Była sobie cywilizacja

Historia ludzkości nie napawa optymizmem. Obok wielu cech ludzkich, które przyczyniły się do tego, że nasz gatunek zszedł z drzewa i zbudował cywilizację, jest nieśmiertelna i wszechobecna głupota. Jest ona czynnikiem tak porażającym i ogromnym w dziejach ludzkości, że niejeden uczony, filozof, czy artysta poświęcili jej swą uwagę. Bertrand Russel stwierdził, że choć można napisać historię ludzkiej głupoty, to jest to bezcelowe, bowiem pokrywałaby się z historią powszechną. Henryk Sienkiewicz orzekł w swym aforyzmie, że głupoty ludzkiej nie należy brać w rachubę, ponieważ jest nieskończona. Prawie to samo stwierdził kilkadziesiąt lat później Albert Einstein. Ilekroć ludzkość osiąga przełomowe sukcesy, tylekroć potem ludzka głupota potrafi je zniszczyć a świat doprowadzić na krawędź zagłady.

UMARŁE CYWILIZACJE

W przeszłości wymarło wiele wspaniałych gatunków, a my nie będziemy pod tym względem stanowić wyjątku. (Desmond Morris, Naga małpa)

Gdy Desmond Morris pisał swe błyskotliwe dzieło, świat był w okresie rozwoju, ale też wciąż trwał w cieniu atomowej zagłady, więc ostrzeżenie przed możliwością samozagłady gatunku nie było bezpodstawne. Jednak znacznie bardziej charakterystyczne w historii świata są upadki budowanych przez stulecia cywilizacji. Środkowoamerykańska cywilizacja Majów jest tego doskonałym przykładem. Rozwijająca się w początkach naszej ery, po kilkuset latach doszła do apogeum, by wkrótce około 700 roku załamać się w kulturowym i cywilizacyjnym kryzysie. Opustoszały miasta, wspaniałe miasta, świątynie i piramidy porosła bujna podzwrotnikowa roślinność. Nie był to jeszcze koniec, ale Majowie dostali się pod wpływy kultury Tolteków, i choć ponownie nastąpił wzrost imperium, jednak upadku nie można było uniknąć, Okres rozpadu cywilizacji to XII i XIII wiek. Istniały jeszcze potem pojedyncze miasta w nieprzebytej dżungli, które opierały się nawet przybyłym w wieku XVI do Ameryki hiszpańskim konkwistadorom. Ostatnie miasto zostało zdobyte u progu XVIII stulecia, lecz imperium Majów już wówczas od dawna nie istniało. W przeciwieństwie do cywilizacji Azteków oraz Inków nie można powiedzieć, że cywilizację Majów zniszczyli biali ludzie, bowiem gdy oni przybyli do Ameryki, z cywilizacji Majów zostały już nędzne resztki.

W rejonie Morza Śródziemnego istniało kilka cywilizacji. Jedną z najstarszych była egipska, która istniała w dorzeczu Nilu pod ponad 3,5 tysiąca lat przed naszą erą. Jednak gdy Starożytna Grecja zaczęła tworzyć swą cywilizację, Egipt w zasadzie był cywilizacją upadłą. Rozwój nauki cywilizacji greckiej w niewielkim stopniu zawdzięczał cokolwiek Egiptowi, bowiem Egipcjanie osiągnięcia nauki zamykali w świątyniach pod strażą kapłanów. Gdy zaczęła upadać kasta kapłańska, zapomniane zostały też ich osiągnięcia. Dalej na wschód istniała Asyria, ogromna cywilizacja w dorzeczu Eufratu i Tygrysu. Istniała parę tysięcy lat i w końcu upadła.
Tylko Rzymianie mieli trochę dziejowego szczęścia i przejęli osiągnięcia Greków.
Cywilizacje upadają i należy to traktować raczej jak regułę niż wyjątek, że ludzkość wielokrotnie cofała się w rozwoju. Nie bez racji po wojnie, w której użyto broni atomowej wielki fizyk Albert Einstein stwierdził, że nie wie, jaka broń masowej zagłady zostanie użyta podczas trzeciej wojny światowej, ale w czwartej zapewne w ruch pójdą maczugi. Być może Desmond Morris ma rację, że potrafimy zniszczyć własny gatunek.

POZORNA KONTYNUACJA

Powszechnie panuje błędne przekonanie, że cywilizacja, w której żyjemy, jest w prostej linii kontynuacją od osiągnięć starożytnej Grecji i Rzymu, poprzez rozwój cywilizacji europejskiej, nazwanej potem ogólnie zachodnią od chwili, gdy biały człowiek skolonizował Amerykę. Otóż Starożytny Rzym, który był kontynuatorem myśli helleńskiej i klasycznej, upadł. Został zniszczony i pogrzebany wraz ze swym naukowym, technicznym i artystycznym dorobkiem. Nowa religia, która uzyskała panowanie w IV wieku naszej ery uznała Imperium Rzymskie za wroga i zniszczyła je, choć nie wypowiedziała wojny. Oczywiście należy dojrzeć, że chrześcijaństwu sprzyjały czynniki zewnętrzne, jak choćby wielka europejska wędrówka ludów, która miała miejsce w początkach naszej ery. Był to czynnik zabójczy dla starożytnej kultury, ale rozwojowy dla chrześcijaństwa. Jeśli by ktoś chciał zaprotestować, niech zwróci uwagę, że Cesarstwo Bizantyjskie oparło się wędrówce ludów, ale ogarnięte przez chrześcijaństwo pogrążało się w ciemnocie tak samo, jak świat zachodni. Paradoksalnie upadło wówczas, gdy Europa zaczęła się kulturowo i cywilizacyjnie dźwigać z tzw. wieków ciemnych. Pewnego rodzaju symbolem braku kontynuacji cywilizacyjnej jest pożyteczny wynalazek zwany kompasem. Dziś wiemy, że wynaleźli go Chińczycy, ale ten rewolucyjny przyrząd pozwalający w prosty sposób określać kierunki świata na morzu, nie wpłynął na historię Państwa Środka. Chińczycy nie skolonizowali Europy nie podróżowali po świecie. W Europie wynaleźli go starożytni Grecy, ale wkrótce został zapomniany. Ponownie wynaleziony został w średniowieczu na przełomie XI i XII wieku. Jednak do ekspansji Europejczyków przyczynił się dopiero, gdy na nowo uznano, że Ziemia jest kulista, gdy odkryto starożytną wiedzę astronomiczną skrzętnie pochowaną w mnisich siedzibach. Historia uczy nas, że upadek cywilizacji zmusi kolejną do odkrywania na nowo dawno wynalezionych rzeczy. Być może gdy runie nasza cywilizacja uczeni w kolejnych tysiącleciach z mozołem będą dochodzić zasad rządzących światem, które dziś poznaje uczeń podstawówki, mylnie sądząc, że nauka i technika są czymś niezbywalnym.

