Las Kabacki może być zbyt blisko

Manifestacja tzw. sekty smoleńskiej, która polega na przemarszu z kościoła pod pałac prezydencki i przemówieniu Prezesa o dochodzeniu do prawdy, w lipcu 2017 roku odbyła się w wielokilometrowej zagrodzie z metalowych barier, po raz pierwszy bez towarzystwa opozycji, która przybyła wcześniej, powtykała białe róże w kraty policyjnych samochodów i odeszła.

Totalna opozycja poniosła porażkę, próbując zablokować miesięcznicę. (Mariusz Błaszczak)

Minister nakazał swoim podwładnym postawienie kilku kilometrów barier, zablokowanie prawie całego Krakowskiego Przedmieścia oraz w praktyce także ulic dojazdowych, a w ten sposób wyłączenie też sporego obszaru Warszawy z normalnego użytkowania. A następnie radośnie oznajmia w wywiadzie radiowym dla rządowej stacji, że opozycja przegrała. Przegrała, bo nie miała żelaznych barier, ani tysięcy policjantów, a tylko białe róże w rękach. Panu ministrowi warto przypomnieć, że opozycja przegrała również w latach czterdziestych ubiegłego wieku, gdy po prostu niepokornych wsadzano do więzień. Opozycja przegrała w Poznaniu, gdy w czerwcu 1956 roku zaatakowały ją zbrojne jednostki milicji. Również w marcu 1968 roku opozycja przegrała po spałowaniu przez milicję. Przegrała również w grudniu 1970 roku, gdy kazano ją wojsku rozstrzeliwać z broni maszynowej. I po raz kolejny przegrała w Radomiu pod koniec czerwca 1976 roku, gdy milicjanci przepuścili ja przez tzw. ścieżki zdrowia. No i wreszcie przegrała w grudniu 1981 roku, gdy władza wyprowadziła na ulice czołgi i wojsko. Obecna władza ma więc w zanadrzu wiele jeszcze nie wykorzystanych sposobów na doprowadzenie opozycji do klęski.

Rozmawialiśmy o tym, żeby zmienić ustawę o zgromadzeniach, obciążając tymi kosztami tych, którzy deklarują zablokowanie, bo oni są sprawcami wzrostu tych kosztów. Albo niech się przeniosą, na przykład do Lasu Kabackiego. (Mariusz Błaszczak)

Jest tylko jedna wątpliwość. Gdy partia Pana Prezesa, zapewne mającego już wtedy status „błogosławionego” i spoczywającego na Wawelu, będzie za ćwierć wieku lub później tracić władzę, to może okazać się, że w historii Polski nie ma już miejsca na kolejny okrągły stół. I wtedy Las Kabacki będzie zbyt blisko, by Mariusz Błaszczak i jego parteigenossen mogli się w nim skryć.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

Tytuł zastępczy

Poniższy felieton powstał jako produkt uboczny moich zainteresowań audiofilskich i dyskusji na forach skupiających hobbystów audio. Z drugiej strony można też zauważyć, że na tym przykładzie opieram też ogólne informacje o manipulacji, bowiem metody, które stosują manipulatorzy są identyczne. I nie jest ważne, czy starają się nas przekonać, ze powinniśmy kupić kable głośnikowe droższe od całego zestawu audio, czy magnetyzer wody, przywracający pamięć wody żywej, czy homeopatyczne leki na raka, czy wreszcie idee polityczne. Oszuści zawsze bazują na niewiedzy, strachu i obawach. I często się im udaje. Niestety, nie miałem pomysłu na tytuł, który by dostatecznie jasno sygnalizował zawartość oraz intencje autora.

Kiedyś były modne takie poradniki z zakresu najczęściej spraw technicznych, tłumaczone często z angielskiego, a mające w tytule zwrot „dla opornych” (for dummies).
Pomyślałem sobie, że w dobie rozkwitu rozmaitych garażowych inwestycji w kosmiczne technologie produkcji grających kabli, może przyda się taki mini podręcznik w zakresie odpowiedniego manipulowania odbiorcami, by byli chętniejsi do wydawania kasy na kable.
Zatem zaczynam pisać…

Manipulacja dla opornych
czyli dlaczego kable grają

1. Współczesny świat jest bardzo skomplikowany. Korzystamy ze sporej liczby urządzeń, których sami nie tylko nie potrafilibyśmy wykonać, ale często nawet nie rozumiemy zasad ich działania. O ile jesteśmy w stanie ciekawskiemu kilkulatkowi jakoś tam wytłumaczyć działanie pralki i cud wkładania brudnej, a wyjmowania czystej bielizny, to już lodówka sprawi nam więcej kłopotu. Mikrofalówka zaczyna powoli przypominać czary, bo jakże coś, co samo w sobie nie jest zimne ani gorące (mikrofale) potrafi zagotować np. wodę? Ba, warto przypomnieć sobie słynne prawo Arthura C. Clarke’a, sławnego pisarza science-fiction.

Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.

