Ad astra

Podstawy science fiction dała mi lektura powieści Juliusza Verne’a. Pamiętam swoją dziecięcą fascynację faktem, że wszystko przewidział. Chyba najdoskonalszym przykładem były te powieści z których pojawiał się okręt podwodny Nautilus. Gdy byłem nieco starszy, nieco naiwna wydała mi się fantazja na temat podróży na księżyc, ale odrobina wiedzy z zakresu fizyki pokazuje, że wbrew pozorom intuicja Verne’a była wręcz niesamowita.
W szarej rzeczywistości PRLu fantastyka była oczywistą drogą ucieczki, tam wszystko było możliwe i wszystko mogło się wydarzyć. Moja miłość do literatury science fiction nigdy nie przełożyła się na film. Filmy fantastyczne o tematyce kosmicznej wydawały mi się głupkowato nieprawdziwe, sztuczne i teatralne. Na dobrą sprawę do dziś śmieszą mnie produkcje w rodzaju Battlestar Galactica, Star Trek i Gwiezdne Wojny. Owszem, najlepsze z nich da się oglądać, ale po napisach końcowych czar pryska, nie zostaje nic. Do dziś uważam, że są dwa dobre filmy z dziedziny fantastyki naukowej. Pierwszy to oczywiście Odyseja kosmiczna 2001 Stanleya Kubricka. Drugi to film Test Pilota Pirxa nakręcony na podstawie fragmentu literatury Stanisława Lema. Pomimo nieco ubogiej oprawy i raczej kiepskich efektów, ten ostatni miał w sobie prawdziwość psychologiczną, co chyba jest zasługą pierwowzoru literackiego. Długo nie wiedziałem dlaczego tak się dzieje, że żaden film o podboju kosmosu nie trafia do mnie w sposób dostatecznie poważnie.
Zrozumiałem to po wielu latach, gdy trafiły do polskiego czytelnika dawne perły klasyki światowej. Powieść Clifforda Simaka Czas jest najprostszą rzeczą zaczyna się zdaniem: I nadszedł ostatecznie czas, gdy człowiek pojął, że gwiazd nie zdobędzie nigdy.
Właśnie wtedy pojąłem, że moje poważne traktowanie fantastyki naukowej, nigdy nie pozwoliło mi na dostatecznie głębokie wejście w świat przedstawiony filmu. Wiedza, którą posiadałem nie pozwalała na wiarę w możliwość zdobywania kosmosu. O ile w literaturze pewne kreacje mogły zostać przyjęte, o tyle w filmie stawały się nieraz śmieszne. Przykładem takiej śmieszności zawsze dla mnie były odgłosy myśliwców towarzyszące walkom w próżni kosmicznej.
Wspomniana już powieść Czas jest najprostszą rzeczą skierowała mnie w stronę zupełnie innej literatury. Fabuła książki przypomniała mi się niedawno. Są w niej dwie postacie – jedna to człowiek, który uznał, że z kosmosu może przyjść jedynie zło, bo wszystko, co obce jest złe. Drugi bohater wymienił świadomość z tajemniczą różową istotą, więc nie całkiem jest człowiekiem lub może inaczej – jest kimś więcej niż człowiekiem. I to właśnie on, Shepherd Blaine wie, że kosmos może przynieść dobro. Wiele oczywiście wyjaśnia fakt, ze akcja rozgrywa się w świecie ludzi, którzy nienawidzą wszystkich obcych, a w szczególności tych, którzy dysponują paranormalnymi umiejętnościami.
Epizod IV RP w niedawnej rzeczywistości Polski był zadziwiająco podobny do wydarzeń z tej książki. Nie wiem z kim ja wymieniłem się świadomością i w jaki sposób się to stało, ale ksenofobiczny obraz świata, też powoduje mój lęk i chęć teleportowania się gdzie indziej. Do gwiazd.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Googleatura

O Google pisałem już kilkakrotnie. Także o tym, że Google zawładnęło istotną częścią internetu, niepostrzeżenie i bez protestów. Użyłem nawet porównania: „Biali osadnicy w Ameryce Północnej dawali Indianom whiskey za darmo.” Faktem jest, ze gdyby dziś nagle zniknęły wszystkie usługi Google, to spora część użytkowników komputerów nie miałaby po co włączać swoich maszyn.
Dziś jednak same pozytywy. Skoro Google nas wykorzystuje, to wykorzystujmy Google. Pod takim hasłem przygotowaliśmy z Jakubem prezentację na niedawnej konferencji KOPI w Kęsowie.
Staraliśmy się pokazać, że każdy – od amatora po profesjonalistę – może skorzystać z przydatnych usług i że nauczyciele powinni uwzględnić to w kształceniu informatycznym w szkołach – zarówno uczniów, jak i swoich współpracowników. Możliwości, jakie stwarza korzystanie z usług Google są ważne, bo z jednej strony dają sporo ciekawych narzędzi za darmo, z drugiej strony uniezależniają od maszyny i miejsca.
Dla przeciętnego użytkownika internetu, który planuje podróż bardzo przydatnym narzędziem są Mapy Google, z których można korzystać w oprogramowaniu Google Earth przygotowanym specjalnie przez firmę. A wśród ciekawych i przydatnych gadżetów niewątpliwie na czele jest Widok Ulicy, o którym też już pisałem.
Darmowa aplikacja Picasa jest dobrą alternatywą dla większości fotografów amatorów. Jest to program darmowy, który pozwala nie tylko na podstawową obróbkę i katalogowanie zdjęć, ale także na tworzenie albumów publicznych i prywatnych w serwisie Google.

