Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

Powoli, ale nieubłaganie partia prezesa Kaczyńskiego szykuje się do złożenia w ręce prezesa władzy absolutnej. Przed nami są wybory samorządowe, będziemy też jednocześnie wybierać posłów do europarlamentu i to jest dla Kaczyńskiego poligon. Za rok okaże się, czy dotychczasowe zmiany będą wystarczające, by pozbyć się opozycji w wyborach parlamentarnych za dwa lata. Wszystkie działania partii rządzącej mają ten jeden i nadrzędny cel. A oto jak zdobywa się rząd dusz w Polsce.

Chłop żywemu nie przepuści

Mieszczuch może nie wiedzieć, ale trzeba sobie to uświadomić, o ile chcemy zrozumieć kulisy następnego sukcesu wyborczego PiS, chłop polski Unię Europejską traktuje jak krowę. Najważniejsze jest jej wydojenie, a jak się już nie da wydoić, to bez żalu odda ją do rzeźni. Wszelkiego rodzaju ekologów traktuje zaś jak dopust boży i najchętniej poczęstowałby ich widłami. Nikt mu bowiem nie będzie mówił, że nie wolno wypalać łąk i pól, bo tak robił jego ojciec, dziad i pradziad. A ksiądz proboszcz na mszy mówił, że w Biblii stoi „czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Więc czyni, a jeśli ma akurat ochotę psa albo babę kijem zatłuc, to nic nikomu do tego. Jego baba i jego pies. Dlatego właśnie minister Szyszko dążąc do wyrżnięcia Puszczy Białowieskiej kazał się swoim podwładnym oprzeć o motywację religijną. Ekolodzy to są sataniści i lewacy, którzy chcą przeszkodzić ludziom wsi w sprawiedliwym korzystaniu z dóbr przyrody, którą dał nam przecież Bóg. Co nas obchodzi jakieś tam międzynarodowe lewactwo z UNESCO. Szyszko grzmi głośno,że w 2014 r. łamiąc prawo, bezprawnie wpisano Puszczę Białowieską na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego i grozi doniesieniem do prokuratury, a Polska zaściankowa głośno klaszcze, bo co nam jacyś obcy będą dyktować, jak my mamy żyć. Ogromna rzesza chłopów z dziewiętnastowieczną mentalnością, pracowników leśnictwa, którzy są państwem w państwie, oddadzą głos na PiS, jeśli ten zapewni ich, że bez skrępowania dalej będą mogli prowadzić wyniszczającą środowisko rabunkową gospodarkę leśną i rolną.

Komuno wróć

Minister rolnictwa Jurgiel właśnie oświadczył, że do państwa dziś należy ogromny popegeerowski majątek, który się marnuje i że należy reaktywować PGRy. Warto wiedzieć, że na wsi, prócz rolników indywidualnych mieszka bardzo wielu byłych pracowników PGRów. Szczególnie w Polsce północnej i zachodniej na tzw. ziemiach odzyskanych były ogromne państwowe latyfundia w czasach Polski Ludowej. Po roku 1989 okazało się, że rolnicy indywidualni są w stanie wyprodukować żywność dla całego kraju, a niewydolne państwowe gospodarstwa musiały upaść, bo państwa nie było stać, by dopłacać do ich produkcji. Pracownicy PGRów to najsłabiej wykształcona i nieudolna życiowo grupa społeczna. Aby jakoś urządzić się w życiu wystarczyło dostać się do PGR, a zwykle też dostawało się mieszkanie i nie trzeba było wykazać się żadnym wykształceniem, ani umiejętnościami. Jeśli ktoś miał prawo jazdy na ciągnik i kombajn, to już w PGRze był elitą. Ci ludzie po likwidacji PGRów znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, nikt nie zadbał o nich w takim stopniu jak o górników lub stoczniowców. A na dodatek na wsi pracy nie było. Większość z nich do dziś jest przekonana i przekonywana nadal przez szarlatanów politycznych, że do upadku państwowych gospodarstw doprowadzono celowo, aby ziemię Niemcom sprzedać. To dawniej był potężny elektorat Samoobrony, dziś ci ludzie pójdą za PiS.

Odbudujemy stocznie

Jedna z narracji pisowskich polityków, a wcześniej PC, lecz także kilku innych partii, było przekonanie, że polski przemysł stoczniowy został celowo zniszczony przez liberalnych polityków, na zlecenie Niemców. Niewydolne państwowe stocznie dotowane na przekór zasadom ekonomicznym nie miały siły, by konkurować ze stoczniami dalekowschodnimi, a polski przemysł stoczniowy nie zniknął, tylko przekształcił się w mniejsze, ale nowoczesne firmy produkujące najnowocześniejsze i bardzo zaawansowane technologicznie statki. Jednak tysiące byłych stoczniowców i stoczniowych emerytów, chętnie słuchają o tym, jak zniszczono stocznie. Przecież przez dziesiątki lat PRL wmawiano im, że tworzą dziesiątą potęgę gospodarczą świata.
Jeśli teraz do Szczecina przybywają najważniejsi politycy PiS z wicepremierem na czele i w dawnej Stoczni Szczecińskiej kładą stępkę pod prom o wartości 450 milionów złotych, obiecując jednocześnie reaktywację państwowego przemysłu stoczniowego, to jest to obietnica wyborcza na miarę wskrzeszenia PRL. To miód na serce milionów tęskniących za komuną Polaków. I nic ich nie obchodzi, że tego promu nawet nikt jeszcze nie narysował, nie mówiąc już o projekcie. A armator zamówi ten prom za nasze, czyli podatników pieniądze u producenta, który nie ma pojęcia, jak takie promy budować, nie ma fachowców, pracowników, ani potrzebnej infrastruktury. Marzenia mają postać głosu oddanego na PiS.

Niech się uczą, jak dawniej

Zmiany w edukacji też nie są przypadkowym wymachiwaniem dwuręcznym mieczem przez porcelanowozębną minister Zalewską. Dla ogromnej wiejskiej i małomiasteczkowej rzeszy nieaktywnych wyborców wprowadzenie gimnazjum było bezrozumnym małpowaniem zachodu. Trudno powiedzieć dlaczego, ale ośmioklasowa podstawówka i dwuletnia zawodówka (nie zapominając oczywiście o czteroletnim liceum i pięcioletnim technikum) uważana jest za coś zgodne z naszą tradycją. Jest to oczywista bzdura, bo w przedwojennej Polsce obowiązywały rozmaite drogi do zdobycia wykształcenia, a pluralizm wynikał z różnych modeli kształcenia we wcześniejszych zaborach, pod którymi żyli Polacy.
Jednak w powszechnej opinii utrwaliła się zła opinia gimnazjów, spotęgowana powszechnymi żartami z „gimbazy” i „gimbusów”. Jeśli więc PiS likwiduje gimnazja i nie pozwala iść do szkoły sześciolatkom pod hasłem „niech mają dłuższe dzieciństwo”, to może na takim ruchu tylko zyskać. Masowe protesty i żądanie prawie miliona osób o przeprowadzenie referendum są w tym wypadku mało ważne. Ważne jest, czy mile połechtani wyznawcy tradycji pójdą na następne wybory.

