia się jakieś ograniczenia, zaś nigdy nie powstrzymał zachłannych i nienażartych biskupów od ciągłego dojenia społeczeństwa i państwa.
Również tzw. kompromis aborcyjny wydawał mi się rozsądnym prawem. Nie byłem bowiem zwolennikiem traktowania aborcji jako antykoncepcji. Jednak w najczarniejszych przewidywaniach nie spodziewałem się, że tego kompromisu trzeba będzie bronić przynajmniej raz na kadencję parlamentu, zaś praktyczne jego zastosowanie na uprzywilejowanej pozycji postawi fanatyków religijnych i ortodoksów katolickich, którzy na głowie staną, by uniemożliwić kobietom realizację ich praw.
Kolejne rządy starały się jak najszybciej wprowadzić Polskę w krąg europejski, negocjując warunki wstąpienia do Unii Europejskiej, a także zapewnić nam bezpieczeństwo, dołączając do NATO. To niewątpliwie słuszny kierunek, ale szybko zapomniano o warunkach życia zwyczajnych ludzi. Dziś stanowczo mogę powiedzieć, że zarówno do NATO, jak i do Unii kraj wjechał na plecach milionów biednych ludzi. Kolejne partie rządzące uważały, że czyniąc konieczne oszczędności najlepiej zabrać tym, którym państwo płaci bezpośrednio. Emerytom, nauczycielom, pielęgniarkom… ale skrupiło się to także na szerokiej rzeszy pracowników pozbawionych wszelkiej obrony przed drapieżnym kapitalizmem, który pokazał swą dziewiętnastowieczną twarz. Najpotężniejszy związek zawodowy zajął się polityką i moszczeniem wygodnych foteli swoich przywódców.
Nie tak sobie to wyobrażałem.
Sądziłem, że gospodarka rynkowa przyczyni się do poprawy dobrobytu wszystkich pracujących i wytwarzających dobra tak, jak to wcześniej działało w innych krajach europejskich. Że skorzystają nie tylko właściciele środków produkcji, ale także szeroka rzesza pracowników. To z kolei pozwoli państwu na efektywne ściąganie podatków, z których coraz bardziej godziwie będzie się opłacać nauczycieli, lekarzy, pielęgniarki, strażaków… a i emeryci nie będą żyć w skrajnej biedzie. Byłem naiwny. Głupi.
Tak więc przez ponad ćwierć wieku powoli i nieustannie dowiadywałem się jakim byłem głupcem, jak życzeniowe i nierealne były moje oczekiwania. Wraz z każdym rokiem nie tylko przybywało mi siwych włosów, ale też powoli z liberała w sprawach gospodarki i umiarkowanego konserwatysty w sprawach etycznych ewoluowałem w stronę liberalnej lewicy antyklerykalnej. Dziś wiem z całą pewnością, że Kościół Katolicki w Polsce nigdy się nie opamięta w swojej pazerności, a w obliczu stopniowo zanikającej religijności będzie dążył do zdobycia realnej władzy podstępem a nawet przemocą. Dlatego potrzebne jest nam prawo, które w sposób realny określi funkcjonowanie i finansowanie instytucji kościelnych i stanowczo oraz bezwarunkowo określi zakaz ingerowania religii w politykę.
Trudno dziś byłoby usunąć religię ze szkół, choćby ze względy na wygodę setek tysięcy rodziców, ale z całą pewnością należy surowo karać wszelkie przejawy nietolerancji wobec niewierzącej mniejszości i bezwzględnie pilnować świeckości szkoły, pozbywając się fanatycznych i radykalnych nauczycieli oraz dyrektorów.
Ustawa dotycząca aborcji na pierwszym miejscu powinna bezwzględnie stawiać dobro i prawa kobiet. Zaś fanatycznych lekarzy należy usuwać z państwowych przychodni i szpitali. Nie mielibyśmy żadnych wątpliwości, gdyby lekarz – Świadek Jehowy – odmawiał dokonania transfuzji jako sprzecznej ze swą religią lub lekarz – muzułmanin – odmawiał użycia produktów spirytusowych do dezynfekcji z powodów religijnych. Kazalibyśmy się im wynosić z państwowego szpitala. Dlaczego mamy tolerować katolickiego fanatyka, dla którego zygota jest ważniejsza niż realne życie i zdrowie kobiety, która istnieje?
Państwo powinno dbać o swoich biedniejszych obywateli. Jednak nie tak, że rzuca im się ochłapy ukradzione pozostałej części społeczeństwa. Bez gwarancji tego, że nie zdewastuje to rozwoju gospodarczego, który jest niezbędny. Należy obywatelom zapewnić bezpieczeństwo. A to oznacza, że za dokonywanie idiotycznych rewolucji ideologicznych w rodzaju odbywającej się właśnie „reformy” edukacji należy się przynajmniej Trybunał Stanu. Zrównoważony rozwój nie potrzebuje rewolucji, potrzebuje stabilności i doskonalenia prawa. Podatki mają być sprawiedliwe, co nie oznacza, że równe. Środki stymulujące rozwój i stabilizacji rodziny powinny być powiązane z podatkami i pracą, nie mogą stanowić darowizny do pracy zniechęcającej.
Należy stanowić prawo jasne i proste, a nie takie, które daje władzy kij do ręki, tak na wszelki wypadek. Bogaci mają płacić większe podatki, bo są bogaci i stać ich na to. Jeśli o tym zapomnimy, to cofniemy się do wieku dziewiętnastego, gdy zwykły człowiek nie czuł żadnej radości ze swego istnienia, ponieważ ci bogaci i mający władzę zabierali mu wszystko. A wtedy zawsze pojawi się jakiś dyktator, który obiecując gruszki na wierzbie, dążyć będzie do zniszczenia bezpieczeństwa, pokoju i demokracji w imię swoich chorych ambicji.
Minęło ponad ćwierć wieku od czasu gdy przestała istnieć Polska Ludowa. Zawsze mówiłem, że teraz to jest nasza Polska, wspólna, nie ludowa. A dziś mam coraz więcej wątpliwości i coraz mniej czuję, że to jest moja Polska. Gdy słyszę, jak słowem patriotyzm wycierają sobie gębę szmaciarze i nieudacznicy, coraz częściej mam wrażenie, że los spłatał nam potwornego figla.