Program Picasa

Program Picasa


Najpopularniejszą usługą jest Google Mail. Za darmo dostajemy kilka gigabajtów na pocztę i żadnych reklam, żadnego spamu, żadnych problemów z dostępnością poczty.
Częścią składową Google Mail jest Buzz. Wszyscy znają usługi Twitter lub Blip. Buzz jest czymś bardzo podobnym. Jego przewaga polega na tym, że nie tylko możemy informatyzować zainteresowanych krótkimi wiadomościami o naszej aktywności i dodawać linki. Buzz automatycznie zanotuje też naszą aktywność w albumach Picasa, na Twitterze, na blogu (jeśli używamy WordPressa) oraz aktywność na grupach dyskusyjnych, o ile używamy czytnika Google.
Nowy Buzz

Nowy Buzz


Na powyższym rysunku widać, że Buzz zanotował nowy tekst na mojej stronie – dodając nie tylko link, ale też rysunki i tekst. W ten sposób followers, czyli osoba sprawdzająca nasz Buzz, może przeczytać artykuł w całości.
Doskonałym narzędziem dla rozmaitych grup realizujących wspólne projekty jest Google Wave. Rozpoczynając tzw. nową falę, mamy do wyboru kilka przedefiniowanych możliwości.
Na początku

Na początku


Możemy w ten sposób przygotowywać spotkania, wycieczki, zrobić burzę mózgów, przygotować wspólny dokument. Trójdzielne okno aplikacji składa się z panelu nawigacyjnego, spisu „fal” i wybranego aktualnie zadania. Planując spotkanie, możemy wykorzystać mapy Google i ustalić dokładne miejsce, Picasę wykorzystać do umieszczania zdjęć, a poszczególni użytkownicy będą uzupełniać program.
Okno Google Wave

Okno Google Wave


Pisałem już wcześniej, że Google Analytics jest trudnym do przecenienia narzędziem, gdy chcemy wypromować własną stronę. Mając własną i dość popularną stronę można pokusić się o zarobki z reklam. Może nie będą one duże, ale pozwolą na sfinansowanie kosztów jej utrzymania, jeśli skorzystamy z Google Adsense.

Jak skojarzyć własną domenę z usługami Google (dokumenty, kalendarz, poczta, strony osobiste) Google, dowiemy się ściągając konspekt wykładu z Kęsowa. Należy kliknąć na obrazek poniżej i otworzyć plik PDF. Drugi plik to instrukcja dla użytkowników – jak skonfigurować własny program pocztowy.

Konfiguracja usługi GoogleMail

PDF 1


Konfiguracja programów pocztowych

PDF 2


Powyższy tekst jest z jednej strony streszczeniem, z drugiej rozwinięciem cyklu prezentacji „Googleatura” z konferencji KOPI w Kęsowie. W celach edukacyjnych warto podążyć za odnośnikami, które podałem w tym artykule, ponieważ zawierają inne nie zapisane tutaj wiadomości.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Podręcznik małego manipulatora

Nie. Nie będę pisać o polityce. Jeśli ktoś zwabiony tytułem, myślał że będzie o Kaczyńskim, Migalskim lub Bielanie, to się rozczaruje. Chcę napisać o swoim blogu, po dwóch miesiącach jego istnienia. Rozpoczynając pisanie, myślałem, że będę notował rozmaite przemyślenia, które może zainteresują moich bliskich, przyjaciół i znajomych. Z biegiem czasu, gdy sprawdzałem statystyki, byłem coraz bardziej zdziwiony.

Źródła wizyt

Źródła wizyt


Patrząc na źródła odwiedzin, zauważam, że dzielą się na prawie równe trzy części. Niektórzy odwiedzają mój blog bezpośrednio, zapewne do tej grupy mogę zaliczyć swoich znajomych, a ponieważ adres jest prosty, nie sprawia to nikomu kłopotów.
Sporo odwiedzin zaczyna się z odnośników na innych stronach, nie ukrywam, że linki dodałem w swoich sygnaturkach, więc nie ma niespodzianki. W tej grupie zapewne jest sporo odwiedzin jednorazowych. Potencjalni czytelnicy mogą sądzić, że znajdą coś o komputerach i są może nieco zawiedzeni.
Natomiast zaskoczeniem było to, ze prawie 1/3 odwiedzających dociera na stronę z wyszukiwarek. Oznacza to, że znajdują coś, czego szukali.
Pozory mylą

