Numer drugi pod krzyżem

Jutro narodowe święto. Radość z odzyskanego śmietnika, jak złośliwie kiedyś ujął to pisarz Kaden-Bandrowski. Po ponad stu dwudziestu latach niewoli znowu powstało państwo polskie, nasze własne. Są tacy, którzy chcieliby całą zasługę przyznać jednej i tylko jednej sile. Przeważnie są to wielbiciele marszałka Piłsudskiego, choć z drugiej strony przeciwstawiają się im wielbiciele Romana Dmowskiego. Ja sam dużą rolę przypisuję „armatom ukrytym wśród kwiatów” czyli muzyce. Jednym z orędowników polskiej niepodległości był Ignacy Paderewski. Uwielbiany na świecie, przyjmowany jak król nawet przez amerykańskiego prezydenta. W tych wszystkich zakulisowych staraniach, zabiegach o uznanie polskiej niepodległości sławny mistrz Paderewski odegrał wielką rolę, chyba nie mniejszą, niż ci z bronią w ręku.
W związku z Paderewskim anegdota. Na przyjęciu dyplomatycznym jeden z francuskich polityków zauważył ze zdziwieniem:
– Mistrzu, pan nie pije? A u nas jest nawet przysłowie „pijany jak Polak”.
– Niech się pan nie przejmuje, przysłowia kłamią – odparł błyskawicznie Paderewski – u nas jest przysłowie „grzeczny jak Francuz”.
Dziś w przeddzień rocznicy prezydent przyznał najwyższe polskie odznaczenie kilku znanym z najnowszej historii osobom. Nie jest ważne, jaka była ich droga w wolnej Polsce, ważne jest jak do tej wolnej Polski dotarli. Jakie były ich zasługi. Główna w kraju telewizja informacyjna TVN24 transmitowała te uroczystości. Trwało to może kilkanaście minut. Jednak od kilku godzin nie to jest najważniejszym tematem.

Na stronie tvn24.

Na stronie tvn24.


Na stronie internetowej stacji dość długo to był numer jeden. W samej telewizji scenkę z Krakowskiego Przedmieścia mogłem obejrzeć kilkakrotnie. Jakiś czas później telewizja znalazła nowy gwóźdź programu.
Telewizja o przeniesieniu krzyża.

Telewizja o przeniesieniu krzyża.


Już od kilku godzin motywem głównym jest przeniesienie krzyża do kościoła św. Anny. Księża i urzędnicy kancelarii prezydenta rozpytywani są w tym temacie w atmosferze prawie że oskarżenia o jakiś niecny czyn. Zapewne niedługo atmosfera zostanie podgrzana wypowiedziami polityków PiS. Wieczorem zaproszenie politycy będą mieli okazję pokłócić się na żywo. Nawet Kaczyński i jego comiesięczny wieniec to już tylko numer drugi*. A gdzie Święto Niepodległości, wręczone dziś ordery, ciekawa inicjatywa kotylionowa prezydenta, przygotowania do jutrzejszej rocznicy? Czy w ogóle ta rocznica jest dla TVN24 ważna, skoro emocje wokół niej prawie wygasły?
Przysłowia kłamią. W Polsce mieliśmy przysłowie „rzetelny jak TVN24”.


* Tytuł felietonu jest świadomym nawiązaniem do znanej powieści Marka Twaina.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Demony i anioły

