Marzec 1968 Reaktywacja

Miałem niespełna 12 lat i niewiele wówczas rozumiałem. Oficjalna propaganda powiązana została z tzw. wojną sześciodniową i popieraniem przez kraje socjalistyczne państw arabskich. Dziecku trudno to było zrozumieć, tym bardziej że dorośli nie kwapili się do wyjaśniania czegokolwiek. Jedynym wymiernym śladem tamtego marca w moim życiu było zniknięcie jednego z kolegów klasowych. Enigmatycznie mówiono, że wyjechał za granicę. W tamtych czasach nikt nie wyjeżdżał za granicę nawet na krótko, nie znałem nikogo, kto byłby za granicą. Dlatego wydawało się to jeszcze bardziej tajemnicze.

Po latach ktoś z dawnej podstawówki na ucho szeptem powiedział podczas jakiegoś spotkania, że to był Żyd! A takie miał polskie nazwisko. Pomimo tego pojedynczego incydentu, kwestia antysemityzmu w moim środowisku praktycznie nie istniała. Być może także z niewiedzy. Nikt specjalnie się tym nie zajmował. Kiedy jeden z kolegów nieco żartem powiedział, że jego ojciec uważa mnie za Żyda, prychnąłem lekceważąco. Co za idiota – pomyślałem – wszystkich Żydów w Polsce wymordowali Niemcy. Nawet nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, że istnieje w naszym kraju antysemityzm bez Żydów.

Moja rodzina była dość spora. Podczas rodzinnych spotkań zdarzało się, że jeden z wujków dawał wyraz swym antysemickim uprzedzeniom, ale pozostali dorośli się zwykle z niego śmiali. Mówiono, że przed wojną miał narzeczoną Żydówkę i ona wyjechała do Ameryki. A on jej tego nie mógł wybaczyć. Potem gdy już dorosłem, przypomniałem sobie także inne rozmowy, które dorośli prowadzili raczej po cichu. Wówczas pewnych rzeczy nie rozumiałem, zrozumiałem je później. Jednak dotyczyło to tylko niektórych. Rodzice wychowali mnie inaczej. Nauczyli, że nie ma żadnych cech, które można przypisać danej rasie lub narodowości. Wpoili mi, że postawy rasistowskie są jak wstydliwa choroba. Niektórzy ją złapią, ale to trzeba leczyć, a nie się chwalić.

Przez wiele lat po wojnie antysemityzm był więc postawą wstydliwą. Nie wypadało się przyznawać do niego, bo stawało się wówczas po stronie Hitlera. A jak wiadomo naziści wymordowali również miliony Polaków. Nie było zgody na obecność antysemityzmu w dyskursie publicznym z wyjątkiem niesławnego marca 1968. Także po upadku PRL postawy antysemickie zwalczano, choć z pewnym lekceważeniem. Uważano bowiem, że antysemitów w Polsce jest niewielu, ale są bardzo krzykliwi. Niedostatecznie zdecydowanie reagowano na zachowania chuliganów stadionowych. Dopuszczono do rejestracji takich ugrupowań jak ONR. Lekceważono skalę rozmaitych ekscesów. Policja nigdy nie była szczególnie chętna do ścigania przestępstw na tle rasowym.

Większości ludzi, którzy wojnę poznali ze szkolnych podręczników, wydawało się wszystko bardzo proste. Niemcy mordowali ludzi w obozach i na ulicach, a Polacy pomagali Żydom, jeśli byli w stanie. Lecz mogli niewiele, bo za pomoc Żydom groziła śmierć. Trudno mieć pretensje, że ktoś nie był bohaterem. Jednak historyczna prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. Przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy Polaków dość czynnie współpracowało z okupantem. Są udokumentowane przypadki mordowania Żydów przez tzw. granatową policję z własnej inicjatywy. Są przykre statystyki dotyczące szmalcowników, którzy denuncjowali Żydów za pieniądze. Są wreszcie znane dziś przypadki zbiorowych mordów na ludności żydowskiej popełnianych przez polskich sąsiadów. Szczególnie na terenach dawnego zaboru rosyjskiego, gdzie bardzo silna była nienawiść do mniejszości, dochodziło do okrutnych incydentów. Zapewne już niedługo za takie słowa będzie się wędrowało za kratki na trzy lata zgodnie z nową ustawą.

Obecna władza w imię krótkowzrocznych politycznych celów uwolniła demony antysemityzmu, podobnie jak w 1968 zrobiła to komunistyczna ekipa Gomułki. Antysemitów jest więcej, niż myśleliśmy. Władza właśnie dała im sygnał, że nie muszą się tego wstydzić. Wcześniej partia rządząca mówiła wyborcom: „niech nikt wam nie wmówi, że niechęć do uchodźców jest czymś złym”. Dziś mówi, że antysemityzm też nie jest zły. Minister odpowiedzialny za policję, twierdzi, że leśna uroczystość na cześć Hitlera to tylko wpadka wizerunkowa, a znacznie gorsze są protesty przeciw rocznicom smoleńskim. W państwowej telewizji aż kipi od antysemickich audycji, komentarzy i napisów. Nikt już nie uważa, że agresywny nacjonalizm to coś złego. Kościół po raz kolejny udaje, że to nie jego problem i milczy. Polska staje się brunatna i samotna. W gronie krajów oburzonych próbą fałszowania historii za pomocą ustawy nie ma Rosji. Rosja poparła władzę Kaczyńskiego.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Swastyka na ścianie

Kiedyś swastyki wymalowane na murach lub płotach dość szybko starano się zamalować. Ludziom było wstyd, że ktoś rysuje symbol ludobójstwa. Zbrodniarze spod znaku swastyki wymordowali miliony Polaków. Nie było też społecznego przyzwolenia na rasizm, antysemityzm i neonazizm. Przez dziesiątki lat miłośnicy Hitlera mogli sobie opowiadać dowcipy o Żydach uciekających przez komin jedynie po cichu w gronie zaufanych osób, na imieninach u wujka, który półszeptem ubolewał, że Hitlerowi się nie udało dokończyć holokaustu.

Dziś swastyki i antysemickie wyzwiska widoczne są na murach naszych miast dość powszechnie. Poza wyjątkami nikt nawet nie stara się ich zamazywać. Widnieją na ulicach, płotach, na wiaduktach kolejowych i ekranach dźwiękochłonnych wzdłuż niedawno wybudowanych autostrad. Goście przybywający do Polski autem lub pociągiem, mają sporą szansę zobaczyć hitlerowskie symbole. Zobaczyć je można również na rozmaitych meczach piłkarskich, zaczynając od jakiejś lokalnej klasy gminnej, po spotkania międzynarodowe.

Politycy partii konserwatywnych i uważających się za prawicowe, od lat kokietowali stadionowych bandytów, określając ich mianem młodych patriotów. Wspomagali się organizacjami skupiającymi nazistów, rasistów i antysemitów. Od lat doskonale wiedzieli, że ONR to organizacja faszystowska, niejaki Piotr Rybak wspomagał wiece wyborcze partii obecnego ministra. Złośliwością historii jest to, że Ziobro wspomagający się nazistami, jest ministrem sprawiedliwości. Minister rządzący policją mówi w sejmie, że urządzanie urodzin Hitlera i tort ze swastyką to wpadka wizerunkowa, a za groźniejsze uznaje protesty przeciw „miesięcznicom smoleńskim” i demonstracje kobiet w obronie swoich praw.

Nazistowscy „patrioci” rozzuchwalali się coraz bardziej od lat. Zapisane w ustawach ściganie za propagowanie nazizmu, stało się tylko pozorem. Ludzie propagujący symbolikę hitlerowską i nazistowskie poglądy bywali skazywani na kary wręcz symboliczne, a pewien prokurator nawet uznał, że swastyka to symbol szczęścia. Od wygranych przez partię Kaczyńskiego wyborów poglądy, których kiedyś należało się wstydzić, trafiły na salony. „Niech nikt wam nie wmówi, że niechęć do uchodźców jest zła” brzmiało jedno z przesłań partii rządzącej. Przedstawiciele władzy, od prezesa począwszy mówili o pasożytach roznoszonych przez obcych, inni posuwali się jeszcze dalej. Bycie antysemitą, rasistą stało się dozwolone. Przedstawiciele szowinistycznej organizacji ONR mówili wprost, że ich ideologią jest rasowy separatyzm, co jest wyłącznie łagodniejszą nazwą rasizmu. Prokuratura czyniła naciski na bardzo wysokim szczeblu by znany antysemita nie poszedł za swe czyny do więzienia.