Żebyś zdechł komuchu. Ty pier*** lewacka gnido. Za nienawiść do Kościoła będziesz wisiał. Żebyś zdychał długo i boleśnie [krótkie cytaty szczerych życzeń przesyłanych mi przez współczesnych polskich patriotów]

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.2/10 (13 votes cast)

Debile, wszędzie debile, pełno debili

Ustawa z 1993 roku, powszechnie nazywana kompromisem aborcyjnym, jest od wielu lat wykorzystywana przez fanatycznych obrońców życia, by uniemożliwić kobietom realizację ich praw. Z tego względu jest to ustawa zła.
Brak w niej pewnych jednoznacznie sformułowanych zasad, które by pozwoliły ukarać fanatycznego księdza, który poznawszy niezgodnie z prawem dane zgwałconej dziewczynki, nachodził ją i szantażował, ponieważ nie chciała urodzić dziecka pochodzącego z gwałtu.
Ustawa ta nie zabrania rozmaitym Chazanom powoływać się na klauzulę sumienia, by oszukać kobietę i zmusić ją do urodzenia płodu, który ze względu na zniekształcenia i tak nie mógł żyć. W normalnym kraju taki konował straciłby uprawnienia zawodowe i trafił do więzienia za działanie wbrew prawu. Niestety nasza ustawa tego nie przewiduje.
Już dziś w obrębie działającego obecnie prawa lekarze balansują na cienkiej linie, gdy zajmują się badaniami prenatalnymi. Gdy zostanie to prawo zmienione, poznamy, jaki horror przeżywały kobiety w komunistycznej Rumunii.

