Ćwiczenia z Orwella

W słynnej dystopii George’a Orwella „Rok 1984” przedstawiona została absolutnie totalitarna dyktatura przyszłości, która dysponowała fantastycznymi – jak na tamte czasy – możliwościami inwigilacji obywateli, prawie nieograniczoną siłą propagandy i potężnym aparatem przymusu. Książka ukazała się w roku 1949, więc odbierana była jako fantastyka, choć wszyscy doskonale wiedzieli, że aluzje w stosunku do totalitarnego Związku Radzieckiego pod wszechwładnymi rządami Stalina są oczywiste.
Poza słynnym Wielkim Bratem (Big Brother) do kultury masowej, a także do języka opisującego politykę przedostały się takie określenia jak nowomowa (newspeak) i nieosoba (noperson). Określenie nowomowa stało się również terminem naukowym w językoznawstwie, socjologii i politologii, ponieważ najbardziej nadawało się do nazwania zmian w językach, a były one charakterystyczne dla dyktatur marksistowskich (Związek Radziecki i kraje mu podległe, między innymi Polska), lecz wcześniej także w pewnym zakresie dyktatur faszystowskich.
Doskonałym przykładem nowomowy są w książce nazwy ministerstw państwa totalitarnego. Ministerstwo Pokoju zajmuje się prowadzeniem wojny. Ministerstwo Prawdy jest naprawdę ministerstwem propagandy. Ministerstwo Miłości odpowiada za inwigilację i egzekucje, a Ministerstwo Obfitości produkcją i dystrybucją dóbr, których zawsze brakuje. Ludzie, którzy mają dziś więcej niż czterdzieści lat zapewne pamiętają czasy tzw. gospodarki niedoboru, która była powszechna w Polsce rządzonej przez komunistów. Orwell opisał też inną stosowaną praktykę w dyktaturach totalitarnych, a szczególnie w czasach stalinowskich. Chodzi o usuwanie niewygodnych osób i przeciwników politycznych, eliminowanie ich nie tylko fizyczne ale usuwanie ich śladów z książek i gazet, zdjęć i filmów tak, by przestali istnieć w świadomości ludzi. Autor nazwał to ewaporacją.
Jednak w najstraszniejszych koszmarach nikt nie wyobrażał sobie, że blisko siedemdziesiąt lat po wydaniu książki znajdzie się partia polityczna, która zdobywszy władzę potraktuje powieść Orwella jako instrukcję polityczną.

12 lipca 2017 roku w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o Narodowym Instytucie Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Instytucja ma przejąć kontrolę nad pieniędzmi dla organizacji pozarządowych i sektora obywatelskiego. (oko.press)

Organizacje pozarządowe od początku były dla partii rządzącej solą w oku. Prowadząc działalność edukacyjną w społeczeństwie, ubiegały się o granty na zadania przewidziane przez Unię Europejską lub międzynarodowe fundacje takie, jak choćby znane Fundusze Norweskie i rząd nie miał wpływu na to, które organizacje dostają pieniądze. Powołanie Narodowego Instytutu Wolności, który de facto odbierze wolność działania tysiącom organizacji obywatelskich, przejmując decyzje o finansowaniu lub decydując o zatwierdzaniu programów tych organizacji, jest książkowym wręcz przykładem totalitarnej nowomowy.
Z kolei tak zwana reforma edukacji cofa strukturę oświaty w Polsce do postaci wdrożonej w PRL przed siedemdziesięciu laty, jednocześnie zmieniając treści nauczania w sposób budzący grozę. Uczniowie nowej pisowskiej szkoły nie będą mieli zbyt wielu okazji, by dowiedzieć się czegoś o takich postaciach jak Mikołaj Koperniki i Maria Skłodowska-Curie. Będą na ich temat jedynie wzmianki w historii. Znika za to z historii najnowszej Lech Wałęsa. Obecnie prowadzona przez kręgi rządowe i związkowe (popierające rząd) zmierza do tego, by Wałęsę uczynić zdrajcą, agentem służb bezpieczeństwa i postawić przed sądem. Bohaterami dzisiejszych czasów stają się bracia Kaczyńscy. Wspomagani przez takich herosów, jak sędzia stanu wojennego Andrzej Kryże, czy Stanisław Piotrowicz kolaborujący z władzami stanu wojennego jako prokurator. Łatwo sobie wyobrazić, ze za lat kilkanaście dojdzie do całkowitej ewaporacji Wałęsy, a zbawcą narodu, twórcą „Solidarności” zostanie Jarosław Kaczyński z bratem, którego jedyną faktyczną zasługą była śmierć w przypadkowej katastrofie lotniczej. Wałęsa stanie się nieosobą (noperson), której nazwiska nie będzie wolno wymawiać.

Wydaje się to nierealne, ale chyba dochodzimy do momentu, gdy chcąc zgłębić dalsze zamiary Jarosława Kaczyńskiego i jego partii nazwanej Prawo i Sprawiedliwość (która zgodnie z zasadami nowomowy szerzy bezprawie i niesprawiedliwość), będziemy zmuszeni do uważnej lektury książek Orwella.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.9/10 (15 votes cast)

Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

Powoli, ale nieubłaganie partia prezesa Kaczyńskiego szykuje się do złożenia w ręce prezesa władzy absolutnej. Przed nami są wybory samorządowe, będziemy też jednocześnie wybierać posłów do europarlamentu i to jest dla Kaczyńskiego poligon. Za rok okaże się, czy dotychczasowe zmiany będą wystarczające, by pozbyć się opozycji w wyborach parlamentarnych za dwa lata. Wszystkie działania partii rządzącej mają ten jeden i nadrzędny cel. A oto jak zdobywa się rząd dusz w Polsce.

