Paranoja jest goła

Dawno temu zespół Maanam śpiewał piosenkę pod tytułem „Paranoja jest goła”. Dziś po północy, ci którzy jeszcze nie wyłączyli telewizorów, a oglądali obrady sejmu, zobaczyli paranoję człowieka, który rządzi Polską, choć nie pełni żadnej państwowej funkcji.

Dzień się skończył
Na księżyc patrzę jak pies
Stopień po stopniu na metalową wieżę wspinam się
Rosa pokrywa, rosa pokrywa ciało
Tyle się dzisiaj, tyle się dzisiaj stało (Maanam)

Tyle się dzisiaj stało. Prezes PiS wszedł na bardzo wysoką stalową wieżę. Pozostawił za sobą politykę, kraj, a nawet swoich bezkrytycznych akolitów, którzy coraz mniej rozumieją dziwactwa „Wielkiego Stratega z Żoliborza”.

Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! (Jarosław Kaczyński)

Oni będą w więzieniu siedzieć, będą siedzieć za to wszystko. (Jarosław Kaczyński)

Poseł partii Ryszarda Petru, wezwany do prezesa jego zwyczajowym „pańskim gestem”, usłyszał od Kaczyńskiego, że wszystkich zamknie w więzieniu. Poseł jedynie domyśla się, że mogło częściowo chodzić po polityków PO, a być może o wszystkich przeciwników.
Prezes nie spocznie, zanim nie powsadza do więzień lub nie pozabija swoich wrogów, póki nie zniszczy wszystkiego, co jego wrogowie zbudowali, czyli póki nie zniszczy Polski. Aby zniszczeć wszystko, nie zawaha się wtrącić kraju nawet w otchłań wojny. A za nim idą bezrozumne karne szeregi wyznawców sekty. Nikt już nie może zatrzymać chorego umysłowo człowieka w jego dziele destrukcji. Polska pogrążyła się w chocholim tańcu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)

