Socjalizm nierealny

Gdy w Polsce Ludowej przestaliśmy wiele lat temu budować komunizm w wyniku gwałtownego sprzeciwu klasy robotniczej na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, powstał pomysł budowy socjalizmu realnego. Odtąd mieliśmy się już nie porywać z motyką na słońce. Zaczęto budować socjalizm realny, w którym Polska miała rosnąć w siłę, a ludzie żyć dostatniej. Starsi pamiętają, a młodsi mogą o tym przeczytać, że w końcu gówno z tego wyszło. Komuniści oddali władzę w 1989 roku nie dlatego, że kochali naród i chcieli nas uszczęśliwić, ale dlatego, że doprowadzili kraj do kompletnego i bezwarunkowego bankructwa.

Wiadomo było, że – wobec kilkuset procent inflacji i braku pieniędzy na najpotrzebniejsze wydatki – poradzić sobie może tylko rząd mający jakieś poparcie społeczne. Przywódcy PZPR takiego nie mieli. A wiadomo było, ze kilka lat następnych będzie ciężkich, a socjalizm, który okazał się nierealny, trzeba wyrzucić do kosza. Wkrótce potem z socjalizmu zrezygnowały inne kraje tzw. obozu wschodniego, a nawet sam Związek Radziecki, który w rezultacie się rozpadł, zwrócił państwowość wcielonym kiedyś siłą krajom i stał się po ponad 70 latach znowu Rosją. Na świecie pozostała jedynie Kuba i Północna Korea. Nawet Wietnam i Chiny zaczęły wprowadzać gospodarkę wolnorynkową. Kuba złamała się w końcu i powolutku demontuje swój socjalizm, aczkolwiek poczekać trzeba będzie zapewne na śmierć drugiego z braci Castro. Została Korea, która socjalistycznie ma wielkie osiągnięcia w budowie broni atomowej i przystosowaniu ludzi do jedzenia trawy.

Gdy wydawało się, że mrzonka socjalizmu pozostanie już tylko światowym skansenem na Półwyspie Koreańskim, w Wenezueli niejaki Hugo Chávez postanowił wskrzesić idee Lenina, Stalina i Dzierżyńskiego. Miejsce akcji, czyli Wenezuela, było idealne. Kraj bogaty w ropę, który mógł być drugą Norwegią. Jednak zyski z ropy trafiały do nielicznej grupki kapitalistów, a większość żyła w biedzie. Eksperyment zapoczątkowany przez Cháveza miał udowodnić w możliwie najkrótszym czasie, że socjalizm jest w stanie w możliwie krótkim czasie zmarnować największy potencjał kraju, a ludność doprowadzić do nędzy gorszej niż ta w krwiożerczym kapitalizmie. Po drodze oczywiście przechodząc kolejne etapy jak cukier na kartki, mięso na kartki, wszystko na kartki i nie ma niczego. Następca zmarłego przedwcześnie Cháveza, prezydent Maduro podążał z determinacją tą samą drogą i właśnie w rezultacie doszło do spektakularnego bankructwa Wenezueli, która mając złoża ropy naftowej nie potrafi jej skutecznie wydobywać i sprzedawać, a realizując socjalistyczną utopię, doszła nie tylko do powszechnego braku srajtaśmy, ale i zadłużyła się tak bardzo, że same tylko przyszłoroczne raty wylicza się na 5,4 mld dolarów. Można nawet powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza. W Polsce dwadzieścia osiem lat temu inflacja sięgnęła 800%, Wenezuela doszła do 2000%. Inaczej mówiąc Wenezuela jest kompletnym bankrutem. W przeciwieństwie jednak do polskich komunistów Maduro władzy nie chce oddać.

Gdyby ktoś zainteresowany był tematem bardziej i chciałby też zastanowić się nad nieuchronnymi podobieństwami Polski i Wenezueli, to sugeruję przypomnieć sobie moje poprzednie teksty na ten sam temat. Łącznie z dzisiejszym to już prawie serial.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)

A jeśli coś się zdarzy?

Rządzący od jesieni 2015 roku prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński wraz z tabunem wspierających go akolitów wykazali się niezwykłą determinacją w opanowaniu personalnym Trybunału Konstytucyjnego, a potem sądownictwa. Potrafili przepuścić przez sejm i senat wiele ustaw w ciągu kilku nocy. Potrafili w błyskawicznym tempie wymienić kadry w państwowych spółkach i urzędach. Wydawało się, że nie istnieje nic, co potrafiłoby spowolnić ten przemarsz troglodytów przez Polskę.

Państwo, które w ciągu ostatnich dwóch lat zbudował Kaczyński, ma jednak pewną nieusuwalną ułomność, niejako nieodłącznie związaną ze sposobem sprawowania władzy. To prezes decyduje o wszystkim. Gdy późnym wieczorem w piątek 11 sierpnia przeszła niespotykanie silna nawałnica nad częścią Pomorza, nikt nie odważył się zakłócić spokojnego weekendu prezesowi. Dopiero w poniedziałek prezes pozwolił zawiadomić premier Szydło, która z niejakim zdumieniem reagowała na wieść, że tragedia zdarzyła się już w piątek koło północy. Zanim zapytano prezesa, co każe zrobić, minął kolejny dzień. Zaś wojsko przybyło w liczbie koło setki niedoświadczonych żołnierzy z małą ilością przydatnego sprzętu kolejny dzień później, gdy miejsce kataklizmu miał wizytować Antoni Macierewicz. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że wojska Obrony Terytorialnej, które rzekomo miały pomagać także w sytuacji katastrof naturalnych, według ministerstwa są silnie zrejonizowane i ochotnicy z WOT w Szczecinie nie będą nigdy pomagać np. w Gdańsku, a tylko u siebie w Szczecinie. A jeśli będzie wojna? Też poczekają, aż działania wojenne przyjdą na teren przypisanego im rejonu?