Projekt zakłada, że za spowodowanie śmierci dziecka poczętego grozi kara więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, mogą grozić mu 3 lata więzienia. Jeśli to matka działała nieumyślnie, nie poniesie konsekwencji. Kary uniknie też lekarz w sytuacji, gdy śmierć dziecka jest następstwem ratowania życia matki.

Warto zrozumieć, co oznaczają słowa, że „lekarz uniknie kary, gdy śmierć dziecka jest następstwem ratowania życia matki” To oznacza, że każde poronienie w szpitalu lub innym ośrodku służby zdrowia będzie musiało zostać zgłoszone do prokuratury i to prokurator zdecyduje, czy lekarz uniknie kary. Bowiem nie uniknie winy, każde poronienie będzie przestępstwem. Oznacza to, że żaden lekarz przy zdrowych zmysłach nie będzie robił badań prenatalnych, ani też leczył dziecka w okresie prenatalnym, bo oznacza to ryzyko, że zostanie uznany przez prokuratora za zasługującego na karę, jeżeli coś złego stanie się z płodem, jeśli leczenie się nie uda. Znacznie bezpieczniej będzie dopuścić śmierć kobiety, bo nie ma obowiązku zgłaszania do prokuratury każdej śmierci w szpitalu. A więc za śmierć matki nikt się lekarza nie czepi, za śmierć płodu na pewno tak.
Tymczasem tysiące debili w tym kraju uważa, że oddanie decyzji kobiecie to rozpusta i kurewstwo. Tak, jakby kobiety miały tylko jeden cel w życiu – dokonać aborcji. Nie potrafię wyobrazić sobie skąd się biorą tacy kretyni. Jednak świadomość życia w otoczeniu milionów debili jest mocno depresyjna.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.4/10 (15 votes cast)

W obronie dzieci pociętych

Pani katechetka na lekcji religii pyta dzieci, co by zrobiły, gdyby dowiedziały się, że ich rodzice zabili braciszka lub siostrzyczkę. Na ulicy zostaje umieszczona wystawa ogromnych zdjęć pociętych na kawałki lub raczej poszatkowanych dzieci. Krew się leje, choć tylko nieliczni wiedzą, że to zwyczajna manipulacja, a czterdziestodniowy zarodek, czyli taki jaki według św. Augustyna staje się człowiekiem, równie dobrze może przypominać zarodek każdego innego ssaka. Tak się zresztą robi te zdjęcia.
Nikt nie pozwoliłby fanatykom z ekstremistycznych ruchów religijnych zrobić zdjęć z prawdziwej aborcji, więc mordują zwierzęta, aby mieć rzekomo prawdziwy materiał.
zarodek2
Zobaczcie drogie dzieci taki malutki dzidziuś jest u mamusi w brzuchu. W czasie aborcji się go zabija, rwie na kawałki szczypcami, a on biedny ma już główkę, rączki, nóżki. Tylko pani katechetka pokazuje wam zdjęcia małego słonika.
zarodek
Ludzki zarodek nie jest tak fotogeniczny i często przypomina bardziej jakiegoś gryzonia niż przyszłą istotę rozumną. Fotografowany jest w ogromnym powiększeniu, aby nieświadomi i manipulowani odbiorcy myśleli, że ma wielkość podobną do noworodka.
Polski patron obrońców dzieci pociętych (tak, celowo tak piszę), czyli Mengele polskiej ginekologii doktor Chazan, dokonał setek, jeśli nie tysięcy aborcji w czasach, gdy państwowa służba zdrowia była bardzo prymitywna, a chęć dokonania zabiegu w higienicznych warunkach i ze znieczuleniem oznaczała konieczność włożenia pliku banknotów do kieszeni dzisiejszych obrońcy życia. Chazan był zresztą znany przez wiele lat z nienawistnego i okrutnego stosunku do kobiet, które dopiero dziś po latach zaczynają mieć odwagę o tym pisać.
Dziś nie da się już zarobić na masowych skrobankach, więc Chazan zmienił poglądy.
Nie ma takiej potworności i takiego okrucieństwa, którego nie popełniłby pobożny człowiek w imię swojej religii. Więc nic się w Polsce nie zmieni dopóki miliony kobiet polskich nie przestaną dokarmiać pasożytów w czarnych sukienkach, którzy nie mają pojęcia o niczym, prócz paskudnych myśli w swoich tępych łbach i żywią się nieszczęściem narodu jak tasiemiec. Dopóki kobiety nie zmienią oblicza społeczeństwa, przestaną wysyłać swe dzieci i swych mężów na niedzielne pranie mózgu i na prymitywną manipulację podczas katechezy. Możemy sobie urządzać marsze, czarne, czerwone, a nawet zielone protesty, na których zgromadzi się nieliczna część bardziej światłego społeczeństwa. To miliony zwyczajnych kobiet muszą zrozumieć, że prawo do aborcji nie oznacza nakazu aborcji i że są manipulowane przez bandę otłuszczonych starców, którzy nigdy nikogo nie kochali, którzy nigdy o nikogo się nie martwili, którzy nigdy za nic nie byli odpowiedzialni.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.5/10 (87 votes cast)

