Per aspera ad astra

Kończąc studia napisałem pracę magisterską o Norwidzie. Dziś gdzieś tam się kurzy w jakiejś szufladzie – efekt maszynopisania i pracy introligatora. To były dawne czasy, żadnych komputerów, drukarek… Praca jest tak mądra, że dziś kompletnie jej nie rozumiem. A klnę się, że przynajmniej dwa razy przymierzałem się do jej przeczytania. Z tamtych czasów pozostało mi zamiłowanie do cytowania Norwida, dla podkreślenia jakiejś swojej tezy. Dziś dwie zwrotki wiersza „Ogólniki”.

1

Gdy z wiosną życia duch Artysta
Poi się jej tchem jak motyle,
Wolno mu mówić tylko tyle:
„Ziemia jest krągła — jest kulista!”

2

Lecz gdy późniejszych chłodów dreszcze
Drzewem wzruszą — i kwiatki zlecą —
Wtedy dodawać trzeba jeszcze:
„U biegunów — spłaszczona nieco…”

Nie bez powodu dziś ów wiersz mi się dziś przypomniał. A powodem owym była konferencja NASA, o której napisały i powiedziały dzisiejsze media. W „Gazecie Wyborczej” można było przeczytać o entuzjazmie, a nawet wręcz euforii uczonych.

Dziś znalezienie nowej Ziemi nie jest już kwestią „czy”, ale „kiedy” – ekscytowali się naukowcy podczas konferencji NASA. Badaczom udało się znaleźć system planetarny, w którym jest siedem planet podobnych wielkością do Ziemi. Aż trzy z nich znajdują się w tzw. ekosferze.

Gdy uczyłem się astronomii dawno temu, mówiono, że odkrycie innego pozaziemskiego życia graniczy z cudem. Mówiono, że najbliższym układem gwiezdnym jest Alfa Centauri, a nic nie wskazuje, że są tam jakieś planety. Ludzkość wtedy była jak ten duch artysta z wiersza Norwida, niby zdobyła już kosmos, miała poza sobą lądowanie na Księżycu, a jednak wciąż wiedza o Wszechświecie była nikła. Dziś korygujemy dawne mniemanie, bo postęp nauki i techniki pozwala nam sądzić, że planet, na których być może istnieje życie w naszym rozumieniu tego słowa, jest całkiem sporo.

I nadszedł ostatecznie czas, gdy człowiek pojął, że gwiazd nie zdobędzie nigdy. (Clifford Simak, Czas jest najprostszą rzeczą)

W tej radości uczonych wciąż jest ziarno goryczy, o którym napisał autor książek science-fiction pięćdziesiąt siedem lat temu. Choć nasza wiedza wzbogaciła się ogromnie, to nadal zdobycie gwiazd jest fantazją. Nie zbudowaliśmy baz na Księżycu. Promieniowanie kosmiczne zabija. Zasiedlenie Marsa wciąż wydaje się bardziej fantazją niż planem naukowo-technicznym. Kosmos jest dla człowieka zbyt niedostępny, jest on bowiem istotą tak kruchą, że zabija go nawet promieniowanie macierzystej gwiazdy. Żyjemy zbyt krótko by dolecieć choćby do Alfa Centauri. A z prędkością światła nadal może podróżować tylko… światło.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Cicho babo

Od ponad dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo walczy z kobietą. Pisma Ojców Kościoła wskazują, że kobiet się bali i jednocześnie nie mieli o nich zielonego pojęcia. Być może pomiędzy modlitwami do Matki Boskiej śniła im się vagina dentata, która pozbawia ich męskości.

Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu… są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna. (Tomasz z Akwinu)

Nic więc dziwnego, że Paweł z Tarsu, jeden z największych świętych w dziejach Kościoła często upominał kobiety, by były posłuszne mężczyznom.

Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu.

Jednak mogłoby się wydawać, że przez ponad dwa tysiące lat coś się powinno zmienić w chrześcijańskiej wizji świata. Zmieniło się w wielu Kościołach Protestanckich, gdzie coraz częściej kobiety bywają pastorami, a i homoseksualizm przestał być obrzydliwą i godną ogni piekielnych sodomią. Jednak w Kościele Katolickim nie zmieniło się nic.

Kobieta jest słaba i należy ją chronić. Ma to wynikać z genetyki. Mężczyzna jest silniejszy, mądrzejszy i lepiej zarządza. Dlatego nadaje się do pracy, a kobieta do zajmowania się dziećmi.

Tak oto niejaki Grzegorz Powideł tłumaczył na specjalnych szkoleniach istotę podległości kobiet mężczyznom. A żona jego Anna mówiła do kobiet w tym samym tonie.

Wszystkie kobiece serca są takie same. Pragniemy kochać, być kochane i służyć. Każda kobieta chce mieć mężczyznę, któremu będzie mogła być posłuszna.

Oczywiście ktoś może żachnąć się, że to nie Kościół jest organizatorem tych kursów dla małżonków. Jednak hierarchowie kościelni myślą dokładnie tak samo. Arcybiskup Hoser wyraził to w sposób jasny i zdecydowany. Inni księża często wypowiadali się podobnie.