To prawo daje nam potężną broń do ręki. A jest nią atawizm. Przez setki tysięcy lat człowiek z zabobonnym lękiem traktował świat go otaczający, nie rozumiejąc przyrody i zjawisk naturalnych, składał pokłony i ofiary wyimaginowanym bożkom, by zdobyć ich przychylność. Także dziś, jeśli się odwołamy do atawizmu, jeśli wzmocnimy naturalne lęki ludzkie, możemy wmówić otoczeniu prawie wszystko. Skoro większość ludzi nie ma pojęcia jak działają szczepionki, a informacja o wstrzykiwaniu komuś zarazków śmiertelnych chorób budzi naturalną odrazę, to nie jest wcale trudne wmówić ludziom, że szczepienia to nic dobrego, bowiem wymyśliło to okrutne lobby farmaceutyczne w celu bezustannego bogacenia się i trucia ludzi, aby zmniejszyć ich populację na świecie. Przecież to genialnie oczywiste, czyż nie? Spiskowe teorie są dobre na wszystko i zwykle wyjaśnią każde zjawisko i wydarzenie, którego ludzie nie rozumieją lub którego nie chcą zrozumieć ze względu na emocje związane z tym wydarzeniem lub zjawiskiem.

Chemitrails? Skoro nie wiemy, co to takiego są smugi kondensacyjne, jak i dlaczego powstają, to przecież oczywiste, że łatwiej uwierzymy w jakieś tajne działania przeciw ludzkości inicjowane przez „wiadome siły”. Człowiek często woli mieć urojonych potężnych wrogów, od realnych, bo nie czuje się tak podle, gdy przegrywa.
Zamach w Smoleńsku? Ależ oczywiście łatwiej się pogodzić z tym, że potężny wróg, chciał zgładzić prezydenta, niż z tym, że wszystko od samego początku było byle jak przygotowane. Że prezydent się spóźnił, że piloci nie mieli ważnych uprawnień, że tylko jeden jako tako kumał po rosyjsku, że kokpit samolotu przypominał burdel, że wreszcie samolot i jego możliwości techniczne to nie to samo co drzwi od stodoły.
Zatem, jeśli tylko się da, zmontujmy zgrabną teorię spiskową, nie musi być zbyt logiczna, nie musi być naukowa (naukowość nawet jej zaszkodzi), byle wpisywała się emocjonalnie w oczekiwania naszych odbiorców. Aby stawiała ich w dobrym świetle, a innych w złym. Aby odwoływała się do ich mądrości i szlachetności, nawet jeśli w rzeczywistości są durni i podli. Postarajmy się też, by ta teoria stawiała ich w lepszym świetle, czyniła z nich wybranych i elitę, która rozumie, która przejrzała światowe spiski, która wreszcie nie da się dalej oszukiwać.

2. Skoro już wiemy, że świat jest zbyt skomplikowany, by przeciętny Kowalski, Smith czy Nguyen go był w stanie zrozumieć, to swobodnie możemy przywoływać rozmaite teorie naukowe, nawet nieistniejące. Ważne jest bowiem, by czytelnicy lub słuchacze mieli do nas zaufanie. Niniejszy tekst nie traktuje o zdobywaniu zaufania. W tym celu trzeba będzie przeczytać lifestylowy poradnik pod tytułem „Zdobywanie zaufania dla opornych”.
Jak wykorzystać naukę do manipulacji, jak zaprzeczyć zjawiskom oczywistym i zrobić wodę z mózgu słabiej myślącym odbiorcom? Oto cytat z pewnego forum audiofilskiego, którego celem jest przekonanie odbiorców do uwierzenia w szczególny wpływ kabli łączących sprzęt audio na dźwięk. Układ tekstu i brawurowe słowotwórstwo pozostawiono w oryginale.

Ignoranctwem jest myślenie, że wszystko zostało już odkryte i zbadane.
Prosty, a jakże jaskrawy przykład:
GRAWITACJA
Patrzcie, otacza nas z każdej strony od zarania dziejów. A do tej pory nie wyjaśniono jak to działa.
Z prądem też tak prosto nie jest.
Dopóki nie zrozumiemy dokładnie jak działa prąd elektryczny. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje.

Każdy myślący czytelnik zaproponowałby takiemu melepecie, by spuścił sobie na łeb cegłę, to na pewno by się przekonał, jak działa grawitacja. Albowiem w powyższej teorii zastosowano podstawową manipulację słowną. Otóż od czasów Newtona, a po części wcześniej już od Galileusza, wiemy doskonale jak działa grawitacja. Newton określił to precyzyjnie w prawie powszechnego ciążenia. I nie trzeba być Stephenem Hawkingiem, by to zrozumieć.

Między dowolną parą ciał posiadających masy pojawia się siła przyciągająca, która działa na linii łączącej ich środki, a jej wartość rośnie z iloczynem ich mas i maleje z kwadratem odległości.

