Las Kabacki może być zbyt blisko

Manifestacja tzw. sekty smoleńskiej, która polega na przemarszu z kościoła pod pałac prezydencki i przemówieniu Prezesa o dochodzeniu do prawdy, w lipcu 2017 roku odbyła się w wielokilometrowej zagrodzie z metalowych barier, po raz pierwszy bez towarzystwa opozycji, która przybyła wcześniej, powtykała białe róże w kraty policyjnych samochodów i odeszła.

Totalna opozycja poniosła porażkę, próbując zablokować miesięcznicę. (Mariusz Błaszczak)

Minister nakazał swoim podwładnym postawienie kilku kilometrów barier, zablokowanie prawie całego Krakowskiego Przedmieścia oraz w praktyce także ulic dojazdowych, a w ten sposób wyłączenie też sporego obszaru Warszawy z normalnego użytkowania. A następnie radośnie oznajmia w wywiadzie radiowym dla rządowej stacji, że opozycja przegrała. Przegrała, bo nie miała żelaznych barier, ani tysięcy policjantów, a tylko białe róże w rękach. Panu ministrowi warto przypomnieć, że opozycja przegrała również w latach czterdziestych ubiegłego wieku, gdy po prostu niepokornych wsadzano do więzień. Opozycja przegrała w Poznaniu, gdy w czerwcu 1956 roku zaatakowały ją zbrojne jednostki milicji. Również w marcu 1968 roku opozycja przegrała po spałowaniu przez milicję. Przegrała również w grudniu 1970 roku, gdy kazano ją wojsku rozstrzeliwać z broni maszynowej. I po raz kolejny przegrała w Radomiu pod koniec czerwca 1976 roku, gdy milicjanci przepuścili ja przez tzw. ścieżki zdrowia. No i wreszcie przegrała w grudniu 1981 roku, gdy władza wyprowadziła na ulice czołgi i wojsko. Obecna władza ma więc w zanadrzu wiele jeszcze nie wykorzystanych sposobów na doprowadzenie opozycji do klęski.

Rozmawialiśmy o tym, żeby zmienić ustawę o zgromadzeniach, obciążając tymi kosztami tych, którzy deklarują zablokowanie, bo oni są sprawcami wzrostu tych kosztów. Albo niech się przeniosą, na przykład do Lasu Kabackiego. (Mariusz Błaszczak)

Jest tylko jedna wątpliwość. Gdy partia Pana Prezesa, zapewne mającego już wtedy status „błogosławionego” i spoczywającego na Wawelu, będzie za ćwierć wieku lub później tracić władzę, to może okazać się, że w historii Polski nie ma już miejsca na kolejny okrągły stół. I wtedy Las Kabacki będzie zbyt blisko, by Mariusz Błaszczak i jego parteigenossen mogli się w nim skryć.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

Biały płomień tańczący na kurhanie brata

W kultowym pięcioksięgu Andrzeja Sapkowskiego Emhyr var Emreis, Deithwen Addan yn Carn aep Morvudd, czyli Biały Płomień Tańczący na Kurhanach Wrogów był władcą absolutnym. Władzy i swojej idei państwa gotów był poświęcić miliony istnień ludzkich, w tym nawet swoją córkę.
Jarosław Kaczyński tańczy dziś na kurhanie swojego brata i pozostałych ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Po ponad sześciu latach od katastrofy wchodzimy w kolejny etap ogólnonarodowej psychozy, na którą cierpi przynajmniej dwadzieścia procent społeczeństwa. Wybitny specjalista od wytrzymałości betonu na stanowisku szefa zespołu technicznego, architekt dowodzący zespołem lotniczym, przy wsparciu wybitnego inspektora brytyjskiego z zakresu katastrof lotniczych, który nie jest członkiem brytyjskiej komisji badania wypadków lotniczych, a sławny jest tak bardzo, że nawet Wikipedia nic o nim nie mówi – to od nich będziemy dowiadywać się o tym, co spowodowało katastrofę w Smoleńsku. Oczywiście nadal pomocą służą wybitni naukowcy z zagranicy, w tym jeden, który widywał za młodu wybuchające stodoły, drugi specjalista, który sterty desek nie odróżnił od brzozy, o wdzięcznym pseudonimie „Piiii bziuuu”, nadanym przez dziennikarzy. Jest jeszcze pewien laborant, który przez swą patriotyczną postawę stracił pracę na zagranicznym uniwersytecie, no i na czele nieoceniony Antoni Macierewicz, wieloletni wielbiciel teorii spiskowych i Che Guevary wspomagany przez „Miśka” Misiewicza, wszechstronnego pomocnika aptekarskiego, który w wieku 26 lat wie o obronności więcej, niż wszyscy generałowie w Polsce razem wzięci.
Niestety, jeśli ktoś ma nadzieję, ze przyjdzie pan ordynator oddziału psychiatrycznego i rozgoni to całe towarzystwo, to jest w błędzie. Szczypanie się w nadziei obudzenia się z koszmaru też nic nie da. To się dzieje naprawdę. To jest Polska.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.7/10 (7 votes cast)

