Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

Powoli, ale nieubłaganie partia prezesa Kaczyńskiego szykuje się do złożenia w ręce prezesa władzy absolutnej. Przed nami są wybory samorządowe, będziemy też jednocześnie wybierać posłów do europarlamentu i to jest dla Kaczyńskiego poligon. Za rok okaże się, czy dotychczasowe zmiany będą wystarczające, by pozbyć się opozycji w wyborach parlamentarnych za dwa lata. Wszystkie działania partii rządzącej mają ten jeden i nadrzędny cel. A oto jak zdobywa się rząd dusz w Polsce.

Chłop żywemu nie przepuści

Mieszczuch może nie wiedzieć, ale trzeba sobie to uświadomić, o ile chcemy zrozumieć kulisy następnego sukcesu wyborczego PiS, chłop polski Unię Europejską traktuje jak krowę. Najważniejsze jest jej wydojenie, a jak się już nie da wydoić, to bez żalu odda ją do rzeźni. Wszelkiego rodzaju ekologów traktuje zaś jak dopust boży i najchętniej poczęstowałby ich widłami. Nikt mu bowiem nie będzie mówił, że nie wolno wypalać łąk i pól, bo tak robił jego ojciec, dziad i pradziad. A ksiądz proboszcz na mszy mówił, że w Biblii stoi „czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Więc czyni, a jeśli ma akurat ochotę psa albo babę kijem zatłuc, to nic nikomu do tego. Jego baba i jego pies. Dlatego właśnie minister Szyszko dążąc do wyrżnięcia Puszczy Białowieskiej kazał się swoim podwładnym oprzeć o motywację religijną. Ekolodzy to są sataniści i lewacy, którzy chcą przeszkodzić ludziom wsi w sprawiedliwym korzystaniu z dóbr przyrody, którą dał nam przecież Bóg. Co nas obchodzi jakieś tam międzynarodowe lewactwo z UNESCO. Szyszko grzmi głośno,że w 2014 r. łamiąc prawo, bezprawnie wpisano Puszczę Białowieską na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego i grozi doniesieniem do prokuratury, a Polska zaściankowa głośno klaszcze, bo co nam jacyś obcy będą dyktować, jak my mamy żyć. Ogromna rzesza chłopów z dziewiętnastowieczną mentalnością, pracowników leśnictwa, którzy są państwem w państwie, oddadzą głos na PiS, jeśli ten zapewni ich, że bez skrępowania dalej będą mogli prowadzić wyniszczającą środowisko rabunkową gospodarkę leśną i rolną.

Komuno wróć

Minister rolnictwa Jurgiel właśnie oświadczył, że do państwa dziś należy ogromny popegeerowski majątek, który się marnuje i że należy reaktywować PGRy. Warto wiedzieć, że na wsi, prócz rolników indywidualnych mieszka bardzo wielu byłych pracowników PGRów. Szczególnie w Polsce północnej i zachodniej na tzw. ziemiach odzyskanych były ogromne państwowe latyfundia w czasach Polski Ludowej. Po roku 1989 okazało się, że rolnicy indywidualni są w stanie wyprodukować żywność dla całego kraju, a niewydolne państwowe gospodarstwa musiały upaść, bo państwa nie było stać, by dopłacać do ich produkcji. Pracownicy PGRów to najsłabiej wykształcona i nieudolna życiowo grupa społeczna. Aby jakoś urządzić się w życiu wystarczyło dostać się do PGR, a zwykle też dostawało się mieszkanie i nie trzeba było wykazać się żadnym wykształceniem, ani umiejętnościami. Jeśli ktoś miał prawo jazdy na ciągnik i kombajn, to już w PGRze był elitą. Ci ludzie po likwidacji PGRów znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, nikt nie zadbał o nich w takim stopniu jak o górników lub stoczniowców. A na dodatek na wsi pracy nie było. Większość z nich do dziś jest przekonana i przekonywana nadal przez szarlatanów politycznych, że do upadku państwowych gospodarstw doprowadzono celowo, aby ziemię Niemcom sprzedać. To dawniej był potężny elektorat Samoobrony, dziś ci ludzie pójdą za PiS.

Odbudujemy stocznie

Jedna z narracji pisowskich polityków, a wcześniej PC, lecz także kilku innych partii, było przekonanie, że polski przemysł stoczniowy został celowo zniszczony przez liberalnych polityków, na zlecenie Niemców. Niewydolne państwowe stocznie dotowane na przekór zasadom ekonomicznym nie miały siły, by konkurować ze stoczniami dalekowschodnimi, a polski przemysł stoczniowy nie zniknął, tylko przekształcił się w mniejsze, ale nowoczesne firmy produkujące najnowocześniejsze i bardzo zaawansowane technologicznie statki. Jednak tysiące byłych stoczniowców i stoczniowych emerytów, chętnie słuchają o tym, jak zniszczono stocznie. Przecież przez dziesiątki lat PRL wmawiano im, że tworzą dziesiątą potęgę gospodarczą świata.
Jeśli teraz do Szczecina przybywają najważniejsi politycy PiS z wicepremierem na czele i w dawnej Stoczni Szczecińskiej kładą stępkę pod prom o wartości 450 milionów złotych, obiecując jednocześnie reaktywację państwowego przemysłu stoczniowego, to jest to obietnica wyborcza na miarę wskrzeszenia PRL. To miód na serce milionów tęskniących za komuną Polaków. I nic ich nie obchodzi, że tego promu nawet nikt jeszcze nie narysował, nie mówiąc już o projekcie. A armator zamówi ten prom za nasze, czyli podatników pieniądze u producenta, który nie ma pojęcia, jak takie promy budować, nie ma fachowców, pracowników, ani potrzebnej infrastruktury. Marzenia mają postać głosu oddanego na PiS.

Niech się uczą, jak dawniej

Zmiany w edukacji też nie są przypadkowym wymachiwaniem dwuręcznym mieczem przez porcelanowozębną minister Zalewską. Dla ogromnej wiejskiej i małomiasteczkowej rzeszy nieaktywnych wyborców wprowadzenie gimnazjum było bezrozumnym małpowaniem zachodu. Trudno powiedzieć dlaczego, ale ośmioklasowa podstawówka i dwuletnia zawodówka (nie zapominając oczywiście o czteroletnim liceum i pięcioletnim technikum) uważana jest za coś zgodne z naszą tradycją. Jest to oczywista bzdura, bo w przedwojennej Polsce obowiązywały rozmaite drogi do zdobycia wykształcenia, a pluralizm wynikał z różnych modeli kształcenia we wcześniejszych zaborach, pod którymi żyli Polacy.
Jednak w powszechnej opinii utrwaliła się zła opinia gimnazjów, spotęgowana powszechnymi żartami z „gimbazy” i „gimbusów”. Jeśli więc PiS likwiduje gimnazja i nie pozwala iść do szkoły sześciolatkom pod hasłem „niech mają dłuższe dzieciństwo”, to może na takim ruchu tylko zyskać. Masowe protesty i żądanie prawie miliona osób o przeprowadzenie referendum są w tym wypadku mało ważne. Ważne jest, czy mile połechtani wyznawcy tradycji pójdą na następne wybory.

