Dyskretny urok faszyzmu

Gdy wraz z hukiem bomb i dymem pożarów waliły się zgliszcza faszyzmu włoskiego i jego okrutniejszej odmiany narodowo-socjalistycznej w Niemczech, świat uznał faszyzm za ideologię zbrodniczą i do dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie powoływałby się na faszystowską ideologię tworząc zręby nowej polityki we współczesnym świecie. Jednak dla polityków, którzy chcą uwieść tłumy, stać się wodzami i zbawcami narodu, faszyzm wciąż ma swój dyskretny urok pomagający omotać społeczeństwo, uwieść, zbałamucić, a potem odebrać wolność i zakuć w kajdany w dążeniu do władzy absolutnej, która jest żądzą silniejszą niż seks i bogactwo.

Faszyzm buduje swój mit założycielski na kulcie tradycji. W Niemczech było to odwołanie do dawnej wielkości sięgającej aż mitologii germańskiej. We Włoszech odwołanie do wielkości Imperium Rzymskiego. W Polsce mit Międzymorza (lub Trójmorza) wyznaczający Polskę liderem krajów pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem, a Morzem Czarnym, zaś odwołujący się do złotego wieku w czasach panowania Jagiellonów. Do tego tysiącletnia historia chrześcijaństwa z mitem przedmurza chrześcijaństwa i Jana Sobieskiego, szczególnie przydatnym do budowania strachu i nienawiści wobec obcych. Mity służące kultowi tradycji muszą mieć potęgę jednoczenia narodu, dlatego mówi się dziś o tym, że Polska jest tylko jedna. Nie ma w niej miejsca na dyskusję i różnice światopoglądowe. Albo jesteś Polakiem, albo zdrajcą i renegatem.

Kult tradycji to także odrzucenie nowoczesności. Dziś Polska potrzebuje znów węgla, dymiących elektrowni, kopalń, państwowych stoczni i państwowych gospodarstw rolnych. To właśnie kojarzy się Polakom z tradycją, która – jak twierdzi władza – niesłusznie została odrzucona przez poprzednie rządy. Umorusany górnik, chłop w trudzie i znoju uprawiający naszą polską ziemię. Spawacz w stoczni, który tworzy nowy państwowy wielki przemysł. To są obrazy przemawiające do narodu. Owszem gdzieś tam w tle jest grafen, ale co przeciętny mieszkaniec Wypizdowa Dolnego wie o grafenie? Po co zawracać dzieciom w szkole głowę teorią ewolucji, czy układem heliocentrycznym Kopernika. Lepiej dać więcej religii i historii, by kochały ojczyznę i oczywiście wodza, zbawcę narodu również. Wszelka nowoczesność jest podejrzana i modernistyczna. Trudno ją kontrolować i zmusić do działania na rzecz wiodącej siły narodu.

Myślenie jest niewskazane. Należy działać. Dlatego też wódz krytykuje „imposybilizm” poprzedników, deklaruje natychmiastową dobrą zmianę. W sejmie się już nie dyskutuje, tylko w trybie galopu przepycha ustawy, a ich błędy i niekonsekwencje prawne nie mają znaczenia. Wola narodu ma być ponad prawem. A wolę narodu wyraża wódz, bo on wie najlepiej. Skoro działanie – to robotnik, górnik i rolnik. Zaś naukowiec, artysta lub pisarz to osobnicy podejrzani, nic więc dziwnego, że przypina im się pogardliwą łatkę „wykształciuchów”. Państwo powinno mieć władzę nad edukacją, nauką i kulturą. Władzę bezwzględną.

Faszyzm jest ksenofobiczny i rasistowski. Chce zjednoczyć naród pod swoimi skrzydłami, a naród powinien być jednorodny. Wszelkie odmienności są groźne. Dlatego w faszystowskiej interpretacji świata uchodźcy roznoszą pasożyty i choroby. Są zarazą,przed którą naród musi się bronić. Ktokolwiek będzie chwalił różnorodność, jest wrogiem, bo Polska jest tylko jedna. Niezgoda oznacza zdradę. Jeśli prezydent wetuje ustawy, które miały być uchwalone tu i teraz, natychmiast i bez zwłoki, to dla sporej części swego obozu i sporej części rodaków staje się zdrajcą, choć z powodów pragmatycznych zostaje to wyciszone, to jest już przyzwolenie na atakowanie zdrajcy. To jest też ostrzeżenie dla wszystkich, którzy by chcieli się wyłamać.

Faszyzm karmi się frustracją. Pierwszymi wyznawcami, do których zwróci się przywódca, będą ci, którzy uważają się za skrzywdzonych. To oni są solą ziemi, to im należy się więcej. Tak będzie głosić partia i jej funkcjonariusze. Zastana rzeczywistość jest zła, krzywdząca i trzeba ją zmienić, więc gdy faszyzm wygra, to będzie dobra zmiana. Dla tych właśnie, którzy przedtem byli skrzywdzeni. Zwycięstwo będzie więc początkiem sprawiedliwości, która krzywdzonym dotąd obywatelom da satysfakcję.

Faszyzm daje tłumom poczucie tożsamości. Tożsamość buduje się prostymi symbolami, koszulki z orłem, patriotyczne marsze i okrzyki, wojskowa celebra przy najgłupszej nawet okazji. Każdy może być patriotą. Nie trzeba być mądrym, wykształconym, ani nawet uczciwym. Wystarczy głośno krzyczeć razem z innymi i mieć bluzę z żołnierzami wyklętymi, to działa przede wszystkim na młodzież. Dlatego budowanie dumy z własnego narodu musi się wiązać z kreowaniem wrogów. Na pewnym etapie im wrogów więcej, tym zjednoczenie narodu silniejsze. To także jest przyczyną, dla której faszyzm karmi się ksenofobią, antysemityzmem i rasizmem.

Upokorzenie jest budulcem faszyzmu. Wyznawcy muszą się czuć upokorzeni siłą i i bogactwem wrogów. Właśnie dlatego wrogami narodu są „banksterzy”, o których opowiada się, że to Żydzi, którzy zmierzają do zniszczenia narodu. Nie ma rzecz jasna tej narracji oficjalnie, nie teraz, nie po Drugiej Wojnie Światowej i holokauście, ale funkcjonariusze systemu lubią zadawać retoryczne pytania, w nieoficjalnych sytuacjach puszczać w obieg pewne aluzje i wykorzystywać do siania nienawiści część aktywnych wyznawców. Pokonanie potężnego wroga będzie większym zwycięstwem. Dlatego w narracji publicznej pojawiają się słowa o totalnej opozycji, ubeckich wdowach, komunistycznych upiorach, o finansowaniu tejże totalnej opozycji i protestów przez Sorosa, który jak wiadomo jest Żydem. Upokorzenie zwiększa agresję i żądzę zwycięstwa. Zwiera szeregi, buduje jedność.

Elitaryzm to kolejna cecha faszyzmu. Faszyzm nie opiera się na wolnych wyborach i konkurencji. Zawsze dąży do zdobycia rządu dusz na zawsze. Ponieważ nie wywodzi się z tradycji arystokratycznej, musi więc znaleźć jakieś inne uzasadnienie dla swych niedemokratycznych rządów. Zatem naród jest z istoty rzeczy słaby i potrzebuje wodza, zbawcy ojczyzny, który poświęci się dla niej i dla którego dobro narodu jest celem życia. Dlatego musi mieć władzę absolutną, by działać dla dobra narodu. Ponieważ jednak nie może działać sam, więc spośród narodu wybierani są najlepsi, którzy w imieniu wodza sprawują władzę. Najlepsi są poza krytyką. Nieważne, czy funkcjonariusz nazywa się Misiewicz, czy Jaki lub Ziobro. Dopóki jest pod ochroną wodza, jest nietykalny. Jednak wódz w każdej chwili może dowolnego funkcjonariusza strącić z piedestału. Zatem członkiem wyjątkowej silnej i lepszej od pospólstwa kasty jest się z woli wodza, a nie z powodu własnych przymiotów. To znaczy, że każdy może być bohaterem, jeśli namaści go wódz.

Naczelnik, wódz, przywódca, zbawca ojczyzny jest tylko jeden. On wie najlepiej, czego chce naród. W demokracji podstawą działań rządów są wybory. Demokratyczne władze szanują trójpodział władzy, wolę większości w pewnych granicach i podlegają samoograniczeniom, choć każda władza ma chęć na więcej prerogatyw niż dostaje. Jednak zwykle politycy potrafią zrozumieć ograniczenia, bo wiedzą, że za kilka lat mogą przyjść ich przeciwnicy, którzy też skorzystają z większych przywilejów i możliwości. Faszyzm nie szanuje demokracji. Wystarczy mu jakakolwiek większość, która zapewni władzę. W kolejnym etapie nie są już potrzebne wybory, ani słuchanie woli ludu. Lud w swej masie nie ma przecież jednej opinii na każdy temat. To wódz jest tym, który wie, jaka jest wola ludu. Wybory, dyskusje, parlament – są to tylko czynniki przeszkadzające w realizacji idei, którą przedstawia wódz i jego partia.