DWA ŚWIATY

Wiek XX rozpoczął się optymistycznie. Świat zmienił się nie do poznania. Prąd elektryczny, samochody, kino, radio i gramofon. Świat stał się jakby mniejszy, życie szybsze i pełniejsze wrażeń. Zapomniano jednak, że były wciąż miliony biedaków, dla których to były baśnie, a nie realia. Wkrótce potem wybuchła wojna, która kosztowała wiele milionów ofiar, bo głupota zwyciężyła. Przez świat przetoczyła się potworna epidemia grypy, która zebrała większe żniwo niż ledwie zakończona wojna. Na domiar złego niespełna dwadzieścia lat później wybuchła kolejna wojna o światowym zasięgu, która kosztowała więcej istnień niż ta pierwsza oraz epidemia hiszpanki razem. A potem długo wisiało nad światem widmo zagłady atomowej i dopiero po latach dowiadujemy się, że przynajmniej kilka razy byliśmy o krok od samounicestwienia.
Jakby na przekór również w tym czasie nauka w służbie człowieka pokazała swą wielką siłę. Człowiek zdobył kosmos, wylądował na księżycu. Medycyna zrobiła ogromne postępy – znikły epidemie zabijające miliony ludzi, do przeszłości odeszły ospa, odra, dżuma i cholera. Pojawiły się przeszczepy ratujące życie ludzi, którzy dawniej skazani byliby na szybką śmierć. Pojawiła się telewizja, komputery, internet. Zaczęliśmy żyć w globalnej wiosce, wiadomości przebywały tysiące kilometrów w ciągu zaledwie kilku sekund. Rewolucja technologiczna stworzyła też zagrożenia, ale tym razem ludzie zaczęli o tym myśleć wspólnie, ponad granicami i podziałami. Pod koniec stulecia upadł system polityczny który zniewalał miliony ludzi i wiele krajów. Przestała istnieć żelazna kurtyna. Wydawało się, że już nic nie stoi na przeszkodzie zrównoważonemu mądremu rozwojowi naszej cywilizacji. Mogliśmy mieć nadzieję, że kiedyś pokolenia następne nazwą ten czas Złotym Wiekiem. Byliśmy pewni, że rozum wygrał.

POCZĄTEK KOŃCA

Co zatem poszło nie tak? Na przełomie stuleci, gdy internet stał się dla milionów ludzi tak oczywisty jak niegdyś gazety codzienne, nagle okazało się, że rozum przestał być ważny. Głupota jest bardziej atrakcyjna. Od czasów średniowiecza nigdy jeszcze nie były tak silne rozmaite grupy ludzi twierdzące, że Ziemia tak naprawdę jest płaska. Mówią, że człowiek nigdy nie był w kosmosie. Ani na Księżycu. Rządy państw są międzynarodowym spiskiem trwającym niezależnie od politycznych zmian od prawie stu lat i fałszują rzeczywistość na ogromna skalę, by wmówić ludziom, że Ziemia jest kulą. Płaskoziemcy nie są zgodni w odnajdowaniu przyczyn. Dlaczego rządy miałyby to robić, pokonując nawet żelazną kurtynę? To jednak nie wszystko. Od połowy XX wieku nigdy nie były tak silne religijnie motywowane ruchy antyaborcyjne, które tak naprawdę domagają się, by zdrowie i życie kobiet uznać za mniej ważne niż los zygoty. Są kraje, gdzie kobieta po poronieniu zamiast do szpitala, wędruje do więzienia. Negowanie sensu szczepień stało się dziś potężnym ruchem na całym świecie, choć zaczęło się od jednego sfałszowanego merytorycznie artykułu lekarskiego. Po stu latach ludzie zaczynają znów umierać na choroby, które uważano już za zwalczone. Rozum stał się niemodny.

Na domiar złego w większości krajów europejskich i nie tylko w nich, obserwujemy renesans ideologii nacjonalistycznej. Nie wszędzie odbywa się to w taki sam sposób, ale tych ruchów nie sposób zlekceważyć. Być może niedługo symbolem podzielonego świata, w którym ponownie pojawią się graniczne posterunki, zasieki, kontrole i wizy, stanie się obiecywany przez Trumpa mur pomiędzy USA i Meksykiem. Paradoksalnie to właśnie budowa murów, ogrodzeń, płotów i zasieków staje się dziś symbolem współczesności, choć niedawno wydawało się, że stanie się nim świat bez granic. Chociaż istnieje wciąż poważny i silny opór przed ideologiami separatystycznymi i nacjonalistycznymi, to stają się one coraz silniejsze. Nie we wszystkich krajach przebiega to identycznie. Skandynawia wydaje się wciąż ostoją liberalnego myślenia. Podobnie Kanada. Ale w w krajach postkomunistycznych obserwujemy renesans nacjonalizmu, który niebezpiecznie flirtuje z faszyzmem, a Polska jest w awangardzie tych dążeń. Z drugiej strony bogate i uprzemysłowione Stany Zjednoczone również idą w tym samym kierunku. Trudno znaleźć jakiś wzór, schemat, który pozwoliłby na przewidywanie nadchodzącej przyszłości. Są za to czynniki wspólne, które nie zależą od poziomu technologicznego ani obszaru kulturowego. To niszczenie autorytetów z jednej strony, budowanie zaś wspólnoty na nowych, często z gruntu fałszywych autorytetach i powiązanie tego z tradycją, często łączoną z historią pisaną od nowa. Odwoływanie się do mitów założycielskich i budowanie społeczności klanowych to kolejny wspólny mianownik tych ruchów. Ponieważ są one separatystyczne w swej istocie, więc nie ma mowy o zgodzie i wspólnej historii Europy lub świata. Jest tylko „nasza prawda” i obce manipulacje. Tradycja staje się w tym kontekście ostoją głupoty, zacofania i uwstecznienia cywilizacyjnego.

Głupota najlepiej przechowuje się w tradycji. (Ryszard Nowosielski)

Jednym słowem żyjemy w epoce schyłkowej. Degeneracja cywilizacji przebiega identycznie, jak w wielu innych znanych z historii przypadkach. Najbardziej znany jest upadek Rzymu, ale nie jedyny. Cywilizacja wzrasta i rozwija się do momentu, aż okaże się, że następuje kryzys rozumu, a wiara zastępuje naukę. Religie i kapłani zwiększają swoje wpływy, a nauka traci wiarygodność. W ciągu kilkuset lat następuje upadek dotychczasowej cywilizacji, a ludzkość wkracza w epokę ciemnoty i zabobonu. Prawie nikt z żyjących w czasach upadku nie zdaje sobie sprawy z tego, że to naprawdę jest upadek cywilizacji. W książce Hanny Malewskiej „Przemija postać świata” jest scena, gdy Kasjodor (postać historyczna, święty Kościoła, ale również bohater tej powieści) u schyłku życia dopiero widzi, że cywilizacja rzymska przestaje istnieć na jego oczach. Gdy młody mnich wylewa wodę na dawną księgę i zamazuje się przepisywany przez niego wzór matematyczny, który jest nie do odtworzenia, bo nikt z żyjących go nie rozumie. Mnisi przepisywali księgi, nie wiedząc co przepisują.

Kiedy umrze znana nam Europa? Jak długo trwać będzie agonia. Jaki świat powstanie na gruzach naszej cywilizacji? O ile wieków się cofniemy?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Cicho babo

Od ponad dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo walczy z kobietą. Pisma Ojców Kościoła wskazują, że kobiet się bali i jednocześnie nie mieli o nich zielonego pojęcia. Być może pomiędzy modlitwami do Matki Boskiej śniła im się vagina dentata, która pozbawia ich męskości.

Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu… są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna. (Tomasz z Akwinu)

Nic więc dziwnego, że Paweł z Tarsu, jeden z największych świętych w dziejach Kościoła często upominał kobiety, by były posłuszne mężczyznom.

Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu.

Jednak mogłoby się wydawać, że przez ponad dwa tysiące lat coś się powinno zmienić w chrześcijańskiej wizji świata. Zmieniło się w wielu Kościołach Protestanckich, gdzie coraz częściej kobiety bywają pastorami, a i homoseksualizm przestał być obrzydliwą i godną ogni piekielnych sodomią. Jednak w Kościele Katolickim nie zmieniło się nic.

Kobieta jest słaba i należy ją chronić. Ma to wynikać z genetyki. Mężczyzna jest silniejszy, mądrzejszy i lepiej zarządza. Dlatego nadaje się do pracy, a kobieta do zajmowania się dziećmi.

Tak oto niejaki Grzegorz Powideł tłumaczył na specjalnych szkoleniach istotę podległości kobiet mężczyznom. A żona jego Anna mówiła do kobiet w tym samym tonie.

Wszystkie kobiece serca są takie same. Pragniemy kochać, być kochane i służyć. Każda kobieta chce mieć mężczyznę, któremu będzie mogła być posłuszna.

Oczywiście ktoś może żachnąć się, że to nie Kościół jest organizatorem tych kursów dla małżonków. Jednak hierarchowie kościelni myślą dokładnie tak samo. Arcybiskup Hoser wyraził to w sposób jasny i zdecydowany. Inni księża często wypowiadali się podobnie.

Żona powinna ufać swojemu mężowi i prezentować względem niego „postawę uległości”.

W Białymstoku jest Duszpasterstwo Tradycji Katolickiej, które organizowało warsztaty pod poniższym tytułem.

Rodzina patriarchalna. Model dla naszych czasów

Oczywiście ktoś bardzo złośliwy i nastawiony wrogo do Kościoła mógłby nie słuchać świętego Pawła i przypomnieć inną jego wypowiedź, sugerującą równość powszechną wśród czcicieli Chrystusa.

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.

Jednakże nie bez racji można żywić obawy, że dla hierarchii kościelnej i księży niektóre cytaty ze świętych pism są bardzo niewygodne, podobnie jak słowa obecnego papieża Franciszka. Oczywiście ktoś bardzo złośliwy zadałby pytanie, dlaczego księża oraz politycy jawnie katolickiej partii rządzącej w Polsce nie chcą słuchać papieża? Zapytałby również, dlaczego wybierają z historii religii tylko te elementy, które cofają Polskę do średniowiecza? I dlaczego Kościół z partią rządzącą idą ręka w rękę w ograniczaniu praw kobiet w imię idiotycznych zasad, które nawet w średniowieczy nie dla wszystkich były oczywiste. Dlaczego prezydent państwa wypowiada idiotyczne opinie o zapłodnieniu? Dlaczego minister zdrowia chce miliony kobiet do życia zgodnie z wyznawaną przez niego religią. Dlaczego Polska staje się państwem kościelnym?
No ale ja tam złośliwy nie jestem. A jakaś część mojej duszy też tęskni za miłą i posłuszną kobietą, która czekałaby na mnie w jaskini ze świeżo przyrządzonym obiadem, gdy ja wrócę z ciężkiego polowania, odstawię dzidę na bok i spocznę na kawałku kamienia. A co? Nie podoba się taka wizja? Kościół nas przecież ciągnie w tamtą stronę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Kościół władców

Hiszpania była przez wiele wieków opoką Kościoła Katolickiego. To tu narodziła się Święta Inkwizycja. To właśnie w Hiszpanii katolicyzm był najbardziej związany z tronem, a jednocześnie najbardziej zacofany i restrykcyjny, a Kościół Katolicki najbardziej zaborczy, władczy i pazerny. To musiało prowadzić do buntu. W XIX wieku rosnące antyklerykalne nastroje prowadziły nawet do konfliktów zbrojnych. Wojna domowa w drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku wybuchła, gdy Kościół i środowiska arystokratyczne sprawujące władzę od wieków, nie potrafiły się pogodzić z wynikiem wyborów i powstaniem demokratycznej republiki. Wygrała arystokracja, nacjonaliści i totalitarni zwolennicy Kościoła. Hiszpania na długo pogrążyła się w mroku totalitaryzmu, cenzury, zacofania i władzy wszechwładnego kleru. Kościół w Hiszpanii zawsze był kościołem władców, nie biedaków.
Gdy po śmierci totalitarnego dyktatora Franco w 1975 roku rozpoczęto pokojowe zmiany i demokratyzację kraju, usunięto z konstytucji uprzywilejowanie Kościoła Katolickiego. Nikt nie protestował. Współpraca Kościoła układała się raczej spokojnie, ponieważ poparcie dla Kościoła było znikome. Dziś, pomimo wygranej prawicy, Kościół w Hiszpanii nie ma mocnej pozycji. Praktyki religijne regularnie uprawia koło 17% obywateli. Pomimo wielu związanych z religią tradycji, religijność wciąż się zmniejsza. Zaś jakiekolwiek próby wtrącania się Kościoła do życia publicznego budzą natychmiastowy sprzeciw obywateli.

Jeśli ktoś dziwi się, że w Polsce jest inaczej, powinien przypomnieć sobie historyczną rolę Kościoła. Polski Kościół Katolicki funkcjonował jednak inaczej. Często był ostoją zachowania tradycji narodowych i języka, choć najwyższa warstwa biskupia zachowywała się różnie. Zwykle księża nie stawali jednak otwarcie po stronie władzy, między innymi dlatego, że podczas zaborów ta władza była często protestancka lub prawosławna. Inaczej mówiąc, trwanie przy Kościele było też trwaniem języka i tradycji. Księża też zwykle nie pełnili funkcji państwowych, przez co nie byli tak znienawidzeni jak duchowieństwo hiszpańskie.
Dziś jednak widzimy dość ordynarny mariaż „ołtarza z tronem”. Hierarchowie nawet nie udają, że zależy im na dobru narodu, zależy im na władzy, która jawnie przekupuje księży coraz to nowymi daninami. Do najbardziej obrzydliwych i niemoralnych biskupów wspierających pisowską władzę należy niejaki Hoser, który ma za sobą bardzo podejrzaną i do dziś niewyjaśnioną rolę w czasie ludobójstwa w Rwandzie. To wyjątkowo brudna moralnie postać. Również znany z zamiłowania do alkoholu Głódź, biskup beneficjent obecnej władzy głośno wyklinał opozycję w swej politycznej homilii świątecznej. Do niego dołączyli też inni. Jeden tylko biskup Pieronek miał odwagę przeciwstawić się władzy i głośno mówić o tym, że to pisowska dyktatura niszczy demokracje w Polsce.
Można się spodziewać, że coraz większa grupa Polaków będzie się dystansować od Kościoła, który służy autorytarnej władzy. Czy dojdziemy do hiszpańskich 17%? Oby jak najszybciej. Kościół w Polsce zdradził naród, zdradził wiernych, służy mamonie i przywilejom. Zasługuje na upadek.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (21 votes cast)