Syryjczyk zabił Polkę

W zasadzie można ten tytuł wyrazić mocniej. Syryjczyk zamordował Polkę. A może jeszcze ostrzej? Islamista z Syrii zamordował naszą rodaczkę maczetą. Za słabo? Islamski terrorysta z Syrii zamordował matkę Polkę maczetą. A co? Była prawdopodobnie w ciąży.
A gdyby tak dokładniej opisywać wszelkie zabójstwa, których niemało się zdarza w naszym kraju? Wyobraźmy sobie szczegółowe opisy zwracające uwagę na narodowość i religię sprawcy.

Kraków. Zatrzymano Polaka wyznania katolickiego podejrzewanego o zabójstwo angielskiej studentki
44-letni Polak, wyznawca religii katolickiej jest podejrzewany o zabójstwo studentki 21-letniej studentki z Anglii, której ciało znaleziono w sobotę niedaleko nasypu kolejowego przy ul. Siewnej w Krakowie.

Trzej katolicy z Polski zamordowali milionera. Ukradli mu zegarek
Po roku od morderstwa brytyjskiego milionera Miltiadesa Papadopoulosa sąd uznał winnymi zbrodni trzech katolików z Polski. Jedyną rzeczą, jaką zrabowali podczas napadu na posiadłość Papadopoulosa okazał się jego zegarek. Wyrok zostanie ogłoszony w piątek

Katolicki imigrant z Polski skazany na dożywocie za morderstwo i wrzucenie ciała do kanału
Sąd w Londynie uznał za winnego popełnienia morderstwa Tomasza Kocika, który zabił i wrzucił do jednego z londyńskich kanałów ciało swojej dziewczyny – podaje dziennik „The Guardian”.

Szczególnie ostatnia wiadomość słusznie nasuwałaby wątpliwości. Oskarżony zabił swoją dziewczynę, całkiem prawdopodobne, że również Polkę. Zbrodnia związana była w jakiś sposób z osobistymi relacjami dwojga osób i ani narodowość, ani wyznawana religia nie mają tu nic do rzeczy.
Również mężczyzna z Syrii związany był z kobietą z Polski, do zbrodni doszło w afekcie i nie ma żadnego znaczenia narodowość sprawcy ani jego religia. Jednak hucpa rozpętana przez prawicowe media i skretyniałych polityków w rodzaju Pawła Kukiza osiągnęła szczyty absurdu. Kukiz nawet zażądał ekstradycji sprawcy, by go osądzić i wykonać karę w Polsce. Sprawdzenie zasadności ekstradycji i warunków, które musiałby być spełnione przekraczało już możliwości tego notorycznego kretyna.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.2/10 (11 votes cast)