Głuchy skowyt

Tragedia w Smoleńsku była niewyobrażalna, porażająca i sprawiła, że na krótką chwilę świat się zadumał. Jeden z moich przyjaciół – Michał Lechański – zrobił w Londynie przepiękne, smutne i symboliczne zdjęcie.

poles

Dwa dni po katastrofie pisałem: Chciałbym, żeby emocje wyciszyły się, żebyśmy zyskali dobre wspomnienia, o tym że Lech Kaczyński był opozycjonistą i uczestnikiem zmian odbywających się w Polsce, że dla wielu był miłym człowiekiem, te mniej pozytywne aspekty powoli by przygasły, bo nikt nie traktuje zmarłego jako przeciwnika politycznego.
Jesteśmy narodem podatnym na wybuch uczuć. Ale wybuchy są głośne i trwają krótko. To nie są fałszywe łzy, ale naiwnością byłoby sądzić, że w przestrzeni publicznej kraju coś się zmieni. Że wszyscy się pogodzą i mówić będą jednym głosem. Polityka to nie jest szkółka niedzielna. Już niedługo zetrą się opinie i poglądy.
I będą tacy, którzy katastrofę wypiszą na swoich ideowych sztandarach.

Chciałbym wtedy się mylić, ale świat realny to nie bajka, nie ma szczęśliwych zakończeń. Dziś w Polsce żyją dwa kompletnie obce sobie narody, dwa społeczeństwa kultywujące wykluczające się idee. Dwa wrogie plemiona. Smutne to nie mniej od katastrofy.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 6.8/10 (12 votes cast)

Pięć lat cenzury

Potworna katastrofa. W ciągu paru sekund zginęło blisko sto osób podróżujących na uroczystości w Katyniu. Tajemnicą poliszynela było to, że Lech Kaczyński tego dnia rozpoczynał swą kampanię wyborczą, ponieważ zamierzał ubiegać się o prezydenturę na drugą kadencję. Od pierwszych minut po katastrofie wiadomo było, że z tego powodu piloci byli pod szczególną presją, ponieważ prezydent, który spóźnił się pół godziny na lotnisko, za wszelką cenę chciał zdążyć na transmitowane w telewizji uroczystości.
Jednak od samego początku osoby odpowiedzialne za wyjaśnianie przyczyn katastrofy, począwszy od tych na samych szczytach władzy, postanowiły cenzurować informacje na temat katastrofy, kierując się dość dziwnie pojmowaną troską o dobro rodzin ofiar i społeczną ocenę osób, które zginęły w katastrofie.
Pierwsze fragmenty stenogramów, które przedstawiono polskiemu społeczeństwu, kończyły się krzykiem z kokpitu: „Jezus Maria!”, wkrótce potem raport rosyjskiej komisji Anodiny, zawierający również stenogramy z rozmów prowadzonych w kokpicie, ujawnia całkiem inne zakończenie lotu. Ktoś postanowił upiększyć rzeczywistość. To stara metoda. Pierre Cambronne na propozycję poddania się podczas bitwy pod Waterloo miał odpowiedzieć: „Gwardia umiera, ale nie poddaje się”. Naprawdę odpowiedział: „Merde!”, ale jak pięknie brzmi legenda.
Rosyjska komisja twierdziła, że generał Błasik był obecny do samego końca w kokpicie, a w jego zwłokach wykryto ślady spożywanego alkoholu. Polska komisja broniąc legendy stwierdziła, że nie ma dowodów na obecność alkoholu we krwi Błasika, ani też nie ma jednoznacznego dowodu na to, że był w kokpicie. Oczywiście brak dowodów nie jest dowodem o wartości przeciwnej, a jedynie stwierdzeniem braku dostatecznych informacji. Jednak odebrano to zupełnie inaczej.
Dziś mamy do czynienia – po pięciu latach – z kolejnym ujawnieniem stenogramów z kokpitu TU-154. Odczytano tym razem blisko trzydzieści procent więcej wypowiedzi niż wcześniej. Stało się tak, rzekomo dlatego, że wcześniej wykonane kopie cyfrowe wykonane były ze zbyt niskim próbkowaniem. Wcześniejsze kopie, które analizowali biegli, wykonywano z częstotliwością próbkowania 11 kHz, w najnowszych – zastosowano częstotliwość próbkowania 96 kHz. – dowiadujemy się ze strony www radia RMF. Jeśli tak było faktycznie, to mamy do czynienia z idiotami, zarówno w komisji Anodiny, jak i Millera, a także Laska i Macierewicza. Mamy też do czynienia z idiotami wśród ekspertów dotychczas badających nagrania z czarnej skrzynki. Żeby nikomu nie przyszło do głowy, że 11kHz to jakość gorsza niż nędznej empetrójki? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Prędzej uwierzę w to, że wielokrotnie podejmowano decyzję o łagodzeniu stenogramów i wyników innych badań, przemilczano i zatajano fragmenty kierując się źle pojętą troską, o uczucia ludzi dotkniętych katastrofą. Nie pomyślano o tym, że to właśnie będzie doskonałą pożywką dla spiskowych teorii o zamachu na prezydenta. Należało ujawnić wszystko, nawet najboleśniejsze treści natychmiast, gdy stały się znane. Dziś jest za późno. Mleko się rozlało. Od 20 do 30% Polaków wierzy w taką lub inną wersję spiskową. Żadne stenogramy ich dziś już nie przekonają. Zanegują nawet najbardziej prawdopodobną wersję.
Pozostałych przekonywać nie trzeba. Blisko pięć lat temu cytowałem na blogu wypowiedź jednego z pilotów 36. pułku:
Powiem więcej – bo czas zacząć o tym mówić – atmosfera na lotach z Pasażerem była fatalna od dłuższego czasu. Arogancja i lekceważenie wszelkich procedur stała się normą. Osoby nie godzące się na to były szkalowane i publicznie upodlane. To podejście można zamknąć w stwierdzeniu: dupa jest od srania, pilot od lądowania. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce. I nie jest to post polityczny lecz odnoszący się do przyczyn tej katastrofy. Jej się nie da wyjaśnić bez uwzględnienia tego czynnika. I nie piszmy o szkoleniu. Powtórzę, że przyczyną jest schizofrenia. Możecie szkolić pilotów na symulatorach latami, mogą mieć lata wylatanych godzin, a jak są poddawani takiej presji to i tak dojdzie do katastrofy. Zwalczmy przyczynę pierwotną. Raz na zawsze zamknijmy drzwi od kokpitu!!!! *