Faszyzm musi mówić do narodu nowym językiem. Orwell w swej książce „Rok 1984” wymyślił termin nowomowa. Dobrze on pasuje do języka faszyzmu. Faszyzm musi nazywać wszystko po swojemu. Zbigniew Nienacki doskonale to ujął w swej powieści „Dagome Iudex”: Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest więc moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy tak, aby te określenia przyjęły się powszechnie. W ten sposób właśnie zamiast elity kulturalnej i naukowej w faszyzmie pojawiają się wykształciuchy. Ludzie, którzy się sprzeciwiają władzy to totalna opozycja. Pojawiają się też inwektywy, które są częścią budowania jedności narodu. Każdy, komu przyszłoby do głowy się sprzeciwić, musi wiedzieć, że stanie się zdradziecką mordą, kanalią, komunistycznym upiorem. Faszyzm też z upodobaniem sięga do nowomowy komunistycznej, choć niby komunizmem gardzi. Dlatego faszyści będą mówić GazWyb na Gazetę Wyborczą. W nieoficjalnych rozmowach nazwą ją GazŻydem podśmiewając się z dwuznacznej wymowy tego skrótu. Faszyści wiedzą, że moc nazywania zjawisk i ludzi jest potężną bronią.

Zapewne spora część czytelników już wcześniej domyśliła się, że opisując zjawiska obecne dziś w Polsce, posłużyłem się definicjami, które sprecyzował Umberto Eco w swym artykule „Ur-Fascism” z roku 1995, a który można znaleźć na stronie New York Review of Books. Po raz kolejny oddając hołd innemu wielkiemu pisarzowi – parafrazując motto do głośnej powieści Heinricha Bölla – muszę podkreślić, że moje nawiązania do artykułu Umberto Eco nie są ani celowe, ani przypadkowe, lecz po prostu nieuniknione.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)

Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

Powoli, ale nieubłaganie partia prezesa Kaczyńskiego szykuje się do złożenia w ręce prezesa władzy absolutnej. Przed nami są wybory samorządowe, będziemy też jednocześnie wybierać posłów do europarlamentu i to jest dla Kaczyńskiego poligon. Za rok okaże się, czy dotychczasowe zmiany będą wystarczające, by pozbyć się opozycji w wyborach parlamentarnych za dwa lata. Wszystkie działania partii rządzącej mają ten jeden i nadrzędny cel. A oto jak zdobywa się rząd dusz w Polsce.

Chłop żywemu nie przepuści

Mieszczuch może nie wiedzieć, ale trzeba sobie to uświadomić, o ile chcemy zrozumieć kulisy następnego sukcesu wyborczego PiS, chłop polski Unię Europejską traktuje jak krowę. Najważniejsze jest jej wydojenie, a jak się już nie da wydoić, to bez żalu odda ją do rzeźni. Wszelkiego rodzaju ekologów traktuje zaś jak dopust boży i najchętniej poczęstowałby ich widłami. Nikt mu bowiem nie będzie mówił, że nie wolno wypalać łąk i pól, bo tak robił jego ojciec, dziad i pradziad. A ksiądz proboszcz na mszy mówił, że w Biblii stoi „czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Więc czyni, a jeśli ma akurat ochotę psa albo babę kijem zatłuc, to nic nikomu do tego. Jego baba i jego pies. Dlatego właśnie minister Szyszko dążąc do wyrżnięcia Puszczy Białowieskiej kazał się swoim podwładnym oprzeć o motywację religijną. Ekolodzy to są sataniści i lewacy, którzy chcą przeszkodzić ludziom wsi w sprawiedliwym korzystaniu z dóbr przyrody, którą dał nam przecież Bóg. Co nas obchodzi jakieś tam międzynarodowe lewactwo z UNESCO. Szyszko grzmi głośno,że w 2014 r. łamiąc prawo, bezprawnie wpisano Puszczę Białowieską na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego i grozi doniesieniem do prokuratury, a Polska zaściankowa głośno klaszcze, bo co nam jacyś obcy będą dyktować, jak my mamy żyć. Ogromna rzesza chłopów z dziewiętnastowieczną mentalnością, pracowników leśnictwa, którzy są państwem w państwie, oddadzą głos na PiS, jeśli ten zapewni ich, że bez skrępowania dalej będą mogli prowadzić wyniszczającą środowisko rabunkową gospodarkę leśną i rolną.

Komuno wróć

Minister rolnictwa Jurgiel właśnie oświadczył, że do państwa dziś należy ogromny popegeerowski majątek, który się marnuje i że należy reaktywować PGRy. Warto wiedzieć, że na wsi, prócz rolników indywidualnych mieszka bardzo wielu byłych pracowników PGRów. Szczególnie w Polsce północnej i zachodniej na tzw. ziemiach odzyskanych były ogromne państwowe latyfundia w czasach Polski Ludowej. Po roku 1989 okazało się, że rolnicy indywidualni są w stanie wyprodukować żywność dla całego kraju, a niewydolne państwowe gospodarstwa musiały upaść, bo państwa nie było stać, by dopłacać do ich produkcji. Pracownicy PGRów to najsłabiej wykształcona i nieudolna życiowo grupa społeczna. Aby jakoś urządzić się w życiu wystarczyło dostać się do PGR, a zwykle też dostawało się mieszkanie i nie trzeba było wykazać się żadnym wykształceniem, ani umiejętnościami. Jeśli ktoś miał prawo jazdy na ciągnik i kombajn, to już w PGRze był elitą. Ci ludzie po likwidacji PGRów znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, nikt nie zadbał o nich w takim stopniu jak o górników lub stoczniowców. A na dodatek na wsi pracy nie było. Większość z nich do dziś jest przekonana i przekonywana nadal przez szarlatanów politycznych, że do upadku państwowych gospodarstw doprowadzono celowo, aby ziemię Niemcom sprzedać. To dawniej był potężny elektorat Samoobrony, dziś ci ludzie pójdą za PiS.

Odbudujemy stocznie

Jedna z narracji pisowskich polityków, a wcześniej PC, lecz także kilku innych partii, było przekonanie, że polski przemysł stoczniowy został celowo zniszczony przez liberalnych polityków, na zlecenie Niemców. Niewydolne państwowe stocznie dotowane na przekór zasadom ekonomicznym nie miały siły, by konkurować ze stoczniami dalekowschodnimi, a polski przemysł stoczniowy nie zniknął, tylko przekształcił się w mniejsze, ale nowoczesne firmy produkujące najnowocześniejsze i bardzo zaawansowane technologicznie statki. Jednak tysiące byłych stoczniowców i stoczniowych emerytów, chętnie słuchają o tym, jak zniszczono stocznie. Przecież przez dziesiątki lat PRL wmawiano im, że tworzą dziesiątą potęgę gospodarczą świata.
Jeśli teraz do Szczecina przybywają najważniejsi politycy PiS z wicepremierem na czele i w dawnej Stoczni Szczecińskiej kładą stępkę pod prom o wartości 450 milionów złotych, obiecując jednocześnie reaktywację państwowego przemysłu stoczniowego, to jest to obietnica wyborcza na miarę wskrzeszenia PRL. To miód na serce milionów tęskniących za komuną Polaków. I nic ich nie obchodzi, że tego promu nawet nikt jeszcze nie narysował, nie mówiąc już o projekcie. A armator zamówi ten prom za nasze, czyli podatników pieniądze u producenta, który nie ma pojęcia, jak takie promy budować, nie ma fachowców, pracowników, ani potrzebnej infrastruktury. Marzenia mają postać głosu oddanego na PiS.

Niech się uczą, jak dawniej

Zmiany w edukacji też nie są przypadkowym wymachiwaniem dwuręcznym mieczem przez porcelanowozębną minister Zalewską. Dla ogromnej wiejskiej i małomiasteczkowej rzeszy nieaktywnych wyborców wprowadzenie gimnazjum było bezrozumnym małpowaniem zachodu. Trudno powiedzieć dlaczego, ale ośmioklasowa podstawówka i dwuletnia zawodówka (nie zapominając oczywiście o czteroletnim liceum i pięcioletnim technikum) uważana jest za coś zgodne z naszą tradycją. Jest to oczywista bzdura, bo w przedwojennej Polsce obowiązywały rozmaite drogi do zdobycia wykształcenia, a pluralizm wynikał z różnych modeli kształcenia we wcześniejszych zaborach, pod którymi żyli Polacy.
Jednak w powszechnej opinii utrwaliła się zła opinia gimnazjów, spotęgowana powszechnymi żartami z „gimbazy” i „gimbusów”. Jeśli więc PiS likwiduje gimnazja i nie pozwala iść do szkoły sześciolatkom pod hasłem „niech mają dłuższe dzieciństwo”, to może na takim ruchu tylko zyskać. Masowe protesty i żądanie prawie miliona osób o przeprowadzenie referendum są w tym wypadku mało ważne. Ważne jest, czy mile połechtani wyznawcy tradycji pójdą na następne wybory.

