Teraz historia

Tydzień żałoby narodowej upłynął w telewizjach państwowych i publicznych pod znakiem wspominania prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Redaktorzy, komentatorzy i politycy zgodnie z niepisaną polską tradycją mówili tylko dobrze.
A nawet jeszcze lepiej.
Autentyczna dyskusja odbywała się tylko w internecie. Nie ma co ukrywać, nie zawsze była prowadzona na najwyższym poziomie. Emocje sięgnęły zenitu, gdy ogłoszono kontrowersyjną decyzję kardynała Dziwisza o pochówku prezydenckiej pary na Wawelu. W zacietrzewieniu niektórzy zapominali nie tylko o dobrych obyczajach, zdrowym rozsądku, ale i elementarnej wiedzy historycznej. Jako argument za podawano prezydenta Narutowicza, który też zginął tragicznie, zapominając przy tym, że nie został on pochowany na Wawelu. Jako przykład kontrowersji podawano stosunkowo niedawny pogrzeb Czesława Miłosza, tyle że on również nie spoczął na Wawelu. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że tą porażającą wiedzą historyczną popisywali się zwykle wielbiciele zmarłego prezydenta.
Dziś już prezydentura Lecha Kaczyńskiego przeszła do historii. Minęły kontrowersje i spory, teraz już pozostawimy ocenę historii. Jak zostanie oceniony prezydent Kaczyński i czy za lat sto nasi potomkowie pozostawią go na Wawelu, tego nikt z żyjących dziś nie doczeka. Jednak Starożytni nie przypadkiem mówili historia magistra vitae est. Skoro historia ma być nauczycielką życia, to dajmy jej szansę.
Zebrałem opinie zwolenników prezydentury Kaczyńskiego znalezione podczas dyskusji prowadzonych w ostatnim tygodniu, a które mają uzasadniać heroizm postaci uprawniający do pochówku na Wawelu.
– Akcja podjęta przez prezydenta zatrzymała rosyjskie czołgi pod Tbilisi. Dzięki jego szybkiej reakcji i zebraniu poparcia innych prezydentów Europy wschodniej Rosjanie zatrzymali się i Gruzja nie straciła niepodległości.
Prawda jest prozaiczna, Rosjanom zależało na Abchazji i Osetii oraz osłabieniu Gruzji, nie zamierzali likwidować państwa gruzińskiego. Na dodatek wojnę wywołał prezydent Saakaszwili, a nie Rosja.
– Następną zasługą jest umocnienie polskiej tożsamości i dumy narodowej.
Jest to mało konkretne i kontrowersyjne. Dla mnie kłócenie się z połową Europy, wysyłanie na negocjacje pani Fotygi, która samą miną zniechęcała do rozmów, nie podnosiło mojego samopoczucia jako Polaka.
– Konsekwentna polityka budowania porozumienia z państwami Europy środkowo-wschodniej.
Rezultaty tej polityki widać było na Litwie kilka zaledwie dni temu. Pomimo rekomendacji rządu i osobistej wizyty Lecha Kaczyńskiego litewski parlament odrzucił ustawę zezwalającą na pisownię nazwisk zgodnie z oryginalnym ich brzmieniem. Jednym słowem Kowalski będzie na Litwie dalej nazywać się Kowalskas. Ogromny to afront i klęska przyjaznej polityki Kaczyńskiego. Niestety trudno wskazać jakiekolwiek korzyści dla Polski z tej polityki.
Skuteczna walka o polskie interesy w Unii. A szczególnie przedłużenie nicejskiego systemu głosowania i wprowadzanie tzw. Joaniny.
Te rzekome ustępstwa Unii na rzecz Kaczyńskiego miały swój późniejszy finał. Po pierwsze prezydent nie podpisał przez długi czas Traktatu z Lizbony, choć został on wcześniej ogłoszony jako wielki sukces. Kosztem ustępstw była zgodna na płatności Polski związane z późniejszymi umowami klimatycznymi, a które z wielkim trudem rząd Tuska potem odkręcił.
– Walka z komuną. Udział w ruchu Solidarności, walka z tzw. układem Okrągłego Stołu oraz agentami w WSI i wszechobecną rolą tajnych współpracowników bezpieki.
Faktem jest, że bracia Kaczyńscy udzielali się w latach osiemdziesiątych, ale nie należeli do pierwszego szeregu walczących. Z łatwością znajdziemy wielu innych dawnych opozycjonistów w polityce. Z układem okrągłostołowym Lech Kaczyński walczył tak, że sam brał w nim udział. Był jednym z negocjatorów przy tzw. stoliku związkowym. Co do wszechobecnej roli tajnych współpracowników, to można powiedzieć tyle, że ze spiskowymi teoriami trudno jest dyskutować. A jeśli prezydent był ich zwolennikiem, to tym gorzej dla oceny jego prezydentury.
– Polska solidarna.
To niestety puste hasło. Oczywiście prezydent nie odpowiada bezpośrednio za politykę gospodarczą, ale to jego opcja nie przeprowadziła wielu potrzebnych zmian, skupiając się na walce z rzekomym układem. Ta solidarna Polska, która miała być nie tylko dla bogatych, objawiła się np. ustawą o zwolnieniach podatkowych od darowizn, która to ustawa przyniosła wyraźne korzyści wyłącznie bogatym.
– Poprawa relacji z Izraelem. Praca na rzecz likwidacji niesprawiedliwych mitów o polskim antysemityzmie.
To jest jak na razie jedyny prawdziwy i pozytywny argument na rzecz tej prezydentury. Choć jednocześnie młodzieżówka koalicjanta brata prezydenta równie skutecznie psuła ten wizerunek Polski „zamawiając pięć piw tradycyjnym rzymskim gestem”.
– Polityka medalowa, Przyznawanie orderów i odznaczeń tym, o których poprzednie władze zapominały.
Jest w tym trochę prawdy, ale w polityce medalowej dominowały kontrowersyjne decyzje. Do samej śmierci zwlekał ze zgodą na przyjęcie Legii Honorowej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Zamieszanie podczas przyznawania odznaczenia za pobyt na Syberii dla generała Jaruzelskiego było żenujące. Generałowi ten medal się należał, niezależnie od tego, jak oceniano jego późniejszą działalność polityczną. Przyznanie odznaczenia awanturnikowi związkowemu – niejakiemu Guzikiewiczowi było skandalem. Wśród odznaczonych było wiele kontrowersyjnych osób, przez to wielu zasłużonych odmawiało przyjęcia medali i orderów. Więcej było z tą medalową polityką problemów niż jej plusów.
– Zablokowanie rządowych ustaw dotyczących służby zdrowia, czyli ukrócenie lewych interesów Platformy Obywatelskiej.
Argument polityczny i pozytywny tylko dla zwolenników PiS. Brak dowodów na takie zarzuty, za to pewne jest, że zostały zatrzymane niektóre niezbędne reformy w służbie zdrowia.
– Zmusił świat do uznania zbrodni katyńskiej. Zmusił Rosjan do przewartościowania własnej historii.
Nie wiem, czy taki sukces był wart prawie stu istnień ludzkich. To nagłośnienie zbrodni katyńskiej dokonało się bowiem po tragicznej katastrofie w Smoleńsku. Zaś zmiana stosunków polsko-rosyjskich była bardziej sukcesem polityki zagranicznej rządu. Wystarczy przypomnieć, że kilka dni wcześniej na wspólnych uroczystościach rocznicowych w Katyniu był premier Tusk zaproszony przez premiera Putina.
To są fakty. Fakty te mówią jednoznacznie. To była kiepska prezydentura. Poparcie dla Lecha Kaczyńskiego było zbyt małe, aby zapewnić mu wybór na drugą kadencję. Polacy bardzo już chcieli innego prezydenta. Pamiętajmy o tym, gdy przyjdą wybory i gdy kandydat PiS będzie wyborcom propagował kontynuację idei IV RP. To był zdecydowanie zły pomysł i nie pozwólmy na jego kontynuację.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