Tymi dwoma słowami można dziś określić, jaki jest obraz świata widziany oczami zwolenników PiS. Przypomnijmy, że cała ideologia tej partii ma swe źródło w negacji rzeczywistości dwudziestu lat wolnej Polski. Widać to już było w sposób jaskrawy w czasie kampanii wyborczej 2005 roku. „Dziadek z Wermachtu” pojawił się nieprzypadkowo i nie był tylko harcem nieposłusznego Jacka Kurskiego. To był istotny sygnał, jaką walkę polityczną będą preferować bracia Kaczyńscy i polaryzacji, którą postarają się wszczepić społeczeństwu. O ile wcześniej podziały polityczne i walka – czasem bezpardonowa – rozgrywały się na salonach politycznych, to po 2005 roku PiS postawił sobie zadanie podzielenie społeczeństwa. Przeciwnicy to byli ci, którzy się dobrze urządzili w przestępczej Trzeciej Rzeczypospolitej, którzy uwikłani byli w sieć układów, byli liberałami, łże-elitami i którzy wreszcie bali się uczciwych rządów PiS, bo przestępcy boją się karzącego ramienia sprawiedliwości.
W powszechnym odczuciu taką skorumpowaną warstwą byli lekarze, więc największą pokazówkę zaserwował nam ówczesny minister aresztowaniem doktora Garlickiego. Wielu ludzi wciąż winiło lewicę, która zajmując się głównie naszym wejściem do Unii, zaniedbała sprawy socjalne. Dlatego też akcja wymierzona w Barbarę Blidę, która „jak posiedzi, to coś powie”, miała dać nadzieję na szerszą pacyfikację SLD. A ponieważ do nowo powstającego CBA zatrudniano ludzi bez kwalifikacji, to wyszło tak, że chłopcy naoglądali się Jamesa Bonda i próbowali działać tak samo. Co prawda pani Sawickiej daleko było do Izabelli Scorupco czy Ursuli Andress, ale i agent Tomek bardziej przypominał eleganta z wiejskiej potańcówki niż Rogera Moore. Taki sposób realizacji skutecznie ośmieszył ideę IV RP i dziś nawet prezes Jarosław Kaczyński o tym nie wspomina.
Jednak budowanie podziału na:
my – dobrzy katolicy, patrioci, uczciwi i praworządni oraz
oni – skorumpowani, złodzieje, ateiści, liberałowie, którzy chcą sprzedać Polskę Rosjanom i Niemcom
udało się w sporej mierze. Jeden z ojców duchowych, ksiądz Małkowski mówi: Katastrofa smoleńska, to zbrodnia z zimną krwią, planowana w szczegółach przez kilka miesięcy wcześniej, wykonana przy współudziale służb rosyjskich i jakichś istotnych czynników na Zachodzie i oskarża nazwiskami: Tuska, Komorowskiego, Arabskiego, Klicha, uważając, że powinni trafić jako zbrodniarze przed sąd. Wpisuje się to oczywiście w całą metodę budowania świętości i wielkości Lecha Kaczyńskiego – najlepszego prezydenta Polski. Tzw. „obrońcy krzyża”, również mieli znaleźć w tej legendzie swoje miejsce – prześladowanych, bitych i zabijanych. Niestety niedawna ekshumacja zwłok jednego z nich, zmarłego rzekomo w wyniku pobicia, nie pomogła. Sekcja wykazała, że zmarł z przyczyn całkowicie naturalnych. Nie nadaje się to już do mediów, ale wśród moherowych wyznawców mało świętego Tadeusza Rydzyka szeptana wieść głosi, że zabijają pod krzyżem i że dziś obrona wartości katolickich to jak w starożytnym Rzymie, gdy chrześcijan rzucano na pożarcie lwom.
Niedawne morderstwo w Łodzi dało kolejny impuls do działania w nadchodzącej kampanii samorządowej. Wreszcie stało się coś, co naprawdę nadaje się do mediów. Z dramatycznym apelem wystąpił kandydujący na prezydenta Łodzi niedawny prezydencki minister Waszczykowski. Ze łzami w oczach mówił: Nie zabijajcie nas! Wystąpienia na dzisiejszym pogrzebie również powielały ten sam stereotyp. Jesteśmy zabijani, mordowani – bo jesteśmy prawdziwymi Polakami, katolikami i obrońcami wiary oraz tradycji.
Jednym zdaniem, wiemy kim są anioły.
Demony to Platforma. Znany zwolennik PiS i przypadkowo również socjolog i profesor Krasnodębski wyraża swe najgorsze obawy: PiS może zostać zdelegalizowany, a ludzie popierający partię mogą być mordowani. Naczytał się chyba Roberta Ludluma. Pytanie jak został profesorem ktoś, kto wykazuje tak zatrważający brak szarych komórek. Skoro zdelegalizujemy PiS, to po co ich mordować? Żeby mieli męczenników? Przecież wystarczy ich zabijać śmiechem. Prognozą profesora jest dyktatura w Polsce. Zapomniał jednak, że jesteśmy w UE. Nawet Jarosław Kaczyński nie byłby w stanie wprowadzić dyktatury. Konsekwencje ekonomiczne i polityczne byłyby porażające dla wszelkich takich zamiarów. Krasnodębski mówi też o tym, że Tusk nie zawaha się tłumić masowych protestów brutalnymi silami policji, że może dojść do ogólnonarodowej rewolty Polaków, która zmiecie rząd.
A kogo miałby niby rząd tą brutalną siłą pacyfikować? Stu ledwo trzymających się na nogach „obrońców krzyża”? Po co? Wystarczy poczekać na mocniejszy wiatr.
Patrząc na wydarzenia ostatnich trzech lat, to jakiś mało demoniczny ten demon Tusk. Cierpliwy jak wychowawca w przedszkolu, grzeczny jak doradca w banku. I pomimo upartego zaklinania rzeczywistości nikogo nie chce spacyfikować. Za czasów Lecha Kaczyńskiego policja ścigała bezdomnego, który po pijaku ozorem chlapnął coś na prezydenta, a teraz zupełnie na trzeźwo niektórzy rzucają oskarżenia, które jak nic kwalifikują się do rozpatrywania z artykułu 212 KK. I nic, kiepska ta dyktatura Tuska.
Demony zapewne straszą działaczy PiS w nocy, w zaciszu ich własnych sypialni. Ale te demony nic nie mają wspólnego z rzeczywistością, od której oni się bardzo oddalili.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (13 votes cast)

Im gorzej, tym lepiej

Konkurs na największego kłamcę Jarosław Kaczyński wygrałby w cuglach. Choć czasami zdarza mu się też powiedzieć prawdę. Zapewne niechcący. Chcemy, by ten kraj był rzeczywiście nasz – powiedział dziś podczas wieczornej awantury na Krakowskim Przedmieściu. I na tym prawda się kończy. Tak, z całą pewnością Jarosław Kaczyński chce by ten kraj był jego i jemu podobnych. Chce móc odebrać ten kraj milionom normalnych ludzi. Następnie dodał, że chce: by nikt nie ośmielił się znieważać krzyża, który jest znakiem naszej wiary. Nie tak dawno zaś przyznał, że krzyż jest substytutem pomnika. Zatem kto naprawdę znieważa krzyż?
Nie tak dawno jeszcze był spokój i cisza na Krakowskim Przedmieściu, dziś od rana kolejna awantura. W zasadzie może należałoby sie przyzwyczaić do tego, że przed siedzibą władz odbywać się będą jakieś demonstracje i protesty. W Londynie przed Westminsterem za każdym razem widziałem jakichś protestujących, ich transparenty i namioty.

Protestujący przed Westminsterem

Protestujący przed Westminsterem


Tylko nie wywrzaskuje tam swoich żądań szef partii opozycyjnej, tam opozycja przemawia w parlamencie i współtworzy demokrację. Wyobraźmy sobie Gordona Browna, stojącego przed Westminsterem wraz ze skandującym tłumem, który oświadcza, że Cameronowi to on ręki nie poda, a do starej raszpli królowej nie pójdzie, bo to on miał te wybory wygrać. Raczej niemożliwe.
Od chwili swej klęski w 2007 roku Jarosław Kaczyński – jak indiański szaman – zaklina rzeczywistość. Wraz ze swymi przybocznymi wieszczy wciąż upadek państwa. Chyba najradośniejszą chwilą w ciągu ostatnich trzech lat był rozprzestrzeniający się kryzys i nadzieja, że pochłonie tez Polskę. Nie udało się. Rząd nie posłuchał „rad” PiSu, aby szerokim strumieniem pieniędzy dofinansować banki i inne instytucje finansowe. Wbrew całej Europie wdrożył program oszczędnościowy i zacisnął pasa i to dało efekty.
Dziś wierni fani prezesa cieszą się, że mimo wszystko należy dalej zaciskać pasa i rząd musiał podwyższyć podatek VAT. Wróżą wszystko co najgorsze. Tematem podstawowym jest jednak wciąż katastrofa w Smoleńsku i wmawianie rodakom, że o to żyjemy w kraju sprzedanym Rosjanom i Niemcom. Że na Lecha Kaczyńskiego dokonano zamachu, że teraz jedynie jego brat Jarosław może uratować niepodległość. Tłum przed pałacem śpiewał wraz z Jarosławem Kaczyńskim: Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie. Tak, wolną ojczyzna to będzie tylko wtedy, gdy rządzić będzie Jarosław Kaczyński.
Prawie trzydzieści lat temu, po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego kraj został poddany ostrym sankcjom gospodarczym ze strony USA i krajów zachodnich. Niektórzy wówczas mówili, że to tylko wyniszczy naród, bo czerwone pijawki tego nie odczują. W jakiś sposób potwierdził to ówczesny rzecznik rządu Jerzy Urban słynnymi słowami o tym, że rząd się wyżywi. Jednak spora część ludzi miała nadzieję, że to embargo obnaży i tak już fatalną kondycję peerelowskiej gospodarki i w końcu zmusi komunistów do ustępstw. Tak też się stało. Powtarzano wówczas, że im gorzej, tym lepiej. Tylko wtedy nie mieliśmy niezależnego państwa i nie mieliśmy władz wybieranych w demokratycznych wyborach. Dziś mamy. Tylko Jarosław Kaczyński ich nie uznaje. Jarosław Kaczyński uznaje wyłącznie Jarosława Kaczyńskiego.
Niedawno Anna Fotyga zarzucała premierowi Tuskowi stan bliski zdrady. Moim zdaniem Kaczyński jest blisko zdrady stanu. Bardzo blisko.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.0/10 (10 votes cast)