Możemy się najwyżej zastanawiać nad tym dlaczego grawitacja działa, ale nie jak działa. Mówiąc inaczej, jesteśmy w stanie na rozmaite sposoby korzystać z grawitacji lub też nie próbować rozmaitych rzeczy, ze względu na to, że wiemy, jak działa. W tym zakresie bowiem nie ma żadnej nieodkrytej tajemnicy.
To samo dotyczy prądu elektrycznego. A już wisienką na torcie tego monologu manipulacyjnego jest ostatnie zdanie. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje. A niby dlaczego nie można? Co to ma wspólnego z wątpliwościami autora dotyczącymi grawitacji i prądu elektrycznego?
To klasyczny sposób manipulacji, który można nazwać „od szczegółu do ogółu”. Kiedyś okradł mnie facet z Warszawy, więc warszawiacy to złodzieje. Na tej samej zasadzie Polacy to lenie i pijacy, a wszyscy Arabowie to terroryści. Ten numer zawsze się uda z większością waszych potencjalnych słuchaczy, czy klientów.

3. Skoro już ustaliliśmy, że większość ludzi „nie ogarnia” współczesnej technologii i nauki, to spójrzmy teraz, jak możemy wykorzystać to zjawisko dla celów manipulacji. Zakładam, ze zdobyliśmy już zaufanie odbiorcy, który traktuje nas z odpowiednią atencją.

Na Politechnice Warszawskiej zmierzają ku końcowi prace nad opracowaniem nowej, rewolucyjnej w audio technologii. Naukowcy postanowili tym razem zastosować w akcesoriach bursztyn. Stosowany powszechnie kwarc i jego pochodne, okazały się znacznie mniej skuteczne w walce z zakłóceniami sygnału elektroakustycznego /…/
Za wytrwałość i dociekliwość brawa należą się głównie dwóm polskim inżynierom… przy okazji doświadczonym użytkownikom sprzętu Hi-Fi i audiofilom.

To cytat z pewnej strony z recenzjami audiofilskich gadżetów. Jeśli przeczytamy informację o prowadzeniu prac badawczych w dowolnej dziedzinie na jakimś uniwersytecie, bądź na politechnice, będziecie pewni, że chodzi o oficjalny program badawczy, że jest to jedno z zadań jakie postawiła przed sobą uczelnia lub jakiś jej wydział. Czy przyjdzie wam do głowy, że po prostu chodzi o hobbystyczne zajęcia ludzi, którzy szczęśliwym dla siebie trafem są pracownikami uczelni? Raczej nie. Powołanie się na autorytety akademickie dodaje powagi każdej informacji. Dobrze też przywołać jakieś naukowe dane, które przekonają czytelnika, że ma do czynienie z rzetelna relacją o naukowej podbudowie.

Wszyscy pamiętamy jego nadzwyczajne własności w dziedzinie elektryczności statycznej. Sugeruje to od razu możliwość stosowania go w kondensatorach o bardzo specyficznej charakterystyce. Dla formalności dodamy że bursztyn elektryzuje się ujemnie. Jest mieszaniną, w której głównym pierwiastkiem jest węgiel 67-81% i siarka około 1%, pozostałą część w udziale 10-11% stanowią tlen i wodór. Większość odmian bursztynu zawiera kwas bursztynowy w ilości od 3 do 8 %. Wzór chemiczny bursztynu jest banalnie prosty (prostszy nawet od alkoholu) C10H12O. W zależności od odmiany ciężar właściwy bursztynu oscyluje wokół 1kg/dcm3 czyli jest podobny do wody. To z tego powodu lżejsze odmiany bursztynu pływają na jego powierzchni, a cięższe toną.

Jeśli czytelnik z chemią ma do czynienia głównie w dziale „chemia domowa” miejscowego marketu, będzie zapewne pod wrażeniem. Mało komu przyjdzie do głowy sprawdzać tak naukowe informacje. A warto by było, bo dowiedzielibyśmy się, że bursztyn jest mieszaniną związków polimerowych, w której składzie znajduje się kwas bursztynowy C4H6O4, ale trudno chyba mówić o jakimś jednoznacznym wzorze chemicznym całego bursztynu. Być może zadalibyśmy sobie pytanie, co ma do rzeczy fakt, że lżejsze odmiany bursztynu unoszą się w wodzie? Za to uświadomilibyśmy sobie, że bursztyn, choć powierzchniowo elektryzuje się ujemnie przez potarcie, to nie przewodzi prądu, jest izolatorem. Oczywiście w przedstawieniu naukowym „grającego”gadżetu w postaci drutu w szklanej rurce wypełnionej drobinkami bursztynu bardzo pomocne będą zdjęcia. Zdjęcia muszą sprawiać wrażenie potęgujące przekonanie odbiorcy o wyjątkowym zaawansowaniu technicznym powstającego produktu. Przydatna na pewno będzie fotka w podczerwieni, do tego jakaś aparatura badawcza (obojętnie jaka, większość i tak nie skuma), a jak by jeszcze znalazły się wykresy, to byłoby wspaniale. Technicznie i naukowo brzmiące terminy są oczywiście bardzo pomocne. Jednak gdy w podpisie zdjęcia znajdzie się informacja o miedzi bezglutenowej, to można nabrać wątpliwości, czy artykuł jest tak rzetelny, jak wcześniej czytelnik przypuszczał. Zatem uważnie i czujnie dobierajmy mądre słowa, aby samemu na siebie nie zastawić pułapki werbalnej.