Nasza chata z kraja

Już w „Weselu” Wyspiańskiego pojawiają się te słynne słowa: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Ten sposób myślenia właściwy jest wielu Polakom. Nic dziwnego, bo od XVII wieku wojny nękały Polskę często, zatem się nie można dziwić, jeśli Polak docenia pokój. Jednak kraj w środku Europy nie może się izolować. Usilne dążenie, by odseparować się od wszelkich zewnętrznych spraw może dać efekty odwrotne od oczekiwanych. Pozbędziemy się sprzymierzeńców i sojuszników. Taką właśnie politykę międzynarodową prowadzi PiS. Historia się powtarza, powtarzane są sanacyjne błędy z lat trzydziestych. Do tego dochodzi rozmyślne i celowe budzenie nienawiści i strachu wobec obcych. Od kampanii wyborczej w roku 2015 Kaczyński ze swymi akolitami konsekwentnie budzi polskie upiory – rasizm, antysemityzm, ksenofobię. To może się przełożyć na duży sukces wyborczy, ponieważ rasistów i antysemitów w Polsce jest więcej, niż kiedykolwiek chcieliśmy to przyznać.

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Niezawisłe sądownictwo, które stało się podstawą demokracji, nie jest wartością dla ludzi, którym demokracja się nie podoba, ani dla tych, którym na demokracji nie zależy. Chęć opanowania sądownictwa stała się po wyborach oczywistością. Najpierw doszło do złamania niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Trwało to długo i wzbudziło wiele kontrowersji. Był to jednocześnie poligon doświadczalny, aby politycy PiS mogli się nauczyć w jaki sposób przejąć kontrolę nad sądami powszechnymi i Sądem Najwyższym. Ciąg dalszy właśnie nastąpił.
Sędziowie należą do grupy barwnie nazwanej wykształciuchami przez Ludwika Dorna, gdy jeszcze był trzecim bliźniakiem. Ludzie takich nie lubią, pokończyli uniwersytety i się mądrzą, zwykle jakoś się w tej nowej rzeczywistości zaczepili, a sędziowie budzą złość największą. Mają bowiem kilka przywilejów, które gwarantują ich niezawisłość wobec władzy wykonawczej.
Władza zaś myśli nie bez racji, że zamiast sędziów niezależnych lepiej mieć sędziów podległych. Bowiem będą wydawać takie wyroki, jakich oczekuje władza. A przeciętny obywatel Polski powiatowej, nie rozumie dziś, że kiedyś się uderzy o mur, gdy całkiem nawet niepolitycznie będzie chciał się przeciwstawić jakiemuś lokalnemu funkcjonariuszowi wiodącej siły narodu. Wtedy już nie będzie niezależnego sędziego, który go obroni przed bezprawiem władzy. Niestety, będzie już za późno.

Miałeś chamie złoty róg

Nie mam zamiaru analizować, dlaczego stało się właśnie tak, a nie inaczej i jakie są przyczyny upadku Polski jako państwa prawa. To jest zadanie dla historyków oraz socjologów i psychologów, którzy zapewne za sto lub więcej lat napiszą na ten temat sążniste rozprawy naukowe. Zadaniem tego tekstu jest pokazanie rzeczywistości, która nieuchronnie doprowadzi do wygranej PiS w kolejnych wyborach parlamentarnych. Myślę, że poddani Pana Prezesa nie będą nawet zmuszeni do fałszowania wyborów, choć liczą się z taką potrzebą i się do niej solidnie przygotowują. Mieliśmy złoty róg demokracji i pozwoliliśmy go sobie zabrać.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (23 votes cast)

Las Kabacki może być zbyt blisko

Manifestacja tzw. sekty smoleńskiej, która polega na przemarszu z kościoła pod pałac prezydencki i przemówieniu Prezesa o dochodzeniu do prawdy, w lipcu 2017 roku odbyła się w wielokilometrowej zagrodzie z metalowych barier, po raz pierwszy bez towarzystwa opozycji, która przybyła wcześniej, powtykała białe róże w kraty policyjnych samochodów i odeszła.

Totalna opozycja poniosła porażkę, próbując zablokować miesięcznicę. (Mariusz Błaszczak)

Minister nakazał swoim podwładnym postawienie kilku kilometrów barier, zablokowanie prawie całego Krakowskiego Przedmieścia oraz w praktyce także ulic dojazdowych, a w ten sposób wyłączenie też sporego obszaru Warszawy z normalnego użytkowania. A następnie radośnie oznajmia w wywiadzie radiowym dla rządowej stacji, że opozycja przegrała. Przegrała, bo nie miała żelaznych barier, ani tysięcy policjantów, a tylko białe róże w rękach. Panu ministrowi warto przypomnieć, że opozycja przegrała również w latach czterdziestych ubiegłego wieku, gdy po prostu niepokornych wsadzano do więzień. Opozycja przegrała w Poznaniu, gdy w czerwcu 1956 roku zaatakowały ją zbrojne jednostki milicji. Również w marcu 1968 roku opozycja przegrała po spałowaniu przez milicję. Przegrała również w grudniu 1970 roku, gdy kazano ją wojsku rozstrzeliwać z broni maszynowej. I po raz kolejny przegrała w Radomiu pod koniec czerwca 1976 roku, gdy milicjanci przepuścili ja przez tzw. ścieżki zdrowia. No i wreszcie przegrała w grudniu 1981 roku, gdy władza wyprowadziła na ulice czołgi i wojsko. Obecna władza ma więc w zanadrzu wiele jeszcze nie wykorzystanych sposobów na doprowadzenie opozycji do klęski.

Rozmawialiśmy o tym, żeby zmienić ustawę o zgromadzeniach, obciążając tymi kosztami tych, którzy deklarują zablokowanie, bo oni są sprawcami wzrostu tych kosztów. Albo niech się przeniosą, na przykład do Lasu Kabackiego. (Mariusz Błaszczak)

Jest tylko jedna wątpliwość. Gdy partia Pana Prezesa, zapewne mającego już wtedy status „błogosławionego” i spoczywającego na Wawelu, będzie za ćwierć wieku lub później tracić władzę, to może okazać się, że w historii Polski nie ma już miejsca na kolejny okrągły stół. I wtedy Las Kabacki będzie zbyt blisko, by Mariusz Błaszczak i jego parteigenossen mogli się w nim skryć.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.3/10 (12 votes cast)

Antygona

Mitologiczna Antygona była córką Edypa oraz siostrą dwóch braci, którzy po śmierci ojca mieli sprawować władzę w Tebach naprzemiennie. Jednak sprawujący władzę jako pierwszy Eteokles nie przekazał jej bratu Polinejkesowi. Ten zapewnił sobie pomoc zewnętrzną i na czele obcych wojsk najechał Teby. Obaj bracia w tej walce o władzę zginęli. Ich krewny Kreon, który został królem, Eteoklesa kazał pochować jak bohatera, obrońcę ojczyzny, zaś zdrajcę i najeźdźcę Polinejkesa kazał pozostawić na polu bitwy i zabronił urządzenia mu pogrzebu, co według wierzeń greckich oznaczało wieczną tułaczkę i brak możliwości wejścia do krainy zmarłych Hadesu. Dwie osierocone przez ojca, a potem przez braci, siostry zachowały się inaczej. Ismena uznała prawo Kreona, prawo królewskie, bowiem bała się sprzeciwić władcy. Antygona uznała, że nad prawem stanowionym przez króla ważniejsze są prawa boskie, nakazujące grzebać umarłych. Wyprawiła tajemny pogrzeb bratu – zdrajcy. Rzecz jasna nie dało się tego utrzymać w tajemnicy. Kreon ratując swój prestiż władcy skazał Antygonę na śmierć. Wówczas Hajmon, syn Kreona i narzeczony Antygony popełnia samobójstwo. Na wieść o śmierci syna popełnia samobójstwo też żona Kreona Eurydyka. Kreon zmusza więc poddanych do posłuszeństwa i potwierdza niezłomność swej władzy królewskiej, ale traci rodzinę i szczęście, bowiem podjął decyzję nakazującą łamać prawa boskie i za to został ukarany.