Sztuka sakralna

Od zarania ludzkości splatają się w życiu człowieka dwie strefy – sacrum i profanum. I choć od zawsze dążymy do sacrum, nie jesteśmy w stanie uwolnić się od profanum. Taka już nasza ludzka natura. Rzeczywistość skrzeczy. Jeść trzeba, a więc i jedzenie zdobywać, jak już się najemy, to chce się chędożyć, a potem z tego chędożenia jest potomstwo, więc znów pojawia się kwestia zdobywania jedzenia, a w naszych europejskich warunkach jeszcze jakiegoś dachu nad głową. I tak się miota ta ludzka istota.
Już przed tysiącami lat nasz przodek brał do ręki kamienny toporek i w wolnej chwili ciosał jakiegoś bałwana, któremu się potem w pas kłaniał. Czasem też wraz ze współplemieńcami pląsał poprzebierany i pomalowany w takt bębnów wokół tego wymalowanego kloca. Taka to była siła tego sacrum.
Gdy już nastąpiło chrześcijaństwo, a poziom cywilizacji też był inny niż w zamierzchłej prehistorii, kolejni nasi antenaci miewali nieodpartą potrzebę wspięcia się na wyżyny sacrum. Taki Michał Anioł na przykład malował kościelne sufity, a że sacrum myliło mu się nieraz z chędożeniem, które też lubił, to malował boskie postaci na golasa.
Z kolei polski malarz Jan Styka, który prócz współautorstwa „Panoramy Racławickiej” ma na swoim koncie przede wszystkim obrazy religijne, tematykę religijną malował na klęczkach, aby tym bardziej zbliżyć się do sfery sacrum. W artystycznym środowisku krążyło wiele anegdot wykpiwających jego dewocyjną pobożność. Jedna z nich mówiła, że malujący Styka zobaczył Boga, który pogroził mu palcem i rzekł: „Styka, ty mnie nie maluj na klęczkach, ty mnie maluj dobrze”.
jp2
Niestety jak widać Bóg rzadko objawia się współczesnym artystom dążącym do sacrum. I dlatego właśnie nasz kraj przepełniony jest koszmarnymi krasnalami ogrodowymi rozmaitej wielkości, które wszystkie pretendują do miana pomników Karola Wojtyły, czyli jedynego prawdziwego papieża polskich katolików.
Inni z kolei w tej zaiste świętej pasji utrwalają rozmaite bohomazy na ścianach budynków. Im większych, tym lepiej. Tak jak ci wspaniali czciciele, którzy usiłowali na ścianie hotelu pielęgniarek w Krakowie, przedstawić postaci świętych – Faustyny i Karola Wojtyły.
I taka się refleksja na myśl ciśnie, że może czasem mniej nam sacrum potrzeba, a więcej profanum. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Syndrom Zbyszka z Bogdańca

Zapewne nawet absolwenci gimnazjum pamiętają z „Krzyżaków” Sienkiewicza ten fragment, gdy Zbyszko z Bogdańca, młody przedstawiciel klasy rycerskiej, ślubuje Danusi – córce słynnego Juranda ze Spychowa – ubić paru rycerzy krzyżackich i czuby z pawich piór, które noszą, złożyć jej u nóg. Skończyło się to zaatakowaniem posła krzyżackiego i w następstwie tego czynu sądem kasztelańskim, na którym taka oto scena się rozegrała:

— Możesz-li na mękę Pańską poprzysiąc, żeś płaszcza i krzyża nie widział?
— Nijak! — odpowiedział Zbyszko — żeby ja krzyża nie widział, to myślałbym, że to nasz rycerz, a w naszego przecie bym nie godził.
— A jakoż mógł się inny Krzyżak pod Krakowem znajdować, jeśli nie poseł albo nie z poselskiego pocztu?