Inkryminowany artykuł kończy się wzniosłymi słowami, które z jednej strony odwołują się do sfery emocjonalnej (Oto właśnie rodzi się nowa idea) i one właśnie mają być tym mocnym końcowym akcentem, który utkwi w pamięci i z którym czytelnik uskrzydlony pójdzie z nadzieją na nową wspaniałą technologię. Ale też jest odwołanie do znanej audiofilskiej imprezy i niejako ogrzanie się w jej bliskości. Przecież jeśli coś zostanie pokazane na tak prestiżowej wystawie, to nie może być zwykłym oszustwem.

Mamy nadzieję, że filtry w wersji produkcyjnej będziemy mogli zobaczyć na jesiennej wystawie Audio Video Show 2017. Już teraz wiemy, że lekkiej zmianie ulegnie termin. Wystawa nie odbędzie się w pierwszy weekend listopada po święcie zmarłych. Oto właśnie rodzi się nowa idea.

A zatem drogi początkujący manipulatorze, obojętnie czy chcesz w swym garażu produkować kable audio w kosmicznej technologii, mające wyjątkowe właściwości, czy też myślisz o zrobieniu kariery politycznej, wiedz, że dziedzina jest nieważna, a metody są takie same. Teraz ty też wiesz, jak to się robi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Odrażający, brudny, zły

Wywiad na żywo, mikrofony wycelowane w twarz człowieka, który dziś sprawuje faktyczną władzę w dużym europejskim kraju. Jest prezydent i rząd, jest sejm i senat z marszałkami na czele, a tymczasem tabuny dziennikarzy od rana czekały, co powie poseł Jarosław Kaczyński, bo to jego słowa będą obowiązującą wykładnią dla wszystkich funkcjonariuszy państwa i partii.
Kamery zbliżają nam jego twarz w pełnej rozdzielczości. Widzimy starego i brzydkiego człowieka, któremu wystają z nosa włosy oblepione smarkami. Łuszczy mu się skóra na policzku, jest niestarannie i byle jak ogolony. U dołu policzków i na krótkiej szyi widać kępki niedogolonych siwych włosów. Gdy mówi widać brązowe koniuszki zębów, jakby latami palił kilka paczek papierosów dziennie. Rzednące włosy nad czołem są byle jak przyklepane.
Co mówi? Trudno się skupić na bezładnej wypowiedzi, ale w uszy kłują ostro i mocno akcentowane słowa, zabarwione złością i niechęcią. Kodeks karrrrrny! Parrrragrrraf! Wrrrrogowie!
Jarosław Kaczyński jest wściekły. Wczoraj po raz drugi musiał zobaczyć, że naród go nie kocha i nie uważa za zbawcę ojczyzny. Jego ukochaną miesięcznicę zakłócili jacyś wrogo nastawieni ludzie. Zdrrrrajcy! Wygrrrramy!
Prezes postanawia więc, że pokaże tym wszystkim z gorszego sortu, tym z genem zdrady narodowej, że nie cofnie się ani o krok. Że postawi na swoim, a po nim chociażby i potop.
To jest Polska…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.4/10 (21 votes cast)

Metoda „na kozę”

Dawno temu słyszałem starą żydowską anegdotę o biednym Żydzie, który skarżył się rabinowi, że nie jest już w stanie wytrzymać w swoim malutkim dwuizbowym mieszkanku. Rabin kazał mu kupić pieska, po tygodniu zaprosić jeszcze teściową, a po następnym zacząć hodować w mieszkaniu kozę. Gdy biedak był już bliski szaleństwa, rabin kazał mu wyrzucić kozę i nagle mieszkanie zrobiło się przestronne i miłe.
PiS postępuje identycznie. Partia chciała sobie zapewnić brak kontrmanifestacji podczas miesięcznic smoleńskich. Zapisano więc w projekcie ustawy pierwszeństwo manifestacji cyklicznych i oddalenie kontrmanifestacji przynajmniej na 100 metrów. To był ten piesek. Potem jeszcze ustanowiono, że organem wydającym pozwolenia na takie cykliczne imprezy będzie ramię rządu, czyli wojewoda. To była zaproszona teściowa. A na koniec wprowadzono kozę. Postanowiono, że manifestacje państwowe i kościelne mają bezwzględne pierwszeństwo zawsze przed innymi.
Jak opozycja zobaczyła kozę, to podniosła larum. Wybuchły spory i awantury. Zaalarmowano wyborców. Odbyły się protesty. Media społecznościowe aż wrzały. Wtedy rabin, czyli prezes Jarosław Kaczyński polecił wygonić kozę. Rozległa się wieść, że PiS się wycofał. Że protesty opozycji odniosły skutek. Że Kaczyński ugiął się pod ciężarem oporu społecznego.
Tymczasem teściowa i piesek zostali. Nie ma się z czego cieszyć. Zgromadzenia cykliczne mają pierwszeństwo przed wszelkimi innymi i nie wolno zakłócać prezesowi jego przemówień wygłaszanych z trzystopniowej drabinki. Zgodę na drabinkę prezesa wyda wojewoda, zaś policja otoczy pałac prezydencki szczelnym kordonem, żeby nikt prezesowi Kaczyńskiemu stać na drabince nie przeszkodził. By nikt jego przemówień nie zagłuszał.
Kolejnym pomysłem było ograniczenie obecności mediów w sejmie. Tym razem od razu wprowadzono kozę, czyli 17 grudnia całkowicie wyrzucono wszystkich dziennikarzy z sejmu. Dziś nie ma ani jednego. Czyli jest koza. Koza wpieprza demokrację. Co będzie dalej?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

