Dyskretny urok faszyzmu

Gdy wraz z hukiem bomb i dymem pożarów waliły się zgliszcza faszyzmu włoskiego i jego okrutniejszej odmiany narodowo-socjalistycznej w Niemczech, świat uznał faszyzm za ideologię zbrodniczą i do dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie powoływałby się na faszystowską ideologię tworząc zręby nowej polityki we współczesnym świecie. Jednak dla polityków, którzy chcą uwieść tłumy, stać się wodzami i zbawcami narodu, faszyzm wciąż ma swój dyskretny urok pomagający omotać społeczeństwo, uwieść, zbałamucić, a potem odebrać wolność i zakuć w kajdany w dążeniu do władzy absolutnej, która jest żądzą silniejszą niż seks i bogactwo.

Faszyzm buduje swój mit założycielski na kulcie tradycji. W Niemczech było to odwołanie do dawnej wielkości sięgającej aż mitologii germańskiej. We Włoszech odwołanie do wielkości Imperium Rzymskiego. W Polsce mit Międzymorza (lub Trójmorza) wyznaczający Polskę liderem krajów pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem, a Morzem Czarnym, zaś odwołujący się do złotego wieku w czasach panowania Jagiellonów. Do tego tysiącletnia historia chrześcijaństwa z mitem przedmurza chrześcijaństwa i Jana Sobieskiego, szczególnie przydatnym do budowania strachu i nienawiści wobec obcych. Mity służące kultowi tradycji muszą mieć potęgę jednoczenia narodu, dlatego mówi się dziś o tym, że Polska jest tylko jedna. Nie ma w niej miejsca na dyskusję i różnice światopoglądowe. Albo jesteś Polakiem, albo zdrajcą i renegatem.

Kult tradycji to także odrzucenie nowoczesności. Dziś Polska potrzebuje znów węgla, dymiących elektrowni, kopalń, państwowych stoczni i państwowych gospodarstw rolnych. To właśnie kojarzy się Polakom z tradycją, która – jak twierdzi władza – niesłusznie została odrzucona przez poprzednie rządy. Umorusany górnik, chłop w trudzie i znoju uprawiający naszą polską ziemię. Spawacz w stoczni, który tworzy nowy państwowy wielki przemysł. To są obrazy przemawiające do narodu. Owszem gdzieś tam w tle jest grafen, ale co przeciętny mieszkaniec Wypizdowa Dolnego wie o grafenie? Po co zawracać dzieciom w szkole głowę teorią ewolucji, czy układem heliocentrycznym Kopernika. Lepiej dać więcej religii i historii, by kochały ojczyznę i oczywiście wodza, zbawcę narodu również. Wszelka nowoczesność jest podejrzana i modernistyczna. Trudno ją kontrolować i zmusić do działania na rzecz wiodącej siły narodu.

Myślenie jest niewskazane. Należy działać. Dlatego też wódz krytykuje „imposybilizm” poprzedników, deklaruje natychmiastową dobrą zmianę. W sejmie się już nie dyskutuje, tylko w trybie galopu przepycha ustawy, a ich błędy i niekonsekwencje prawne nie mają znaczenia. Wola narodu ma być ponad prawem. A wolę narodu wyraża wódz, bo on wie najlepiej. Skoro działanie – to robotnik, górnik i rolnik. Zaś naukowiec, artysta lub pisarz to osobnicy podejrzani, nic więc dziwnego, że przypina im się pogardliwą łatkę „wykształciuchów”. Państwo powinno mieć władzę nad edukacją, nauką i kulturą. Władzę bezwzględną.

Faszyzm jest ksenofobiczny i rasistowski. Chce zjednoczyć naród pod swoimi skrzydłami, a naród powinien być jednorodny. Wszelkie odmienności są groźne. Dlatego w faszystowskiej interpretacji świata uchodźcy roznoszą pasożyty i choroby. Są zarazą,przed którą naród musi się bronić. Ktokolwiek będzie chwalił różnorodność, jest wrogiem, bo Polska jest tylko jedna. Niezgoda oznacza zdradę. Jeśli prezydent wetuje ustawy, które miały być uchwalone tu i teraz, natychmiast i bez zwłoki, to dla sporej części swego obozu i sporej części rodaków staje się zdrajcą, choć z powodów pragmatycznych zostaje to wyciszone, to jest już przyzwolenie na atakowanie zdrajcy. To jest też ostrzeżenie dla wszystkich, którzy by chcieli się wyłamać.