Antysemici, rasiści, naziści nie są nieliczną grupą głupiej i nieodpowiedzialnej smarkaterii, która chce się wyszaleć, a potem im przejdzie. Poglądy takie sięgają do najwyższych szczebli władzy. To jest już potężna siła, która chce przekształcić Polskę w kraj autorytarny, w którym będzie obowiązywała neonazistowska nacjonalistyczna ideologia wsparta fanatycznym i prymitywnym katolicyzmem. A szanse, że tak właśnie się stanie, są coraz większe.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Antysemityzm bez Żydów

Po Drugiej Wojnie Światowej liczba Żydów w Polsce drastycznie się zmniejszyła w wyniku holokaustu, ale też w wyniku migracji. Spora część obywateli pochodzenia żydowskiego, którym udało się znaleźć w krajach zachodnich, nie wracali przerażeni komunizmem, inni emigrowali, póki jeszcze mogli. W holokauście życie straciły miliony ludzi, a wśród nich przede wszystkim ci, którzy bardziej przywiązani byli do swojej religii, języka i kultury. Po wojnie cały ten, charakterystyczny dla małych miasteczek, folklor żydowski zniknął. Zniknęły synagogi, najczęściej zburzone podczas wojny i nikogo nie odbudowywane. Z krajobrazu znikały też żydowskie cmentarze, niestety często niszczone już po wojnie.

Nowa władza postanowiła zmienić Polaków na wzór człowieka radzieckiego, dlatego ze zdwojoną energią budowano ośrodki przemysłowe, zaludnione tysiącami mieszkańców wsi, dlatego też tępiono regionalizmy i niszczono ślady żydowskie i niemieckie (na tzw. ziemiach odzyskanych). W ciągu dziesięciu zaledwie lat udało się to nad wyraz skutecznie. Polak po 1945 roku stał się Polakiem ogólnie, niespecjalnie przywiązanym do lokalnego środowiska, także dlatego, że to środowisko często zostawił na wschodzie, który należał obecnie do Związku Radzieckiego. Gdy migrował ze wsi do miasta, starał się pozbyć wiejskich nawyków, aby zostać „miastowym”, co w praktyce oznaczało nijakim. Ludzie migrowali dość powszechnie na przyznane Polsce po wojnie Pomorze, Dolny Śląsk, czy Lubuskie. Własne środowisko rodzinne i sąsiedzkie, przez Niemców zwane heimatem, przestawało mieć dawne znaczenie. Polacy żyli w większych społecznościach, które były ze sobą luźno związane – praca, szkoła, a rodzina często się ograniczała do kilku najbliższych osób we wspólnym mieszkaniu.

To oznaczało, że pewien zespół zasad i prawd życiowych dawniej przekazywanych z pokolenia na pokolenie, teraz był elementem wpływu znacznie większej grupy społecznej w szkole lub zakładzie pracy. Warunki polityczne, szczególnie w okresie stalinowskim, nie sprzyjały otwartości. Władza zresztą i później promowała trzymanie języka za zębami. Zatem w zakresie wielu dziedzin ludzie skazani byli na domyślanie się, co jest społecznie dozwolone, a co może skutkować nieprzyjemnymi konsekwencjami. A to oznaczało publiczne ukrywanie wielu swoich przekonań. W psychologii nazywa się to pluralistyczną ignorancją.

Zjawisko to występuje za każdym razem, gdy ludzie ukrywają swoje prawdziwe myśli i uczucia z powodu przesadnej obawy przed dezaprobatą społeczną. Powstały w ten sposób rozdźwięk między prywatnymi myślami a publicznymi zachowaniami wzmacnia fałszywą normę, co sprawia, że ludziom jeszcze trudniej jest wyrazić, co naprawdę myślą i czują. W rezultacie grupa jako całość pozostaje nieświadoma swoich rzeczywistych przekonań. („Najmądrzejszy w pokoju”, Thomas Gilovich, Lee Ross)

Po wojnie, w ocenie polityków i szeroko rozumianych elit, jakiekolwiek przyznawanie się do antysemityzmu, byłoby pewnego rodzaju stawaniem po stronie Hitlera, co – zważywszy na ogrom krzywd poczynionych przez faszyzm Polakom – uważano za niestosowne. Zatem za wyjątkiem epizodu z roku 1968, który oficjalnie zresztą nie był skierowany przeciw Żydom, jako takim, ale przeciw syjonizmowi, treści antysemickie nie pojawiały się w oficjalnym obiegu. O Żydach najlepiej było nie mówić wcale, z wyjątkiem oczywiście rocznicowych wzmianek o obozach śmierci, krematoriach i zbrodniach hitlerowskich, a także wspomnień o Powstaniu w Gettcie Warszawskim. Dla wielu ludzi, szczególnie urodzonych już po wojnie, stawało się oczywiste, że jakiekolwiek negatywne opinie o Żydach mogą się spotkać ze środowiskową dezaprobatą. Taka osoba mogła zostać nawet w jakiś sposób napiętnowana. Nie mówiło się o Żydach w radio, telewizji, nie pisano w gazetach, nie mówiono o tym w szkole, ani w pracy. Jeśli nawet ktoś uważał dowcip o uciekaniu Żydów z obozu przez komin za śmieszny, to podzielił się nim tylko w gronie najbliższej rodziny lub przyjaciół z obawy przed publicznym napiętnowaniem.

Ponieważ antysemityzm ukrył się w gronie wyłącznie zaufanych ludzi, nastąpiło powszechne sprzężenie zwrotne. Polacy byli przekonani, że antysemityzm jest postawą skrajną i dotyczącą niewielkiego marginesu populacji.
Gdy w 1989 roku zmieniły się warunki polityczne, a za niewygodne dla władzy wypowiedzi nic już nie groziło, pojawili się ludzie, którzy swe antysemickie przekonania zaczęli głosić w sposób jawny. Pewne sygnały takich postaw pojawiły się już w latach osiemdziesiątych, gdy powstało Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” reżysera Bohdana Poręby. Ocena zjawiska była trudna, ponieważ z jednej strony Poręba stworzył film „Hubal” przywracający świadomości społecznej jedną z ważnych postaci historycznych, z drugiej strony ludzie z jego środowiska (np. Ryszard Filipski) wiązali się w jakieś dziwne teorie, współpracując z władzami podczas stanu wojennego, a antysemityzm, choć do roku 1989 skrywany, był częścią ich ideologii. Jedną ze znanych po upadku PRL postaci był niejaki Bolesław Tejkowski, nazywany nieraz złośliwie naczelnym antysemitą Polski. Nadal jednak postawy antysemickie nie przedostawały się do głównego nurtu polityki. Gdy Wałęsie przytrafiło się powiedzieć na ten temat coś głupiego, szybko został skłoniony do przeprosin i skorygowania wypowiedzi. Zatem wciąż zjawisko pluralistycznej ignorancji trzymało Polaków w przekonaniu, że antysemityzm jest zjawiskiem marginalnym w naszym kraju. W miarę pojawiania się rozmaitych bytów w rodzaju Młodzieży Wszechpolskiej lub Organizacji Narodowo-Radykalnej, zaczęto mówić, że antysemici są nieliczni, ale krzykliwi. Nikomu nadal nie przyszło do głowy, że skala zjawiska jest zupełnie inna, a powszechna opinia nie jest zgodna z prawdą.

Dopiero upowszechnienie się internetu, możliwość anonimowego często komentowania, a potem powstawanie wirtualnych środowisk o różnym zabarwieniu ideologicznym, uświadomiło wiele osób, że nie są sami. Że jest wielu innych, których śmieszą antysemickie dowcipy, że są inni, którzy uważają Żydów za źródło zła na świecie, a ponieważ ludzie pamiętający wojnę należą dziś do mniejszości, to usprawiedliwianie nazizmu lub gloryfikacja Hitlera nie wydają się już tak straszne ludziom, dla których przemoc jest tylko interesującą rozrywką stadionową lub wirtualną w grach. Powoli zaczęło się okazywać, że antysemitów w kraju bez Żydów jest więcej niż ktokolwiek kiedykolwiek sądził. A skoro Żydów realnych jest tak mało, to zapewne się ukrywają, więc zaczęto tropić, gdzie i pod jakimi nazwiskami. Niestety, przez ostatnich kilkanaście lat polskie elity polityczne i kulturalne nie zrobiły nic poza ostentacyjnym lekceważeniem zjawiska. Dziś, gdy partia rządząca – łamiąc prawo – szuka poparcia, kokietując środowiska skrajnie niebezpiecznych chuliganów stadionowych, nacjonalistów i neofaszystów, jest to zabawa odbezpieczonym granatem, który wybuchnie na pewno, tylko jeszcze nie wiemy kiedy.