W obronie dzieci pociętych

Pani katechetka na lekcji religii pyta dzieci, co by zrobiły, gdyby dowiedziały się, że ich rodzice zabili braciszka lub siostrzyczkę. Na ulicy zostaje umieszczona wystawa ogromnych zdjęć pociętych na kawałki lub raczej poszatkowanych dzieci. Krew się leje, choć tylko nieliczni wiedzą, że to zwyczajna manipulacja, a czterdziestodniowy zarodek, czyli taki jaki według św. Augustyna staje się człowiekiem, równie dobrze może przypominać zarodek każdego innego ssaka. Tak się zresztą robi te zdjęcia.
Nikt nie pozwoliłby fanatykom z ekstremistycznych ruchów religijnych zrobić zdjęć z prawdziwej aborcji, więc mordują zwierzęta, aby mieć rzekomo prawdziwy materiał.
zarodek2
Zobaczcie drogie dzieci taki malutki dzidziuś jest u mamusi w brzuchu. W czasie aborcji się go zabija, rwie na kawałki szczypcami, a on biedny ma już główkę, rączki, nóżki. Tylko pani katechetka pokazuje wam zdjęcia małego słonika.
zarodek
Ludzki zarodek nie jest tak fotogeniczny i często przypomina bardziej jakiegoś gryzonia niż przyszłą istotę rozumną. Fotografowany jest w ogromnym powiększeniu, aby nieświadomi i manipulowani odbiorcy myśleli, że ma wielkość podobną do noworodka.
Polski patron obrońców dzieci pociętych (tak, celowo tak piszę), czyli Mengele polskiej ginekologii doktor Chazan, dokonał setek, jeśli nie tysięcy aborcji w czasach, gdy państwowa służba zdrowia była bardzo prymitywna, a chęć dokonania zabiegu w higienicznych warunkach i ze znieczuleniem oznaczała konieczność włożenia pliku banknotów do kieszeni dzisiejszych obrońcy życia. Chazan był zresztą znany przez wiele lat z nienawistnego i okrutnego stosunku do kobiet, które dopiero dziś po latach zaczynają mieć odwagę o tym pisać.
Dziś nie da się już zarobić na masowych skrobankach, więc Chazan zmienił poglądy.
Nie ma takiej potworności i takiego okrucieństwa, którego nie popełniłby pobożny człowiek w imię swojej religii. Więc nic się w Polsce nie zmieni dopóki miliony kobiet polskich nie przestaną dokarmiać pasożytów w czarnych sukienkach, którzy nie mają pojęcia o niczym, prócz paskudnych myśli w swoich tępych łbach i żywią się nieszczęściem narodu jak tasiemiec. Dopóki kobiety nie zmienią oblicza społeczeństwa, przestaną wysyłać swe dzieci i swych mężów na niedzielne pranie mózgu i na prymitywną manipulację podczas katechezy. Możemy sobie urządzać marsze, czarne, czerwone, a nawet zielone protesty, na których zgromadzi się nieliczna część bardziej światłego społeczeństwa. To miliony zwyczajnych kobiet muszą zrozumieć, że prawo do aborcji nie oznacza nakazu aborcji i że są manipulowane przez bandę otłuszczonych starców, którzy nigdy nikogo nie kochali, którzy nigdy o nikogo się nie martwili, którzy nigdy za nic nie byli odpowiedzialni.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.5/10 (87 votes cast)

Kto mieczem wojuje

Ten od miecza ginie. Kto innych obrzuca gównem, utonie w szambie. Polskimi specjalistami od kloacznych działań są dziwnym trafem bracia bliźniacy Karnowscy i ich łajdacka gadzinówka pod tytułem „W sieci”.
To właśnie tam znalazł się obrazek, który wzburzył sporą część osób. W dioramowej scence postać oficera polskiego w Katyniu ma rysy podobne do Lecha Kaczyńskiego, a morderca z NKWD nieco przypomina Donalda Tuska. Oczywiście podobieństwo jest takie sobie, aby ustrzec się przed pozwem sądowym. Wszyscy wiedzą o co chodzi, a nawet Roman Giertych nic nie poradzi, bo twarze należą do prawdziwych modeli z tzw. grupy rekonstrukcyjnej i nikt nie udowodni, że to nie zwyczajny przypadek i nadinterpretacja lemingów.