Dziś za kilka godzin minie tydzień od zabójczej nawałnicy. Dla wielu ludzi będzie to tydzień bez prądu, a co za tym idzie bez wody, lodówek, światła, a często bez dachu nad głową lub z częściowo zniszczonym dachem i w zniszczonym domu. Ludzie sobie radzą. Ci, którzy mają samochody jeżdżą po zakupy do odległych miejscowości, nie tylko dla siebie. Jeśli kogoś na to stać, kupuje sobie agregat prądotwórczy. Na głowie stają lokalni strażacy, także ci z ochotniczych oddziałów. Są wolontariusze, którzy pomagają w najbardziej zdewastowanych miejscach. A ministrowie przybywają od czasu do czasu w eleganckich garniturach i krawatach i mówią o kłodach, jakie im pod nogi rzuca „totalna” opozycja. Biedny ten rząd. Tyle ma kłopotów, a tymczasem jacyś tam ludzie pyskują, że pozostawiono ich bez pomocy. Jak by nie mogli sami zamieść tych liści, co pospadały z drzew.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.6/10 (15 votes cast)

Wariant wenezuelski

Po raz pierwszy o Wenezueli pisałem w marcu 2013 roku, gdy zmarł prezydent Chávez, który zaczął przekształcać ten kraj według starych leninowskich wzorów, które w Europie zdążyły kilkanaście lat wcześniej zbankrutować. Na co dzień niewiele nas obchodzi daleki kraj w Ameryce Łacińskiej, o której wiemy tyle, że często jest biedna i zacofana, a także znana wcześniej z dyktatorskich reżimów.
Kilka lat temu, można było przewidywać, jak skończy się rewolucja Cháveza. W Polsce przerabialiśmy ten scenariusz od 1945 do 1989 roku. 44 lata opóźniania nieuchronnego bankructwa państwa opartego na gospodarce nakazowo-rozdzielczej. W roku 2014 pisałem:

Drodzy Wenezuelczycy! My to znamy i powiemy wam co będzie dalej. Na półkach pozostanie jedynie ocet i musztarda, wszelkie towary będą na talony i asygnaty, które rzecz jasna wystarczą dla nielicznych. Aby je dostać, trzeba będzie się wykazać pracą na rzecz ustroju powszechnej szczęśliwości i równie powszechnego braku srajtaśmy. Potem to już tylko stan wojenny… (felieton z 2014)

Lekcja historii, którą Wenezuela w dalszym ciągu odbywa pod przewodnictwem kolejnego prezydenta, wkroczyła obecnie w kolejny etap. Braki wszystkiego od mleka po papier toaletowy Wenezuelczycy już zobaczyli. Teraz pora na stan wojenny.

6 dni temu odbyły się wybory do Zgromadzenia Narodowego, które ma przygotować nową konstytucję, określić obowiązki najważniejszych instytucji w państwie i umożliwić prezydentowi rządzenie za pomocą dekretów. Zgromadzenie odwołało wczoraj ze stanowiska prokurator generalną Luisę Ortega Diaz. Krytykowała ona prezydenta Nicolasa Maduro, a kilka dni temu wszczęła śledztwo w związku z podejrzeniem o sfałszowanie wyników wyborów do Zgromadzenia Narodowego. Była prokurator generalna ma teraz stanąć przed sądem. (Gazeta Wyborcza)

Jeśli parę lat temu Wenezuelczycy mogli zobaczyć na przykładzie Polski, co ich czeka, to dziś my możemy zobaczyć, co nas czeka, obserwując wydarzenia w Wenezueli. Chávez a potem Maduro nie musieli fałszować wyborów. Ponieważ za pieniądze ze znacjonalizowanego przemysłu naftowego zapoczątkowano ogromny program rozdawnictwa dla niezamożnych obywateli, ci wdzięcznie głosowali zarówno na Cháveza jak i Maduro. Potem socjalizm pokazał prawdziwe oblicze. Zaczęło brakować wszystkiego. Rząd zaczął wprowadzać talony, pojawiły się społeczne komitety, zaproponowano nawet system sprawdzania odcisków palców, żeby było wiadomo kto i ile kupuje. Ponieważ opozycja krytykowała doprowadzanie gospodarki do ruiny, zaczęto do więzień zamykać opozycję. Prywatne media zlikwidowano już wcześniej. Gdy wreszcie obywatele poczuli głupotę władzy na sobie samych, było już za późno.

Maduro ma wojsko, policję, a protestujący najwyżej sztachety z płotów. Nie ma już mediów, które nagłaśniałyby nadużycia władzy, tej rozbudowanej wenezuelskiej „dobrej zmiany”. Nie ma niezależnych sądów, ostatnią osobę, która próbowała ratować resztkę demokracji, właśnie usunięto ze stanowiska. Lud Wenezueli się buntuje, na ulicach dochodzi do zamieszek spowodowanych już nie tylko brakiem podstawowych towarów, ale także złością z powodu braku demokracji. Gdy Maduro zaczął się obawiać, że lud może go nie poprzeć, ostatnie wybory sfałszował. Zapewne były to naprawdę ostatnie wybory.