Nasza chata z kraja

Już w „Weselu” Wyspiańskiego pojawiają się te słynne słowa: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Ten sposób myślenia właściwy jest wielu Polakom. Nic dziwnego, bo od XVII wieku wojny nękały Polskę często, zatem się nie można dziwić, jeśli Polak docenia pokój. Jednak kraj w środku Europy nie może się izolować. Usilne dążenie, by odseparować się od wszelkich zewnętrznych spraw może dać efekty odwrotne od oczekiwanych. Pozbędziemy się sprzymierzeńców i sojuszników. Taką właśnie politykę międzynarodową prowadzi PiS. Historia się powtarza, powtarzane są sanacyjne błędy z lat trzydziestych. Do tego dochodzi rozmyślne i celowe budzenie nienawiści i strachu wobec obcych. Od kampanii wyborczej w roku 2015 Kaczyński ze swymi akolitami konsekwentnie budzi polskie upiory – rasizm, antysemityzm, ksenofobię. To może się przełożyć na duży sukces wyborczy, ponieważ rasistów i antysemitów w Polsce jest więcej, niż kiedykolwiek chcieliśmy to przyznać.

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Niezawisłe sądownictwo, które stało się podstawą demokracji, nie jest wartością dla ludzi, którym demokracja się nie podoba, ani dla tych, którym na demokracji nie zależy. Chęć opanowania sądownictwa stała się po wyborach oczywistością. Najpierw doszło do złamania niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Trwało to długo i wzbudziło wiele kontrowersji. Był to jednocześnie poligon doświadczalny, aby politycy PiS mogli się nauczyć w jaki sposób przejąć kontrolę nad sądami powszechnymi i Sądem Najwyższym. Ciąg dalszy właśnie nastąpił.
Sędziowie należą do grupy barwnie nazwanej wykształciuchami przez Ludwika Dorna, gdy jeszcze był trzecim bliźniakiem. Ludzie takich nie lubią, pokończyli uniwersytety i się mądrzą, zwykle jakoś się w tej nowej rzeczywistości zaczepili, a sędziowie budzą złość największą. Mają bowiem kilka przywilejów, które gwarantują ich niezawisłość wobec władzy wykonawczej.
Władza zaś myśli nie bez racji, że zamiast sędziów niezależnych lepiej mieć sędziów podległych. Bowiem będą wydawać takie wyroki, jakich oczekuje władza. A przeciętny obywatel Polski powiatowej, nie rozumie dziś, że kiedyś się uderzy o mur, gdy całkiem nawet niepolitycznie będzie chciał się przeciwstawić jakiemuś lokalnemu funkcjonariuszowi wiodącej siły narodu. Wtedy już nie będzie niezależnego sędziego, który go obroni przed bezprawiem władzy. Niestety, będzie już za późno.

Miałeś chamie złoty róg

Nie mam zamiaru analizować, dlaczego stało się właśnie tak, a nie inaczej i jakie są przyczyny upadku Polski jako państwa prawa. To jest zadanie dla historyków oraz socjologów i psychologów, którzy zapewne za sto lub więcej lat napiszą na ten temat sążniste rozprawy naukowe. Zadaniem tego tekstu jest pokazanie rzeczywistości, która nieuchronnie doprowadzi do wygranej PiS w kolejnych wyborach parlamentarnych. Myślę, że poddani Pana Prezesa nie będą nawet zmuszeni do fałszowania wyborów, choć liczą się z taką potrzebą i się do niej solidnie przygotowują. Mieliśmy złoty róg demokracji i pozwoliliśmy go sobie zabrać.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.4/10 (22 votes cast)

Droga bez powrotu

Pierwszego lipca 1946 w Kielcach zaginął ośmioletni chłopiec, znalazł się trzy dni później i najprawdopodobniej dla uniknięcia kary wymyślił, że został porwany. Wśród kieleckiej ludności pojawiła plotka, że Żydzi porywają i trzymają w piwnicy polskie dzieci. O ile można zrekonstruować fakty, o tyle trudno dziś dojść do motywów. Milicjanci, którzy poszli sprawdzić budynek, w którym mieścił się Komitet Żydowski, zachowywali się prowokująco i podsycali plotki. Można przypuszczać, że być może byli zainteresowani możliwością przeszukania budynku, bo po wojnie nadal krążyły rozmaite fantastyczne opowieści o bogactwie Żydów. Plotka rosła podsycana przez kolejnych ludzi aż wreszcie 4 lipca doszło do pogromu. Zginęło 40 osób. Przez wiele lat wokół tego wydarzenia panowała zmowa milczenia. Gdy wreszcie zaczęto się tym zajmować, dominującym elementem narracji była wersja mówiąca o celowej politycznej prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa. I nawet gdyby tę wersję przyjąć za prawdziwą, choć bardziej prawdopodobne jest, że plotkę rozpowszechniali ludzie mający chęć zagarnąć rzekome złoto Żydów, to w pogromie uczestniczyli nie tylko żołnierze i milicjanci, ale również przynajmniej kilkudziesięciu zwykłych mieszkańców miasta.
W siedemdziesiątą pierwszą rocznicę pogromu media społecznościowe obiegła, udostępniana masowo przez tysiące Polaków, fałszywa i ewidentnie wymyślona w złej wierze informacja, że w Koszalinie podczas niedzielnej giełdy Arabowie, muzułmanie usiłowali porwać kilka kobiet usypiając je jakimiś środkami. Rzekomo zwabiano je możliwością kupna taniej odzieży. Nie trzeba być historykiem, by zauważyć przerażające podobieństwo zastosowanego mechanizmu rozsiewanej plotki i łatwo sobie wyobrazić, jakie mogłyby być tego konsekwencje.
Starożytni Rzymianie mawiali, że historia jest nauczycielką życia. Niestety od zarania cywilizacji, są idioci, którzy nie potrafią nauczyć się niczego i ludzkość powtarza te same błędy jak w jakimś potwornym chocholim tańcu. Przypomnijmy, że począwszy od 64 roku naszej ery, gdy w starożytnym Rzymie dokonano pogromu chrześcijan, w wyniku plotki oskarżającej ich o podpalenie miasta, za każdym razem działał ten sam mechanizm. Mówi się dziś, że to sam Neron kazał rozpowszechniać plotkę o podpaleniu Rzymu przez ludność chrześcijańską.
Na początku wieku XVI w Lizbonie dokonano masowego mordu od tysiąca do nawet czterech tysięcy Żydów, motywacją podburzających plotek była chęć wzbogacenia, bowiem atak został przede wszystkim skierowany przeciw najbogatszym. W 1182 roku w Bizancjum dokonano masakry łacinników, czyli chrześcijan wyznania rzymskiego. Motywem była konkurencja kupców miejscowych z kupcami z Italii. W latach 1917 – 1919 na Ukrainie dokonywano pogromów na Żydach, chcąc skonsolidować patriotycznie ludność ukraińską. Inicjatorem pogromów był tzw. Dyrektoriat. W 1992 roku w Indiach hinduiści zostali podburzeni i wymordowali kilka tysięcy muzułmanów. Oficjalnie motywy zbrodni były religijne. Zawsze znajdą się jacyś obcy – muzułmanie lub chrześcijanie, Żydzi lub Cyganie – na których można skierować gniew sfrustrowanego i nieszczęśliwego tłumu. Potrzebni są jedynie prowokatorzy, jak w piosence Jerzego Klesyka z 1981 roku.

Ja jestem pro, ja jestem prowokator.
Pionek historii, władzy trzon,
Co wyzwala w was emocje, burzy krew!
Ja funkcjonariusz nieuchwytny,
Po cichu zjawiam się i niknę,
I z igły widły robię, wodę z mózgu, ludu gniew!

Niekiedy rolę prowokatorów odgrywają pożyteczni idioci, jak ci, którzy tysiącami udostępniali idiotyczną rewelację na Facebooku. Jeśli do tego dodamy jeszcze koniunkturalny rząd, który podsyca lęki i fobie, aby rozzłoszczone tłumy wykorzystać przeciw swym przeciwnikom politycznym, to mamy gotowy przepis na tragedię. Historia uczy nas, że raz uruchomionej machiny nienawiści nie da się okiełznać. Politykom wydaje się, że łatwo zapanują nad rozmaitymi ekstremistami, a w rzeczywistości to oni zaczynają panować. Politykom Republiki Weimarskiej również wydawało się, że wykorzystają nazistów do zneutralizowania lewicy, a potem jakoś sobie poradzą. Nie poradzili sobie.