wsieci

Bliźniacy Karnowscy nie docenili jednak szybkości reakcji, którą dziś wyzwala internet. Kontra pojawiła się bardzo szybko.

contra-wsieci

Obydwa obrazki umieszczam jako cytaty rzeczywistości i świadectwo tego, co dziś budzi emocje społeczne.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.2/10 (5 votes cast)

Psychol czy debil

Wybory 4 czerwca 1989 przyniosły zaskakujący wynik, opozycja wzięła prawie wszystkie mandaty w senacie i 160 miejsc w sejmie, zatem wszystko co mogła wziąć. Kandydaci PZPR i satelickich partii musieli zaczekać na drugą turę, ponieważ nie osiągnęli wymaganego minimum głosów. W drugiej turze wybrano tych, na których wskazywała opozycja jako ludzi najbardziej porządnych i kompetentnych, przepadli praktycznie wszyscy kandydaci z pierwszych miejsc.
Jednak Antoni Macierewicz, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości dziś twierdzi, że tamte, częściowo wolne wybory,były sfałszowane. 1989 rok był szansą, ale niewykorzystaną.
Trzeba zatem zadać pytanie, na które Macierewicz rzecz jasna nigdy nie odpowie. Ówczesna władza, mając wszystkie atuty w ręku, całą władzę i siły policyjne oraz wojskowe, sfałszowała tak wybory, by ich wynik odzwierciedlał całkowitą i kompletną klęskę obozu rządzącego?

macierewicz

Można też zadać sobie pytanie, czy Macierewicz faktycznie jest kompletnym idiotą, który nie pamięta tego, co było i jak było 25 lat temu? Jest debilem, który wierzy w kompletnie bezsensowne tezy?
A może jest psycholem, który buduje karkołomne i nielogiczne teorie spiskowe po to, by manipulować ludźmi?
Obydwie możliwości są równie pesymistyczne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że mamy do czynienia z wybranym przez ludzi posłem. Przedstawicielem społeczeństwa, elementem władzy ustawodawczej.
Niestety – jak mawiali starożytni Rzymianie – tertium non datur.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Tragedia z oddali

Polska widziana z oddali wygląda nieco inaczej. Perspektywa się zmienia, choćby „oddal” zawierała się w zaledwie kilkuset kilometrach. Oczywiście nie można cały czas patrzeć z oddali, bo wtedy bylibyśmy jak ten norwidowski Duch Artysta, któremu z wiosną życia wolno rzec tylko: Ziemia jest krągła — jest kulista!
Jednak czasami dystans jest bardzo wskazany. Dziś przeczytałem poruszającą informację o tym, jak to trójka młodych ludzi, wracając z dyskoteki, uciekała przed policją. Po dramatycznym pościgu trwającym kilkanaście kilometrów, uciekający samochód kilkakrotnie koziołkował i w rezultacie wylądował na poboczu drogi kołami do góry. Dwoje młodych ludzi w stanie ciężkim znalazło się w szpitalu, trzeci z nich wypadł kilkadziesiąt metrów przed ostatecznym zatrzymaniem się pojazdu i znalazł się w miejscu, gdzie go nikt nie szukał. Był ranny i zmarł, choć być może szybka pomoc uratowałaby mu życie. Zwłoki odnaleziono dopiero po kilkunastu godzinach.
Znana gazeta pastwi się nad nieudolnością policji od pierwszych słów tekstu zatytułowanego krzycząco i emocjonalnie: Tragiczny finał pościgu. Ofiara konała bez pomocy. Niewątpliwie szkoda każdej żyjącej istoty, która ponosi przypadkową i niepotrzebną w gruncie rzeczy śmierć.
Jednak niespełna dwa miesiące temu ta sama gazeta pastwiła się nad innym młodym człowiekiem, który w podobnym stanie wsiadł do auta i zabił sześcioro przypadkowych przechodniów. On także był młody i miał całe życie przed sobą. Życie, które teraz spędzi w więzieniu.
Znaj proporcją, mocium panie – chciałoby się krzyknąć cytatem z Fredry. Znaj proporcję Gazeto. Jeśli ktoś siada po pijanemu do auta, a na dodatek ucieka policji, to ocena powinna być taka sama – niezależnie, czy kogoś zabije, czy też sam zginie.
Źle się dzieje, jeśli głównym zadaniem dziennikarzy staje się epatowanie tragedią, manipulowanie emocjami czytelników i relatywizacja winy w celu uzyskania większej „oglądalności”.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Anatomia kłamstwa