PS. Dziękuję Beacie, za podsunięcie książki, która pozwoliła mi nazwać to, co już od dawna krążyło mi po głowie. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Rasizm nasz powszedni

Pisząc wcześniej o polskim antysemityzmie w aspekcie głównie historycznym, starając się być obiektywnym i podając źródła, „zapracowałem” sobie na miano żydowskiego pachołka i kilka innych obelg i pogróżek, które bez zbędnych ceregieli pousuwałem z komentarzy. Opinię, że „ochoczo” oskarżam „wszystkich” Polaków, usłyszałem nawet z najmniej spodziewanego kierunku. Dziś twierdzę na dodatek, że spora część Polaków to rasiści i dotyczy to nie tylko jakiejś grupy młodych narodowców urzeczonych patriotyczną ideologią, ale niestety także pokoleń starszych.

WSTĘP
Rasizm ma swoje korzenie w bardzo odległych historycznie czasach. Wiele stuleci przed naszą erą indoeuropejscy Ariowie najechali negroidalnych Drawidów i wprowadzili zasady segregacji rasowej (warn) uzasadnione religijnie, które do dziś istnieją w przejawach społeczeństwa kastowego w Indiach. Rasizm uzasadniany religijnie istniał też od czasu podboju Ameryki przez przybyszów z Europy i rozwijał się szczególnie mocno w Kościołach amerykańskich w czasach trwania niewolnictwa, które uzasadniano wolą boską. Ku Klux Klan, który powstał po przegranej wojnie secesyjnej w USA także posługiwał się retoryką religijną. Trzeba też przyznać, że wielu przywódców religijnych rasizm potępiało, jednak przeważnie byli to przywódcy czarni, tacy jak pastor Martin Luther King lub biskup Desmond Tutu.
Pseudonaukowe podwaliny rasizmu opracował po raz pierwszy Francuz – Joseph Arthur de Gobineau – w połowie wieku XIX. To właśnie on sformułował teorię rasy aryjskiej (wywodzącej się od Ariów), która miała być lepsza od innych i jej potomkami miała być rzekomo szlachta francuska i niemiecka. Gobineau stworzył też teorię apartheidu, a więc postulatu separacji rasowej i czystości rasy. Nacjonalistyczny aspekt rasizmu powstał jednak w Niemczech, za sprawą ideologa pangermanizmu Houstona Stewarta Chamberlaina, który nawiasem mówiąc miał pochodzenie brytyjskie. Koncepcje Chamberlaina zostały wykorzystane w III Rzeszy do stworzenia rasistowskiego dogmatu segregującego narody na lepsze i gorsze. Warto przy tym dodać, że antysemityzm jest jednym z aspektów rasizmu i bardzo często nadawano mu uzasadnienie religijne, które choć bardzo prymitywne (Żydzi zabili Jezusa), funkcjonuje do dziś najczęściej w ksenofobicznych wspólnotach katolickich.

RASIZM DZIŚ
Pomijając antysemityzm, o którym wcześniej już pisałem, rasizm w Polsce najczęściej był zjawiskiem wstydliwie ukrywanym. Od zakończenia Drugiej Wojny Światowej nie wypadało po prostu być antysemitą, bo zbyt łączyło się to z hitleryzmem. Nie wypadało być także rasistą skoro Polska oficjalnie włączyła się w grono krajów walczących ze spuścizną kolonializmu i w ramach pomocy przyjmowała na studia wielu studentów o innym kolorze skóry.
Dziś mamy do czynienia z niepokojącymi objawami. W Rzeszowie zawodowy żołnierz, mężczyzna blisko czterdziestoletni, dopuścił się pobicia ucznia, który w Polsce przebywał w ramach programu Erasmus. Portugalczyk miał ciemniejszą cerę niż przeciętny obywatel naszego kraju. Żołnierz nie tylko pobił nastolatka, ale wykrzykiwał też rasistowskie obelgi, których tamten nawet nie mógł zrozumieć z powodu bariery językowej*. Wcześniej, pod koniec października 2015 w Słupsku na tle rasowym pobito czterech studentów z Turcji. Przebywali w Polsce w ramach wymiany naukowej. Również i w tym przypadku nie był to chuligański wyczyn rozwydrzonej młodzieży i nie da się tego tłumaczyć niedojrzałością i głupotą. Napastnicy mieli po 40 lat. Także w październiku na tle rasistowskim pobito obywatela Angoli w Białymstoku. Rasistowskie ekscesy nie są czymś nowym. W 2009 roku głośne było pobicie ciemnoskórego Francuza także w Białymstoku, który zresztą jest charakterystycznym miejscem na rasistowskiej mapie Polski. Trzy miesiące wcześniej miejscowi rasiści chcieli tam pobić Kubańczyka, pechowo, bo napadnięty boleśnie złoił im skórę. W zasadzie w każdym większym mieście dochodziło w ciągu ostatnich lat do rasistowskich incydentów. W 2012 roku w Olsztynie, w 2015 zdarzyło się kilka pobić w Poznaniu – miedzy innymi napadnięto Syryjczyka i obywatela Chile. Wśród pobitych obcokrajowców są ludzie z całego świata. Niektóre napaści świadczą o tym, że w Polsce wystarczy mieć nieco ciemniejszą karnację skóry i ciemne włosy, aby zostać ofiarą rasistowskiego napadu. Całkiem niedawno 11 maja 2016 w Bydgoszczy grupa zagranicznych studentów została zaatakowana przez narodowców, ponieważ „byli obcy”. Napadnięci pochodzą z kilku krajów – Turcji, Słowacji i Czech, a są studentami Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w ramach programu Erasmus.
Nie da się ukryć, że gwałtownie rosnąca liczba incydentów rasistowskich ma tło polityczne. Od przegranych wyborów w 2007 roku PiS w oczywisty sposób zaczął szukać sprzymierzeńców wśród środowisk uznawanych za rasistowskie i ksenofobiczne. Z jednej strony były to legalne organizacje tzw. narodowców, z drugiej chuligani stadionowi potocznie nazywani kibolami. Rasistowskie i antysemickie zachowania w patriotycznym sztafażu stały się coraz powszechniejsze przy okazji rozmaitych świąt i rocznic państwowych. Walka z takimi zjawiskami stała się trudniejsza, ponieważ politycy Prawa i Sprawiedliwości natychmiast zaczynali się posługiwać patriotyczną retoryką w obronie zwyczajnych bandytów stadionowych. Wstydliwie przedtem ukrywany rasizm i antysemityzm wypełzł z ciemnych zakamarków i zaczął być w dzisiejszej Polsce jednym z uprawnionych poglądów na świat. Całkiem niedawno premier Beata Szydło zakończyła istnienie Rady ds. Walki z rasizmem i Ksenofobią, którą kilka lat wcześniej powołał Donald Tusk. Całkiem też niedawno Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania Wojciech Kaczmarczyk na wyraźnie postawione pytanie odpowiedział, że nie widzi przeszkód by np. hotelarz mógł odmówić obsłużenia klienta z powodu koloru skóry lub orientacji seksualnej. Uważa bowiem, że jest to kwestia wolnego rynku i umowy zawieranej pomiędzy sprzedającym i kupującym, zatem możliwe jest odmówienie usługi także z powodów rasistowskich. Nic dziwnego zresztą, jeśli wspomnimy, że całkiem niedawno przywódca tego obozu politycznego Jarosław Kaczyński określał uchodźców z Syrii jako osoby roznoszące choroby i pasożyty. Skojarzenie z wypowiedziami faszystów sprzed blisko osiemdziesięciu lat nie są ani przypadkowe, ani celowe, lecz po prostu nieuniknione. Swoją drogą, chyba dziś Polska nie przyjęłaby tysięcy uchodźców z Grecji, bo wszyscy mają znacznie ciemniejszą skórę i przeważnie ciemne włosy. W przypadku ostatniego z wymienionych wcześniej napadów rasistowskich mamy już efekt „promieniowania” postawy władzy niżej. Policjanci nie chcieli przyjąć zgłoszenia napaści i zdecydowanie zniechęcali poszkodowanych do zgłaszania napadu.
Walka z rasizmem staje się zadaniem beznadziejnym w sytuacji, gdy ze strony władz widzimy, jeśli nie poparcie dla takich zachowań, to przynajmniej milczące pobłażanie. Sytuację utrudnia też dość powszechna w Polsce mentalność klanowa (zwana też plemienną). Jest to pewnego rodzaju atawizm, ponieważ była taka mentalność powszechna w społeczeństwach żyjących często w niewielkich grupach plemiennych. W czasach nam bliższych też obserwować można takie zachowania. Grupa ludzi żyjąca w trudnych warunkach wytwarza szczególne więzi, są wzajemnie od siebie zależni i solidarność między nimi może być warunkiem przeżycia wszystkich. Mała społeczność jest też bardziej zagrożona odstępstwami od przyjętych norm, a więc bardziej zdecydowania zwalcza odstępców. Takie zasady obowiązywały w czasach wspólnot pierwotnych, ale też dziś obowiązują choćby wśród amazońskich Indian. Odszczepieńca w najlepszym wariancie wypędza się ze społeczności, co często równoznaczne jest z karą śmierci. W podobny sposób funkcjonowały małe społeczności na dalekiej północy – są na ten temat dobrze opisane przykłady w literaturze szwedzkiej lub amerykańskiej. W Polsce taka mentalność obowiązywała również na wsi, świetnie opisał to Władysław Reymont w „Chłopach”.
Jaki ma to związek z rasizmem? Otóż w takiej klanowej mentalności zasadą podstawową jest solidarność i obrona własnego klanu nawet wbrew logice i innym moralnym zasadom, czyli „bronię swoich za wszelką cenę, bo tylko oni są dla mnie oparciem w razie zagrożenia”. W ten sposób w Polsce zaprzecza się, bagatelizuje i fałszuje istnienie rasizmu i antysemityzmu, a gdy ktoś próbuje podważyć powszechnie obowiązujące złudzenia, natychmiast staje się publicznym wrogiem numer jeden. Spotkało to Jana Tomasza Grossa, któremu odmówiono prawa do czucia się też Polakiem (przypomnijmy, ma pochodzenie żydowskie). Dlatego też wciąż zmagamy się z rasizmem w Polsce, ponieważ nadal nie potrafimy przyznać, że rasizm i antysemityzm w Polsce istnieje i że nie jest wcale problemem marginalnym.