Żona powinna ufać swojemu mężowi i prezentować względem niego „postawę uległości”.

W Białymstoku jest Duszpasterstwo Tradycji Katolickiej, które organizowało warsztaty pod poniższym tytułem.

Rodzina patriarchalna. Model dla naszych czasów

Oczywiście ktoś bardzo złośliwy i nastawiony wrogo do Kościoła mógłby nie słuchać świętego Pawła i przypomnieć inną jego wypowiedź, sugerującą równość powszechną wśród czcicieli Chrystusa.

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.

Jednakże nie bez racji można żywić obawy, że dla hierarchii kościelnej i księży niektóre cytaty ze świętych pism są bardzo niewygodne, podobnie jak słowa obecnego papieża Franciszka. Oczywiście ktoś bardzo złośliwy zadałby pytanie, dlaczego księża oraz politycy jawnie katolickiej partii rządzącej w Polsce nie chcą słuchać papieża? Zapytałby również, dlaczego wybierają z historii religii tylko te elementy, które cofają Polskę do średniowiecza? I dlaczego Kościół z partią rządzącą idą ręka w rękę w ograniczaniu praw kobiet w imię idiotycznych zasad, które nawet w średniowieczy nie dla wszystkich były oczywiste. Dlaczego prezydent państwa wypowiada idiotyczne opinie o zapłodnieniu? Dlaczego minister zdrowia chce miliony kobiet do życia zgodnie z wyznawaną przez niego religią. Dlaczego Polska staje się państwem kościelnym?
No ale ja tam złośliwy nie jestem. A jakaś część mojej duszy też tęskni za miłą i posłuszną kobietą, która czekałaby na mnie w jaskini ze świeżo przyrządzonym obiadem, gdy ja wrócę z ciężkiego polowania, odstawię dzidę na bok i spocznę na kawałku kamienia. A co? Nie podoba się taka wizja? Kościół nas przecież ciągnie w tamtą stronę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Oko smoka

– Smok jak to smok – westchnął dziad, sadowiąc się na mchu pod dębem.
– Ale opowiadajcie – pisnęły dzieci, które otoczyły wędrownego starca. Powoli zapadał zmrok, więc któryś z kmieci rozpalił ognisko, a pod święty dąb zaczęli się schodzić mieszkańcy sioła.
– Smoka w Polszcze wżdy znają. Mieszka psiajucha pod Zamkiem wawelskim. Tak, tym samym, pod którym Jarosław Wygnaniec brata Lechosława pochował, gdy się karoca wyp… znaczy, gdy wraże siły zamachu dokonały. Jaskinia tam jest ogromna i smok w niej żywie. Ogniem pluje, skrzydliska ma błoniaste i ryczy prawie jak rycerz Krystyn Pawłowic. Smok psiajucha cięgiem owieczki lubi, jako pieczyste. Opali najpierw taką ogniem, a potem mlaskając zajada. Po prawdzie to nieraz się i pomylił i kmiecia owłosionego ogniem przypalił, więc wszyscy z daleka jaskinię obchodzą.
– A dziewice? – pisnęła jakaś niedorosła białogłowa.
– A z dziewicami to smok się tradycyjnie całkiem obchodził – zarechotał dziad – po siedem ich brał i chędożył w jaskini.
– Dzieciska uszy zasłonić! – wrzasnęła jakaś tłustawa jejmość.
– Wychodziły całkiem zadowolone, bo smok i skarbiec ogromny w jaskini posiada, więc klejnotów dziewkom nie żałował. A plotkują niektórzy, że nie tylko o klejnoty się rozchodziło. I tak to przez stulecia ze smokiem naród żył w tej, jak to się nazywa, symbiozie. Szkód dużo nie robił, książę odszkodowania płacił, więc stada owiec rosły w okolicach, a w razie najazdu jakowegoś to smok się przydał. Jak włochatych Tatarów ogniem poparzył to łyse i na piechotę uciekali – śmiał sie dziad. Azali dziewki klejnoty na posag miały, to rycerzy chętnych do żeniaczki pod Wawel wielu przybywało.