W jedności… problem

Tworzenie wspólnot jest naturalnym atawizmem człowieka. Zaspokaja to naturalną potrzebę przynależności, bowiem nie bez przyczyny mówi się, że człowiek jest zwierzęciem towarzyskim. Naturalnym objawem jest powstawanie wspólnot o charakterze lokalnym. Wieś, miasto, grupa etniczna lub religijna to naturalne warunki graniczne do tworzenia wspólnoty. W Polsce widać to doskonale w typowych środowiskach wiejskich, które w swym poczuciu wspólnoty terytorialnej nie akceptują przyjezdnych. Są wspólnoty Kaszubów, czy Ślązaków, które opierają się na kultywowaniu tradycji, zwyczajów i wartości kulturowych. Zwykle takie wspólnoty są dość silnie zjednoczone, choć nie muszą wyrażać tego na drodze negacji innych wartości lub wspólnot. W Europie takimi przykładami są Fryzowie, Katalończycy, Walijczycy lub Szkoci, a także – częściowo negatywnie – Baskowie lub katolicy i protestanci z Irlandii Północnej. Te ostatnie przykłady pokazują, że wspólnota jednoczy ludzi, bardzo często dzięki wspólnej wrogości wobec innych.
Wspólnota we współczesnym świecie jest niefunkcjonalna. Wymusza posłuszeństwo, ogranicza prawa jednostki, przeszkadza w rozwoju osobistym. Dotyczy to przede wszystkim wspólnot konserwatywnych. Jednak wydarzenia tragiczne powodują natychmiastowy wzrost tendencji wspólnotowych. W roku 2001 można było zaobserwować jednoczenie się społeczeństwa amerykańskiego po atakach z 11 września. Zatomizowane politycznie, rasowo i materialnie społeczeństwo zjednoczyło się wobec wspólnego wroga – terroryzmu. Zjednoczenie było na tyle silne i długotrwałe, że pozwoliło wywołać dwie wojny trwające do dziś. W Polsce podobny mechanizm można było zobaczyć w 2005 roku po śmierci Jana Pawła II. Powstawała wspólnota milionów ludzi oparta na wyznawanej religii i poczuciu wielkości narodowej, którą polski papież uosabiał. Niektórzy ubolewali, że trwanie tej wspólnoty było krótkie. I się mylili. Dla wielu ludzi żałoba się skończyła i wrócili do codzienności, takie jest życie. Jednak nie wszyscy. Co prawda z przesłania papieża pozostały tylko nośne symbole, za którymi nie było treści, ale nadawały się do wykorzystania w celu tworzenia wspólnoty. W przeciwieństwie do Amerykanów Polacy nie zostali zaatakowani z zewnątrz. Śmierć papieża i dziś katastrofa w Smoleńsku to wydarzenia losowe. Dlatego wspólnota, która zaczęła się tworzyć po śmierci papieża musiała znaleźć wroga wewnętrznego. Medialny wyraz ta wspólnota otrzymała w idei „Czwartej Rzeczypospolitej”. Wrogiem wspólnoty stał się nie-katolik, liberał, komuch, ubek, homoseksualista – symboliczne postacie kolidujące z tradycyjną religijną obyczajowością oraz z zaściankowo rozumianym patriotyzmem. Brutalna i ostra kampania wyborcza roku 2005 nie była wcale dowodem na rozpad wspólnoty powstałej po śmierci papieża. Była dowodem na to, że część społeczeństwa przystąpiła do wspólnoty, która miała bardzo wyraźnie zakreślone granice. Wspólnoty, która zdecydowanie postanowiła wykluczyć część społeczeństwa z prawa do nazywania się narodem.
Obecna tragedia w Smoleńsku pokazuje, że ta wspólnota dalej istnieje i jest silna. Praktycznie od samego początku narodowej żałoby pojawiła się aktywność tej wspólnoty polegająca na wyartykułowaniu podziałów. Zaczęło się od fali internetowych komentarzy poddających w wątpliwość szczerość żałoby przeciwników prezydenta. Do stacji telewizyjnych zapraszano głównie współpracowników prezydenta i jego zwolenników, co ma pewne uzasadnienie w polskiej tradycji. O umarłych mówimy tylko dobrze. Jednak kontrowersyjna decyzja o pochówku prezydenta i jego małżonki na Wawelu, zakończyła wątły rozejm. Wspólnota, która zawsze przeżywa syndrom oblężonej twierdzy, ruszyła do ostrego natarcia. W tym momencie prawie całkowicie zostały zapomniane wszystkie inne ofiary tej katastrofy. Przeciwnicy Kaczyńskich zostali oskarżeni o brak patriotyzmu, o hipokryzję, a nawet o zdradę zasad i ideałów narodowych. Protesty były bagatelizowane i wspomagane oskarżeniami pod adresem przeciwników. Brak szacunku dla śmierci to było najłagodniejsze z oskarżeń, a wystarczy wspomnieć na reakcję części tej samej wspólnoty na śmierć Bronisława Geremka. W ciągu kilku dni Lech Kaczyński stał się pośmiertnie w oczach wspólnoty mężem opatrznościowym i ojcem narodu. Coraz częściej łączono katastrofę z czasownikiem polegli. Dodana do katastrofy symbolika Katynia miała stworzyć wrażenie bohaterstwa prezydenta, który poległ na posterunku. Ktokolwiek się sprzeciwił, musiał się liczyć z najgorszymi określeniami. Niestety w dążeniu do uświetnienia prezydenta naruszono powagę żałoby i przekroczono granicę śmieszności.
Wspólnota narodowa powstająca bez zagrożenia zewnętrznego siłą rzeczy musi szukać wroga wewnętrznego, którego z niej można wykluczyć lub wyegzekwować jedność za cenę wyrzeczenia się przez innych swoich poglądów. Wspólnota decyduje, kto jest godny miana Polaka, kto ma prawo uważać się za patriotę. Konserwatywna wspólnota religijno-patriotyczna upatruje pozytywnych wartości w zdecydowanym odrzucaniu obcych zagrożeń, które mogłyby osłabić polskość wspólnoty. Tak naprawdę sens wspólnoty bardziej zawiera się w odrzucaniu obcych wartości niż propagowaniu innym własnych.
Niedawna tragedia w Smoleńsku niewątpliwie przyczyniła się do wzmocnienia tej wspólnoty. Wzbudziła także potrzebę przynależności we wszystkich innych obywatelach, ale ta jedność w normalnych warunkach nie może stać się rzeczywista, czego w dziwny sposób udaje się nie widzieć ogromnej większości komentatorów politycznych.
Zagrożeniem dla stabilności życia publicznego jest brak równowagi pomiędzy istniejącą wspólnotą czwartej RP, a pozostałą częścią społeczeństwa, w której musi spolaryzować się w tej sytuacji postawa przeciwna. Głos będzie w sposób naturalny należeć do ludzi, którzy nie zlękną się patriotycznej ekskomuniki, ostracyzmu i oskarżeń o nikczemność.
Odbiegając od socjologicznych analiz, które definiują jednoznacznie rolę wspólnot w świecie współczesnym, moim zdaniem potrzebna nam będzie w najbliższych miesiącach nowa wspólnota, od której może zależeć los kraju – wspólnota ludzi myślących.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Dym w oczy