Chłop żywemu nie przepuści

Mieszczuch może nie wiedzieć, ale trzeba sobie to uświadomić, o ile chcemy zrozumieć kulisy następnego sukcesu wyborczego PiS, chłop polski Unię Europejską traktuje jak krowę. Najważniejsze jest jej wydojenie, a jak się już nie da wydoić, to bez żalu odda ją do rzeźni. Wszelkiego rodzaju ekologów traktuje zaś jak dopust boży i najchętniej poczęstowałby ich widłami. Nikt mu bowiem nie będzie mówił, że nie wolno wypalać łąk i pól, bo tak robił jego ojciec, dziad i pradziad. A ksiądz proboszcz na mszy mówił, że w Biblii stoi „czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Więc czyni, a jeśli ma akurat ochotę psa albo babę kijem zatłuc, to nic nikomu do tego. Jego baba i jego pies. Dlatego właśnie minister Szyszko dążąc do wyrżnięcia Puszczy Białowieskiej kazał się swoim podwładnym oprzeć o motywację religijną. Ekolodzy to są sataniści i lewacy, którzy chcą przeszkodzić ludziom wsi w sprawiedliwym korzystaniu z dóbr przyrody, którą dał nam przecież Bóg. Co nas obchodzi jakieś tam międzynarodowe lewactwo z UNESCO. Szyszko grzmi głośno,że w 2014 r. łamiąc prawo, bezprawnie wpisano Puszczę Białowieską na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego i grozi doniesieniem do prokuratury, a Polska zaściankowa głośno klaszcze, bo co nam jacyś obcy będą dyktować, jak my mamy żyć. Ogromna rzesza chłopów z dziewiętnastowieczną mentalnością, pracowników leśnictwa, którzy są państwem w państwie, oddadzą głos na PiS, jeśli ten zapewni ich, że bez skrępowania dalej będą mogli prowadzić wyniszczającą środowisko rabunkową gospodarkę leśną i rolną.

Komuno wróć

Minister rolnictwa Jurgiel właśnie oświadczył, że do państwa dziś należy ogromny popegeerowski majątek, który się marnuje i że należy reaktywować PGRy. Warto wiedzieć, że na wsi, prócz rolników indywidualnych mieszka bardzo wielu byłych pracowników PGRów. Szczególnie w Polsce północnej i zachodniej na tzw. ziemiach odzyskanych były ogromne państwowe latyfundia w czasach Polski Ludowej. Po roku 1989 okazało się, że rolnicy indywidualni są w stanie wyprodukować żywność dla całego kraju, a niewydolne państwowe gospodarstwa musiały upaść, bo państwa nie było stać, by dopłacać do ich produkcji. Pracownicy PGRów to najsłabiej wykształcona i nieudolna życiowo grupa społeczna. Aby jakoś urządzić się w życiu wystarczyło dostać się do PGR, a zwykle też dostawało się mieszkanie i nie trzeba było wykazać się żadnym wykształceniem, ani umiejętnościami. Jeśli ktoś miał prawo jazdy na ciągnik i kombajn, to już w PGRze był elitą. Ci ludzie po likwidacji PGRów znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, nikt nie zadbał o nich w takim stopniu jak o górników lub stoczniowców. A na dodatek na wsi pracy nie było. Większość z nich do dziś jest przekonana i przekonywana nadal przez szarlatanów politycznych, że do upadku państwowych gospodarstw doprowadzono celowo, aby ziemię Niemcom sprzedać. To dawniej był potężny elektorat Samoobrony, dziś ci ludzie pójdą za PiS.

Odbudujemy stocznie

Jedna z narracji pisowskich polityków, a wcześniej PC, lecz także kilku innych partii, było przekonanie, że polski przemysł stoczniowy został celowo zniszczony przez liberalnych polityków, na zlecenie Niemców. Niewydolne państwowe stocznie dotowane na przekór zasadom ekonomicznym nie miały siły, by konkurować ze stoczniami dalekowschodnimi, a polski przemysł stoczniowy nie zniknął, tylko przekształcił się w mniejsze, ale nowoczesne firmy produkujące najnowocześniejsze i bardzo zaawansowane technologicznie statki. Jednak tysiące byłych stoczniowców i stoczniowych emerytów, chętnie słuchają o tym, jak zniszczono stocznie. Przecież przez dziesiątki lat PRL wmawiano im, że tworzą dziesiątą potęgę gospodarczą świata.
Jeśli teraz do Szczecina przybywają najważniejsi politycy PiS z wicepremierem na czele i w dawnej Stoczni Szczecińskiej kładą stępkę pod prom o wartości 450 milionów złotych, obiecując jednocześnie reaktywację państwowego przemysłu stoczniowego, to jest to obietnica wyborcza na miarę wskrzeszenia PRL. To miód na serce milionów tęskniących za komuną Polaków. I nic ich nie obchodzi, że tego promu nawet nikt jeszcze nie narysował, nie mówiąc już o projekcie. A armator zamówi ten prom za nasze, czyli podatników pieniądze u producenta, który nie ma pojęcia, jak takie promy budować, nie ma fachowców, pracowników, ani potrzebnej infrastruktury. Marzenia mają postać głosu oddanego na PiS.

Niech się uczą, jak dawniej

Zmiany w edukacji też nie są przypadkowym wymachiwaniem dwuręcznym mieczem przez porcelanowozębną minister Zalewską. Dla ogromnej wiejskiej i małomiasteczkowej rzeszy nieaktywnych wyborców wprowadzenie gimnazjum było bezrozumnym małpowaniem zachodu. Trudno powiedzieć dlaczego, ale ośmioklasowa podstawówka i dwuletnia zawodówka (nie zapominając oczywiście o czteroletnim liceum i pięcioletnim technikum) uważana jest za coś zgodne z naszą tradycją. Jest to oczywista bzdura, bo w przedwojennej Polsce obowiązywały rozmaite drogi do zdobycia wykształcenia, a pluralizm wynikał z różnych modeli kształcenia we wcześniejszych zaborach, pod którymi żyli Polacy.
Jednak w powszechnej opinii utrwaliła się zła opinia gimnazjów, spotęgowana powszechnymi żartami z „gimbazy” i „gimbusów”. Jeśli więc PiS likwiduje gimnazja i nie pozwala iść do szkoły sześciolatkom pod hasłem „niech mają dłuższe dzieciństwo”, to może na takim ruchu tylko zyskać. Masowe protesty i żądanie prawie miliona osób o przeprowadzenie referendum są w tym wypadku mało ważne. Ważne jest, czy mile połechtani wyznawcy tradycji pójdą na następne wybory.

Nasza chata z kraja

Już w „Weselu” Wyspiańskiego pojawiają się te słynne słowa: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Ten sposób myślenia właściwy jest wielu Polakom. Nic dziwnego, bo od XVII wieku wojny nękały Polskę często, zatem się nie można dziwić, jeśli Polak docenia pokój. Jednak kraj w środku Europy nie może się izolować. Usilne dążenie, by odseparować się od wszelkich zewnętrznych spraw może dać efekty odwrotne od oczekiwanych. Pozbędziemy się sprzymierzeńców i sojuszników. Taką właśnie politykę międzynarodową prowadzi PiS. Historia się powtarza, powtarzane są sanacyjne błędy z lat trzydziestych. Do tego dochodzi rozmyślne i celowe budzenie nienawiści i strachu wobec obcych. Od kampanii wyborczej w roku 2015 Kaczyński ze swymi akolitami konsekwentnie budzi polskie upiory – rasizm, antysemityzm, ksenofobię. To może się przełożyć na duży sukces wyborczy, ponieważ rasistów i antysemitów w Polsce jest więcej, niż kiedykolwiek chcieliśmy to przyznać.