Ale w siódmym roku wygnania walecznego króla Jarosława pojawił się inny smok na zachodnich rubieżach Pospolitej Rzeczy. Maszkara zwała się Gender. Najpierw do boju ruszył rycerz Krystyn Pawłowic i wszyscy myśleli, iże przestraszy potwora na śmierć swoim wrzaskiem, ale niestety.
Maszkara zwana Genderem wcale nie chciała dziewic, ani chędożyć, ani nawet pożerać. To było straszne. Smoczysko niszczyło tradycje nasze, przemieniało ludzi i wciąż posuwało się naprzód.
– Ale jak przemieniało? – zachrypłym głosem spytał stary sołtys.
– Aaa… sprytna to bestyja – odrzekł dziad – Pojawiało się smoczysko we wsi lub grodzie i ludzkim głosem zaczynało opowiadać dziwy nie z tej ziemi. A słuchali wszyscy, szczególnie baby, bo do nich maszkara mówiła najsampierw. A opowiadał ów Gender, że bab bić nie wolno, że chędożyć tylko jak się zgodzą i o zgrozo, że chłop babie w zagrodzie ma pomagać, krowę wydoić czasem, świnie nakarmić…
– Aaa – ze zgrozą jęknęli słuchacze.
– A najgorsze – ciągnął dziad dalej – że baby odtąd miały głos w zgromadzeniach. Nawet we dworze Jarosława Wygnańca coś się zmieniło. Jedna szczególnie białogłowa głośna się zrobiła, a miano jej było Beata z Kępy. Choć ona waleczna była i jako pierwsza na wojnę z Genderem ruszyła. A za nią trochę zawstydzeni rycerze, a na ich czele knecht Adam z wielkim mieczem.
– Ale wojna ze smokiem trudna i nie wiadomo jak się skończy – pokiwał głową dziad.
Ognisko się dopalało i słuchacze powoli zaczęli się wykruszać, jeden i drugi z kmieci nawet szturchnął babę, ale tak trochę tylko, bo pora późna.
Jednak wraz z ostatnimi słowami wędrownego starca rozległ się łopot ogromny skrzydeł jakowychś. A cień jakiś przykrył miesiączek świecący i gwiazdy.

Nadlatywał Gender.

Ta bajka już jest stara, na dodatek po paru latach od jej powstania okazało się, że to może wcale nie jest bajka… więc publikuję tak trochę ku przestrodze. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.9/10 (8 votes cast)

Ukłucie błękitu

Fale zimą są jak skrawki luster. Przesypują się, zbliżają z chrzęstem tłuczonego szkła. Migoczą, błyskają srebrem, w końcu rozsypują się na oblodzonych ziarenkach piasku. Zimowy wiatr nie przynosi zapachu morza. Niesie drobne ukłucia błękitu wśród wolno upływających minut lutowego poranka. Minuty skapują powoli, zamarzając w locie nad pustą plażą, która kołysze się coraz bardziej i bardziej, bo nie ma nic trwałego w tym szklanym poświście. Nawet wtłoczone w wodę betonowe rozgwiazdy wydają się pływać i falować. Na szczęście jest ceglasty słup latarni, która zdecydowanie przyszpiliła główkę falochronu i unieruchomiła choć mały fragment krajobrazu. Patrząc na nią, powoli i stopniowo można odnaleźć stabilność plaży. Tylko fale wciąż przesypują się kawałkami luster.


Ten obrazek i niezdarne próby rozwiązania nierozwiązywalnego dedykuję Kasi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)

Po nas choćby i potop

Od pewnego czasu widuję w prasie oraz mediach społecznościowych rozważania różnych ludzi, na temat zniszczeń, których dokonuje partia, dla śmiechu chyba nazywająca się „Prawo i Sprawiedliwość”. Jak odbudować Polskę? Jak przywrócić demokrację? Jak naprawić to, co zniszczy PiS? Zaraz, zaraz…
 
A kto powiedział, że PiS przestanie rządzić? Oczywiście można się pocieszać, że tak naprawdę PiS ma mniejsze poparcie niż wcześniej rządząca koalicja. Że nie wystąpił efekt „miesiąca miodowego”, czyli znaczący wzrost notowań tej partii po wyborach. Można się krzepić opowieściami o tysiącach Misiewiczów i kolejnych wizerunkowych porażkach wyjątkowo durnego Waszczykowskiego albo kompletnym idiotyzmie Macierewicza. Jednak nawet największa wpadka, nie zaowocuje utratą władzy. Wierni wyborcy dalej kochają Kaczyńskiego i wszystkich jego akolitów. Wyjątkowo niezdarne próby utrzymania kompletnego ignoranta i bufona Misiewicza na stanowisku rzecznika MON nie zaszkodziły partii wśród jej wyborców. Większość z nich powie wam podczas dyskusji o zegarku Nowaka i tamtą historię uzna za wielokrotnie gorszą. Opowiedzą wam o rozkradaniu Polski i zniszczeniach i kraju w ruinie. Zaś bezmyślny wypadek Macierewicza koło Torunia wyjaśnią wam złym stanem dróg, które po sobie zostawił poprzedni rząd.
 
Kto powiedział, że będą jeszcze jakieś wolne i demokratyczne wybory? PiS rozmontował już Trybunał Konstytucyjny. Praktycznie zniszczył armię zmuszając wszystkich generałów do rezygnacji rozmaitymi sposobami, opanował prokuraturę, a najdalej za dwa lata przejmie sądownictwo, wtedy będzie już swobodnie skazywać kogo zechce Kaczyński i za co zechce Kaczyński. Czy istnieje jakakolwiek przesłanka, która świadczy o tym, że PiS nie poradzi sobie ze zmianą ordynacji wyborczej tak, by zapewnić sobie zwycięstwo? Czy coś przeszkodzi Kaczyńskiemu i spółce zniszczyć polską edukację i doprowadzić ja do stanu jak za wczesnego Gomułki? Za kilkanaście lat ze szkół zaczną wychodzić młodzi ludzie, bez umiejętności ścisłych, znajomości języków, za to indoktrynowani przez pół tysiąca lekcji religii i nowo napisanej historii Polski, w której jedynym godnym wzmianki będzie Kaczyński z bratem.
 