Pozory mylą


Paradoksalnie najczęściej wyszukiwaną fraza, która kieruje na moją stronę, to seks jest dobry na wszystko. Na dodatek w wynikach wyszukiwania to właśnie mój blog jest na pierwszym miejscu, a był to zaledwie tytuł małego felietonu o reklamie. Kilkadziesiąt osób się zatem rozczarowało, nie znajdując ani rozebranych pań, ani poradnika. Przepraszam, lecz nie obiecuję, że się poprawię.
Pozostałe zapytania dotyczą w większości bieżących moich komentarzy politycznych po katastrofie w Smoleńsku. Wyjątkiem jest fraza filozofia interfejsu – chyba pojawił się nowy trend na uczelniach informatycznych.
Najpopularniejsze teksty

Najpopularniejsze teksty


Naturalną rzeczą jest to, że główna strona otwierana jest najczęściej. Nawet stali czytelnicy otwierają adres podstawowy i czytają, co się pojawiło nowego. Ciekawe jest to, ze wśród czytanych tekstów na pierwszym miejscu jest ten o naszym bohaterze z Lufthansy, tym co to Niemcy go bili. Następnie są dwie prywatne kartki z pamiętnika, a potem już w kolejności różnej wszystkie teksty polityczne. Teksty pozostałe mają znacznie mniejszą popularność.
Teraz pora na wnioski. Jeśli chcecie założyć blog i zdobyć nim jakąś popularność, należy spełnić kilka podstawowych warunków. Po pierwsze – możliwie szerokie grono waszych znajomych musi umieć czytać. W tym miejscu serdecznie dziękuję swoim 🙂
Wielkim atutem jest umiejętność formułowania dobrych tytułów. Jednak nie należy się ograniczać do słowa seks, bo rozczarowani internauci będą stronę omijać szerokim łukiem.
Na koniec wreszcie rzecz najtrudniejsza, do tytułu trzeba dopasować treść, w taki sposób żeby wyszukiwarka Google zindeksowała to możliwie wysoko.
Pozycja w wyszukiwaniu

Pozycja w wyszukiwaniu


Gdy już opanujecie te sztuczki i uzyskacie przynajmniej sto odsłon waszej strony dziennie, możecie wystrugać medal z kartofla (tylko bez skojarzeń proszę) i nadać sobie tytuł małego manipulatora (mówiłem, żeby bez skojarzeń). Będziecie wówczas mieć podstawę do zrozumienia tego, jak robią to wielcy manipulatorzy.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Niepotrzebni mężczyźni

Uwielbiam literaturę fantastyczną od zawsze. Już w podstawówce nauczyciele odbierali mi czytane ukradkiem pod ławką książki. W ten sposób Obłok Magellana Lema zaczynałem chyba ze trzy razy. Czas upływał, ja dorastałem, a fantastyka pozostała ze mną. Był czas, gdy się do niej nie przyznawałem. Jako student polonistyki miałem do czynienia z arcydziełami najwyższych lotów i jakoś nie wypadało wtrącać do dyskusji dzieł literatury dla dzieci, bo tak wówczas środowisko naukowe klasyfikowało te utwory. O Lemie lub Vernie mówiło się w ramach literatury dziecięcej lub w obrębie dydaktyki. Nie przestałem czytać fantastyki, ale nie chwaliłem się tym głośno. Jako początkujący adept literaturoznawstwa chciałem być traktowany poważnie. Za to w ramach buntu pracę magisterską napisałem o Norwidzie, który był tak romantyczny, że aż fantastyczny.
Przed rokiem 1989 fantastyka życia codziennego w PRL często przerastała wszystko to, co mogłaby wymyślić literatura. Nie było więc łatwo zaskoczyć czymś czytelnika. Niekwestionowanym autorytetem był oczywiście Stanisław Lem. Poza Lemem z rzadka można było przeczytać coś z literatury amerykańskiej czy europejskiej. W pamięci zachowały mi się takie nazwiska jak Ray Bradbury, Isaac Asimov i niewiele więcej. Dobrze reprezentowana była literatura rosyjskojęzyczna. Jednak w przeważającej części były to kołchozowe gnioty, tyle że rozgrywały się w kosmicznej scenerii.
Eksplozja fantastyki nastąpiła paradoksalnie po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy władze zezwoliły na wydawanie miesięcznika Fantastyka.
Dopiero wtedy można było zapoznać się z perełkami literatury światowej, a także polskiej.
Jedną z pierwszych książek, które przewróciły mój świat do góry nogami była Limes Inferior Zajdla. Było to coś kompletnie odmiennego od czytanej dotychczas fantastyki. Dziś można byłoby ten gatunek nazwać socjologiczną science fiction, choć wtedy był to dla mnie typowy dramat maski, podobnie jak Konrad Wallenrod Mickiewicza. Mickiewicz posłużył się historią, a Zajdel przyszłością. Mam dziwne wrażenie, że ówczesne władze były wyjątkowo głupie, bo pismo Fantastyka promowało literaturę o wyraźnie krytycznym nastawieniu do wszelkich form totalitaryzmu. Pamiętam świetną mikropowieść Houston Houston czy mnie słyszysz? sygnowaną nazwiskiem James Tiptree, Jr. Był to nawiasem mówiąc pseudonim autorki, a nie autora. Fabuła opowiadała o powracającym na Ziemię statku kosmicznym, w którym po kilkudziesięciu latach dalekiej wyprawy wraca trzech astronautów. Okazuje się, że z planety znikli mężczyźni. Jednak nie ma tam konwencji komediowej podobnej do Seksmisji. Okazuje się, że mężczyźni są w tym świecie po prostu niepotrzebni. Niedopowiedziane zakończenie przewiduje tylko jeden wariant i nie jest to zabawne i przyjemne odtwarzanie naturalnego cyklu życia, w sposób przedstawiony w polskim filmie. Fabuła z jednej strony ma wydźwięk antytotalitarny – nawet jeśli jest to taki miękki i user friendly totalitaryzm kobiecy, zaś z drugiej strony jest wnikliwym studium relacji męsko-damskich napisanym – co podkreślam – przez kobietę. Z dyskusji astronautów z kobietami z tego nowego świata, pozostaje przeświadczenie o kompletnej klęsce tej dawnej męskiej rzeczywistości. Na argument, że to przecież mężczyźni zawsze opiekowali się i bronili swoich rodzin, plemion, krajów, pada pytanie: przed kim. I odpowiedź jest jednoznaczna – przed innymi mężczyznami. Zatem skoro nie ma dziś komu atakować, to i obrońcy są niepotrzebni. Świat kobiet jest światem pokoju i twórczej pracy. Męska potrzeba dominacji i zdobywania została zastąpiona pragmatyzmem i rozsądkiem. Ziemianie, a raczej Ziemianki, nie zdobywają kosmosu, bo nie odczuwają takiej potrzeby, ich obecność na orbicie okołoziemskiej wynika z pragmatyzmu. Ziemia jest bogata, spokojna, a dzięki technologii klonowania mężczyźni nie są już potrzebni – nawet jako dawcy nasienia. Astronauci z przeszłości będą musieli więc zniknąć.
Jednak ten jednorodny świat przyszłości jakoś nie przypomina mitycznej Arkadii, jest jakiś beznamiętny, smutny, pozbawiony uczuć. A może tylko mi się tak wydawało. Welcome to the future.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (1 vote cast)