Głupota najlepiej przechowuje się w tradycji. (Ryszard Nowosielski)

Nic więc dziwnego, że lęki, fobie i nienawiść najlepiej rozwijają się w środowiskach konserwatywnych, prymitywnie religijnych i prostackich. Rząd Partii Jarosława Kaczyńskiego prowadzi kraj w złym kierunku. Rośnie nienawiść bezrozumnie skierowana do rozmaitych grup, a nawet pojedynczych osób mówiących innym językiem lub mających inny nieco wygląd. Liczba napaści z podłożem rasistowskim i ksenofobicznym liczy się w tym roku już w tysiącach. Są to nadal najczęściej chuligańskie wybryki, ale to tylko kwestia czasu, gdy oszalały z nienawiści tłum dokona pogromu. Na kim? Tego dziś nie wiadomo, ale idziemy drogą bez powrotu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Zdrajcy, wszędzie zdrajcy, sami zdrajcy

Niczym Mickiewicz, „urodzony w niewoli, okuty w powiciu” spędziłem ostatnie ćwierćwiecze w przekonaniu, że wreszcie żyję w wolnym i niepodległym kraju i że powinniśmy cieszyć się i być dumni, bo to odzyskanie wolności nie kosztowało nas krwi setek tysięcy Polaków, którzy wcześniej ginęli za ojczyznę. Odrobiliśmy lekcję historii – myślałem – minione i tragiczne stulecia czegoś nas nauczyły.
Jak bardzo się myliłem, zrozumiałem po obejrzeniu przemówienia Andrzeja Dudy 28 sierpnia w Gdańsku. Przemawiając w kościele podczas symbolicznego pogrzebu dwojga zamordowanych przez Urząd Bezpieczeństwa żołnierzy zbrojnego podziemia, Duda odmieniał słowo zdrajca przez wszelkie możliwe przypadki. Słowo zdrajca poparte zaciętą mimiką cięło powietrze niczym miecz.
Do 1989 roku rządzili w Polsce zdrajcy, ci sami, którzy zamordowali „Inkę” i „Zagończyka” – mówił Duda – po roku 1989 teoretycznie nie. Tak więc dowiedzieliśmy się, że po roku 1989 tylko teoretycznie nie rządzili nami zdrajcy. Mając choć dwie szare komórki na krzyż, można się zdziwić? A rząd Olszewskiego, w którym był Antoni Macierewicz? A rząd Buzka, w którym był ministrem Lech Kaczyński? A prezydent Lech Kaczyński i premier Jarosław Kaczyński? Co mają znaczyć słowa Andrzeja Dudy i jego zacięta, ale też nieco dziwna mimika?
Andrzej Duda w gdańskiej katedrze zadawał retoryczne pytanie, dlaczego dopiero po dwudziestu siedmiu latach odbywa się ten pogrzeb. Prezydent nie możne nie wiedzieć, że pochowane bezimiennie zwłoki odnaleziono dopiero w 2014 roku, a juz w 1991 wyrok stalinowskiego sądu został anulowany, a „Inka” z „Zagończykiem” rehabilitowani. Zamordowanej siedemnastoletniej „Ince” poświęcono we współczesnej Polsce tablice pamiątkowe i pomniki. Jej imię noszą szkoły i drużyny harcerskie. Prezydent Polski nie może tego nie wiedzieć. Za to prawie na pewno nie wiedzą tego tępe tumany zgromadzone pod sztandarami nacjonalistycznej faszyzującej organizacji wokół gdańskiej katedry i to ich zagrzewa do walki Andrzej Duda.
Łatwiej zrozumieć tę dziwną mimikę Dudy, puszczanie oka i agresję w głosie, gdy zrozumiemy, że przemówienie na zewnątrz oglądały tysiące karnych chłopców oenerowców i do nich kierował swe słowa. Oni, brzydcy dwudziestoletni, nie pamiętają poprzednich rządów PiS, nie znają historii, najczęściej zresztą nie potrafią czytać. Za to mają ogromną ochotę na pseudowojskowy sztafaż, są naładowani testosteronem i tęsknią za wojną. Dla nich zabijanie i nienawiść do innych jest najwyższą formą patriotyzmu. To oni w Gdańsku krzyczeli za Lechem Wałęsą: „Śmierć wrogom ojczyzny!”
Nie trzeba nawet szukać, żeby nacjonalistyczne, rasistowskie i antysemickie treści zaczęły nam wpełzać do oczu i uszu. Wystarczy korzystać z mediów społecznościowych. I gdyby uwierzyć bredniom rozpowszechnianym przez tych debili, okazałoby się, że komuna sama się obaliła rękami swoich agentów, przez dwadzieścia siedem lat rządziła nami żydowska mafia z Tuskiem na czele, a największym zdrajcą narodu jest Lech Wałęsa, który w tej mierze o palmę pierwszeństwa walczyć będzie z Józefem Piłsudskim – Litwakiem, czyli pogardliwie litewskim Żydem, zdrajcą, agentem Niemiec i jednocześnie agentem Rosji. Czy mamy jeszcze jakieś świętości?
I te świadectwa nacjonalistycznej prawdy sygnują ludzie, którzy przez lata byli płatnymi donosicielami peerelowskich służb bezpieczeństwa, podlizywali się ówczesnej władzy uczestnicząc w obrzydliwych działaniach w rodzaju PRON lub antysemickim Stowarzyszeniu Grunwald lub niedouczeni kretyni. Twarzą narodowego patriotyzmu, hołubioną w „narodowych” mediach staje się wyjątkowo paskudna kreatura – Marian Kowalski – faszysta i antysemita, a do tego nieuk i chuligan. A wszystko zostaje podlane sosem prostackiej i powierzchownej religijności mocno lansowanej przez najwyższych hierarchów kościelnych wspomaganych dziwacznymi postaciami specyficznych dewiantów w rodzaju niejakiego Jacka Międlara.
Jeśli myśleliście, że Polska – lepiej lub gorzej, ale nieustannie – rozwijała się przez ostatnie ćwierćwiecze, to byliście w błędzie. Polska upadała, była rujnowana rządami zdrajców i Żydów, a to w zasadzie to samo. Dopiero teraz prawdziwi patrioci odzyskują Polskę. Podnoszą ją z kolan i z ruin. I podniosą wtedy, jak już zlikwidują wszystkich sprzedawczyków, zdrajców, nieczyste elementy rozmaitego podejrzanego pochodzenia. Dopiero wtedy „z dymem pożarów z kurzem krwi bratniej” Polska będzie naprawdę wielka. Ein Volk, ein Reich, ein Führer.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Smutno mi Boże

Nie przypadkiem tytułem dzisiejszych rozważań są powtarzające się słowa „Hymnu” Słowackiego, bo to ten właśnie utwór jest niewątpliwym symbolem polskiego romantycznego patriotyzmu – uczucia składającego się ze zwątpień, żalu i tęsknoty.

Dzisiaj na wielkiém morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.

Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi Boże!

Na podstawie projektu czternastolatka, który wygrał konkurs zatytułowany „Młodzi o Warszawie” zrealizowano film, którego źródłem była piękna piosenka Czesława Niemena „Sen o Warszawie”.

Piosenkę śpiewają i grają artyści o różnym kolorze skory, różnych religii, z różnych stron świata. Taka mogłaby być Warszawa, taka mogłaby być Polska. Ale nie jest.