Jeśli w ogóle jeszcze stawiamy jakieś pytania o władzę PiS, to jedyne mające sens, brzmi: jak odebrać władzę Kaczyńskiemu i jak zdelegalizować tę przestępczą organizację? Jak wyeliminować jego i podobnych jemu szkodników, jeśli nie na zawsze, to na długie lata. I dopiero, gdy to zrobimy, przyjdzie czas na zadawanie pytań o odbudowę.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (14 votes cast)

Cudze dzieci uczyć

W akcie fundacyjnym Akademii przez siebie założonej Jan Zamojski napisał: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Mylnie te słowa potem przypisywano Fryczowi Modrzewskiemu, blisko dwieście lat później Stanisławowi Staszicowi, który również położył wielkie zasługi na niwie edukacji. A myśl Zamojskiego, choć krótka, jest ważna i prawdziwa, i taką też pozostała do dziś. Tak się jednak składa, że od czasu do czasu za edukację biorą się nieuki i wtedy robi się groźnie, choć nie dla teraźniejszości, ale przyszłości naszej.
Pewien znajomy doktor przekonywał mnie kiedyś, że praca nauczyciela i wychowawcy jest podrzędna i mało istotna w społecznej drabinie ważności. Cóż bowiem taki nauczyciel, pogada ze czterdzieści minut, obecność sprawdzi, pracę domową zada. Jakiż to wysiłek i jakaż odpowiedzialność? On, lekarz ma ludzi jako materię swej pracy, leczy ich, uzdrawia i od jego uwagi i wiedzy zależy często, czy człowiek żyć będzie, czy śmierć położy kres dalszemu jego losowi. Powiedziałem mu wówczas: Drogi doktorze, jeśli zdarzy ci się spartaczyć twą pracę, stanie się niewątpliwie rzecz tragiczna, człowiek straci życie, płakać po nim będą bliscy. Jednak po roku lub dwóch niepamięć przykryje to wydarzenie. Czas – mówią – leczy rany. Gdy ja swą pracę lekce potraktuję i wypuszczę w świat głuptaków, nierobów i niedouczonych ignorantów, to oni tacy w świat pójdą. Będą z nich niedouczeni lekarze posyłający ludzi do piachu, będą niedowarzeni inżynierowie, którzy będą konstruować zawalające się mosty, będą rodzice nieradzący sobie z pociechami. I te dowody mojej fuszerki będą po tym świecie chodzić przez lat kilkadziesiąt, często jeszcze wtedy, gdy ja spokojnie trawkę od spodu będę wąchał.
Ludzie z mojego pokolenia, stając się nauczycielami, mieli różne, pchające ich do tego zawodu, motywacje. O swoich kiedyś pisałem i dziś już powtarzać tego nie będę. Jednak nie trafiali do tego zawodu ludzie kochający pieniądze, bo bogactwa w szkole nikt się dorobić nie mógł. Zawieraliśmy jednak wtedy z państwem pewną dość specyficzną i w zasadzie niepisaną umowę. My będziemy pracować najlepiej, jak potrafimy, a państwo będzie nam płacić najmniej, jak tylko może. Za to będziemy mieli prawo do wcześniejszej emerytury po trzydziestu latach pracy, bo jest to profesja, jak mało która, powodująca wypalenie zawodowe. A nauczyciel wypalony, byle jaki, to nic dobrego. Niektórzy z moich kolegów i koleżanek nie doczekali się tej wcześniejszej emerytury, bo nowe państwo, które pojawiło się na miejscu tego starego, powiedziało: a kuku, jest demografia i niż, i trzeba wiek emerytalny podnieść. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o podniesieniu tych zaległych pensji sprzed trzydziestu lat.
Jednak nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Przysłowia są rzekomo mądrością narodów. Polska podjęła trudne reformy, trzeba było zaciskać pasa. Przez lata tak się składało, że każdemu kolejnemu rządowi najlepiej się zaciskało pasa na nauczycielskich brzuchach. By być sprawiedliwym, dołączano też do tego zaciskania brzuchy pielęgniarek i reszty budżetówki. Po latach takiego zaciskania pierwszy rząd, który zauważył, że nauczycielom bliżej jest do zasiłków niż średniej krajowej, zdecydował się wreszcie zrewaloryzować ich płace. Był to rząd Donalda Tuska, podwyżki płac wyniosły wtedy ponad 40%, choć do średniej krajowej nadal było daleko. Nie jestem wprawdzie pewien czy ktokolwiek jeszcze o tym pamięta, gdy obecna ministra od edukacji, świecąca równym garniturem 42 zębów z białej porcelany, oznajmia, że dba o nauczycieli, albowiem przewidziała dla nich podwyżki od 30 do 60 złotych miesięcznie, co stanowi w najlepszym wypadku jakieś 2,5% dotychczasowych poborów. Pięknie, jaka łaskawa pani.
Jednak to nie o pensjach dziś chcę pisać, ale o znacznie poważniejszym niszczeniu polskiej edukacji. Dziecię moje, studiując w Albionie, wiele lat temu zauważyło, że tam studenci są młodsi, bo edukację dzieci zaczynają w wieku sześciu lat. Czy polskie dzieci są głupsze od reszty europejskich dzieci? Na razie jeszcze nie, ale niedługo może już będą. Pierwszą, tragiczną dla przyszłych pokoleń, decyzją nowej władzy było cofnięcie sześciolatków z powrotem do przedszkoli. Rzekomo dano wybór rodzicom, lecz było to perfidne kłamstwo. Będzie mógł się o tym przekonać każdy z rodziców, który by chciał sześciolatka posłać do szkoły.
Jeszcze gorszą decyzją było pospieszne, ze względów czysto politycznych, rozpoczęcie likwidacji gimnazjów. Nie można tego nazwać reformą, ponieważ jest to po prostu likwidacja wcześniejszej reformy edukacji tworzącej gimnazja. Inaczej mówiąc, jest to deforma. Czasem odnieść można wrażenie, że wszystkie działania obecnej władzy są spełnianiem marzeń podstarzałego miłośnika kotów, który mentalnie zatrzymał się w gomułkowskiej siermiężnej rzeczywistości lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. To dla niego przygotowuje się nową – starą Polskę, aby się czuł, jak u siebie. Mam koszmarne przeczucie, że Kaczyński jest jak owa Urszulka Kochanowska z wiersza Leśmiana, która znalazła się w niebie i Bóg spełnił jej życzenie.