* Cytat z felietonu Krajobraz we mgle.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.9/10 (10 votes cast)

Tym bardziej zamachu nie było

 
Tytuł powstał z inspiracji słynnym fragmentem „Misia Puchatka”: Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.
Im bardziej analizujemy wydarzenia, dowody i przyczyny, tym bardziej okazuje się, że zamachu nie było, nikt o nim nie myślał, nie planował, nie było bomb paliwowo-powietrznych, ani rozpylonego helu i sztucznej mgły, zaczajonego Putina z bazooką również.
Obudził dziś się dziennikarz Gugała (obecnie grający w barwach Polsatu) i stwierdził, że to media zawiniły rozdmuchując sprawę rozmaitych podejrzeń i spiskowych teorii dla uzyskania efektu sensacji i większej oglądalności.
Cztery lata po fakcie się – kurwa mać – obudził.
Choć dobre i to bo gwiazdy z TVN się do dziś nie obudziły. A widać to było już w kwietniu 2010, parę dni po katastrofie, z jakim zadęciem i świadomością prawie boskiej władzy nad widownią kreują rzeczywistość, w której cały naród płakał po cudownym prezydencie. A naród już w poniedziałek poszedł do roboty i myślał o tym jak tu na kieliszek chleba naszego powszedniego zarobić.
Pisałem dziesięć dni po katastrofie, po wypadku lotniczym:
Charakterystyczne jest, że prawdziwy smutek i żałoba po śmierci tak wielu osób, zostały zawłaszczone przez politykę kościelno-prawicową, która wykorzystała tragedię do zaakcentowania swej woli zakotwiczenia Polski w dziewiętnastowiecznej przestrzeni sacrum martyrologiczno-mesjańskiego. Polska ma być ostoją kościoła przeszłości, który na oczach świata rozpada się dziś w dotychczasowej formie wstrząsanej skandalami pedofilskimi. Położenie akcentu na uhonorowanie prezydenta, który w oczach wielu uosabiał tę Polskę konserwatywną, homofobiczną, religijną i wycofaną było oczywistym zagarnięciem tej żałoby. Telewizje podchwyciły ten wątek w sposób bezrozumny i bezkrytyczny prawie w całości. W ten sposób stworzone zostało symulakrum żałoby, które wyparło i stłumiło możliwą do zaistnienia żałobę prawdziwą.
I dalej:
Wielu pozostających jeszcze przy zdrowych zmysłach widzów, z narastającym zdumieniem, przecierając z niedowierzaniem oczy, oglądało komentatorów i polityków, którzy w ramach ogólnonarodowej pokuty, zaprzeczali sensowi ostatnich dwudziestu lat naszego istnienia i usiłowali udowadniać bezsens różnic i sporów politycznych, a złotym cielcem uczynili mityczną zgodę narodową i pojednanie polsko-polskie. „Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda…” – symulakrum wypełzło przez okienka telewizorów w całym kraju i zżarło nam naszą rzeczywistość.*
Dzisiaj po czterech latach nic bym nie dodał, ani niczego nie zmienił w tamtym tekście. Po raz kolejny mogę z wątpliwą gorzką satysfakcją stwierdzić, że miałem rację. I co z tego?


* cytaty z: http://belfer.one.pl/2010/04/20/symulakrum/

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Siedem kłamstw głównych

Od samego początku wokół katastrofy smoleńskiej narastała histeria i teorie spiskowe. Tworząc legendę o zamachu Antoni Macierewicz i jego nibyeksperci uciekali się do wielu kłamstw. Siedem (jak grzechów głównych) omówiłem poniżej.