Nasza chata z kraja

Już w „Weselu” Wyspiańskiego pojawiają się te słynne słowa: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Ten sposób myślenia właściwy jest wielu Polakom. Nic dziwnego, bo od XVII wieku wojny nękały Polskę często, zatem się nie można dziwić, jeśli Polak docenia pokój. Jednak kraj w środku Europy nie może się izolować. Usilne dążenie, by odseparować się od wszelkich zewnętrznych spraw może dać efekty odwrotne od oczekiwanych. Pozbędziemy się sprzymierzeńców i sojuszników. Taką właśnie politykę międzynarodową prowadzi PiS. Historia się powtarza, powtarzane są sanacyjne błędy z lat trzydziestych. Do tego dochodzi rozmyślne i celowe budzenie nienawiści i strachu wobec obcych. Od kampanii wyborczej w roku 2015 Kaczyński ze swymi akolitami konsekwentnie budzi polskie upiory – rasizm, antysemityzm, ksenofobię. To może się przełożyć na duży sukces wyborczy, ponieważ rasistów i antysemitów w Polsce jest więcej, niż kiedykolwiek chcieliśmy to przyznać.

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Niezawisłe sądownictwo, które stało się podstawą demokracji, nie jest wartością dla ludzi, którym demokracja się nie podoba, ani dla tych, którym na demokracji nie zależy. Chęć opanowania sądownictwa stała się po wyborach oczywistością. Najpierw doszło do złamania niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Trwało to długo i wzbudziło wiele kontrowersji. Był to jednocześnie poligon doświadczalny, aby politycy PiS mogli się nauczyć w jaki sposób przejąć kontrolę nad sądami powszechnymi i Sądem Najwyższym. Ciąg dalszy właśnie nastąpił.
Sędziowie należą do grupy barwnie nazwanej wykształciuchami przez Ludwika Dorna, gdy jeszcze był trzecim bliźniakiem. Ludzie takich nie lubią, pokończyli uniwersytety i się mądrzą, zwykle jakoś się w tej nowej rzeczywistości zaczepili, a sędziowie budzą złość największą. Mają bowiem kilka przywilejów, które gwarantują ich niezawisłość wobec władzy wykonawczej.
Władza zaś myśli nie bez racji, że zamiast sędziów niezależnych lepiej mieć sędziów podległych. Bowiem będą wydawać takie wyroki, jakich oczekuje władza. A przeciętny obywatel Polski powiatowej, nie rozumie dziś, że kiedyś się uderzy o mur, gdy całkiem nawet niepolitycznie będzie chciał się przeciwstawić jakiemuś lokalnemu funkcjonariuszowi wiodącej siły narodu. Wtedy już nie będzie niezależnego sędziego, który go obroni przed bezprawiem władzy. Niestety, będzie już za późno.

Miałeś chamie złoty róg

Nie mam zamiaru analizować, dlaczego stało się właśnie tak, a nie inaczej i jakie są przyczyny upadku Polski jako państwa prawa. To jest zadanie dla historyków oraz socjologów i psychologów, którzy zapewne za sto lub więcej lat napiszą na ten temat sążniste rozprawy naukowe. Zadaniem tego tekstu jest pokazanie rzeczywistości, która nieuchronnie doprowadzi do wygranej PiS w kolejnych wyborach parlamentarnych. Myślę, że poddani Pana Prezesa nie będą nawet zmuszeni do fałszowania wyborów, choć liczą się z taką potrzebą i się do niej solidnie przygotowują. Mieliśmy złoty róg demokracji i pozwoliliśmy go sobie zabrać.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (23 votes cast)

Tytuł zastępczy

Poniższy felieton powstał jako produkt uboczny moich zainteresowań audiofilskich i dyskusji na forach skupiających hobbystów audio. Z drugiej strony można też zauważyć, że na tym przykładzie opieram też ogólne informacje o manipulacji, bowiem metody, które stosują manipulatorzy są identyczne. I nie jest ważne, czy starają się nas przekonać, ze powinniśmy kupić kable głośnikowe droższe od całego zestawu audio, czy magnetyzer wody, przywracający pamięć wody żywej, czy homeopatyczne leki na raka, czy wreszcie idee polityczne. Oszuści zawsze bazują na niewiedzy, strachu i obawach. I często się im udaje. Niestety, nie miałem pomysłu na tytuł, który by dostatecznie jasno sygnalizował zawartość oraz intencje autora.

Kiedyś były modne takie poradniki z zakresu najczęściej spraw technicznych, tłumaczone często z angielskiego, a mające w tytule zwrot „dla opornych” (for dummies).
Pomyślałem sobie, że w dobie rozkwitu rozmaitych garażowych inwestycji w kosmiczne technologie produkcji grających kabli, może przyda się taki mini podręcznik w zakresie odpowiedniego manipulowania odbiorcami, by byli chętniejsi do wydawania kasy na kable.
Zatem zaczynam pisać…

Manipulacja dla opornych
czyli dlaczego kable grają

1. Współczesny świat jest bardzo skomplikowany. Korzystamy ze sporej liczby urządzeń, których sami nie tylko nie potrafilibyśmy wykonać, ale często nawet nie rozumiemy zasad ich działania. O ile jesteśmy w stanie ciekawskiemu kilkulatkowi jakoś tam wytłumaczyć działanie pralki i cud wkładania brudnej, a wyjmowania czystej bielizny, to już lodówka sprawi nam więcej kłopotu. Mikrofalówka zaczyna powoli przypominać czary, bo jakże coś, co samo w sobie nie jest zimne ani gorące (mikrofale) potrafi zagotować np. wodę? Ba, warto przypomnieć sobie słynne prawo Arthura C. Clarke’a, sławnego pisarza science-fiction.

Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.

To prawo daje nam potężną broń do ręki. A jest nią atawizm. Przez setki tysięcy lat człowiek z zabobonnym lękiem traktował świat go otaczający, nie rozumiejąc przyrody i zjawisk naturalnych, składał pokłony i ofiary wyimaginowanym bożkom, by zdobyć ich przychylność. Także dziś, jeśli się odwołamy do atawizmu, jeśli wzmocnimy naturalne lęki ludzkie, możemy wmówić otoczeniu prawie wszystko. Skoro większość ludzi nie ma pojęcia jak działają szczepionki, a informacja o wstrzykiwaniu komuś zarazków śmiertelnych chorób budzi naturalną odrazę, to nie jest wcale trudne wmówić ludziom, że szczepienia to nic dobrego, bowiem wymyśliło to okrutne lobby farmaceutyczne w celu bezustannego bogacenia się i trucia ludzi, aby zmniejszyć ich populację na świecie. Przecież to genialnie oczywiste, czyż nie? Spiskowe teorie są dobre na wszystko i zwykle wyjaśnią każde zjawisko i wydarzenie, którego ludzie nie rozumieją lub którego nie chcą zrozumieć ze względu na emocje związane z tym wydarzeniem lub zjawiskiem.

Chemitrails? Skoro nie wiemy, co to takiego są smugi kondensacyjne, jak i dlaczego powstają, to przecież oczywiste, że łatwiej uwierzymy w jakieś tajne działania przeciw ludzkości inicjowane przez „wiadome siły”. Człowiek często woli mieć urojonych potężnych wrogów, od realnych, bo nie czuje się tak podle, gdy przegrywa.
Zamach w Smoleńsku? Ależ oczywiście łatwiej się pogodzić z tym, że potężny wróg, chciał zgładzić prezydenta, niż z tym, że wszystko od samego początku było byle jak przygotowane. Że prezydent się spóźnił, że piloci nie mieli ważnych uprawnień, że tylko jeden jako tako kumał po rosyjsku, że kokpit samolotu przypominał burdel, że wreszcie samolot i jego możliwości techniczne to nie to samo co drzwi od stodoły.
Zatem, jeśli tylko się da, zmontujmy zgrabną teorię spiskową, nie musi być zbyt logiczna, nie musi być naukowa (naukowość nawet jej zaszkodzi), byle wpisywała się emocjonalnie w oczekiwania naszych odbiorców. Aby stawiała ich w dobrym świetle, a innych w złym. Aby odwoływała się do ich mądrości i szlachetności, nawet jeśli w rzeczywistości są durni i podli. Postarajmy się też, by ta teoria stawiała ich w lepszym świetle, czyniła z nich wybranych i elitę, która rozumie, która przejrzała światowe spiski, która wreszcie nie da się dalej oszukiwać.

2. Skoro już wiemy, że świat jest zbyt skomplikowany, by przeciętny Kowalski, Smith czy Nguyen go był w stanie zrozumieć, to swobodnie możemy przywoływać rozmaite teorie naukowe, nawet nieistniejące. Ważne jest bowiem, by czytelnicy lub słuchacze mieli do nas zaufanie. Niniejszy tekst nie traktuje o zdobywaniu zaufania. W tym celu trzeba będzie przeczytać lifestylowy poradnik pod tytułem „Zdobywanie zaufania dla opornych”.
Jak wykorzystać naukę do manipulacji, jak zaprzeczyć zjawiskom oczywistym i zrobić wodę z mózgu słabiej myślącym odbiorcom? Oto cytat z pewnego forum audiofilskiego, którego celem jest przekonanie odbiorców do uwierzenia w szczególny wpływ kabli łączących sprzęt audio na dźwięk. Układ tekstu i brawurowe słowotwórstwo pozostawiono w oryginale.

Ignoranctwem jest myślenie, że wszystko zostało już odkryte i zbadane.
Prosty, a jakże jaskrawy przykład:
GRAWITACJA
Patrzcie, otacza nas z każdej strony od zarania dziejów. A do tej pory nie wyjaśniono jak to działa.
Z prądem też tak prosto nie jest.
Dopóki nie zrozumiemy dokładnie jak działa prąd elektryczny. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje.