Faszyzm karmi się frustracją. Pierwszymi wyznawcami, do których zwróci się przywódca, będą ci, którzy uważają się za skrzywdzonych. To oni są solą ziemi, to im należy się więcej. Tak będzie głosić partia i jej funkcjonariusze. Zastana rzeczywistość jest zła, krzywdząca i trzeba ją zmienić, więc gdy faszyzm wygra, to będzie dobra zmiana. Dla tych właśnie, którzy przedtem byli skrzywdzeni. Zwycięstwo będzie więc początkiem sprawiedliwości, która krzywdzonym dotąd obywatelom da satysfakcję.

Faszyzm daje tłumom poczucie tożsamości. Tożsamość buduje się prostymi symbolami, koszulki z orłem, patriotyczne marsze i okrzyki, wojskowa celebra przy najgłupszej nawet okazji. Każdy może być patriotą. Nie trzeba być mądrym, wykształconym, ani nawet uczciwym. Wystarczy głośno krzyczeć razem z innymi i mieć bluzę z żołnierzami wyklętymi, to działa przede wszystkim na młodzież. Dlatego budowanie dumy z własnego narodu musi się wiązać z kreowaniem wrogów. Na pewnym etapie im wrogów więcej, tym zjednoczenie narodu silniejsze. To także jest przyczyną, dla której faszyzm karmi się ksenofobią, antysemityzmem i rasizmem.

Upokorzenie jest budulcem faszyzmu. Wyznawcy muszą się czuć upokorzeni siłą i i bogactwem wrogów. Właśnie dlatego wrogami narodu są „banksterzy”, o których opowiada się, że to Żydzi, którzy zmierzają do zniszczenia narodu. Nie ma rzecz jasna tej narracji oficjalnie, nie teraz, nie po Drugiej Wojnie Światowej i holokauście, ale funkcjonariusze systemu lubią zadawać retoryczne pytania, w nieoficjalnych sytuacjach puszczać w obieg pewne aluzje i wykorzystywać do siania nienawiści część aktywnych wyznawców. Pokonanie potężnego wroga będzie większym zwycięstwem. Dlatego w narracji publicznej pojawiają się słowa o totalnej opozycji, ubeckich wdowach, komunistycznych upiorach, o finansowaniu tejże totalnej opozycji i protestów przez Sorosa, który jak wiadomo jest Żydem. Upokorzenie zwiększa agresję i żądzę zwycięstwa. Zwiera szeregi, buduje jedność.

Elitaryzm to kolejna cecha faszyzmu. Faszyzm nie opiera się na wolnych wyborach i konkurencji. Zawsze dąży do zdobycia rządu dusz na zawsze. Ponieważ nie wywodzi się z tradycji arystokratycznej, musi więc znaleźć jakieś inne uzasadnienie dla swych niedemokratycznych rządów. Zatem naród jest z istoty rzeczy słaby i potrzebuje wodza, zbawcy ojczyzny, który poświęci się dla niej i dla którego dobro narodu jest celem życia. Dlatego musi mieć władzę absolutną, by działać dla dobra narodu. Ponieważ jednak nie może działać sam, więc spośród narodu wybierani są najlepsi, którzy w imieniu wodza sprawują władzę. Najlepsi są poza krytyką. Nieważne, czy funkcjonariusz nazywa się Misiewicz, czy Jaki lub Ziobro. Dopóki jest pod ochroną wodza, jest nietykalny. Jednak wódz w każdej chwili może dowolnego funkcjonariusza strącić z piedestału. Zatem członkiem wyjątkowej silnej i lepszej od pospólstwa kasty jest się z woli wodza, a nie z powodu własnych przymiotów. To znaczy, że każdy może być bohaterem, jeśli namaści go wódz.

Naczelnik, wódz, przywódca, zbawca ojczyzny jest tylko jeden. On wie najlepiej, czego chce naród. W demokracji podstawą działań rządów są wybory. Demokratyczne władze szanują trójpodział władzy, wolę większości w pewnych granicach i podlegają samoograniczeniom, choć każda władza ma chęć na więcej prerogatyw niż dostaje. Jednak zwykle politycy potrafią zrozumieć ograniczenia, bo wiedzą, że za kilka lat mogą przyjść ich przeciwnicy, którzy też skorzystają z większych przywilejów i możliwości. Faszyzm nie szanuje demokracji. Wystarczy mu jakakolwiek większość, która zapewni władzę. W kolejnym etapie nie są już potrzebne wybory, ani słuchanie woli ludu. Lud w swej masie nie ma przecież jednej opinii na każdy temat. To wódz jest tym, który wie, jaka jest wola ludu. Wybory, dyskusje, parlament – są to tylko czynniki przeszkadzające w realizacji idei, którą przedstawia wódz i jego partia.