Czy będą jeszcze demokratyczne wybory w Polsce?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.1/10 (14 votes cast)

Obłęd

Potocznie mówimy o takim osobniku psychopata, naukowcy wolą określenie osobowość dyssocjalna, ponieważ taka osoba cierpi na zaburzenie struktury osobowości w zakresie emocji i relacji interpersonalnych. To nie jest choroba psychiczna. Nie da się tego leczyć. Jednak nie oznacza to, że psychopata musi się naleźć na marginesie społeczeństwa, że zostanie przestępcą lub seryjnym mordercą, aczkolwiek i tak bywa. Zwykle tacy ludzie funkcjonują jakoś w swoim środowisku i często pozostają niezdiagnozowani do końca życia. Najczęściej po prostu uważa się ich za pospolicie wrednych, nieprzyjemnych dla otoczenia lub zarozumiałych albo też egoistycznych. Specyficzne właściwości ich umysłu powodują, że tam gdzie przeciętnemu człowiekowi przelatują przez głowę tysiące myśli, psychopata po cichu i uparcie konstruuje swe plany i działania, ponieważ bardziej niż inni potrafi skupić się na jednym wątku zdarzeń. Jeśli jest obdarzony też inteligencją, może stać się mistrzem w manipulacji innymi ludźmi i będzie potrafił ich wykorzystywać do realizacji własnych celów. Wielu psychopatów przejdzie przez życie niezauważonych i nierozpoznanych. Być może będą nawet w swym otoczeniu podziwiani za fachowość, ale nielubiani. Niektórzy mimo swych zaburzeń będą społecznie pożyteczni. Czasem stają się postaciami z pierwszych stron gazet i niekoniecznie chodzi tu o kronikę kryminalną.
Psychopatyczny osobnik lubi mieć pełną kontrolę nad życiem swoim i innych. Dlatego psychopaci często zostają politykami. Jako politycy mogą być pożyteczni dla społeczeństwa lub szkodliwi. Pożyteczni, jeśli ich cele będą się zgadzać z pożądanymi celami społecznymi. Jeśli też potrafią swe dążenia do sprawowania kontroli skorelować z dążeniami społecznymi. Będą szkodliwi, jeśli pragnienie władzy przeważy. Jeśli ich ego nie będzie w stanie znieść sprzeciwu, jeśli wreszcie będą znajdować szczególna satysfakcję w poniżaniu innych i deptaniu ich osobowości. Wtedy mogą stać się dyktatorami lub ich kariera zakończy się gwałtownie.
Najgorszym wariantem jest, gdy psychopata pod wpływem okoliczności zapadnie na chorobę afektywną dwubiegunową, zwaną kiedyś cyklofrenią. Choroba ta objawia się niekontrolowanymi stanami depresyjnymi przechodzącymi w euforyczne i i agresywne dążenie do wpływania na otaczający świat. W przeciwieństwie do schizofrenii choroba afektywna dwubiegunowa może się ujawnić w dowolnym momencie, często pod wpływem traumatycznych przeżyć. Może to być na przykład utrata bardzo bliskiej osoby, którą psychopata uwzględniał w centrum swoich planów życiowych.
Wtedy pojawia się obłęd. Psychopata odnajdzie w otoczeniu śmiertelnych wrogów, których będzie zwalczał wszelkimi sposobami. Będzie sprawiał wrażenie opętanego żądzą zemsty, choć nie będzie ku temu realnych powodów. Będzie podejmował nieracjonalne decyzje, które w końcu mogą okazać się zabójcze. Ponieważ owładnięty obłędem polityk psychopata często tworzy organizację o charakterze sekciarskim, więc w jego otoczeniu nie ma osób, które potrafią się sprzeciwić. To powoduje, że tknięty obłędem psychopata stacza się, a wraz z nim jego partia i państwo, którym kieruje. Najbardziej znanym przypadkiem był Adolf Hitler, co do którego szaleństwa wiele osób nie miało już wątpliwości w połowie wojny, a mimo to wykonywano jego najbardziej nawet bezsensowne rozkazy.
Psychopata tknięty obłędem, stojący na czele państwa to niewyobrażalne nieszczęście dla społeczeństwa.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Paranoja jest goła

Dawno temu zespół Maanam śpiewał piosenkę pod tytułem „Paranoja jest goła”. Dziś po północy, ci którzy jeszcze nie wyłączyli telewizorów, a oglądali obrady sejmu, zobaczyli paranoję człowieka, który rządzi Polską, choć nie pełni żadnej państwowej funkcji.

Dzień się skończył
Na księżyc patrzę jak pies
Stopień po stopniu na metalową wieżę wspinam się
Rosa pokrywa, rosa pokrywa ciało
Tyle się dzisiaj, tyle się dzisiaj stało (Maanam)

Tyle się dzisiaj stało. Prezes PiS wszedł na bardzo wysoką stalową wieżę. Pozostawił za sobą politykę, kraj, a nawet swoich bezkrytycznych akolitów, którzy coraz mniej rozumieją dziwactwa „Wielkiego Stratega z Żoliborza”.

Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! (Jarosław Kaczyński)

Oni będą w więzieniu siedzieć, będą siedzieć za to wszystko. (Jarosław Kaczyński)

Poseł partii Ryszarda Petru, wezwany do prezesa jego zwyczajowym „pańskim gestem”, usłyszał od Kaczyńskiego, że wszystkich zamknie w więzieniu. Poseł jedynie domyśla się, że mogło częściowo chodzić po polityków PO, a być może o wszystkich przeciwników.
Prezes nie spocznie, zanim nie powsadza do więzień lub nie pozabija swoich wrogów, póki nie zniszczy wszystkiego, co jego wrogowie zbudowali, czyli póki nie zniszczy Polski. Aby zniszczeć wszystko, nie zawaha się wtrącić kraju nawet w otchłań wojny. A za nim idą bezrozumne karne szeregi wyznawców sekty. Nikt już nie może zatrzymać chorego umysłowo człowieka w jego dziele destrukcji. Polska pogrążyła się w chocholim tańcu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)

Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej

Powoli, ale nieubłaganie partia prezesa Kaczyńskiego szykuje się do złożenia w ręce prezesa władzy absolutnej. Przed nami są wybory samorządowe, będziemy też jednocześnie wybierać posłów do europarlamentu i to jest dla Kaczyńskiego poligon. Za rok okaże się, czy dotychczasowe zmiany będą wystarczające, by pozbyć się opozycji w wyborach parlamentarnych za dwa lata. Wszystkie działania partii rządzącej mają ten jeden i nadrzędny cel. A oto jak zdobywa się rząd dusz w Polsce.