Każdy myślący czytelnik zaproponowałby takiemu melepecie, by spuścił sobie na łeb cegłę, to na pewno by się przekonał, jak działa grawitacja. Albowiem w powyższej teorii zastosowano podstawową manipulację słowną. Otóż od czasów Newtona, a po części wcześniej już od Galileusza, wiemy doskonale jak działa grawitacja. Newton określił to precyzyjnie w prawie powszechnego ciążenia. I nie trzeba być Stephenem Hawkingiem, by to zrozumieć.

Między dowolną parą ciał posiadających masy pojawia się siła przyciągająca, która działa na linii łączącej ich środki, a jej wartość rośnie z iloczynem ich mas i maleje z kwadratem odległości.

Możemy się najwyżej zastanawiać nad tym dlaczego grawitacja działa, ale nie jak działa. Mówiąc inaczej, jesteśmy w stanie na rozmaite sposoby korzystać z grawitacji lub też nie próbować rozmaitych rzeczy, ze względu na to, że wiemy, jak działa. W tym zakresie bowiem nie ma żadnej nieodkrytej tajemnicy.
To samo dotyczy prądu elektrycznego. A już wisienką na torcie tego monologu manipulacyjnego jest ostatnie zdanie. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje. A niby dlaczego nie można? Co to ma wspólnego z wątpliwościami autora dotyczącymi grawitacji i prądu elektrycznego?
To klasyczny sposób manipulacji, który można nazwać „od szczegółu do ogółu”. Kiedyś okradł mnie facet z Warszawy, więc warszawiacy to złodzieje. Na tej samej zasadzie Polacy to lenie i pijacy, a wszyscy Arabowie to terroryści. Ten numer zawsze się uda z większością waszych potencjalnych słuchaczy, czy klientów.

3. Skoro już ustaliliśmy, że większość ludzi „nie ogarnia” współczesnej technologii i nauki, to spójrzmy teraz, jak możemy wykorzystać to zjawisko dla celów manipulacji. Zakładam, ze zdobyliśmy już zaufanie odbiorcy, który traktuje nas z odpowiednią atencją.

Na Politechnice Warszawskiej zmierzają ku końcowi prace nad opracowaniem nowej, rewolucyjnej w audio technologii. Naukowcy postanowili tym razem zastosować w akcesoriach bursztyn. Stosowany powszechnie kwarc i jego pochodne, okazały się znacznie mniej skuteczne w walce z zakłóceniami sygnału elektroakustycznego /…/
Za wytrwałość i dociekliwość brawa należą się głównie dwóm polskim inżynierom… przy okazji doświadczonym użytkownikom sprzętu Hi-Fi i audiofilom.

To cytat z pewnej strony z recenzjami audiofilskich gadżetów. Jeśli przeczytamy informację o prowadzeniu prac badawczych w dowolnej dziedzinie na jakimś uniwersytecie, bądź na politechnice, będziecie pewni, że chodzi o oficjalny program badawczy, że jest to jedno z zadań jakie postawiła przed sobą uczelnia lub jakiś jej wydział. Czy przyjdzie wam do głowy, że po prostu chodzi o hobbystyczne zajęcia ludzi, którzy szczęśliwym dla siebie trafem są pracownikami uczelni? Raczej nie. Powołanie się na autorytety akademickie dodaje powagi każdej informacji. Dobrze też przywołać jakieś naukowe dane, które przekonają czytelnika, że ma do czynienie z rzetelna relacją o naukowej podbudowie.

Wszyscy pamiętamy jego nadzwyczajne własności w dziedzinie elektryczności statycznej. Sugeruje to od razu możliwość stosowania go w kondensatorach o bardzo specyficznej charakterystyce. Dla formalności dodamy że bursztyn elektryzuje się ujemnie. Jest mieszaniną, w której głównym pierwiastkiem jest węgiel 67-81% i siarka około 1%, pozostałą część w udziale 10-11% stanowią tlen i wodór. Większość odmian bursztynu zawiera kwas bursztynowy w ilości od 3 do 8 %. Wzór chemiczny bursztynu jest banalnie prosty (prostszy nawet od alkoholu) C10H12O. W zależności od odmiany ciężar właściwy bursztynu oscyluje wokół 1kg/dcm3 czyli jest podobny do wody. To z tego powodu lżejsze odmiany bursztynu pływają na jego powierzchni, a cięższe toną.

Jeśli czytelnik z chemią ma do czynienia głównie w dziale „chemia domowa” miejscowego marketu, będzie zapewne pod wrażeniem. Mało komu przyjdzie do głowy sprawdzać tak naukowe informacje. A warto by było, bo dowiedzielibyśmy się, że bursztyn jest mieszaniną związków polimerowych, w której składzie znajduje się kwas bursztynowy C4H6O4, ale trudno chyba mówić o jakimś jednoznacznym wzorze chemicznym całego bursztynu. Być może zadalibyśmy sobie pytanie, co ma do rzeczy fakt, że lżejsze odmiany bursztynu unoszą się w wodzie? Za to uświadomilibyśmy sobie, że bursztyn, choć powierzchniowo elektryzuje się ujemnie przez potarcie, to nie przewodzi prądu, jest izolatorem. Oczywiście w przedstawieniu naukowym „grającego”gadżetu w postaci drutu w szklanej rurce wypełnionej drobinkami bursztynu bardzo pomocne będą zdjęcia. Zdjęcia muszą sprawiać wrażenie potęgujące przekonanie odbiorcy o wyjątkowym zaawansowaniu technicznym powstającego produktu. Przydatna na pewno będzie fotka w podczerwieni, do tego jakaś aparatura badawcza (obojętnie jaka, większość i tak nie skuma), a jak by jeszcze znalazły się wykresy, to byłoby wspaniale. Technicznie i naukowo brzmiące terminy są oczywiście bardzo pomocne. Jednak gdy w podpisie zdjęcia znajdzie się informacja o miedzi bezglutenowej, to można nabrać wątpliwości, czy artykuł jest tak rzetelny, jak wcześniej czytelnik przypuszczał. Zatem uważnie i czujnie dobierajmy mądre słowa, aby samemu na siebie nie zastawić pułapki werbalnej.

Inkryminowany artykuł kończy się wzniosłymi słowami, które z jednej strony odwołują się do sfery emocjonalnej (Oto właśnie rodzi się nowa idea) i one właśnie mają być tym mocnym końcowym akcentem, który utkwi w pamięci i z którym czytelnik uskrzydlony pójdzie z nadzieją na nową wspaniałą technologię. Ale też jest odwołanie do znanej audiofilskiej imprezy i niejako ogrzanie się w jej bliskości. Przecież jeśli coś zostanie pokazane na tak prestiżowej wystawie, to nie może być zwykłym oszustwem.

Mamy nadzieję, że filtry w wersji produkcyjnej będziemy mogli zobaczyć na jesiennej wystawie Audio Video Show 2017. Już teraz wiemy, że lekkiej zmianie ulegnie termin. Wystawa nie odbędzie się w pierwszy weekend listopada po święcie zmarłych. Oto właśnie rodzi się nowa idea.

A zatem drogi początkujący manipulatorze, obojętnie czy chcesz w swym garażu produkować kable audio w kosmicznej technologii, mające wyjątkowe właściwości, czy też myślisz o zrobieniu kariery politycznej, wiedz, że dziedzina jest nieważna, a metody są takie same. Teraz ty też wiesz, jak to się robi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Antysemityzm bez Żydów

Po Drugiej Wojnie Światowej liczba Żydów w Polsce drastycznie się zmniejszyła w wyniku holokaustu, ale też w wyniku migracji. Spora część obywateli pochodzenia żydowskiego, którym udało się znaleźć w krajach zachodnich, nie wracali przerażeni komunizmem, inni emigrowali, póki jeszcze mogli. W holokauście życie straciły miliony ludzi, a wśród nich przede wszystkim ci, którzy bardziej przywiązani byli do swojej religii, języka i kultury. Po wojnie cały ten, charakterystyczny dla małych miasteczek, folklor żydowski zniknął. Zniknęły synagogi, najczęściej zburzone podczas wojny i nikogo nie odbudowywane. Z krajobrazu znikały też żydowskie cmentarze, niestety często niszczone już po wojnie.

Nowa władza postanowiła zmienić Polaków na wzór człowieka radzieckiego, dlatego ze zdwojoną energią budowano ośrodki przemysłowe, zaludnione tysiącami mieszkańców wsi, dlatego też tępiono regionalizmy i niszczono ślady żydowskie i niemieckie (na tzw. ziemiach odzyskanych). W ciągu dziesięciu zaledwie lat udało się to nad wyraz skutecznie. Polak po 1945 roku stał się Polakiem ogólnie, niespecjalnie przywiązanym do lokalnego środowiska, także dlatego, że to środowisko często zostawił na wschodzie, który należał obecnie do Związku Radzieckiego. Gdy migrował ze wsi do miasta, starał się pozbyć wiejskich nawyków, aby zostać „miastowym”, co w praktyce oznaczało nijakim. Ludzie migrowali dość powszechnie na przyznane Polsce po wojnie Pomorze, Dolny Śląsk, czy Lubuskie. Własne środowisko rodzinne i sąsiedzkie, przez Niemców zwane heimatem, przestawało mieć dawne znaczenie. Polacy żyli w większych społecznościach, które były ze sobą luźno związane – praca, szkoła, a rodzina często się ograniczała do kilku najbliższych osób we wspólnym mieszkaniu.