Faszyzm musi mówić do narodu nowym językiem. Orwell w swej książce „Rok 1984” wymyślił termin nowomowa. Dobrze on pasuje do języka faszyzmu. Faszyzm musi nazywać wszystko po swojemu. Zbigniew Nienacki doskonale to ujął w swej powieści „Dagome Iudex”: Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest więc moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy tak, aby te określenia przyjęły się powszechnie. W ten sposób właśnie zamiast elity kulturalnej i naukowej w faszyzmie pojawiają się wykształciuchy. Ludzie, którzy się sprzeciwiają władzy to totalna opozycja. Pojawiają się też inwektywy, które są częścią budowania jedności narodu. Każdy, komu przyszłoby do głowy się sprzeciwić, musi wiedzieć, że stanie się zdradziecką mordą, kanalią, komunistycznym upiorem. Faszyzm też z upodobaniem sięga do nowomowy komunistycznej, choć niby komunizmem gardzi. Dlatego faszyści będą mówić GazWyb na Gazetę Wyborczą. W nieoficjalnych rozmowach nazwą ją GazŻydem podśmiewając się z dwuznacznej wymowy tego skrótu. Faszyści wiedzą, że moc nazywania zjawisk i ludzi jest potężną bronią.

Zapewne spora część czytelników już wcześniej domyśliła się, że opisując zjawiska obecne dziś w Polsce, posłużyłem się definicjami, które sprecyzował Umberto Eco w swym artykule „Ur-Fascism” z roku 1995, a który można znaleźć na stronie New York Review of Books. Po raz kolejny oddając hołd innemu wielkiemu pisarzowi – parafrazując motto do głośnej powieści Heinricha Bölla – muszę podkreślić, że moje nawiązania do artykułu Umberto Eco nie są ani celowe, ani przypadkowe, lecz po prostu nieuniknione.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)

Droga bez powrotu

Pierwszego lipca 1946 w Kielcach zaginął ośmioletni chłopiec, znalazł się trzy dni później i najprawdopodobniej dla uniknięcia kary wymyślił, że został porwany. Wśród kieleckiej ludności pojawiła plotka, że Żydzi porywają i trzymają w piwnicy polskie dzieci. O ile można zrekonstruować fakty, o tyle trudno dziś dojść do motywów. Milicjanci, którzy poszli sprawdzić budynek, w którym mieścił się Komitet Żydowski, zachowywali się prowokująco i podsycali plotki. Można przypuszczać, że być może byli zainteresowani możliwością przeszukania budynku, bo po wojnie nadal krążyły rozmaite fantastyczne opowieści o bogactwie Żydów. Plotka rosła podsycana przez kolejnych ludzi aż wreszcie 4 lipca doszło do pogromu. Zginęło 40 osób. Przez wiele lat wokół tego wydarzenia panowała zmowa milczenia. Gdy wreszcie zaczęto się tym zajmować, dominującym elementem narracji była wersja mówiąca o celowej politycznej prowokacji Urzędu Bezpieczeństwa. I nawet gdyby tę wersję przyjąć za prawdziwą, choć bardziej prawdopodobne jest, że plotkę rozpowszechniali ludzie mający chęć zagarnąć rzekome złoto Żydów, to w pogromie uczestniczyli nie tylko żołnierze i milicjanci, ale również przynajmniej kilkudziesięciu zwykłych mieszkańców miasta.
W siedemdziesiątą pierwszą rocznicę pogromu media społecznościowe obiegła, udostępniana masowo przez tysiące Polaków, fałszywa i ewidentnie wymyślona w złej wierze informacja, że w Koszalinie podczas niedzielnej giełdy Arabowie, muzułmanie usiłowali porwać kilka kobiet usypiając je jakimiś środkami. Rzekomo zwabiano je możliwością kupna taniej odzieży. Nie trzeba być historykiem, by zauważyć przerażające podobieństwo zastosowanego mechanizmu rozsiewanej plotki i łatwo sobie wyobrazić, jakie mogłyby być tego konsekwencje.
Starożytni Rzymianie mawiali, że historia jest nauczycielką życia. Niestety od zarania cywilizacji, są idioci, którzy nie potrafią nauczyć się niczego i ludzkość powtarza te same błędy jak w jakimś potwornym chocholim tańcu. Przypomnijmy, że począwszy od 64 roku naszej ery, gdy w starożytnym Rzymie dokonano pogromu chrześcijan, w wyniku plotki oskarżającej ich o podpalenie miasta, za każdym razem działał ten sam mechanizm. Mówi się dziś, że to sam Neron kazał rozpowszechniać plotkę o podpaleniu Rzymu przez ludność chrześcijańską.
Na początku wieku XVI w Lizbonie dokonano masowego mordu od tysiąca do nawet czterech tysięcy Żydów, motywacją podburzających plotek była chęć wzbogacenia, bowiem atak został przede wszystkim skierowany przeciw najbogatszym. W 1182 roku w Bizancjum dokonano masakry łacinników, czyli chrześcijan wyznania rzymskiego. Motywem była konkurencja kupców miejscowych z kupcami z Italii. W latach 1917 – 1919 na Ukrainie dokonywano pogromów na Żydach, chcąc skonsolidować patriotycznie ludność ukraińską. Inicjatorem pogromów był tzw. Dyrektoriat. W 1992 roku w Indiach hinduiści zostali podburzeni i wymordowali kilka tysięcy muzułmanów. Oficjalnie motywy zbrodni były religijne. Zawsze znajdą się jacyś obcy – muzułmanie lub chrześcijanie, Żydzi lub Cyganie – na których można skierować gniew sfrustrowanego i nieszczęśliwego tłumu. Potrzebni są jedynie prowokatorzy, jak w piosence Jerzego Klesyka z 1981 roku.