Historia Antygony stała się kanwą dla klasycznego dramatu Sofoklesa napisanego pięć wieków przed naszą erą. Do dziś uważa się, że jest to jeden z najwybitniejszych dramatów i nieustannie jest wciąż wystawiany na scenie. Osią dramatu jest konflikt pomiędzy prawem królewskim, dziś byśmy nazwali je prawem państwowym, stanowionym przez ludzi – a prawem boskim, co dziś raczej skłonni bylibyśmy nazwać prawem naturalnym lub nawet podstawowymi prawami człowieka. Sofokles prowadząc fabularną nić swojej klasycznej tragedii jasno chciał dać do zrozumienia, że prawo stanowione przez człowieka nie może górować nad naturalnym. Że łamiąc to ostatnie, nawet w patriotycznym celu, władca musi ponieść klęskę w wymiarze ludzkim.

Lat temu ponad czterdzieści, gdy byłem uczniem liceum, wraz z grupą koleżanek i kolegów postanowiliśmy przedstawić historię Antygony. Dla nas wymowa tagedii była oczywista. Antygona była ikoną sprzeciwu wobec władzy. A jednocześnie ten dramat jako typowy przykład maski historycznej, nie powodował podejrzliwości ludzi dorosłych, od których zależało, czy będziemy mogli ten dramat pokazać. Nasza wersja była uwspółcześniona. Poza Antygoną, która występowała w klasycznym stroju greckim, pozostałe postacie były ubrane w stroje współczesne. Jedynym elementem scenografii był stary, zabytkowy wręcz fotel, który grał tron Kreona. Nasza inscenizacja mówiła widzowi, że oto ma przed sobą starożytną tragedię, która ma oczywiste odniesienia do współczesności. Tragedię ponadczasową. Pamiętam, że sporo się napracowałem przerabiając scenariusz dramatu tak, aby postacie mówiły całkiem współczesnym językiem. Również muzyka, którą wykorzystaliśmy jako tło, była muzyką naszego pokolenia. Dziś z perspektywy czasu wiem, że nie stworzyliśmy dzieła genialnego, ale przybywali na nasze przedstawienie uczniowie innych szkół średnich w mieście i to nie z obowiązku, bowiem nasza działalność była na prawdę pozalekcyjna, a przedstawienia odbywały się wieczorami.

Antygona była dla nas symbolem sprzeciwu wobec autorytarnej władzy i nie mieliśmy wtedy pojęcia, że od dawna ta tragiczna postać dramatu greckiego jest symbolem obywatelskiego nieposłuszeństwa. Sprzeciwu, który nie używa przemocy, ale przeciwstawia się prawu stanowionemu przez autorytarną władzę, która łamie prawa naturalne i prawa człowieka. Dziś Antygona jest patronką obywateli z białymi różami, którzy stają na przekór władzy, którzy sprzeciwiają się seansom nienawiści urządzanym przez partię, której Kreonem jest mały zakompleksiony człowieczek. Władza jest jedynym fetyszem, dla którego on jeszcze oddycha.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.2/10 (5 votes cast)

Zbrojne ramię Boga

Krzyżowcy, którzy najechali Jerozolimę w początkach poprzedniego tysiąclecia, przekonani byli, że działają w imię Boga. Ramieniem Boga długo była Święta Inkwizycja, która tysiącami mordowała ludzi o okresie kontrreformacji i tak samo czuli się konkwistadorzy nawracający Indian ogniem i mieczem. Za ramię Boga zapewne uważali się tureccy zdobywcy Konstantynopola, gdy po udanej rzezi obrońców Konstantynopola zaczęli przerabiać bazylikę Hagia Sophia na meczet.

Jeszcze papież Leon XIII panujący na przełomie XIX i XX wieku pisał:

Kara śmierci jest koniecznym i efektywnym środkiem, by Kościół mógł osiągnąć swój cel, gdy buntownicy działają przeciwko niemu, a burzycieli wspólnoty Kościoła, zwłaszcza zatwardziałych heretyków i przywódców herezji nie można powstrzymać za pomocą żadnej innej kary przed ciągłym zakłócaniem porządku Kościoła i skłanianiem innych do wszelkiego rodzaju przestępstw …. Gdy oceni się, że perwersja jednego lub kilku może przynieść ruinę wielu jego [tj. Kościoła] dzieci, jest on zobowiązany skutecznie ją usunąć w taki sposób, że jeśli nie będzie innego środka zaradczego, by uratować jego członków, może on i musi tych podłych ludzi zgładzić.

On też chciał być zbrojnym ramieniem Boga.

Dziś młodzi ludzie z tzw. Młodzieży Wszechpolskiej i ONR, którzy maszerują karnie w umundurowaniu przypominającym niemieckie oddziały SA, oddają „rzymski salut” jak członkowie SS i krzyczą „Chrystus Rex”, zapewne też chcą być zbrojnym ramieniem Boga. Od blisko dwóch lat widać też coraz dalej idący romans ołtarza z tronem. Kościół gromko piętnuje tych, którzy sprzeciwiają się obecnej władzy, nie szczędzi przy tym ostrych lub wręcz nienawistnych epitetów. Ksiądz nazista i kapelan środowisk nacjonalistycznych Jacek Międlar został w końcu usunięty z kapłaństwa za grzeszny związek z kobietą, a nie za podżegające do nienawiści kazania. Głosy nielicznych biskupów, którzy mówią inaczej, są słabo słyszalne. Księżom takim, jak Adam Boniecki instytucje kościelne zabraniają publicznych wypowiedzi.
Nie po raz pierwszy tak się dzieje. Biskup Teodor Kubina skomentował Pogrom Kielecki w 1946 roku:

…absolutnie nic nie usprawiedliwia zasługującej na gniew Boga i ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnocie…

Został za to skrytykowany i upomniany przez Konferencję Episkopatu Polski.