Postanowiłem nie komentować bieżących wydarzeń. W ciągu ostatnich kilku dni wziąłem udział w wielu dyskusjach na Facebooku i newsach. Popierałem protest przeciwko pochówkowi Ś.P. Kaczyńskich na Wawelu. Wreszcie stwierdziłem, że może jednak należy się nieco uspokoić i wyciszyć. Szczególnie, że w środowiskach internetowych zaczęło się roić od osób, które celowo podgrzewały atmosferę bądź prowokatorskim podjudzaniem, czy też celowym obrażaniem wszystkich, którzy śmieli poddawać w wątpliwość wielkość prezydenta.
Jednak wieczorny wywiad z barwnym niegdyś posłem Janem Marią Rokitą zmienił moje nastawienie. Gdyby ktoś nie był zorientowany, to tak – ten sam od Ratunku, Niemcy mnie biją i mąż wybitnej intelektualistki PiS – Nelly Rokity. Pan Rokita nie jest już posłem, ale stał się komentatorem życia politycznego.
Cóż takiego mnie zbulwersowało. Otóż kiedyś powiedział: Przeżyłem pewne rozczarowanie, kolejne, panem prezydentem. Ponieważ uważam że polityk z klasą, to jest taki polityk, który nawet jeśli może coś ugrać w kampanii wyborczej jakimś takim dość zręcznym posunięciem, to w pewnych sytuacjach, gdy może to zahaczać o życie prywatne innych ludzi, cofa się. Dotyczyło to chwili, gdy prezydent w czasie kampanii wyborczej powołał żonę Rokity, na doradcę do spraw kobiet. Jest też wiele innych cytatów, które krytykują i prezydenta, i PiS. Dzisiaj natomiast ów wybitny komentator polityczny oznajmił, że właśnie na naszych oczach tworzy się legenda wybitnego człowieka, który ponad wszystko kochał ojczyznę i on, Jan Maria Rokita będzie jednym z pierwszych, którzy oddadzą hołd. Jako obywatel Krakowa pan Jan Maria zapewne zna słynny cytat swojego krajana Boya-Żeleńskiego: paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy.
Tak właśnie pomyślałem. To, co usłyszałem dalej, zaszokowało mnie bardziej niż głupota, która w końcu przestępstwem nie jest. Pan były poseł powiedział, że dziennikarz TVN24 Grzegorz Miecugow zapytał marszałka Komorowskiego, co z wakatami powstałymi po tym wypadku, a marszałek odpowiedział, że to jest polityka i zwycięzcy biorą wszystko*.
Oglądałem wywiad z Bronisławem Komorowskim i stąd od razu wiedziałem, że Rokita kłamie. Pomyślałem sobie, że rzekome wyzwisko niemieckiego policjanta** było stanowczo zbyt łagodne. Jak można w takiej sytuacji dopuszczać się takiego łajdactwa? Dla mnie to niezrozumiałe.
Drogi Jasiu – to wszystko dym w oczy – a ludzie i tak zobaczą, że poza nim jest tylko pustka. Czas dorosnąć, styropianowy etos to za mało, dziś także wymagamy uczciwości.