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Niezawisłe sądownictwo, które stało się podstawą demokracji, nie jest wartością dla ludzi, którym demokracja się nie podoba, ani dla tych, którym na demokracji nie zależy. Chęć opanowania sądownictwa stała się po wyborach oczywistością. Najpierw doszło do złamania niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Trwało to długo i wzbudziło wiele kontrowersji. Był to jednocześnie poligon doświadczalny, aby politycy PiS mogli się nauczyć w jaki sposób przejąć kontrolę nad sądami powszechnymi i Sądem Najwyższym. Ciąg dalszy właśnie nastąpił.
Sędziowie należą do grupy barwnie nazwanej wykształciuchami przez Ludwika Dorna, gdy jeszcze był trzecim bliźniakiem. Ludzie takich nie lubią, pokończyli uniwersytety i się mądrzą, zwykle jakoś się w tej nowej rzeczywistości zaczepili, a sędziowie budzą złość największą. Mają bowiem kilka przywilejów, które gwarantują ich niezawisłość wobec władzy wykonawczej.
Władza zaś myśli nie bez racji, że zamiast sędziów niezależnych lepiej mieć sędziów podległych. Bowiem będą wydawać takie wyroki, jakich oczekuje władza. A przeciętny obywatel Polski powiatowej, nie rozumie dziś, że kiedyś się uderzy o mur, gdy całkiem nawet niepolitycznie będzie chciał się przeciwstawić jakiemuś lokalnemu funkcjonariuszowi wiodącej siły narodu. Wtedy już nie będzie niezależnego sędziego, który go obroni przed bezprawiem władzy. Niestety, będzie już za późno.

Miałeś chamie złoty róg

Nie mam zamiaru analizować, dlaczego stało się właśnie tak, a nie inaczej i jakie są przyczyny upadku Polski jako państwa prawa. To jest zadanie dla historyków oraz socjologów i psychologów, którzy zapewne za sto lub więcej lat napiszą na ten temat sążniste rozprawy naukowe. Zadaniem tego tekstu jest pokazanie rzeczywistości, która nieuchronnie doprowadzi do wygranej PiS w kolejnych wyborach parlamentarnych. Myślę, że poddani Pana Prezesa nie będą nawet zmuszeni do fałszowania wyborów, choć liczą się z taką potrzebą i się do niej solidnie przygotowują. Mieliśmy złoty róg demokracji i pozwoliliśmy go sobie zabrać.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (23 votes cast)

Ciemność widzę

W 2015 roku, gdy nadzieje pisowskiego ludu powoli stawały się faktem, w pewnym gimnazjum niedaleko Pabianic młodzież szkolna zrobiła wystawę o dyskryminacji (ze względu na wyznanie, kolor skóry i orientację seksualną). Gdy okazało się, że wystawa nie podoba się wójtowi i narodowcom z ONR, a Radio Maryja oskarżyło szkołę o promowanie dewiacji, dyrektor kazał wystawę natychmiast usunąć. Obecnie nauczycielka tej samej szkoły skrytykowała na Facebooku (prywatnie) ONR, a potem szybko przeprosiła narodowców, przypuszczalnie pod wpływem reprymendy otrzymanej od dyrektora. Cóż, gimnazjum będzie likwidowane, zapewne postawa nauczycielki może mieć znaczenie przy dalszym ewentualnym zatrudnieniu w innej placówce. To w końcu nieduża miejscowość. Każdy następny nauczyciel będzie znacznie ostrożniejszy w swoich wypowiedziach, jeśli nie jest zwolennikiem nacjonalistów.

Gdy pod koniec ubiegłego roku odbywał się „czarny protest” kobiet, nauczycielki z pewnej szkoły, choć nie mogły wziąć w nim udziału, solidarnie ubrały się na czarno. Zrobiły sobie zdjęcie, jedna z nich umieściła je na Facebooku. Zadenuncjował je kolega, jakby popełniły przestępstwo. Zajęła się tym komisja dyscyplinarna przy kuratorium i być może tylko dlatego, że sprawa stała się głośna, nauczycielki zostały uniewinnione. I to pomimo, że pisowska minister Anna Zalewska odgrażała się, że agitacja polityczna w szkole jest niedopuszczalna. Oczywiście gdy w innej szkole odbywały się pogadanki ONR, to pani minister nie reagowała. Sprawa skończyła się dla nauczycielek szczęśliwie, na dodatek okazało się dzięki rozgłosowi, że kolega z pokoju nauczycielskiego to nie tylko narodowiec z przekonań, ale i złodziej skazany prawomocnym wyrokiem. Jednak wielu innych nauczycieli i szerzej – osób zatroskanych o pewność swego zatrudnienia – zastanowi się, zanim weźmie udział w manifestacji, albo chociaż da wyraz swym sympatiom politycznym na Facebooku.

Jeszcze wcześniej zaczęła się głośna sprawa nauczycielki, która odważyła się zdjąć krzyż zawieszony w pokoju nauczycielskim. Została przez współpracowników okrzyknięta złodziejką, była szykanowana przez dyrekcję. Wreszcie sprawa, która zrobiła się już głośna na całą Polskę, trafiła do sądu. Wydawałoby się, że zakończyła się szczęśliwie dla nauczycielki. Sąd okręgowy uznał, że stosowano wobec niej mobbing, nakazano publiczne przeprosiny i wypłatę odszkodowania. Jednak, gdy sprawa się już kończyła w Polsce na dobre już rządziła pisowska „dobra zmiana”. Minister Ziobro zarządził złożenie specjalnej kasacji do Sądu Najwyższego przez prokuraturę, która de facto nie miała nic do sprawy, bo była to sprawa z oskarżenia prywatnego. I choć w ostateczności Sąd Najwyższy tego wyroku nie zmieni, to nauczycielka i wszyscy inni dostali jasny sygnał. Nie damy wam spokoju, każdy sprzeciw wobec nas będziemy ścigać. Będziemy was nękać oskarżeniami, pomówieniami, naślemy policjantów, prokuratorów, może kiedyś sędziów, a jak się nie da inaczej to chociaż hejterów Szefernakera. Nie damy wam spokoju, więc lepiej siedźcie cicho.