Partia Jarosława Kaczyńskiego od chwili objęcia władzy nie ustaje w działaniach, które mają przypodobać się Kościołowi. Widać to zarówno w darowiznach finansowych, których beneficjentami są rozmaite instytucje kościelne, ale także w modelu kształtowania prawa, który zmierza w kierunku oddania Kościołowi nie tylko dusz, ale i ciał. Krok po kroku dokonuje się sakralizacja władzy przy wsparciu hojnie zasilanego finansowo Kościoła.
Władza, która uważa się za ramię Boga jest groźna, ponieważ postrzega siebie jako nieomylną, jej działania zawsze są słuszne, moralne i dobre, a przeciwnicy władzy równocześnie wrogowie Boga, odszczepieńcy, w najlepszym wypadku heretycy. Ramię Boga z heretykami nie dyskutuje, ale z nimi walczy, najlepiej ogniem i mieczem.
Gdy widzimy dziś seanse nienawiści, jakie urządza Jarosław Kaczyński w religijnej oprawie przy współuczestnictwie Kościoła i spojrzymy na szeroko rozumiane religijne zgromadzenia Rodzin Radia Maryja i Klubów gazety Polskiej, których wycie nienawiści dyrygowane przez posłów Prawa i Sprawiedliwości takich, jak Krystyna Pawłowicz, słyszeliśmy podczas wizyty prezydenta amerykańskiego Donalda Trumpa, zaczynamy się zastanawiać, dokąd to prowadzi.

To się po prostu może skończyć wojną domową, jak w Hiszpanii. Poziom wzajemnego niezrozumienia i przekonania, że ci drudzy są zdolni do wszystkiego, co najgorsze, i w ogóle nie są ludźmi, tylko zwierzętami, jest ogromny. Dziś elektorat PiS-u uczony jest myśleć o uchodźcach jako dzikich zwierzętach, a za chwilę okaże się, że myśli tak o przeciwnikach politycznych. Stąd blisko już do przekonania, że takimi samymi zwierzętami są wyborcy Platformy. (profesor Piotr Osęka, Instytut Studiów Politycznych PAN)

Kraj stacza się po równi pochyłej. Z każdą chwilą do hańby i zgrozy jest coraz bliżej. Z jednej strony coraz bardziej panoszy się brunatna hołota w mundurach jak z hitlerowskiego koszmaru, popierana przez władzę i Kościół, obok stoi władza zacierająca ręce na myśl o wykorzystaniu tych bojówek. I są jeszcze miliony machających lekceważąco ręką, mówiących, że to tylko nieliczne grupki, że to wszystko krzykacze bez znaczenia, że aby tylko do wyborów jakoś ten wybryk wytrzymać. A z drugiej strony nieliczna grupka wołających na puszczy, których nikt nie słucha. Dopóki nie przyjdzie po nas wszystkich zbrojne ramię Boga.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.7/10 (7 votes cast)

Ciemność widzę

W 2015 roku, gdy nadzieje pisowskiego ludu powoli stawały się faktem, w pewnym gimnazjum niedaleko Pabianic młodzież szkolna zrobiła wystawę o dyskryminacji (ze względu na wyznanie, kolor skóry i orientację seksualną). Gdy okazało się, że wystawa nie podoba się wójtowi i narodowcom z ONR, a Radio Maryja oskarżyło szkołę o promowanie dewiacji, dyrektor kazał wystawę natychmiast usunąć. Obecnie nauczycielka tej samej szkoły skrytykowała na Facebooku (prywatnie) ONR, a potem szybko przeprosiła narodowców, przypuszczalnie pod wpływem reprymendy otrzymanej od dyrektora. Cóż, gimnazjum będzie likwidowane, zapewne postawa nauczycielki może mieć znaczenie przy dalszym ewentualnym zatrudnieniu w innej placówce. To w końcu nieduża miejscowość. Każdy następny nauczyciel będzie znacznie ostrożniejszy w swoich wypowiedziach, jeśli nie jest zwolennikiem nacjonalistów.

Gdy pod koniec ubiegłego roku odbywał się „czarny protest” kobiet, nauczycielki z pewnej szkoły, choć nie mogły wziąć w nim udziału, solidarnie ubrały się na czarno. Zrobiły sobie zdjęcie, jedna z nich umieściła je na Facebooku. Zadenuncjował je kolega, jakby popełniły przestępstwo. Zajęła się tym komisja dyscyplinarna przy kuratorium i być może tylko dlatego, że sprawa stała się głośna, nauczycielki zostały uniewinnione. I to pomimo, że pisowska minister Anna Zalewska odgrażała się, że agitacja polityczna w szkole jest niedopuszczalna. Oczywiście gdy w innej szkole odbywały się pogadanki ONR, to pani minister nie reagowała. Sprawa skończyła się dla nauczycielek szczęśliwie, na dodatek okazało się dzięki rozgłosowi, że kolega z pokoju nauczycielskiego to nie tylko narodowiec z przekonań, ale i złodziej skazany prawomocnym wyrokiem. Jednak wielu innych nauczycieli i szerzej – osób zatroskanych o pewność swego zatrudnienia – zastanowi się, zanim weźmie udział w manifestacji, albo chociaż da wyraz swym sympatiom politycznym na Facebooku.

Jeszcze wcześniej zaczęła się głośna sprawa nauczycielki, która odważyła się zdjąć krzyż zawieszony w pokoju nauczycielskim. Została przez współpracowników okrzyknięta złodziejką, była szykanowana przez dyrekcję. Wreszcie sprawa, która zrobiła się już głośna na całą Polskę, trafiła do sądu. Wydawałoby się, że zakończyła się szczęśliwie dla nauczycielki. Sąd okręgowy uznał, że stosowano wobec niej mobbing, nakazano publiczne przeprosiny i wypłatę odszkodowania. Jednak, gdy sprawa się już kończyła w Polsce na dobre już rządziła pisowska „dobra zmiana”. Minister Ziobro zarządził złożenie specjalnej kasacji do Sądu Najwyższego przez prokuraturę, która de facto nie miała nic do sprawy, bo była to sprawa z oskarżenia prywatnego. I choć w ostateczności Sąd Najwyższy tego wyroku nie zmieni, to nauczycielka i wszyscy inni dostali jasny sygnał. Nie damy wam spokoju, każdy sprzeciw wobec nas będziemy ścigać. Będziemy was nękać oskarżeniami, pomówieniami, naślemy policjantów, prokuratorów, może kiedyś sędziów, a jak się nie da inaczej to chociaż hejterów Szefernakera. Nie damy wam spokoju, więc lepiej siedźcie cicho.

Przedstawiłem tylko trzy, z wielu podobnych historii, te najbardziej znane, dzięki mediom, dzięki społecznościom z Facebooka. A można wierzyć, że podobnych przypadków było wiele. Ktoś kasował swoje konto zaatakowany przez prawicowych nacjonalistów, bojąc się o bezpieczeństwo, ktoś inny bał się gróźb denuncjacji w zakładzie pracy. Ktoś jeszcze inny ugiął się pod wpływem „perswazji” przełożonego w pracy lub księdza z parafii. Gdy władza otwarcie grozi swoim przeciwnikom, szeregi odważnych topnieją. Polska brunatnieje w zatrważającym tempie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Droga bez powrotu

