Dyskretny urok faszyzmu

Gdy wraz z hukiem bomb i dymem pożarów waliły się zgliszcza faszyzmu włoskiego i jego okrutniejszej odmiany narodowo-socjalistycznej w Niemczech, świat uznał faszyzm za ideologię zbrodniczą i do dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie powoływałby się na faszystowską ideologię tworząc zręby nowej polityki we współczesnym świecie. Jednak dla polityków, którzy chcą uwieść tłumy, stać się wodzami i zbawcami narodu, faszyzm wciąż ma swój dyskretny urok pomagający omotać społeczeństwo, uwieść, zbałamucić, a potem odebrać wolność i zakuć w kajdany w dążeniu do władzy absolutnej, która jest żądzą silniejszą niż seks i bogactwo.

Faszyzm buduje swój mit założycielski na kulcie tradycji. W Niemczech było to odwołanie do dawnej wielkości sięgającej aż mitologii germańskiej. We Włoszech odwołanie do wielkości Imperium Rzymskiego. W Polsce mit Międzymorza (lub Trójmorza) wyznaczający Polskę liderem krajów pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem, a Morzem Czarnym, zaś odwołujący się do złotego wieku w czasach panowania Jagiellonów. Do tego tysiącletnia historia chrześcijaństwa z mitem przedmurza chrześcijaństwa i Jana Sobieskiego, szczególnie przydatnym do budowania strachu i nienawiści wobec obcych. Mity służące kultowi tradycji muszą mieć potęgę jednoczenia narodu, dlatego mówi się dziś o tym, że Polska jest tylko jedna. Nie ma w niej miejsca na dyskusję i różnice światopoglądowe. Albo jesteś Polakiem, albo zdrajcą i renegatem.

Kult tradycji to także odrzucenie nowoczesności. Dziś Polska potrzebuje znów węgla, dymiących elektrowni, kopalń, państwowych stoczni i państwowych gospodarstw rolnych. To właśnie kojarzy się Polakom z tradycją, która – jak twierdzi władza – niesłusznie została odrzucona przez poprzednie rządy. Umorusany górnik, chłop w trudzie i znoju uprawiający naszą polską ziemię. Spawacz w stoczni, który tworzy nowy państwowy wielki przemysł. To są obrazy przemawiające do narodu. Owszem gdzieś tam w tle jest grafen, ale co przeciętny mieszkaniec Wypizdowa Dolnego wie o grafenie? Po co zawracać dzieciom w szkole głowę teorią ewolucji, czy układem heliocentrycznym Kopernika. Lepiej dać więcej religii i historii, by kochały ojczyznę i oczywiście wodza, zbawcę narodu również. Wszelka nowoczesność jest podejrzana i modernistyczna. Trudno ją kontrolować i zmusić do działania na rzecz wiodącej siły narodu.

Myślenie jest niewskazane. Należy działać. Dlatego też wódz krytykuje „imposybilizm” poprzedników, deklaruje natychmiastową dobrą zmianę. W sejmie się już nie dyskutuje, tylko w trybie galopu przepycha ustawy, a ich błędy i niekonsekwencje prawne nie mają znaczenia. Wola narodu ma być ponad prawem. A wolę narodu wyraża wódz, bo on wie najlepiej. Skoro działanie – to robotnik, górnik i rolnik. Zaś naukowiec, artysta lub pisarz to osobnicy podejrzani, nic więc dziwnego, że przypina im się pogardliwą łatkę „wykształciuchów”. Państwo powinno mieć władzę nad edukacją, nauką i kulturą. Władzę bezwzględną.