1. Zapisy czarnych skrzynek zostały sfałszowane przez Rosjan lub Komisję Millera.
Nieprawda. Dwa rejestratory lotu były produkcji rosyjskiej, jeden zapisywał parametry lotu, drugi dźwięki. Trzeci rejestrator był produkcji polskiej firmy ATM i w tej firmie było odczytywany, ponieważ zapisy były kodowane i tylko ta firma znała algorytm. Nawet zakładając metodę brutal force, musiałyby minąć tygodnie, zanimby złamano kodowanie i zgodnie z nim podrobiono zapisy. Parametry systemu TAWS również nie były odczytywane w Rosji. Zapisy ze wszystkich rejestratorów zostały porównane i są one ze sobą zgodne. Jest to dowód na to, że żadnej ingerencji w zapis nie było.
Gdyby założyć fałszerstwo wszystkich czarnych skrzynek oznaczałoby to spisek, w który musiałby być zaangażowany nie tylko polski i rosyjski rząd, ale również urzędnicy wszelkich szczebli, polscy i rosyjscy prokuratorzy, pracownicy firmy ATM, setki a może tysiące osób. Edward Snowden ujawnił znacznie bardziej tajne działania amerykańskich władz, a w tym przypadku przez trzy lata nikt by pary z ust nie puścił? To może być prawdopodobne tylko w chorym matriksie sekty smoleńskiej.
2. Zwłoki prezydenta zostały potraktowane bez szacunku przez stronę rosyjską.
Kłamstwo. Słynne zdanie Joachima Brudzińskiego: „w błocie, w ruskiej trumnie na deszczu” są tylko dowodem chorobliwej nienawiści i zapiekłości, która odbiera rozum i każe kłamać. Oczywiście trumna była rosyjska, bo jaka miała być? Rosjanie postarali się natychmiast o trumny przynajmniej dla tych ofiar, które od razu zostały rozpoznane. To nie jest dowód złego traktowania, lecz wręcz przeciwnie. Podczas relacji telewizyjnych było też widać, że szybko zostały postawione duże wojskowe namioty. Zwłoki prezydenta nie zostały wydane Jarosławowi Kaczyńskiemu ze względu na oczywisty obowiązek oddania honorów polskiemu prezydentowi, co było wymogiem protokolarnym dyplomacji, a nie aktem nienawiści pod adresem prezesa PiS.
3. Samolot nie uderzył w brzozę, brzoza była złamana wcześniej lub brzozy w ogóle tam nie było.
Samolot uderzył w brzozę. Odpadł wówczas spory fragment skrzydła. Dowodzą tego badania specjalistów zarówno polskich jak i rosyjskich, także specjalistów powołanych przez prokuraturę. Są również oficjalne zaznania świadków, w tym człowieka, który był niedaleko tej brzozy w czasie wypadku. Uderzenie w brzozę potwierdzają także zapisy rejestratorów lotu. Chris Cieszewski przeprowadził pseudoanalizę w sposób urągający metodologii badań naukowych, przy tym skłamał w sprawie udziału osób, które rzekomo miały brać udział w tej analizie.
4. Zwłoki pozbawione ubrań to dowód na wybuch w samolocie.
Kompletna brednia. Samolot uderzył w ziemię z prędkością ponad 250 km/godz. Podczas wielu wypadków samochodowych, gdy prędkość wynosi od 60 do 90 km/godz. ciała ofiar bywają pozbawione części garderoby, która rozrywa się zahaczając o ostre blachy lub drzewa i krzewy w okolicy, zwykle też spadają buty. Siła uderzenia samolotu w ziemię była ogromna, a ciała były przeważnie rozczłonkowane.
5. Są ślady osmoleń na skrzydłach, które są dowodem wybuchu.
Kolejna brednia. Czarny kolor na zdjęciach to wewnętrzna strona skrzydła. Pokryte jest ono czarną uszczelniającą substancją, bo w skrzydłach są zbiorniki paliwa.
6. Członkowie komisji Millera nie byli na miejscu katastrofy i nie ma wśród nich żadnego specjalisty.
To jedno z najgłupszych kłamstw. Członkowie komisji badali katastrofę na miejscu. Niektórzy z nich byli tam już kilka godzin po katastrofie.
Spis uczestników komisji podany oficjalnie*:
płk pil. mgr inż. Mirosław Grochowski (pilot wojskowy, szef Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów);
ppłk pil. mgr inż. Robert Benedict (wojskowy pilot doświadczalny);
kmdr pil. mgr inż. Dariusz Majewski (pilot wojskowy);
mgr inż. Bogdan Fydrych (specjalista z zakresu kontroli ruchu lotniczego, członek PKBWL);
ppłk rez. mgr inż. Mirosław Milanowski (meteorolog, Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów);
mgr inż. Waldemar Targalski (pilot liniowy, członek PKBWL, były pilot 36splt);
płk mgr inż. Mirosław Wierzbicki (inżynier lotniczy, Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów, – Szef Pionu Techniki Lotniczej);
mjr mgr inż. Dariusz Dawidziak (inżynier lotniczy, Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów);
ppłk mgr inż. Dariusz Majewski (inżynier lotniczy, Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów);
mjr mgr inż. Leszek Filipczyk (inżynier lotniczy, Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów);
mjr mgr inż. Artur Kułaszka (inżynier lotniczy, Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, – kierownik Pracowni Badań Silników Lotniczych);
ppłk dr inż. Sławomir Michalak (inżynier lotniczy, Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, – kierownik Zakładu Awioniki);
ppłk mgr inż. Janusz Niczyj (inżynier lotniczy, Oddział Bezpieczeństwa Lotów Dowództwa Sił Powietrznych, – inspektor Bezpieczeństwa Lotów);
płk rez. mgr inż. Jacek Przybysz (inżynier lotniczy);
mjr rez. mgr inż. Jerzy Skrzypek (inżynier lotniczy);
ppłk mgr inż. Cezary Musiał (inżynier lotniczy, Inspektorat MON ds. Bezpieczeństwa Lotów);
płk dr n. hum. Olaf Truszczyński (psycholog lotniczy, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej)–;
ppłk lek. med. Bogusław Biernat (anatomopatolog, Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej);