Przedstawiłem tylko trzy, z wielu podobnych historii, te najbardziej znane, dzięki mediom, dzięki społecznościom z Facebooka. A można wierzyć, że podobnych przypadków było wiele. Ktoś kasował swoje konto zaatakowany przez prawicowych nacjonalistów, bojąc się o bezpieczeństwo, ktoś inny bał się gróźb denuncjacji w zakładzie pracy. Ktoś jeszcze inny ugiął się pod wpływem „perswazji” przełożonego w pracy lub księdza z parafii. Gdy władza otwarcie grozi swoim przeciwnikom, szeregi odważnych topnieją. Polska brunatnieje w zatrważającym tempie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Droga bez powrotu

Pierwszego lipca 1946 w Kielcach zaginął ośmioletni chłopiec, znalazł się trzy dni później i najprawdopodobniej dla uniknięcia kary wymyślił, że został porwany. Wśród kieleckiej ludności pojawiła plotka, że Żydzi porywają i trzymają w piwnicy polskie dzieci. O ile można zrekonstruować fakty, o tyle trudno dziś dojść do motywów. Milicjanci, którzy poszli sprawdzić budynek, w którym mieścił się Komitet Żydowski, zachowywali się prowokująco i podsycali plotki. Można przypuszczać, że być może byli zainteresowani możliwością przeszukania budynku, bo po wojnie nadal krążyły rozmaite fantastyczne opowieści o bogactwie Żydów. Plotka rosła podsycana przez kolejnych ludzi aż wreszcie 4 lipca doszło do pogromu. Zginęło 40 osób. Przez wiele lat wokół tego wydarzenia panowała zmowa milczenia. Gdy wreszcie zaczęto się tym zajmować, dominującym elementem narracji była wersja mówiąca o celowej politycznej prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa. I nawet gdyby tę wersję przyjąć za prawdziwą, choć bardziej prawdopodobne jest, że plotkę rozpowszechniali ludzie mający chęć zagarnąć rzekome złoto Żydów, to w pogromie uczestniczyli nie tylko żołnierze i milicjanci, ale również przynajmniej kilkudziesięciu zwykłych mieszkańców miasta.
W siedemdziesiątą pierwszą rocznicę pogromu media społecznościowe obiegła, udostępniana masowo przez tysiące Polaków, fałszywa i ewidentnie wymyślona w złej wierze informacja, że w Koszalinie podczas niedzielnej giełdy Arabowie, muzułmanie usiłowali porwać kilka kobiet usypiając je jakimiś środkami. Rzekomo zwabiano je możliwością kupna taniej odzieży. Nie trzeba być historykiem, by zauważyć przerażające podobieństwo zastosowanego mechanizmu rozsiewanej plotki i łatwo sobie wyobrazić, jakie mogłyby być tego konsekwencje.
Starożytni Rzymianie mawiali, że historia jest nauczycielką życia. Niestety od zarania cywilizacji, są idioci, którzy nie potrafią nauczyć się niczego i ludzkość powtarza te same błędy jak w jakimś potwornym chocholim tańcu. Przypomnijmy, że począwszy od 64 roku naszej ery, gdy w starożytnym Rzymie dokonano pogromu chrześcijan, w wyniku plotki oskarżającej ich o podpalenie miasta, za każdym razem działał ten sam mechanizm. Mówi się dziś, że to sam Neron kazał rozpowszechniać plotkę o podpaleniu Rzymu przez ludność chrześcijańską.
Na początku wieku XVI w Lizbonie dokonano masowego mordu od tysiąca do nawet czterech tysięcy Żydów, motywacją podburzających plotek była chęć wzbogacenia, bowiem atak został przede wszystkim skierowany przeciw najbogatszym. W 1182 roku w Bizancjum dokonano masakry łacinników, czyli chrześcijan wyznania rzymskiego. Motywem była konkurencja kupców miejscowych z kupcami z Italii. W latach 1917 – 1919 na Ukrainie dokonywano pogromów na Żydach, chcąc skonsolidować patriotycznie ludność ukraińską. Inicjatorem pogromów był tzw. Dyrektoriat. W 1992 roku w Indiach hinduiści zostali podburzeni i wymordowali kilka tysięcy muzułmanów. Oficjalnie motywy zbrodni były religijne. Zawsze znajdą się jacyś obcy – muzułmanie lub chrześcijanie, Żydzi lub Cyganie – na których można skierować gniew sfrustrowanego i nieszczęśliwego tłumu. Potrzebni są jedynie prowokatorzy, jak w piosence Jerzego Klesyka z 1981 roku.

Ja jestem pro, ja jestem prowokator.
Pionek historii, władzy trzon,
Co wyzwala w was emocje, burzy krew!
Ja funkcjonariusz nieuchwytny,
Po cichu zjawiam się i niknę,
I z igły widły robię, wodę z mózgu, ludu gniew!

Niekiedy rolę prowokatorów odgrywają pożyteczni idioci, jak ci, którzy tysiącami udostępniali idiotyczną rewelację na Facebooku. Jeśli do tego dodamy jeszcze koniunkturalny rząd, który podsyca lęki i fobie, aby rozzłoszczone tłumy wykorzystać przeciw swym przeciwnikom politycznym, to mamy gotowy przepis na tragedię. Historia uczy nas, że raz uruchomionej machiny nienawiści nie da się okiełznać. Politykom wydaje się, że łatwo zapanują nad rozmaitymi ekstremistami, a w rzeczywistości to oni zaczynają panować. Politykom Republiki Weimarskiej również wydawało się, że wykorzystają nazistów do zneutralizowania lewicy, a potem jakoś sobie poradzą. Nie poradzili sobie.

Głupota najlepiej przechowuje się w tradycji. (Ryszard Nowosielski)

Nic więc dziwnego, że lęki, fobie i nienawiść najlepiej rozwijają się w środowiskach konserwatywnych, prymitywnie religijnych i prostackich. Rząd Partii Jarosława Kaczyńskiego prowadzi kraj w złym kierunku. Rośnie nienawiść bezrozumnie skierowana do rozmaitych grup, a nawet pojedynczych osób mówiących innym językiem lub mających inny nieco wygląd. Liczba napaści z podłożem rasistowskim i ksenofobicznym liczy się w tym roku już w tysiącach. Są to nadal najczęściej chuligańskie wybryki, ale to tylko kwestia czasu, gdy oszalały z nienawiści tłum dokona pogromu. Na kim? Tego dziś nie wiadomo, ale idziemy drogą bez powrotu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Zmierzch rozumu