Chłop żywemu nie przepuści

Mieszczuch może nie wiedzieć, ale trzeba sobie to uświadomić, o ile chcemy zrozumieć kulisy następnego sukcesu wyborczego PiS, chłop polski Unię Europejską traktuje jak krowę. Najważniejsze jest jej wydojenie, a jak się już nie da wydoić, to bez żalu odda ją do rzeźni. Wszelkiego rodzaju ekologów traktuje zaś jak dopust boży i najchętniej poczęstowałby ich widłami. Nikt mu bowiem nie będzie mówił, że nie wolno wypalać łąk i pól, bo tak robił jego ojciec, dziad i pradziad. A ksiądz proboszcz na mszy mówił, że w Biblii stoi „czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Więc czyni, a jeśli ma akurat ochotę psa albo babę kijem zatłuc, to nic nikomu do tego. Jego baba i jego pies. Dlatego właśnie minister Szyszko dążąc do wyrżnięcia Puszczy Białowieskiej kazał się swoim podwładnym oprzeć o motywację religijną. Ekolodzy to są sataniści i lewacy, którzy chcą przeszkodzić ludziom wsi w sprawiedliwym korzystaniu z dóbr przyrody, którą dał nam przecież Bóg. Co nas obchodzi jakieś tam międzynarodowe lewactwo z UNESCO. Szyszko grzmi głośno,że w 2014 r. łamiąc prawo, bezprawnie wpisano Puszczę Białowieską na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego i grozi doniesieniem do prokuratury, a Polska zaściankowa głośno klaszcze, bo co nam jacyś obcy będą dyktować, jak my mamy żyć. Ogromna rzesza chłopów z dziewiętnastowieczną mentalnością, pracowników leśnictwa, którzy są państwem w państwie, oddadzą głos na PiS, jeśli ten zapewni ich, że bez skrępowania dalej będą mogli prowadzić wyniszczającą środowisko rabunkową gospodarkę leśną i rolną.

Komuno wróć

Minister rolnictwa Jurgiel właśnie oświadczył, że do państwa dziś należy ogromny popegeerowski majątek, który się marnuje i że należy reaktywować PGRy. Warto wiedzieć, że na wsi, prócz rolników indywidualnych mieszka bardzo wielu byłych pracowników PGRów. Szczególnie w Polsce północnej i zachodniej na tzw. ziemiach odzyskanych były ogromne państwowe latyfundia w czasach Polski Ludowej. Po roku 1989 okazało się, że rolnicy indywidualni są w stanie wyprodukować żywność dla całego kraju, a niewydolne państwowe gospodarstwa musiały upaść, bo państwa nie było stać, by dopłacać do ich produkcji. Pracownicy PGRów to najsłabiej wykształcona i nieudolna życiowo grupa społeczna. Aby jakoś urządzić się w życiu wystarczyło dostać się do PGR, a zwykle też dostawało się mieszkanie i nie trzeba było wykazać się żadnym wykształceniem, ani umiejętnościami. Jeśli ktoś miał prawo jazdy na ciągnik i kombajn, to już w PGRze był elitą. Ci ludzie po likwidacji PGRów znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, nikt nie zadbał o nich w takim stopniu jak o górników lub stoczniowców. A na dodatek na wsi pracy nie było. Większość z nich do dziś jest przekonana i przekonywana nadal przez szarlatanów politycznych, że do upadku państwowych gospodarstw doprowadzono celowo, aby ziemię Niemcom sprzedać. To dawniej był potężny elektorat Samoobrony, dziś ci ludzie pójdą za PiS.

Odbudujemy stocznie

Jedna z narracji pisowskich polityków, a wcześniej PC, lecz także kilku innych partii, było przekonanie, że polski przemysł stoczniowy został celowo zniszczony przez liberalnych polityków, na zlecenie Niemców. Niewydolne państwowe stocznie dotowane na przekór zasadom ekonomicznym nie miały siły, by konkurować ze stoczniami dalekowschodnimi, a polski przemysł stoczniowy nie zniknął, tylko przekształcił się w mniejsze, ale nowoczesne firmy produkujące najnowocześniejsze i bardzo zaawansowane technologicznie statki. Jednak tysiące byłych stoczniowców i stoczniowych emerytów, chętnie słuchają o tym, jak zniszczono stocznie. Przecież przez dziesiątki lat PRL wmawiano im, że tworzą dziesiątą potęgę gospodarczą świata.
Jeśli teraz do Szczecina przybywają najważniejsi politycy PiS z wicepremierem na czele i w dawnej Stoczni Szczecińskiej kładą stępkę pod prom o wartości 450 milionów złotych, obiecując jednocześnie reaktywację państwowego przemysłu stoczniowego, to jest to obietnica wyborcza na miarę wskrzeszenia PRL. To miód na serce milionów tęskniących za komuną Polaków. I nic ich nie obchodzi, że tego promu nawet nikt jeszcze nie narysował, nie mówiąc już o projekcie. A armator zamówi ten prom za nasze, czyli podatników pieniądze u producenta, który nie ma pojęcia, jak takie promy budować, nie ma fachowców, pracowników, ani potrzebnej infrastruktury. Marzenia mają postać głosu oddanego na PiS.

Niech się uczą, jak dawniej

Zmiany w edukacji też nie są przypadkowym wymachiwaniem dwuręcznym mieczem przez porcelanowozębną minister Zalewską. Dla ogromnej wiejskiej i małomiasteczkowej rzeszy nieaktywnych wyborców wprowadzenie gimnazjum było bezrozumnym małpowaniem zachodu. Trudno powiedzieć dlaczego, ale ośmioklasowa podstawówka i dwuletnia zawodówka (nie zapominając oczywiście o czteroletnim liceum i pięcioletnim technikum) uważana jest za coś zgodne z naszą tradycją. Jest to oczywista bzdura, bo w przedwojennej Polsce obowiązywały rozmaite drogi do zdobycia wykształcenia, a pluralizm wynikał z różnych modeli kształcenia we wcześniejszych zaborach, pod którymi żyli Polacy.
Jednak w powszechnej opinii utrwaliła się zła opinia gimnazjów, spotęgowana powszechnymi żartami z „gimbazy” i „gimbusów”. Jeśli więc PiS likwiduje gimnazja i nie pozwala iść do szkoły sześciolatkom pod hasłem „niech mają dłuższe dzieciństwo”, to może na takim ruchu tylko zyskać. Masowe protesty i żądanie prawie miliona osób o przeprowadzenie referendum są w tym wypadku mało ważne. Ważne jest, czy mile połechtani wyznawcy tradycji pójdą na następne wybory.