* Pół godziny później Grzegorz Miecugow zdementował to na wizji, mówiąc, że dziwi się jak ktoś taki jak Rokita może tak mijać się z prawdą, w sposób który ewidentnie podpala coś.
** Chodzi o słynny incydent w Lufthansie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Sequel

Mijają kolejne dni od katastrofy i powszechny płacz staje się coraz głośniejszy. Tyle, że jest to obecnie płacz głównie medialny. Codziennie prezydent okazuje się coraz lepszym prezydentem, a nasza strata coraz większa.Szerokim frontem pojawiają się kolejni rozmówcy dziennikarzy i przedstawiają nam swoją wizję niedalekiej przeszłości. Tłumy składające wciąż kwiaty przed pałacem prezydenckim, dla niektórych stanowią pretekst do poczynienia kilku kroków za daleko. Ale o tym później.
Niestety przekroczone zostały granice dobrego smaku i kultury, a nawet zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Była prezydentowa Kwaśniewska łamiącym się głosem zadaje sobie pytanie, jak teraz poradzi sobie Marta (córka prezydenckiej pary), a potem subtelnym gestem ociera łzy, a naprzeciw niej popłakuje Monika Olejnik. Rozumiem tragedię prezydenckiej córki i bardzo współczuję, ale – przypomnę – ona ma 30 lat. Jest dorosła i ma własne życie rodzinne. Może tak pani Kwaśniewska zastanowi się, jak będzie żyło teraz ośmioro dzieci Krzysztofa Putry?
Prowadząca audycje w TVN24 Monika Olejnik rozpłakała się wówczas nie po raz pierwszy. Poprzedniego dnia nastąpiło to podczas rozmowy z europosłem Kamińskim z PiS i wspomnień o prezydencie. Okazało się, że dotyczy jej syndrom cudownie ocalałych. Jestem w stanie zrozumieć takie emocje, ale wówczas człowiek powinien się udać do psychologa, a nie do pracy w telewizji.
Gwiazda komisji hazardowej – poseł lewicy Arłukowicz opowiadał o swoich wspaniałych przyjaciołach, posłach PiS, którzy zginęli. Myślący widz zadaje sobie pytanie. Kiedy pan Arłukowicz kłamie? Czy dziś, gdy mówi o wspaniałych przyjaciołach, z którymi tak wspaniale się rozumieli? A może kiedyś udawał tylko, że są to jego przeciwnicy polityczni. W każdym wypadku hipokryzja jest łagodnym określeniem.
Poseł Gowin z Platformy Obywatelskiej pytany o to, jak powinny się zmienić zachowania polityków, palnął sobie z głupia frant o bezsensownych pustych sporach i wynikało, że w jego przekonaniu te puste i niepotrzebne spory toczą się pomiędzy PO i PiS od 2005 roku. Czy mamy rozumieć, że sprzeciw milionów Polaków przeciw katastrofalnej mrzonce nazwanej IV RP, to był pusty niepotrzebny spór? A może pan poseł uległ, jak wcześniej już wymienieni, popularnej przypadłości nazywanej instynktem lemingów?
Dlaczego spora część naszej elity politycznej wyznaje zasadę Jacka Kurskiego – ciemny lud to kupi. Dlaczego nas – obywateli nie traktuje się poważnie? Dlaczego podejmuje się decyzję o randze mocno dyskusyjnego precedensu. Kardynał Dziwisz twierdzi, że o pochówku prezydenckiej pary rozmawiał z władzami kraju, a potem okazuje się, że jedynie z Jarosławem Kaczyńskim, a władze państwowe jednoznacznie dystansują się od decyzji pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. Jeśli w ciągu doby skrzyknęło się prawie 50 tysięcy internautów, jeśli rezerwę wobec tej decyzji wyraziły powszechnie szanowane autorytety*, to może należało poczekać. Zastanowić się, pochylić się w ciszy nad tymi trumnami. Zamiast tego protestującym wytyka się łamanie obyczajów, mówi się o braku patriotyzmu i profanowaniu żałoby. Przy całym szacunku dla majestatu śmierci, należy Jarosławowi Kaczyńskiemu przypomnieć dwie rzeczy, nie tylko jego brat zginął w tej katastrofie i że nie ma monopolu na patriotyzm.


* Andrzej Wajda, prof. Tomasz Nałęcz, biskup Tadeusz Pieronek, prof. Andrzej Romanowski i wielu innych.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Polska płacze