Nieusuwalna sprzeczność religii

O absurdach religii nie dyskutuje się zbyt często, ostatnio jednak na fali strachu przed uchodźcami, z których większość jest wyznawcami islamu, pojawia się sporo rozmaitych informacji, których głównym zadaniem jest wzbudzenie lęku i obrzydzenia w stosunku do tej właśnie religii. Absurdy religijne, które różnią wyznawców Allaha od chrześcijan, są doskonałą pożywką dla uprzedzeń i ksenofobii, co nie znaczy, że są przez to mniej absurdalne. Nie znaczy to też, że dominująca w naszym kraju religia takich absurdów nie zawiera.
Podstawowym problemem każdej religii jest to, że nawet najmłodsza z nich, czyli islam, liczy sobie 1400 lat i jej nakazy oraz zakazy powstawały w całkowicie innych warunkach egzystencji.
Zauważmy, że w dwóch religiach, które są wrogie wobec siebie, a ich wyznawcy walczą ze sobą od kilkudziesięciu lat z przyczyn całkowicie pozareligijnych, istnieją identyczne lub podobne wymagania wobec wiernych. Islam i judaizm wymagają obrzezania. Obydwie religie powstały w gorącym klimacie, na pustyni, gdzie woda jest towarem deficytowym. Higiena w takich warunkach nie jest łatwa, a w warunkach braku higieny męski napletek jest miejscem sprzyjającym wszelkim chorobom, nie tylko tym, które dziś się nam kojarzą jako typowo weneryczne. Mężczyzna te choroby mógł bardzo łatwo przekazać kobiecie. Zatem zabieg obrzezania miał niejako higieniczne uzasadnienie. Z tego samego powodu miesiączkowanie kobiet obłożono tabu, aby do niewątpliwego zagrożenia zdrowia kobiet nie dokładać jeszcze zagrożenia wymuszonym obcowaniem seksualnym. Kobieta podczas miesiączki była nieczysta, a więc mężczyzna nie miał prawa się do niej zbliżyć, ponieważ popełniał grzech.
Mahometanie i wyznawcy judaizmu nie jedzą wieprzowiny. To również nakaz religijny, który nam wydaje się przynajmniej dziwny. Chrześcijaństwo rozwijające się głównie na terenie Europy w umiarkowanym klimacie, nie potrzebowało tego zakazu, ale w gorącym klimacie bardzo często ludzie spożywali mięso suszone zamiast gotowanego lub pieczonego. Świnie zaś są najczęściej nosicielami rozmaitych pasożytów, które zagrażają człowiekowi w sposób bardzo poważny. Nasi przodkowie w umiarkowanym lub zimnym klimacie europejskim nie jedli żadnego prawie mięsa na surowo. A już na pewno nie nigdy nie jedli surowej wieprzowiny. W gorącym klimacie Azji mniejszej wszystkie żyjące tam ludy, zaczynając od starożytnych Egipcjan, praktykowały obrzezanie, uważały kobiety za nieczyste podczas miesiączki i nie jadły wieprzowiny, choć była ona znana. Zauważmy też, że surowe zasady przygotowywania żywności koszernej wśród wyznawców judaizmu i tzw. halal wśród wyznawców islamu są praktycznie identyczne.
Jednym z najbardziej kuriozalnych dla Europejczyka elementów islamu jest prawo mężczyzny do czterokrotnego zawierania małżeństwa. Po pierwsze, skoro mahometanin może mieć cztery żony, to dlaczego nie dziesięć. Po drugie – jest to nie do pogodzenia z obowiązującą w świeckiej Europie równością płci. Jednak wystarczy poczytać Biblię, by zrozumieć, że wielożeństwo to nie jest coś wyjątkowego w islamie. Biblia nakazuje mężczyźnie poślubić żonę brata, który stracił życie i nic przy tym nie wspomina o tym, że musi to być pierwsza żona żyjącego brata.
Wielożeństwo istniało w wielu kulturach dawnych, ponieważ koczowniczy tryb życia oraz ciągłe wojny między plemionami powodowały ciągły deficyt mężczyzn. Dziś nie maa już racjonalnego uzasadnienia dla wielożeństwa w świecie współczesnym, a mimo to upierają się przy nim wyznawcy islamu, ale nie tylko. Wielożeństwo jest także częścią wyznania mormońskiego.
Jeśli komuś się wydaje, że w chrześcijaństwie nie ma nakazów pozornie tylko religijnych, niech spojrzy na kwestię postów. Europa średniowieczna miała problemy żywieniowe, które nie wynikały z braku żywności, ale z pewnej jednostronności. Zamożniejsza część mieszkańców żywiła się głownie mięsem. Hodowle bydła, świń i drobiu rozwijały się bardzo dynamicznie, ale cykl czterech pór roku powodował dużą sezonowość dostępności warzyw i owoców, a w przeciwieństwie do cieplejszych regionów, plony zbóż zbierane były tylko raz do roku. Dieta prawie wyłącznie mięsna nie była korzystna, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że najczęściej było to mięso ciężkostrawne, pieczone i obficie polewane tłuszczem. To właśnie w średniowieczu pojawiły się obowiązkowe posty w piątki, długotrwałe posty przed najważniejszymi świętami religijnymi i kara postu zadawana chętnie jako pokuta za grzechy.
Podstawowym problemem nie są jednak zakazy i nakazy, ale fakt, iż żadna religia nie przyzna, że nie mają one żadnego logicznego sensu, a na dodatek nie są one w żaden sposób związane z wiarą. Gdyby dziś islam uznał, że nie ma podstaw do zezwalania mężczyznom na cztery żony, a ortodoksyjny judaizm zniósłby zakaz podróżowania w szabas lub chrześcijaństwo uznałoby, że nakaz poszczenia w piątek tak naprawdę nie ma sensu religijnego, to z punktu widzenia religii byłyby to niebezpieczne precedensy. I to właśnie jest ta nieusuwalna sprzeczność obecna w każdej religii. Nie zostaną zniesione nawet najbardziej bezsensowne dziś nakazy religijne, których sens przestał istnieć nawet i tysiąc lat temu, bo byłby to niebezpieczny precedens prowokujący wyznawców do zastanawiania się nad potrzebą przestrzegania pozostałych tabu, aż wreszcie do podważania sensu religii jako takiej.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (12 votes cast)

Antysemicka tradycja

Wrogość wobec „obcych” jest w jakiejś mierze częścią ludzkiej natury od czasów wspólnot pierwotnych, które rywalizując ze sobą o żywność, gotowe były się z tego powodu powyrzynać wzajemnie. Z drugiej strony, gdy nie było zagrożenia, ludzkie wspólnoty chętniej się łączyły we współpracy, wiedząc, że łowiecka solidarność może oznaczać więcej mięsa dla wszystkich. Tak ludzkość wyszła z epoki wspólnoty pierwotnej i zaczęły tworzyć się większe organizmy społeczne. Jednak są też negatywne konsekwencje tego stanu rzeczy.