7. Tusk lub Putin mieli interes w pozbyciu się Lecha Kaczyńskiego.
Trzeba sobie uświadomić, że w Polsce za kilka miesięcy miały się odbyć wybory prezydenckie. Lech Kaczyński miał w sondażach poparcie około 18%. Oprócz niego w wyborach startowało dwóch popularnych i lubianych polityków oprócz niego – Bronisław Komorowski i Jerzy Szmajdziński. Jest wiele przesłanek wskazujących na to, że Kaczyński nie przeszedłby do drugiej tury wyborów. Walka rozegrałaby się pomiędzy politykami, których wcześniej wymieniłem. Gdyby nie ta nieszczęsna katastrofa, Polska dziś zdążyłaby zapomnieć o kiepskim okresie rządzenia braci Kaczyńskich. PiS dziś byłby małą, być może pozaparlamentarną, opozycją. Rządząca PO nie musiałaby się martwić spadkiem w sondażach na rzecz PiS. Katastrofa nie była w interesie Tuska.
Nie była też w interesie Putina. Po co uruchamiać ogromną machinę spiskową i ryzykować ujawnienie, skoro za kilka miesięcy Kaczyński byłby tylko wspomnieniem?
Śmierć Kaczyńskiego okazała się korzystna wyłącznie dla PiS, który dzięki temu egzystuje jeszcze w polityce.
Sapienti sat.


* http://faktysmolensk.niezniknelo.com/pytania-i-odpowiedzi.html

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.7/10 (27 votes cast)

Nie wierzę w brzozę

Nie muszę. Wiara to stan, w którym bez realnych i weryfikowalnych dowodów wierzymy w istnienie np. istot nadprzyrodzonych, zjawisk lub wydarzeń. Mówimy o wierze w Boga, bo nie ma żadnego weryfikowalnego dowodu na jego istnienie, prócz relacji ludzi sprzed tysiącleci. Niektórzy wierzą w duchy, opierając się na relacjach innych osób, które są pewne swoich wizji. Inni wierzą w UFO, na istnienie pozaziemskiej cywilizacji też nie ma żadnego dowodu.
Spora część Polaków wierzy w zamach smoleński. Wierzą i muszą wierzyć, bo nie ma żadnego logicznego dowodu, żadnej przesłanki, ani prawdziwych faktów, które by tę wiarę mogły zmienić w pewność.
Rzecznik PiS Adam „Duży Penis” Hofman odwrócił sytuację i oznajmił, że ci niewierzący w zamach, wierzą w pancerną brzozę, która zniszczyła samolot prezydencki. Nikt nie ma jednak potrzeby wierzyć w istnienie tej brzozy, ani w to, że uderzył w nią samolot. Ja nie wierzę. Na to są dowody i nie trzeba w nic wierzyć.

Skrzydło

Kawałki drewna utkwiły w odłamanym skrzydle.


Są zbadane kawałki drewna w kawałku skrzydła, które w nią uderzyło. Są fragmenty konstrukcji samolotu wbite w pień brzozy. Jest wreszcie zsynchronizowany zapis wszystkich rejestratorów lotu, który potwierdza oficjalnie podaną wersję wydarzeń.
Niektórzy wierzą, że te zapisy rejestratorów są zmanipulowane przez Rosjan. To mocna wiara, bo żadne dowody tego nie potwierdzają. Paradoksalnie nawet ekspertka zespołu Macierewicza potwierdziła prawdziwość tezy o zbyt niskim zejściu samolotu. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska to specjalistka od dźwięku – muzykolog. Co ma muzykolog wspólnego z katastrofą lotniczą? Otóż ekspertka przeanalizowała dźwięk i uznała, że w wypowiedzi kontrolera rosyjskiego uchodi na wtaroj krug mamy do czynienia z akcentem wskazującym na dwukrotne zakończenie zdania. Raz po słowie wtaroj, drugi raz po słowie krug. Nie wiem czy pani muzykolog ma jakieś pojęcie o rosyjskim, w którym jest tzw. ruchomy akcent i nawet niespecjalnie jestem tym zainteresowany. Są w jej referacie ważniejsze fragmenty. Najpierw bowiem rozprawia się z kwestią odgłosu uderzenia w brzozę, które według niej nie jest wcale odgłosem uderzenia, ale stuknięciem, analizuje w celach dowodowych i pozwala rozmaite odgłosy posłuchać uczestnikom macierewiczowskiej konferencji.
Szkopuł w tym, że w odgłosach prezentowanych przez panią Gruszczyńską-Ziółkowską słuchać wyraźnie słowa wypowiadane przez system TAWS: pull up, pull up. Pani muzykolog, ani razu nie powiedziała nic na ten temat. Nie zarzuciła, że to odgłosy doklejone przez Rosjan, nie zaprzeczyła ich istnieniu, nie podważyła ich znaczenia. Jednym słowem system TAWS nad Smoleńskiem darł się wniebogłosy pul up, pull up! A wiemy, iż system ten był ustawiony tak, że zaczynał alarmować, gdy na lotnisku bez systemu ILS samolot schodził niżej niż sto metrów nad ziemię. Jednym słowem ta ekspertka zadała mimowolnie kłam innym ekspertom, którzy twierdzili, że samolot nie przekroczył pułapu 100 metrów. Potwierdził to zresztą inny ekspert Macierewicza – Jacek Rońda, który do manipulacji przyznał się w telewizji Trwam.
Skoro ekspertka nie zaprzeczyła oryginalności odgłosów systemu TAWS, potwierdziła zatem, że piloci zeszli zbyt nisko. Czy można to jakoś skomentować? Wydaje się, że tylko w jeden sposób.