Prawda. Gdyby Zbyszko był choć odrobinę inteligentniejszy od swego konia zadałby sobie pytanie, jakim cudem rycerz krzyżacki mógł się znaleźć w okolicach Krakowa? Było to przecież państwo wrogie i Królestwo Polskie było na krawędzi wojny z Zakonem. Przypadkiem odkrył Sienkiewicz przed czytelnikami smutną prawdę, że napakowanych agresywnych idiotów nie brakowało nam już w średniowieczu.
To samo dzieje się dzisiaj, bo jakiś łysy Maniek, pod wpływem opowieści kumpli z Marszu Niepodległości, ubzdurał sobie, że będzie obrońcą ojczyzny i czci niewieściej (jako że te niewiasty dziwnie nieodporne są na awanse umytych i pachnących wodą kolońską, a nie piwskiem, osobników o skórze ciemniejszej niż ma standardowy narodowy łysy patriota).
rasist
No i taki kretyn atakuje, jak Zbyszko krzyżaka. A to napadnie na tureckich studentów, a to na kucharza z Syrii, a to znowu skatuje niczego nie spodziewającego się biznesmena z Namibii. Bo dla stuprocentowego polskiego patrioty, który ma niskie czółko nieskażone myślą żadną, wszystko co nie jest różowe lub czerwonawe (po dniu chlania piwska pod chmurką) i nie jest popstrzone piegami, kojarzy się wyłącznie z terroryzmem, obroną Chocimia i odsieczą wiedeńską oraz przedmurzem chrześcijaństwa. Więc rusza niczym odpalony granatnik z wrzaskiem: „Buk, chonor y ończyzna”.
Lada moment zaczynają się katolickie Światowe Dni Młodzieży i ciekaw jestem ilu ciemnoskórych młodych chrześcijan pozostawi swe piękne śnieżnobiałe zęby na gościnnej polskiej ziemi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (10 votes cast)