Nasza chata z kraja

Już w „Weselu” Wyspiańskiego pojawiają się te słynne słowa: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Ten sposób myślenia właściwy jest wielu Polakom. Nic dziwnego, bo od XVII wieku wojny nękały Polskę często, zatem się nie można dziwić, jeśli Polak docenia pokój. Jednak kraj w środku Europy nie może się izolować. Usilne dążenie, by odseparować się od wszelkich zewnętrznych spraw może dać efekty odwrotne od oczekiwanych. Pozbędziemy się sprzymierzeńców i sojuszników. Taką właśnie politykę międzynarodową prowadzi PiS. Historia się powtarza, powtarzane są sanacyjne błędy z lat trzydziestych. Do tego dochodzi rozmyślne i celowe budzenie nienawiści i strachu wobec obcych. Od kampanii wyborczej w roku 2015 Kaczyński ze swymi akolitami konsekwentnie budzi polskie upiory – rasizm, antysemityzm, ksenofobię. To może się przełożyć na duży sukces wyborczy, ponieważ rasistów i antysemitów w Polsce jest więcej, niż kiedykolwiek chcieliśmy to przyznać.

Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Niezawisłe sądownictwo, które stało się podstawą demokracji, nie jest wartością dla ludzi, którym demokracja się nie podoba, ani dla tych, którym na demokracji nie zależy. Chęć opanowania sądownictwa stała się po wyborach oczywistością. Najpierw doszło do złamania niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Trwało to długo i wzbudziło wiele kontrowersji. Był to jednocześnie poligon doświadczalny, aby politycy PiS mogli się nauczyć w jaki sposób przejąć kontrolę nad sądami powszechnymi i Sądem Najwyższym. Ciąg dalszy właśnie nastąpił.
Sędziowie należą do grupy barwnie nazwanej wykształciuchami przez Ludwika Dorna, gdy jeszcze był trzecim bliźniakiem. Ludzie takich nie lubią, pokończyli uniwersytety i się mądrzą, zwykle jakoś się w tej nowej rzeczywistości zaczepili, a sędziowie budzą złość największą. Mają bowiem kilka przywilejów, które gwarantują ich niezawisłość wobec władzy wykonawczej.
Władza zaś myśli nie bez racji, że zamiast sędziów niezależnych lepiej mieć sędziów podległych. Bowiem będą wydawać takie wyroki, jakich oczekuje władza. A przeciętny obywatel Polski powiatowej, nie rozumie dziś, że kiedyś się uderzy o mur, gdy całkiem nawet niepolitycznie będzie chciał się przeciwstawić jakiemuś lokalnemu funkcjonariuszowi wiodącej siły narodu. Wtedy już nie będzie niezależnego sędziego, który go obroni przed bezprawiem władzy. Niestety, będzie już za późno.

Miałeś chamie złoty róg

Nie mam zamiaru analizować, dlaczego stało się właśnie tak, a nie inaczej i jakie są przyczyny upadku Polski jako państwa prawa. To jest zadanie dla historyków oraz socjologów i psychologów, którzy zapewne za sto lub więcej lat napiszą na ten temat sążniste rozprawy naukowe. Zadaniem tego tekstu jest pokazanie rzeczywistości, która nieuchronnie doprowadzi do wygranej PiS w kolejnych wyborach parlamentarnych. Myślę, że poddani Pana Prezesa nie będą nawet zmuszeni do fałszowania wyborów, choć liczą się z taką potrzebą i się do niej solidnie przygotowują. Mieliśmy złoty róg demokracji i pozwoliliśmy go sobie zabrać.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (23 votes cast)

Las Kabacki może być zbyt blisko

Manifestacja tzw. sekty smoleńskiej, która polega na przemarszu z kościoła pod pałac prezydencki i przemówieniu Prezesa o dochodzeniu do prawdy, w lipcu 2017 roku odbyła się w wielokilometrowej zagrodzie z metalowych barier, po raz pierwszy bez towarzystwa opozycji, która przybyła wcześniej, powtykała białe róże w kraty policyjnych samochodów i odeszła.

Totalna opozycja poniosła porażkę, próbując zablokować miesięcznicę. (Mariusz Błaszczak)

Minister nakazał swoim podwładnym postawienie kilku kilometrów barier, zablokowanie prawie całego Krakowskiego Przedmieścia oraz w praktyce także ulic dojazdowych, a w ten sposób wyłączenie też sporego obszaru Warszawy z normalnego użytkowania. A następnie radośnie oznajmia w wywiadzie radiowym dla rządowej stacji, że opozycja przegrała. Przegrała, bo nie miała żelaznych barier, ani tysięcy policjantów, a tylko białe róże w rękach. Panu ministrowi warto przypomnieć, że opozycja przegrała również w latach czterdziestych ubiegłego wieku, gdy po prostu niepokornych wsadzano do więzień. Opozycja przegrała w Poznaniu, gdy w czerwcu 1956 roku zaatakowały ją zbrojne jednostki milicji. Również w marcu 1968 roku opozycja przegrała po spałowaniu przez milicję. Przegrała również w grudniu 1970 roku, gdy kazano ją wojsku rozstrzeliwać z broni maszynowej. I po raz kolejny przegrała w Radomiu pod koniec czerwca 1976 roku, gdy milicjanci przepuścili ja przez tzw. ścieżki zdrowia. No i wreszcie przegrała w grudniu 1981 roku, gdy władza wyprowadziła na ulice czołgi i wojsko. Obecna władza ma więc w zanadrzu wiele jeszcze nie wykorzystanych sposobów na doprowadzenie opozycji do klęski.