demotywatory

Komentarz ze strony demotywatory.pl

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.6/10 (8 votes cast)

Sabat ekspierdów

Zaczyna się! Najpierw prezes mówi o odwadze i poświęceniu, wygląda na to, że grono ekspierdów dołącza do męczennników walki o wolność, których patronem jest święty Lech Kaczyński poległy śmiercią męczeńską.
Po wstępie prezesa Przewodniczący grupy cierpiącej na zespół Macierewicza wita pacjentów i zaczynają się peany na cześć luminarzy polskiej nauki za granicą.
Pora na pierwszego ekspierda. Nadaje przez Skype z Kanady. Pokazuje kawałek awionetki i na jej przykładzie udowadnia zamach.
Teraz pora na ekspierda z Australii. Pan ekspierd nie potrafi sobie dać rady z udostępnieniem pulpitu w programie Skype. Uczestnicy konferencji nerwowo zagryzają wargi, Macierewiczowi zaschło w gardle, a niestety ma do dyspozycji jedynie mineralną niegazowaną. Czy to jakaś akcja tajnych służb kondominium? Kolejny zamach, tym razem na wolność słowa? Nareszcie się udało.
I wreszcie clou programu. Nadprofesor Binienda z samej Ameryki. Udowadnia, że brzoza jest miękka a skrzydło plastyczne, więc by się zgięło, wygięło, ale nie odpadło.
Sabotaż! Prawie bez przerwy ktoś usiłuje się dodzwonić do skypowej profesjonalnej konferencji, tfu… to znaczy do międzykontynentalnego mostu telekomunikacyjnego ekspierdów. Raz jest to Wladymir Putin, raz ktoś inny. Oczywiście Macierewicz oznajmia, że są to celowe działania mające zapewnić dominację kłamliwego przekazu rządowego.
Krótka przerwa w transmisji, bowiem lokalni macierewiczowscy ekspierdzi komputerowi mają sobie poradzić z rządowymi hakierami. Przewodniczący grozi, że zostaną wciągnięte wnioski przez sądy, gdy już będą one miały możliwość nieskrępowanego decydowania.
Kolejnym mówcą jest pełnomocnik prawny prezesa – oznajmia, że prokuratura dołączyła do propagandowych działań antypolskich i odmawia dostępu do niektórych akt. Zbrodnia to niesłychana…
Binienada powtarza swe wystąpienie.
Pora na kolejnego ekspierda, którego obrazek pojawia się na tle mapy Ameryki północnej, żebyśmy wiedzieli z kim mamy do czynienia. Jednak zapada złowroga cisza,bo specjaliści komputerowi znów mają problemy z programem Skype. Czyżby Microsoft był w zmowie z bandą Tuska? W końcu ekspierd Nowaczyk zaczyna swą tyradę.
Ilość bredni zaczyna przekraczać dopuszczalną dawkę. Muszę otworzyć okno. Profesor Nowaczek triumfalnie odkrywa, że komisja badania wypadków lotniczych pod wodzą zdrajcy Millera nie poprosiła blogerów o zdjęcia wykonane na miejscu katastrofy i w okolicy. A przypomnijmy, iż był to też słynny film na którym słychać strzały i widać enkawudzistów dobijających rannych. Jak można było pominąć taki dowód?!
Zaczyna mi się kręcić w głowie i zapadam w drzemkę, gdzieś z oddali dopływa potężny, grzmiący niczym grom zeusowy glos Antka Policmajstra: My się przeciwnościom nie poddamy, my się nie ugniemy. Pokonamy zarówno kłopoty techniczne, które nam są narzucane, jak i polityczne, których celem jest zastraszenie naszych ekspertów.