Łowiecka skłonność do współdziałania i wzajemnej pomocy ujawnia się bowiem z wielką mocą również w sytuacjach agresji wewnątrzgatunkowej. Solidarność w łowach przeobraża się w solidarność w boju -i tak rodzi się wojna. Ironią losu jest fakt, że to właśnie owa głęboko w nas zakorzeniona psychiczna potrzeba dopomagania towarzyszom stała się głównym źródłem wszystkich największych okropności wojny. Ona to właśnie popychała nas zawsze do łączenia się w groźne, krwiożercze gangi, tłumy, hordy i armie; bez niej grupy te nie miałyby spoistości, a akty agresji znów stałyby się „spersonalizowane”. (Desmond Morris, „Naga małpa”)

Nietrudno w tym kontekście zrozumieć atawistyczne ciągotki hord narodowców z racami i puszkami piwa w łapach, którzy wywrzaskują swoje rasistowskie i antysemickie hasła.
Drugim aspektem agresji wobec „obcych” jest religia, która w przeciwieństwie do pierwotnych wierzeń miała sformalizowaną postać i „zawodowych” przedstawicieli bóstwa, którzy zawsze mieli pokusy działania na własną rękę w imieniu tegoż bóstwa.
Zauważmy, że religie politeistyczne rzadko brały udział w śmiertelnej rywalizacji między wyznawcami. Bywało, że zwycięzcy przyjmowali bóstwa pokonanego plemienia. Może i były te bóstwa słabsze, ale zwycięzcy wcale nie chcieli zadzierać z cudzymi bogami i duchami opiekuńczymi. Nieszczęście się zaczęło,gdy pojawiła się religia monoteistyczna zaprzeczająca istnieniu innych bóstw, a ustami swych kapłanów żądająca wyniszczenia wyznawców innych religii. Złośliwość historii spowodowała, że pierwszą taką religią był judaizm.

Średniowiecze
Pisałem już poprzednio, że jednym z pierwszych polskich antysemitów był Jan Długosz. W każdym razie pierwszym udokumentowanym, ponieważ w swoich kronikach zapisał sporo własnej niechęci do Żydów. Niektórzy zresztą twierdzą, że antysemityzm jest nieodłączną cechą chrześcijaństwa i pojawiał się od początku istnienia tej religii. Jeśli przeanalizujemy historię nowożytnej Europy, okaże się jednak, że nie odpowiada to prawdzie. Warto pamiętać, że w długiej historii Żydów przechodził ten naród rozmaite koleje losu. O ile wiemy, ze tysiąc lat przed naszą erą tworzyli lokalne mocarstwo na Bliskim Wschodzie, to kilkaset lat później zostali podbici przez Asyrię, a potem Babilonię. To była pierwsza żydowska diaspora. Potem Żydzi zmagali się z dominacją Egiptu oraz egipską niewolą, a później z dominacją Rzymu. W drugim wieku po kolejnym żydowskim powstaniu Rzymianie ostatecznie zlikwidowali niepodległe królestwo, a ludność zdziesiątkowali. Wówczas nastąpiło kolejne rozproszenie ludności żydowskiej, której część trafiła na peryferie Cesarstwa Rzymskiego, a po jego upadku Żydzi w Europie byli największą diasporą. Blisko tysiąc lat pobytu Żydów w Europie nie obfitowało w jakieś szczególne zjawiska antysemickie. Być może dlatego, że w większości krajów Żydzi stanowili odrębny stan, z reguły cieszyli się ochroną panujących, jako że zajmowali się ich finansami.
W Polsce pojawili się w większej liczbie w wieku XI i XII, osiedlali się w miastach, a także założyli kilka wsi i zajmowali się uprawą roli. Ponieważ byli grupą różniącą się religią zdarzały się prześladowania na tle religijnym, które zintensyfikowały się w okresie religijnego fanatyzmu powiązanego z wojnami krzyżowymi. Nadal jednak nie było żadnego oczywistego mechanizmu identyfikującego chrześcijan jak zdecydowanych antysemitów, nie było też żadnej antysemickiej ideologii.
Można pokusić się o stwierdzenie, że antysemityzm został wynaleziony przez Innocentego III. Żyjący na przełomie XII i XIII wieku papież Innocenty III jest uważany za jednego z najpotężniejszych politycznie papieży średniowiecza.

Innocenty III zapoczątkował – katolicki antysemityzm, rzekomo „odwieczny”. Objąwszy tron papieski, wezwał władców chrześcijańskich, by anulowali oprocentowanie długów chrześcijan wobec Żydów – sam był im za wiele dłużny. W 1205 roku ogłosił, że za ukrzyżowanie Chrystusa Żydzi skazani są na wiekuistą niewolę, a w 1215 r. nakazał Żydom umieszczać na swej odzieży specjalny znak. Jego pasje religijne zawsze kierowały się przeciw cudzym pieniądzom. (Stefan Bratkowski, „Nieco inna historia Polski”)

Wezwania papieża doprowadziły do wzrastającej fali antysemityzmu w kolejnych krajach, a to powodowało, że pod wpływem pogromów i prześladowań Żydzi kierowali się w stronę Europy Środkowej. Stąd wzrastająca liczba Żydów w Polsce. O dalszym rozwoju antysemityzmu w Polsce pisałem wcześniej, więc nie ma sensu pisać tego powtórnie.

Wieki nowe
Reformację poprzedziło pojawienie się nowych prądów umysłowych w Europie, które jako epoka zwana Renesansem stały się czynnikiem wspierającym reformację. Kościół Katolicki, który wciąż miał wielka władzę polityczną, przestał być jakimkolwiek autorytetem moralnym, a już na pewno nie był autorytetem intelektualnym. Europa Zachodnia stopniowo pogrążała się w otchłani okrutnych wojen religijnych, które zdominowały rozwój kontynentu na wiele lat. Nawet zdobycie Ameryki i napływ do Europy ogromnych bogactw tego nie zmienił. Szaleństwo religijnych wojen w dużym stopniu wyniszczyło Europę Zachodnią, przez co dobrobyt panujący w Polsce stawał się czymś godnym zazdrości.
W połowie XVI wieku papieski legat Commendone pisał o Polsce z pewnym zdziwieniem, a może i potępieniem:

Na tych obszarach spotyka się wielkie masy Żydów, którymi się aż tak nie pogardza jak gdzie indziej. Nie żyją w stanie poniżenia i nie ogranicza się ich do nikczemnych zajęć. Mają ziemię, trudnią się handlem i studiują medycynę oraz astronomię. Posiadają wielkie bogactwa i nie dość, że zalicza się ich do porządnych ludzi, ale także sprawują nawet niekiedy władzę nad sobą. Nie noszą żadnych wyróżniających ich oznak i pozwala się im nawet nosić broń.