Kiszczakoza

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałem o Wałęsie. Pamiętam jednak, że była to informacja kolportowana przez oficjalne partyjne media. Według tej opinii Wałęsa był bumelantem wyrzucanym za nieróbstwo z każdej pracy. Lewusem, który nic nie potrafi. Kiepski to był sposób na zdyskredytowanie kogokolwiek w PRL, gdy miliony ludzi powtarzały hasło: Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy.
Propaganda partyjna postarała się lepiej i kolejna wiadomość, którą sobie przypominam, głosiła, że Wałęsa to pijaczyna, który nie trzeźwieje nigdy, a po pijaku potrafił nawet do chrzcielnicy nasikać. Ale kogo to ruszy w kraju, gdzie codziennie od 5 do 7 milionów obywateli było pijanych. Każdy rozumiał, że w PRL się na trzeźwo nie da wytrzymać.
Trudne zadanie przed sobą miała ludowa władza. Zapewne Wałęsa miał szansę zniknąć jak wielu innych opozycjonistów, spaść może ze schodów, albo zapić się na śmierć. Jednak zwykle czujna ludowa władza przegapiła odpowiedni moment, lekceważąc Wałęsę. Potem po roku 1980 było za późno i nawet jak Wałęsa miał katar, to świat mówił, iż to wina bezpieki.
Już wtedy „policje – tajne, widne i dwu-płciowe” znajdowały się pod kuratelą wybitnego generała, który w niedalekiej przyszłości miał wyzwolić Polskę z jarzma komunizmu, czyli Czesława Kiszczaka. Gdy po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego Lech Wałęsa stał się kandydatem do pokojowego Nobla, służby pod wodzą pana generała, zaczęły wytwarzać teczki Wałęsy, aby pokazać światu, że to nie jest żaden bojownik o demokrację, ale zwyczajny tajny współpracownik esbecji, która właśnie zaczynała skomplikowaną wieloletnią akcję obalania samej siebie.
Powszechnie twierdzi się, że te wyprodukowane fałszywki opóźniły o rok przyznanie Nobla Wałęsie. Tyle bowiem czasu zabrały ekspertyzy stwierdzające, że fałszywki to fałszywki. A to pech. Pan generał, wybitny polski patriota zapomniał, że w swojej szafie trzymał przecież oryginały. Tak bardzo o tym zapomniał, że dopiero po jego śmierci przypomniała sobie o tym jego żona i to ciekawe w szczególnie dogodnym dla Jarosława Kaczyńskiego momencie. I jak tu nie wierzyć w rękę boską.
Gdy wreszcie wyszły na jaw te autentyczne dokumenty w sprawie Wałęsy, to internety szybko zauważyły, że tych Bolków kwitujących odbiór kasy za donoszenie to było przynajmniej dziesięciu. Przedstawiciele IPN z jakąś taką nieśmiałością zaczęli mówić o tym, że „autentyczne” znaczy w zasadzie „wytworzone przez służbę bezpieczeństwa”, a już zupełnie cichutko, że to wcale nie jest równoznaczne ze słowem „prawdziwe”.
Tak bardziej serio, to sam Wałęsa przyznawał, że w latach 70′ podjął jakąś grę z bezpieką. I że coś tam podpisał. Wiedząc, że Lech Wałęsa jest bufonem o wybujałym ego, uważam to za bardzo prawdopodobne. Być może w grudniu 1970 pod presją i bojąc się o własne życie, coś podpisał. Najprawdopodobniej też potem podjął jakąś grę, licząc na to, że bezpiekę wykiwa. Sądząc z teczki, którą ujawniła żona Kiszczaka, faktycznie w sporej części mu się udało. Jeśli w teczce tajnego współpracownika są donosy na niego od innych tajnych współpracowników, podrobione kwity odbioru kasy i niechętne opinie oficerów służby bezpieczeństwa, to ten bufonowaty Wałęsa strollował ich zanim jeszcze powstał internet.
Przypuszczam, że Kiszczak doskonale wiedział, że te materiały są funta kłaków niewarte. Trzymał je w swej szafie wraz z prośbą do IPN, by ich nie publikować przed śmiercią Wałęsy, jako pewien rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Musiał się liczyć z możliwością skazania w którymś z procesów i być może to miał być „dowód”, że tak naprawdę to on zawsze był patriotą i chronił Wałęsę. Na tę nutkę śpiewała zresztą początkowo wdowa po Kiszczaku, zanim doszła do wniosku, że i tak nikt w to nie uwierzy.
Swoją drogą to kiedyś w młodości zgarnęła mnie milicja, gdy z kilkoma znajomymi wracaliśmy świętując zakończenie letniej sesji. Przesłuchiwano mnie tak na wszelki wypadek, bez jakiegoś szczególnego celu przez całą noc. Alkohol wyparował. Pozostał strach i niesamowite pragnienie. Pokazywano mi jakieś zdjęcia ludzi, których na oczy nie widziałem, domagano się jakichś szczegółów czegoś, o czym nie miałem zielonego pojęcia. Nad ranem byłem gotów podpisać nawet cyrograf za szklankę wody. Pechowo dla przesłuchujących, nie byłem żadnym opozycjonistą i nic ode mnie nie mogli dostać. Pamiętam, że przez następnych dwadzieścia lat, przechodziłem na drugą stronę ulicy widząc policjantów, choć już dawno PRL nie było.
Dlatego dziś inkwizytorów stosujących metody swych dziadków z ubecji, takich jak Sławomir Cenckiewicz, uważam za skończone gnidy.
Nie przepadam za Wałęsą, był co prawda przywódcą polskiego ruchu niepodległościowego, ale też popełnił wiele błędów. To on wprowadził bliźniaków Kaczyńskich do pierwszego szeregu w polityce i to jest grzech niewybaczalny z dzisiejszej perspektywy. Jednak bezczelne manipulowanie fałszywkami oznacza tylko tyle, że dzisiejsza esbecja kierowana przez fanatycznych zwolenników Kaczyńskiego może to zrobić każdemu. Dziś Wałęsa, jutro ty.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.1/10 (22 votes cast)