PS. Posiedzenie grupy chorującej na zespół Macierewicza miało się odbyć tydzień temu. Jednak zostało przełożone ze względu na to, że pojawił się nowy, istotny materiał, który mówi o działaniach rządu Donalda Tuska – oznajmił Antoni Macierewicz. Tej rewelacji jednak na sabacie ekspierdów się nie doczekaliśmy.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.0/10 (9 votes cast)

Wybuchające stodoły

Pewnego razu w późnych latach trzydziestych ubiegłego wieku pewien podpity gość wykrzyczał gdzieś na Krakowskim Przedmieściu, że marszałek Rydz-Śmigły to idiota. Obywatela aresztowano i skazano za… zdradę tajemnicy państwowej. Rzecz jasna to jest popularny przed wojną dowcip. W nowszej wersji pojawił się za czasów prezydentury Wałęsy, a później Lecha Kaczyńskiego, gdy policja z uporem godnym lepszej sprawy ścigała bezdomnego pijaka za obraźliwe pod adresem prezydenta słowa.
Dowcip przypomniał mi się w związku z trwającą drugi dzień komedią narodową pod tytułem „eksperci Macierewicza zeznają”. Gdy media opublikowały pierwsze fragmenty zeznań, Macierewicz złożył zawiadomienie o możliwym popełnieniu przestępstwa ujawnienia tajemnicy śledztwa. Ta tajemnica jest krótka i rozsądnym ludziom znana od dawna. Eksperci Macierewicza to banda ignorantów i dyletantów, którzy na poparcie swych tez spiskowych mają jedynie swoją fantazję.

Wybuchające stodoły

Ponieważ zeznania owych ekspertów od siedmiu boleści niczego do smoleńskiego śledztwa nie wnoszą, prokuratura zdecydowała się ujawnić prasie fragmenty zeznań, litościwie zamazując nazwiska owych pseudonaukowców.]
Sam badań takich nie prowadziłem i nie brałem w nich udziału. Nie byłem też nigdy obecny na miejscu katastrofy lotniczej, jestem inżynierem budowlanym. – czytamy w zeznaniach.
W sprawie katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 r. wiadomo jest mi tyle, ile można przeczytać w gazetach. – zeznaje kolejny ekspert.
Inny tak uzasadnia swe kompetencje: Dodatkowo jako dziecko oglądałem wybuchające stodoły w czasie pożarów po wojnie.
Skąd taka kompromitacja „najwybitniejszych naukowców” w eksperckiej grupie Macierewicza? Otóż zeznając w charakterze świadka w prokuraturze nie można sobie fantazjować ze swadą podobną do tej na spotkaniu któregoś z klubów „Gazety Polskiej”. Prokurator zadaje konkretne pytania i oczekuje konkretnych odpowiedzi. Wprowadzenie prokuratury w błąd może mieć nieprzyjemne skutki. To dlatego nagle smoleńscy eksperci oklapli i zamiast gromkim głosem ogłaszać swe domniemania na temat ohydnego zamachu, grzecznie i bez bajdurzenia odpowiadali na pytania. Myślę, że dobrze by się stało, gdyby zeznawał również sam Macierewicz oraz Jarosław Kaczyński. Dobrze by było usłyszeć, co ten ostatni ma do powiedzenia w kwestii swojego określenia „prawie zamach”.
Był prawie zamach, bo Macierewicz zgromadził trzódkę prawie ekspertów? A prawie robi wielką różnicę, jak przekonywała nas pewna reklama. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.9/10 (13 votes cast)