Kampania wyborcza już za nami, więc siłą rzeczy emocje opadają i powoli zapominamy, jakie argumenty padały w wyborczej walce. Jednak warto je przypomnieć i przeanalizować, bo pojawią się znowu. Być może nawet nie będziemy musieli czekać na kolejne wybory.
Nie zapominajmy, że PiS jest opozycją antysystemową, co przyznają nawet zwolennicy tej partii, więc będzie używać wszelkich możliwych metod, aby zniechęcić ludzi i wmówić im, ze Polska znajduje się w stanie ostatecznego rozkładu.
Gdy Platforma wygrała wybory w 2007 roku, w spadku otrzymała, „wywalczoną” przez PiS i osobiście Lecha Kaczyńskiego, organizację mistrzostw Europy w piłce nożnej. Premier Tusk kilkakrotnie mówił, że jest to spore obciążenie i gdyby mógł, to by z tego zaszczytu chętnie zrezygnował. Opozycja z Elżbietą Jakubiak permanentnie krytykowała każdą decyzję, uświadamiając rodaków, że ten nieudolny rząd na pewno nie zdąży z budową dróg i stadionów, co spowoduje wstyd i konieczność przeniesienia Euro 2012 w ostatniej chwili do Niemiec. Gdy w tym roku okazało się, że stadiony jednak będą, natychmiast popłynęły oskarżenia o nadmierne wydawanie pieniędzy. Mamy najdroższe stadiony na świecie – zgodnie twierdzą politycy PiS.
Ile zatem kosztuje wybudowanie stadionu? Modernizacja stadionu w Poznaniu dla przykładu kosztowała 200 milionów euro. W czasie wyborów Jan Tomaszewski mówił, ze to horrendalnie drogo. Podawał przykłady – modernizacja ukraińskiego stadionu w Charkowie miała kosztować 50 milionów euro. W rzeczywistości kosztowała tyle samo, co stadion w Poznaniu. Stadion w Charkowie jest mniejszy, a robocizna na Ukrainie tańsza.
Stadion Narodowy kosztował 500 milionów euro. To sporo pieniędzy, ale trzeba pamiętać, ze de facto był to stadion budowany od nowa na miejscu dawnego Stadionu 10 Lecia. Tomaszewski podawał przykład Doniecka, gdzie wydano 80 miliomów euro. Tylko to kłamstwo. Stadion w Doniecku nie był budowany od nowa, ale modernizowany, przy naszym jest dużo gorszy. Nie ma zasuwanego dachu. Jest mniejszy. I kosztował 300 milionów, a nie 80. Zaś stadion kijowski będzie prawdopodobnie kosztował 600 milionów, a nie 200 podawane przez bramkarza Janka.
Jak widać Tomaszewski ze swoją retoryką spisków i podejrzeń doskonale zgrał się ze stylem prowadzenia kampanii przez PiS. Używa kłamstwa, jakby się z nim urodził.
Zaskakująco wiele osób powtarzała kolejne kłamstwo wyborcze PiS. Rząd obiecał autostrady i nie dotrzymał obietnicy. Zadałem sobie trochę trudu i przejrzałem rozmaite dostępne dokumenty. Nigdzie, ale to nigdzie nie było obietnicy PO, ani premiera Tuska, że przez jedną kadencję zostaną wybudowane „wszystkie” autostrady. Jeśli ktoś chce się zapoznać z historią budowania autostrad, powinien zajrzeć na blog Wojtka Orlińskiego, który zajmuje się dokonaniami obecnego i poprzednich rządów w zakresie budowy dróg. Można tam znaleźć mapki, które bardzo dokładnie przedstawiają, jak wyglądało budowanie autostrad w czasach IV RP i obecnie. Nikt nigdy nie obiecywał, że przez cztery lata zostanie zakończona budowa wszystkich potrzebnych autostrad. Obiecywano jedynie, że zostaną podjęte wszelkie wysiłki, aby do Euro 2012 ukończyć autostradę z zachodu na wschód, którą kibice dojadą na mecze rozgrywane w Kijowie, Charkowie lub Doniecku. Są szanse, aby się to udało. Nadal są szanse by została dokończona budowa A2. Warto tu przypomnieć dwie historie związane z autostradami. Za rządów PiS została wstrzymana budowa A1 na odcinku z Grudziądza do Torunia. Stało się tak z powodu zbyt wysokiej, zdaniem ministerstwa, ceny (7,4 mln euro za kilometr). Ostatecznie ministerstwo przegrało w sądzie, a koszty tylko przez to wzrosły. W tym roku nastąpił krach na budowie A2. Chińskie konsorcjum nie zastosowało się do warunków przetargu i zostało wyrzucone z budowy. Jednak tym razem prawnie wszystko było dopięte na ostatni guzik i nie skończyło się na procesie trwającym latami. Być może A2 do Warszawy będzie gotowa w przyszłym roku.
Propaganda PiS mówi, że mamy też najdroższe autostrady na świecie. Obywatele mają się domyślić z niedopowiedzeń, że Platforma kradnie te pieniądze. Buduje, ale w taki sposób, by jak najwięcej pieniędzy dało się zdefraudować.
Popatrzmy na ceny. Oddany właśnie do użytku odcinek autostrady A2 kosztował ponad 11 milionów euro za kilometr. Wydaje się to drogo, ale zawiera się w tym koszt mostu przez Wisłę, który znacznie podwyższył średnią cenę. To wydaje się horrendalną sumą, ale wystarczy się przyjrzeć budowie dróg w innych państwach europejskich. Tam te koszty też wynoszą zwykle około 10 milionów euro za kilometr bez mostów i tuneli.
Sprawną budowę dróg, a trzeba tu wspomnieć o tysiącach kilometrów dróg lokalnych, należy uznać za sukces rządu Tuska i jedną z obietnic, które zostały spełnione.
Nie mam specjalnie wielkich pretensji do swoich znajomych powtarzających bezmyślnie kłamstwa Kaczyńskiego, Hofmana, czy Tomaszewskiego. W końcu nie każdy ma i musi mieć wiedzę na ten temat. To wymaga śledzenia polityki i samodzielnego sprawdzania danych. Mam jednak pretensje do dziennikarzy, którzy podczas kampanii, prowadząc dysputy z politykami PiS, byli nieprzygotowani do rozmów. Nie sprawdzali danych, nie potrafili wypunktować kłamstw, a tym samym przyczyniali się do dobrego wyniku kłamców.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.8/10 (5 votes cast)