Polska dziś to ochrypnięty głos neonazisty mieniącego się patriotą, wrzeszczącego o tym, że śmierć wrogom ojczyzny i precz z imigrantami.
Smutno mi Boże.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Rasizm nasz powszedni

Pisząc wcześniej o polskim antysemityzmie w aspekcie głównie historycznym, starając się być obiektywnym i podając źródła, „zapracowałem” sobie na miano żydowskiego pachołka i kilka innych obelg i pogróżek, które bez zbędnych ceregieli pousuwałem z komentarzy. Opinię, że „ochoczo” oskarżam „wszystkich” Polaków, usłyszałem nawet z najmniej spodziewanego kierunku. Dziś twierdzę na dodatek, że spora część Polaków to rasiści i dotyczy to nie tylko jakiejś grupy młodych narodowców urzeczonych patriotyczną ideologią, ale niestety także pokoleń starszych.

WSTĘP
Rasizm ma swoje korzenie w bardzo odległych historycznie czasach. Wiele stuleci przed naszą erą indoeuropejscy Ariowie najechali negroidalnych Drawidów i wprowadzili zasady segregacji rasowej (warn) uzasadnione religijnie, które do dziś istnieją w przejawach społeczeństwa kastowego w Indiach. Rasizm uzasadniany religijnie istniał też od czasu podboju Ameryki przez przybyszów z Europy i rozwijał się szczególnie mocno w Kościołach amerykańskich w czasach trwania niewolnictwa, które uzasadniano wolą boską. Ku Klux Klan, który powstał po przegranej wojnie secesyjnej w USA także posługiwał się retoryką religijną. Trzeba też przyznać, że wielu przywódców religijnych rasizm potępiało, jednak przeważnie byli to przywódcy czarni, tacy jak pastor Martin Luther King lub biskup Desmond Tutu.
Pseudonaukowe podwaliny rasizmu opracował po raz pierwszy Francuz – Joseph Arthur de Gobineau – w połowie wieku XIX. To właśnie on sformułował teorię rasy aryjskiej (wywodzącej się od Ariów), która miała być lepsza od innych i jej potomkami miała być rzekomo szlachta francuska i niemiecka. Gobineau stworzył też teorię apartheidu, a więc postulatu separacji rasowej i czystości rasy. Nacjonalistyczny aspekt rasizmu powstał jednak w Niemczech, za sprawą ideologa pangermanizmu Houstona Stewarta Chamberlaina, który nawiasem mówiąc miał pochodzenie brytyjskie. Koncepcje Chamberlaina zostały wykorzystane w III Rzeszy do stworzenia rasistowskiego dogmatu segregującego narody na lepsze i gorsze. Warto przy tym dodać, że antysemityzm jest jednym z aspektów rasizmu i bardzo często nadawano mu uzasadnienie religijne, które choć bardzo prymitywne (Żydzi zabili Jezusa), funkcjonuje do dziś najczęściej w ksenofobicznych wspólnotach katolickich.

RASIZM DZIŚ
Pomijając antysemityzm, o którym wcześniej już pisałem, rasizm w Polsce najczęściej był zjawiskiem wstydliwie ukrywanym. Od zakończenia Drugiej Wojny Światowej nie wypadało po prostu być antysemitą, bo zbyt łączyło się to z hitleryzmem. Nie wypadało być także rasistą skoro Polska oficjalnie włączyła się w grono krajów walczących ze spuścizną kolonializmu i w ramach pomocy przyjmowała na studia wielu studentów o innym kolorze skóry.
Dziś mamy do czynienia z niepokojącymi objawami. W Rzeszowie zawodowy żołnierz, mężczyzna blisko czterdziestoletni, dopuścił się pobicia ucznia, który w Polsce przebywał w ramach programu Erasmus. Portugalczyk miał ciemniejszą cerę niż przeciętny obywatel naszego kraju. Żołnierz nie tylko pobił nastolatka, ale wykrzykiwał też rasistowskie obelgi, których tamten nawet nie mógł zrozumieć z powodu bariery językowej*. Wcześniej, pod koniec października 2015 w Słupsku na tle rasowym pobito czterech studentów z Turcji. Przebywali w Polsce w ramach wymiany naukowej. Również i w tym przypadku nie był to chuligański wyczyn rozwydrzonej młodzieży i nie da się tego tłumaczyć niedojrzałością i głupotą. Napastnicy mieli po 40 lat. Także w październiku na tle rasistowskim pobito obywatela Angoli w Białymstoku. Rasistowskie ekscesy nie są czymś nowym. W 2009 roku głośne było pobicie ciemnoskórego Francuza także w Białymstoku, który zresztą jest charakterystycznym miejscem na rasistowskiej mapie Polski. Trzy miesiące wcześniej miejscowi rasiści chcieli tam pobić Kubańczyka, pechowo, bo napadnięty boleśnie złoił im skórę. W zasadzie w każdym większym mieście dochodziło w ciągu ostatnich lat do rasistowskich incydentów. W 2012 roku w Olsztynie, w 2015 zdarzyło się kilka pobić w Poznaniu – miedzy innymi napadnięto Syryjczyka i obywatela Chile. Wśród pobitych obcokrajowców są ludzie z całego świata. Niektóre napaści świadczą o tym, że w Polsce wystarczy mieć nieco ciemniejszą karnację skóry i ciemne włosy, aby zostać ofiarą rasistowskiego napadu. Całkiem niedawno 11 maja 2016 w Bydgoszczy grupa zagranicznych studentów została zaatakowana przez narodowców, ponieważ „byli obcy”. Napadnięci pochodzą z kilku krajów – Turcji, Słowacji i Czech, a są studentami Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w ramach programu Erasmus.
Nie da się ukryć, że gwałtownie rosnąca liczba incydentów rasistowskich ma tło polityczne. Od przegranych wyborów w 2007 roku PiS w oczywisty sposób zaczął szukać sprzymierzeńców wśród środowisk uznawanych za rasistowskie i ksenofobiczne. Z jednej strony były to legalne organizacje tzw. narodowców, z drugiej chuligani stadionowi potocznie nazywani kibolami. Rasistowskie i antysemickie zachowania w patriotycznym sztafażu stały się coraz powszechniejsze przy okazji rozmaitych świąt i rocznic państwowych. Walka z takimi zjawiskami stała się trudniejsza, ponieważ politycy Prawa i Sprawiedliwości natychmiast zaczynali się posługiwać patriotyczną retoryką w obronie zwyczajnych bandytów stadionowych. Wstydliwie przedtem ukrywany rasizm i antysemityzm wypełzł z ciemnych zakamarków i zaczął być w dzisiejszej Polsce jednym z uprawnionych poglądów na świat. Całkiem niedawno premier Beata Szydło zakończyła istnienie Rady ds. Walki z rasizmem i Ksenofobią, którą kilka lat wcześniej powołał Donald Tusk. Całkiem też niedawno Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania Wojciech Kaczmarczyk na wyraźnie postawione pytanie odpowiedział, że nie widzi przeszkód by np. hotelarz mógł odmówić obsłużenia klienta z powodu koloru skóry lub orientacji seksualnej. Uważa bowiem, że jest to kwestia wolnego rynku i umowy zawieranej pomiędzy sprzedającym i kupującym, zatem możliwe jest odmówienie usługi także z powodów rasistowskich. Nic dziwnego zresztą, jeśli wspomnimy, że całkiem niedawno przywódca tego obozu politycznego Jarosław Kaczyński określał uchodźców z Syrii jako osoby roznoszące choroby i pasożyty. Skojarzenie z wypowiedziami faszystów sprzed blisko osiemdziesięciu lat nie są ani przypadkowe, ani celowe, lecz po prostu nieuniknione. Swoją drogą, chyba dziś Polska nie przyjęłaby tysięcy uchodźców z Grecji, bo wszyscy mają znacznie ciemniejszą skórę i przeważnie ciemne włosy. W przypadku ostatniego z wymienionych wcześniej napadów rasistowskich mamy już efekt „promieniowania” postawy władzy niżej. Policjanci nie chcieli przyjąć zgłoszenia napaści i zdecydowanie zniechęcali poszkodowanych do zgłaszania napadu.
Walka z rasizmem staje się zadaniem beznadziejnym w sytuacji, gdy ze strony władz widzimy, jeśli nie poparcie dla takich zachowań, to przynajmniej milczące pobłażanie. Sytuację utrudnia też dość powszechna w Polsce mentalność klanowa (zwana też plemienną). Jest to pewnego rodzaju atawizm, ponieważ była taka mentalność powszechna w społeczeństwach żyjących często w niewielkich grupach plemiennych. W czasach nam bliższych też obserwować można takie zachowania. Grupa ludzi żyjąca w trudnych warunkach wytwarza szczególne więzi, są wzajemnie od siebie zależni i solidarność między nimi może być warunkiem przeżycia wszystkich. Mała społeczność jest też bardziej zagrożona odstępstwami od przyjętych norm, a więc bardziej zdecydowania zwalcza odstępców. Takie zasady obowiązywały w czasach wspólnot pierwotnych, ale też dziś obowiązują choćby wśród amazońskich Indian. Odszczepieńca w najlepszym wariancie wypędza się ze społeczności, co często równoznaczne jest z karą śmierci. W podobny sposób funkcjonowały małe społeczności na dalekiej północy – są na ten temat dobrze opisane przykłady w literaturze szwedzkiej lub amerykańskiej. W Polsce taka mentalność obowiązywała również na wsi, świetnie opisał to Władysław Reymont w „Chłopach”.
Jaki ma to związek z rasizmem? Otóż w takiej klanowej mentalności zasadą podstawową jest solidarność i obrona własnego klanu nawet wbrew logice i innym moralnym zasadom, czyli „bronię swoich za wszelką cenę, bo tylko oni są dla mnie oparciem w razie zagrożenia”. W ten sposób w Polsce zaprzecza się, bagatelizuje i fałszuje istnienie rasizmu i antysemityzmu, a gdy ktoś próbuje podważyć powszechnie obowiązujące złudzenia, natychmiast staje się publicznym wrogiem numer jeden. Spotkało to Jana Tomasza Grossa, któremu odmówiono prawa do czucia się też Polakiem (przypomnijmy, ma pochodzenie żydowskie). Dlatego też wciąż zmagamy się z rasizmem w Polsce, ponieważ nadal nie potrafimy przyznać, że rasizm i antysemityzm w Polsce istnieje i że nie jest wcale problemem marginalnym.