Sześć miesięcy

Pół roku mija od dnia, w którym Polska skamieniała na wieść o tragicznym wypadku w Smoleńsku. Można by rzec, że było jak u Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie wciąż rosło.
Sytuacja polityczna w Polsce była niedobra. Kompletny brak współpracy prezydenta z rządem, prezydent nawet nie ukrywał, że jest prezydentem PiSu – a nie wszystkich Polaków. Permanentna wojna w sejmie i w mediach trwała od przegranych przez PiS wcześniejszych wyborach. Nadzieją były wybory, ponieważ Lech Kaczyński w sondażach uzyskiwał w porywach do 20%. Dziś szykowalibyśmy się do wyborów i z ogromnym przekonaniem twierdzę, że urzędujący prezydent miałby małe szanse na udział w drugiej turze, ponieważ trzecim kandydatem był lubiany i liczący się w świecie polityki Jerzy Szmajdziński.
Już kilka dni po katastrofie można było zauważyć niebezpieczną histerię w mediach. Im więcej czasu upływało, tym częściej odzywały się fobie, nienawiść i pospolita głupota. Do wyborów prezydenckich teorie spiskowe trzymane były w drugim lub nawet trzecim szeregu. Ale istniały, były budowane i dopieszczane. Tuż po wyborach wszystko się zmieniło. Na pierwszy plan wysunął się poseł Macierewicz, który wcześniej na zapleczu w Radiu Maryja budował swą teorię o zamachu.
Przegrane wybory prezydenckie uwolniły demony Jarosława Kaczyńskiego. Z dobrotliwego pana przemawiającego z przyjaźnią do Rosjan nic nie zostało, powstał za to list do polityków na całym świecie wzywający prawie do wojny z Rosją. Z hasła „Polska jest najważniejsza” nie pozostało zupełnie nic. Kaczyński nie będzie podawał ręki prezydentowi ani premierowi, nie będzie z nimi współpracował nigdy i nigdzie. Pogarda dla demokracji, jaką w ten sposób wyraził jest bezprzykładna. To już nie jest walka polityczna, ani rywalizacja, to jest nienawiść pełna pasji. Za prezesem idą jego wierni słudzy. Oni też kłamią i nienawidzą. Ta fala wzbierała powoli zaraz po wyborach, ale teraz jest już to prawdziwe tsunami. Wszystkie zawarte w tekście odnośniki udowadniają, że już o tym pisałem i nie chcę nadmiernie tego eksponować przez cytowanie obszernych fragmentów. Niech czytelnik sam przerzuci kilka stron wstecz.
Mija pół roku od katastrofy i jedna z wdów, która nie bierze udziału w tej pielgrzymkowej wyprawie do Smoleńska mówi o budowanej dla prezydentowej Komorowskiej trybunie. Chwilę potem można się dowiedzieć, że trybuna to będzie dla mediów. Brat ofiary wypadku smoleńskiego mówi, że krzyż spod pałacu jest internowany w prezydenckiej kaplicy i nie pozwolą go wysłać na zesłanie. Kaczyński mówi, że jedyne miejsce krzyża jest przed pałacem, a przypomnijmy – całkiem jawnie wcześniej oświadczył, że krzyż jest substytutem pomnika, a więc nie symbolem religijnym. Z tych wszystkich wypowiedzi przebija nienawiść, której nie zaspokoi nic oprócz Tuska z Komorowskim na szubienicy.
Od miesięcy pisałem o tym w swoich tekstach, że niepojęte wydaje się nie działanie polityków PiSu z prezesem na czele. Nie kłamstwa Macierewicza i jego teoria zamachu. Nawet nie bezbrzeżnie idiotyczne oskarżenia Fotygi. Natomiast niepojęte jest zachowanie mediów, które nadal uważają garstkę talibów za poważnych polskich polityków. Rozmawiają z nimi, analizują ich wypowiedzi, pytają innych polityków o opinie na temat insynuacji PiSu i uważają takie zachowania za całkiem normalne. To jest niepojęte. O ile ta tendencja w publicznych mediach jest możliwa do wyjaśnienia – bo tam wciąż tkwią zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego, o tyle media niezależne osiągnęły poziom skundlenia tak niebywały, że nikt wcześniej sobie tego nawet nie wyobrażał, pisałem o tym prawie dwa miesiące temu. A dopiero niedawno zaczęli to dostrzegać niektórzy dziennikarze, parę dni temu skonstatował to premier Tusk podczas konferencji PO.
Dziś już poziom nienawiści osiągnął tak monstrualny wymiar, że zwolennicy PiS przestają rozmawiać ze znajomymi i rodziną. Niedawno podczas przypadkowej dyskusji, gdy pewnej zaperzonej kobiecie powiedziałem, że nie każdy uważa katastrofę w Smoleńsku za zamach, to usiłowała mnie opluć. Po wyborach samorządowych mało prawdopodobne jest zawarcie jakiejkolwiek koalicji przez członków PiS, chyba tylko z tymi, którzy zgodzą się na tezę o zamachu smoleńskim.
Antoni Macierewicz dodaje kolejne fantazje do swej teorii zamachu. Mówi o rzekomym zagrożeniu terrorystycznym, o wycieku z samolotu, o błysku widzianym przez „naocznego świadka”. Tenże świadek staje się też autorytetem, który twierdzi, że skoszenie drzewa nie zmieniło trajektorii lotu prezydenckiego bombowca. Został jeszcze jeden tupolew. Dajmy go zwolennikom teorii zamachu i niech nam udowodnią, że samolot skosi drzewa, a im nic się nie stanie. Pogrzeby możemy wyprawić na koszt państwa – przed końcem roku jeszcze według starych stawek zasiłków ZUS.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