Pierwszego lipca 1946 w Kielcach zaginął ośmioletni chłopiec, znalazł się trzy dni później i najprawdopodobniej dla uniknięcia kary wymyślił, że został porwany. Wśród kieleckiej ludności pojawiła plotka, że Żydzi porywają i trzymają w piwnicy polskie dzieci. O ile można zrekonstruować fakty, o tyle trudno dziś dojść do motywów. Milicjanci, którzy poszli sprawdzić budynek, w którym mieścił się Komitet Żydowski, zachowywali się prowokująco i podsycali plotki. Można przypuszczać, że być może byli zainteresowani możliwością przeszukania budynku, bo po wojnie nadal krążyły rozmaite fantastyczne opowieści o bogactwie Żydów. Plotka rosła podsycana przez kolejnych ludzi aż wreszcie 4 lipca doszło do pogromu. Zginęło 40 osób. Przez wiele lat wokół tego wydarzenia panowała zmowa milczenia. Gdy wreszcie zaczęto się tym zajmować, dominującym elementem narracji była wersja mówiąca o celowej politycznej prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa. I nawet gdyby tę wersję przyjąć za prawdziwą, choć bardziej prawdopodobne jest, że plotkę rozpowszechniali ludzie mający chęć zagarnąć rzekome złoto Żydów, to w pogromie uczestniczyli nie tylko żołnierze i milicjanci, ale również przynajmniej kilkudziesięciu zwykłych mieszkańców miasta.
W siedemdziesiątą pierwszą rocznicę pogromu media społecznościowe obiegła, udostępniana masowo przez tysiące Polaków, fałszywa i ewidentnie wymyślona w złej wierze informacja, że w Koszalinie podczas niedzielnej giełdy Arabowie, muzułmanie usiłowali porwać kilka kobiet usypiając je jakimiś środkami. Rzekomo zwabiano je możliwością kupna taniej odzieży. Nie trzeba być historykiem, by zauważyć przerażające podobieństwo zastosowanego mechanizmu rozsiewanej plotki i łatwo sobie wyobrazić, jakie mogłyby być tego konsekwencje.
Starożytni Rzymianie mawiali, że historia jest nauczycielką życia. Niestety od zarania cywilizacji, są idioci, którzy nie potrafią nauczyć się niczego i ludzkość powtarza te same błędy jak w jakimś potwornym chocholim tańcu. Przypomnijmy, że począwszy od 64 roku naszej ery, gdy w starożytnym Rzymie dokonano pogromu chrześcijan, w wyniku plotki oskarżającej ich o podpalenie miasta, za każdym razem działał ten sam mechanizm. Mówi się dziś, że to sam Neron kazał rozpowszechniać plotkę o podpaleniu Rzymu przez ludność chrześcijańską.
Na początku wieku XVI w Lizbonie dokonano masowego mordu od tysiąca do nawet czterech tysięcy Żydów, motywacją podburzających plotek była chęć wzbogacenia, bowiem atak został przede wszystkim skierowany przeciw najbogatszym. W 1182 roku w Bizancjum dokonano masakry łacinników, czyli chrześcijan wyznania rzymskiego. Motywem była konkurencja kupców miejscowych z kupcami z Italii. W latach 1917 – 1919 na Ukrainie dokonywano pogromów na Żydach, chcąc skonsolidować patriotycznie ludność ukraińską. Inicjatorem pogromów był tzw. Dyrektoriat. W 1992 roku w Indiach hinduiści zostali podburzeni i wymordowali kilka tysięcy muzułmanów. Oficjalnie motywy zbrodni były religijne. Zawsze znajdą się jacyś obcy – muzułmanie lub chrześcijanie, Żydzi lub Cyganie – na których można skierować gniew sfrustrowanego i nieszczęśliwego tłumu. Potrzebni są jedynie prowokatorzy, jak w piosence Jerzego Klesyka z 1981 roku.

Ja jestem pro, ja jestem prowokator.
Pionek historii, władzy trzon,
Co wyzwala w was emocje, burzy krew!
Ja funkcjonariusz nieuchwytny,
Po cichu zjawiam się i niknę,
I z igły widły robię, wodę z mózgu, ludu gniew!

Niekiedy rolę prowokatorów odgrywają pożyteczni idioci, jak ci, którzy tysiącami udostępniali idiotyczną rewelację na Facebooku. Jeśli do tego dodamy jeszcze koniunkturalny rząd, który podsyca lęki i fobie, aby rozzłoszczone tłumy wykorzystać przeciw swym przeciwnikom politycznym, to mamy gotowy przepis na tragedię. Historia uczy nas, że raz uruchomionej machiny nienawiści nie da się okiełznać. Politykom wydaje się, że łatwo zapanują nad rozmaitymi ekstremistami, a w rzeczywistości to oni zaczynają panować. Politykom Republiki Weimarskiej również wydawało się, że wykorzystają nazistów do zneutralizowania lewicy, a potem jakoś sobie poradzą. Nie poradzili sobie.

Głupota najlepiej przechowuje się w tradycji. (Ryszard Nowosielski)

Nic więc dziwnego, że lęki, fobie i nienawiść najlepiej rozwijają się w środowiskach konserwatywnych, prymitywnie religijnych i prostackich. Rząd Partii Jarosława Kaczyńskiego prowadzi kraj w złym kierunku. Rośnie nienawiść bezrozumnie skierowana do rozmaitych grup, a nawet pojedynczych osób mówiących innym językiem lub mających inny nieco wygląd. Liczba napaści z podłożem rasistowskim i ksenofobicznym liczy się w tym roku już w tysiącach. Są to nadal najczęściej chuligańskie wybryki, ale to tylko kwestia czasu, gdy oszalały z nienawiści tłum dokona pogromu. Na kim? Tego dziś nie wiadomo, ale idziemy drogą bez powrotu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Epidemia głupoty

Ponad rok temu napisałem krótki i zdecydowanie złośliwy tekst zatytułowany Drodzy Rodacy. Zaczynał się słowami:

Jesteście kretynami. Z Waszego zachowania en masse wynika, że konkurencji intelektualnej z amebą byście nie wygrali. Można wręcz żałować, że nie ma jakiejś zbiorowej wersji nagrody Darwina.

Powiedzmy sobie szczerze, dziś w połowie roku 2017 jest gorzej. Epidemia głupoty zbiera swe żniwo. Dziś przeglądając rozmaite informacje natrafiłem gdzieś na stwierdzenie, że wśród Polaków, którzy najbardziej boją się uchodźców i terroryzmu, który rzekomo przywlecze się za nimi, są chłopi, mieszkańcy wsi. 60% z nich obawia się terroryzmu w Polsce po przyjęciu uchodźców.
– Noż ku*** – pomyślałem – czyżby światowe media kiedykolwiek podawały, że arabscy terroryści najbardziej lubią rozpier*** obory i sławojki na polskiej ścianie wschodniej? Wpadnie do zagrody terrorysta Ahmed, zgwałci chłopu jego starą Franię, co ma trzy zęby na krzyż, a na dodatek dwie krowy, o które gospodarz będzie najbardziej zazdrosny. A na koniec jebudu i łup! Wysadzi mu sławojkę, którą pradziadek jeszcze za Witosa budował.
Tak, to ten sam pradziadek, który mówił wtedy, że jak rząd każe stawiać, to on postawi, ale srać tam i tak nie będzie.

Pamiętacie czarną wołgę, co to jeździła niby po naszej socjalistycznej ojczyźnie i porywała dzieci? Za cholerę nikt nie wiedział, po co niby miałaby porywać dzieci i nikt też oprócz gówniarzerii nie wierzył w te brednie. Opowiastka służyła temu, żeby szczyle z pierwszej klasy po lekcjach się po targowisku nie włóczyły, tylko grzecznie zasuwały do domu. Ale dziś przecież mamy XXI wiek, nie tam jakiś zacofany PRL. Zatem debile na fejsbuku sobie przekazują takie opowiastki i juz nie ma tam czarnej wołgi, tylko muzułmanie, którzy nasze polskie chrześcijańskie baby porywają podstępem. Ciekawe skąd się wzięli, skoro ludzki pan prezes Kaczyński ich nie wpuszcza i nie wpuści ani jednego, co wczoraj dobitnie oznajmił swojemu ludowi.