Paranoja – level expert

Wszyscy pamiętamy, jak PiS gromko krzyczał o sfałszowaniu wyborów samorządowych. Złożono około półtora tysiąca skarg wyborczych, sądy uwzględniły zaledwie kilkadziesiąt. Jednak też nie były to fałszerstwa, ale błędy wynikające z pewnego niechlujstwa, bądź pomyłek.
Przed wyborami prezydenckimi nastąpiła ogromna mobilizacja specjalnych pisowskich „oddziałów ruchu ochrony wyborów”. Notowali, fotografowali i do dziś nie doczekaliśmy się żadnych rewelacji. Pewnie dlatego, że Duda pierwszą turę wygrał.
Jednak po dość kiepskim wyniku pisowskiego kandydata w debacie przedwyborczej paranoja odżyła. Komentarze w prawicowych portalach sugerują, że debata nie do końca była uczciwa.

Myślę jednak, że przewagę Komorowi dała znajomość pytań przed debatą. Braun musiał znać pytania, a będąc w sytuacji oczekującego na prezesurę dał je Bromkowi. A i bez tego by je dał. Duda mógł był także mniej „panować” prezydentowi, czym podkreślał jego wyższość. Jeśli chce się przeskoczyć prezydenta, to jego „prezydenckość” trza wyrażać w sposób drwiący i urągliwy raczej, niż uniżony i pokorny.

Wynika z tego, że przegraną Dudy w debacie zauważył także wierny naród pisowski, który jednak dopatrzył się w tym podstępów i szpiegostwa (cytat z oryginalną pisownią).

że to była ustawka TV, to było wiadomo, ale wrażenie było takie, że B.K. znał dokładnie o co będzie pytał Duda, a to znaczy że macie u siebie KRETA. Panie Duda, nie ujawniaj Pan swoich pytań nikomu, nikomu, a najlepiej zmień je Pan w ostatniej chwili przed debatą. Ingiwilacja (telefony do mikrofali, rozmowy w zaufanym pomieszczeniu, zalepione kamerki itp, skanowanie wykrywaczami podsłuchów, uważać na napoje i poczęstunki), i jak pan odpowiada, to niech Pan zwraca się do kamery( widzów), a nie do tego człowieka.!!!!!!

Od rana pojawiają się kolejne wezwania do mobilizacji i pilnowania wyborów, bo „reżim znów je sfałszuje”.

I co z tego jak decyzja o ponownym sfałszowaniu wyborów już zapadła a świadczą o tym sondaże wskazujące mocno na zwycięstwo Komoruskiego mimo że prawie nikt go nie chce.W niedziele po ogłoszeniu zwycięstwa Komoruskiego musimy podjąć radykalne kroki w obronie Ojczyzny którą z dnia na dzień tracimy.

A ponieważ reżim będzie fałszował wybory, więc naród wolski może już liczyć tylko na cud.

Swiety Michale Archaniele wraz ze swietymi archaniolami Gabrielem i Rafalem
oraz ze swietymi aniolami w niebie wspomagaj pana Andrzeja Dude
naszego przyszlego ukochanego Prezydenta Polski

PS. We wszystkich cytatach pisownia oryginalna.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (8 votes cast)