W okopach Świętej Trójcy

Agata Bielik-Robson, która była jednym z głównych gości Janusza Palikota, wypowiedziała ważną, choć odrobinę niedocenioną myśl. Pozwolę sobie rozwinąć tezę pani profesor, przeprowadzając krótką egzegezę. Otóż w państwach zachodnich od wielu dziesiątków lat demokracja rozwija się mając na względzie wolność i prawa jednostki. W polskich realiach prymat nad jednostka miała wspólnota. To już pisałem. Miało to swoje uzasadnienie historyczne. Naród w oblężeniu poddany presji obcych państw, obcych kultur i języków, musiał zewrzeć szeregi i szukać ratunku w jedności.
Była to wspólnota nie tylko narodowa, ale i religijna, bo kościół był miejscem, gdzie śpiewało się i modliło po polsku. Był ostatnią instytucją polską. Zaborcy z jednej strony byli prawosławni, z drugiej protestanccy. Stereotyp Polaka-Katolika powstał właśnie wtedy i wcale nie był śmieszny, ani ironiczny. Kościół hierarchiczny nie bronił Polski – wytykał to Słowacki w Kordianie – ale kościół zwykłych księży tak.
Podobną rolę spełniał Kościół także w drugiej połowie XX wieku. Sam w stanie wojennym brałem udział w w koncertach lub spektaklach o treści zupełnie niereligijnej w kościołach właśnie. Wcześniej również jako uczeń i student dzięki księżom poznawałem filmy, które były perłami światowego kina, a w oficjalnym obiegu były może nie tyle zabronione, lecz ignorowane. Na lekcjach religii poznawałem filozofów – od Arystotelesa po Kanta i Nietzschego. Kapłan, który w sali katechetycznej nauczał nas tej religii podkreślał zawsze wagę wolnej woli, bo nie zakazy czynią człowieka, ale jego wola. Ten Kościół, który dla swej potrzeby ja nazywam „wysokim”, praktycznie zniknął po 1989 roku.
Sytuacja w Polsce jako żywo zaczęła przypominać Nie-Boską komedię Krasińskiego. oblężona twierdza i garstka obrońców prawdziwej jedynej, polskiej i katolickiej wiary. Tylko, podobnie jak w pierwowzorze, okazało się, że ci obrońcy są skorumpowani, tchórzliwi i prymitywni. Naprawdę to myślą jedynie o swych kościelnych funduszach, korumpują komisję majątkową, by zgarnąć jak najwięcej, a młodych ludzi to co najwyżej obmacują w ciemnym kącie, zamiast rozwijać ich intelekt. Gdy pojawi się problem naprawdę poważny i sięgający sedna wiary, to z podkulonymi ogonami twierdzą, że to nie ich problem i nie ich krzyż. To jest Kościół skundlony, zdegenerowany i powszechny obecnie.
Nie potrafiła się temu zjawisku przeciwstawić Platforma Obywatelska po 10 kwietnia, gdy bezczelnie rozgrywano symbole religijne w paskudnej politycznej grze. Nie potrafił wcześniej jeszcze nadać temu sensownej postaci SLD, bo to on zawinił w tym zawłaszczaniu przestrzeni publicznej przez tą skundloną wersję Kościoła. Strach nawet w ostatnich latach było mówić, bo narażało się na ewidentną agresję. Dopiero Janusz Palikot miał odwagę publicznie ogłosić to, czego ludzie domagać się zaczęli po 10 kwietnia. Oddzielić kościelne wpływy od państwa, żeby pod pretekstem religii nikt nam nie dyktował sposobu życia, bo wedle religii Bóg dał człowiekowi wolną wolę i życia nie kodyfikuje się zakazami religijnymi w krajach demokratycznych. Zakazów religijnych człowiek przestrzega sam, jeśli jest wierzący, a jeśli nie jest – to ma swoje zasady i swoje przykazania.
Dzisiejsze sondaże dobitnie pokazują, że ponad 51% badanych takie właśnie ma poglądy, zatem Palikot ma szansę by ich reprezentować, a elita polityczna, niech się zastanowi, czy reprezentuje jeszcze kogoś oprócz siebie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)