We mgle

Blisko 50 lat temu został zamordowany prezydent John Kennedy. Prezydenta zastrzelił Lee Harvey Oswald, człowiek znany z marksistowskich poglądów, który kilka lat spędził w ZSRR. Oficjalne ustalenia przypisują zamach właśnie Oswaldowi, dopuszczając w późniejszych wersjach istnienie bliżej nieokreślonego spisku i być może istnienie drugiej osoby uczestniczącej w zamachu. Sam zamachowiec został wkrótce po aresztowaniu zastrzelony przez niejakiego Jacka Ruby’ego, człowieka związanego z mafią. Do dziś blisko 80% Amerykanów wierzy w jedną ze spiskowych teorii zakładających spisek na życie Kennedy’ego. Jedni twierdzą, że to ZSRR stoi za zamachem, inni że CIA, jeszcze inne teorie wiążą z zamachem mafię lub kubańskich imigrantów. Mało Amerykanów wierzy w najprostszą wersję, że za zamachem stał lewicujący człowiek, zafascynowany Związkiem Radzieckim i mający pretensje o incydent w Zatoce Świń.
Jurij Gagarin był pierwszym człowiekiem, który poleciał w kosmos. Niektórzy co prawda twierdzą, że przed nim było kilku innych, lecz to on pierwszy powrócił żywy. Jednak brak jakichkolwiek dowodów, że to prawda. Gagarin był pilotem oblatywaczem. W 1968 roku Gagarin zginął w katastrofie samolotu mig-15. Oficjalnie na katastrofę złożyło się wiele przyczyn. Zaniedbania w przygotowaniu lotu obejmowały fatalne wyposażenie lotniska, na którym nie było radaru, nie prowadzono rejestracji przeglądów i naprawa samolotu, nie było właściwej prognozy meteorologicznej, a do samolotu prawdopodobnie doczepiono dodatkowe zbiorniki paliwa. Współcześnie uznano, że przyczyną wypadku był błąd samego Gagarina. Jednak blisko połowa Rosjan nie wierzy w żadną z oficjalnych wersji. Spora część sądzi, że Gagarina usunęły komunistyczne władze ZSRR. Są tacy, którzy uważają wypadek za sfingowany, a sam Gagarin miał żyć jeszcze długie lata w jakimś z tajnych miast Związku Radzieckiego.
Po trzech latach od katastrofy w Smoleńsku ponad 40% Polaków sądzi, że z katastrofą związane są jakieś tajemnice. Nie wszyscy sądzą, ze to był zamach, ale skłaniają się do podobnych hipotez. Ponad 30% uważa, że katastrofę wyjaśniono, a blisko 20% nie ma zdania. Spiskowa teoria związana ze Smoleńskiem się rozwija i przechodzi w kolejne – często wzajemnie sprzeczne – fazy, które jednak sugerują zawsze zamach na prezydenta Kaczyńskiego. Początkowo była to teoria mgły sztucznie rozpylonej przez Rosjan i celowe wprowadzanie w błąd pilotów przez rosyjskich kontrolerów. Wersja ta została zarzucona, gdy jasne stało się, że piloci na lotnisku bez ILS sami podejmują decyzje i cokolwiek mówili kontrolerzy, nie miało to większego znaczenia. Na dodatek samolot miał status polskiego „air force one” i obcy kontroler nie miał prawa rozkazywać dowódcy. Pojawiła się więc koncepcja rozpylonego przed lotniskiem helu, który pozbawił skrzydła nośności i spowodował nagłe opadnięcie samolotu. Te teorie wskazują na Rosjan jako sprawców zamachu. Od niedawna pojawiła się teoria wybuchu lub wybuchów wewnątrz samolotu, co umożliwia ewentualne sprawstwo także polskiej stronie. Wśród ostatnich rewelacji pojawiła się także ta, która wcześniej powtarzana była tylko przez miłośników teorii spiskowych w internecie. Antoni Macierewicz stwierdził, iż ma dowody, że przynajmniej trzy osoby przeżyły katastrofę.
Teorie spiskowe dotyczące znanych wydarzeń są wręcz normą od bardzo dawnych czasów. Do najgłośniejszych – oprócz powyższych – należy także ta twierdząca, że nie było lądowania na Księżycu. Wiele teorii wciąż dotyczy zamachu na Jana Pawła II, a podsyca je wciąż sam zamachowiec, który co pewien czas zmienia swoje wyjaśnienia. Do najbardziej sławnych należą protokoły mędrców Syjonu, Zakon Syjonu i oczywiście spiskowa teoria dotycząca terrorystycznych zamachów z dnia 11 września 2001.
Wiele teorii na temat wydarzeń politycznych dzieli ludzi w sposób nie do pogodzenia. Polacy nie są w tej mierze wyjątkiem. Jeśli ktoś zastanawia się, kiedy rożne interpretacje katastrofy smoleńskiej przestaną dzielić polskie społeczeństwo, odpowiedź może być tylko jedna. Nigdy. Zawsze będą ludzie, którzy wierzyć będą w teorię zamachu, choćby było to całkowicie nieprawdopodobne.
Dziś kilka dni po śmierci byłej premier Margaret Thatcher w Anglii odbywają się festyny radości ludzi, którzy odsądzają ją od czci i wiary. Można to nazwać tańcem na grobie byłej premier. Niezależnie od miejsca, które zapisze Margaret Thatcher historia, dziś z całą pewnością możemy przyznać jej jedna zasługę. Pokazała, że kobieta może być lepsza od mężczyzn nawet na najwyższych szczeblach kariery, mając rodzinę, męża i dzieci. W konserwatywnej Wielkiej Brytanii kobieta mogła zostać premierem nie pochodząc nawet z najwyższych sfer. W postępowej socjalistycznej Polsce Hela mogła zostać traktorzystką lub jak Anna Walentynowicz – suwnicową. Nawet w powszechnym ruchu „Solidarności” kobiet prawie nie było, a największą karierę spośród kobiet zrobiła jako senator i sędzia Trybunału Stanu adwokatka Anna Bogucka-Skowrońska. Pierwsza polska premier – Hanna Suchocka rządziła zaledwie rok i nie dokonała niczego wartościowego, była de facto figurantką godzącą sprzeczne interesy siedmiu koalicjantów.
Po katastrofie w Smoleńsku początkowo nic nie wskazywało na występujące dziś podziały ideologiczne. Jednak już po kilku dniach zaczęto rozpowszechniać teorie o zamachu, a co najważniejsze rozpoczęto oskarżenia wobec wszystkich przeciwników Lecha Kaczyńskiego i PiS. Tak, jakby krytyka polityczna i żarty z nabzdyczonego prezydenta miały jakąkolwiek moc sprawczą. Każdy, kto był wrogiem Kaczyńskiego, był winien jego śmierci. Jasne stało się, że teorie spiskowe będą się rozwijać. Dziś mamy już teorię o wybuchach wewnątrz samolotu i ludziach, którzy przeżyli katastrofę i zostali potem zabici. Im więcej lat upłynie, tym bardziej rozwijać się będą teorie spiskowe i rosnąć będzie nienawiść ludzi przekonanych o zamachu. Im bardziej będą wyśmiewani, tym bardziej będą zamykać się w swojej oblężonej twierdzy, zaprzeczać rzeczywistości i utwierdzać się w swych absurdalnych przekonaniach. Kiedyś dojdzie do prawdziwego zamachu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.8/10 (12 votes cast)