Uśmiechnął się i skinął – i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski.
I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela!

Po przeczytaniu wypowiedzi wodza, który doceniał w jednym z wywiadów osiągnięcia radzieckiej edukacji, zbudowanej po rewolucji od zera i z niczego, boję się, że następnym krokiem będzie wprowadzenie dziesięciolatki, а потом в институт. Niestety nie ma bezkarnego powrotu do krainy dzieciństwa. Świat się zmienił, a szkoła gomułkowska była fatalna edukacyjnie i nastawiona głównie na indoktrynację młodego pokolenia. Gdy Polacy zrozumieją w końcu pustkę i kłamstwa „dobrej zmiany”, gdy odsuną to stado oszołomów od władzy, zapewne zajmie kilka lat przewracanie równowagi ekonomicznej. Dłużej potrwa przywracanie Polsce odpowiedniej pozycji na arenie międzynarodowej. Jeszcze dłużej naprawianie prawa. Ale przywrócenie dobrego systemu edukacji potrwa przynajmniej ćwierć wieku, a skutki złej edukacji nawet sto lat. A raz już przecież Polacy widzieli, do czego zmierza ekipa Kaczyńskiego i jakie ma zakusy. I tak dochodzimy do kolejnego cytatu, jednego z naszych wielkich przodków. Czemu ich słuchać nie potrafimy? Nie bez powodu obawiał się Jan Kochanowski, tej naszej odporności na rozum.

Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (17 votes cast)

Tupolewizm

To już trzeci zamach na polityków PiS. Taki komentarz znalazł się w jednej z grup pisowskich klakierów, które funkcjonują na Facebooku. Jeśli podyskutujemy ze zwolennikami tej partii o „zamachu pod Toruniem”, to okaże się, że wbrew oczywistemu rozsądkowi nie zgodzą się z tezą, iż przyczyną była jazda z prędkością blisko 130km/h w terenie zabudowanym na wąskiej dwupasmowej jezdni, poprzecinanej co kilkaset metrów skrzyżowaniami i światłami drogowymi. Wina – według nich – leży po stronie poprzedniego rządu i koalicji PO z PSL, która ukradła pieniądze przeznaczone na drogi, budując byle jakie zamiast porządnych.
Jeden ze zrezygnowanych tępym uporem fanbojów Kaczyńskiego internautów zakończył dyskusję stwierdzeniem: Warunki naturalne nie dostosowały się do potrzeb głównego pasażera.
Warto przypomnieć, że poprzednim razem zamachu dopatrywano się w tym, że auto prezydenta wylądowało w rowie. Okazało się, że przyczyną byłą stara opona, którą założono, choć wcześniejsza ekipa przeznaczyła ją już do kasacji, a do prezydenckiej limuzyny zakupiono już dawno nowy komplet opon. Dlaczego nowa ekipa nie założyła tych opon? Dlaczego wyciągnięto starą ze śmietnika? Dlaczego wreszcie prezydencka limuzyna łamała wszelkie zasady nie tylko ruchu drogowego, ale i zwykłego rozsądku?
Przecież jeden z „zamachów” udaremnił pilot samolotu, którym z Londynu chciała wracać ekipa rządowa, wypełniając przy okazji samolot dziennikarzami na miejscach stojących. Gdyby nie sprzeciw pilota i reszty załogi mogliśmy mieć Smoleńsk bis przy kolejnym lądowaniu.
W tej sytuacji przypomina się opinia jednego z pilotów owego feralnego 36 pułku wożącego polskich polityków. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce.
Władca Persów Kserkses zmierzając na podbój Grecji kazał przerzucić mosty przez cieśninę Hellespont, by przeprawić armię. Nadeszła jednak burza, która mosty zniszczyła. Rozzłoszczony króla kazał wybatożyć fale morskie i napiętnować cieśninę rozpalonym żelazem. Przynajmniej jednak nie próbował chodzić po wodzie. Politycy PiSu próbują.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Był sobie Rzym