 
Polska płacze. Tysiące zniczy przed pałacem prezydenckim i w wielu innych miejscach. Ludzie śpiewający pieśni religijne, modlący się, mówiący o współczuciu i smutku. To już druga w ciągu kilku lat powszechna żałoba. Kilka lat temu po śmierci papieża i dziś.
Wówczas się mówiło, że świat się zmienił, że już nic nie będzie tak samo. Że papieskie przesłanie zostało w sercach Polaków, że kraj ten zmienił swoje oblicze. Nawet kibice piłkarskich klubów, którzy zwykle spotykali się ze sztachetami w ręku, wówczas pogodzili się i wspólnie palili znicze i modlili się za duszę Jana Pawła Drugiego. Niestety już parę tygodni później krew popłynęła i zęby powypadały na murawę, kibice wrócili do stałych zwyczajów. Piękne okrągłe zdania w mediach pozostały tylko pięknymi okrągłymi zdaniami. W kraju, w którym zasadnicza większość jest katolicka, a chrześcijanami prawie wszyscy obywatele, ludzie nie kierują się w życiu naukami papieża. Większość nic o nim nie wie. Nie czytali jego encyklik, nie znają jego dorobku literackiego. Wiedzą, kim był i to wszystko. Niektórzy próbują wykorzystywać tę postać do własnych mało szlachetnych celów.
Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic…tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi.
*
To tylko mrzonki Słowackiego.
Pięć lat później ogromna tragedia, podobne zachowania i podobne słowa i oczekiwania. Słyszymy, że teraz świat się zmienił, że polityka będzie inna, że może za daleko posunęły się spory polityczne. Płonne nadzieje i naiwne oczekiwania. O ile w mediach zasady political correctness nadal wymuszają umiarkowanie sądów i opinii, o tyle internet ich nie przestrzega. Tam są prawdziwe i nieudawane opinie, choć trzeba przyznać, że mogą one szokować co wrażliwsze osoby.
Powoli i w sposób nieunikniony coraz głośniejsze stają się pytania o przyczyny. Nigdy nie poznamy prawdy. Jednak każdy, kto logicznie podsumuje dostępne fakty, zauważy splot wielu okoliczności. Zgodnie z naszą tradycją wszystko zbyt późno. Tak jak by planowanie było w naszym kraju sztuka zbyt trudną. Ogromna presja, aby zdążyć, aby nadrobić opóźnienie, aby uroczystość się odbyła. Nie dowiemy się czyja presja. Nie dowiemy się nigdy, dlaczego pilot tak ekstremalną podjął decyzję.
Medialna żałoba i przedstawianie prezydenta jako ojca narodu i wybitnego męża stanu wydaje mi się hipokryzją, ale jest to wpisane w naszą mentalność. O zmarłych tylko dobrze. Zapewne historia zapamięta to, że jednym z głównych celów Lecha Kaczyńskiego było nagłośnienie Zbrodni Katyńskiej. Paradoksalnie to zadanie wykonał pośmiertnie. Dziś cały świat mówi o Katyniu. Na początku wszystkich breaking news prezenterzy we wszystkich częściach świata wyjaśniali, dlaczego polski prezydent leciał do miasteczka na rosyjskiej prowincji. W przestrzeni politycznej Europy Lech Kaczyński był postrzegany jako rusofob, a przynajmniej jako antagonista Rosji. I znów paradoks. Rosja uhonorowała prezydenta pośmiertnie tak, jak nigdy żadnego innego Polaka. Paradoksalnie wynikiem tej strasznej katastrofy będzie znaczna poprawa relacji Polski z Rosją.
Chciałbym, żeby emocje wyciszyły się, żebyśmy zyskali dobre wspomnienia, o tym że Lech Kaczyński był opozycjonistą i uczestnikiem zmian odbywających się w Polsce, że dla wielu był miłym człowiekiem, te mniej pozytywne aspekty powoli by przygasły, bo nikt nie traktuje zmarłego jako przeciwnika politycznego. Wydaje mi się, ze jego polityczni adwersarze to zrozumieli, usunęli się na bok, milczą.
Jednak już pojawili się tacy, którzy chcą koniecznie mieć męczennika, co pozwoli zbić kapitał polityczny.
Niejaki Artur Górski – poseł PiS, który nie tak dawno zasłynął mową w sejmie po amerykańskich wyborach prezydenckich, gdy mówił o „końcu białej cywilizacji”, teraz ma kolejną teorię. Mam niemal pewność, że Rosjanie mataczą. Jeśli się złoży w całość informacje, które napływają, nawet jeśli odnoszą się do różnych scenariuszy, a także weźmie się pod uwagę ewentualne intencje Rosjan, to można powiedzieć, choć bez stuprocentowej pewności, że Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za ten nowy Katyń To wypowiedź pana posła dla Naszego Dziennika przytoczona przez Onet (zapewne link straci aktualność za jakiś czas). i dalej: Rosjanie chcieli prawdopodobnie uniemożliwić prezydentowi Kaczyńskiemu wzięcie udziału w sobotnich uroczystościach, aby ich ranga i wymowa nie przyćmiła tych sprzed kilku dni. Wiadomo, że prezydent ani z Mińska, ani z Moskwy nie zdążyłby do Katynia, a wtedy uroczystości nie miałyby wymiaru oficjalnego, nie zakłóciłyby w swej wymowie rosyjskiego przekazu sprzed kilku dni.
Gorzej, że podobne słowa wypowiada prałat Zbigniew Suchy z Przemyśla i czyni to w ramach homilii. To się mogło zdarzyć w środę**, zdarzyło się wczoraj. To był ten kwiat polskiej inteligencji, to były te elity, które miały zasilić swą krwią ziemię smoleńska, by katyńska ofiara sprzed 70 lat nie została zapomniana, byśmy nie zasypali tropów, którymi kroczyli Ci żegnający się z najbliższymi. Ci którzy mieli ręce związane kolczastym drutem, do którego przywiązano sznur oplatający ich szyje. Za każdym ruchem dusili się. Byli jak niemowlęta aborcyjne. Pamięć pod Smoleńskiem uratuje pamięć Katynia, którą libertyni chcieli już posprzątać. /../ Kurtyka nie żyje, musi żyć nasza pamięć. Także i pamięć pańskich słów panie marszałku „Trzeba by wszystko było wreszcie normalnie”. To znaczy, że pan Kaczyński był nienormalny? Słowa księdza nie zostały przeze mnie wymyślone, można je znaleźć tutaj.
Te przykłady pokazują, że różnice polityczne dzielą Polaków nadal w sposób skrajny. Pokazują, że już za chwilę zacznie się ostra walka polityczna w wyborach prezydenckich. I będą tacy, którzy katastrofę wypiszą na swoich ideowych sztandarach.
Jesteśmy narodem podatnym na wybuch uczuć. Ale wybuchy są głośne i trwają krótko. To nie są fałszywe łzy, ale naiwnością byłoby sądzić, że w przestrzeni publicznej kraju coś się zmieni. Że wszyscy się pogodzą i mówić będą jednym głosem. Polityka to nie jest szkółka niedzielna. Już niedługo zetrą się opinie i poglądy. To dobrze. Politycy mają się spierać, ale w cieniu tej tragedii należy pamiętać, że z powodu śmierci nikt nie staje się ani lepszy, ani gorszy. Śmierć nie zmienia naszych ludzkich dokonań i decyzji i samo jej zaistnienie nie uszlachetnia człowieka. Niech pamiętają o tym wszystkie strony politycznego dyskursu.
Jako obywatel nie oczekuję jakiegoś złagodzenia obyczajów politycznych, jako Polak nie sądzę, iż wszyscy staną się lepsi, ale oczekuję, że zostaną wprowadzone procedury bezpieczeństwa, które na przyszłość uchronią nas od podobnych zbiorowych hekatomb.