* Już po napisaniu tekstu przeczytałem w natemat.pl informację, że incydentu w Rzeszowie prawdopodobnie nie było. To cieszy, ale szkoda, że tylko jeden okazał się nieprawdziwy.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.2/10 (10 votes cast)

Antysemicka tradycja

Wrogość wobec „obcych” jest w jakiejś mierze częścią ludzkiej natury od czasów wspólnot pierwotnych, które rywalizując ze sobą o żywność, gotowe były się z tego powodu powyrzynać wzajemnie. Z drugiej strony, gdy nie było zagrożenia, ludzkie wspólnoty chętniej się łączyły we współpracy, wiedząc, że łowiecka solidarność może oznaczać więcej mięsa dla wszystkich. Tak ludzkość wyszła z epoki wspólnoty pierwotnej i zaczęły tworzyć się większe organizmy społeczne. Jednak są też negatywne konsekwencje tego stanu rzeczy.

Łowiecka skłonność do współdziałania i wzajemnej pomocy ujawnia się bowiem z wielką mocą również w sytuacjach agresji wewnątrzgatunkowej. Solidarność w łowach przeobraża się w solidarność w boju -i tak rodzi się wojna. Ironią losu jest fakt, że to właśnie owa głęboko w nas zakorzeniona psychiczna potrzeba dopomagania towarzyszom stała się głównym źródłem wszystkich największych okropności wojny. Ona to właśnie popychała nas zawsze do łączenia się w groźne, krwiożercze gangi, tłumy, hordy i armie; bez niej grupy te nie miałyby spoistości, a akty agresji znów stałyby się „spersonalizowane”. (Desmond Morris, „Naga małpa”)

Nietrudno w tym kontekście zrozumieć atawistyczne ciągotki hord narodowców z racami i puszkami piwa w łapach, którzy wywrzaskują swoje rasistowskie i antysemickie hasła.
Drugim aspektem agresji wobec „obcych” jest religia, która w przeciwieństwie do pierwotnych wierzeń miała sformalizowaną postać i „zawodowych” przedstawicieli bóstwa, którzy zawsze mieli pokusy działania na własną rękę w imieniu tegoż bóstwa.
Zauważmy, że religie politeistyczne rzadko brały udział w śmiertelnej rywalizacji między wyznawcami. Bywało, że zwycięzcy przyjmowali bóstwa pokonanego plemienia. Może i były te bóstwa słabsze, ale zwycięzcy wcale nie chcieli zadzierać z cudzymi bogami i duchami opiekuńczymi. Nieszczęście się zaczęło,gdy pojawiła się religia monoteistyczna zaprzeczająca istnieniu innych bóstw, a ustami swych kapłanów żądająca wyniszczenia wyznawców innych religii. Złośliwość historii spowodowała, że pierwszą taką religią był judaizm.

Średniowiecze
Pisałem już poprzednio, że jednym z pierwszych polskich antysemitów był Jan Długosz. W każdym razie pierwszym udokumentowanym, ponieważ w swoich kronikach zapisał sporo własnej niechęci do Żydów. Niektórzy zresztą twierdzą, że antysemityzm jest nieodłączną cechą chrześcijaństwa i pojawiał się od początku istnienia tej religii. Jeśli przeanalizujemy historię nowożytnej Europy, okaże się jednak, że nie odpowiada to prawdzie. Warto pamiętać, że w długiej historii Żydów przechodził ten naród rozmaite koleje losu. O ile wiemy, ze tysiąc lat przed naszą erą tworzyli lokalne mocarstwo na Bliskim Wschodzie, to kilkaset lat później zostali podbici przez Asyrię, a potem Babilonię. To była pierwsza żydowska diaspora. Potem Żydzi zmagali się z dominacją Egiptu oraz egipską niewolą, a później z dominacją Rzymu. W drugim wieku po kolejnym żydowskim powstaniu Rzymianie ostatecznie zlikwidowali niepodległe królestwo, a ludność zdziesiątkowali. Wówczas nastąpiło kolejne rozproszenie ludności żydowskiej, której część trafiła na peryferie Cesarstwa Rzymskiego, a po jego upadku Żydzi w Europie byli największą diasporą. Blisko tysiąc lat pobytu Żydów w Europie nie obfitowało w jakieś szczególne zjawiska antysemickie. Być może dlatego, że w większości krajów Żydzi stanowili odrębny stan, z reguły cieszyli się ochroną panujących, jako że zajmowali się ich finansami.
W Polsce pojawili się w większej liczbie w wieku XI i XII, osiedlali się w miastach, a także założyli kilka wsi i zajmowali się uprawą roli. Ponieważ byli grupą różniącą się religią zdarzały się prześladowania na tle religijnym, które zintensyfikowały się w okresie religijnego fanatyzmu powiązanego z wojnami krzyżowymi. Nadal jednak nie było żadnego oczywistego mechanizmu identyfikującego chrześcijan jak zdecydowanych antysemitów, nie było też żadnej antysemickiej ideologii.
Można pokusić się o stwierdzenie, że antysemityzm został wynaleziony przez Innocentego III. Żyjący na przełomie XII i XIII wieku papież Innocenty III jest uważany za jednego z najpotężniejszych politycznie papieży średniowiecza.

Innocenty III zapoczątkował – katolicki antysemityzm, rzekomo „odwieczny”. Objąwszy tron papieski, wezwał władców chrześcijańskich, by anulowali oprocentowanie długów chrześcijan wobec Żydów – sam był im za wiele dłużny. W 1205 roku ogłosił, że za ukrzyżowanie Chrystusa Żydzi skazani są na wiekuistą niewolę, a w 1215 r. nakazał Żydom umieszczać na swej odzieży specjalny znak. Jego pasje religijne zawsze kierowały się przeciw cudzym pieniądzom. (Stefan Bratkowski, „Nieco inna historia Polski”)

Wezwania papieża doprowadziły do wzrastającej fali antysemityzmu w kolejnych krajach, a to powodowało, że pod wpływem pogromów i prześladowań Żydzi kierowali się w stronę Europy Środkowej. Stąd wzrastająca liczba Żydów w Polsce. O dalszym rozwoju antysemityzmu w Polsce pisałem wcześniej, więc nie ma sensu pisać tego powtórnie.