Populizm

Wczorajszy* kongres zorganizowany przez Palikota zgromadził kilka tysięcy ludzi stanowiących przekrój rozmaitych grup społecznych i wiekowych. Godzinę wcześniej dwóch panów w wieku 50+ pod Salą Kongresową i jeden z nich mówi: my to chyba będziemy tu najstarsi. Chwilę potem obok nich przeszła para staruszków z zaproszeniami na kongres, na oko to mieli na pewno ponad siedemdziesiątkę. Było też sporo ludzi młodych.
Wspominam o tym, bo dziś usłyszałem z ust posła Nitrasa, najpierw lekceważąco, że na kongres przybyła nieważna i niereprezentatywna grupa ludzi, a potem, na jednym wydechu, że ten kongres to populizm. Przypomnę zatem , że współcześnie tym terminem najczęściej określa się zachowanie polityczne polegające na głoszeniu tych poglądów, które są aktualnie najbardziej popularne w danej grupie społecznej. Skoro na spotkaniu w Sali Kongresowej byli przedstawiciele wszystkich grup, to Palikot powiedział to, co chcieli usłyszeć wszyscy.
Zatem Nitras, czy Niesiołowski nie mają racji twierdząc, że te antyklerykalne nastroje są nieistotne i nieważne. Są ważne i paradoksalnie zawdzięczamy to Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego partii. To dzięki niemu wreszcie ludzie odważyli się na sprzeciw wobec obecności symboli religijnych w należącej do wszystkich przestrzeni publicznej. Okazało się, że symbole religijne łatwo jest wykorzystać do politycznych zagrywek o zapachu szamba, a poproszeni o interwencję hierarchowie kościelni orzekli, że to nie ich sprawa – nie ich krzyż i nie ich problem.
Do niedawna jeszcze poważna dyskusja o miejscu religii w szkole, obecności religii w państwie, o finansowaniu Kościoła była niemożliwa w przestrzeni publicznej. Po pierwsze, padał zaraz argument, że tylko komuniści walczyli z Kościołem. Po drugie – że aspekt religijny jest częścią tożsamości narodowej. Sam Palikot jeszcze w 2007 roku pisał: PO powinna więc szeroko manifestować poparcie dla Kościoła i jednocześnie twardo grać z ojcem Dyrektorem. Widziano już wówczas szkody, jakie powoduje Radio Maryja. Tracił Kościół i państwo. Jednak dopiero dziś po aferze z krzyżem i oportunistycznej reakcji biskupów, po wielomiesięcznej cynicznej grze symbolami religijnymi przez Jarosława Kaczyńskiego, gdy widać haniebne insynuacje Macierewicza sponsorowane przez Radio Maryja i publiczną telewizję – społeczeństwo jawnie i zdecydowanie się sprzeciwiło.
Pierwszym sygnałem był flashmob zorganizowany na Krakowskim Przedmieściu, według niektórych mogło być nawet dziesięć tysięcy ludzi. Telewizje – od publicznej po TVN24 – zgodnie bagatelizowały tę liczbę zmniejszając ją, wbrew własnym kamerom, do kilkuset. Politycy również skłonni byli do lekceważenia. Gdy Janusz Palikot poprosił o poparcie, inni uważali, że internet jest mało ważny. Jednak koło dwudziestu tysiącom chciało się zarejestrować na stronie, podać prawdziwego maila, zaczekać na aktywację, i wpisać się. Potem ośmiu tysiącom chciało się podać własne dane – nazwisko i adres, aby wstępnie zgłosić się na kongres poparcia. A później jeszcze czterem tysiącom chciało się przyjechać na własny koszt, często z odległych terenów i być w Sali Kongresowej. A niby to są tylko zwyczajni „klikacze” jak to pogardliwie określono. Zatem ilu postawi krzyżyk na wyborach w polu nowego ruchu lub partii, jeśli nie trzeba jechać kilkaset kilometrów, podawać swoich danych osobowych, a wystarczy udać się do lokalu wyborczego?
Populizm posługuje się demagogią. To właśnie rządy PiS były populistyczne, bo odwoływały się do niezadowolonych i sugerowały, że jak pozamyka się skorumpowanych lekarzy, to w służbie zdrowia będzie dobrze i żadna reforma nie będzie już potrzebna. I PiS reformy zdrowia nie zrobił. I nie stało się lepiej. Postulat rozdziału kościoła od państwa nie jest populistyczny, jest popularny – bo dziś chce go większość – także wierzących. Dlatego, bo nie chcą by kolejny głupek, oszołom, wariat na prochach, czy zwyczajny faszysta wziął krzyż i pod jego znakiem wmawiał ludziom, że muszą się mu podporządkować, bo on ma krzyż. A sposób na uniknięcie tego zagrożenia jest jeden – krzyż w sferze sacrum. Religia, jak seks sprawą prywatną – mówiła słusznie profesor Magdalena Środa. Od rozdziału Kościoła od państwa nikomu nie zrobi się lepiej w sferze materialnej, nie będą lepiej działać szpitale, ani policja, nie zmniejszą się podatki – nikt na kongresie tego nie obiecywał. Ale zwiększy się poczucie obywateli, że żyją we własnym kraju, w którym to oni są najważniejsi. Jeśli dziś SLD mówi, że oni już od dawna o tym mówią, to jest to z jednej strony prawda, a z drugiej demagogia – bo mówić to nie wszystko. A jeśli politycy PO – Nitras, Pitera, Niesiołowski, Gowin i inni bagatelizują powstający ruch i uważają, że jest on marginesem wyborców, to czeka ich zimny prysznic podczas następnych wyborów. PO, która czyni ukłony pod adresem prawicowej części wyborców, których i tak nie zdobędzie, bo są zagospodarowani przez swego guru Kaczyńskiego, jednocześnie wypina dupę w stronę pozostałych** i niech ma tego świadomość, jeśli chce zrealizować swój program w następnej kadencji.


* Tekst rozpocząłem pisać w niedzielę 3 października.
** To jest sformułowanie znalezione w sieci – nie moje, ale dziś nie potrafię znaleźć źródła. Mea culpa, zbyt nieuważnie czytałem.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.4/10 (5 votes cast)

Piramida to za mało

Uważny czytelnik zapewne będzie pamiętał moje poprzednie teksty na temat politycznej awantury, którą PiS i jego totumfaccy rozpętali pod pałacem prezydenckim, korzystając z krzyża jako dogodnego pretekstu religijnego. Jeśli ktoś chce sobie te teksty poczytać, to zapraszam.
Nie tylko ja zresztą przewidywałem sytuację obecną, także w komentarzach pojawiała się opinia, że cokolwiek zrobiłyby władze Warszawy, kancelaria prezydencka lub rząd – dla obrońców krzyża zawsze będzie za mało. Początkowo była mowa o jakiejś tablicy upamiętniającej ofiary, potem o pomniku obok istniejącego, a później usłyszałem, że zamiast pomnika księcia Poniatowskiego.
Nawet piramida zamiast pałacu, to będzie za mało dla politycznych oszołomów spod znaku PiS.
Znany portal Dobre Państwo, choć nieczynny, to wciąż pełen jest komentarzy. Pozwolę sobie jeden zacytować.
Otóż /…/ książę Józef brał udział (jako mason i zaufany króla) w spisku trzeciomajowym i ochraniając spiskowców na sali obrad sejmowych w dniu 3 maja 1791 roku. Efektem jego działań była likwidacja I Rzeczypospolitej, ze wszystkimi tego konsekwencjami, które ciągną się, niestety, aż po dziś dzień.
Jeśli oddać sprawiedliwość historii to pomnik Józefa P. powinien zniknąć, a na jego miejscu powinien powstać pomnik Lecha Kaczyńskiego. I mam nadzieję, że to kiedyś nastąpi. Nie za tej władzy oczywiście, lecz jej dni są już policzone.