To oznaczało, że pewien zespół zasad i prawd życiowych dawniej przekazywanych z pokolenia na pokolenie, teraz był elementem wpływu znacznie większej grupy społecznej w szkole lub zakładzie pracy. Warunki polityczne, szczególnie w okresie stalinowskim, nie sprzyjały otwartości. Władza zresztą i później promowała trzymanie języka za zębami. Zatem w zakresie wielu dziedzin ludzie skazani byli na domyślanie się, co jest społecznie dozwolone, a co może skutkować nieprzyjemnymi konsekwencjami. A to oznaczało publiczne ukrywanie wielu swoich przekonań. W psychologii nazywa się to pluralistyczną ignorancją.

Zjawisko to występuje za każdym razem, gdy ludzie ukrywają swoje prawdziwe myśli i uczucia z powodu przesadnej obawy przed dezaprobatą społeczną. Powstały w ten sposób rozdźwięk między prywatnymi myślami a publicznymi zachowaniami wzmacnia fałszywą normę, co sprawia, że ludziom jeszcze trudniej jest wyrazić, co naprawdę myślą i czują. W rezultacie grupa jako całość pozostaje nieświadoma swoich rzeczywistych przekonań. („Najmądrzejszy w pokoju”, Thomas Gilovich, Lee Ross)

Po wojnie, w ocenie polityków i szeroko rozumianych elit, jakiekolwiek przyznawanie się do antysemityzmu, byłoby pewnego rodzaju stawaniem po stronie Hitlera, co – zważywszy na ogrom krzywd poczynionych przez faszyzm Polakom – uważano za niestosowne. Zatem za wyjątkiem epizodu z roku 1968, który oficjalnie zresztą nie był skierowany przeciw Żydom, jako takim, ale przeciw syjonizmowi, treści antysemickie nie pojawiały się w oficjalnym obiegu. O Żydach najlepiej było nie mówić wcale, z wyjątkiem oczywiście rocznicowych wzmianek o obozach śmierci, krematoriach i zbrodniach hitlerowskich, a także wspomnień o Powstaniu w Gettcie Warszawskim. Dla wielu ludzi, szczególnie urodzonych już po wojnie, stawało się oczywiste, że jakiekolwiek negatywne opinie o Żydach mogą się spotkać ze środowiskową dezaprobatą. Taka osoba mogła zostać nawet w jakiś sposób napiętnowana. Nie mówiło się o Żydach w radio, telewizji, nie pisano w gazetach, nie mówiono o tym w szkole, ani w pracy. Jeśli nawet ktoś uważał dowcip o uciekaniu Żydów z obozu przez komin za śmieszny, to podzielił się nim tylko w gronie najbliższej rodziny lub przyjaciół z obawy przed publicznym napiętnowaniem.

Ponieważ antysemityzm ukrył się w gronie wyłącznie zaufanych ludzi, nastąpiło powszechne sprzężenie zwrotne. Polacy byli przekonani, że antysemityzm jest postawą skrajną i dotyczącą niewielkiego marginesu populacji.
Gdy w 1989 roku zmieniły się warunki polityczne, a za niewygodne dla władzy wypowiedzi nic już nie groziło, pojawili się ludzie, którzy swe antysemickie przekonania zaczęli głosić w sposób jawny. Pewne sygnały takich postaw pojawiły się już w latach osiemdziesiątych, gdy powstało Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” reżysera Bohdana Poręby. Ocena zjawiska była trudna, ponieważ z jednej strony Poręba stworzył film „Hubal” przywracający świadomości społecznej jedną z ważnych postaci historycznych, z drugiej strony ludzie z jego środowiska (np. Ryszard Filipski) wiązali się w jakieś dziwne teorie, współpracując z władzami podczas stanu wojennego, a antysemityzm, choć do roku 1989 skrywany, był częścią ich ideologii. Jedną ze znanych po upadku PRL postaci był niejaki Bolesław Tejkowski, nazywany nieraz złośliwie naczelnym antysemitą Polski. Nadal jednak postawy antysemickie nie przedostawały się do głównego nurtu polityki. Gdy Wałęsie przytrafiło się powiedzieć na ten temat coś głupiego, szybko został skłoniony do przeprosin i skorygowania wypowiedzi. Zatem wciąż zjawisko pluralistycznej ignorancji trzymało Polaków w przekonaniu, że antysemityzm jest zjawiskiem marginalnym w naszym kraju. W miarę pojawiania się rozmaitych bytów w rodzaju Młodzieży Wszechpolskiej lub Organizacji Narodowo-Radykalnej, zaczęto mówić, że antysemici są nieliczni, ale krzykliwi. Nikomu nadal nie przyszło do głowy, że skala zjawiska jest zupełnie inna, a powszechna opinia nie jest zgodna z prawdą.

Dopiero upowszechnienie się internetu, możliwość anonimowego często komentowania, a potem powstawanie wirtualnych środowisk o różnym zabarwieniu ideologicznym, uświadomiło wiele osób, że nie są sami. Że jest wielu innych, których śmieszą antysemickie dowcipy, że są inni, którzy uważają Żydów za źródło zła na świecie, a ponieważ ludzie pamiętający wojnę należą dziś do mniejszości, to usprawiedliwianie nazizmu lub gloryfikacja Hitlera nie wydają się już tak straszne ludziom, dla których przemoc jest tylko interesującą rozrywką stadionową lub wirtualną w grach. Powoli zaczęło się okazywać, że antysemitów w kraju bez Żydów jest więcej niż ktokolwiek kiedykolwiek sądził. A skoro Żydów realnych jest tak mało, to zapewne się ukrywają, więc zaczęto tropić, gdzie i pod jakimi nazwiskami. Niestety, przez ostatnich kilkanaście lat polskie elity polityczne i kulturalne nie zrobiły nic poza ostentacyjnym lekceważeniem zjawiska. Dziś, gdy partia rządząca – łamiąc prawo – szuka poparcia, kokietując środowiska skrajnie niebezpiecznych chuliganów stadionowych, nacjonalistów i neofaszystów, jest to zabawa odbezpieczonym granatem, który wybuchnie na pewno, tylko jeszcze nie wiemy kiedy.

PS. Dziękuję Beacie, za podsunięcie książki, która pozwoliła mi nazwać to, co już od dawna krążyło mi po głowie. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

I po szkodzie głupi

Gdy widzę w mediach społecznościowych odliczanie, ile nam jeszcze pozostało do końca rządów PiS, nie wiem, czy powinienem podziwiać niezłomny optymizm i wiarę w zwycięstwo dobra nad złem, czy jak Jan Hus na stosie, zakrzyknąć: O santa simplicitas! Zwolennicy teorii szybkiego upadku partii prezesa Kaczyńskiego głoszą, że „dobra zmiana” zachowuje się wszędzie jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany, więc rozmiar dokonywanych zniszczeń pozbawi ich wkrótce poparcia wyborców. Nie jest to wcale pewne, ponieważ jednocześnie funkcjonariusze partii rządzącej umiejętnie wciąż podsycają złość i nienawiść wykorzystując do tego rzekomy zamach smoleński. Teorie spiskowe zawsze łatwo trafiały do części społeczeństwa, więc podtrzymanie tego liczącego około 20% elektoratu nie będzie trudne. Przy globalnym zniechęceniu do polityki i tradycyjnie niewielkiej frekwencji w wyborach, pozycja partii Kaczyńskiego wcale nie wygląda beznadziejnie.

Optymiści nie biorą też pod uwagę, że obóz rządzący może również lekko „skorygować” ordynację wyborczą, aby zwiększyć swe szanse, a nawet sfałszować wybory. No i co im zrobimy? Za dwa lata będą mieli w rękach nie tylko Trybunał Konstytucyjny, tajne służby, wojsko, policję i prokuraturę, ale sporą część sądownictwa, o ile nie całe. Czy Unia Europejska nam wówczas pomoże? Jeszcze niedawno się wydawało, że sieć powiązań prawnych, gospodarczych i politycznych z krajami europejskimi, które – tak jak my – są we wspólnocie europejskiej, jest gwarancją demokracji. Dziś okazuje się, że osłabiona przez brexit Unia, wcale nie jest tak skłonna do zajmowania się Polską. Można nawet domniemać, że chętniej zgodzi się nawet na Polexit, niż zaangażuje się w wyniszczające spory polityczne z partią Jarosława Kaczyńskiego.

Kolejnym błędem optymistów jest też przekonanie o niewzruszonym poparciu Polaków dla naszego członkostwa w strukturach UE. Społeczeństwo opowiada się za Unią, ponieważ wciąż widzi korzyści. Rolnicy dostają dopłaty, budowane są drogi, remontowane zabytki, dofinansowane rozmaite lokalne projekty. Korzystają instytucje i firmy, a pośrednio też obywatele. Nieudolność „dobrej zmiany” powoduje, że już zaczynamy tracić unijne pieniądze, a wszędzie tam, gdzie się coś nie udaje, Prawo i Sprawiedliwość wskazuje palcem Unię. W perspektywie najbliższych lat możemy stracić 80% pieniędzy, które teoretycznie są w naszym zasięgu. Pozytywne postrzeganie Unii znacznie się zmniejszy.