* Już po napisaniu tekstu przeczytałem w natemat.pl informację, że incydentu w Rzeszowie prawdopodobnie nie było. To cieszy, ale szkoda, że tylko jeden okazał się nieprawdziwy.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.2/10 (10 votes cast)

Gorsi niż uchodźcy?

Jeśli przejrzymy facebookowe grupy polskie o tematyce narodowej znajdziemy ich multum. Dziesiątki tysięcy Polaków, jeśli nie setki tysięcy, „lubią” tzw. fanpejdże o tematyce nacjonalistycznej, antyimigranckie i ksenofobiczne. Jeślibyśmy mieli swą wiedzę czerpać z Facebooka, to uchodźcy są zarazą, którą trzeba mordować, niszczyć ogniem i mieczem, bo w przeciwnym razie zniszczą nasz wspaniały świat sielankowej Polski żyjącej zgodnie z nakazami miłosiernej religii chrześcijańskiej.
Tymczasem brytyjska bulwarówka „The Sun” napisała, że w ciągu ostatnich pięciu lat w samym tylko Londynie aresztowano 34 905 przybyszy z Polski.
Polscy obywatele popełnili 84 morderstwa, 129 gwałtów, 866 napaści seksualnych, 480 rozbojów, 2094 włamania i prawie 7500 brutalnych zbrodni. Polacy są rekordzistami pod tym względem wśród wszystkich grup imigranckich.

Top 10

Pośród TOP 10 polskich kryminalistów jest czterech morderców i bandytów stadionowych. Takich samych jak ci, których politycy PiS nazywali zatroskanymi o los ojczyzny patriotami. Tak to Polacy „ubogacają” miejscową brytyjską kulturę. W tym kontekście znacznie łatwiej zrozumieć, że David Cameron chciał sobie zagwarantować, że z imigrantów unijnych wyeliminuje Polaków. Nawiasem mówiąc rząd PiS się na to zgodził pod warunkiem wsparcia (dość iluzorycznego) polskich dążeń do obecności wojsk amerykańskich w Polsce.
Oczywiście wiemy, że Polak w Zjednoczonym Królestwie to nie tylko morderca i bandyta. Że wielu naszych rodaków tam studiowało, że pracują ciężko i uczciwie. Jednak w tym kontekście bezrozumne poparcie dla ksenofobicznych debili polskich jest szyderstwem pod adresem nas samych.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Antysemicka tradycja

Wrogość wobec „obcych” jest w jakiejś mierze częścią ludzkiej natury od czasów wspólnot pierwotnych, które rywalizując ze sobą o żywność, gotowe były się z tego powodu powyrzynać wzajemnie. Z drugiej strony, gdy nie było zagrożenia, ludzkie wspólnoty chętniej się łączyły we współpracy, wiedząc, że łowiecka solidarność może oznaczać więcej mięsa dla wszystkich. Tak ludzkość wyszła z epoki wspólnoty pierwotnej i zaczęły tworzyć się większe organizmy społeczne. Jednak są też negatywne konsekwencje tego stanu rzeczy.

Łowiecka skłonność do współdziałania i wzajemnej pomocy ujawnia się bowiem z wielką mocą również w sytuacjach agresji wewnątrzgatunkowej. Solidarność w łowach przeobraża się w solidarność w boju -i tak rodzi się wojna. Ironią losu jest fakt, że to właśnie owa głęboko w nas zakorzeniona psychiczna potrzeba dopomagania towarzyszom stała się głównym źródłem wszystkich największych okropności wojny. Ona to właśnie popychała nas zawsze do łączenia się w groźne, krwiożercze gangi, tłumy, hordy i armie; bez niej grupy te nie miałyby spoistości, a akty agresji znów stałyby się „spersonalizowane”. (Desmond Morris, „Naga małpa”)

Nietrudno w tym kontekście zrozumieć atawistyczne ciągotki hord narodowców z racami i puszkami piwa w łapach, którzy wywrzaskują swoje rasistowskie i antysemickie hasła.
Drugim aspektem agresji wobec „obcych” jest religia, która w przeciwieństwie do pierwotnych wierzeń miała sformalizowaną postać i „zawodowych” przedstawicieli bóstwa, którzy zawsze mieli pokusy działania na własną rękę w imieniu tegoż bóstwa.
Zauważmy, że religie politeistyczne rzadko brały udział w śmiertelnej rywalizacji między wyznawcami. Bywało, że zwycięzcy przyjmowali bóstwa pokonanego plemienia. Może i były te bóstwa słabsze, ale zwycięzcy wcale nie chcieli zadzierać z cudzymi bogami i duchami opiekuńczymi. Nieszczęście się zaczęło,gdy pojawiła się religia monoteistyczna zaprzeczająca istnieniu innych bóstw, a ustami swych kapłanów żądająca wyniszczenia wyznawców innych religii. Złośliwość historii spowodowała, że pierwszą taką religią był judaizm.