Jeszcze wtedy prawo był w Polsce było przestrzegane, tolerancji pilnował król, ale i sama szlachta. Choć już wówczas był głośny ksiądz Jakub Wujek, który głośno wyrażał idee przyświecające wojnom religijnym na zachodzie. Niedługo potem kontrreformacja w Polsce zacznie wygrywać i będzie to oznaczało nie tylko koniec tolerancji, ale i powolny koniec złotego wieku. Pojawiła się w tym czasie postać nikczemna, błędnie w naszej historii oceniana jako wielki patriota – jezuita Piotr Skarga. Stał się sławny z wygłaszania alarmistycznych kazań, w których groził Rzeczypospolitej upadkiem i hańbą, przez co w późniejszych wiekach został uznany za proroka. Jednak nie zwalczał on symptomów pojawiającego się zgnuśnienia, łamania praw, osłabiania władzy. Mówiono, że jego kazania „pachniały krwią” – podburzał ludzi przeciw innowiercom i Żydom. Słynne „Kazania sejmowe” nigdy nie zostały wygłoszone i nie odegrały historycznie żadnej roli. Już w kolejnym stuleciu w Krakowie dojdzie do wielu ataków na Żydów i dysydentów,dokonywanych przez krewką młodzież podburzaną przez duchowieństwo. Jak dziwnie to koresponduje ze współczesnymi ekscesami faszyzujących narodowców demonstrujących często z księdzem na czele pochodu. Na marginesie można dodać, że w tym też czasie za przyczyną jezuitów pojawiły się niemądre legendy o tym, jakoby szlachta pochodziła od zupełnie innego niż chłopi, legendarnego narodu Sarmatów. To także był swoisty signum temporis i symbol rozpoczynającego się upadku.
Niestety nowe prawa spowodowały, że Żydom już nie było wolno posiadać ziemi. Kolejne ich tysiące nie zasymilują się już i pozostaną na zewnątrz społeczeństwa. Inne ograniczenia spowodują, że jedynie finanse będą dostępnym dla nich zajęciem. A ponieważ nie mogli inwestować swoich pieniędzy w kraju, inwestowali więc za granicami Polski. W ten sposób pojawiało się przeświadczenie o jakiejś szczególnej skazie Żydów, która każe im szczególnie kochać pieniądze. Zapomniano, że w średniowieczu wielu Żydów osiedlało się na wsi, część zostawała mieszczanami, a nie należały do rzadkości przypadki uszlachcania Żydów.
Szlachta, która traciła powoli umiejętność dobrego gospodarowania, coraz częściej też wyręczała się Żydami, zaciągała pożyczki, żyła ponad stan, więc w wieku XVII i XVIII coraz częściej atakowano Żydów, za to że bogacili się kosztem reszty społeczeństwa, choć prawdziwymi winowajcami tego upadku polskiej wsi byli przedstawiciele stanu szlacheckiego. Nic więc dziwnego, że antysemityzm stawał się coraz bardziej powszechny. Ponieważ antysemityzm należy do poglądów irracjonalnych, więc wyznawcy rozmaitych wrogich wobec Żydów teorii nie zadali sobie nigdy trudu, by swoje teorie zweryfikować.
Niestety ten stan trwa do dzisiaj. Po Drugiej Wojnie Światowej deklarowanie wprost swoich antysemickich przekonań stało się dość kontrowersyjne po tym, jak doszło do wymordowania milionów Żydów. Antysemita stawiał się niejako w jednym rzędzie z hitlerowskimi Niemcami. Stąd na długie lata antysemityzm się wyciszył i był obecny głównie w niewielkim gronie rodziny i znajomych. O pewnych rzeczach nie mówiono też dzieciom, bo to mogło być źle widziane w szkole. Antysemityzm nie zniknął, ale stał się postawą powszechnie ukrywaną. Dopiero po roku 1989 znów pojawił się w przestrzeni publicznej. Powszechnie uważano, że jest to postawa pewnej niewielkiej grupy nieco sfiksowanych i zwykle starszych ludzi. Sprzyjał temu fakt, że jednym z przywódców tzw. narodowców był Bolesław Tejkowski, którego antysemityzm miał postać obsesyjną.
Jednak na początku XXI wieku, gdy w polityce zaczęły odnosić sukcesy ugrupowania konserwatywne, antysemityzm pojawił się na nowo. Partia Prawo i Sprawiedliwość otwarcie kokietowała narodowców, w tym nawet chuliganów powszechnie zwanych kibolami, podkreślając ich patriotyzm i przywiązanie do bohaterskiej historii Polski. A to stało się przyczyną, że wciąż obecny w polskim społeczeństwie rasizm, ksenofobia i antysemityzm uzyskały swoiste prawo obywatelstwa.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (9 votes cast)

Polski Savonarola

oko
Myślę sobie, że co tam Kempa, to nie ona stanie w Okopach Świętej Trójcy. To kobieta, a jako kobieta niedoskonała jest, ułomna i zmienna. Nie można szukać oparcia w kobiecie tocząc ideologiczny bój.
Do boju poprowadzi nas ksiądz Oko. Obejrzałem właśnie fragmenty jego wystąpienia w sejmie. To on. On jest odrodzonym Savonarolą polskiej wiary i walki o ojczyznę.
Jedynie on może stać się przywódcą w walce ze strasznym potworem Genderem, który dzieci nam pedali, a jeśli nawet nie, to przerabia chłopców na dziewczynki. A nawet jeżeli nie, to i tak genderyzm jest plagą gorszą niż komunizm i nazizm razem wzięte. W zasadzie to ksiądz Oko ma nawet rację – z z nazizmem, a nawet i z komunizmem Kościół potrafił się jakoś dogadać. Z nazizmem to nawet bardzo dobrze czasem się dogadywał.
Ateiści to seksoholicy. Z tym to bym się nie do końca zgodził. Z własnych doświadczeń pamiętam, że najbliżej miana seksoholika mi było, gdy byłem jeszcze wierzący. A było to dawno temu.

oko2
Posłuchałem oratorskich popisów księdza Oko, poczytałem o tej rozwiązłości dzieci tresowanych w przedszkolach gender i zuchwałości agresywnych feministek, które chłopców chcą na dziewczęta zamieniać i odwrotnie, a wówczas przypomniał mi się fragment z opowiadania Andrzeja Sapkowskiego:

Sędziowie rozbierają dziewczynę do naga, gorliwie szukając na niej znaku, piętna, znamienia diabła. O, nie wątpię, że prawdziwie święty ferwor i zapał wstępują wówczas w czcigodnych panów sędziów! Pilnie patrzą, oglądają, zaglądają wszędzie, w każdy kątek i zakątek, pomagając sobie, gdy trzeba poślinionym palcem. A jaka radość, gdy znajdują, bo wszakże zawsze się coś znajdzie.
Andrzej Sapkowski, „Zdarzenie w Mischief Creek”

Ciekawe dlaczego akurat ten?