Polska dusza

Jacy właściwie jesteśmy? To pytanie pojawia się współcześnie w coraz to nowych okolicznościach. Próbujemy siebie samych zdefiniować. Zwykle jednak obraz, jaki uzyskujemy, jest niezadowalający. Sięgamy do świata sztuki.
Niedawno pisałem o bardzie współczesnej Rosji – Piotrze Naliczu. Zawisło wówczas w komentarzu pytanie, czy jest w polskiej muzyce ktoś podobny. Może jest…

Jaka więc jest ta polska dusza? Spójrz w lustro i jeszcze głębiej. Tam ją zobaczysz. Niekiedy z marszałkowską buławą Piłsudskiego, czasem ze skrzydłami poezji Słowackiego, a czasem z błazeńską czapką Stańczyka.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Rozum wraca z emigracji

Tuż po katastrofie w Smoleńsku, pisałem o tym wcześniej, za sprawą mediów, rozsądek zbiorowy społeczeństwa udał się na emigrację – wewnętrzną. Zaczynałem się już martwić. Na szczęście jednak rozum powraca.
Najszybciej ocknęły się media, otrzepały się z kurzu, jak ta kwoka, którą przejechał mały fiat 126p i udając, że nic się nie stało, powróciły do swoich codziennych praktyk.
Powoli zaczęły docierać normalne wiadomości, a ludzie otrząsnęli się z kiczu.
Wczoraj usłyszałem, że radni Słupska przeciwstawili się znacząca większością propozycji nazwania miejskiego parku Parkiem Lecha i Marii Kaczyńskich. Chwała im za to, bo zmarły prezydent z miastem nie miał nic wspólnego, a ponadto należy się przeciwstawić uporczywym próbom budowania legendy człowiekowi, który zasłużył się jedynie tragiczną śmiercią.
Kilkudniowy okres panowania medialnego kiczu skończył się i utrzymany w tym tonie film Solidarni 2010 obejrzało zaledwie koło 10% wieczornej widowni. Bardzo szybko okazało się, że przynajmniej dwie wypowiadające się postacie to aktorzy i można zastanawiać się nad ich wiarygodnością. Opinia publiczna szybko wychwyciła też, że anonimowy rolnik spod Kościerzyny to w gruncie rzeczy dość ważny działacz PiS z pomorskiego – Waldemar Bonkowski, a dzień później okazało się, że pan ów został skazany na grzywnę z powodu drobnego fałszowania dokumentów. Sprawa niewielka, ale rzuca istotny cień na rzetelność filmu.
Marszałek sejmu podpisał ustawę o IPN, wbrew jęczeniom PiS, że powinien wykonać ideowy testament zmarłego prezydenta i oddać ją do trybunału konstytucyjnego. Bronisław Komorowski wykonuje obowiązki prezydenta, a nie obowiązki zmarłego Lecha Kaczyńskiego, który jak zwykle opóźniał wszystko ile się da. Jeśli miał uzasadnione wątpliwości, to miał sporo czasu. Decyzja marszałka ucieszyła mnie i sądząc po reakcji na forach internetowych, sporą cześć ludzi.
Dziś rano w radiu można było usłyszeć prześmiewczą piosenkę dwóch sztandarowych błaznów telewizyjnych – Wojewódzkiego i Figurskiego. Niezależnie od oceny poziomu, prezentuje ona postawę sprzeciwu wobec prób robienia społeczeństwu wody z mózgu przez wmawianie nam, że prezydent Kaczyński był postacią wielką dla narodu. Nie był.
W Warszawie dyrektor pewnego gimnazjum za namową któregoś z rodziców rozpoczął realizację pomysłu trzymania rocznej warty przy tzw. krzyżu katyńskim. Po chwilowym zachłyśnięciu się pomysłem szybko jednak okazało się, że zaczyna brakować chętnych. Gimnazjum już raz zwróciło się do kuratorium, by wezwało ono inne szkoły do pomocy, ale kurator odpowiedział, że szkoła ma przede wszystkim uczyć dzieci, i nie uznał za stosowne, by nawoływać inne szkoły do pełnienia warty.* Mądry kurator, a pomysł był głupi i kiczowaty. Nie tak należy uczyć młodych ludzi patriotyzmu.
Coraz więcej pojawia się opinii ludzi, którzy obudzili się po tej żałobie medialnej z przeświadczeniem, że ktoś ich zahipnotyzował, zmanipulował, oszukał. Odzyskują rozum i zaczynają zadawać pytania, które być może powinni zadać sobie dwa tygodnie wcześniej.
Lepiej późno niż wcale.