W tym roku wzorem lat ubiegłych zaproszono do sejmu przedstawicieli nastolatków. Na fikcyjnym posiedzeniu, którego ogólna tematyka miała dotyczyć dekomunizacji pozwolono się jednak gimnazjalistom i licealistom wypowiadać nieco szerzej. Wśród zabierających głos całkiem spora grupa w swym przemówieniu rozmaitymi – choć podobnymi – słowami wzywała do zniszczenia Unii Europejskiej. Ci młodzi idioci są przekonani, że prawo do podróżowania bez wiz, otwarte granice, możliwość studiowania i pracy w krajach zachodnich, dostali w czasie narodzin w sposób naturalny, jak dwie nogi i dwie ręce. Nie pamiętają kolejek na granicach, wiz, stempli w paszportach, bo przeważająca część ich życia upłynęła właśnie w kraju unijnym. W 2015 roku również nie wzięto pod uwagę, że oto prawa wyborcze dostała grupa niedawnych nastolatków, która nie pamiętała fatalnego eksperymentu noszącego nazwę Czwarta Rzeczpospolita. To nie przerzedzone wiekiem „moherowe berety” stanowią siłę Prawa i Sprawiedliwości, ale rosnące tabuny młodych kretynów. Dzisiejsi smarkacze nawołujący w sejmie do zniszczenia Unii Europejskiej, podczas kolejnych wyborów będą mieli już dowody osobiste. Być może najlepszym hasłem wyborczym za dwa lata będzie wyjście Polski z Unii Europejskiej.

Partia Kaczyńskiego zawsze była antyeuropejska i ksenofobiczna, ale dzięki kryzysowi migracyjnemu związanemu z wojną w Syrii, zyskała nowy wymiar propagandy nacjonalistycznej. Bez skrupułów wykorzystuje i podsyca drzemiący w Polakach antysemityzm i rasizm. Nigdy przedtem politycy żadnej partii nie wykorzystywali najbardziej prymitywnych instynktów, które drzemią w ludziach. To jest jednak bilet w jedną stronę. Polska znajdzie się na uboczu cywilizowanego świata na długie dziesięciolecia.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (9 votes cast)

Była sobie Polska

Kilka miesięcy temu pod tytułem „Był sobie Rzym” opisałem, jak przebiegał proces upadku starożytnego świata – całej starożytnej kultury i cywilizacji. To nie było tak, jak na lekcji historii, gdy nauczyciel mówi: zapamiętajcie sobie datę upadku Rzymu, rok 476. Ten upadek zaczął się przynajmniej 200 lat wcześniej i dokonywał się jeszcze ponad sto lat po tej symbolicznej dacie. Jednym ze świętych Kościoła Katolickiego został rzymski patrycjusz, polityk i uczony – Kasjodor. Był on jednym z niewielu ludzi w tamtych czasach, który spojrzeniem wykraczał poza własne życie i podjął rozpaczliwą próbę ratowania dorobku starożytności dla następnych pokoleń. Niestety on również nie zdawał sobie sprawy z tego, że u źródeł upadku Rzymu tkwi religia chrześcijańska i że próby ratowania dzieł starożytnych spełzną na niczym. Zgniją one w klasztornych lochach i przez blisko tysiąc lat będą dla ludzkości niedostępne. Gdy skończy się bezprzykładne i bezwzględne panowanie Kościoła Katolickiego, pokolenia epoki renesansu ze zdumieniem odkryją, że był kiedyś świat, w którym rzeźbiarze potrafili rzeźbić w marmurze w sposób tak doskonały, że budziło to zachwyt, że malarze znali perspektywę, zaś lekarze wiedzieli nieporównanie więcej o chorobach i ich leczeniu od wszystkich średniowiecznych medyków razem wziętych.
Żyjąc tu i teraz zwykle trudno jest zobaczyć własną epokę i własne czasy w odpowiedniej perspektywie. W jakich czasach żyjemy my? I co może się zdarzyć. Wybory z 2015 roku spowodowały, że dziś przed Polską rysują się trzy scenariusze, a żaden z nich nie jest dobry.

Zły
Koniec rządów PiS nastąpi dopiero po kolejnych wyborach. Wiadomo, że nie powtórzy się scenariusz z 2007 roku, gdy PiS stracił tzw. przystawki. Dziś z koalicji nie odejdzie ani partyjka Zbigniewa Ziobry owładniętego obsesją zniszczenia lekarzy, którzy w jego mniemaniu zabili mu ojca. Potrzebuje stanowiska ministra, więc będzie wypełniał wszelkie zlecenia Kaczyńskiego. Nie odejdzie też Jarosław Gowin, dla którego sojusz z Kaczyńskim jest jedyną opcją. Ten ostatni zresztą, zajmujący się stosunkowo mało istotną politycznie dziedziną, ma też względną autonomię. Choć jest to autonomia złudna i krótkotrwała. Zatem czeka nas rok wyborów w 2019 roku, a potem jeszcze wybory prezydenckie. Sprawy idą w złym kierunku, za kilka lat Polska będzie na marginesie Unii Europejskiej. Już dziś kompletnie nie liczą się z nami nawet mali sąsiedzi. Europa zostawi nas o całe lata w tyle. Odrabianie strat wizerunkowych będzie zadaniem na dziesiątki lat. Już wkrótce stracimy spore kwoty unijnych dotacji, a to oznacza spowolnienie gospodarcze i stagnację. Opozycja jest zdziesiątkowana i nawet jeśli przez najbliższe dwa lata zdarzy się cud, to krajobraz po wyborach będzie znów krajobrazem trudnych koalicji. PiS przegra, ale wciąż będzie silny i wciąż będzie grał kartą patriotyczną, żołnierzami wyklętymi i zamachem smoleńskim. Wyborcy tej partii poczują się oszukani i zdradzeni, będą utrudniać wszystkie procesy zmian. Rozzuchwaleni narodowcy mogą posuwać się do aktów przemocy. Już dziś ludzie PiS są wszędzie, będą sabotować wszelkie próby naprawy kraju. Z drugiej strony politycy, którzy zwyciężą za 4 lata dostają od PiS bonus w postaci zarówno złego prawa, jak i tysiące precedensów jego bezkarnego łamania. Wielką pokusą będzie po prostu z tego korzystać i zapewne tak się stanie. Każda kolejna władza uzna, że wygodnie mieć podległy sobie Trybunał Konstytucyjny, dyspozycyjne sądy, służby, wojsko i policję. Naprawa tego stanu rzeczy nie jest niemożliwa, ale potrwać może dziesiątki lat. Na dodatek kolejne rządy za plecami wciąż będą czuć oddech wściekłego PiSu oraz jego agresywnych wyborców.

Gorszy
Bezkarnie manipulujący przy prawodawstwie PiS może nie przegrać wyborów za dwa lata. Bardzo prawdopodobny jest scenariusz, że zostanie tak zmieniona ordynacja wyborcza, by zapewniła tej partii zwycięstwo. Przy frekwencji, która w Polsce często oscyluje koło 50%, sześć milionów wyborców to nadal jest potężna siła. PiS startujący przy rozdrobnionej opozycji w spektrum od lewicowego Razem do prawicowej Platformy, może i tak wygrać, posuwając się jedynie do niewielkich manipulacji w ordynacji wyborczej. Jak mawiali komuniści, nie jest ważne kto głosuje, ale kto głosy liczy. Może się okazać, że to całkiem realny scenariusz, na wypadek problemów partii Kaczyńskiego.
Oznacza to, że PiS będzie miał kolejne 4 lata by rządzić według swojej koncepcji. Nawet gdyby stary już i będący w kiepskiej kondycji Kaczyński przestał dowodzić, to będą na tyle skonsolidowani, że utrzymają władzę. Osiem lat rządów konserwatywno-katolickiego PiS oznacza upadek oświaty i szkolnictwa uniwersyteckiego. Wszechobecną inwigilację obywateli przez policję i zreformowaną super służbę, której powstanie już jest przygotowywane. Kontrola będzie dotyczyć każdego aspektu życia obywateli, ponieważ gospodarka będzie w coraz gorszym stanie, więc zastraszanie niepokornych, cenzurowanie mediów oraz internetu stanie się oczywistą potrzebą. Z demokracji w Polsce nie zostanie już nic. Zaczną bardzo po cichu narzekać nawet ci, którzy dziś uważają, że świetnie iż PiS pogonił tych wszystkich „lewaków i liberałów”. Wszyscy będą widzieć swe puste portfele i fatalny stan wszystkiego wokół. Dobra zmiana przestanie mieć jakiekolwiek skrupuły i te rządy będzie można porównać raczej do dyktatury Franco niż do czasów PRL. Tajna policja, więzienie ludzi, tajemnicze zgodny opozycjonistów, a to wszystko podlane bogoojczyźnianym sosem przy aktywnym poparciu skorumpowanego Kościoła. O ile pozwoli na to ordynacja, a naród zjednoczy się wokół opozycji, możliwe jest odsunięcie rządów PiS w roku 2023.
Nie ma co ukrywać, demokrację diabli wezmą na przynajmniej 50 lat. Nie wiadomo, czy Polska będzie jeszcze w Unii, bo na pewno nie będzie w Schengen. Ktokolwiek obejmie władzę będzie miał trudne zadanie. Przedstawiciele dobrej zmiany będą wszędzie. Status Polski będzie gorszy niż dziś Ukrainy. Wszechobecna korupcja, prywata i przekonanie, że państwo służy do dorabiania się tych „zaradnych”.