Ja jestem pro, ja jestem prowokator.
Pionek historii, władzy trzon,
Co wyzwala w was emocje, burzy krew!
Ja funkcjonariusz nieuchwytny,
Po cichu zjawiam się i niknę,
I z igły widły robię, wodę z mózgu, ludu gniew!

Niekiedy rolę prowokatorów odgrywają pożyteczni idioci, jak ci, którzy tysiącami udostępniali idiotyczną rewelację na Facebooku. Jeśli do tego dodamy jeszcze koniunkturalny rząd, który podsyca lęki i fobie, aby rozzłoszczone tłumy wykorzystać przeciw swym przeciwnikom politycznym, to mamy gotowy przepis na tragedię. Historia uczy nas, że raz uruchomionej machiny nienawiści nie da się okiełznać. Politykom wydaje się, że łatwo zapanują nad rozmaitymi ekstremistami, a w rzeczywistości to oni zaczynają panować. Politykom Republiki Weimarskiej również wydawało się, że wykorzystają nazistów do zneutralizowania lewicy, a potem jakoś sobie poradzą. Nie poradzili sobie.

Głupota najlepiej przechowuje się w tradycji. (Ryszard Nowosielski)

Nic więc dziwnego, że lęki, fobie i nienawiść najlepiej rozwijają się w środowiskach konserwatywnych, prymitywnie religijnych i prostackich. Rząd Partii Jarosława Kaczyńskiego prowadzi kraj w złym kierunku. Rośnie nienawiść bezrozumnie skierowana do rozmaitych grup, a nawet pojedynczych osób mówiących innym językiem lub mających inny nieco wygląd. Liczba napaści z podłożem rasistowskim i ksenofobicznym liczy się w tym roku już w tysiącach. Są to nadal najczęściej chuligańskie wybryki, ale to tylko kwestia czasu, gdy oszalały z nienawiści tłum dokona pogromu. Na kim? Tego dziś nie wiadomo, ale idziemy drogą bez powrotu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Epidemia głupoty

Ponad rok temu napisałem krótki i zdecydowanie złośliwy tekst zatytułowany Drodzy Rodacy. Zaczynał się słowami:

Jesteście kretynami. Z Waszego zachowania en masse wynika, że konkurencji intelektualnej z amebą byście nie wygrali. Można wręcz żałować, że nie ma jakiejś zbiorowej wersji nagrody Darwina.

Powiedzmy sobie szczerze, dziś w połowie roku 2017 jest gorzej. Epidemia głupoty zbiera swe żniwo. Dziś przeglądając rozmaite informacje natrafiłem gdzieś na stwierdzenie, że wśród Polaków, którzy najbardziej boją się uchodźców i terroryzmu, który rzekomo przywlecze się za nimi, są chłopi, mieszkańcy wsi. 60% z nich obawia się terroryzmu w Polsce po przyjęciu uchodźców.
– Noż ku*** – pomyślałem – czyżby światowe media kiedykolwiek podawały, że arabscy terroryści najbardziej lubią rozpier*** obory i sławojki na polskiej ścianie wschodniej? Wpadnie do zagrody terrorysta Ahmed, zgwałci chłopu jego starą Franię, co ma trzy zęby na krzyż, a na dodatek dwie krowy, o które gospodarz będzie najbardziej zazdrosny. A na koniec jebudu i łup! Wysadzi mu sławojkę, którą pradziadek jeszcze za Witosa budował.
Tak, to ten sam pradziadek, który mówił wtedy, że jak rząd każe stawiać, to on postawi, ale srać tam i tak nie będzie.