Rozkwit renesansu w Polsce bywa nazywany też złotym wiekiem. Nic dziwnego, bo wspólna monarchia polsko-litewska osiągnęła wówczas szczyt swojej potęgi. Dzięki rozwijającej się w Europie reformacji religijnej osłabł także Kościół Katolicki w Polsce, co korzystnie odbiło się na wewnętrznej polityce, a co najważniejsze wtedy właśnie powstał wspólny literacki język polski. Zaczynał się może nieco niezdarnie od zagmatwanych tekstów pisanych dość nieudolnie przez Mikołaja Reja. Ale już wkrótce pojawił się Jan Kochanowski – wszechstronnie wykształcony, znający języki i obce kraje, a przede wszystkim utalentowany poeta. Nie bez powodu nazywamy go dziś ojcem literatury polskiej. Wykształcenie zaczęło być modne. Coraz więcej synów szlacheckich uczęszczało do szkół i na uniwersytety. Podniósł się także poziom wykształcenia elementarnego, ponieważ szkoły przestały być monopolem wyłącznie katolickich zakonów.
Wydawało się, że nic nie zagraża dalszemu szczęśliwemu rozwojowi kraju. Lecz wkrótce przyszły gorsze czasy, wiek siedemnasty stał się stuleciem wojen, a efektem ubocznym był upadek szkolnictwa i wzrost nastrojów konserwatywnych wśród szlachty. Rósł w siłę Kościół Katolicki, zabierano powoli prawa innowiercom. Polska nie przeżyła na szczęście długotrwałych i wyniszczających wojen religijnych. Jednak powoli i nieuchronnie staczała się w zacofanie i ciemnotę, która w konsekwencji doprowadziła do upadku państwa i zaborów.
Popatrzmy, od czego zaczęli desperacką próbę ratowania kraju nasi przodkowie w okresie zwanym oświeceniem? Od naprawy oświaty. Rozumieli bowiem, że potrzebne nam są pokolenia nowych młodych i wykształconych obywateli, którzy będą w stanie spojrzeć dalej niż sięga płot ich szlacheckiej zagrody. Obywateli, którzy dla dobra wspólnego i nadrzędnego będą w stanie dokonać reform zbliżających Polskę do krajów zachodnich. Skończyło się tragicznie, pomimo szczytnych założeń nowej konstytucji nie udało się utrzymać niepodległości.
Już wkrótce zawiedziony klęską Mickiewicz napisał „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. Niestety spuścizna po romantyzmie są w przeważającej mierze groby. Ogromna hekatomba dwóch narodowych powstań, które przegrane były zanim się jeszcze zaczęły. Gdy pozytywiści zaczęli myśleć o uratowaniu narodu, kultury i języka, pomyśleli najpierw o edukacji. Tak, symbolem może być ta nieszczęsna biedna Joanna z noweli „ABC”, która uczyła dzieci, albo „Siłaczka”, która życie poświęciła ucząc dzieciaki na jakiejś zapadłej wsi. To było prawdziwe bohaterstwo.
Za każdym razem, gdy Polska próbowała wykorzystać szansę na rozwój, znajdowali się ludzie, którzy dbali o edukację. Gdy zbliżała się do upadku, edukacja również upadała.

Dziś przedstawiciele partii rządzącej, ich eksperci i poplecznicy mówią rzeczy, które są złą wróżbą dla przyszłości kraju. Kilka nieoficjalnych wypowiedzi posłów PiS, jeszcze przed zdobyciem władzy, świadczy, że dzisiejsze niszczenie edukacji jest dobrze zaplanowane i uzgodnione ideologicznie z władzami Kościoła Katolickiego. Już kilka lat temu jeden z hierarchów wypowiadał się o konieczności przedstawiania młodemu pokoleniu „spójnej wizji świata” opartej oczywiście na tradycji, patriotyzmie i religii katolickiej. Kiedy indziej kilku polityków PiS niby nieoficjalnie twierdziło, że nadmierne skupianie się na teorii ewolucji jest niedobre dla uczniów, bo „jest niespójne”. Jedna z posłanek wprost twierdziła, że przecież nikt nie zaprzecza odkryciom Kopernika, ale po co tym zawracać głowę uczniom, którzy raczej powinni wiedzieć, że Ziemia jest pewnym centrum jako stworzona przez Boga i dla człowieka. Jeśli ktoś będzie chciał, to potem na studiach może się astronomii uczyć – taka była konkluzja owej znanej dość posłanki. A ponieważ miała status pisowskiej enfant terrible można było udawać, że to są jej własne, a nie oficjalne poglądy.
Nastaje nowy rząd, zaczyna się reforma oświaty i co możemy wyczytać z tzw. podstawy programowej? Faktycznie teorią ewolucji nikt nie będzie uczniom głowy zawracał. O Koperniku dowiedzą się tak trochę mimochodem na lekcji historii przy okazji wojen polsko-krzyżackich, że był patriotą i wielkim polskim uczonym. A po co więcej?
Religia stanie się przedmiotem maturalnym, a kreacjonizm zyska za jakiś czas status teorii naukowej.
Już dziś lekarze katoliccy nie tylko podpisują klauzulę sumienia, która jako grzech traktuje nie tylko aborcję, ale nawet antykoncepcję. W środowiskach lekarskich znaleźli się i tacy, którzy otwarcie mówią, że przeszczepy to zło. Postawy antyszczepionkowe prezentują posłowie zajmujący się ochroną zdrowia. Oficjalnie mówi się na razie o wątpliwościach i konieczności wnikliwych kontroli w tym zakresie. Podkomisja smoleńska i panujący nad nią minister wbrew logice i nauce wciąż forsują teorię zamachu, która z każdym dniem przypomina co raz bardziej fantastykę podrzędnej klasy. Ekspertka Ministerstwa Edukacji Narodowej publicznie opowiada o leczniczych walorach spermy, co jest uzasadnieniem dla zakazania stosowania prezerwatyw, mówi też o złym wpływie higieny intymnej na rozrodczość i sugeruje, że aby lepiej kontrolować nauczycieli należy rozwinąć system donosicielstwa. Zaś lekarz w państwowej telewizji sugeruje, że miesiączka to zło i że najlepiej, by kobiety bywały permanentnie w ciąży.
Za kilkanaście lat wkroczy w dorosłość pierwsze pokolenie wychowane w nowej szkole. Wiek ciemnoty puka do naszych drzwi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.6/10 (11 votes cast)

Et tu Orban contra me

W 1946 roku komunistyczne władze Polski pozbawiły generała Andersa stopnia generalskiego i polskiego obywatelstwa. W 1982 roku władze PRL wycofały film Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza” z grona filmów ubiegających się o statuetkę Oscara. W tym samym czasie Służba Bezpieczeństwa dostarczała zmanipulowane fałszywe materiały do Komitetu Noblowskiego, by zapobiec przyznaniu nagrody pokojowej Lechowi Wałęsie. W 2017 roku populistyczny rząd polski jako jedyny sprzeciwił się wyborowi Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Spektakularne akcje przeciw własnym obywatelem zdarzały się wyłącznie w państwach totalitarnych – komunistycznych lub faszystowskich. Stawia to pisowski rząd, który działa pod dyktando szarej eminencji, kierującego z tylnej kanapy Jarosława Kaczyńskiego, wśród niesławnych cieni przeszłości.
 