Najgorszy
PiS nie straci władzy w 2023 roku. Zdąży bowiem wyprowadzić Polskę ze wszystkich struktur europejskich, zmienić prawo i konstytucję. Powrócą granice, paszporty i wizy dla Polaków. Złotówka straci wymienialność. Kraj będzie stawał się zacofanym skansenem w tej części Europy. Całkiem możliwe, że nie będziemy już w NATO, a wtedy Polska stanie się obiektem rozmaitych rozgrywek Rosji. Zapewne ratując gospodarkę potomkowie dzisiejszego PiS zgodzą się na jakąś formę przystąpienia do WNP i niepodległość Polski będzie tylko nominalna. Być może Putin lub jego następca reaktywuje coś w rodzaju Układu Warszawskiego. Świat znów zacznie się dzielić.
Nasi potomkowie będą czasem w zaciszu domowym opowiadać o swobodnym dostępie do internetu, o dobrobycie w czasach Unii Europejskiej. Nieliczni bogacze będą jeździć zagranicznymi autami po rozsypujących się powoli autostradach wybudowanych w czasach Tuska. Pojawi się inflacja, która spowoduje braki towarów, większość zagranicznych podmiotów gospodarczych zlikwiduje swoje interesy w Polsce do roku 2030. Zostaną nieliczni, oferujący usługi i towary dla przedstawicieli władzy. Będzie to wyglądało jak na Kubie za czasów dyktatury Batisty.
W połowie obecnego stulecia może nastąpić przełom. Kraj będzie tak mocno zrujnowany, że rządzenie bankrutem się już nie opłaci. PiS odda władzę przy kolejnym okrągłym stole. Być może nie będzie okrągłego stołu, ale bunt i rewolucja. Komuniści w Polsce byli na tyle mądrzy, by zrezygnować z rządzenia zbankrutowanym krajem. Czy PiS będzie tak rozsądny? Myślę, że to mniej prawdopodobna opcja. Zatem krwawa rewolucja, która odsunie tę partię od władzy, ale też do reszty zniszczy kraj.
Gdy nadejdzie nowe stulecie, o początkach XXI wieku nasze prawnuki będą opowiadać legendy. Nikt w nie nie uwierzy, bo gruzy już dawno zarosną krzakami i trawą

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Wielkie wygrane

Jako nastolatek jeszcze poznałem słynną „Grę w klasy” Julio Cortazara. Literatura iberoamerykańska cieszyła się znacznie większą przychylnością cenzury niż powieści z kręgu anglosaskiego. Wówczas ta powieść zachwyciła mnie, ponad miarę, jak dziś myślę. Kilka lat później, a więc w odwrotnej kolejności, przeczytałem wcześniejszą powieść Cortazara – „Wielkie wygrane”.
Aby nie zepsuć lektury tym, którzy nie czytali, a gotowi są sięgnąć po tę powieść, nie będę szczegółowo przedstawiał fabuły. Rzecz dzieje się w Argentynie w okresie peronizmu. Warto wiedzieć, że był to system z wieloma wewnętrznymi sprzecznościami. Z jednej strony przypominał państwo opiekuńcze, z drugiej faszystowskie. Choć zrozumienie przesłania książki Cortazara nie wymaga, rzecz jasna, wnikliwych studiów politologicznych. Akcja rozpoczyna się od loterii, w której wiele rozmaitych osób wygrywa rejs statkiem. Osoby z rozmaitych środowisk społecznych, o różnych poglądach i postawach życiowych przybywają na statek, którym mają odbyć rejs.
Dość szybko okazuje się, że nie wszystko wygląda tak, jak się spodziewali, a niektóre aspekty stają się wręcz podejrzane. Struktura powieści jest wielopoziomowa. W podstawowej warstwie fabularnej sprawia wrażenie powieści sensacyjnej z rozbudowanymi wątkami osobistymi, w tym również erotycznymi. Gdy spojrzymy szerzej, to widzimy również, że jest to alegoria państwa, które bezosobowo ogranicza wolność ludzi – w zasadzie – w imię własnego niezrozumiałego widzimisię. Państwa, które z jednej strony daje i premiuje uległość, z drugiej strony zaś jest restrykcyjne i zabiera wolność decyzji i wyboru. Powieść jest też metaforą ludzkiego życia, które zawsze składa się z dokonywania wyborów, czy tego chcemy, czy nie. Symbolicznie też pokazuje nam, że nie zawsze te tytułowe wielkie wygrane są dobrym darem losu.
Książka Cortazara dla mnie ma jeszcze pewien osobisty aspekt. Moja córka dostała imię po jednej z ważnych postaci występujących w tej powieści, ale to już całkiem inna historia.

O tych książkowych wielkich wygranych pomyślałem niedawno, przeczytawszy informację o szczególnie wielkiej wygranej w krajowej loterii lotto. Jeden szczęśliwiec – choć nie wiadomo, czy to mu przyniesie szczęście – wygrał 37 milionów złotych. To tak, jakby dostał od każdego z obywateli naszego kraju po złotówce. Zawsze pierwsza myśl każdego z nas będzie prowadziła ku rozważaniom, co ja bym zrobił z takim majątkiem…
Po chwili sobie pomyślałem, młodszy i tak się nie stanę, zęby nowe mi nie wyrosną, nowego życia sobie za to nie kupię. Moje potrzeby dałyby się sprowadzić do co najwyżej setek tysięcy, a nie milionów. A co z resztą? Pomyślałem sobie, że lepiej nie mieć tego problemu. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Po nas choćby i potop

Od pewnego czasu widuję w prasie oraz mediach społecznościowych rozważania różnych ludzi, na temat zniszczeń, których dokonuje partia, dla śmiechu chyba nazywająca się „Prawo i Sprawiedliwość”. Jak odbudować Polskę? Jak przywrócić demokrację? Jak naprawić to, co zniszczy PiS? Zaraz, zaraz…
 
A kto powiedział, że PiS przestanie rządzić? Oczywiście można się pocieszać, że tak naprawdę PiS ma mniejsze poparcie niż wcześniej rządząca koalicja. Że nie wystąpił efekt „miesiąca miodowego”, czyli znaczący wzrost notowań tej partii po wyborach. Można się krzepić opowieściami o tysiącach Misiewiczów i kolejnych wizerunkowych porażkach wyjątkowo durnego Waszczykowskiego albo kompletnym idiotyzmie Macierewicza. Jednak nawet największa wpadka, nie zaowocuje utratą władzy. Wierni wyborcy dalej kochają Kaczyńskiego i wszystkich jego akolitów. Wyjątkowo niezdarne próby utrzymania kompletnego ignoranta i bufona Misiewicza na stanowisku rzecznika MON nie zaszkodziły partii wśród jej wyborców. Większość z nich powie wam podczas dyskusji o zegarku Nowaka i tamtą historię uzna za wielokrotnie gorszą. Opowiedzą wam o rozkradaniu Polski i zniszczeniach i kraju w ruinie. Zaś bezmyślny wypadek Macierewicza koło Torunia wyjaśnią wam złym stanem dróg, które po sobie zostawił poprzedni rząd.
 
Kto powiedział, że będą jeszcze jakieś wolne i demokratyczne wybory? PiS rozmontował już Trybunał Konstytucyjny. Praktycznie zniszczył armię zmuszając wszystkich generałów do rezygnacji rozmaitymi sposobami, opanował prokuraturę, a najdalej za dwa lata przejmie sądownictwo, wtedy będzie już swobodnie skazywać kogo zechce Kaczyński i za co zechce Kaczyński. Czy istnieje jakakolwiek przesłanka, która świadczy o tym, że PiS nie poradzi sobie ze zmianą ordynacji wyborczej tak, by zapewnić sobie zwycięstwo? Czy coś przeszkodzi Kaczyńskiemu i spółce zniszczyć polską edukację i doprowadzić ja do stanu jak za wczesnego Gomułki? Za kilkanaście lat ze szkół zaczną wychodzić młodzi ludzie, bez umiejętności ścisłych, znajomości języków, za to indoktrynowani przez pół tysiąca lekcji religii i nowo napisanej historii Polski, w której jedynym godnym wzmianki będzie Kaczyński z bratem.
 