Rozmawialiśmy o tym, żeby zmienić ustawę o zgromadzeniach, obciążając tymi kosztami tych, którzy deklarują zablokowanie, bo oni są sprawcami wzrostu tych kosztów. Albo niech się przeniosą, na przykład do Lasu Kabackiego. (Mariusz Błaszczak)

Jest tylko jedna wątpliwość. Gdy partia Pana Prezesa, zapewne mającego już wtedy status „błogosławionego” i spoczywającego na Wawelu, będzie za ćwierć wieku lub później tracić władzę, to może okazać się, że w historii Polski nie ma już miejsca na kolejny okrągły stół. I wtedy Las Kabacki będzie zbyt blisko, by Mariusz Błaszczak i jego parteigenossen mogli się w nim skryć.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.3/10 (12 votes cast)

Zbrojne ramię Boga

Krzyżowcy, którzy najechali Jerozolimę w początkach poprzedniego tysiąclecia, przekonani byli, że działają w imię Boga. Ramieniem Boga długo była Święta Inkwizycja, która tysiącami mordowała ludzi o okresie kontrreformacji i tak samo czuli się konkwistadorzy nawracający Indian ogniem i mieczem. Za ramię Boga zapewne uważali się tureccy zdobywcy Konstantynopola, gdy po udanej rzezi obrońców Konstantynopola zaczęli przerabiać bazylikę Hagia Sophia na meczet.

Jeszcze papież Leon XIII panujący na przełomie XIX i XX wieku pisał:

Kara śmierci jest koniecznym i efektywnym środkiem, by Kościół mógł osiągnąć swój cel, gdy buntownicy działają przeciwko niemu, a burzycieli wspólnoty Kościoła, zwłaszcza zatwardziałych heretyków i przywódców herezji nie można powstrzymać za pomocą żadnej innej kary przed ciągłym zakłócaniem porządku Kościoła i skłanianiem innych do wszelkiego rodzaju przestępstw …. Gdy oceni się, że perwersja jednego lub kilku może przynieść ruinę wielu jego [tj. Kościoła] dzieci, jest on zobowiązany skutecznie ją usunąć w taki sposób, że jeśli nie będzie innego środka zaradczego, by uratować jego członków, może on i musi tych podłych ludzi zgładzić.

On też chciał być zbrojnym ramieniem Boga.

Dziś młodzi ludzie z tzw. Młodzieży Wszechpolskiej i ONR, którzy maszerują karnie w umundurowaniu przypominającym niemieckie oddziały SA, oddają „rzymski salut” jak członkowie SS i krzyczą „Chrystus Rex”, zapewne też chcą być zbrojnym ramieniem Boga. Od blisko dwóch lat widać też coraz dalej idący romans ołtarza z tronem. Kościół gromko piętnuje tych, którzy sprzeciwiają się obecnej władzy, nie szczędzi przy tym ostrych lub wręcz nienawistnych epitetów. Ksiądz nazista i kapelan środowisk nacjonalistycznych Jacek Międlar został w końcu usunięty z kapłaństwa za grzeszny związek z kobietą, a nie za podżegające do nienawiści kazania. Głosy nielicznych biskupów, którzy mówią inaczej, są słabo słyszalne. Księżom takim, jak Adam Boniecki instytucje kościelne zabraniają publicznych wypowiedzi.
Nie po raz pierwszy tak się dzieje. Biskup Teodor Kubina skomentował Pogrom Kielecki w 1946 roku:

…absolutnie nic nie usprawiedliwia zasługującej na gniew Boga i ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnocie…

Został za to skrytykowany i upomniany przez Konferencję Episkopatu Polski.

Partia Jarosława Kaczyńskiego od chwili objęcia władzy nie ustaje w działaniach, które mają przypodobać się Kościołowi. Widać to zarówno w darowiznach finansowych, których beneficjentami są rozmaite instytucje kościelne, ale także w modelu kształtowania prawa, który zmierza w kierunku oddania Kościołowi nie tylko dusz, ale i ciał. Krok po kroku dokonuje się sakralizacja władzy przy wsparciu hojnie zasilanego finansowo Kościoła.
Władza, która uważa się za ramię Boga jest groźna, ponieważ postrzega siebie jako nieomylną, jej działania zawsze są słuszne, moralne i dobre, a przeciwnicy władzy równocześnie wrogowie Boga, odszczepieńcy, w najlepszym wypadku heretycy. Ramię Boga z heretykami nie dyskutuje, ale z nimi walczy, najlepiej ogniem i mieczem.
Gdy widzimy dziś seanse nienawiści, jakie urządza Jarosław Kaczyński w religijnej oprawie przy współuczestnictwie Kościoła i spojrzymy na szeroko rozumiane religijne zgromadzenia Rodzin Radia Maryja i Klubów gazety Polskiej, których wycie nienawiści dyrygowane przez posłów Prawa i Sprawiedliwości takich, jak Krystyna Pawłowicz, słyszeliśmy podczas wizyty prezydenta amerykańskiego Donalda Trumpa, zaczynamy się zastanawiać, dokąd to prowadzi.