Gdy w 2014 roku kandydatura Donalda Tuska pojawiła się, jako jedna z możliwych, w rozważaniach o prestiżowym stanowisku unijnym, narracja PiS była nieco inna, choć również mało przyjazna. O ile oficjalne wypowiedzi udzielały Tuskowi poparcia, choć czyniły to niejako półgębkiem, to w rozmaitych wywiadach można było usłyszeć, że stanowisko przewodniczącego jest bez znaczenia. Że ta funkcja jest mało ważna. Że Tusk jest kandydatem Angeli Merkel, bo zawsze był posłusznym wykonawcą jej poleceń. Wreszcie, że Tusk nie zna angielskiego, co od lat już mijało się z prawdą. Narracja o braku znajomości angielskiego tak bardzo publicznie była forsowana przez polityków PiS będących w Parlamencie Europejskim, że została tzw. trzecią prawdą nawet w świadomości dziennikarzy. Po ogłoszeniu nominacji Tuska jeden z dziennikarzy na konferencji prasowej zapytał go po angielsku (sic!), jak da sobie radę na tym stanowisku, skoro nie zna angielskiego. Donald Tusk odpowiedział używając interesującej gry słów: „I will polish my English.” To nieprzetłumaczalny na polski dowcip językowy, ponieważ polish oznacza polerować, szlifować, doskonalić, zaś to samo słowo pisane wielką literą (Polish) oznacza przymiotnik polski.
 
Na rok przed wyborami w Polsce Jarosław Kaczyński nie mógł sobie pozwolić na spektakl złości i nienawiści wobec Tuska. Pogratulował mu wyboru. Choć już wcześniej pisowskie środowiska nazywały Tuska zdrajcą, obwiniały go o uczestniczenie w spisku zmierzającym do zamordowania prezydenta Kaczyńskiego w smoleńskim zamachu, który istniał i do dziś istnieje wyłącznie w głowach pisowskiego ludu. Warto przypomnieć, że stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej dostało się imiennie Donaldowi Tuskowi, a nie Polsce jako krajowi. Zatem nigdy nie istniała opcja, że Polska mogłaby to stanowisko obsadzić jakimś innym politykiem. Przewodniczący Rady Europejskiej wybierany jest na okres 2,5 roku z możliwością jednokrotnego przedłużenia kadencji do 5 lat. Ta furtka jest w strukturach Unii potrzebna, by ewentualnie umożliwić dzielenie się stanowiskami przez dwie największe frakcje w Europarlamencie. Jednak nie oznacza ona, że po pierwszej części sprawowania funkcji wybory przewodniczącego rozpoczynają się na nowo. Przywódcy państw głosuję jedynie nad przedłużeniem kadencji. Zatem nie ma możliwości zgłaszania innych kandydatur na tym etapie. Szkoda, że pełniący obowiązki Kaczyńskiego w sprawach zagranicznych Waszczykowski tego nie wiedział.
Formalnie dopiero decyzja połowy zgromadzonych premierów i prezydentów może spowodować, że dotychczasowemu przewodniczącemu kadencja nie zostanie przedłużona i wtedy mogą pojawić się inne kandydatury, które oczywiście nieformalnie głowy państw między sobą już wcześniej konsultują. Jednak w tym wypadku opcji takiej nie było. Tylko Polska wypowiedziała się przeciw przedłużeniu kadencji Donalda Tuska. Nawet Wiktor Orban, z którym jeszcze niedawno Kaczyński chciał „konie kraść”, poparł Tuska. Nawet premier Wielkiej Brytanii, która pierwotnie miała wstrzymać się od głosu z powodu nadchodzącego brexitu, tego nie zrobiła. Na nic zatem podlizywanie się Orbanowi, na nic wręcz wiernopoddańcze gesty rządu wobec Wielkiej Brytanii, na nic próby przekonywania przywódców państw z grupy wyszehradzkiej, ani też naciski na państwa nadbałtyckie. Polska została sama jak taki komunistyczny Głupi Jaś, który wyrywa się do przodu, choć nic nie wie i niczego nie rozumie.
 
Oczywiście pisowski wierny i ciemny lud nie będzie analizował unijnych przepisów i zwyczajów. Pisowski lud ślepo wierzy, że wczorajszy blamaż polskiej polityki zagranicznej to zwycięstwo, że Polska postawiła się potędze wrogich Niemiec, które chcą zniszczyć naszą narodową dumę. Taki jest mniej więcej przekaz pisowskiej telewizji i innych mediów. Ostatni raz mogliśmy taki przekaz usłyszeć, gdy rządził Władysław Gomułka. Dziś rządzi Kaczyński, choć personalnie kompromituje się Szydło z Waszczykowskim. Dziś w oficjalnych mediach wciąż dominuje tromtadracki przekaz ojczyźnianej dumy dość śmiesznie przypominający przedwojenne hasło „nie oddamy nawet guzika od munduru”, za to wśród pisowskiego ludu mocny jest zawód postawą państw nadbałtyckich i grupy wyszehradzkiej. Przecież idea Międzymorza wciąż jest w pisowskim ludzie silna. Facebookowy profil premiera Orbana zaśmiecany jest przez tysiące rozczarowanych wielbicieli wspólnej kradzieży koni z Unii Europejskiej. Zarzucają mu zdradę i sprzeniewierzeni e się wspólnym interesom. Jednak w te wspólne interesy wierzy jedynie pisowski lud za sprawą durnej propagandy, bowiem interesy Orbana są kompletnie inne od interesów Kaczyńskiego.
Na koniec wreszcie jasno trzeba stwierdzić, że nawet opętany nienawiścią do Tuska Kaczyński ani przez chwilę nie wierzył, że można kogokolwiek skłonić do przyjęcia kandydatury niejakiego Saryusza-Wolskiego. Nawet Kaczyński zdawał sobie sprawę, że wybór Tuska jest sprawą przesądzoną. Ta gra jest przeznaczona wyłącznie na rynek wewnętrzny. To początek batalii o wyjście Polski z Unii Europejskiej. Dziś większość Polaków wciąż popiera nasze członkostwo w Unii. Kaczyński zamierza im Unię obrzydzić. Przez najbliższe lata będzie trwała zmasowana kampania oszczerstw pod adresem Unii Europejskiej i szereg działań, które w konsekwencji zmierzają do wypisania nas z wszelkich struktur europejskich. W tym celu Kaczyński Polskę musi skłócić z członkami Unii, doprowadzić do wstrzymania funduszy strukturalnych, a być może nawet do spowodowania głębokiego kryzysu ekonomicznego, za który można by obwinić UE. Gdy już Polacy Unię znienawidzą i nasz kraj z niej wystąpi, wówczas spełni się sen Kaczyńskiego. Nowa kaczystowska Polska, sama dla siebie w opozycji do całego świata. Polska, w której Tuska będzie można skazać nawet na karę śmierci. Za co? A kogo to wtedy będzie obchodzić.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (10 votes cast)