Autorem tej cudownie idiotycznej wypowiedzi jest znany komentator polityczny – father boss.
Pomijam już oczywisty debilizm żądania postawienia pomnika Kaczyńskiego zamiast tego, który tam stoi obecnie. Równie dobrze można żądać zmiany hejnału krakowskiego na disco polo. Jest takie pojęcie jak zabytek. Zabytki są pod ochroną. Nawet gdyby pod pałacem stał pomnik Henryka Walezego lub Augusta Mocnego, to byłby już dziś zabytkiem.
Jednak interesująca jest interpretacja historii. Otóż według naszego specjalisty od polityki i historii Konstytucja 3 Maja to spisek (chyba masoński) przeciw Rzeczypospolitej, to przez jej uchwalenie Rzeczpospolita upadła i nastąpiły zabory. Puśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie alternatywną wizję historii.
Po pierwszym rozbiorze, a doszło do niego w 1772 roku – w konsekwencji konfederacji barskiej, Polska istniała pozbawiona sporej części swych ziem. W zasadzie już wcześniej Rosja traktowała Polskę jako swe dominium i na dobrą sprawę nie była specjalnie zainteresowana rozbiorami. Siłą sprawczą były Prusy, które chciały połączyć swoje terytoria odbierając Polsce Pomorze. Całkiem spory kawałek Galicji dostało też imperium Habsburgów. Rosja dostała mniej, ale za to zapewniła sobie wpływy w słabej i nierządnej Rzeczypospolitej. To właśnie wtedy Polacy zrozumieli, ze ich państwo w zasadzie jest już marionetką w rękach carycy Katarzyny. Zaczęli to państwo reformować. Zasada, że szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie okazała się gwoździem do trumny państwa. Należało to zmienić. Ale wyobraźmy sobie, ze nie. Nie uczyniono nic. Bieda na ziemiach polskich jest coraz większa. Dobrze ma tylko warstwa szlachecka, która nadal prowadzi bezsensowną gospodarkę feudalną. Tylko w Polsce i Rosji istnieje chłopstwo pańszczyźniane. Wydajność spada. Bieda się powiększa. Zaczyna dochodzić do buntów chłopskich. Są one krwawo tłumione. Tak jak niegdyś chłopi uciekali na kresy wschodnie przed nadmiernym wyzyskiem i bezwzględnym panowaniem szlachty, tak teraz zdarzają się ucieczki na zachód. W zaborze pruskim i austriackim żyje się lepiej. W Polsce zmiany społeczne coraz bardziej przypominają te w Rosji. Władza sprowadza się do ściągania profitów. Po kilkunastu latach polski król staje się generalnym gubernatorem rządzącym w imieniu carycy Katarzyny, która swe wojska przysłała do stłumienia chłopskich powstań. Poproszona została przez szlachtę, bo polska słaba armia nie była w stanie sobie poradzić. W rezultacie początek wieku dziewiętnastego zastaje Polaków w kraju należącym do Rosji. To z kolei powoduje niezadowolenie Prus i Austrii, bowiem wbrew ich interesom potęga Rosji urosła za bardzo. Polski niepodległej nie ma, jest wasal Rosji. Dalsze rozważania wprowadzają już zbyt wiele niewiadomych. Całkiem prawdopodobne, że wojna między tymi mocarstwami wybuchłaby o pięćdziesiąt lat wcześniej i nie byłaby tak krwawa, ze względu na mniejszy stopień zaawansowania technologicznego. Być może rewolucja komunistyczna wybuchłaby wcześniej. I być może Polska byłaby w tej rewolucji jedną z sił wiodących – bowiem nędza społeczeństwa doprowadziłaby też do niekontrolowanego wybuchu nienawiści do klas wyższych. Masowo wymordowałoby arystokrację, szlachtę i duchowieństwo. Trudno sobie nawet wyobrazić dalszy rozwój akcji.
Konstytucja 3 Maja dawała jakąś szansę na reformę państwa. Polska – choć okrojona – miała szansę odbudować się. Interesy Prus, Austrii i Rosji były sprzeczne, więc była możliwość, iż będą szachować się wzajemnie. Niestety obrońcy prawdziwej wolności szlacheckiej zawiązali konfederację w Targowicy i zwrócili się do Katarzyny Drugiej o interwencję. Explicite – poprosili obce państwo o zbrojny najazd na własny kraj. To tak dla jasności, co popiera father boss w historii naszego kraju. Można się tylko zastanawiać, jak się to ma do podejrzewania Rosji o zamach na Lecha Kaczyńskiego i czy łatwo żyć z takim rozdwojeniem jaźni.
Książę Józef Poniatowski był niewątpliwie patriotą, dla służby swej ojczyźnie zrezygnował z kariery w cesarstwie austriackim. Można zastanawiać się nad naiwnością Polaków, którzy w Napoleonie widzieli zbawcę i szansę dla Rzeczypospolitej, ale nie można wątpić w jego patriotyzm. Dla Polski żył i dla Polski zginął i słusznie postawiono mu pomnik.
Dziś już znamy wyniki sondaży, które mówią, że koło 70% rodaków w ogóle nie chce, żadnego pomnika w Warszawie, a już w ogóle przed pałacem. Pozostali dzielą się na tych, którzy dopuszczają możliwość postawienia pomnika, ale niekoniecznie miałby to być pomnik Kaczyńskiego i niekoniecznie na Krakowskim Przedmieściu oraz tych, dla których i piramida to za mało.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.7/10 (7 votes cast)

Jarosław Wielki i gęgacze

O czym marzy Jarosław Kaczyński potocznie zwany w internecie Wielkim. Otóż zapewne marzy mu się na Krakowskim Przedmieściu przed pałacem prezydenckim pomnik. Pomnik poświęcony Świętemu Lechowi Katyńskiemu z wiecznym ogniem i klęcznikami dla gorących wyznawców. Oczywiście pomnik ten stanąłby zamiast tego głupawego kniazia na koniu – stylizowanego na bohatera, którym nie był. Nie był, bo głupio wpadł do rzeki i utonął.