Wieki nowe
Reformację poprzedziło pojawienie się nowych prądów umysłowych w Europie, które jako epoka zwana Renesansem stały się czynnikiem wspierającym reformację. Kościół Katolicki, który wciąż miał wielka władzę polityczną, przestał być jakimkolwiek autorytetem moralnym, a już na pewno nie był autorytetem intelektualnym. Europa Zachodnia stopniowo pogrążała się w otchłani okrutnych wojen religijnych, które zdominowały rozwój kontynentu na wiele lat. Nawet zdobycie Ameryki i napływ do Europy ogromnych bogactw tego nie zmienił. Szaleństwo religijnych wojen w dużym stopniu wyniszczyło Europę Zachodnią, przez co dobrobyt panujący w Polsce stawał się czymś godnym zazdrości.
W połowie XVI wieku papieski legat Commendone pisał o Polsce z pewnym zdziwieniem, a może i potępieniem:

Na tych obszarach spotyka się wielkie masy Żydów, którymi się aż tak nie pogardza jak gdzie indziej. Nie żyją w stanie poniżenia i nie ogranicza się ich do nikczemnych zajęć. Mają ziemię, trudnią się handlem i studiują medycynę oraz astronomię. Posiadają wielkie bogactwa i nie dość, że zalicza się ich do porządnych ludzi, ale także sprawują nawet niekiedy władzę nad sobą. Nie noszą żadnych wyróżniających ich oznak i pozwala się im nawet nosić broń.

Jeszcze wtedy prawo był w Polsce było przestrzegane, tolerancji pilnował król, ale i sama szlachta. Choć już wówczas był głośny ksiądz Jakub Wujek, który głośno wyrażał idee przyświecające wojnom religijnym na zachodzie. Niedługo potem kontrreformacja w Polsce zacznie wygrywać i będzie to oznaczało nie tylko koniec tolerancji, ale i powolny koniec złotego wieku. Pojawiła się w tym czasie postać nikczemna, błędnie w naszej historii oceniana jako wielki patriota – jezuita Piotr Skarga. Stał się sławny z wygłaszania alarmistycznych kazań, w których groził Rzeczypospolitej upadkiem i hańbą, przez co w późniejszych wiekach został uznany za proroka. Jednak nie zwalczał on symptomów pojawiającego się zgnuśnienia, łamania praw, osłabiania władzy. Mówiono, że jego kazania „pachniały krwią” – podburzał ludzi przeciw innowiercom i Żydom. Słynne „Kazania sejmowe” nigdy nie zostały wygłoszone i nie odegrały historycznie żadnej roli. Już w kolejnym stuleciu w Krakowie dojdzie do wielu ataków na Żydów i dysydentów,dokonywanych przez krewką młodzież podburzaną przez duchowieństwo. Jak dziwnie to koresponduje ze współczesnymi ekscesami faszyzujących narodowców demonstrujących często z księdzem na czele pochodu. Na marginesie można dodać, że w tym też czasie za przyczyną jezuitów pojawiły się niemądre legendy o tym, jakoby szlachta pochodziła od zupełnie innego niż chłopi, legendarnego narodu Sarmatów. To także był swoisty signum temporis i symbol rozpoczynającego się upadku.
Niestety nowe prawa spowodowały, że Żydom już nie było wolno posiadać ziemi. Kolejne ich tysiące nie zasymilują się już i pozostaną na zewnątrz społeczeństwa. Inne ograniczenia spowodują, że jedynie finanse będą dostępnym dla nich zajęciem. A ponieważ nie mogli inwestować swoich pieniędzy w kraju, inwestowali więc za granicami Polski. W ten sposób pojawiało się przeświadczenie o jakiejś szczególnej skazie Żydów, która każe im szczególnie kochać pieniądze. Zapomniano, że w średniowieczu wielu Żydów osiedlało się na wsi, część zostawała mieszczanami, a nie należały do rzadkości przypadki uszlachcania Żydów.
Szlachta, która traciła powoli umiejętność dobrego gospodarowania, coraz częściej też wyręczała się Żydami, zaciągała pożyczki, żyła ponad stan, więc w wieku XVII i XVIII coraz częściej atakowano Żydów, za to że bogacili się kosztem reszty społeczeństwa, choć prawdziwymi winowajcami tego upadku polskiej wsi byli przedstawiciele stanu szlacheckiego. Nic więc dziwnego, że antysemityzm stawał się coraz bardziej powszechny. Ponieważ antysemityzm należy do poglądów irracjonalnych, więc wyznawcy rozmaitych wrogich wobec Żydów teorii nie zadali sobie nigdy trudu, by swoje teorie zweryfikować.
Niestety ten stan trwa do dzisiaj. Po Drugiej Wojnie Światowej deklarowanie wprost swoich antysemickich przekonań stało się dość kontrowersyjne po tym, jak doszło do wymordowania milionów Żydów. Antysemita stawiał się niejako w jednym rzędzie z hitlerowskimi Niemcami. Stąd na długie lata antysemityzm się wyciszył i był obecny głównie w niewielkim gronie rodziny i znajomych. O pewnych rzeczach nie mówiono też dzieciom, bo to mogło być źle widziane w szkole. Antysemityzm nie zniknął, ale stał się postawą powszechnie ukrywaną. Dopiero po roku 1989 znów pojawił się w przestrzeni publicznej. Powszechnie uważano, że jest to postawa pewnej niewielkiej grupy nieco sfiksowanych i zwykle starszych ludzi. Sprzyjał temu fakt, że jednym z przywódców tzw. narodowców był Bolesław Tejkowski, którego antysemityzm miał postać obsesyjną.
Jednak na początku XXI wieku, gdy w polityce zaczęły odnosić sukcesy ugrupowania konserwatywne, antysemityzm pojawił się na nowo. Partia Prawo i Sprawiedliwość otwarcie kokietowała narodowców, w tym nawet chuliganów powszechnie zwanych kibolami, podkreślając ich patriotyzm i przywiązanie do bohaterskiej historii Polski. A to stało się przyczyną, że wciąż obecny w polskim społeczeństwie rasizm, ksenofobia i antysemityzm uzyskały swoiste prawo obywatelstwa.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (9 votes cast)

Nieliczni egzamin zdali

Pomiędzy ratowaniem Żydów z narażeniem własnego i rodziny życia, a mordowaniem ich dla zysku była ogromna przepaść. Wielu Polaków podczas wojny nie zostało postawionych wobec najbardziej dramatycznych konieczności wyboru. Jednak inni stanęli w obliczu wydarzeń, które stały się miarą ich człowieczeństwa. Nieliczni ten egzamin zdali.

W naszych rozważaniach o Holokauście lubimy podkreślać, że skoro nasza tożsamość jest w porządku, to nic złego nie nastąpi. Nawet jeśli to prawda, to tylko dla wąskiej mniejszości z nas. Bo Zagłada pokazuje co innego – że kiedy sytuacja się zmienia, nasza etyka i tożsamość też potrafią się zmienić. (Timothy Snyder)

Timothy Snyder ma niestety rację. Z perspektywy dnia dzisiejszego możemy nawet dodać, że tożsamość własna może stać się początkiem wrogiej postawy wobec obcych, co bardzo wyraźnie widać, gdy spojrzymy na reakcję Polaków związaną z uchodźcami.
Nie mamy prawa wymagać od nikogo bohaterstwa. Nie wolno czynić komuś zarzutu z tego, że Żydów podczas wojny nie ratował. Strach może paraliżować ludzi, a mają prawo się bać. Dlatego też inaczej należy potraktować ludzi, którzy nie pomagali Żydom ze strachu przed niemieckimi represjami, a inaczej tych, których antysemityzm wcale nie wynikał ze strachu i zagrożenia.
Rodzina Ewy Weinberg podczas wojny znalazła się w Związku Radzieckim. Byli Polakami pochodzenia żydowskiego, a więc w przypadku dostania się pod okupację niemiecką, byli bardziej zagrożeni niż inni. Zatem z ogromną nadzieją przyjęli możliwość ewakuacji wraz z powstającą w ZSRR armią Andersa. Czy mieli taką możliwość? Poniżej kilka fragmentów wspomnień Ewy Weinberg, która wtedy była małą dziewczynką.