W 247 roku naszej ery w Cesarstwie Rzymskim celebrowano tysiącletnie istnienie Rzymu. Mieszkańcy zapewne mogli być dumni z metropolii. Imperium osiągnęło imponujące rozmiary i swym wpływem ogarnęło ogromną część Europy, północną Afrykę i ogromne tereny Azji Mniejszej. Po pożarze miasta w czasach Nerona Rzym odbudowano jako jeszcze piękniejsze i wspanialsze miasto niż kiedykolwiek przedtem. U źródeł Cesarstwa tkwi z jednej strony kultura helleńska, która dała starożytności wspaniały rozwój literatury, rzeźby, teatru i muzyki. Z drugiej zaś strony była to polityczna idea aleksandryjska, która popchnęła Rzymian do stworzenia wielkiego imperium.
Jednak już kilkadziesiąt lat po hucznej rocznicy tysiąclecia Konstantyn Wielki przeniósł stolicę cesarstwa do Bizancjum, które wcześniej nazwał Konstantynopolem. A w 395 roku nastąþił podział cesarstwa. Odtąd cesarstwo wschodnie coraz bardziej oddalało się od pierwotnych idei, które przyświecały twórcom imperium rzymskiego. Nie bez powodu w języku bardziej przyjęła się nazwa Bizancjum, która stała się symbolem bogactwa, blichtru i nadmiernego przepychu. Ale to już całkiem inna historia.
Cesarstwo zachodnie, podzielone i osłabione przeżywało coraz to gorsze chwile. Rzym stracił status stolicy, którą przeniesiono do Mediolanu, a potem do Rawenny. Choć formalnie wciąż istniało Imperium Romanum, to część zachodnia pogrążyła się w nieuchronnym upadku. Symboliczne były kolejne najazdy hord barbarzyńców na sam Rzym. W 410 roku został zdobyty przez germańskich Wizygotów. Wkrótce potem przez Wandalów w roku 455 i choć ci ostatni stosunkowo łagodnie obeszli się z miastem, ograbiając jedynie duchowieństwo i kościoły, to właśnie kościelna tradycja zrobiła z nich najprymitywniejszych barbarzyńców, którzy tylko niszczyć potrafią. Stąd słowo wandal we wszystkich prawie językach europejskich brzmi tak samo i to samo oznacza. W 476 roku Odoaker przywódca germańskich najemników zdetronizował ostatniego cesarza i ta data stała się później symbolem ostatecznego upadku Rzymu oraz datą graniczną, wraz z którą kończy się epoka cywilizacji starożytnej, a zaczynają wieki ciemne zwane średniowieczem.
Jest w serialu „Wikingowie” szczególna scena, gdy król Wessexu Egbert mieszkający w zamku którego częścią były dawne rzymskie budowle i który posiada pewną kolekcję starych rzymskich papirusów, zastanawia się, kim byli ludzie sprzed kilkuset lat, którzy pozostawili po sobie tak wspaniałe budowle, rzeźby i co kryje się w zapisanych nieznanym językiem rękopisach.
Czy ludzie, którzy mieszkali w Rzymie w okresie panowania Teodoryka Wielkiego, króla Ostrogotów, mieli świadomość, że żyją w okresie schyłkowym? Czy zdawali sobie sprawę, że nadchodzi epoka ciemnoty i zacofania? A przecież z dzisiejszej perspektywy te oznaki wydają się oczywiste. Gdy jakiś czas później kolejny król Ostrogotów Witiges oblegał bizantyjskiego wodza Belizariusza w Rzymie, burzono akwedukty, by pozbawić oblężonych wody. Gdy wojna się skończyła nie było już nikogo, kto potrafiłby akwedukty odbudować.
Zaledwie dwa wieki po hucznie obchodzonym jubileuszu tysiącletniego Rzymu, cesarstwo zaczęło się stawać parodią wspaniałej kultury i cywilizacji, kolejne dwa stulecia były już początkiem średniowiecznej religijnej ciemnoty i technologicznego cofnięcia się o przynajmniej tysiąc lat. W historycznym dziele Hanny Malewskiej „Przemija postać świata” jedną ze sztandarowych postaci jest Kasjodor – rzymski patrycjusz, minister Teodoryka Wielkiego, który jako jeden z niewielu zdawał sobie sprawę z ostateczności upadku Rzymu jako bytu politycznego. Kasjodor założył benedyktyński klasztor w Vivarium, gdzie mnisi pod jego kierunkiem zajmowali się ratowaniem resztek rzymskiej kultury i nauki, przepisując stare rękopisy. Swoistym symbolem jego klęski na tym polu są ostatnie sceny powieści, gdy tworzy łacińskie dzieło zatytułowane „Ortografia”. Wśród tysięcy zapomnianych dzieł, rękopisów czasem zniszczonych przez nieuwagę, wzorów matematycznych, których już nikt nie rozumie, opisów technicznych już nie do wykonania, pozostaje jedynie skrawek starożytnego świata – łacińska ortografia.
Jaka była praprzyczyna upadku świata antycznego? Dlaczego hordy barbarzyńców bez trudu zniszczyły cywilizację istniejącą od ponad tysiąca lat? Dlaczego dorobek cywilizacyjny starożytności został tak skutecznie i szybko zapomniany?
Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, musimy zapytać, jaki był stosunek rzymskiego imperium do religii. Politeistyczne wierzenia Rzymian nie przeszkadzały im w intronizowaniu nowych bóstw, gdy podbijali nowe krainy. Zamiast narzucać podbitym ludom swoją religię, powodując tym opór i bunty, Rzymianie przyjmowali kolejnych bogów do swego panteonu i budowali im świątynie. W ten sposób podbite narody stawały się częścią Rzymu, nie musiały wyzbywać się swych wierzeń, a to przyczyniało się do łatwiejszej asymilacji. W tej sytuacji nie sposób zauważyć, że nie były w ówczesnym świecie możliwe wojny religijne. Niezbyt przychylnym okiem patrzono jedynie na religię Żydów, ponieważ byłą to religia objawiona i nie uznawała istnienia innych bóstw. Natomiast wywodzące się z judaizmu chrześcijaństwo było prawie od początku w Rzymie zwalczane. Była to również religia objawiona, na dodatek bardzo fanatyczna, ponieważ pojawiła się niedawno. Gdy rozpoczęły się pierwsze prześladowania chrześcijan, żyli jeszcze niektórzy uczniowie Jezusa. Chrześcijanie nie uznawali żadnej innej religii, a na dodatek zgodnie z ich wiarą, wyznawcy wszystkich innych bóstw mieli spędzić wieczność w piekle, które zakresem cierpień i niedoli dusz przypominało starożytny grecki Tartar.
Upadek Rzymu rozpoczął się w chwili, gdy chrześcijaństwo dostąpiło równouprawnienia z innymi wierzeniami, a chwilę potem stało się religią państwową. Od tego momentu rozpoczęło się zaciekłe zwalczanie innych konkurencyjnych religii, w tym zarówno religii politeistycznych, jak i odłamów chrześcijaństwa (arianie). Niedługo trwało zanim pojawiły się spektakularne ofiary chrześcijańskiej zaciekłości w zwalczaniu wszystkiego, co w ich mniemaniu obrażało religię. Jedną z pierwszych ofiar była aleksandryjska uczona Hypatia.
Niektórzy twierdzą, że przecież mnisi w klasztorach przez lata żmudnej pracy przepisywali księgi i dla potomnych chronili dorobek starożytności. W rzeczywistości chronili ten dorobek przed ludzkością, a nie dla niej. Gdyby nie potęga reformacji, która zmiotła ówczesne przesądy katolickie i rozbiła w pył ich nielogiczność, do dziś wylewalibyśmy nocniki przez okna na głowy przechodniów.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.0/10 (5 votes cast)