Zapisz

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Demony polskie

Klasyczny dobry horror opiera się na motywie demona, z którym walczą bohaterowie. Taki demon może być mniej lub bardziej rzeczywisty, może być nawet wielopostaciowy. Doskonałym przykładem klasycznego horroru jest historia Draculi. Budzący grozę wampir, wysłannik szatana, Dracula to nie tylko reprezentant piekieł, ale i przedstawiciel świata seksualnych dewiacji. Inny przykład ze świata klasycznego horroru to Frankenstein. Sztuczny twór, efekt zabawy człowieka w Boga. Człowiek może powołać do życia jedynie potwora, który na dodatek również przejawia coś w rodzaju zdegenerowanych pożądań, karykaturę uczuć dostępnych jedynie boskim stworzeniom. Klasyk gatunku Stephen King stworzył demona w postaci wampirycznego samochodu o imieniu Christine, w którym czają się diabelskie moce i szatańska zazdrość o dziewczynę głównego bohatera.
Lubimy się bać w sposób bezpieczny i kontrolowany. Czytanie lub oglądanie horrorów to taki bezpieczny sposób na uwolnienie swych skrywanych lęków, a być może i podświadomych fascynacji pewnymi zakazanymi tematami.
Gorzej jest, jeśli ludzie budzą rozmaite demony w prawdziwym życiu i próbują je obwiniać o wszelkie zło. Szczególnie często dochodziło do tego w połączeniu z religią, co samo w sobie jest już bardzo niebezpiecznym koktajlem. W Europie spalono na stosach setki tysięcy, jeśli nie miliony, kobiet oskarżanych o czary, konszachty z diabłem, wywoływanie rozmaitych chorób lub sprowadzanie zarazy. Dla Kościoła bardzo często takim demonem, którego można obwinić o całe zło świata byli Żydzi lub innowiercy.
Dziś demonem Kościoła Katolickiego jest gender. Gender to dla kleru straszna i groźna ideologia, która jest powodem upadku obyczajów, zagrożeniem dla polskiej rodziny, wrogiem religii. To przez gender wyuzdane dzieci molestują seksualnie niewinnych księży, aby odebrać im wiarę i determinację w prowadzeniu swych owieczek do Boga. Gender to według polskich biskupów jakaś przewrotna ideologia, która dąży do przemiany kobiet w mężczyzn i odwrotnie, do zniszczenia tradycyjnej religijnej rodziny polskiej. Gender kojarzyć się ma z gołymi cyckami feministek i penisami homoseksualistów na paradach równości oraz przy okazji z eutanazją i aborcją, bo to przecież jeden z przejawów cywilizacji śmierci.
Gdyby spersonifikować gender z koszmarów nocnych polskich biskupów byłby on wręcz idealnym tematem do kultowego wręcz horroru. Potwór niemający płci lub raczej mający wszystkie naraz i z osobna, polimorficzny demon, który niszczy tradycję, religię i naród.
Jednak nie potrzebujemy wymyślonych fantastycznych demonów do straszenia społeczeństwa. W Polsce grasuje demon prawdziwy i realny, z którym jednak Kościół niespecjalnie chce się zmierzyć.
W pierwszy dzień świąteczny młody człowiek, mający ponad półtora promila alkoholu we krwi, taranuje swoim BMW przystanek autobusowy i szczęśliwie nikogo nie zabija, bowiem przystanek był pusty. Dzień później niemłody ksiądz potrąca kobietę. We krwi ma prawie dwa promile alkoholu. Zostaje zwolniony z nakazem stawienia się na drugi dzień. Przychodzi na przesłuchanie pijany. W noc kończącą święta pijany kierowca Audi taranuje 12 zaparkowanych samochodów, szczęśliwie nie ma ofiar w ludziach, ponieważ to noc. W sylwestrową noc kobieta w dziewięciomiesięcznej ciąży wpada pod samochód i ginie. Tym razem kierowca był trzeźwy ale kompletnie pijana była przyszła matka. W Warszawie podczas sylwestrowego wieczoru pijany kierowca potrącił pieszego na pasach i został złapany dopiero po długim pościgu i obławie. W noworoczne przedpołudnie pijany młody człowiek wjechał samochodem BMW w grupę spacerowiczów, niewykluczone, że w pijackiej złości zrobił to celowo. Zabił sześć osób. To tylko najgłośniejsze przypadki z ostatnich kilku dni.
Polski demon to alkoholizm. Liczba pijanych kierowców łapanych corocznie jest przerażająca. Jeszcze bardziej przeraża liczba pijanych kierowców, których łapie się po raz kolejny i kolejny. Sprawca ostatniego wypadku, który zabił sześcioro ludzi ma zaledwie dwadzieścia sześć lat, a już w wieku lat dziewiętnastu stracił prawo jazdy za jazdę po pijanemu.
Prawie całe swe zawodowe życie spędziłem na polskiej wsi, która w opinii powszechnej jest najbardziej tradycyjna, bogobojna i konserwatywna. To w mieszkańcach wsi Kościół upatruje ostatniej reduty w walce z demonicznym genderem, a tym czasem ta wieś pożerana jest od lat przez prawdziwego demona – alkoholizm. Przez dziesiątki lat widziałem jeżdżących po pijanemu przedstawicieli władz, policjantów, lekarzy, księży i nauczycieli. Jednak alkoholizm to nie tylko pijani kierowcy. Alkoholizm to patologiczna bieda i chroniczne niedożywienie dzieci. To patologiczna i wszechobecna przemoc w rodzinie. To pijackie molestowanie przez tatusiów, wujków, kuzynów lub znajomych. To nigdy nie zgłoszone gwałty, popełniane przez pijanych członków rodziny lub znajomych.
Kościół jednak nie uczestniczy w żadnej wojnie z alkoholizmem, nie każe się narodowi obudzić i być trzeźwym. Każe się za to obudzić i walczyć z genderem, bo gender chce złamać tradycję, która nakazuje zlać babę po sobotnim powrocie z gospody i skatować dzieci po pijanemu.
Kwiat polskiej prawicy w osobie pani poseł Pawłowicz, posła Pięty i innych również poświęca się walce z demonami zagrażającymi tradycji. Piętnują homoseksualistów, gender, aborcję i eutanazję. A tym czasem poseł Hofman i poseł Kaczmarek (also known as Agent Tomek) udowadniają, że ze swojskim demonem pijaństwa są za pan brat. Z tym demonem nikt naprawdę w Polsce nie walczy.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Sakrament pedofilii

Rok 2013 nie jest dobry dla polskiego Kościoła Katolickiego. Coraz częściej mówi się o seksualnych aferach z udziałem księży, a swoistą kulminacją stała się głośna sprawa z Dominikany, gdzie prokuratorzy wszczęli śledztwo przeciw nuncjuszowi papieskiemu – pochodzącemu z Polski – arcybiskupowi Wesołowskiemu oraz księdzu z Polski – Wojciechowi Gilowi. Do poprawy wizerunku kleru na pewno nie przyczynił się szef Radia Maryja, który sugerował, że przeciw polskim księżom – oczywiście niewinnym – zmontowano wielką intrygę.

witraz

Przypadek?

Również w tym roku nasiliły się protesty przeciwko ukrywaniu i tuszowaniu przez Kościół seksualnych przestępstw księży, przypominając kilka dość głośnych przypadków. Po wielu latach zaczęły wychodzić na jaw rozmaite wydarzenia, które choć zdarzyły się dość dawno temu, dość skutecznie były zamiatane pod dywan. Zdaje się jednak, że okres ochronny dla pedofilów w sutannach minął i ludzie milczeć już nie chcą.
Z tego też powodu hierarchowie katoliccy doszli do wniosku, że najwyższy czas rozpocząć kampanię, która nadszarpnięty wizerunek sług Kościoła naprawi. Zgodnie z wytycznymi Watykanu przygotowano zasady postępowania w przypadkach pedofilii i zapowiedziano ich wdrożenie. Jednak zaraz potem wystąpił arcybiskup Michalik, który dość jednoznacznie powiedział mediom: Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga. Co prawda zaraz poprawił się, że jego słowa były nieprecyzyjne i nie to miał na myśli, co powiedział. Jednak kilka dni później nieco innymi słowami powtórzył tę samą myśl. Wynika z niej, że za pedofilię odpowiedzialny jest upadek rodziny i rozwody, ponieważ właśnie wtedy dzieci lgną do księży i wciągają ich w pedofilię.
Niedawno kolejny ksiądz uraczył nas dokładniejszym wyjaśnieniem przyczyn pedofilii. W wywiadzie dla lokalnego medium niejaki ksiądz Bochyński nie pozostawił wątpliwości: Mamy dzieci 10-letnie, trochę starsze, i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci „wchodziły” do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka.
Czy możemy przyjąć, że są to przejęzyczenia, że te słowa wynikają z braku wiedzy i umiejętności komunikacji? Owszem, jeżeli uznamy, że ci wykształceni księża – często z doktoratami – to debile mający problem z formułowaniem sensownych myśli na dość podstawowym poziomie. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Dlatego trzeba niestety przyjąć, że oni naprawdę tak myślą. Że dziecko ma potrzeby wymagające zaspokojenia i ksiądz altruistycznie je zaspokaja.
Pozostaje nam czekać tylko na oficjalne ogłoszenie pedofilii sakramentem.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.9/10 (12 votes cast)