Średniowiecze
Pisałem już poprzednio, że jednym z pierwszych polskich antysemitów był Jan Długosz. W każdym razie pierwszym udokumentowanym, ponieważ w swoich kronikach zapisał sporo własnej niechęci do Żydów. Niektórzy zresztą twierdzą, że antysemityzm jest nieodłączną cechą chrześcijaństwa i pojawiał się od początku istnienia tej religii. Jeśli przeanalizujemy historię nowożytnej Europy, okaże się jednak, że nie odpowiada to prawdzie. Warto pamiętać, że w długiej historii Żydów przechodził ten naród rozmaite koleje losu. O ile wiemy, ze tysiąc lat przed naszą erą tworzyli lokalne mocarstwo na Bliskim Wschodzie, to kilkaset lat później zostali podbici przez Asyrię, a potem Babilonię. To była pierwsza żydowska diaspora. Potem Żydzi zmagali się z dominacją Egiptu oraz egipską niewolą, a później z dominacją Rzymu. W drugim wieku po kolejnym żydowskim powstaniu Rzymianie ostatecznie zlikwidowali niepodległe królestwo, a ludność zdziesiątkowali. Wówczas nastąpiło kolejne rozproszenie ludności żydowskiej, której część trafiła na peryferie Cesarstwa Rzymskiego, a po jego upadku Żydzi w Europie byli największą diasporą. Blisko tysiąc lat pobytu Żydów w Europie nie obfitowało w jakieś szczególne zjawiska antysemickie. Być może dlatego, że w większości krajów Żydzi stanowili odrębny stan, z reguły cieszyli się ochroną panujących, jako że zajmowali się ich finansami.
W Polsce pojawili się w większej liczbie w wieku XI i XII, osiedlali się w miastach, a także założyli kilka wsi i zajmowali się uprawą roli. Ponieważ byli grupą różniącą się religią zdarzały się prześladowania na tle religijnym, które zintensyfikowały się w okresie religijnego fanatyzmu powiązanego z wojnami krzyżowymi. Nadal jednak nie było żadnego oczywistego mechanizmu identyfikującego chrześcijan jak zdecydowanych antysemitów, nie było też żadnej antysemickiej ideologii.
Można pokusić się o stwierdzenie, że antysemityzm został wynaleziony przez Innocentego III. Żyjący na przełomie XII i XIII wieku papież Innocenty III jest uważany za jednego z najpotężniejszych politycznie papieży średniowiecza.

Innocenty III zapoczątkował – katolicki antysemityzm, rzekomo „odwieczny”. Objąwszy tron papieski, wezwał władców chrześcijańskich, by anulowali oprocentowanie długów chrześcijan wobec Żydów – sam był im za wiele dłużny. W 1205 roku ogłosił, że za ukrzyżowanie Chrystusa Żydzi skazani są na wiekuistą niewolę, a w 1215 r. nakazał Żydom umieszczać na swej odzieży specjalny znak. Jego pasje religijne zawsze kierowały się przeciw cudzym pieniądzom. (Stefan Bratkowski, „Nieco inna historia Polski”)

Wezwania papieża doprowadziły do wzrastającej fali antysemityzmu w kolejnych krajach, a to powodowało, że pod wpływem pogromów i prześladowań Żydzi kierowali się w stronę Europy Środkowej. Stąd wzrastająca liczba Żydów w Polsce. O dalszym rozwoju antysemityzmu w Polsce pisałem wcześniej, więc nie ma sensu pisać tego powtórnie.

Wieki nowe
Reformację poprzedziło pojawienie się nowych prądów umysłowych w Europie, które jako epoka zwana Renesansem stały się czynnikiem wspierającym reformację. Kościół Katolicki, który wciąż miał wielka władzę polityczną, przestał być jakimkolwiek autorytetem moralnym, a już na pewno nie był autorytetem intelektualnym. Europa Zachodnia stopniowo pogrążała się w otchłani okrutnych wojen religijnych, które zdominowały rozwój kontynentu na wiele lat. Nawet zdobycie Ameryki i napływ do Europy ogromnych bogactw tego nie zmienił. Szaleństwo religijnych wojen w dużym stopniu wyniszczyło Europę Zachodnią, przez co dobrobyt panujący w Polsce stawał się czymś godnym zazdrości.
W połowie XVI wieku papieski legat Commendone pisał o Polsce z pewnym zdziwieniem, a może i potępieniem:

Na tych obszarach spotyka się wielkie masy Żydów, którymi się aż tak nie pogardza jak gdzie indziej. Nie żyją w stanie poniżenia i nie ogranicza się ich do nikczemnych zajęć. Mają ziemię, trudnią się handlem i studiują medycynę oraz astronomię. Posiadają wielkie bogactwa i nie dość, że zalicza się ich do porządnych ludzi, ale także sprawują nawet niekiedy władzę nad sobą. Nie noszą żadnych wyróżniających ich oznak i pozwala się im nawet nosić broń.

Jeszcze wtedy prawo był w Polsce było przestrzegane, tolerancji pilnował król, ale i sama szlachta. Choć już wówczas był głośny ksiądz Jakub Wujek, który głośno wyrażał idee przyświecające wojnom religijnym na zachodzie. Niedługo potem kontrreformacja w Polsce zacznie wygrywać i będzie to oznaczało nie tylko koniec tolerancji, ale i powolny koniec złotego wieku. Pojawiła się w tym czasie postać nikczemna, błędnie w naszej historii oceniana jako wielki patriota – jezuita Piotr Skarga. Stał się sławny z wygłaszania alarmistycznych kazań, w których groził Rzeczypospolitej upadkiem i hańbą, przez co w późniejszych wiekach został uznany za proroka. Jednak nie zwalczał on symptomów pojawiającego się zgnuśnienia, łamania praw, osłabiania władzy. Mówiono, że jego kazania „pachniały krwią” – podburzał ludzi przeciw innowiercom i Żydom. Słynne „Kazania sejmowe” nigdy nie zostały wygłoszone i nie odegrały historycznie żadnej roli. Już w kolejnym stuleciu w Krakowie dojdzie do wielu ataków na Żydów i dysydentów,dokonywanych przez krewką młodzież podburzaną przez duchowieństwo. Jak dziwnie to koresponduje ze współczesnymi ekscesami faszyzujących narodowców demonstrujących często z księdzem na czele pochodu. Na marginesie można dodać, że w tym też czasie za przyczyną jezuitów pojawiły się niemądre legendy o tym, jakoby szlachta pochodziła od zupełnie innego niż chłopi, legendarnego narodu Sarmatów. To także był swoisty signum temporis i symbol rozpoczynającego się upadku.
Niestety nowe prawa spowodowały, że Żydom już nie było wolno posiadać ziemi. Kolejne ich tysiące nie zasymilują się już i pozostaną na zewnątrz społeczeństwa. Inne ograniczenia spowodują, że jedynie finanse będą dostępnym dla nich zajęciem. A ponieważ nie mogli inwestować swoich pieniędzy w kraju, inwestowali więc za granicami Polski. W ten sposób pojawiało się przeświadczenie o jakiejś szczególnej skazie Żydów, która każe im szczególnie kochać pieniądze. Zapomniano, że w średniowieczu wielu Żydów osiedlało się na wsi, część zostawała mieszczanami, a nie należały do rzadkości przypadki uszlachcania Żydów.
Szlachta, która traciła powoli umiejętność dobrego gospodarowania, coraz częściej też wyręczała się Żydami, zaciągała pożyczki, żyła ponad stan, więc w wieku XVII i XVIII coraz częściej atakowano Żydów, za to że bogacili się kosztem reszty społeczeństwa, choć prawdziwymi winowajcami tego upadku polskiej wsi byli przedstawiciele stanu szlacheckiego. Nic więc dziwnego, że antysemityzm stawał się coraz bardziej powszechny. Ponieważ antysemityzm należy do poglądów irracjonalnych, więc wyznawcy rozmaitych wrogich wobec Żydów teorii nie zadali sobie nigdy trudu, by swoje teorie zweryfikować.
Niestety ten stan trwa do dzisiaj. Po Drugiej Wojnie Światowej deklarowanie wprost swoich antysemickich przekonań stało się dość kontrowersyjne po tym, jak doszło do wymordowania milionów Żydów. Antysemita stawiał się niejako w jednym rzędzie z hitlerowskimi Niemcami. Stąd na długie lata antysemityzm się wyciszył i był obecny głównie w niewielkim gronie rodziny i znajomych. O pewnych rzeczach nie mówiono też dzieciom, bo to mogło być źle widziane w szkole. Antysemityzm nie zniknął, ale stał się postawą powszechnie ukrywaną. Dopiero po roku 1989 znów pojawił się w przestrzeni publicznej. Powszechnie uważano, że jest to postawa pewnej niewielkiej grupy nieco sfiksowanych i zwykle starszych ludzi. Sprzyjał temu fakt, że jednym z przywódców tzw. narodowców był Bolesław Tejkowski, którego antysemityzm miał postać obsesyjną.
Jednak na początku XXI wieku, gdy w polityce zaczęły odnosić sukcesy ugrupowania konserwatywne, antysemityzm pojawił się na nowo. Partia Prawo i Sprawiedliwość otwarcie kokietowała narodowców, w tym nawet chuliganów powszechnie zwanych kibolami, podkreślając ich patriotyzm i przywiązanie do bohaterskiej historii Polski. A to stało się przyczyną, że wciąż obecny w polskim społeczeństwie rasizm, ksenofobia i antysemityzm uzyskały swoiste prawo obywatelstwa.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (9 votes cast)