Śnieg, a sprawa polska

Pada śnieg, puszysty, biały, miękki. I leży. Niby nic, a jest to prognoza dla Polski. Dziejowa, nie meteorologiczna. Pacholęciem będąc, widywałem w zimie pana, który wczesnym rankiem lub późnym wieczorem odśnieżał chodniki mając mały drewniany pług zaprzężony do konia. Ulicami czasem przejeżdżały Stary 25 z pługiem i piaskarką. Niekiedy był tylko pług, a na skrzyni stał pan, który rozrzucał piasek.
W późniejszych latach chodniki były odśnieżane przez rozgadane grupy pań, które obejmowały w posiadanie chodniki niczym stada wron. Pan z koniem zniknął w ramach postępu w ojczyźnie robotniczo-chłopskiej. Panie pracowały na etatach tylko z rana, niezależnie od tego, kiedy padał śnieg. Pyrkające Stary zostały zastąpione przez Jelcze.
Aż nadszedł pamiętny rok 1979. Po trzydziestu pięciu latach realnego socjalizmu, wszyscy widzieliśmy, że staje się on coraz mniej realny. Nie potrzeba Bundeswehry, bo wystarczy minus cztery. – śmiali się nienawistnie wrogowie najlepszego z ustrojów polityczno-gospodarczych.