Nieusuwalna sprzeczność religii

O absurdach religii nie dyskutuje się zbyt często, ostatnio jednak na fali strachu przed uchodźcami, z których większość jest wyznawcami islamu, pojawia się sporo rozmaitych informacji, których głównym zadaniem jest wzbudzenie lęku i obrzydzenia w stosunku do tej właśnie religii. Absurdy religijne, które różnią wyznawców Allaha od chrześcijan, są doskonałą pożywką dla uprzedzeń i ksenofobii, co nie znaczy, że są przez to mniej absurdalne. Nie znaczy to też, że dominująca w naszym kraju religia takich absurdów nie zawiera.
Podstawowym problemem każdej religii jest to, że nawet najmłodsza z nich, czyli islam, liczy sobie 1400 lat i jej nakazy oraz zakazy powstawały w całkowicie innych warunkach egzystencji.
Zauważmy, że w dwóch religiach, które są wrogie wobec siebie, a ich wyznawcy walczą ze sobą od kilkudziesięciu lat z przyczyn całkowicie pozareligijnych, istnieją identyczne lub podobne wymagania wobec wiernych. Islam i judaizm wymagają obrzezania. Obydwie religie powstały w gorącym klimacie, na pustyni, gdzie woda jest towarem deficytowym. Higiena w takich warunkach nie jest łatwa, a w warunkach braku higieny męski napletek jest miejscem sprzyjającym wszelkim chorobom, nie tylko tym, które dziś się nam kojarzą jako typowo weneryczne. Mężczyzna te choroby mógł bardzo łatwo przekazać kobiecie. Zatem zabieg obrzezania miał niejako higieniczne uzasadnienie. Z tego samego powodu miesiączkowanie kobiet obłożono tabu, aby do niewątpliwego zagrożenia zdrowia kobiet nie dokładać jeszcze zagrożenia wymuszonym obcowaniem seksualnym. Kobieta podczas miesiączki była nieczysta, a więc mężczyzna nie miał prawa się do niej zbliżyć, ponieważ popełniał grzech.
Mahometanie i wyznawcy judaizmu nie jedzą wieprzowiny. To również nakaz religijny, który nam wydaje się przynajmniej dziwny. Chrześcijaństwo rozwijające się głównie na terenie Europy w umiarkowanym klimacie, nie potrzebowało tego zakazu, ale w gorącym klimacie bardzo często ludzie spożywali mięso suszone zamiast gotowanego lub pieczonego. Świnie zaś są najczęściej nosicielami rozmaitych pasożytów, które zagrażają człowiekowi w sposób bardzo poważny. Nasi przodkowie w umiarkowanym lub zimnym klimacie europejskim nie jedli żadnego prawie mięsa na surowo. A już na pewno nie nigdy nie jedli surowej wieprzowiny. W gorącym klimacie Azji mniejszej wszystkie żyjące tam ludy, zaczynając od starożytnych Egipcjan, praktykowały obrzezanie, uważały kobiety za nieczyste podczas miesiączki i nie jadły wieprzowiny, choć była ona znana. Zauważmy też, że surowe zasady przygotowywania żywności koszernej wśród wyznawców judaizmu i tzw. halal wśród wyznawców islamu są praktycznie identyczne.
Jednym z najbardziej kuriozalnych dla Europejczyka elementów islamu jest prawo mężczyzny do czterokrotnego zawierania małżeństwa. Po pierwsze, skoro mahometanin może mieć cztery żony, to dlaczego nie dziesięć. Po drugie – jest to nie do pogodzenia z obowiązującą w świeckiej Europie równością płci. Jednak wystarczy poczytać Biblię, by zrozumieć, że wielożeństwo to nie jest coś wyjątkowego w islamie. Biblia nakazuje mężczyźnie poślubić żonę brata, który stracił życie i nic przy tym nie wspomina o tym, że musi to być pierwsza żona żyjącego brata.
Wielożeństwo istniało w wielu kulturach dawnych, ponieważ koczowniczy tryb życia oraz ciągłe wojny między plemionami powodowały ciągły deficyt mężczyzn. Dziś nie maa już racjonalnego uzasadnienia dla wielożeństwa w świecie współczesnym, a mimo to upierają się przy nim wyznawcy islamu, ale nie tylko. Wielożeństwo jest także częścią wyznania mormońskiego.
Jeśli komuś się wydaje, że w chrześcijaństwie nie ma nakazów pozornie tylko religijnych, niech spojrzy na kwestię postów. Europa średniowieczna miała problemy żywieniowe, które nie wynikały z braku żywności, ale z pewnej jednostronności. Zamożniejsza część mieszkańców żywiła się głownie mięsem. Hodowle bydła, świń i drobiu rozwijały się bardzo dynamicznie, ale cykl czterech pór roku powodował dużą sezonowość dostępności warzyw i owoców, a w przeciwieństwie do cieplejszych regionów, plony zbóż zbierane były tylko raz do roku. Dieta prawie wyłącznie mięsna nie była korzystna, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że najczęściej było to mięso ciężkostrawne, pieczone i obficie polewane tłuszczem. To właśnie w średniowieczu pojawiły się obowiązkowe posty w piątki, długotrwałe posty przed najważniejszymi świętami religijnymi i kara postu zadawana chętnie jako pokuta za grzechy.
Podstawowym problemem nie są jednak zakazy i nakazy, ale fakt, iż żadna religia nie przyzna, że nie mają one żadnego logicznego sensu, a na dodatek nie są one w żaden sposób związane z wiarą. Gdyby dziś islam uznał, że nie ma podstaw do zezwalania mężczyznom na cztery żony, a ortodoksyjny judaizm zniósłby zakaz podróżowania w szabas lub chrześcijaństwo uznałoby, że nakaz poszczenia w piątek tak naprawdę nie ma sensu religijnego, to z punktu widzenia religii byłyby to niebezpieczne precedensy. I to właśnie jest ta nieusuwalna sprzeczność obecna w każdej religii. Nie zostaną zniesione nawet najbardziej bezsensowne dziś nakazy religijne, których sens przestał istnieć nawet i tysiąc lat temu, bo byłby to niebezpieczny precedens prowokujący wyznawców do zastanawiania się nad potrzebą przestrzegania pozostałych tabu, aż wreszcie do podważania sensu religii jako takiej.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (12 votes cast)