Nieliczni egzamin zdali

Pomiędzy ratowaniem Żydów z narażeniem własnego i rodziny życia, a mordowaniem ich dla zysku była ogromna przepaść. Wielu Polaków podczas wojny nie zostało postawionych wobec najbardziej dramatycznych konieczności wyboru. Jednak inni stanęli w obliczu wydarzeń, które stały się miarą ich człowieczeństwa. Nieliczni ten egzamin zdali.

W naszych rozważaniach o Holokauście lubimy podkreślać, że skoro nasza tożsamość jest w porządku, to nic złego nie nastąpi. Nawet jeśli to prawda, to tylko dla wąskiej mniejszości z nas. Bo Zagłada pokazuje co innego – że kiedy sytuacja się zmienia, nasza etyka i tożsamość też potrafią się zmienić. (Timothy Snyder)

Timothy Snyder ma niestety rację. Z perspektywy dnia dzisiejszego możemy nawet dodać, że tożsamość własna może stać się początkiem wrogiej postawy wobec obcych, co bardzo wyraźnie widać, gdy spojrzymy na reakcję Polaków związaną z uchodźcami.
Nie mamy prawa wymagać od nikogo bohaterstwa. Nie wolno czynić komuś zarzutu z tego, że Żydów podczas wojny nie ratował. Strach może paraliżować ludzi, a mają prawo się bać. Dlatego też inaczej należy potraktować ludzi, którzy nie pomagali Żydom ze strachu przed niemieckimi represjami, a inaczej tych, których antysemityzm wcale nie wynikał ze strachu i zagrożenia.
Rodzina Ewy Weinberg podczas wojny znalazła się w Związku Radzieckim. Byli Polakami pochodzenia żydowskiego, a więc w przypadku dostania się pod okupację niemiecką, byli bardziej zagrożeni niż inni. Zatem z ogromną nadzieją przyjęli możliwość ewakuacji wraz z powstającą w ZSRR armią Andersa. Czy mieli taką możliwość? Poniżej kilka fragmentów wspomnień Ewy Weinberg, która wtedy była małą dziewczynką.

Zaraz po naszym przybyciu do Kermine wuj Zygmunt i dr Adam Zyss powiedzieli właściwie chórem: „Nikt nas tu nie chce”. Pamiętam, że pytałam mamę, o jakich nas chodzi, przecież powitano nas konserwami! Z mięsem! Wkrótce zrozumiałam – ojciec zgłosił się kolejny raz, tym razem powiedziano mu wyraźnie, żeby się nie pchał, że mają dość „takich” lekarzy i, w ogóle, że to polskie wojsko.
/…/
Co jakiś czas odbywały się wieczorne spędy, niezmiennie połączone z mszą świętą, zwłaszcza kiedy zawitał biskup [Józef] Gawlina. Razem z gen. [Leopoldem] Okulickim spacerowali między zgromadzonymi, biskup błogosławił i rozdawał święte obrazki, dzieci spodziewały się cukierków, których nie było. Był też, a jakże, hufiec junacki, który śpiewał: „Czy umrzeć nam przyjdzie w boju, czy w tajgach Sybiru nam gnić, z trudu naszego i znooooju Polska powstanie, by żyć” i było podniośle, i moje dorosłe głodomory ocierały łzy wzruszenia. Nie wiem, czy dywizja w swoim składzie posiadała jakiegoś prawosławnego czy unickiego kapelana, wschodniacy byli dyskryminowani tak samo jak Żydzi, a rabina to już na pewno nie było.
/…/
Błąd moich rodziców, naszych przyjaciół i wielu innych z tego grona polegał na głębokim przekonaniu, że jesteśmy Polakami wyznania mojżeszowego – tak się to wtedy nazywało – że nie stanowimy osobnej narodowości. Stanie przy pociągu, który dla mniejszości okazał się dostępny tylko za sowitą opłatą, choć alternatywą mogła być śmierć, stało się znakomitym zabiegiem terapeutycznym… (Ewa Weinberg)*

Dopiero gdy przeczytałem te wspomnienia, dotarło do mnie co w praktyce oznaczały słowa pewnego kombatanta armii Andersa, który w rozmowie użył słów: „Żydków do nas nie przyjmowano”. Dzięki temu też zrozumiałem, że nie wyzwolimy się jako społeczeństwo z kleszczy antysemityzmu, dopóki nie przestaniemy udawać, że jest to problem marginalny.

Nasz prawdziwy ludzki problem polega na tym, że w pewnych sytuacjach jesteśmy skłonni przyjąć jakąś zbrodniczą ideologię, bo uznamy, że nie mamy innego wyboru. Jeśli nam się wydaje, że nie mamy wyboru i musimy zabrać mieszkanie Żydowi, to stajemy się antysemitami, choćbyśmy przedtem nimi nie byli. (Timothy Snyder)

Trudno okupacyjną rzeczywistość porównywać do czasów dzisiejszych, ale można stwierdzić, że dziś również jeśli uważamy, że musimy bronić honoru narodu, obciążając Żydów jakimiś cechami, które w naszym pojęciu stanowią przyczynę Holokaustu, stajemy się antysemitami. Choćby się nam wydawało inaczej.

Jednak nieliczni egzamin zdali. I trzeba o nich pamiętać. Bo ja wierzę nie tylko w statystykę, ale także w przykład i wzór. (Timothy Snyder)

Niech ci nieliczni, którzy egzamin z człowieczeństwa zdali, będą dla nas współczesnych wzorem i przykładem, ale nie alibi dla naszego własnego dzisiejszego samozadowolenia. Bo aktualne wydarzenia pokazują, że współczesne postawy Polaków powodują szyderczy chichot Historii.