Ludzie! Co myśmy spieprzyli? Skąd ta epidemia kretynów? Jak w jakimś horrorze klasy B. „Świt żywych debili” – reżyserował Bohdan Poręba, scenariusz napisali Jan Pietrzak z Marcinem Wolskim po obaleniu trzeciej półlitrówki. Zaczyna się, gdy wierny lud pisowski zapierdziela na miesięcznicę. A potem jak u Hitchcocka – napięcie wciąż rośnie, a na koniec wszyscy śpiewają „żeby Polska była Polską”.

Litości, chcę się już obudzić!

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.6/10 (12 votes cast)

Brakujące hasło

Niekiedy przeglądam sobie słowniki w poszukiwaniu jakiegoś słowa, chcę uściślić znaczenie lub sprawdzić pisownię, czy odmianę. I nagle okazuje się, że jakiegoś hasła brakuje, a czasem jest w złej wersji. Też tak macie?

Biblia ż I, DCMs.~lii; lm D. ~lii
1. Biblia lit. „starożytna powieść pełna morderstw, korupcji, ksenofobii, bestialstwa, kazirodztwa i okrucieństwa. Najczęściej czytana dzieciom w niedzielne poranki.”
2. przen. Książka będąca dla kogoś autorytetem, wyrocznią, z której czerpie się wzory postępowania.
3. pot. Książka dużych rozmiarów, gruba.
< gr. >

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Tytuł zastępczy

Poniższy felieton powstał jako produkt uboczny moich zainteresowań audiofilskich i dyskusji na forach skupiających hobbystów audio. Z drugiej strony można też zauważyć, że na tym przykładzie opieram też ogólne informacje o manipulacji, bowiem metody, które stosują manipulatorzy są identyczne. I nie jest ważne, czy starają się nas przekonać, ze powinniśmy kupić kable głośnikowe droższe od całego zestawu audio, czy magnetyzer wody, przywracający pamięć wody żywej, czy homeopatyczne leki na raka, czy wreszcie idee polityczne. Oszuści zawsze bazują na niewiedzy, strachu i obawach. I często się im udaje. Niestety, nie miałem pomysłu na tytuł, który by dostatecznie jasno sygnalizował zawartość oraz intencje autora.

Kiedyś były modne takie poradniki z zakresu najczęściej spraw technicznych, tłumaczone często z angielskiego, a mające w tytule zwrot „dla opornych” (for dummies).
Pomyślałem sobie, że w dobie rozkwitu rozmaitych garażowych inwestycji w kosmiczne technologie produkcji grających kabli, może przyda się taki mini podręcznik w zakresie odpowiedniego manipulowania odbiorcami, by byli chętniejsi do wydawania kasy na kable.
Zatem zaczynam pisać…

Manipulacja dla opornych
czyli dlaczego kable grają

1. Współczesny świat jest bardzo skomplikowany. Korzystamy ze sporej liczby urządzeń, których sami nie tylko nie potrafilibyśmy wykonać, ale często nawet nie rozumiemy zasad ich działania. O ile jesteśmy w stanie ciekawskiemu kilkulatkowi jakoś tam wytłumaczyć działanie pralki i cud wkładania brudnej, a wyjmowania czystej bielizny, to już lodówka sprawi nam więcej kłopotu. Mikrofalówka zaczyna powoli przypominać czary, bo jakże coś, co samo w sobie nie jest zimne ani gorące (mikrofale) potrafi zagotować np. wodę? Ba, warto przypomnieć sobie słynne prawo Arthura C. Clarke’a, sławnego pisarza science-fiction.

Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.

To prawo daje nam potężną broń do ręki. A jest nią atawizm. Przez setki tysięcy lat człowiek z zabobonnym lękiem traktował świat go otaczający, nie rozumiejąc przyrody i zjawisk naturalnych, składał pokłony i ofiary wyimaginowanym bożkom, by zdobyć ich przychylność. Także dziś, jeśli się odwołamy do atawizmu, jeśli wzmocnimy naturalne lęki ludzkie, możemy wmówić otoczeniu prawie wszystko. Skoro większość ludzi nie ma pojęcia jak działają szczepionki, a informacja o wstrzykiwaniu komuś zarazków śmiertelnych chorób budzi naturalną odrazę, to nie jest wcale trudne wmówić ludziom, że szczepienia to nic dobrego, bowiem wymyśliło to okrutne lobby farmaceutyczne w celu bezustannego bogacenia się i trucia ludzi, aby zmniejszyć ich populację na świecie. Przecież to genialnie oczywiste, czyż nie? Spiskowe teorie są dobre na wszystko i zwykle wyjaśnią każde zjawisko i wydarzenie, którego ludzie nie rozumieją lub którego nie chcą zrozumieć ze względu na emocje związane z tym wydarzeniem lub zjawiskiem.

Chemitrails? Skoro nie wiemy, co to takiego są smugi kondensacyjne, jak i dlaczego powstają, to przecież oczywiste, że łatwiej uwierzymy w jakieś tajne działania przeciw ludzkości inicjowane przez „wiadome siły”. Człowiek często woli mieć urojonych potężnych wrogów, od realnych, bo nie czuje się tak podle, gdy przegrywa.
Zamach w Smoleńsku? Ależ oczywiście łatwiej się pogodzić z tym, że potężny wróg, chciał zgładzić prezydenta, niż z tym, że wszystko od samego początku było byle jak przygotowane. Że prezydent się spóźnił, że piloci nie mieli ważnych uprawnień, że tylko jeden jako tako kumał po rosyjsku, że kokpit samolotu przypominał burdel, że wreszcie samolot i jego możliwości techniczne to nie to samo co drzwi od stodoły.
Zatem, jeśli tylko się da, zmontujmy zgrabną teorię spiskową, nie musi być zbyt logiczna, nie musi być naukowa (naukowość nawet jej zaszkodzi), byle wpisywała się emocjonalnie w oczekiwania naszych odbiorców. Aby stawiała ich w dobrym świetle, a innych w złym. Aby odwoływała się do ich mądrości i szlachetności, nawet jeśli w rzeczywistości są durni i podli. Postarajmy się też, by ta teoria stawiała ich w lepszym świetle, czyniła z nich wybranych i elitę, która rozumie, która przejrzała światowe spiski, która wreszcie nie da się dalej oszukiwać.

2. Skoro już wiemy, że świat jest zbyt skomplikowany, by przeciętny Kowalski, Smith czy Nguyen go był w stanie zrozumieć, to swobodnie możemy przywoływać rozmaite teorie naukowe, nawet nieistniejące. Ważne jest bowiem, by czytelnicy lub słuchacze mieli do nas zaufanie. Niniejszy tekst nie traktuje o zdobywaniu zaufania. W tym celu trzeba będzie przeczytać lifestylowy poradnik pod tytułem „Zdobywanie zaufania dla opornych”.
Jak wykorzystać naukę do manipulacji, jak zaprzeczyć zjawiskom oczywistym i zrobić wodę z mózgu słabiej myślącym odbiorcom? Oto cytat z pewnego forum audiofilskiego, którego celem jest przekonanie odbiorców do uwierzenia w szczególny wpływ kabli łączących sprzęt audio na dźwięk. Układ tekstu i brawurowe słowotwórstwo pozostawiono w oryginale.