Jeśli w ogóle jeszcze stawiamy jakieś pytania o władzę PiS, to jedyne mające sens, brzmi: jak odebrać władzę Kaczyńskiemu i jak zdelegalizować tę przestępczą organizację? Jak wyeliminować jego i podobnych jemu szkodników, jeśli nie na zawsze, to na długie lata. I dopiero, gdy to zrobimy, przyjdzie czas na zadawanie pytań o odbudowę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (14 votes cast)

Cudze dzieci uczyć

W akcie fundacyjnym Akademii przez siebie założonej Jan Zamojski napisał: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Mylnie te słowa potem przypisywano Fryczowi Modrzewskiemu, blisko dwieście lat później Stanisławowi Staszicowi, który również położył wielkie zasługi na niwie edukacji. A myśl Zamojskiego, choć krótka, jest ważna i prawdziwa, i taką też pozostała do dziś. Tak się jednak składa, że od czasu do czasu za edukację biorą się nieuki i wtedy robi się groźnie, choć nie dla teraźniejszości, ale przyszłości naszej.
Pewien znajomy doktor przekonywał mnie kiedyś, że praca nauczyciela i wychowawcy jest podrzędna i mało istotna w społecznej drabinie ważności. Cóż bowiem taki nauczyciel, pogada ze czterdzieści minut, obecność sprawdzi, pracę domową zada. Jakiż to wysiłek i jakaż odpowiedzialność? On, lekarz ma ludzi jako materię swej pracy, leczy ich, uzdrawia i od jego uwagi i wiedzy zależy często, czy człowiek żyć będzie, czy śmierć położy kres dalszemu jego losowi. Powiedziałem mu wówczas: Drogi doktorze, jeśli zdarzy ci się spartaczyć twą pracę, stanie się niewątpliwie rzecz tragiczna, człowiek straci życie, płakać po nim będą bliscy. Jednak po roku lub dwóch niepamięć przykryje to wydarzenie. Czas – mówią – leczy rany. Gdy ja swą pracę lekce potraktuję i wypuszczę w świat głuptaków, nierobów i niedouczonych ignorantów, to oni tacy w świat pójdą. Będą z nich niedouczeni lekarze posyłający ludzi do piachu, będą niedowarzeni inżynierowie, którzy będą konstruować zawalające się mosty, będą rodzice nieradzący sobie z pociechami. I te dowody mojej fuszerki będą po tym świecie chodzić przez lat kilkadziesiąt, często jeszcze wtedy, gdy ja spokojnie trawkę od spodu będę wąchał.
Ludzie z mojego pokolenia, stając się nauczycielami, mieli różne, pchające ich do tego zawodu, motywacje. O swoich kiedyś pisałem i dziś już powtarzać tego nie będę. Jednak nie trafiali do tego zawodu ludzie kochający pieniądze, bo bogactwa w szkole nikt się dorobić nie mógł. Zawieraliśmy jednak wtedy z państwem pewną dość specyficzną i w zasadzie niepisaną umowę. My będziemy pracować najlepiej, jak potrafimy, a państwo będzie nam płacić najmniej, jak tylko może. Za to będziemy mieli prawo do wcześniejszej emerytury po trzydziestu latach pracy, bo jest to profesja, jak mało która, powodująca wypalenie zawodowe. A nauczyciel wypalony, byle jaki, to nic dobrego. Niektórzy z moich kolegów i koleżanek nie doczekali się tej wcześniejszej emerytury, bo nowe państwo, które pojawiło się na miejscu tego starego, powiedziało: a kuku, jest demografia i niż, i trzeba wiek emerytalny podnieść. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o podniesieniu tych zaległych pensji sprzed trzydziestu lat.
Jednak nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Przysłowia są rzekomo mądrością narodów. Polska podjęła trudne reformy, trzeba było zaciskać pasa. Przez lata tak się składało, że każdemu kolejnemu rządowi najlepiej się zaciskało pasa na nauczycielskich brzuchach. By być sprawiedliwym, dołączano też do tego zaciskania brzuchy pielęgniarek i reszty budżetówki. Po latach takiego zaciskania pierwszy rząd, który zauważył, że nauczycielom bliżej jest do zasiłków niż średniej krajowej, zdecydował się wreszcie zrewaloryzować ich płace. Był to rząd Donalda Tuska, podwyżki płac wyniosły wtedy ponad 40%, choć do średniej krajowej nadal było daleko. Nie jestem wprawdzie pewien czy ktokolwiek jeszcze o tym pamięta, gdy obecna ministra od edukacji, świecąca równym garniturem 42 zębów z białej porcelany, oznajmia, że dba o nauczycieli, albowiem przewidziała dla nich podwyżki od 30 do 60 złotych miesięcznie, co stanowi w najlepszym wypadku jakieś 2,5% dotychczasowych poborów. Pięknie, jaka łaskawa pani.
Jednak to nie o pensjach dziś chcę pisać, ale o znacznie poważniejszym niszczeniu polskiej edukacji. Dziecię moje, studiując w Albionie, wiele lat temu zauważyło, że tam studenci są młodsi, bo edukację dzieci zaczynają w wieku sześciu lat. Czy polskie dzieci są głupsze od reszty europejskich dzieci? Na razie jeszcze nie, ale niedługo może już będą. Pierwszą, tragiczną dla przyszłych pokoleń, decyzją nowej władzy było cofnięcie sześciolatków z powrotem do przedszkoli. Rzekomo dano wybór rodzicom, lecz było to perfidne kłamstwo. Będzie mógł się o tym przekonać każdy z rodziców, który by chciał sześciolatka posłać do szkoły.
Jeszcze gorszą decyzją było pospieszne, ze względów czysto politycznych, rozpoczęcie likwidacji gimnazjów. Nie można tego nazwać reformą, ponieważ jest to po prostu likwidacja wcześniejszej reformy edukacji tworzącej gimnazja. Inaczej mówiąc, jest to deforma. Czasem odnieść można wrażenie, że wszystkie działania obecnej władzy są spełnianiem marzeń podstarzałego miłośnika kotów, który mentalnie zatrzymał się w gomułkowskiej siermiężnej rzeczywistości lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. To dla niego przygotowuje się nową – starą Polskę, aby się czuł, jak u siebie. Mam koszmarne przeczucie, że Kaczyński jest jak owa Urszulka Kochanowska z wiersza Leśmiana, która znalazła się w niebie i Bóg spełnił jej życzenie.

Uśmiechnął się i skinął – i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski.
I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela!

Po przeczytaniu wypowiedzi wodza, który doceniał w jednym z wywiadów osiągnięcia radzieckiej edukacji, zbudowanej po rewolucji od zera i z niczego, boję się, że następnym krokiem będzie wprowadzenie dziesięciolatki, а потом в институт. Niestety nie ma bezkarnego powrotu do krainy dzieciństwa. Świat się zmienił, a szkoła gomułkowska była fatalna edukacyjnie i nastawiona głównie na indoktrynację młodego pokolenia. Gdy Polacy zrozumieją w końcu pustkę i kłamstwa „dobrej zmiany”, gdy odsuną to stado oszołomów od władzy, zapewne zajmie kilka lat przewracanie równowagi ekonomicznej. Dłużej potrwa przywracanie Polsce odpowiedniej pozycji na arenie międzynarodowej. Jeszcze dłużej naprawianie prawa. Ale przywrócenie dobrego systemu edukacji potrwa przynajmniej ćwierć wieku, a skutki złej edukacji nawet sto lat. A raz już przecież Polacy widzieli, do czego zmierza ekipa Kaczyńskiego i jakie ma zakusy. I tak dochodzimy do kolejnego cytatu, jednego z naszych wielkich przodków. Czemu ich słuchać nie potrafimy? Nie bez powodu obawiał się Jan Kochanowski, tej naszej odporności na rozum.

Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (17 votes cast)

Tupolewizm

To już trzeci zamach na polityków PiS. Taki komentarz znalazł się w jednej z grup pisowskich klakierów, które funkcjonują na Facebooku. Jeśli podyskutujemy ze zwolennikami tej partii o „zamachu pod Toruniem”, to okaże się, że wbrew oczywistemu rozsądkowi nie zgodzą się z tezą, iż przyczyną była jazda z prędkością blisko 130km/h w terenie zabudowanym na wąskiej dwupasmowej jezdni, poprzecinanej co kilkaset metrów skrzyżowaniami i światłami drogowymi. Wina – według nich – leży po stronie poprzedniego rządu i koalicji PO z PSL, która ukradła pieniądze przeznaczone na drogi, budując byle jakie zamiast porządnych.
Jeden ze zrezygnowanych tępym uporem fanbojów Kaczyńskiego internautów zakończył dyskusję stwierdzeniem: Warunki naturalne nie dostosowały się do potrzeb głównego pasażera.
Warto przypomnieć, że poprzednim razem zamachu dopatrywano się w tym, że auto prezydenta wylądowało w rowie. Okazało się, że przyczyną byłą stara opona, którą założono, choć wcześniejsza ekipa przeznaczyła ją już do kasacji, a do prezydenckiej limuzyny zakupiono już dawno nowy komplet opon. Dlaczego nowa ekipa nie założyła tych opon? Dlaczego wyciągnięto starą ze śmietnika? Dlaczego wreszcie prezydencka limuzyna łamała wszelkie zasady nie tylko ruchu drogowego, ale i zwykłego rozsądku?
Przecież jeden z „zamachów” udaremnił pilot samolotu, którym z Londynu chciała wracać ekipa rządowa, wypełniając przy okazji samolot dziennikarzami na miejscach stojących. Gdyby nie sprzeciw pilota i reszty załogi mogliśmy mieć Smoleńsk bis przy kolejnym lądowaniu.
W tej sytuacji przypomina się opinia jednego z pilotów owego feralnego 36 pułku wożącego polskich polityków. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce.
Władca Persów Kserkses zmierzając na podbój Grecji kazał przerzucić mosty przez cieśninę Hellespont, by przeprawić armię. Nadeszła jednak burza, która mosty zniszczyła. Rozzłoszczony króla kazał wybatożyć fale morskie i napiętnować cieśninę rozpalonym żelazem. Przynajmniej jednak nie próbował chodzić po wodzie. Politycy PiSu próbują.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)