Kot Schrödingera

 
Słynny kot Schrödingera* przed otwarciem pojemnika i sprawdzeniem stanu rzeczy jest jednocześnie martwy i żywy. Trudno to pojąć bez poznania choćby podstaw mechanik kwantowej, ponieważ takiego eksperymentu nie da się przeprowadzić w rzeczywistym świecie makro. Jednak można ten eksperyment wykorzystać do pewnych rozważań.
Czy Antoni Macierewicz jest wybitnym specjalistą w zakresie wywiadu wojskowego, wspaniałym patriotą, który dzięki swoim działaniom kilkakrotnie ratował ojczyznę? Czy był odpowiedzialnym patriotą, gdy w 1992 roku opublikował listę agentów SB, która zaczynała się od Lecha Wałęsy, a ponadto znalazło się na niej wielu wybitnych opozycjonistów, w tym między innymi prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, do którego należał Macierewicz? Czy był odpowiedzialnym specjalistą do spraw wywiadu, gdy likwidował WSI i ujawniał trwające właśnie operacje wywiadowcze oraz nazwiska oficerów wywiadu, a także dane agentów, którzy naszym siłom zbrojnym pomagali najpierw w misji na terenie dawnej Jugosławii, a potem w Afganistanie? Czy Antoni Macierewicz jest w stanie odkryć niewiarygodnie perfidny spisek na życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w który brali udział obecny premier i prezydent we współpracy z najwyższymi władzami Rosji?
A może pan Antoni Macierewicz ujawniając dane oficera operacyjnego w Afganistanie naraził go na śmierć i przyczyniając się do przerwania akcji spowodowanego dekonspiracją, przyczynił się do umocnienia terrorystycznej siatki talibów w Afganistanie i uniemożliwił ujęcie jednego z najważniejszych talibskich przywódców? Może zdradzając nazwisko serbskiego informatora Subotića tylko dlatego, że skojarzyło mu się z pracownikiem stacji TVN, złamał powszechny obyczaj zapewniania agentom, współpracownikom i informatorom bezpieczeństwa? Być może właśnie dlatego całkowicie zdekompletowany przez Macierewicza wywiad ma ogromne trudności w pracy operacyjnej za granicą? Może Antoni Macierewicz kazał przetłumaczyć raport na język rosyjski, ponieważ chciał go udostępnić wywiadowi obcego mocarstwa? Jak wiele tajnych fragmentów raportu jest znanych Rosji za sprawą działań Antoniego Macierewicza?
Czy lista agentów była sposobem walki z niewygodnymi przeciwnikami politycznymi? Może uporczywe budowanie karkołomnej teorii o zamachu na Lecha Kaczyńskiego jest zadaniem zleconym Macierewiczowi przez obce służby w celu maksymalnego zdestabilizowania sytuacji społecznej i politycznej w Polsce? A może jest objawem daleko posuniętej paranoi?
Antoni Macierewicz jest jednocześnie wielkim patriotą i wybitnym specjalistą oraz chorym z nienawiści paranoikiem i zdrajcą, któremu należy się kula w łeb. Inaczej mówiąc jest kotem Schrödingera, który jest jednocześnie i żywy i martwy, dopóki nie otworzymy pojemnika i nie sprawdzimy stanu faktycznego. Według mnie ten kot jest martwy, ale żeby wszyscy się tego dowiedzieli i poznali prawdę, trzeba otworzyć pojemnik z kotem. Właśnie dlatego apeluję gorąco o postawienie Antoniego Macierewicza przed sądem.


* W 1935 roku Erwin Schrödinger opublikował w trzech częściach artykuł przeglądowy Obecna sytuacja w mechanice kwantowej, w którym przedstawił swoje rozumowanie (eksperyment myślowy). Tak narodził się równocześnie żywy i martwy kot Schrödingera.
Zgodnie z regułami tzw. interpretacji kopenhaskiej, do momentu przeprowadzenia pomiaru, tzn. stwierdzenia, co dzieje się z kotem, jego stan jest fundamentalnie nieokreślony – kot jest jednocześnie żywy i martwy.
Eksperyment kłóci się ze zdrowym rozsądkiem, co wynika z faktu, że jest niemożliwy do przeprowadzenia w świecie makroskopowym. Przedmioty dostępne nam do obserwacji w naszej skali składają się z obiektów podlegających prawom mechaniki kwantowej. Jednak, ze względu na bardzo dużą liczbę tych obiektów, ich poszczególne stany uśredniają się, nie pozwalając obserwować efektów kwantowych.
Więcej tutaj.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Stworzenie świata

Na początku był chaos i ciemność.
Bóg bardzo chciał stworzyć piękno, jasność i ład, ale nie bardzo wiedział, jak się do tego zabrać, więc nic mu nie wychodziło. I wtedy poradził się Lecha Kaczyńskiego.
Lech Kaczyński powiedział do Boga. Najpierw stwórz światło i oddziel je od ciemności, niech stanie się dzień i noc. Drugiego dnia stwórz sklepienie niebieskie. Potem stwórz lądy i zapełnij je roślinnością. Następnego dnia stwórz słońce, księżyc i gwiazdy. W dniu kolejnym stwórz rozmaite stworzenia wodne i latające. Szóstego dnia stwórz zwierzęta lądowe i ludzi, a siódmy dzień ogłoś dniem świętym.
Tak też uczynił Bóg.