* Gazeta Wyborcza

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Ministerstwo prawdy

W poniedziałek Jarosław Kaczyński ogłosił: podjąłem decyzję o kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Powinno być Rzeczypospolitej, ale prezes z poprawności językowej nigdy nie słynął. Jednak właściwy początek kampanii odbył się dopiero wieczorem w telewizji państwowej. Bez poprawności politycznej, ani jakiejkolwiek przyzwoitości. Solidarni 2010 to tytuł filmu wyemitowanego przez pierwszy program państwowej telewizji. Ministerstwo prawdy PiS zaczęło działać. Była w filmie mowa o zamachu na prezydenta, którego zaszczuły media i o tym jak naród kochał prezydenta. Wypowiadał się sam naród, autor filmu skromnie zrezygnował z wszelkich komentarzy, komentarze wygłaszał bowiem wcześniej, gdy jeszcze w czasie trwania żałoby wraz z zaproszonymi gośćmi snuł własne teorie spiskowe na temat katastrofy*.

Marusz Bulski w filmie Solidarni 2010

Marusz Bulski w filmie Solidarni 2010

Dwa dni później, gdy szok minął i odbiorcy zaczęli film analizować, rozpoznali w kadrze babcię Józię z serialu Plebania, a w płaczącym mężczyźnie, który na potrzeby filmu rozwijał teorie spiskowe również rozpoznano aktora. Mariusz Bulski nie jest popularną gwiazdą, więc nie od razu został zidentyfikowany. Znając niesławny epizod reklamowy z aktorką Cugier-Kotką, która wpierw grała w spocie reklamowym PO, a później rzekomo w porywie serca wystąpiła dla PiS, mamy pewne podstawy, by zastanawiać się, jak duże gaże były tym razem.