Po nas choćby i potop

Od pewnego czasu widuję w prasie oraz mediach społecznościowych rozważania różnych ludzi, na temat zniszczeń, których dokonuje partia, dla śmiechu chyba nazywająca się „Prawo i Sprawiedliwość”. Jak odbudować Polskę? Jak przywrócić demokrację? Jak naprawić to, co zniszczy PiS? Zaraz, zaraz…
 
A kto powiedział, że PiS przestanie rządzić? Oczywiście można się pocieszać, że tak naprawdę PiS ma mniejsze poparcie niż wcześniej rządząca koalicja. Że nie wystąpił efekt „miesiąca miodowego”, czyli znaczący wzrost notowań tej partii po wyborach. Można się krzepić opowieściami o tysiącach Misiewiczów i kolejnych wizerunkowych porażkach wyjątkowo durnego Waszczykowskiego albo kompletnym idiotyzmie Macierewicza. Jednak nawet największa wpadka, nie zaowocuje utratą władzy. Wierni wyborcy dalej kochają Kaczyńskiego i wszystkich jego akolitów. Wyjątkowo niezdarne próby utrzymania kompletnego ignoranta i bufona Misiewicza na stanowisku rzecznika MON nie zaszkodziły partii wśród jej wyborców. Większość z nich powie wam podczas dyskusji o zegarku Nowaka i tamtą historię uzna za wielokrotnie gorszą. Opowiedzą wam o rozkradaniu Polski i zniszczeniach i kraju w ruinie. Zaś bezmyślny wypadek Macierewicza koło Torunia wyjaśnią wam złym stanem dróg, które po sobie zostawił poprzedni rząd.
 
Kto powiedział, że będą jeszcze jakieś wolne i demokratyczne wybory? PiS rozmontował już Trybunał Konstytucyjny. Praktycznie zniszczył armię zmuszając wszystkich generałów do rezygnacji rozmaitymi sposobami, opanował prokuraturę, a najdalej za dwa lata przejmie sądownictwo, wtedy będzie już swobodnie skazywać kogo zechce Kaczyński i za co zechce Kaczyński. Czy istnieje jakakolwiek przesłanka, która świadczy o tym, że PiS nie poradzi sobie ze zmianą ordynacji wyborczej tak, by zapewnić sobie zwycięstwo? Czy coś przeszkodzi Kaczyńskiemu i spółce zniszczyć polską edukację i doprowadzić ja do stanu jak za wczesnego Gomułki? Za kilkanaście lat ze szkół zaczną wychodzić młodzi ludzie, bez umiejętności ścisłych, znajomości języków, za to indoktrynowani przez pół tysiąca lekcji religii i nowo napisanej historii Polski, w której jedynym godnym wzmianki będzie Kaczyński z bratem.
 
Jeśli w ogóle jeszcze stawiamy jakieś pytania o władzę PiS, to jedyne mające sens, brzmi: jak odebrać władzę Kaczyńskiemu i jak zdelegalizować tę przestępczą organizację? Jak wyeliminować jego i podobnych jemu szkodników, jeśli nie na zawsze, to na długie lata. I dopiero, gdy to zrobimy, przyjdzie czas na zadawanie pytań o odbudowę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (14 votes cast)

Tupolewizm

To już trzeci zamach na polityków PiS. Taki komentarz znalazł się w jednej z grup pisowskich klakierów, które funkcjonują na Facebooku. Jeśli podyskutujemy ze zwolennikami tej partii o „zamachu pod Toruniem”, to okaże się, że wbrew oczywistemu rozsądkowi nie zgodzą się z tezą, iż przyczyną była jazda z prędkością blisko 130km/h w terenie zabudowanym na wąskiej dwupasmowej jezdni, poprzecinanej co kilkaset metrów skrzyżowaniami i światłami drogowymi. Wina – według nich – leży po stronie poprzedniego rządu i koalicji PO z PSL, która ukradła pieniądze przeznaczone na drogi, budując byle jakie zamiast porządnych.
Jeden ze zrezygnowanych tępym uporem fanbojów Kaczyńskiego internautów zakończył dyskusję stwierdzeniem: Warunki naturalne nie dostosowały się do potrzeb głównego pasażera.
Warto przypomnieć, że poprzednim razem zamachu dopatrywano się w tym, że auto prezydenta wylądowało w rowie. Okazało się, że przyczyną byłą stara opona, którą założono, choć wcześniejsza ekipa przeznaczyła ją już do kasacji, a do prezydenckiej limuzyny zakupiono już dawno nowy komplet opon. Dlaczego nowa ekipa nie założyła tych opon? Dlaczego wyciągnięto starą ze śmietnika? Dlaczego wreszcie prezydencka limuzyna łamała wszelkie zasady nie tylko ruchu drogowego, ale i zwykłego rozsądku?
Przecież jeden z „zamachów” udaremnił pilot samolotu, którym z Londynu chciała wracać ekipa rządowa, wypełniając przy okazji samolot dziennikarzami na miejscach stojących. Gdyby nie sprzeciw pilota i reszty załogi mogliśmy mieć Smoleńsk bis przy kolejnym lądowaniu.
W tej sytuacji przypomina się opinia jednego z pilotów owego feralnego 36 pułku wożącego polskich polityków. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce.
Władca Persów Kserkses zmierzając na podbój Grecji kazał przerzucić mosty przez cieśninę Hellespont, by przeprawić armię. Nadeszła jednak burza, która mosty zniszczyła. Rozzłoszczony króla kazał wybatożyć fale morskie i napiętnować cieśninę rozpalonym żelazem. Przynajmniej jednak nie próbował chodzić po wodzie. Politycy PiSu próbują.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Kościół władców