Zaraz po naszym przybyciu do Kermine wuj Zygmunt i dr Adam Zyss powiedzieli właściwie chórem: „Nikt nas tu nie chce”. Pamiętam, że pytałam mamę, o jakich nas chodzi, przecież powitano nas konserwami! Z mięsem! Wkrótce zrozumiałam – ojciec zgłosił się kolejny raz, tym razem powiedziano mu wyraźnie, żeby się nie pchał, że mają dość „takich” lekarzy i, w ogóle, że to polskie wojsko.
/…/
Co jakiś czas odbywały się wieczorne spędy, niezmiennie połączone z mszą świętą, zwłaszcza kiedy zawitał biskup [Józef] Gawlina. Razem z gen. [Leopoldem] Okulickim spacerowali między zgromadzonymi, biskup błogosławił i rozdawał święte obrazki, dzieci spodziewały się cukierków, których nie było. Był też, a jakże, hufiec junacki, który śpiewał: „Czy umrzeć nam przyjdzie w boju, czy w tajgach Sybiru nam gnić, z trudu naszego i znooooju Polska powstanie, by żyć” i było podniośle, i moje dorosłe głodomory ocierały łzy wzruszenia. Nie wiem, czy dywizja w swoim składzie posiadała jakiegoś prawosławnego czy unickiego kapelana, wschodniacy byli dyskryminowani tak samo jak Żydzi, a rabina to już na pewno nie było.
/…/
Błąd moich rodziców, naszych przyjaciół i wielu innych z tego grona polegał na głębokim przekonaniu, że jesteśmy Polakami wyznania mojżeszowego – tak się to wtedy nazywało – że nie stanowimy osobnej narodowości. Stanie przy pociągu, który dla mniejszości okazał się dostępny tylko za sowitą opłatą, choć alternatywą mogła być śmierć, stało się znakomitym zabiegiem terapeutycznym… (Ewa Weinberg)*

Dopiero gdy przeczytałem te wspomnienia, dotarło do mnie co w praktyce oznaczały słowa pewnego kombatanta armii Andersa, który w rozmowie użył słów: „Żydków do nas nie przyjmowano”. Dzięki temu też zrozumiałem, że nie wyzwolimy się jako społeczeństwo z kleszczy antysemityzmu, dopóki nie przestaniemy udawać, że jest to problem marginalny.

Nasz prawdziwy ludzki problem polega na tym, że w pewnych sytuacjach jesteśmy skłonni przyjąć jakąś zbrodniczą ideologię, bo uznamy, że nie mamy innego wyboru. Jeśli nam się wydaje, że nie mamy wyboru i musimy zabrać mieszkanie Żydowi, to stajemy się antysemitami, choćbyśmy przedtem nimi nie byli. (Timothy Snyder)

Trudno okupacyjną rzeczywistość porównywać do czasów dzisiejszych, ale można stwierdzić, że dziś również jeśli uważamy, że musimy bronić honoru narodu, obciążając Żydów jakimiś cechami, które w naszym pojęciu stanowią przyczynę Holokaustu, stajemy się antysemitami. Choćby się nam wydawało inaczej.

Jednak nieliczni egzamin zdali. I trzeba o nich pamiętać. Bo ja wierzę nie tylko w statystykę, ale także w przykład i wzór. (Timothy Snyder)

Niech ci nieliczni, którzy egzamin z człowieczeństwa zdali, będą dla nas współczesnych wzorem i przykładem, ale nie alibi dla naszego własnego dzisiejszego samozadowolenia. Bo aktualne wydarzenia pokazują, że współczesne postawy Polaków powodują szyderczy chichot Historii.

31-letni George z Syrii /…/ przyjechał do Polski trzy lata temu. Nie miał w naszym kraju żadnych konfliktowych sytuacji, cały czas czuł się w Polsce bardzo bezpiecznie. /…/ Nagle okrąża go trzech młodych ludzi. – Co tu robisz, k… śmieciu! Sp… z Polski! Zabijemy cię p… muzułmanie! – krzyczą. Chwilę później mężczyzna otrzymuje kilkadziesiąt ciosów. (Gazeta Wyborcza)**

Zanim zaczniemy opowiadać o słynnej polskiej tolerancji musimy uświadomić sobie, że to już tylko historia. Nie jesteśmy odpowiedzialni za to, co robili nasi przodkowie, nie obciąża nas zdrada pod Ujściem, ani Targowica, ale też tolerancja naszych przodków nie jest naszą zasługą i nie może być usprawiedliwieniem naszej dzisiejszej ksenofobii.


* Za możliwość zapoznania się z pamiętnikiem p. Ewy Weinberg dziękuję Piotrowi Sołowiejowi.
** Odnośnik do informacji tutaj.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (9 votes cast)

Puszka Pandory

Według greckiej mitologii człowieka ulepił z gliny Prometeusz i tchnął w niego życie. Bardzo podobnie jak w Biblii. Jednak kobieta nie powstała z żebra pierwszego człowieka, a według Greków została ulepiona z gliny na rozkaz Zeusa przez Hefajstosa. Kobieta nazywała się Pandora i została zesłana na Ziemię jako zemsta bogów za to, że Prometeusz ukradł z Olimpu ogień. Pod tym względem grecka mitologia jest trochę niekonsekwentna, bowiem z jednej strony wiemy, że twory Prometeusza zaludniały już wtedy Ziemię, a z drugiej strony Pandora była pierwszą kobietą.
Bardziej istotna jest jednak dalsza część mitu. Zesłana na Ziemię Pandora otrzymała w posagu beczkę (która w dalszym przekazie stała się puszką) i stanowczy zakaz otwierania jej. Jednak jako kobieta nie mogła oprzeć się ciekawości i namówiła męża do otwarcia daru. Wówczas z tej przysłowiowej puszki Pandory „wyleciały na świat wszystkie smutki, troski, nędze i choroby”*. Pandora szybko zatrzasnęła skrzynkę, ale było za późno, na dnie skrzynki pozostała tylko nadzieja, której Pandora już nie wypuściła.
Dziś często mówi się, że Jarosław Kaczyński swoimi ksenofobicznymi wypowiedziami o konstrukcji takiej samej jak niegdyś nazistowskie filipiki przeciw Żydom, otworzył puszkę Pandory i wypuścił z niej rasizm i ksenofobię. Jest w tym ziarno prawdy, ponieważ cokolwiek uwolniła w dyskursie publicznym wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, lub cokolwiek wpuściła do tej sfery publicznej, to to coś już tam musiało być. Prezes PiS nie jest wynalazcą rasizmu i ksenofobii, on po prostu pokazał wszystkim, że się nie wstydzi, nie boi i że można. Że żadne konsekwencje rasisty nie spotkają.
Z drugiej strony nie jest to cała prawda. Kaczyński od dawna prowadzi działalność polityczną w stylu, który można porównać do wybicia szamba w domowej toalecie. Zaczynał ponad dwadzieścia lat temu od wieszania kukły prezydenta Wałęsy.
kaczynski
I jakoś nie spowodowało to wówczas wybuchu ogólnonarodowej histerii lub nienawiści. Kolejne lata działalności obu bliźniaków Kaczyńskich to była polityka właśnie w takim stylu. Znajdowali oczywiście posłuch u części wyborców, jednak była to liczba zmniejszająca się. W 2010 roku próbujący walczyć o reelekcję prezydent Lech Kaczyński cieszył się już zaledwie kilkunastoprocentowym poparciem. A sondaże poparcia dla partii bliźniaków były jeszcze gorsze.
Pojawienie się fali uchodźców w tym roku też nie jest jakimś ewenementem, który tłumaczy ten wybuch rasizmu i ksenofobii. Jakiś czas temu w związku z wojną w Czeczenii przez Polskę przeszła fala muzułmańskich uchodźców z tego kraju. Było ich około stu tysięcy. Rzecz jasna większość z nich powędrowała do innych krajów, jednak Polska przyjmowała ich, pomagała, finansowała i obywatele naszego kraju nie wpadli z tego powodu w nędzę. Nie było też z tego powodu jakiejś politycznej zawieruchy, a wręcz przeciwnie – pamiętam, że przeważnie byliśmy dumni z tego, że teraz my możemy pomagać uchodźcom, a nie być uchodźcami.
Są i tacy, którzy tłumaczą wzrost postaw rasistowskich biedą i lękiem o byt swój i własnej rodziny. Doskonale się to wpisuje w narrację konserwatywnych środowisk, które wmawiają nam od miesięcy, że Polska jest w ruinie, a ludziom żyje się w Polsce coraz gorzej. Jednak żadne dane tego nie potwierdzają. Polska wieś, na początku lat 90′ bardzo zacofana i biedna, skorzystała na wejściu do Unii i dzięki dopłatom bezpośrednim, a także innym działaniom stała się dużo zamożniejsza. Często bardziej niż środowiska miejskie. Bezrobocie radykalnie spada, i jest dużo niższe niż kilka, a tym bardziej niż kilkanaście lat temu. W ciągu ostatnich ośmiu lat minimalna pensja wzrosła prawie dwukrotnie i to jest odczuwalne, bo inflacja łączna nie przekroczyła w tym czasie kilkunastu procent. Co prawda wraz ze wzrostem gospodarczym rośnie też trochę rozwarstwienie społeczne, ale nadal nie oznacza to wzrostu biedy w Polsce. Można powiedzieć, że wzrost dochodów jest mniejszy niż społeczne oczekiwania, ale jest.
Co zatem jest prawdziwym powodem wybuchu rasizmu i ksenofobii? Co powoduje, że na ulice miast wyszły demonstracje tysięcy ludzi, większe niż wtedy, gdy protestowano przeciw ACTA? Skąd ten wybuch nienawiści, hasła wzywające do wieszania, strzelania i mordowania? Przecież zawsze słyszałem, jakim to wspaniałym, otwartym i tolerancyjnym narodem są Polacy. Zatem kto podmienił Polaków? I na kogo?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Przyczyny i powody