Święty Lech Katyński

Tego świętego to by kardynał Dziwisz załatwił – myśli sobie Jarosław, miarowym ruchem gładząc kota pod włos. Kot się przyzwyczaił, a ten głupi naród nie chce – deliberuje dalej Jarosław. Niestety oprócz przewidywanej reakcji tych przestępców z PO – podrapał się w głowę Prezes – nawet we własnych szeregach znaleźli się gęgacze*.
Nie da się ukryć łatwe życie prezesa PiS ostatnio nie jest. Po przegranych wyborach ruszył do natarcia z głupkowatym Macierewiczem w roli proporca. Pomimo sprzyjających mediów, które nie wyśmiały idiotycznego pomysłu z rzekomą zbrodnią smoleńską, a wręcz przeciwnie, nadal chciały rozmawiać z tym politycznym kabotynem – sondaże pokazały spadek. Z 47% prezesa w czasie wyborów szybko zrobiło się koło 30%. Atak pod adresem rządu został nasilony. Ogromnie przydatni okazali się rozmaici bezdomni i bezrobotni, których zaangażowano do okupacji terenów pod pałacem prezydenckim. Niestety dalej poparcie dla PiS spadało. Doszło już do 24%.
Trafną diagnozę postawił stosunkowo nowy nabytek partii – Marek Migalski. Najpierw nieśmiało a potem już z grubej rury zagrzmiał na swoim blogu podobnie jak niegdyś Aleksander Kwaśniewski do Ludwika Dorna. Wręcz wykrzyczał – Nie idźcie tą drogą! Prezesie! – i zrobił to publicznie, bo po cichu nikt go słuchać nie chciał. Nie da się ukryć, że jest w tym pewna forma politycznej presji na rozpoczęcie poważnej debaty o dalszych losach Prawa i Sprawiedliwości. Po krótkim wahaniu pozytywne swe opinie o jego wystąpieniu dołączyli Kluzik-Rostkowska i Poncyliusz. A prezes milczy.
Prezes milczy, bo jak prezes ryknie – to ryknie jak lew nemejski – jego ryk zmiecie tę trójkę buntowników ze sceny politycznej. I oby tak było, a poparcie w sondażach niech zmniejsza się w postępie geometrycznym proporcjonalnie do liczby oponentów prezesa. A prezes niech sobie marzy. Byle tylko z dala od nas, z dala od państwa.


* Tych gęgaczy zapożyczyłem sobie. Jednak ponieważ do Marka Migalskiego w pewien sposób dołączyli z PiSu Paweł Poncyliusz i Joanna Kluzik-Rostkowska – zrobiła się liczba mnoga i gęgacze aż się proszą o zastosowanie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.8/10 (5 votes cast)

Teatr mój widzę ogromny

Wszyscy grają. Każdy ma swoją rolę. Wyspiański byłby w siódmym niebie. Teatr narodowy, patriotyczny, polski daje swe spektakle wszędzie i nieustannie. Antraktów nie ma. Niestety nie ma też reżysera, a może wręcz przeciwnie – zbyt wielu chce być reżyserami. Tak czy inaczej, kolejne akty, kolejne sceny stają się coraz bardziej absurdalne i bezsensowne.
W zasadzie można stwierdzić, ze krzyż na Krakowskim Przedmieściu służy każdemu. Przede wszystkim służy mediom. nie będę już dziś podawać po raz kolejny odnośników, ale nieustająco odsyłam do swojego tekstu* o manipulacji mediów po wypadku lotniczym w Smoleńsku. Dzięki krzyżowi przed pałacem, media mają porcję newsów co dnia i mogą nam pokazywać te rozemocjonowane tłumy. Faktyczny tłum był tam raz. Podczas „antykrzyżowej” demonstracji zorganizowanej na Facebooku. Pokazał, że zdecydowana i spora część społeczeństwa nie chce tego krzyża i żadnych pomników. Jednak telewizje to zignorowały, wbrew faktom zmniejszały liczbę zebranych tam ludzi i po raz pierwszy starały się nam wmówić, że większość to przypadkowi gapie. Łatwo w to uwierzyć – o północy zebrało się przypadkiem ponad pięć tysięcy przypadkowych gapiów. Nazwijmy rzecz po imieniu. To nie polska polityka jest na dnie, to polskie media są pod dnem i pukają od spodu. Od dawna już za emocje wokół krzyża przestał być odpowiedzialny Kaczyński, a stały się odpowiedzialne media, które z grupki nawiedzonych uczyniły nową chrześcijańską akcję masową.
Oczywiście, gdyby władze zdecydowały się na rozwiązanie siłowe, byłoby to na rękę PiSowi, który tylko na to czekał. Operatorzy telewizyjni też zapewne przebierają nóżkami z niecierpliwością. Byłoby co filmować. Nie darmo ciągle nam się pokazuje sceny sprzed pałacu. Wymyślili sobie to według założeń Czechowa: jeśli w pierwszej scenie pojawia się dubeltówka wisząca na gwoździu, to najpóźniej w ostatniej scenie musi ona wystrzelić. I tak czekają na ten wystrzał.
Na drugiej scenie rozgrywa się wątek Palikota. Ten to grał od dawna i zawsze ważne role. Jako jeden z niewielu zauważył też, że prawdziwa widownia jest w internecie. Scena polityczna zaobserwowała w tym momencie sytuację patową. Dziennikarze wszystkim politykom zadają jedno główne pytanie: Kto powinien zostać wyrzucony z partii i dlaczego ma być to Palikot z PO? Enfant terrible polskiej polityki przeholował? Normalnemu widzowi wiele rzeczy w głowie się nie mieści. Macierewicz nazywający wypadek zbrodnią (z oczywistą sugestią polityczną). Hofman sugerujący powieszenie Palikota na gałęzi (trudno rozumieć to jako niedosłowną aluzję), kilku innych polityków PiS sugerujących jakieś tajne działania mające niby doprowadzić do katastrofy w Smoleńsku. To przekracza wszelkie możliwe normy etyczne. Oczekujemy, że media choć zająkną się o tym. Nie! Cisza. Tylko Palikot jest zły, bo zadał pytania, które są oczywiste i niewątpliwie zadali je sobie prokuratorzy prowadzący śledztwo. Palikot jest paskudny, bo powiedział to, co myśli większość ludzi. To megalomania Kaczyńskiego zapewne była przyczyną katastrofy. Dziś jeszcze nie wiemy – którego z nich. Jedyny medialny fachowiec w tej bandzie amatorów – Janusz Palikot – zwołał pospolite ruszenie i okazało się, że ma poparcie ogromne. Mało tego, może się okazać, że jest szansa na zaistnienie nowej partii politycznej, która mogłaby jeszcze przed swym powstaniem liczyć na 20% poparcia. Zaklinanie rzeczywistości natychmiast rozpoczęło się zarówno z lewej, jak i prawej strony.
Pomysł, że jest w Polsce miejsce na partię liberalną w zakresie obyczajowym i religijnym, a socjaldemokratyczną w zakresie spraw ekonomicznych, nie spodobał się nikomu. Lewicy – bo zapewne w swej obecnej postaci stałaby się marginesem politycznym. PiSowi – bo taka partia przyciągnęłaby pewną część elektoratu, który już dość ma katolicko-narodowej retoryki, a PO z oczywistego względu – wraz z Palikotem odeszłaby część elektoratu i część działaczy. Wbrew temu, co usiłują twierdzić media, dubeltówka Palikota jest naładowana i od PO zależy, czy wystrzeli. A kiedy wystrzeli? Gdy PO da sobie wmówić, że Palikot robi coś niesłychanego i że to on uprawia jakąś złą i niegodną politykę. Tak naprawdę spośród wszystkich aktorów, jedynie on ma jakieś sensowne kwestie do powiedzenia.
Tak więc – drogi czytelniku – wszyscy grają na tej ogromnej scenie Rzeczypospolitej. A my? Jak w wierszu:
Klaskaniem mając obrzękłe prawice,
Znudzony pieśnią, lud wołał o czyny
**