Faszyzm jest ksenofobiczny i rasistowski. Chce zjednoczyć naród pod swoimi skrzydłami, a naród powinien być jednorodny. Wszelkie odmienności są groźne. Dlatego w faszystowskiej interpretacji świata uchodźcy roznoszą pasożyty i choroby. Są zarazą,przed którą naród musi się bronić. Ktokolwiek będzie chwalił różnorodność, jest wrogiem, bo Polska jest tylko jedna. Niezgoda oznacza zdradę. Jeśli prezydent wetuje ustawy, które miały być uchwalone tu i teraz, natychmiast i bez zwłoki, to dla sporej części swego obozu i sporej części rodaków staje się zdrajcą, choć z powodów pragmatycznych zostaje to wyciszone, to jest już przyzwolenie na atakowanie zdrajcy. To jest też ostrzeżenie dla wszystkich, którzy by chcieli się wyłamać.

Faszyzm karmi się frustracją. Pierwszymi wyznawcami, do których zwróci się przywódca, będą ci, którzy uważają się za skrzywdzonych. To oni są solą ziemi, to im należy się więcej. Tak będzie głosić partia i jej funkcjonariusze. Zastana rzeczywistość jest zła, krzywdząca i trzeba ją zmienić, więc gdy faszyzm wygra, to będzie dobra zmiana. Dla tych właśnie, którzy przedtem byli skrzywdzeni. Zwycięstwo będzie więc początkiem sprawiedliwości, która krzywdzonym dotąd obywatelom da satysfakcję.

Faszyzm daje tłumom poczucie tożsamości. Tożsamość buduje się prostymi symbolami, koszulki z orłem, patriotyczne marsze i okrzyki, wojskowa celebra przy najgłupszej nawet okazji. Każdy może być patriotą. Nie trzeba być mądrym, wykształconym, ani nawet uczciwym. Wystarczy głośno krzyczeć razem z innymi i mieć bluzę z żołnierzami wyklętymi, to działa przede wszystkim na młodzież. Dlatego budowanie dumy z własnego narodu musi się wiązać z kreowaniem wrogów. Na pewnym etapie im wrogów więcej, tym zjednoczenie narodu silniejsze. To także jest przyczyną, dla której faszyzm karmi się ksenofobią, antysemityzmem i rasizmem.

Upokorzenie jest budulcem faszyzmu. Wyznawcy muszą się czuć upokorzeni siłą i i bogactwem wrogów. Właśnie dlatego wrogami narodu są „banksterzy”, o których opowiada się, że to Żydzi, którzy zmierzają do zniszczenia narodu. Nie ma rzecz jasna tej narracji oficjalnie, nie teraz, nie po Drugiej Wojnie Światowej i holokauście, ale funkcjonariusze systemu lubią zadawać retoryczne pytania, w nieoficjalnych sytuacjach puszczać w obieg pewne aluzje i wykorzystywać do siania nienawiści część aktywnych wyznawców. Pokonanie potężnego wroga będzie większym zwycięstwem. Dlatego w narracji publicznej pojawiają się słowa o totalnej opozycji, ubeckich wdowach, komunistycznych upiorach, o finansowaniu tejże totalnej opozycji i protestów przez Sorosa, który jak wiadomo jest Żydem. Upokorzenie zwiększa agresję i żądzę zwycięstwa. Zwiera szeregi, buduje jedność.

Elitaryzm to kolejna cecha faszyzmu. Faszyzm nie opiera się na wolnych wyborach i konkurencji. Zawsze dąży do zdobycia rządu dusz na zawsze. Ponieważ nie wywodzi się z tradycji arystokratycznej, musi więc znaleźć jakieś inne uzasadnienie dla swych niedemokratycznych rządów. Zatem naród jest z istoty rzeczy słaby i potrzebuje wodza, zbawcy ojczyzny, który poświęci się dla niej i dla którego dobro narodu jest celem życia. Dlatego musi mieć władzę absolutną, by działać dla dobra narodu. Ponieważ jednak nie może działać sam, więc spośród narodu wybierani są najlepsi, którzy w imieniu wodza sprawują władzę. Najlepsi są poza krytyką. Nieważne, czy funkcjonariusz nazywa się Misiewicz, czy Jaki lub Ziobro. Dopóki jest pod ochroną wodza, jest nietykalny. Jednak wódz w każdej chwili może dowolnego funkcjonariusza strącić z piedestału. Zatem członkiem wyjątkowej silnej i lepszej od pospólstwa kasty jest się z woli wodza, a nie z powodu własnych przymiotów. To znaczy, że każdy może być bohaterem, jeśli namaści go wódz.