* Juliusz Słowacki, Testament mój
** W środę, trzy dni wcześniej, był w Katyniu premier Tusk.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

A żyć trzeba

Brak słów. Zaskoczenie. Szok. Gdy tracimy kogoś bliskiego w wyniku nagłej i niespodziewanej tragedii, kołacze się w głowie niedowierzające pytanie. Dlaczego? Tym razem katastrofa jednocześnie zabrała kilkadziesiąt osób znanych z mediów, z internetu, a wśród nich najważniejszą osobę w państwie. To potworna tragedia w wymiarze osobistym, ludzkim i rodzinnym, tym straszniejsza, że tak masowa.
Gdy umiera ktoś najbliższy, jest ogromna pustka i ogromny żal. Gdy ktoś najbliższy ginie nagle, w duszy narasta głuchy skowyt. Znam to uczucie i rozumiem. Współczuję rodzinom z całego serca. Ale żyć trzeba.
Państwo funkcjonuje dalej. Marszałek Sejmu przejmuje obowiązki głowy państwa, wkrótce ogłosi termin wyborów, które muszą się odbyć w przeciągu najbliższych dwóch miesięcy. Miejsce zmarłych zajmą ich następcy – czasami mniej, a czasami bardziej kompetentni. Niektóre funkcje będą wymagały wyborów, inne decyzji najwyższych władz. Państwo wbrew pozorom jest silne, a mądre prawo potrafiło przewidzieć nawet takie nieszczęście. Państwo w obliczu tego nieszczęścia stanęło na wysokości zadania. Niepowetowane straty poniosła polska polityka, niezależnie od tego, jak ją oceniamy. Lewica straciła kandydata na prezydenta i dwie bardzo ważne posłanki. Nie ma na lewicy nikogo oprócz Jerzego Szmajdzińskiego, kto potrafiłby teraz osiągnąć rezultat powyżej marginesu błędu statystycznego. Prawica poniosła jednak największe straty. Zginął nie tylko urzędujący prezydent, ale i kandydat, w dodatku powszechnie uważało się, że był to jedyny możliwy kandydat.
Dziś w chwili tragedii nikt nie myśli o wyborach, jednak za kilka dni będziemy musieli o tym pomyśleć. Nawet brat prezydenta, który dziś stanął na miejscu katastrofy, który przeżywa ogromną tragedię, będzie musiał o tym pomyśleć – bo jest politykiem. A PiS także nie ma rezerwowego kandydata, jedyny który może zastąpić skutecznie Lecha Kaczyńskiego, to jego brat. I zapewne tak się stanie, nawet jeśli dziś ktoś uważa takie rozważania za obrazoburcze. Bo żyć trzeba.
Jedno jest pewne, nasz świat się zmienił. Chwytają za serce wyrazy współczucia płynące z całego świata. Złoszczą idiotyczne teorie spiskowe niektórych rodzimych wróżów. Gdzieś w głowie kołacze się wciąż pytanie „Jak, dlaczego?” Na wiele odpowiedzi trzeba będzie poczekać, niektóre z nich nie będą miłe. Innych nigdy nie poznamy. A żyć trzeba.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Seks jest dobry na wszystko

A najlepszy jest na reklamy. W zasadzie nie sposób dziś oglądać telewizję bez reklam. Niektóre stacje doszły już do takiej wprawy, że z rzadka tylko przerywają reklamy kawałkiem jakiegoś nudnego filmu. Z reklam najbardziej się cieszy młode pokolenie. Ostatnio nawet słyszałem, że współczesne dzieci i młodzież określa się nazwą pokolenie 6 sekund. Sześć sekund to na pewno za mało na dobry seks, ale starczy na reklamę. Rzekomo podstawowa jednostka reklamowa w telewizji to 6 sekund. Pobieżne sprawdzenie pozwala zauważyć, ze faktycznie większość reklam to wielokrotność tej liczby nie przekraczająca raczej pół minuty. Na telewizyjnych reklamach wychowało się już całe pokolenie, które nie dość, że ma trudności w skupieniu się na czymś dłuższym niż czas trwania reklamy, to na dodatek będzie oczekiwało przyjemności seksualnych w związku z całkiem prozaicznymi czynnościami. Właśnie pani z reklamy chrupie smakowite ciasteczko. Zmysłowość tej czynności ma dość jednoznaczne konotacje. Inna pani z reklamy wyraźnie odczuwa zmysłową przyjemność z powodu idealnie białego prania. Nawet reklamy tamponów mają podtekst seksualny, co wydaje się już co najmniej dziwne.
Poza reklama telewizyjną jest jeszcze reklama internetowa, często nachalna i niechciana, czyli spam. Ta już w sposób oczywisty reklamuje głownie pornografię i seks. A ponieważ jest zwalczana na rozmaite sposoby, jej twórcy starają się ominąć kolejne poziomy zabezpieczeń antyspamowych. Coraz częściej spamerzy tak ukrywają swój przekaz, że staje się on mało czytelny (przykład:you can buy \/ ! @ g R 4).
Żałuję, że nie ma jakiegoś sposobu na automatyczne odfiltrowanie reklam w telewizji. Włącza się reklama, telewizor reaguje automatycznie i zamiast zachwalania proszku do prania miły głos lektora czyta fragment Pana Tadeusza. Miło pomarzyć.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Śmierć w Rosji

Jeśli komuś tytuł kojarzy się z filmem Śmierć w Wenecji, to tak – o to mi chodziło. Film był subtelnie dekadencki, pełen tajemniczości i swoistego piękna. Skojarzenie au rebours, bo moje rozważania będą miały inną wymowę.
Zdarzenie z roku 1945 opowiedziane mi przez ojca. W zniszczonym przez Czerwoną Armię Słupsku, w którym już pojawili się pierwsi nowi mieszkańcy, żołnierz w amerykańskim jeepie (z wcześniejszych amerykańskich dostaw wojennych) potrącił pieszego. Zbiegli się ludzie i usiłowali pomóc ofierze złorzecząc pod adresem kierowcy. Rosjanin z zaniepokojeniem oglądający swoją maszynę, sprawiał wrażenie zdziwionego. „Co się stało, ludzi dużo” skomentował pretensje pod swoim adresem.
Adam Mickiewicz pisał w poemacie Reduta Ordona:
Król wielki, samowładnik świata połowicy;
Zmarszczył brwi, – i tysiące kibitek wnet leci;
Podpisał, – tysiąc matek opłakuje dzieci;
Skinął, – padają knuty od Niemna do Chiwy.