Babcia Józia z Plebanii

Babcia Józia z Plebanii

Zgodnie z moimi przewidywaniami PiS nie miał innego kandydata niż brat prezydenta i rzecz jasna od początku było wiadomo, że wizerunek Prezydenta, Który Męczeńsko Poległ za Prawdę o Katyniu będzie przyświecał tej kampanii.
Jarosław Kaczyński zdecydował się kontynuować dzieło brata. Bo któż inny mógłby to zrobić lepiej? Jeśli w boju ginie król, to kto inny, jeśli nie jego brat powinien dalej nieść sztandar? – pisze Marek Migalski, który choć jest nowym nabytkiem PiSu, to jest nabytkiem cennym, bo to przecież nawrócony na pisizm politolog.
Taki ton pobrzękiwania szabelką dominuje wśród zwolenników PiS w internecie. Kampania będzie przebiegać pod znakiem agresji prawych i prawdziwych patriotów przeciw liberałom, lewakom i sprzedawczykom – nie-katolikom i nie-polakom. Tego nie będzie w kampanii oficjalnej. Poplecznicy Jarosława Kaczyńskiego ograniczą się do sugestii takich jak pani Kluzik-Rostkowska:że Komorowski to polityk drugiego szeregu bez charyzmy lub inna wielbicielka Jadwiga Staniszkis, która gotowa była zdezawuować harcerstwo, byle tylko zdezawuować Komorowskiego. Walka na śmierć i życie odbędzie się w państwowej ale spisionej telewizji oraz w internecie.
Dziś doskonale wiadomo, że Jarosław Kaczyński może liczyć tylko na swój wierny elektorat i garstkę zafascynowanych tworzoną właśnie legendą. To od jej sukcesu zależy wynik wyborczy Kaczyńskiego. Jednak najprawdopodobniej to za mało do zwycięstwa. Jedynie spektakularna wpadka kontrkandydata może tu pomóc. To musi być coś lepszego niż dziadek w Wermachcie. Zatem będzie to bezpardonowe oskarżanie Komorowskiego i Platformy o wszystko. To będzie kampania szeregowców. Wodzowie będą spokojni, wyciszeni i w żałobie.
Dzisiejsze oświadczenie mi się nawet podoba, dobrze byłoby żeby w takim nastroju dotrwał do końca – wyciszony, obolały, łagodny. Jeśli się nie da sprowokować – on i jego partyjni koledzy – może być całkiem ciekawie, bo trudno będzie przez dwa miesiące gnoić człowieka, który niespecjalnie się broni, z godnością znosząc i cierpienie po wielkiej tragedii, i razy politycznych przeciwników. – Tak pisze niejaka Kataryna na swoim blogu, który rzekomo stał się autorytatywny dla poważnych dziennikarzy prasy mainstreamowej.
Tak naprawdę Kataryna to tylko jeden z wielu szeregowców Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli bowiem czytam: Smoleńska tragedia pokazała, że państwo jest w rękach – przepraszam za wyrażenie ale nie znajduję innego – tchórzy, na których w potrzebie nie będzie można liczyć. Tak jak nie można było liczyć po katastrofie. Polska nie zrobiła żadnego ruchu aby mieć większy udział w wyjaśnianiu jej przyczyn, aktywność naszych najwyższych władz ograniczyła się do jednego uścisku z Putinem, to mogę widzieć dwa wyjaśnienia. Albo pisze to kretyn, który nie zna podstaw prawa międzynarodowego, na dodatek kompletnie ślepy na fakty i zaślepiony nienawiścią do Rosji, albo gorliwy wyznawca Prezydenta, Który Męczeńsko Poległ za Prawdę o Katyniu i Jego Brata, Który Wielkie Dzieło Dokończy. Jak widać teorie spiskowe zaczynają powoli przedostawać się z newsów i forów do politycznych blogów i zajmują poczytne miejsce w arsenale broni wyborczych. Idee mesjanistyczne wciąż w narodzie są żywe, więc im bardziej oficjalne komunikaty będą czytelne, tym bardziej zwolennicy spisków będą pewni, ze za katastrofą stali Rosjanie. Ta grupa wyborców ma swoją wewnętrzną prawdę, która jest niezależna od faktów i żywo kultywowana. Ta prawda każe im wierzyć, ze Polska od stuleci jest obiektem wielkiego i niszczycielskiego spisku, że po roku 1989 wcale nie odzyskaliśmy niepodległości, ale wręcz przeciwnie – wpadliśmy w sidła międzynarodowej korporacji, która na celu ma ostateczny rozbiór Polski. Unia Europejska jest tego najlepszym dowodem i jedyne co może ten wspaniały katolicki naród dziś uratować jest przywództwo człowieka, któremu oddamy swe serca i umysły.
Wewnętrzna prawda, dostępna tylko prawdziwym patriotom i Polakom, każe szukać winnych katastrofy wśród przeciwników politycznych. Rozpoczął to już wbrew wszelkiej logice dawny trzeci bliźniak, który obecnie chyba liczy na powrót do łask wodza. Powszechne będą ataki na ministra obrony i rozmaite sugestie o jego rzekomym wpływie decyzyjnym na tę bezsensowną krucjatę do Katynia.
Oczywiście w tle będzie się również przewijać solidarna Polska i czwarta Rzeczpospolita.
Ostatecznie jednak klęska PiS i Jarosława Kaczyńskiego wydaje się przesądzona.

To może być puenta.

To może być puenta.

Jak napisał widz w smsie do Szkła Kontaktowego: Solidarnie to można klepać biedę. Rozwój jest efektem konkurencji. To może być niezła puenta. Polacy dziś nie chcą klepać biedy. Chcą nowoczesnego państwa, którego nie będą się musieli wstydzić za granicą. Taka jest dziś większość. Są jeszcze tacy, którzy wciąż wyznają zasadę, że: Nie jest ważne czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt. Najważniejsze, żeby Polska była katolicka.** Jednak w tych wyborach i w następnych, i w każdych kolejnych już im podziękujemy. Niech wracają, skąd przyszli – z ziemi polskiej do Wolski.


* Jeśli ktoś nie jest jeszcze pewien, to mowa o Janie Pospieszalskim.
** Słynne słowa Henryka Goryszewskiego

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Poza polityką

Po ciężkiej zimie wreszcie nadeszła wiosna. Bociany lub jaskółki są dla ludzi oznaką zbliżającej się wiosny. Dla mnie wiosna zaczyna się w Kęsowie.