Naczelnik, wódz, przywódca, zbawca ojczyzny jest tylko jeden. On wie najlepiej, czego chce naród. W demokracji podstawą działań rządów są wybory. Demokratyczne władze szanują trójpodział władzy, wolę większości w pewnych granicach i podlegają samoograniczeniom, choć każda władza ma chęć na więcej prerogatyw niż dostaje. Jednak zwykle politycy potrafią zrozumieć ograniczenia, bo wiedzą, że za kilka lat mogą przyjść ich przeciwnicy, którzy też skorzystają z większych przywilejów i możliwości. Faszyzm nie szanuje demokracji. Wystarczy mu jakakolwiek większość, która zapewni władzę. W kolejnym etapie nie są już potrzebne wybory, ani słuchanie woli ludu. Lud w swej masie nie ma przecież jednej opinii na każdy temat. To wódz jest tym, który wie, jaka jest wola ludu. Wybory, dyskusje, parlament – są to tylko czynniki przeszkadzające w realizacji idei, którą przedstawia wódz i jego partia.

Faszyzm musi mówić do narodu nowym językiem. Orwell w swej książce „Rok 1984” wymyślił termin nowomowa. Dobrze on pasuje do języka faszyzmu. Faszyzm musi nazywać wszystko po swojemu. Zbigniew Nienacki doskonale to ujął w swej powieści „Dagome Iudex”: Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest więc moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy tak, aby te określenia przyjęły się powszechnie. W ten sposób właśnie zamiast elity kulturalnej i naukowej w faszyzmie pojawiają się wykształciuchy. Ludzie, którzy się sprzeciwiają władzy to totalna opozycja. Pojawiają się też inwektywy, które są częścią budowania jedności narodu. Każdy, komu przyszłoby do głowy się sprzeciwić, musi wiedzieć, że stanie się zdradziecką mordą, kanalią, komunistycznym upiorem. Faszyzm też z upodobaniem sięga do nowomowy komunistycznej, choć niby komunizmem gardzi. Dlatego faszyści będą mówić GazWyb na Gazetę Wyborczą. W nieoficjalnych rozmowach nazwą ją GazŻydem podśmiewając się z dwuznacznej wymowy tego skrótu. Faszyści wiedzą, że moc nazywania zjawisk i ludzi jest potężną bronią.

Zapewne spora część czytelników już wcześniej domyśliła się, że opisując zjawiska obecne dziś w Polsce, posłużyłem się definicjami, które sprecyzował Umberto Eco w swym artykule „Ur-Fascism” z roku 1995, a który można znaleźć na stronie New York Review of Books. Po raz kolejny oddając hołd innemu wielkiemu pisarzowi – parafrazując motto do głośnej powieści Heinricha Bölla – muszę podkreślić, że moje nawiązania do artykułu Umberto Eco nie są ani celowe, ani przypadkowe, lecz po prostu nieuniknione.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (9 votes cast)

Ku Klux Klan

Polacy byli uważani za podludzi, eksterminowani w obozach koncentracyjnych i gułagach na Syberii. Byli wojennymi uchodźcami w Iranie, Indiach, Kanadzie i krajach Afryki. Byli imigrantami w Europie Zachodniej i Ameryce, gdy uciekali przed biedą, ale i prześladowaniami komunistów.
Dziś całkiem hipotetyczna możliwość przyjęcia przez nasz kraj niewielkiej grupy uchodźców z ogarniętej wojną Syrii wzbudziło w Polsce ogromna falę nienawiści. Falę ogromną jak tsunami.

kukluxklan

Na Youtube reklamuje się „Polish Defence League” żywcem przypominająca Ku Klux Klan. Na Facebooku tzw. zwykli ludzie żądają śmierci dla uchodźców. Chcą do nich strzelać, gazować ich w Auschwitz.