31-letni George z Syrii /…/ przyjechał do Polski trzy lata temu. Nie miał w naszym kraju żadnych konfliktowych sytuacji, cały czas czuł się w Polsce bardzo bezpiecznie. /…/ Nagle okrąża go trzech młodych ludzi. – Co tu robisz, k… śmieciu! Sp… z Polski! Zabijemy cię p… muzułmanie! – krzyczą. Chwilę później mężczyzna otrzymuje kilkadziesiąt ciosów. (Gazeta Wyborcza)**

Zanim zaczniemy opowiadać o słynnej polskiej tolerancji musimy uświadomić sobie, że to już tylko historia. Nie jesteśmy odpowiedzialni za to, co robili nasi przodkowie, nie obciąża nas zdrada pod Ujściem, ani Targowica, ale też tolerancja naszych przodków nie jest naszą zasługą i nie może być usprawiedliwieniem naszej dzisiejszej ksenofobii.


* Za możliwość zapoznania się z pamiętnikiem p. Ewy Weinberg dziękuję Piotrowi Sołowiejowi.
** Odnośnik do informacji tutaj.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (9 votes cast)

Puszka Pandory

Według greckiej mitologii człowieka ulepił z gliny Prometeusz i tchnął w niego życie. Bardzo podobnie jak w Biblii. Jednak kobieta nie powstała z żebra pierwszego człowieka, a według Greków została ulepiona z gliny na rozkaz Zeusa przez Hefajstosa. Kobieta nazywała się Pandora i została zesłana na Ziemię jako zemsta bogów za to, że Prometeusz ukradł z Olimpu ogień. Pod tym względem grecka mitologia jest trochę niekonsekwentna, bowiem z jednej strony wiemy, że twory Prometeusza zaludniały już wtedy Ziemię, a z drugiej strony Pandora była pierwszą kobietą.
Bardziej istotna jest jednak dalsza część mitu. Zesłana na Ziemię Pandora otrzymała w posagu beczkę (która w dalszym przekazie stała się puszką) i stanowczy zakaz otwierania jej. Jednak jako kobieta nie mogła oprzeć się ciekawości i namówiła męża do otwarcia daru. Wówczas z tej przysłowiowej puszki Pandory „wyleciały na świat wszystkie smutki, troski, nędze i choroby”*. Pandora szybko zatrzasnęła skrzynkę, ale było za późno, na dnie skrzynki pozostała tylko nadzieja, której Pandora już nie wypuściła.
Dziś często mówi się, że Jarosław Kaczyński swoimi ksenofobicznymi wypowiedziami o konstrukcji takiej samej jak niegdyś nazistowskie filipiki przeciw Żydom, otworzył puszkę Pandory i wypuścił z niej rasizm i ksenofobię. Jest w tym ziarno prawdy, ponieważ cokolwiek uwolniła w dyskursie publicznym wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, lub cokolwiek wpuściła do tej sfery publicznej, to to coś już tam musiało być. Prezes PiS nie jest wynalazcą rasizmu i ksenofobii, on po prostu pokazał wszystkim, że się nie wstydzi, nie boi i że można. Że żadne konsekwencje rasisty nie spotkają.
Z drugiej strony nie jest to cała prawda. Kaczyński od dawna prowadzi działalność polityczną w stylu, który można porównać do wybicia szamba w domowej toalecie. Zaczynał ponad dwadzieścia lat temu od wieszania kukły prezydenta Wałęsy.
kaczynski
I jakoś nie spowodowało to wówczas wybuchu ogólnonarodowej histerii lub nienawiści. Kolejne lata działalności obu bliźniaków Kaczyńskich to była polityka właśnie w takim stylu. Znajdowali oczywiście posłuch u części wyborców, jednak była to liczba zmniejszająca się. W 2010 roku próbujący walczyć o reelekcję prezydent Lech Kaczyński cieszył się już zaledwie kilkunastoprocentowym poparciem. A sondaże poparcia dla partii bliźniaków były jeszcze gorsze.
Pojawienie się fali uchodźców w tym roku też nie jest jakimś ewenementem, który tłumaczy ten wybuch rasizmu i ksenofobii. Jakiś czas temu w związku z wojną w Czeczenii przez Polskę przeszła fala muzułmańskich uchodźców z tego kraju. Było ich około stu tysięcy. Rzecz jasna większość z nich powędrowała do innych krajów, jednak Polska przyjmowała ich, pomagała, finansowała i obywatele naszego kraju nie wpadli z tego powodu w nędzę. Nie było też z tego powodu jakiejś politycznej zawieruchy, a wręcz przeciwnie – pamiętam, że przeważnie byliśmy dumni z tego, że teraz my możemy pomagać uchodźcom, a nie być uchodźcami.
Są i tacy, którzy tłumaczą wzrost postaw rasistowskich biedą i lękiem o byt swój i własnej rodziny. Doskonale się to wpisuje w narrację konserwatywnych środowisk, które wmawiają nam od miesięcy, że Polska jest w ruinie, a ludziom żyje się w Polsce coraz gorzej. Jednak żadne dane tego nie potwierdzają. Polska wieś, na początku lat 90′ bardzo zacofana i biedna, skorzystała na wejściu do Unii i dzięki dopłatom bezpośrednim, a także innym działaniom stała się dużo zamożniejsza. Często bardziej niż środowiska miejskie. Bezrobocie radykalnie spada, i jest dużo niższe niż kilka, a tym bardziej niż kilkanaście lat temu. W ciągu ostatnich ośmiu lat minimalna pensja wzrosła prawie dwukrotnie i to jest odczuwalne, bo inflacja łączna nie przekroczyła w tym czasie kilkunastu procent. Co prawda wraz ze wzrostem gospodarczym rośnie też trochę rozwarstwienie społeczne, ale nadal nie oznacza to wzrostu biedy w Polsce. Można powiedzieć, że wzrost dochodów jest mniejszy niż społeczne oczekiwania, ale jest.
Co zatem jest prawdziwym powodem wybuchu rasizmu i ksenofobii? Co powoduje, że na ulice miast wyszły demonstracje tysięcy ludzi, większe niż wtedy, gdy protestowano przeciw ACTA? Skąd ten wybuch nienawiści, hasła wzywające do wieszania, strzelania i mordowania? Przecież zawsze słyszałem, jakim to wspaniałym, otwartym i tolerancyjnym narodem są Polacy. Zatem kto podmienił Polaków? I na kogo?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Ku Klux Klan

Polacy byli uważani za podludzi, eksterminowani w obozach koncentracyjnych i gułagach na Syberii. Byli wojennymi uchodźcami w Iranie, Indiach, Kanadzie i krajach Afryki. Byli imigrantami w Europie Zachodniej i Ameryce, gdy uciekali przed biedą, ale i prześladowaniami komunistów.
Dziś całkiem hipotetyczna możliwość przyjęcia przez nasz kraj niewielkiej grupy uchodźców z ogarniętej wojną Syrii wzbudziło w Polsce ogromna falę nienawiści. Falę ogromną jak tsunami.

kukluxklan

Na Youtube reklamuje się „Polish Defence League” żywcem przypominająca Ku Klux Klan. Na Facebooku tzw. zwykli ludzie żądają śmierci dla uchodźców. Chcą do nich strzelać, gazować ich w Auschwitz.

reszczynski-fb

Nie bez powodu powstała strona, która te polskie współczesne nienawistne wpisy zestawiła ze zdjęciami hitlerowców z II Wojny Światowej.

tumblr

Ogrom nienawiści do ludzi, którzy nawet jeszcze nie pojawili się w Polsce, jest porażający i przerażający. Fala brudu i zła, która zalała media społecznościowe i fora jest przytłaczająca.
Gdzie podział się kraj, w którym mieszkają ludzie ciężko doświadczeni przez historię, którzy potrafią zrozumieć innych i współczuć im? Gdzie podział się kraj ludzi tolerancyjnych, którzy potrafią pomagać bliźnim, ciężko doświadczonym przez los.
Coście skurwysyny zrobili z moją Polską?!

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (11 votes cast)