Bóg nie wierzy w człowieka

Angielskiego filozofa Bertranda Russela zapytano, czy mógłby napisać historię ludzkiej głupoty. Oczywiście, że mógłbym. – odpowiedział filozof – Ale ta historia zanadto pokrywałaby się z historią powszechną. Gdy zatem w tym kontekście pomyślimy o biblijnym opisie, według którego Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, to muszą nas ogarniać wątpliwości.
Uważne czytanie Biblii może nas doprowadzić do pesymistycznych wniosków. Bóg ze swego dzieła stworzenia nie był zadowolony. Pomijając wygnanie z raju, wielokrotnie dawał tego dowody w inny sposób. Wszyscy zapewne znają historię Sodomy i Gomory, dwóch miast zniszczonych z boskiego nakazu deszczem siarki i ognia, ponieważ mieszkańcy tych miast byli występni i rozpustni, i nie przestrzegali praw boskich.
Jednak znacznie gorszą karę za brak szacunku i przestrzegania religijnych nakazów wymyślił Bóg ludziom, zsyłając potop. Potop zalał całą Ziemię i zabił całe życie na niej z wyjątkiem rodziny Noego, któremu wcześniej Bóg nakazał zbudowanie Arki. W ten sposób po potopie rodzina Noego stała się nowymi praojcami całej ludzkości, a zwierzęta zabrane przez niego na Arkę również na nowo zasiedliły świat. Noe złożył dziękczynną ofiarę Bogu za ocalenie, zaś Bóg zasmucony ogromem śmierci i zniszczeń, które spowodował potop, obiecał, że już nigdy więcej nie wyniszczy rodzaju ludzkiego.
Patrząc na dalsze dzieje świata można zacząć przypuszczać, że chyba nie dotrzymał obietnicy. Faszyzm, który spowodował największą na świecie wojnę i największą liczbę ofiar, bezprzykładne zbrodnie, które popełniane były w imię tej chorej ideologii, nasuwa pytanie, czy tym razem Bóg nie użył człowieka do tego by zniszczył sam siebie.
Obserwując współczesność też trudno być optymistą. Szczególnie, gdy spojrzy się na tych, którzy mają być pośrednikami rzesz ludzi w kontaktach z Bogiem. Ile trzeba złej woli, żeby wmawiać Kościołowi, który zna przykazania Boże, że pozwala na krzywdzenie dziecka, że pedofilia jest tolerowana. Nieprawda. To jest wielkie bluźniercze kłamstwo. – oznajmił niedawno arcybiskup Michalik, który już wcześniej zrobił złe wrażenie niejasno sugerując, że za pedofilię odpowiadają dzieci, które lgną i innych w to wciągają. Nie mam wątpliwości, że Kościół zna przykazania boże, tak samo jak nie mam wątpliwości, że spora część kapłanów ich nie przestrzega, a inni to tuszują. Są to fakty znane najbardziej z katolickich diecezji w USA oraz Irlandii, ale także udokumentowane przypadki ukrywania przestępstw seksualnych księży w Polsce. Były przypadki wysyłania winnych na misje zagraniczne, przenoszenie do innych parafii, a także utrudnianie działania wymiarowi sprawiedliwości. W tym kontekście słowa arcybiskupa Michalika skłaniają do przypuszczenia, że Bóg całkowicie przestał wierzyć w człowieka i swój własny Kościół postanowił zniszczyć rękami hierarchów tego Kościoła.
Wszystko wskazuje na to, że dzieło zniszczenia jest na dobrej drodze.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.8/10 (10 votes cast)

Otwieram konserwę.

A ze środka wyskakuje kolejny biskup.

Polskie społeczeństwo jest nadal bardzo konserwatywne i przywiązane do religijnych tradycji, choć zaledwie 40% uczęszcza na niedzielne msze. Jednak niedawno przeprowadzane sondaże pokazują, że 70% respondentów sprzeciwia się wszelkim formom aborcji niezależnie od przyczyn i uwarunkowań społecznych. Ponad 50% społeczeństwa nadal za nauczaniem religii w szkołach. A tym czasem kościelna hierarchia w dniu rozpoczęcia roku szkolnego ogłosiła nową krucjatę w sprawie obrony religii w szkołach. Czy ktoś zamierza religię usunąć? Ależ skądże. Większość rodziców leniwie woli, by ich pociechy religię miały w szkole. Choć w szkole jest to another brick in the wall, to rodzicom wygodniej. Pamiętam, że sam chodziłem na religię do sal katechetycznych przy kościele i choć powoli traciłem wiarę, to na lekcje religii uczęszczałem aż do matury. Nikt mnie nie zmuszał, nie pilnował, nie groził pozostawieniem w tej samej klasie na drugi rok, a jak chodziłem pomimo słoty i niepogody, bo było ciekawie. Bo prowadzący lekcje ksiądz rzucał nam nastolatkom wyzwania intelektualne, bo nasze lekcje były raczej religioznawstwem i filozofią, a nie wkuwaniem zdrowasiek na pamięć.
Cóż było, minęło. To se ne vrati, pane Havranek – jak głosi słynny cytat. Lenistwo, brak wykształcenia, brak intelektu, prymitywizm i ciemnota, to słowa jakimi dziś możemy określić większość katechetów. Z zażenowaniem wspominam opowieści moich uczniów o katechetce, która nie dawała sobie na lekcjach i do jej repertuaru należało wyzywanie uczniów od diabłów wcielonych, debilnych sług szatana, płaczliwość i bieganie na skargi do dyrektora.
Co robią zatem biskupi, gdy okazuje się, że z rozmaitych powodów, niekoniecznie jest to tylko ateizm, rodzice dla swych pociech wybierają etykę zamiast religii? Prowadzi szkolenia dla katechetów? Wyrzuca największych debili? Skądże. Domaga się, by religia była przedmiotem obowiązkowym. A co z niewierzącymi? Świadkami Jehowy, protestantami lub nielicznymi muzułmanami? Episkopat zauważył wreszcie po wielu latach, ze pozycja religii w szkole jest słaba, lecz nie pokusił się o rzeczową diagnozę tego stanu rzeczy. Zamiast tego są kolejne żądania i pretensje pod adresem rządu. Uczeń katolik wybierający etykę zamiast lekcji religii grzeszy przeciw pierwszemu przykazaniu – oznajmił jeden z duchownych. A należałoby raczej powiedzieć, jak przeciw pierwszemu przykazaniu grzeszą nadęci biskupi i księża.
Dziś z perspektywy ponad dwudziestu lat sądzę, że wprowadzenie religii do szkół publicznych było niedobrym krokiem szkodzącym wiarygodności kościoła, religii i wychowaniu. Był to krok, który – jako jeden z kilku – pozwolił na umocnienie się w Polsce głupiej, ciemnej i zacofanej sekty i w konsekwencji doprowadził do eliminacji księży takich jak Lemański lub Boniecki, których skazuje się na milczenie, a wysuwa się na plan pierwszy bezczelnych, niedouczonych i ksenofobicznych Hoserów, Michalików i Głódziów.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)