W ogromnym imperium rosyjskim przez setki lat wola władcy była prawem najważniejszym. Rewolucja nie zmieniła nic, jak się wkrótce okazało. Cara zastąpił Stalin, a tajną policję carską – NKWD. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku system zaczął się rozpadać.
Film Груз 200 (Ładunek 200) stanowi swoiste studium rozkładu.

Kadr z filmu

Kadr z filmu

Andropow umarł, wojna w Afganistanie pochłania kolejne ofiary i nie daje efektów, państwo powoli się już rozpada. Bohaterowie filmu żyją ze świadomością bezsensu swojej egzystencji. Artiom, wykładowca w instytucie naukowego ateizmu, zwierza się bratu: „Stałem się zbędny, a przecież nie jestem jeszcze stary. Czuję, że coś uleciało bezpowrotnie. A co będzie, nie wiem. Jak umarł Andropow, wszyscy mieli nadzieję, że będzie lepiej. U nas w instytucie, w Instytucie Naukowego Komunizmu, w Instytucie Historii…” W ostatniej scenie filmu Artiom przychodzi w poszukiwaniu sensu życia do cerkwi. Nie on jest jednak w centrum wydarzeń. Tytułowy ładunek 200 to kryptonim nadawany trumnom ze zwłokami żołnierzy, które przywożone są z Afganistanu. Jak każdy inny ładunek podlegają one normalnym procedurom biurokratycznym, a opatrzenie ich ogólnym kryptonimem odczłowiecza kwestię śmierci.
Głównym tematem filmu jest jednak wszechobecna pogarda dla życia uosobiona w postaci kapitana Żurowa.
Pogarda dla życia jest częścią tradycji i kultury na wschodzie. Wynika to z głębokiego wielowiekowego przeświadczenia Rosjan, że władza ostateczna nad życiem i śmiercią należy do cara, z faktu że kościół zawsze podległy był władzy świeckiej, więc normy moralne były relatywne i wreszcie z kilkudziesięciu lat zwalczania wszelkiej naturalnej moralności ludzkiej w okresie komunizmu. Podobną wymowę ma inny film, który oglądałem wcześniej, Водитель для Веры (Kierowca dla Wiery). Przygnębiający pesymizm obydwu filmów spowodowany jest pokazaniem całkowitego zaniku człowieczeństwa w komunistycznym państwie. Związki filmów z rzeczywistością są jednak głębsze niż by się mogło wydawać. W ostatnich latach Rosją wstrząsnęły dwa głośne procesy seryjnych morderców. Pierwszy z początku lat dziewięćdziesiątych – Andrieja Czikatiły nazwanego rzeźnikiem z Rostowa, i drugi niedawny Aleksandra Piczuszkina z Moskwy. Pierwszy oskarżony był o dokonanie ponad pięćdziesięciu zbrodni, drugi o 48. Każdy prawdopodobnie zada sobie pytanie – dlaczego tak wiele ofiar? Czyżby służby policyjne w Rosji były tak nieudolne? Sądzę, że odpowiedź jest znacznie bardziej okrutna. To właśnie wszechobecna pogarda dla życia spowodowała, że śledztwa toczyły się nieśpiesznie całymi latami. W innym kraju zapewne na nogi zostałyby postawione wszystkie możliwe siły już po kilku zabójstwach, gdy tylko uświadomiono by sobie, że są to seryjne morderstwa. W Rosji nikt się specjalnie nie przejął, z wyjątkiem rodzin ofiar. Ludzi dużo.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Google rządzi

… Google radzi, Google nigdy cię nie zdradzi.
Hasło jak z Seksmisji, przyszło mi dziś do głowy, gdy oglądałem statystyki swojej strony. Stronami www zajmuję się od dziesięciu lat. Wykonując zlecenia dla firm lub osób prywatnych, czy pracując dla siebie zawsze korzystałem z takiej lub innej formy statystyk. Zwykle bardzo pobieżnych. Przeważnie każdemu starcza wiedza o tym ilu internautów zajrzało na jego stronę i ile razem było odsłon. Dzięki temu wiadomo mniej więcej, czy odwiedzający stronę zagłębiają się w jej treść.
Niekiedy korzystałem również z własnych rozbudowanych statystyk, które pozwalały także określić popularność poszczególnych tekstów i rozkład terytorialny. Jednak instalowanie i doglądanie własnych statystyk jest możliwe tylko wtedy, gdy mamy też własny serwer.
Do obserwowania tej strony zaprzągłem mechanizm Google Analytics. Jest to darmowa usługa, na dodatek bardzo skuteczna i zapisująca statystyki w wielu różnych aspektach. Jeśli ktoś zacznie z tej formy zbierania statystyk korzystać, zapewne nie będzie sobie już wyobrażał życia bez niej. Szczególnie wtedy, gdy naprawdę serio myśli o popularności własnej strony i podnoszeniu jej w rankingu.
Mnie jednak zainteresował dziś – po ponad miesiącu od założenia strony – czas spędzony przez odwiedzających na stronie. Do dnia dzisiejszego pojawiło się na stronie ponad 450 unikalnych odwiedzających. Odliczając przypadki niemożliwe do zidentyfikowania w ludzkim języku oznacza to ponad 400 żywych ludzi, którzy wpisali adres lub kliknęli odnośnik na innej stronie. Jednak wśród tych odwiedzających ponad 45% nie spędziło na stronie nawet pół minuty. Dalsze ponad 5% najwyżej koło minuty. Wniosek – ponad połowa odwiedzających wcale nie czyta tej strony, bo nie wyobrażam sobie, żeby potrafili coś przeczytać w kilkanaście do kilkudziesięciu sekund. Mówi się trudno. W końcu ja też trafiam przypadkiem na rozmaite strony, które szybko opuszczam, bo mnie nie interesują.
Jednak największa zagadka tkwi w czymś innym. Otóż statystyka podaje, że prawie 70% odwiedzających powraca na moją stronę po raz kolejny.
I w tym momencie robię minę jak minister Fotyga, gdy zadawano jej dowolne pytanie.