reszczynski-fb

Nie bez powodu powstała strona, która te polskie współczesne nienawistne wpisy zestawiła ze zdjęciami hitlerowców z II Wojny Światowej.

tumblr

Ogrom nienawiści do ludzi, którzy nawet jeszcze nie pojawili się w Polsce, jest porażający i przerażający. Fala brudu i zła, która zalała media społecznościowe i fora jest przytłaczająca.
Gdzie podział się kraj, w którym mieszkają ludzie ciężko doświadczeni przez historię, którzy potrafią zrozumieć innych i współczuć im? Gdzie podział się kraj ludzi tolerancyjnych, którzy potrafią pomagać bliźnim, ciężko doświadczonym przez los.
Coście skurwysyny zrobili z moją Polską?!

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (11 votes cast)

nationality show

W wielu miejscach w Polsce widywałem przy drogach tablice z nazwami miast i wsi w dwóch językach. Po polsku i po kaszubsku, po niemiecku i po polsku, także litewsko-polskie lub białorusko-polskie. Rozmaite tablice informacyjne w językach grup etnicznych i mniejszości narodowych są rozsiane po całej Europie, wydaje się to oczywiste w czasach, gdy nawet najwięksi szanują prawa i wolności najmniejszych. To największa zdobycz nowoczesnej kultury i dobro wspólne Unii Europejskiej.

Tablica po polsku i niemiecku

Tablica po polsku i niemiecku


Czasami nie było to łatwe w Polsce, która przez ponad sto dwadzieścia lat walczyła o niepodległość, wyzbyć się uprzedzeń, a nawet lęku, że takie obcojęzyczne napisy mogą być wstępem do odebrania nam wolności, niepodległości i odzyskanych z trudem ziem. A jednak się udało i za to mych rodaków szanuję.
Tymczasem tuż obok nas mieszkają ludzie, którzy pielęgnują idee ksenofobii i prymitywnego nacjonalizmu. W „Gazecie Wyborczej” przeczytałem, że w reality show „Kocham Litwę” młodzi ludzie demonstracyjnie zerwali tabliczkę z polską nazwą ulicy w Ejszyszkach w rejonie solecznickim.
W polskich nazwach i nazwiskach na Litwie, nie ma nic, co miałoby zagrażać litewskiej państwowości, ani narodowości. Czasy wspólnej polsko-litewskiej państwowości bezpowrotnie minęły, ludzie tęskniący za Wilnem już przeważnie umarli, historia dokonała podziału, który zdecydowanie unieważnił wszelkie mrzonki o powrocie do przedrozbiorowych idei. Polska jako jeden z pierwszych krajów uznała niepodległość Litwy ponad dwadzieścia lat temu, tymczasem dla Litwinów patriotyzm równoznaczny jest z nienawiścią do Polaków.
Producent programu telewizyjnego oświadczył: zrywanie przed kamerami telewizyjnymi polskiej tabliczki z nazwą ulicy z prywatnego domu w Ejszyszkach nie było wymierzone w mniejszości narodowe, lecz miało pobudzić uczucia patriotyczne.
Może zatem w ramach kultywowania patriotyzmu następnym razem litewska telewizja ogłosi konkurs na najpiękniejsze zdjęcia przodków w mundurach SS. Litwini chyba jako jedyni dopuścili do reaktywowania odpowiedzialnej za ludobójstwo organizacji z czasów Drugiej Wojny Światowej – szaulisów, którzy wsławili się mordowaniem ludności polskiej i żydowskiej.
Może kolejny odcinek litewskiego reality show będzie miał tytuł „Zabij swojego Polaka przed kamerą”?
Warto przypomnieć dwie ważne zasady. Po pierwsze – stosunki między krajami opierają się na zasadzie wzajemności. Druga to podstawowa i najważniejsza z zasad obowiązująca w Unii Europejskiej – jedność w różnorodności. Po litewsku brzmi to: Vienybė įvairialypiškume. Może warto naszym sąsiadom przypomnieć obydwie zasady.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.8/10 (8 votes cast)