Szkoła w Kęsowie

Szkoła w Kęsowie


Kęsowo to taka wieś w województwie kujawsko-pomorskim. W Kęsowie jest duża i nowoczesna szkoła. W szkole tej pracuje nieduży, ale nowoczesny nauczyciel. Z dumą mogę powiedzieć, że jest to mój przyjaciel. Mirek Bałazy to prawdziwy tytan pracy, choć nie zamierzam pisać o jego pracy zawodowej. Od lat co roku na wiosnę organizuje w swojej szkole samokształceniowe konferencje nauczycieli informatyki. W miarę możliwości staram się mu pomagać i coś interesującego przygotować na zajęcia. Na konferencji w Kęsowie nauczyciele zawsze znajdą coś ciekawego dla siebie, dowiedzą się o nowych możliwościach, nowych trendach w zakresie IT, znajdą też kogoś, kto pomoże im zastosować nowe rozwiązania lub rozwiązać nowe problemy.
Mirek jest nie tylko nauczycielem informatyki i specjalistą w zakresie szkolnych pracowni komputerowych, ale też nauczycielem wychowania fizycznego i sportowcem, świetnym organizatorem, a ponadto duszą towarzystwa – gra na gitarze i śpiewa, a najważniejsze – potrafi skupić wokół siebie ludzi i przekonać ich do swoich pomysłów. Jest inicjatorem Stowarzyszenia KOPI i opiekuje się stroną oraz forum, które stanowi dziś najbardziej wiarygodne źródło informacji i pomocy dla opiekunów pracowni w szkołach.
Podczas konferencji jest czas nie tylko na wykłady i komputery, ale również na chwile odpoczynku i relaksu. Tradycją jest wieczorny wyjazd do kręgielni w pobliskiej Tucholi i sobotni grill. Tradycją jest także to, że w Kęsowie zawsze świeci słońce i nie pada deszcz podczas zjazdów. Nie wiem jak Mirek to robi…
Pora na relaks

Pora na relaks


Chciałbym, aby takich ludzi było więcej. Takich, którzy nie czekają, aż manna spadnie z nieba, ale sami próbują zmieniać świat na lepszy. Dzięki nim nadzieja staje się postawą uprawnioną i dlatego póki mi sił starczy zawsze będę Mirkowi pomagał.
Dla zainteresowanych kilka zdjęć z konferencji w albumie na PicasaWeb.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Symulakrum

Jestem belfrem, który choć na emeryturze, to pchany jest przez przemożną potrzebę wyjaśniania świata. Jestem jak ten pies Pawłowa, bo chęć objaśniania świata jest niezależna od realnej świadomości tego, że moje wyjaśnienia mało kogo obchodzą.
Dzisiejszy tekst jest pokłosiem komentarzy Kamila dopisanych do moich wcześniejszych rozważań. Komentarze na mojej stronie nie podlegają żadnej cenzurze, o ile nie stanowią przestępstwa w rozumieniu kodeksu karnego. Mogą one ustosunkować się do moich tekstów lub do wydarzeń o których piszę. Jestem zdania, że dla czytających zawsze będzie to potencjalna możliwość poszerzenia horyzontu – niezależnie od tego, jaka jest ich własna opinia.
Kamil, filozof i socjolog mediów, dodał komentarz do tekstu Teraz historia, sam w sobie będący artykułem wartym przeczytania. Na gorąco miałem okazję o tym rozmawiać z kilkoma osobami i niezależnie od ich opinii, mam wrażenie, że nie całkiem jasne było dla nich przesłanie. Postanowiłem zatem wyjaśnić pewne sprawy po swojemu.
Już gdzieś cytowałem dowcip z lat siedemdziesiątych, kiedy to synek pyta ojca: Tato, jeśli w lesie zwaliło się drzewo, a nie było przy tym telewizji, to czy ono naprawdę się zwaliło? W peerelowskiej realności dwóch kanałów telewizyjnych nadających od szesnastej do północy, ten dowcip był abstrakcyjny. Jednak dziś już nie. Drugim składnikiem potrzebnym do dalszych rozważań jest termin symulakrum*, który wyjaśniam w przypisach.