Dziś słowa przyczyna i powód uważane są za synonimy, jednak dawniej nieco się różniły i warto o tym pamiętać.
Przyczyna – czynnik, element wywołujący (w sposób konieczny lub przypadkowy), pośrednio lub bezpośrednio dane zjawisko jako swój skutek.
Źródło słowa przyczyna jest podwójne. Składa się bowiem z przyimka przy oraz członu pochodzącego od czasownika czynić. Inaczej mówiąc przyczyna to coś, co spowodowało jakieś działanie (czyn). Przyczyna w tym znaczeniu ex definitione nie jest sama świadomym działaniem (a w każdym razie nie musi być), jest czynnikiem występującym niezależnie od czyjejś woli, wbrew tej woli, lub elementem naturalnym.
Dla większej jasności podam kilka przykładów najbardziej prawidłowego użycia tego wyrazu.
Przyczyną powodzi wiosną były nagłe i bardzo ulewne deszcze.
Przyczyną wypadku był uszkodzony układ hamulcowy auta.
W barakach obozowych z łatwością rozprzestrzeniały się choroby zakaźne, przyczyną tego były fatalne warunki sanitarne oraz przeludnienie.
Przyczyną budzącej się niechęci do Żydów z jednej strony był ich bardzo duży napływ z Hiszpanii, Portugalii, Niemiec, a także Austrii i Czech w wyniku rosnących prześladowań w tych krajach, a z drugiej strony fakt, że osiedlali się w zwartych grupach i przestawali się integrować ze społeczeństwem miejscowym.

Źródło słowa powód jest inne. Definicja z przedwojennego słownika była następująca:
Powód – prowadzenie, kierownictwo, powodowanie kimś lub czymś, przyczyna, pobudka, zachęta, podnieta, uzasadnienie.
Słowo powód pochodzi od wodzić, powodzić, czyli kierować (także zaprzęgiem lub wierzchowcem). Zatem definicja pierwotna słowa powód ma charakter osobowy w tym sensie, że to jakaś osoba musi uznać coś za powód swojego działania.
A oto kilka przykładów właściwego użycia, które nieco różni się od zastosowania wyrazu przyczyna.
Wynajdywał rozmaite powody, żeby nie pracować.
Mieli kompletnie różne poglądy na życie i to było dla obu ciągłym powodem do sprzeczek.
Powodem jego złych ocen było nieustanne lekceważenie obowiązków szkolnych.
Powodem akcji antyżydowskich w latach trzydziestych na Podlasiu była z jednej strony trwająca od lat propaganda Kościoła, z drugiej bardzo silne wpływy skrajnie nacjonalistycznych organizacji politycznych.

Na czym polega różnica? Popatrzmy jeszcze raz na ostatnie przykłady zdań w każdej z tych definicji językowych.
Przyczyną budzącej się niechęci do Żydów z jednej strony był ich bardzo duży napływ z Hiszpanii, Portugalii, Niemiec, a także Austrii i Czech w wyniku rosnących prześladowań w tych krajach, a z drugiej strony fakt, że osiedlali się w zwartych grupach i przestawali się integrować ze społeczeństwem miejscowym.
Otóż przyczyny wystąpiły tam w sposób niekontrolowany, były elementem ubocznym masowej migracji ludzi i nie sposób dziś tego traktować dziś jako czynnika świadomego.
Powodem akcji antyżydowskich w latach trzydziestych na Podlasiu była z jednej strony trwająca od lat propaganda Kościoła, z drugiej bardzo silne wpływy skrajnie nacjonalistycznych organizacji politycznych.
Powody jednak były zależne od ludzi. Mogły nie wystąpić, można ich było uniknąć. Ktoś chciał by wystąpiły, ktoś wręcz nad tym pracował. A więc można i należy tych ludzi za to winić.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.7/10 (7 votes cast)

Profesor „wyklęty”