Hiszpania była przez wiele wieków opoką Kościoła Katolickiego. To tu narodziła się Święta Inkwizycja. To właśnie w Hiszpanii katolicyzm był najbardziej związany z tronem, a jednocześnie najbardziej zacofany i restrykcyjny, a Kościół Katolicki najbardziej zaborczy, władczy i pazerny. To musiało prowadzić do buntu. W XIX wieku rosnące antyklerykalne nastroje prowadziły nawet do konfliktów zbrojnych. Wojna domowa w drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku wybuchła, gdy Kościół i środowiska arystokratyczne sprawujące władzę od wieków, nie potrafiły się pogodzić z wynikiem wyborów i powstaniem demokratycznej republiki. Wygrała arystokracja, nacjonaliści i totalitarni zwolennicy Kościoła. Hiszpania na długo pogrążyła się w mroku totalitaryzmu, cenzury, zacofania i władzy wszechwładnego kleru. Kościół w Hiszpanii zawsze był kościołem władców, nie biedaków.
Gdy po śmierci totalitarnego dyktatora Franco w 1975 roku rozpoczęto pokojowe zmiany i demokratyzację kraju, usunięto z konstytucji uprzywilejowanie Kościoła Katolickiego. Nikt nie protestował. Współpraca Kościoła układała się raczej spokojnie, ponieważ poparcie dla Kościoła było znikome. Dziś, pomimo wygranej prawicy, Kościół w Hiszpanii nie ma mocnej pozycji. Praktyki religijne regularnie uprawia koło 17% obywateli. Pomimo wielu związanych z religią tradycji, religijność wciąż się zmniejsza. Zaś jakiekolwiek próby wtrącania się Kościoła do życia publicznego budzą natychmiastowy sprzeciw obywateli.

Jeśli ktoś dziwi się, że w Polsce jest inaczej, powinien przypomnieć sobie historyczną rolę Kościoła. Polski Kościół Katolicki funkcjonował jednak inaczej. Często był ostoją zachowania tradycji narodowych i języka, choć najwyższa warstwa biskupia zachowywała się różnie. Zwykle księża nie stawali jednak otwarcie po stronie władzy, między innymi dlatego, że podczas zaborów ta władza była często protestancka lub prawosławna. Inaczej mówiąc, trwanie przy Kościele było też trwaniem języka i tradycji. Księża też zwykle nie pełnili funkcji państwowych, przez co nie byli tak znienawidzeni jak duchowieństwo hiszpańskie.
Dziś jednak widzimy dość ordynarny mariaż „ołtarza z tronem”. Hierarchowie nawet nie udają, że zależy im na dobru narodu, zależy im na władzy, która jawnie przekupuje księży coraz to nowymi daninami. Do najbardziej obrzydliwych i niemoralnych biskupów wspierających pisowską władzę należy niejaki Hoser, który ma za sobą bardzo podejrzaną i do dziś niewyjaśnioną rolę w czasie ludobójstwa w Rwandzie. To wyjątkowo brudna moralnie postać. Również znany z zamiłowania do alkoholu Głódź, biskup beneficjent obecnej władzy głośno wyklinał opozycję w swej politycznej homilii świątecznej. Do niego dołączyli też inni. Jeden tylko biskup Pieronek miał odwagę przeciwstawić się władzy i głośno mówić o tym, że to pisowska dyktatura niszczy demokracje w Polsce.
Można się spodziewać, że coraz większa grupa Polaków będzie się dystansować od Kościoła, który służy autorytarnej władzy. Czy dojdziemy do hiszpańskich 17%? Oby jak najszybciej. Kościół w Polsce zdradził naród, zdradził wiernych, służy mamonie i przywilejom. Zasługuje na upadek.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (21 votes cast)

Także

Jakie słowo zrobiło największą karierę w ciągu ostatniego roku? Pewna moja znajoma – przypuszczam, że nie chciałaby, aby ją tu wymienić w takim kontekście – osoba raczej spokojna i zrównoważona, stwierdziła, że tym słowem na pewno jest kurwa. Jeśli byśmy brali pod uwagę wypowiedzi politycznej publiczności, jest duże prawdopodobieństwo, że to właśnie słowo używane było bardzo często.
Jednak nie w tym rzecz. Chodzi o słowo, które nadało ważny, wręcz kluczowy sens wypowiedziom polityków Prawa i Sprawiedliwości. Bez którego znaczenie ich deklaracji by zbladło, poszarzało i nie miało pożądanej wyrazistości. Tym słowem jest także.
Już na samym początku swej politycznej drogi, gdy pisowska większość parlamentarna uznała decyzje parlamentu poprzedniej kadencji za nieważne, to słowo stanowiło klucz do zrozumienia skomplikowanej gry podjętej przez zwycięską partię. I nie jest istotne, że właśnie ustanowili precedens, dzięki któremu ktoś kiedyś po wygranych wyborach, stwierdzi: wszystko, co uchwalił PiS przez lata swojej władzy, jest nieważne! Od świadectwa podstawówki po emeryturę Kaczyńskiego. A co?! Politycy PiS wybierając pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego i unieważniając wybór poprzedniego sejmu tak oto odpowiedzieli na zarzut złamania prawa:
Poprzedni sejm pod rządami Platformy i PSL TAKŻE złamał prawo wybierając o dwóch sędziów za dużo!
Gdy dziennikarze zarzucali politykom PiS, że kneblują swobodę wypowiedzi partiom opozycyjnym, ci mieli na podorędziu jedną wspólną odpowiedź:
W poprzedniej kadencji Platforma TAKŻE ograniczała swobodę wypowiedzi opozycji!
Gdy ostatnio pojawił się zarzut odnośnie przemocy użytej przez policję w stosunku do pokojowej manifestacji, jeden z bucefałów Kaczyńskiego miał na to argument:
W czasach Platformy, policja TAKŻE używała przemocy!
Z innych przykładów jeszcze pamiętam ten z ostatnich dni. Gdy ktoś mówił o zamiarze marszałka Kuchcińskiego, by prawie zupełnie wyeliminować dziennikarzy z sejmu, pewien pisowski Rejtan zakrzyknął:
Komorowski, gdy był marszałkiem TAKŻE ograniczał obecność dziennikarzy w sejmie!
Dlaczego to słowo jest tak ważne i kluczowe w zrozumieniu istoty politycznego bytu Prawa i Sprawiedliwości? Ano dlatego, że to właśnie słowo pokazuje, iż najważniejszą ambicją tej partii jest spieprzenie wszystkiego, co zdarzało się spieprzyć Platformie, TAKŻE… czyli tak samo albo lepiej niż robiła to Platforma. Zatem proszę państwa, jak już kiedyś wreszcie PiS przegra wybory, to proszę siadać…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)