WTF

WTF


Prawie 20% ludzi wraca na stronę, której i tak nie czytają. Dziwny jest ten świat słusznie śpiewał Niemen. A tak poza tym pozdrawiam Poznań, Elbląg i Londyn, bo stamtąd pochodzi spora część odwiedzin. Obiecuję, że jak znajdę kolejne ciekawe informacje w obszernych statystykach Google, to się nimi podzielę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)

Utyje szarańcza

 
W powieści Philipa Dicka Człowiek z Wysokiego Zamku pojawia się tytuł nieistniejącej książki, która objawia ukrytą prawdę – Utyje szarańcza. Ta fikcyjna powieść w powieści ukazuje prawdę, której nikt nie widzi lub nie chce widzieć.
Nie potrafię kłamać. Jest to ułomność, która być może z góry wykluczyła mnie ze świata polityki, ale również nie przysporzyła mi sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym. Dla równowagi zapewne natura wyposażyła mnie w umiejętność wyczuwania fałszu. Mogę nie rozpoznać zwykłego kłamstwa, ale zawsze rozpoznaję „oszczędne gospodarowanie prawdą” nawet jeśli nie zawsze znam jego ukryty cel.
Współcześnie coraz częściej sprawdza się dość wulgarne stwierdzenie, że prawda jest jak dupa, każdy ma swoją. Szczególnie w polityce staje się to niepisanym ale oczywistym przykazaniem. Jednak jestem staroświecki i wykorzystanie kłamstwa nawet w szczytnym celu jest dla mnie niestosowne. To jak głośne puszczenie bąka podczas uroczystej romantycznej kolacji przy świecach.

Słynny akt, którego nikt nie zna

Ile jest prawdy w prawdzie?


Gdy zboczeniec wybiera zawód nauczyciela, wychowawcy lub księdza, aby łatwiej folgować swym żądzom, jest to obrzydliwe. Jeśli ktoś ukrywa jego przestępstwa, w imię rzekomego dobra wyższego, to tym bardziej obrzydliwe. Wiemy, że takie przypadki miały miejsce, nie tylko na świecie – w USA i Irlandii, ale także w Polsce. Także i tu dostojnicy kościelni pomagali ukrywać i mataczyć. Są to bolesne sprawy dla ofiar i skandaliczne dla instytucji kościelnych zaniedbania. Pojawiają się na froncie walki z dewiacjami także i takie głosy, które w zawoalowany sposób sugerują, że kościół jako całość jest organizacją przestępczą, która niejako po to powstała by swych funkcjonariuszy chronić przed odpowiedzialnością.
Koronnym dowodem w sprawie ma być Crimen Sollicitationis rzekomo ściśle tajny akt prawny Watykanu, który datowany jest na 1962 rok. To tajne rozporządzenie miało mieć związek z pierwszymi odkrytymi przypadkami pedofilii wśród księży. Intuicja podpowiadała mi, że ten „dowód” cuchnie kłamstwem jak zgniły śledź.
Nie pomyliłem się, pierwsza wersja Crimen Sollicitationis powstała w roku 1922 i nie była nigdy tajna, lecz raczej wewnętrzna. Dokument, w roku 1962 uwspółcześniony (ostatnia aktualizacja w 2001), nie traktował o pedofilii, ale o przestępstwie solicytacji. W skrócie chodzi o „zbrodnię” spowiednika, który wykorzystując spowiedź namawia penitenta do popełnienia grzechu przeciw szóstemu przykazaniu. I nie chodziło tu raczej o sprzeczne z naturą akty seksualne, ale te – moim zdaniem – bardzo zgodne z naturą, akty seksualne spowiednika z kobietą manipulowaną za pomocą aktu spowiedzi. W myśl prawa cywilnego nie jest to przestępstwo. Jednak w prawie kanonicznym jest to zbrodnia i dlatego Crimen Sollicitationis nakazuje każdemu, kto wie o takim przypadku powiadomienia władz kościelnych pod groźbą ekskomuniki. W akcie tym jest również mowa o zachowaniu tajemnicy procesu kanonicznego, ze względu na dobro ofiary – którą słusznie w tym wypadku uznawano za niewinną grzechu i zmanipulowaną wbrew swej woli.
Wystarczyło całość źle przetłumaczyć z łaciny, nadać temu rzekomą klauzulę tajności i voila, mamy nową sensację. W krótkim czasie zaczynają o tym mówić wszystkie telewizje – w myśl zasady, że dobra wiadomość to żadna wiadomość, a dopiero zła wiadomość to dobra wiadomość (w znaczeniu dobry news). W krótkim czasie pojawia się 60 tysięcy stron internetowych na temat Crimen Sollicitationis, a wszystkie powstają zgodnie z zasadą znaną z zabawy w głuchy telefon.
Odszukać dziś prawdziwe i rzeczowe informacje na temat tego aktu i jego treści jest bardzo trudno, ale mi się udało, więc drogi czytelniku, możesz moje poszukiwania powtórzyć, jeśli chcesz. Możesz też dalej wierzyć w spiskową teorię dziejów. W takim razie zainteresuj się jeszcze Żydami, masonami i cyklistami.
Kościół przeżył już wiele grzechów popełnianych przez swych funkcjonariuszy, a także przez członków wspólnoty. Krytyka Kościoła sięga dawnych wieków, że przypomnę choćby Monachomachię Krasickiego. W historii było już wielu takich, którzy sądzili iż to oni są Kościołem – że wspomnę całkiem współczesną postać niejakiego Tadeusza Rydzyka. I pomimo swej ateistycznej niechęci do wszelkich instytucji religijnych, z całą pewnością stwierdzam, że pogłoski o upadku Kościoła są mocno przesadzone.
A prawda? Prawda istnieje i zawsze zostanie w końcu odkryta. I w tej sprawie, i w wielu innych również, pomimo szarańczy, która być może utyje na wytwarzanych przez siebie półprawdach, ćwierćprawdach i subiektywnych prawdach oraz kłamstwach.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)