Ignoranctwem jest myślenie, że wszystko zostało już odkryte i zbadane.
Prosty, a jakże jaskrawy przykład:
GRAWITACJA
Patrzcie, otacza nas z każdej strony od zarania dziejów. A do tej pory nie wyjaśniono jak to działa.
Z prądem też tak prosto nie jest.
Dopóki nie zrozumiemy dokładnie jak działa prąd elektryczny. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje.

Każdy myślący czytelnik zaproponowałby takiemu melepecie, by spuścił sobie na łeb cegłę, to na pewno by się przekonał, jak działa grawitacja. Albowiem w powyższej teorii zastosowano podstawową manipulację słowną. Otóż od czasów Newtona, a po części wcześniej już od Galileusza, wiemy doskonale jak działa grawitacja. Newton określił to precyzyjnie w prawie powszechnego ciążenia. I nie trzeba być Stephenem Hawkingiem, by to zrozumieć.

Między dowolną parą ciał posiadających masy pojawia się siła przyciągająca, która działa na linii łączącej ich środki, a jej wartość rośnie z iloczynem ich mas i maleje z kwadratem odległości.

Możemy się najwyżej zastanawiać nad tym dlaczego grawitacja działa, ale nie jak działa. Mówiąc inaczej, jesteśmy w stanie na rozmaite sposoby korzystać z grawitacji lub też nie próbować rozmaitych rzeczy, ze względu na to, że wiemy, jak działa. W tym zakresie bowiem nie ma żadnej nieodkrytej tajemnicy.
To samo dotyczy prądu elektrycznego. A już wisienką na torcie tego monologu manipulacyjnego jest ostatnie zdanie. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje. A niby dlaczego nie można? Co to ma wspólnego z wątpliwościami autora dotyczącymi grawitacji i prądu elektrycznego?
To klasyczny sposób manipulacji, który można nazwać „od szczegółu do ogółu”. Kiedyś okradł mnie facet z Warszawy, więc warszawiacy to złodzieje. Na tej samej zasadzie Polacy to lenie i pijacy, a wszyscy Arabowie to terroryści. Ten numer zawsze się uda z większością waszych potencjalnych słuchaczy, czy klientów.

3. Skoro już ustaliliśmy, że większość ludzi „nie ogarnia” współczesnej technologii i nauki, to spójrzmy teraz, jak możemy wykorzystać to zjawisko dla celów manipulacji. Zakładam, ze zdobyliśmy już zaufanie odbiorcy, który traktuje nas z odpowiednią atencją.

Na Politechnice Warszawskiej zmierzają ku końcowi prace nad opracowaniem nowej, rewolucyjnej w audio technologii. Naukowcy postanowili tym razem zastosować w akcesoriach bursztyn. Stosowany powszechnie kwarc i jego pochodne, okazały się znacznie mniej skuteczne w walce z zakłóceniami sygnału elektroakustycznego /…/
Za wytrwałość i dociekliwość brawa należą się głównie dwóm polskim inżynierom… przy okazji doświadczonym użytkownikom sprzętu Hi-Fi i audiofilom.

To cytat z pewnej strony z recenzjami audiofilskich gadżetów. Jeśli przeczytamy informację o prowadzeniu prac badawczych w dowolnej dziedzinie na jakimś uniwersytecie, bądź na politechnice, będziecie pewni, że chodzi o oficjalny program badawczy, że jest to jedno z zadań jakie postawiła przed sobą uczelnia lub jakiś jej wydział. Czy przyjdzie wam do głowy, że po prostu chodzi o hobbystyczne zajęcia ludzi, którzy szczęśliwym dla siebie trafem są pracownikami uczelni? Raczej nie. Powołanie się na autorytety akademickie dodaje powagi każdej informacji. Dobrze też przywołać jakieś naukowe dane, które przekonają czytelnika, że ma do czynienie z rzetelna relacją o naukowej podbudowie.

Wszyscy pamiętamy jego nadzwyczajne własności w dziedzinie elektryczności statycznej. Sugeruje to od razu możliwość stosowania go w kondensatorach o bardzo specyficznej charakterystyce. Dla formalności dodamy że bursztyn elektryzuje się ujemnie. Jest mieszaniną, w której głównym pierwiastkiem jest węgiel 67-81% i siarka około 1%, pozostałą część w udziale 10-11% stanowią tlen i wodór. Większość odmian bursztynu zawiera kwas bursztynowy w ilości od 3 do 8 %. Wzór chemiczny bursztynu jest banalnie prosty (prostszy nawet od alkoholu) C10H12O. W zależności od odmiany ciężar właściwy bursztynu oscyluje wokół 1kg/dcm3 czyli jest podobny do wody. To z tego powodu lżejsze odmiany bursztynu pływają na jego powierzchni, a cięższe toną.

Jeśli czytelnik z chemią ma do czynienia głównie w dziale „chemia domowa” miejscowego marketu, będzie zapewne pod wrażeniem. Mało komu przyjdzie do głowy sprawdzać tak naukowe informacje. A warto by było, bo dowiedzielibyśmy się, że bursztyn jest mieszaniną związków polimerowych, w której składzie znajduje się kwas bursztynowy C4H6O4, ale trudno chyba mówić o jakimś jednoznacznym wzorze chemicznym całego bursztynu. Być może zadalibyśmy sobie pytanie, co ma do rzeczy fakt, że lżejsze odmiany bursztynu unoszą się w wodzie? Za to uświadomilibyśmy sobie, że bursztyn, choć powierzchniowo elektryzuje się ujemnie przez potarcie, to nie przewodzi prądu, jest izolatorem. Oczywiście w przedstawieniu naukowym „grającego”gadżetu w postaci drutu w szklanej rurce wypełnionej drobinkami bursztynu bardzo pomocne będą zdjęcia. Zdjęcia muszą sprawiać wrażenie potęgujące przekonanie odbiorcy o wyjątkowym zaawansowaniu technicznym powstającego produktu. Przydatna na pewno będzie fotka w podczerwieni, do tego jakaś aparatura badawcza (obojętnie jaka, większość i tak nie skuma), a jak by jeszcze znalazły się wykresy, to byłoby wspaniale. Technicznie i naukowo brzmiące terminy są oczywiście bardzo pomocne. Jednak gdy w podpisie zdjęcia znajdzie się informacja o miedzi bezglutenowej, to można nabrać wątpliwości, czy artykuł jest tak rzetelny, jak wcześniej czytelnik przypuszczał. Zatem uważnie i czujnie dobierajmy mądre słowa, aby samemu na siebie nie zastawić pułapki werbalnej.

Inkryminowany artykuł kończy się wzniosłymi słowami, które z jednej strony odwołują się do sfery emocjonalnej (Oto właśnie rodzi się nowa idea) i one właśnie mają być tym mocnym końcowym akcentem, który utkwi w pamięci i z którym czytelnik uskrzydlony pójdzie z nadzieją na nową wspaniałą technologię. Ale też jest odwołanie do znanej audiofilskiej imprezy i niejako ogrzanie się w jej bliskości. Przecież jeśli coś zostanie pokazane na tak prestiżowej wystawie, to nie może być zwykłym oszustwem.