* Tekst nosi tytuł „Symulakrum” i powstał jakiś czas po smoleńskiej katastrofie.
** Cyprian Kamil Norwid

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.2/10 (5 votes cast)

Krzyżowcy

Historia mówi, że krzyżowcy byli fanatykami lub głupcami. Doskonałym przykładem jest pozytywna, lecz trzeciorzędna postać legendy o Robin Hoodzie – Ryszard Lwie Serce. Może i miał lwie serce, ale móżdżek kurzy. Opuścił kraj na lata, by walczyć o zupełnie nie swoje interesy dalej niż na końcu ówczesnego świata. Udowadniałem już, że historia magistra vitae est w felietonie Krucjata dziecięca i że takich pożytecznych idiotów, jacy dziś stoją pod krzyżem, ktoś wykorzysta.
W zasadzie nie zdarzyło się nic nowego, a wszystko można było przewidzieć. Grupka fanatyków wierzących w Lecha Kaczyńskiego tworzy kłamstwo smoleńskie podżegana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego wyznawców.
Na dobrą sprawę można się było spodziewać, że jeśli będzie zgoda na tablicę pamiątkową, to oni będą chcieli pomnika, ba a nawet monumentu. Coraz mocniej artykułowano żądania wobec władz. Dziś wprost pojawiło się oczekiwanie, żeby nowy monument stanął na miejscu pomnika księcia Poniatowskiego. Nie takie zabytki się burzyło – stwierdził jeden z protestujących. A ktoś z PiSu już a priori udowadniał, że Poniatowski to w historii był mało ważny. Poseł Suski bez żenady sprzedał mediom swoją głupotę, mówiąc, że prezydent Kaczyński był równy królom – Sobieski uratował Wiedeń, a Kaczyński Tbilisi. No i już jesteśmy w domu, Poniatowskiego wyprowadzimy gdzieś na Targówek albo do Pcimia, a przed pałacem stanie wielki monument Kaczyńskiego. Jak powiedziała wdowa po najsłynniejszym w Polsce twórcy niepotrzebnych peronów, ten monument musi nieść przesłanie dla następnych pokoleń. Niech zgadnę jakie – należy lądować wszędzie i zawsze, ruska mgła nie może być przeszkodą, a procedury lotnicze są dla tchórzy. Lepiej bohatersko rozpieprzyć się o ziemię, niż tchórzliwie wylądować za daleko.
Zaczekajmy z tym upamiętnianiem bohaterskich poległych za prawdę o zbrodni katyńskiej, bo wszystko zmierza do oceny podobnej jak w sprawie angielskiego monarchy – lwie serce, ale kurzy móżdżek. Żebyśmy się jeszcze za te pomniki i tablice nie musieli wstydzić.
Nie łudźmy się. Porozumienia nie będzie. Tablica to za mało, wkrótce okazałoby się, ze pomnik też. Pojawiło się żądanie monumentu i gdyby ktoś upadł na głowę i się zgodził, to pojawiłyby się nowe żądania. Co w końcu? Może piramida?
Trochę początkowo byłem zbulwersowany dzisiejszym ekspresowym wieszaniem tablicy pamiątkowej na murze pałacu prezydenckiego. Błyskawiczna akcja, odsłonięcie przez drugorzędnych urzędników. Media oburzone. Politycy PiS aż się zagotowali, co w tym upale nie było trudne.
Potem zacząłem analizować. Oburzenie Grzegorza Miecugowa z TVN24 rozumiem – spieprzono im świetny materiał. Mogli tam mieć dziesięć kamer i sfilmować popisową rozróbę krzyżowców, gadaliby o tym przez tydzień i podsycali widmo podziału rozszczepiającego naród na pół, tak jak wmawiali nam powszechny płacz po Lechu Kaczyńskim. A tu kicha. Nie zdążyli. Za to w ciągu pół godziny zdążyli krzyżowcy, zaopatrzyli się w megafony i krzycząc: Hańba! usiłowali zakłócić uroczystość. Gdyby informacja o odsłonięciu tablicy znana była trzy dni wcześniej, to stawiam diamenty przeciw orzechom, że żadne odsłonięcie by się nie odbyło. Już PiS by o to zadbał.
Dlaczego nie było tam prezydenta? Początkowo byłem lekko zniesmaczony. Potem jednak stwierdziłem, że niby dlaczego miałby być? Czyżby odsłonięcie pamiątkowej tablicy mówiącej o tym, że ludzie zapalali znicze przed pałacem po katastrofie w Smoleńsku, to jakieś narodowe wydarzenie? W końcu tak sądzi tylko grupka fanatyków pod krzyżem. To tylko garstka analfabetów z transparentem o treści: „ZOSTAWIĆ KŻYŻ MJASTU”. Niedawno przeprowadzony sondaż pokazuje, ze tylko 37% respondentów przyznaje się do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego w ostatnich wyborach. O dziesięć mniej, niż faktycznie głosowało. Kaczyński i PiS powoli stają się obciachem, jak kiedyś samoobrona. Zatem kto wie, może zostawić ten folklor pod pałacem? Niech tam stoją i w deszczu, i w upale, i w chłodzie, i na mrozie. Niech stają się coraz bardziej śmieszni w swoim głupim zacietrzewieniu, a dzięki ich oczywistej głupocie zaczniemy wreszcie dyskutować o potrzebie świeckiego państwa, o konieczności przestrzegania prawa przez wszystkich, o niebezpieczeństwach fanatyzmu. A ubocznym efektem stanie się powrót PiSu do rangi śmiesznej partyjki w lokalnym folklorze politycznym, a Jarosław Kaczyński będzie widziany taki, jaki jest – zawistny psychopatyczny człowieczek, który dla zdobycia władzy gotów był chwalić nawet Gierka, kłamać, kombinować i mataczyć.
Nie oszukujmy się. Tym ludziom będzie zawsze za mało, nie tablica tylko pomnik, nie pomnik ale monument, nie obok, ale zamiast Poniatowskiego, a potem to już chyba tylko piramida.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.8/10 (9 votes cast)