Polska Ludowa trwała jeszcze na posterunku dziesięć następnych lat. Ale właśnie wtedy coś się załamało. Obfite opady śniegu odcięły wiele miejscowości od świata, a nawet główne drogi bywały nieprzejezdne. Pojawiły się radiowe komunikaty o dwudziestym stopniu zasilania i wyłączenia prądu stały się taką nową świecką tradycją. Podczas kolejnych zim już nikt nie odśnieżał chodników. Niekiedy blisko metrowa warstwa śniegu leżała aż do większej odwilży, podczas której jezdnie zamieniały się w przełomy Missouri. Po wcześniejszych kartkach na cukier pojawiły się kartki i talony na wszystko. Nie pomógł stan wojenny. Dziesiąta gospodarka świata rozpadała się jak kiepsko wypalony gliniany garnek. W tej sytuacji nawet nikt się nie czepiał hałd śniegu zimą. Przecież to był drobiazg. Jak jest zima to jest zimno i pada śnieg.

W 1989 roku zaczęliśmy budować Polskę praktycznie od zera. Nie mieliśmy internetu i hashtagu #Polskawruinie, ale tak to wyglądało. W ruinie była nie tylko gospodarka. Zrujnowane były instytucje państwowe i zwyczajne stosunki międzyludzkie. Pewnej zimy ze zdziwieniem usłyszałem nad ranem jakieś hałasy. Zdumiony wyjrzałem przez okno. A tam grupka pracowników miejskiego przedsiębiorstwa odgarniała śnieg z chodników. Po chwili ulicą przejechał pług z piaskarką. Za jakiś czas pojawiły się małe traktorki specjalnie przystosowane do odśnieżania chodników. I nowoczesne pługi odśnieżające nawet boczne ulice. Nie do wiary.
Kilka lat później okazało się, że miejskie przedsiębiorstwo wywozi nadmiar śniegu z miasta, by podczas odwilży nie było rwących rzek zamiast jezdni. A po kolejnych paru odśnieżone były wszystkie szosy. Nawet te wiejskie, gminne prowadzące tylko z Pierdziszewa do Wypizdowa. Normalnie jak w jakiejś obcej cywilizacji. Zima zaskoczyła drogowców? Można było zapomnieć o odwiecznym żarcie poza jakimiś naprawdę wyjątkowymi anomaliami pogodowymi. Pługopiaskarki wyjeżdżały na ważniejsze drogi zanim zaczął padać śnieg, posypując piaskiem z solą, by za parę godzin nie było problemów.

Od kilku dni wychodząc z domu, widzę coraz to grubszą warstwę śniegu na chodniku. Choć pada on w tym roku mizernie. Jezdnie bocznych ulic są zwyczajnie rozjeżdżone przez auta, odśnieżone tylko główne. Znajomy wczoraj zakopał się pomiędzy Pierdziszewem i Wypizdowem. Znak czasów. Gdy się wstaje z kolan i walczy o prawdę smoleńską, gdy mgła jest zjawiskiem politycznym, gdy trzeba szukać kontaktów z San Escobar, aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej z 500+, to takie pierdoły, jak konieczność odśnieżania, nie mogą nas rozpraszać. Jak długo jeszcze przetrwa Wolska Rzeczpospolita Ludowa? Jak długo potem będziemy budowali wszystko od nowa?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.6/10 (7 votes cast)

Odrażający, brudny, zły

Wywiad na żywo, mikrofony wycelowane w twarz człowieka, który dziś sprawuje faktyczną władzę w dużym europejskim kraju. Jest prezydent i rząd, jest sejm i senat z marszałkami na czele, a tymczasem tabuny dziennikarzy od rana czekały, co powie poseł Jarosław Kaczyński, bo to jego słowa będą obowiązującą wykładnią dla wszystkich funkcjonariuszy państwa i partii.
Kamery zbliżają nam jego twarz w pełnej rozdzielczości. Widzimy starego i brzydkiego człowieka, któremu wystają z nosa włosy oblepione smarkami. Łuszczy mu się skóra na policzku, jest niestarannie i byle jak ogolony. U dołu policzków i na krótkiej szyi widać kępki niedogolonych siwych włosów. Gdy mówi widać brązowe koniuszki zębów, jakby latami palił kilka paczek papierosów dziennie. Rzednące włosy nad czołem są byle jak przyklepane.
Co mówi? Trudno się skupić na bezładnej wypowiedzi, ale w uszy kłują ostro i mocno akcentowane słowa, zabarwione złością i niechęcią. Kodeks karrrrrny! Parrrragrrraf! Wrrrrogowie!
Jarosław Kaczyński jest wściekły. Wczoraj po raz drugi musiał zobaczyć, że naród go nie kocha i nie uważa za zbawcę ojczyzny. Jego ukochaną miesięcznicę zakłócili jacyś wrogo nastawieni ludzie. Zdrrrrajcy! Wygrrrramy!
Prezes postanawia więc, że pokaże tym wszystkim z gorszego sortu, tym z genem zdrady narodowej, że nie cofnie się ani o krok. Że postawi na swoim, a po nim chociażby i potop.
To jest Polska…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.4/10 (21 votes cast)