Nie ma dziś wątpliwości, że w sporej części dziś media tworzą widoczny dla większości społeczeństw obraz rzeczywistości. Chcąc zobaczyć świat, ludzie nie wyglądają za okno – patrzą w okno telewizora. Nasiliło się to podczas dni, które nastały jako efekt smoleńskiej katastrofy. Mamy w Polsce trzy duże koncerny telewizyjne (telewizja państwowa oraz TVN i Polsat), każdy z nich dysponuje kilkoma kanałami programowymi. I co się okazało? W dni żałoby przez większość czasu widzieliśmy prawie wszędzie prawie to samo. Ktoś nawet naliczył w którymś momencie 30 stacji telewizyjnych z tym samym obrazem.
Charakterystyczne jest, że prawdziwy smutek i żałoba po śmierci tak wielu osób, zostały zawłaszczone przez politykę kościelno-prawicową, która wykorzystała tragedię do zaakcentowania swej woli zakotwiczenia Polski w dziewiętnastowiecznej przestrzeni sacrum martyrologiczno-mesjańskiego. Polska ma być ostoją kościoła przeszłości, który na oczach świata rozpada się dziś w dotychczasowej formie wstrząsanej skandalami pedofilskimi. Położenie akcentu na uhonorowanie prezydenta, który w oczach wielu uosabiał tę Polskę konserwatywną, homofobiczną, religijną i wycofaną było oczywistym zagarnięciem tej żałoby. Telewizje podchwyciły ten wątek w sposób bezrozumny i bezkrytyczny prawie w całości. W ten sposób stworzone zostało symulakrum żałoby, które wyparło i stłumiło możliwą do zaistnienia żałobę prawdziwą.
Wielu pozostających jeszcze przy zdrowych zmysłach widzów, z narastającym zdumieniem, przecierając z niedowierzaniem oczy, oglądało komentatorów i polityków, którzy w ramach ogólnonarodowej pokuty, zaprzeczali sensowi ostatnich dwudziestu lat naszego istnienia i usiłowali udowadniać bezsens różnic i sporów politycznych, a złotym cielcem uczynili mityczną zgodę narodową i pojednanie polsko-polskie. Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda…** – symulakrum wypełzło przez okienka telewizorów w całym kraju i zżarło nam naszą rzeczywistość.
Dlatego świecki pogrzeb Jolanty Szymanek-Deresz, choć uhonorowany obecnością premiera, nie miał prawa zaistnieć w mediach i przebić się do prawdziwej świadomości Polaków. Z tego samego powodu prawie nie zauważono ogromnej pracy minister Ewy Kopacz, która stanęła ponad rozpaczą, aby pomóc i wspomóc prawdziwie płaczących żałobników podczas najtrudniejszych chwil ich życia – gdy musieli identyfikować zmarłych po strzępach ubrań i rzeczy osobistych. Także dlatego idiotycznie oceniano pracę marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego po tym, co powiedział lub czego nie powiedział, nie zauważając pracy, która zapewniła nam ciągłość i stabilność państwa. Zbyt trywialne wydawało się zauważenie, że nie doszło do najmniejszego załamania się działania instytucji państwowych, że wskaźniki finansowe, giełdowe i gospodarcze mówiły jednoznacznie – obywatele mają zaufanie do państwa.
Państwo nie tworzy symulakrów, nie przeżywa tragedii, państwo miało problem i poradziło sobie z nim w sposób wzorowy.
Pozwala mi to zachować spokój, rozsądek i zadowolenie, że wreszcie mogę być dumny z Polski – nie z powodu kolejnej Somosierry – ale z powodu dobrze wykonywanej pracy jej funkcjonariuszy. Bo funkcjonariusze państwa nie są bogami medialnej rzeczywistości, których powinniśmy czcić za śmierć. Są sługami wybieranymi przez nas i ocenianymi za efekty ich pracy.


* Symulakrum (z łac. simulacrum co znaczy „podobieństwo, pozór”; liczba mnoga: simulacra) – obraz który jest czystą symulacją, pozorującą rzeczywistość albo tworzącą własną rzeczywistość.
Również obiekt materialny wyobrażający istotę żywą, nadprzyrodzoną i fantastyczną w ich trójwymiarowym kształcie. Wykorzystywane w celach religijnych, magicznych, naukowych, praktycznych i zabawowych. Często są wyposażone w pewne atrybuty, potwierdzające ich pozorne życie, na przykład możliwość działań motorycznych. (Wikipedia)
** A. Fredro, Zemsta

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)

Łuk triumfalny

 
Katastrofa w Smoleńsku wydarzyła się siedemdziesiąt lat po zbrodni dokonanej w Katyniu. Delegacja prezydencka leciała złożyć hołd ofiarom z Katynia. O te wydarzenia oparto symboliczny łuk łączący i odwołujący się do mesjanistyczno-martyrologicznej tradycji. Prawie natychmiast określenie ofiary katastrofy zostało zastąpione słowami polegli bohaterowie. Wykorzystano symbolikę Katynia mówiąc, że to jest drugi Katyń, choć katastrofa zdarzyła się kilkanaście kilometrów dalej. Używanie określeń klątwa Katynia, ten przeklęty Katyń, miejsce przeklęte, drugi Katyń miało ważne znaczenie emocjonalne dla stworzenia wizerunku polskiego bohatera heroicznie ginącego za ojczyznę.

Symbolika łuku triumfalnego

Symbolika łuku triumfalnego


Ten łuk triumfalny stanie się tłem dla nowego kandydata PiS na prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. To on będzie jedynym namaszczonym, który może i ma prawo kontynuować dzieło brata. Bazując na płytkim emocjonalnym rozumieniu patriotyzmu, będzie podsycana narodowa żałoba i współczucie społeczne dla brata, który straciwszy najbliższych, potrafi heroicznie podnieść się jak feniks z popiołów i niczym Hiob biblijny okazać wiarę i heroizm w cierpieniu. Cierpiący prezydent będzie bowiem heroicznym olbrzymem, który naród poprowadzi do wielkości na przekór wszystkim wrogom zewnętrznym i wewnętrznym. Każdy, kto śmie skrytykować przywódcę PiS, da świadectwo swojego żenującego prostactwa, pogardy dla prawdziwego patriotyzmu i w oczywisty sposób da dowód, że jest agentem eurosojuzu.
Wizję świetlanej przyszłości mamy już ukształtowaną, pozostaje pytanie, w jakim stopniu ta wizja rozmiękczy mózgi Polaków.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)