Moja wersja historii stworzenia świata zainspirowana jest wcześniejszą wypowiedzią Krzysztofa Szczerskiego – posła PiS.
Wizyta Baracka Obamy nie zrobiła wrażenia na pośle PiS Krzysztofie Szczerskim. Dla polityka najważniejsze z dwudniowej wizyty było to, że prezydent USA podczas przemówienia na pl. Zamkowym powtarzał słowa Lecha Kaczyńskiego. /…/ Polityk, który w czasach rządu Prawa i Sprawiedliwości był zastępcą szefowej dyplomacji Anny Fotygi, ma nadzieję, że Barack Obama nadal czerpać będzie ze spuścizny Lecha Kaczyńskiego.*


* tokfm.pl

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.0/10 (6 votes cast)

Ad absurdum

Po ostatnich rewelacjach na temat brzozy smoleńskiej, której niektórzy szukali tam, gdzie jej nie byli i mylili ją ze stertą śmieci, a inni zaczęli w ogóle poddawać w wątpliwość nie tylko uderzenie skrzydła w brzozę, ale w ogóle istnienie brzozy, oficjalnie wypowiedzieli się przedstawiciele prokuratury wojskowej.

brzoza

Czy ta brzoza w ogóle istniała?


Otóż na podstawie zeznań świadków* oraz badań specjalistycznych na miejscu wypadku prokuratura dysponuje dowodami, że złamanie brzozy na wysokości około 5 metrów miało miejsce 10 kwietnia 2010 około godziny 8:41 czasu lokalnego w wyniku uderzenia skrzydłem prezydenckiego samolotu. Co zresztą jak wiadomo spowodowało oderwanie końcówki skrzydła, a w konsekwencji utratę siły nośnej i uderzenie samolotu w ziemię.
Przedstawiciel prokuratury dodał też, że nie ma żadnego dowodu, który wskazywałby, że brzoza została złamana wcześniej.
Na co triumfalnie poseł Macierewicz ogłasza na swojej konferencji prasowej, że: Prokuratura nie ma dowodu, że brzoza nie została złamana 5 kwietnia.
Wniosek stąd oczywisty, ze prokuratura powinna zebrać dowody, że dnia 5 kwietnie nie zdarzyło się nic. Należałoby w takim razie również zadbać o dowody, że katastrofa nie zdarzyła się w Warszawie i że w samolocie był prezydent Kaczyński.
Zgodnie z absurdalną logiką pana Macierewicza odtąd w sądach to oskarżony będzie udowadniał, że nic nie zrobił, a nie oskarżenie, że coś zrobił.
Lecz ten kij ma dwa końce, zatem należy zażądać, aby poseł Macierewicz udowodnił, że prezydent Kaczyński w ogóle wyleciał do Smoleńska i że to było 10 kwietnia. W przeciwnym razie uznamy, ze nie ma żadnego dowodu, że prezydent do Smoleńska poleciał. A w ogóle czy pan Macierewicz ma dowód, że samolot nie rozbił się 9 kwietnia?
Tych, którzy zachowują resztki logiki zapraszam na stronę:
http://faktysmolensk.gov.pl/
Tam naprawdę są solidnie wytłumaczone przyczyny tego wypadku lotniczego.


„Zobaczyłem, jak ten samolot, według mnie lewym skrzydłem, zahaczył o pień drzewa, brzozy.(…) w przybliżeniu na wysokości około 7-8 metrów. Od uderzenia skrzydłem samolotu pień drzewa przerąbało na dwie części” – to fragment zeznań świadka.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.8/10 (8 votes cast)