To się po prostu może skończyć wojną domową, jak w Hiszpanii. Poziom wzajemnego niezrozumienia i przekonania, że ci drudzy są zdolni do wszystkiego, co najgorsze, i w ogóle nie są ludźmi, tylko zwierzętami, jest ogromny. Dziś elektorat PiS-u uczony jest myśleć o uchodźcach jako dzikich zwierzętach, a za chwilę okaże się, że myśli tak o przeciwnikach politycznych. Stąd blisko już do przekonania, że takimi samymi zwierzętami są wyborcy Platformy. (profesor Piotr Osęka, Instytut Studiów Politycznych PAN)

Kraj stacza się po równi pochyłej. Z każdą chwilą do hańby i zgrozy jest coraz bliżej. Z jednej strony coraz bardziej panoszy się brunatna hołota w mundurach jak z hitlerowskiego koszmaru, popierana przez władzę i Kościół, obok stoi władza zacierająca ręce na myśl o wykorzystaniu tych bojówek. I są jeszcze miliony machających lekceważąco ręką, mówiących, że to tylko nieliczne grupki, że to wszystko krzykacze bez znaczenia, że aby tylko do wyborów jakoś ten wybryk wytrzymać. A z drugiej strony nieliczna grupka wołających na puszczy, których nikt nie słucha. Dopóki nie przyjdzie po nas wszystkich zbrojne ramię Boga.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.7/10 (7 votes cast)

Ciemność widzę

W 2015 roku, gdy nadzieje pisowskiego ludu powoli stawały się faktem, w pewnym gimnazjum niedaleko Pabianic młodzież szkolna zrobiła wystawę o dyskryminacji (ze względu na wyznanie, kolor skóry i orientację seksualną). Gdy okazało się, że wystawa nie podoba się wójtowi i narodowcom z ONR, a Radio Maryja oskarżyło szkołę o promowanie dewiacji, dyrektor kazał wystawę natychmiast usunąć. Obecnie nauczycielka tej samej szkoły skrytykowała na Facebooku (prywatnie) ONR, a potem szybko przeprosiła narodowców, przypuszczalnie pod wpływem reprymendy otrzymanej od dyrektora. Cóż, gimnazjum będzie likwidowane, zapewne postawa nauczycielki może mieć znaczenie przy dalszym ewentualnym zatrudnieniu w innej placówce. To w końcu nieduża miejscowość. Każdy następny nauczyciel będzie znacznie ostrożniejszy w swoich wypowiedziach, jeśli nie jest zwolennikiem nacjonalistów.

Gdy pod koniec ubiegłego roku odbywał się „czarny protest” kobiet, nauczycielki z pewnej szkoły, choć nie mogły wziąć w nim udziału, solidarnie ubrały się na czarno. Zrobiły sobie zdjęcie, jedna z nich umieściła je na Facebooku. Zadenuncjował je kolega, jakby popełniły przestępstwo. Zajęła się tym komisja dyscyplinarna przy kuratorium i być może tylko dlatego, że sprawa stała się głośna, nauczycielki zostały uniewinnione. I to pomimo, że pisowska minister Anna Zalewska odgrażała się, że agitacja polityczna w szkole jest niedopuszczalna. Oczywiście gdy w innej szkole odbywały się pogadanki ONR, to pani minister nie reagowała. Sprawa skończyła się dla nauczycielek szczęśliwie, na dodatek okazało się dzięki rozgłosowi, że kolega z pokoju nauczycielskiego to nie tylko narodowiec z przekonań, ale i złodziej skazany prawomocnym wyrokiem. Jednak wielu innych nauczycieli i szerzej – osób zatroskanych o pewność swego zatrudnienia – zastanowi się, zanim weźmie udział w manifestacji, albo chociaż da wyraz swym sympatiom politycznym na Facebooku.

Jeszcze wcześniej zaczęła się głośna sprawa nauczycielki, która odważyła się zdjąć krzyż zawieszony w pokoju nauczycielskim. Została przez współpracowników okrzyknięta złodziejką, była szykanowana przez dyrekcję. Wreszcie sprawa, która zrobiła się już głośna na całą Polskę, trafiła do sądu. Wydawałoby się, że zakończyła się szczęśliwie dla nauczycielki. Sąd okręgowy uznał, że stosowano wobec niej mobbing, nakazano publiczne przeprosiny i wypłatę odszkodowania. Jednak, gdy sprawa się już kończyła w Polsce na dobre już rządziła pisowska „dobra zmiana”. Minister Ziobro zarządził złożenie specjalnej kasacji do Sądu Najwyższego przez prokuraturę, która de facto nie miała nic do sprawy, bo była to sprawa z oskarżenia prywatnego. I choć w ostateczności Sąd Najwyższy tego wyroku nie zmieni, to nauczycielka i wszyscy inni dostali jasny sygnał. Nie damy wam spokoju, każdy sprzeciw wobec nas będziemy ścigać. Będziemy was nękać oskarżeniami, pomówieniami, naślemy policjantów, prokuratorów, może kiedyś sędziów, a jak się nie da inaczej to chociaż hejterów Szefernakera. Nie damy wam spokoju, więc lepiej siedźcie cicho.

Przedstawiłem tylko trzy, z wielu podobnych historii, te najbardziej znane, dzięki mediom, dzięki społecznościom z Facebooka. A można wierzyć, że podobnych przypadków było wiele. Ktoś kasował swoje konto zaatakowany przez prawicowych nacjonalistów, bojąc się o bezpieczeństwo, ktoś inny bał się gróźb denuncjacji w zakładzie pracy. Ktoś jeszcze inny ugiął się pod wpływem „perswazji” przełożonego w pracy lub księdza z parafii. Gdy władza otwarcie grozi swoim przeciwnikom, szeregi odważnych topnieją. Polska brunatnieje w zatrważającym tempie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Zmierzch rozumu