Testament

Jarosław Kaczyński na internetowej stronie swej partii opublikował testament polityczny swego zmarłego brata. Obiecał też, że będzie pisać następne odcinki.
Przez dwadzieścia lat polskiej demokracji widziałem rozmaite absurdy, ale testament wyłaniający się z niebytu po roku od śmierci chyba przebija wszystko. Robi się zupełnie jak w „Kubusiu Puchatku”. Im bardziej prezydent nie żyje, tym bardziej pojawia się jego testament polityczny.
W związku z nachalnymi żądaniami PiSu, aby upamiętnić prezydenta Kaczyńskiego pomnikiem, coraz częściej pojawiają się głosy ostrożne i wyważone, że nie przesądzając o pomniku należałoby najpierw tę prezydenturę podsumować i ocenić. Zgadzam się z takimi opiniami. W swoich tekstach pisałem już o niektórych aspektach tej prezydentury. Jednym z aspektów tej polityki jest ku naszemu zmartwieniu do dziś rafineria w Możejkach. Jeśli był polityk bardziej zrobiony w konia od braci Kaczyńskich, to chyba był to tylko premier Chamberlain po układzie monachijskim.
Nie należy zapominać o szczególnej roli Litwy w polityce prezydenta Kaczyńskiego. Wręcz karygodne byłoby zapomnienie o tym. Należy pamiętać i dbać, aby nigdy więcej tak bezsensowna polityka się nie powtórzyła.
Można jeszcze wspomnieć o wspaniałej polityce gruzińskiej, która zainicjowana przez prezydenta nic nam nie przyniosła, w sumie to samej Gruzji też nic. Przy czym pamiętać należy, że cały kryzys gruzińsko-rosyjski był spowodowany przez władze gruzińskie, które się głupio podłożyły jako inicjator konfliktu. Można wspomnieć jeszcze o próbie zmuszenia pilota do lądowania w Tbilisi, a następnie o kozackim lądowaniu w Smoleńsku i zastanawiać się nad tym, co to w zasadzie jest za polityczny testament.
Nawet głośne propagandowo Muzeum Powstania Warszawskiego to nie do końca jest zasługa Kaczyńskiego, a tak się to usiłuje przedstawiać.
Polityka historyczna? Jeśli rozumieć przez nią małostkowe pominięcie w odznaczeniach rozmaitych osób zasłużonych w działaniach opozycyjnych, takich jak Adam Michnik, to fakt – takiej polityki nikt nie prowadził przedtem. Można Michnika nie lubić, można się z nim nie zgadzać, ale udawanie, że go nie było w latach 70 – 89 w Polsce i że nie był ważną postacią opozycji to świadectwo wyjątkowej zawiści i małostkowości.
Generał Jaruzelski, niezależnie od jego politycznej oceny, był Sybirakiem i należał się mu medal. Lech Kaczyński taki medal mu przyznał. Jednak natychmiast po kilku wrzaskach oszołomów z własnej formacji zaczął się tłumaczyć, że to przez pomyłkę, bo ktoś mu podstępnie dał papiery do podpisania. Żałosne.
Przez ponad cztery lata prezydentury nazbierało się rozmaitych „osiągnięć” prezydenta, można by jeszcze wyliczać.
Jeśli panowie z PiSu postawią sobie gdzieś pomnik prezydenta, na jakimś swoim prywatnym terenie, to proszę bardzo. Mam nawet pomysł, jaki napis powinien być wyryty na cokole: Panie prezesie melduję wykonanie zadania.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (10 votes cast)