Całkiem niedawno do grona prawicowych świętych dołączył profesor Krzysztof Jasiewicz, który właśnie został zwolniony z PAN za swoje – jak twierdzą prawicowcy – przekonania. Bezpośrednią przyczyną był wywiad, który opublikował „Focus”. Oburzenie wielu środowisk wywołały konkluzje profesora, które stanowiły sedno jego poglądów ukształtowanych jakoby na podstawie wiarygodnych źródeł historycznych. Oddajmy jednak głos samemu profesorowi, choć z konieczności będą to jedynie fragmenty.
Skala niemieckiej zbrodni była możliwa nie dzięki temu, »co się działo na obrzeżach Zagłady«, lecz tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w procesie mordowania swojego narodu. Tu kłania się bierność powszechna samych Żydów i postawy Judenratów, okrutne żydowskie policje w gettach.
Chciałbym też zauważyć, że sami Żydzi, bardzo wpływowi w niektórych państwach, prawie nic dla swoich współbraci nie robili, biernie przyglądając się ich zagładzie i zapewne kalkulując, co by na tym można było ugrać.
Pogrubienia są moje, ponieważ chciałem zwrócić uwagę na szczególnie „naukową” metodologię. Powiedzmy wprost, pan profesor ograniczył się do wartościowania, do oceny, z której wychodzi wyraźnie jego postawa ideologiczna. Przeczytajmy jeszcze jeden fragment wypowiedzi, w którym profesor niejako uzasadnia swą postawę.
(…) mój opis chrześcijanina i jego wiary, a także Polaka i jego patriotyzmu – mam na myśli drugi plan książki – w sposób jasny precyzuje moją pozycję metodologiczną (….). Przyjąłem bowiem założenie (…), że istnieją dwie wizje człowieka. Pierwsza – ewangeliczna: w myśl tej wizji człowiek jest zobowiązany przestrzegać Dekalogu i nauk Chrystusa w każdej wyobrażalnej naszymi zmysłami i doświadczanej rzeczywistości. W tej perspektywie konfrontacja człowieka z systemem okupacyjnym, z wyjątkiem bardzo nielicznych (vide o. Maksymilian Kolbe) kończy się katastrofą. Człowiek niemal na całym froncie przegrywa – żeby przeżyć, musi kraść, wystawiać fałszywe świadectwa, zabijać. Co więcej – do realizacji swoich celów czasu wojny wykorzystuje bezpośrednio i pośrednio Boga, bo modli się do Niego o swoje przetrwanie, a tam mieści się prośba, nawet nieświadoma o powodzenie w działaniach niedekalogowych (…). Druga wizja człowieka – nieewangeliczna-jest wersją »żydową«. Nie można więc (…) mieć do człowieka pretensji, że »zawiesza« Dekalog lub przynajmniej przymruża nań oko. Jest w końcu tylko człowiekiem, a nawet więcej – jest zawsze Człowiekiem”.
Jest w powyższych słowach trochę racji, ale… No właśnie, zawsze w takim przypadku jest ALE. Krzysztof Jasiewicz przyjął założenie dwóch wizji człowieka – jedna to ewangeliczna a druga żydowska. Tertium non datur, jak by rzekł mój profesor matematyki. Jeśli zaczyna się interpretację danych naukowych z pozycji ewangelicznej, to można co najwyżej doktoryzować się w zakresie teologii, ale nie historii.
Naukowiec – historyk i socjolog – powinien sięgnąć w głąb dziejów i napisać, że naród żydowski po utracie własnego państwa dwa tysiące lat temu, wszędzie – gdzie przybywał – był mniejszością, inną religijnie, językowo i obyczajowo. Był też mniejszością słabszą, która nie miała szans walczyć o swoje przetrwanie siłą. Tak było wszędzie w Europie – od Portugalii po Rosję. Zatem żydowska mniejszość musiała nauczyć się innych metod przetrwania. Była to pokora wobec każdej władzy i minimalizowanie strat za pomocą pieniędzy, którymi tę władzę można było udobruchać lub przekupić. To sprawdzało się przez ponad tysiąc lat. Nic więc zatem dziwnego, że gdy zaczęła się okupacja wielu krajów Europy przez hitlerowskie Niemcy, zastosowano tę samą taktykę. Niekiedy się ona sprawdzała w pewnym zakresie. Wielu Żydów uciekło dzięki temu do Ameryki lub innych względnie bezpiecznych miejsc. Jednak to było przed tzw. „ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”. Nie zauważono też, że tym razem Żydzi mają do czynienia z szaleńcami na niespotykaną dotąd skalę. Nie przyszło im do głowy, że ktoś może mieć plan wymordowania milionów ludzi z powodów rasowych. Sądzili jak zwykle wcześniej, że odpowiednia doza pokory, współpracy z władzą i płacenia okupu, wystarczy, by zminimalizować straty. Przecież to nie był pierwszy pogrom w Europie, którego ofiarami stawali się Żydzi. Tak więc współpracowali, bo na walkę i tak nie mieli szans. To oczywiście ułatwiło Niemcom dokonanie holokaustu.
Jednak Krzysztof Jasiewicz w wywiadzie nie użył takiej argumentacji i takich słów. Za to, mówiąc o Żydach, nie przebierał w słowach. Twierdził, ze sami są winni holokaustu, że są zaślepieni nienawiścią i jest to ich cecha narodowa. Podsumujmy jego „wkład naukowy” jego własnymi słowami.
Owe żydowskie bzdury i dane wzięte z sufitu o Żydach zamordowanych głównie przez polskich chłopów to właśnie projekcja zmierzająca do ukrycia największej żydowskiej tajemnicy. Otóż skala niemieckiej zbrodni była możliwa nie dzięki temu, „co się działo na obrzeżach Zagłady”, lecz tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w procesie mordowania swojego narodu.
Władysław Bartoszewski powiedział, że duma narodowa powinna być filtrowana przez ocenę własnego postępowania, własnej postawy, czy postawy naszego otoczenia. W żadnym wypadku nie przez fałszowanie historii przez rasistowsko-religijne interpretacje, jak usiłował to robić Krzysztof Jasiewicz. Wyrzucono go z PAN nie za „głoszenie prawdy”, ale za powielanie antysemickich stereotypów. Nie przeszkadza to zostać prawicowym męczennikiem i jestem przekonany, że o profesorze jeszcze usłyszymy, być może zostanie kolejnym naukowcem uzasadniającym prawdziwość „zamachu smoleńskiego”?
Niestety logika profesora Jasiewicza dziwnie przypomina logikę opisywanej niedawno profesor Pawłowicz. I mam wrażenie, że katolicki punkt widzenia obu tych postaci nie pozostaje bez znaczenia.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.1/10 (8 votes cast)

Przepraszanie

W kontekście ostatniej, choć jeszcze niewydanej książki Grossa, po raz kolejny pojawia się pytanie o przeprosiny. A dokładniej, czy Polacy powinni przeprosić Żydów.
W ostatnich latach zapanowała wręcz moda na przeprosiny. Mam niejakie wrażenie, że zapoczątkował je nasz rodak – papież Jan Paweł II. Ze strony Kościoła padły przeprosiny pod adresem ludów wschodnich za wojny krzyżowe. Przepraszał też papież za inkwizycję. Przepraszał też Żydów za to, że nie dość bronił ich Kościół podczas wojny. Aby być sprawiedliwym, trzeba też przypomnieć, że to Karol Wojtyła jako papież po raz pierwszy jasno i zdecydowanie powiedział, iż antysemityzm – nienawiść skierowana w stronę Żydów – podobnie jak każda inna nienawiść jest grzechem śmiertelnym dla katolika. Zatem katolik antysemita to oksymoron, tak jak mądry głupek.
W imieniu Niemców również kolejne władze tego kraju przepraszały Żydów za holokaust, ale też bardziej ogólnie wszystkich za II Wojnę Światową. Przywódcy Niemiec wykonywali spektakularne gesty, że przypomnę Willy Brandta i jego przyklęknięcie przed pomnikiem Bohaterów Getta.
Spektakularne gesty wykonywała też Rosja pod adresem Polaków, choć jakoś kiepsko to pamiętamy. Za Katyń przeprosił już Borys Jelcyn. Obecnie parlament rosyjski przyjął uchwałę uznającą zbrodnię w Katyniu za zbrodnię stalinowską. Z dużą determinacją mówili ostatnio Putin i Miedwiediew.
Polski prezydent również oficjalnie w imieniu państwa i narodu przeprosił Żydów za mord w Jedwabnem i inne podobne wydarzenia. Uznając te przeprosiny za ważne wydarzenie i za reprezentatywne dla państwa, należy też powiedzieć, że w jakiś sposób wyczerpują one pulę przeprosin z naszej strony. Kolejna książka Grossa niczego tu nie zmienia. Polacy jako naród i jako państwo przyznali się i przeprosili, tych przeprosin nie musi powtarzać każdy kolejny prezydent czy premier, bo stałyby się farsą.
W komentarzach do poprzedniego tekstu pojawiły się uwagi, ze polski antysemityzm nie był najsilniejszy w ówczesnej Europie. Oczywiście. Jednak wówczas pisałem o Polsce i o tym co w naszej postawie jest złe i wstydliwe.
Jednak, aby sprawiedliwie ocenić miejsce Polski w tym współczesnym festiwalu przepraszania, to warto przypomnieć o paru faktach. Jak zauważył Tadeo, Szwajcaria i jej banki przechowują do dziś majątek skradziony Żydom przez hitlerowców. Tajne organizacje, pomagające faszystom urządzić się po wojnie w Ameryce Południowej, korzystały z tego złota splamionego krwią. Szwajcarska policja zawracała często uciekających Żydów wprost w łapy Gestapo. Nie znam żadnego faktu pozwalającego twierdzić, że Szwajcarzy kiedykolwiek za to przeprosili. Z USA nadal są naciski na ujawnienie kont i posiadaczy tych kont, a są przypuszczenia, że potomkowie faszystów do dziś z nich korzystają.
Francja była jedynym w Europie krajem, który ochoczo wręcz współpracował z Niemcami przy wywożeniu Żydów do Auschwitz. Za taką działalność po wojnie skazano bardzo niewielu Francuzów. A żaden prezydent Francji nigdy nie przeprosił za współpracę z Niemcami i za Vichy. Za to właśnie we Francji pismacy zaczęli używać określenia „polskie obozy śmierci”.
Jest jeszcze jeden kraj, który dopuścił się ludobójstwa na ogromną skalę i nigdy za nie nie przeprosił. To Stany Zjednoczone Ameryki. To właśnie w tym kraju biała napływowa ludność wymordowała miliony Indian. Za to tylko, że byli Indianami. Ostatnia masakra miała miejsce jeszcze w XIX wieku, w roku 1890 w Wounded Knee. Oficjalnie ona kończy ludobójstwo Indian. Jednak tylko pozornie, bo jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego w tym samym miejscu agencji FBI strzelali z broni maszynowej do kobiet i dzieci w czasie symbolicznego protestu Indian. Rdzenna ludność Ameryki Północnej zaczęła się nieco odradzać dopiero w ostatnich latach. Dziś jest ich zaledwie koło 4 milionów. Który prezydent USA przeprosił Indian za ludobójstwo? Żaden.
Dlatego też z jednej strony z ubolewaniem patrzę na haniebny polski antysemityzm, który na szczęście nie jest zjawiskiem reprezentatywnym dla wszystkich, ale z drugiej strony, gdy ktoś z zewnątrz sugeruje nam kolejne przeprosiny tak, jakbyśmy to my byli autorami holokaustu, to powiem mu, by zobaczył najpierw belkę we własnym oku.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.9/10 (11 votes cast)