Rozkwit renesansu w Polsce bywa nazywany też złotym wiekiem. Nic dziwnego, bo wspólna monarchia polsko-litewska osiągnęła wówczas szczyt swojej potęgi. Dzięki rozwijającej się w Europie reformacji religijnej osłabł także Kościół Katolicki w Polsce, co korzystnie odbiło się na wewnętrznej polityce, a co najważniejsze wtedy właśnie powstał wspólny literacki język polski. Zaczynał się może nieco niezdarnie od zagmatwanych tekstów pisanych dość nieudolnie przez Mikołaja Reja. Ale już wkrótce pojawił się Jan Kochanowski – wszechstronnie wykształcony, znający języki i obce kraje, a przede wszystkim utalentowany poeta. Nie bez powodu nazywamy go dziś ojcem literatury polskiej. Wykształcenie zaczęło być modne. Coraz więcej synów szlacheckich uczęszczało do szkół i na uniwersytety. Podniósł się także poziom wykształcenia elementarnego, ponieważ szkoły przestały być monopolem wyłącznie katolickich zakonów.
Wydawało się, że nic nie zagraża dalszemu szczęśliwemu rozwojowi kraju. Lecz wkrótce przyszły gorsze czasy, wiek siedemnasty stał się stuleciem wojen, a efektem ubocznym był upadek szkolnictwa i wzrost nastrojów konserwatywnych wśród szlachty. Rósł w siłę Kościół Katolicki, zabierano powoli prawa innowiercom. Polska nie przeżyła na szczęście długotrwałych i wyniszczających wojen religijnych. Jednak powoli i nieuchronnie staczała się w zacofanie i ciemnotę, która w konsekwencji doprowadziła do upadku państwa i zaborów.
Popatrzmy, od czego zaczęli desperacką próbę ratowania kraju nasi przodkowie w okresie zwanym oświeceniem? Od naprawy oświaty. Rozumieli bowiem, że potrzebne nam są pokolenia nowych młodych i wykształconych obywateli, którzy będą w stanie spojrzeć dalej niż sięga płot ich szlacheckiej zagrody. Obywateli, którzy dla dobra wspólnego i nadrzędnego będą w stanie dokonać reform zbliżających Polskę do krajów zachodnich. Skończyło się tragicznie, pomimo szczytnych założeń nowej konstytucji nie udało się utrzymać niepodległości.
Już wkrótce zawiedziony klęską Mickiewicz napisał „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. Niestety spuścizna po romantyzmie są w przeważającej mierze groby. Ogromna hekatomba dwóch narodowych powstań, które przegrane były zanim się jeszcze zaczęły. Gdy pozytywiści zaczęli myśleć o uratowaniu narodu, kultury i języka, pomyśleli najpierw o edukacji. Tak, symbolem może być ta nieszczęsna biedna Joanna z noweli „ABC”, która uczyła dzieci, albo „Siłaczka”, która życie poświęciła ucząc dzieciaki na jakiejś zapadłej wsi. To było prawdziwe bohaterstwo.
Za każdym razem, gdy Polska próbowała wykorzystać szansę na rozwój, znajdowali się ludzie, którzy dbali o edukację. Gdy zbliżała się do upadku, edukacja również upadała.

Dziś przedstawiciele partii rządzącej, ich eksperci i poplecznicy mówią rzeczy, które są złą wróżbą dla przyszłości kraju. Kilka nieoficjalnych wypowiedzi posłów PiS, jeszcze przed zdobyciem władzy, świadczy, że dzisiejsze niszczenie edukacji jest dobrze zaplanowane i uzgodnione ideologicznie z władzami Kościoła Katolickiego. Już kilka lat temu jeden z hierarchów wypowiadał się o konieczności przedstawiania młodemu pokoleniu „spójnej wizji świata” opartej oczywiście na tradycji, patriotyzmie i religii katolickiej. Kiedy indziej kilku polityków PiS niby nieoficjalnie twierdziło, że nadmierne skupianie się na teorii ewolucji jest niedobre dla uczniów, bo „jest niespójne”. Jedna z posłanek wprost twierdziła, że przecież nikt nie zaprzecza odkryciom Kopernika, ale po co tym zawracać głowę uczniom, którzy raczej powinni wiedzieć, że Ziemia jest pewnym centrum jako stworzona przez Boga i dla człowieka. Jeśli ktoś będzie chciał, to potem na studiach może się astronomii uczyć – taka była konkluzja owej znanej dość posłanki. A ponieważ miała status pisowskiej enfant terrible można było udawać, że to są jej własne, a nie oficjalne poglądy.
Nastaje nowy rząd, zaczyna się reforma oświaty i co możemy wyczytać z tzw. podstawy programowej? Faktycznie teorią ewolucji nikt nie będzie uczniom głowy zawracał. O Koperniku dowiedzą się tak trochę mimochodem na lekcji historii przy okazji wojen polsko-krzyżackich, że był patriotą i wielkim polskim uczonym. A po co więcej?
Religia stanie się przedmiotem maturalnym, a kreacjonizm zyska za jakiś czas status teorii naukowej.
Już dziś lekarze katoliccy nie tylko podpisują klauzulę sumienia, która jako grzech traktuje nie tylko aborcję, ale nawet antykoncepcję. W środowiskach lekarskich znaleźli się i tacy, którzy otwarcie mówią, że przeszczepy to zło. Postawy antyszczepionkowe prezentują posłowie zajmujący się ochroną zdrowia. Oficjalnie mówi się na razie o wątpliwościach i konieczności wnikliwych kontroli w tym zakresie. Podkomisja smoleńska i panujący nad nią minister wbrew logice i nauce wciąż forsują teorię zamachu, która z każdym dniem przypomina co raz bardziej fantastykę podrzędnej klasy. Ekspertka Ministerstwa Edukacji Narodowej publicznie opowiada o leczniczych walorach spermy, co jest uzasadnieniem dla zakazania stosowania prezerwatyw, mówi też o złym wpływie higieny intymnej na rozrodczość i sugeruje, że aby lepiej kontrolować nauczycieli należy rozwinąć system donosicielstwa. Zaś lekarz w państwowej telewizji sugeruje, że miesiączka to zło i że najlepiej, by kobiety bywały permanentnie w ciąży.
Za kilkanaście lat wkroczy w dorosłość pierwsze pokolenie wychowane w nowej szkole. Wiek ciemnoty puka do naszych drzwi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.6/10 (11 votes cast)