Mamy nadzieję, że filtry w wersji produkcyjnej będziemy mogli zobaczyć na jesiennej wystawie Audio Video Show 2017. Już teraz wiemy, że lekkiej zmianie ulegnie termin. Wystawa nie odbędzie się w pierwszy weekend listopada po święcie zmarłych. Oto właśnie rodzi się nowa idea.

A zatem drogi początkujący manipulatorze, obojętnie czy chcesz w swym garażu produkować kable audio w kosmicznej technologii, mające wyjątkowe właściwości, czy też myślisz o zrobieniu kariery politycznej, wiedz, że dziedzina jest nieważna, a metody są takie same. Teraz ty też wiesz, jak to się robi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Zmierzch rozumu

Rozkwit renesansu w Polsce bywa nazywany też złotym wiekiem. Nic dziwnego, bo wspólna monarchia polsko-litewska osiągnęła wówczas szczyt swojej potęgi. Dzięki rozwijającej się w Europie reformacji religijnej osłabł także Kościół Katolicki w Polsce, co korzystnie odbiło się na wewnętrznej polityce, a co najważniejsze wtedy właśnie powstał wspólny literacki język polski. Zaczynał się może nieco niezdarnie od zagmatwanych tekstów pisanych dość nieudolnie przez Mikołaja Reja. Ale już wkrótce pojawił się Jan Kochanowski – wszechstronnie wykształcony, znający języki i obce kraje, a przede wszystkim utalentowany poeta. Nie bez powodu nazywamy go dziś ojcem literatury polskiej. Wykształcenie zaczęło być modne. Coraz więcej synów szlacheckich uczęszczało do szkół i na uniwersytety. Podniósł się także poziom wykształcenia elementarnego, ponieważ szkoły przestały być monopolem wyłącznie katolickich zakonów.
Wydawało się, że nic nie zagraża dalszemu szczęśliwemu rozwojowi kraju. Lecz wkrótce przyszły gorsze czasy, wiek siedemnasty stał się stuleciem wojen, a efektem ubocznym był upadek szkolnictwa i wzrost nastrojów konserwatywnych wśród szlachty. Rósł w siłę Kościół Katolicki, zabierano powoli prawa innowiercom. Polska nie przeżyła na szczęście długotrwałych i wyniszczających wojen religijnych. Jednak powoli i nieuchronnie staczała się w zacofanie i ciemnotę, która w konsekwencji doprowadziła do upadku państwa i zaborów.
Popatrzmy, od czego zaczęli desperacką próbę ratowania kraju nasi przodkowie w okresie zwanym oświeceniem? Od naprawy oświaty. Rozumieli bowiem, że potrzebne nam są pokolenia nowych młodych i wykształconych obywateli, którzy będą w stanie spojrzeć dalej niż sięga płot ich szlacheckiej zagrody. Obywateli, którzy dla dobra wspólnego i nadrzędnego będą w stanie dokonać reform zbliżających Polskę do krajów zachodnich. Skończyło się tragicznie, pomimo szczytnych założeń nowej konstytucji nie udało się utrzymać niepodległości.
Już wkrótce zawiedziony klęską Mickiewicz napisał „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. Niestety spuścizna po romantyzmie są w przeważającej mierze groby. Ogromna hekatomba dwóch narodowych powstań, które przegrane były zanim się jeszcze zaczęły. Gdy pozytywiści zaczęli myśleć o uratowaniu narodu, kultury i języka, pomyśleli najpierw o edukacji. Tak, symbolem może być ta nieszczęsna biedna Joanna z noweli „ABC”, która uczyła dzieci, albo „Siłaczka”, która życie poświęciła ucząc dzieciaki na jakiejś zapadłej wsi. To było prawdziwe bohaterstwo.
Za każdym razem, gdy Polska próbowała wykorzystać szansę na rozwój, znajdowali się ludzie, którzy dbali o edukację. Gdy zbliżała się do upadku, edukacja również upadała.

Dziś przedstawiciele partii rządzącej, ich eksperci i poplecznicy mówią rzeczy, które są złą wróżbą dla przyszłości kraju. Kilka nieoficjalnych wypowiedzi posłów PiS, jeszcze przed zdobyciem władzy, świadczy, że dzisiejsze niszczenie edukacji jest dobrze zaplanowane i uzgodnione ideologicznie z władzami Kościoła Katolickiego. Już kilka lat temu jeden z hierarchów wypowiadał się o konieczności przedstawiania młodemu pokoleniu „spójnej wizji świata” opartej oczywiście na tradycji, patriotyzmie i religii katolickiej. Kiedy indziej kilku polityków PiS niby nieoficjalnie twierdziło, że nadmierne skupianie się na teorii ewolucji jest niedobre dla uczniów, bo „jest niespójne”. Jedna z posłanek wprost twierdziła, że przecież nikt nie zaprzecza odkryciom Kopernika, ale po co tym zawracać głowę uczniom, którzy raczej powinni wiedzieć, że Ziemia jest pewnym centrum jako stworzona przez Boga i dla człowieka. Jeśli ktoś będzie chciał, to potem na studiach może się astronomii uczyć – taka była konkluzja owej znanej dość posłanki. A ponieważ miała status pisowskiej enfant terrible można było udawać, że to są jej własne, a nie oficjalne poglądy.
Nastaje nowy rząd, zaczyna się reforma oświaty i co możemy wyczytać z tzw. podstawy programowej? Faktycznie teorią ewolucji nikt nie będzie uczniom głowy zawracał. O Koperniku dowiedzą się tak trochę mimochodem na lekcji historii przy okazji wojen polsko-krzyżackich, że był patriotą i wielkim polskim uczonym. A po co więcej?
Religia stanie się przedmiotem maturalnym, a kreacjonizm zyska za jakiś czas status teorii naukowej.
Już dziś lekarze katoliccy nie tylko podpisują klauzulę sumienia, która jako grzech traktuje nie tylko aborcję, ale nawet antykoncepcję. W środowiskach lekarskich znaleźli się i tacy, którzy otwarcie mówią, że przeszczepy to zło. Postawy antyszczepionkowe prezentują posłowie zajmujący się ochroną zdrowia. Oficjalnie mówi się na razie o wątpliwościach i konieczności wnikliwych kontroli w tym zakresie. Podkomisja smoleńska i panujący nad nią minister wbrew logice i nauce wciąż forsują teorię zamachu, która z każdym dniem przypomina co raz bardziej fantastykę podrzędnej klasy. Ekspertka Ministerstwa Edukacji Narodowej publicznie opowiada o leczniczych walorach spermy, co jest uzasadnieniem dla zakazania stosowania prezerwatyw, mówi też o złym wpływie higieny intymnej na rozrodczość i sugeruje, że aby lepiej kontrolować nauczycieli należy rozwinąć system donosicielstwa. Zaś lekarz w państwowej telewizji sugeruje, że miesiączka to zło i że najlepiej, by kobiety bywały permanentnie w ciąży.
Za kilkanaście lat wkroczy w dorosłość pierwsze pokolenie wychowane w nowej szkole. Wiek ciemnoty puka do naszych drzwi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.6/10 (11 votes cast)