Pamiętacie czarną wołgę, co to jeździła niby po naszej socjalistycznej ojczyźnie i porywała dzieci? Za cholerę nikt nie wiedział, po co niby miałaby porywać dzieci i nikt też oprócz gówniarzerii nie wierzył w te brednie. Opowiastka służyła temu, żeby szczyle z pierwszej klasy po lekcjach się po targowisku nie włóczyły, tylko grzecznie zasuwały do domu. Ale dziś przecież mamy XXI wiek, nie tam jakiś zacofany PRL. Zatem debile na fejsbuku sobie przekazują takie opowiastki i juz nie ma tam czarnej wołgi, tylko muzułmanie, którzy nasze polskie chrześcijańskie baby porywają podstępem. Ciekawe skąd się wzięli, skoro ludzki pan prezes Kaczyński ich nie wpuszcza i nie wpuści ani jednego, co wczoraj dobitnie oznajmił swojemu ludowi.

Ludzie! Co myśmy spieprzyli? Skąd ta epidemia kretynów? Jak w jakimś horrorze klasy B. „Świt żywych debili” – reżyserował Bohdan Poręba, scenariusz napisali Jan Pietrzak z Marcinem Wolskim po obaleniu trzeciej półlitrówki. Zaczyna się, gdy wierny lud pisowski zapierdziela na miesięcznicę. A potem jak u Hitchcocka – napięcie wciąż rośnie, a na koniec wszyscy śpiewają „żeby Polska była Polską”.

Litości, chcę się już obudzić!

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.6/10 (12 votes cast)

Brakujące hasło

Niekiedy przeglądam sobie słowniki w poszukiwaniu jakiegoś słowa, chcę uściślić znaczenie lub sprawdzić pisownię, czy odmianę. I nagle okazuje się, że jakiegoś hasła brakuje, a czasem jest w złej wersji. Też tak macie?

Biblia ż I, DCMs.~lii; lm D. ~lii
1. Biblia lit. „starożytna powieść pełna morderstw, korupcji, ksenofobii, bestialstwa, kazirodztwa i okrucieństwa. Najczęściej czytana dzieciom w niedzielne poranki.”
2. przen. Książka będąca dla kogoś autorytetem, wyrocznią, z której czerpie się wzory postępowania.
3. pot. Książka dużych rozmiarów, gruba.
< gr. >

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Tytuł zastępczy

Poniższy felieton powstał jako produkt uboczny moich zainteresowań audiofilskich i dyskusji na forach skupiających hobbystów audio. Z drugiej strony można też zauważyć, że na tym przykładzie opieram też ogólne informacje o manipulacji, bowiem metody, które stosują manipulatorzy są identyczne. I nie jest ważne, czy starają się nas przekonać, ze powinniśmy kupić kable głośnikowe droższe od całego zestawu audio, czy magnetyzer wody, przywracający pamięć wody żywej, czy homeopatyczne leki na raka, czy wreszcie idee polityczne. Oszuści zawsze bazują na niewiedzy, strachu i obawach. I często się im udaje. Niestety, nie miałem pomysłu na tytuł, który by dostatecznie jasno sygnalizował zawartość oraz intencje autora.

Kiedyś były modne takie poradniki z zakresu najczęściej spraw technicznych, tłumaczone często z angielskiego, a mające w tytule zwrot „dla opornych” (for dummies).
Pomyślałem sobie, że w dobie rozkwitu rozmaitych garażowych inwestycji w kosmiczne technologie produkcji grających kabli, może przyda się taki mini podręcznik w zakresie odpowiedniego manipulowania odbiorcami, by byli chętniejsi do wydawania kasy na kable.
Zatem zaczynam pisać…

Manipulacja dla opornych
czyli dlaczego kable grają

1. Współczesny świat jest bardzo skomplikowany. Korzystamy ze sporej liczby urządzeń, których sami nie tylko nie potrafilibyśmy wykonać, ale często nawet nie rozumiemy zasad ich działania. O ile jesteśmy w stanie ciekawskiemu kilkulatkowi jakoś tam wytłumaczyć działanie pralki i cud wkładania brudnej, a wyjmowania czystej bielizny, to już lodówka sprawi nam więcej kłopotu. Mikrofalówka zaczyna powoli przypominać czary, bo jakże coś, co samo w sobie nie jest zimne ani gorące (mikrofale) potrafi zagotować np. wodę? Ba, warto przypomnieć sobie słynne prawo Arthura C. Clarke’a, sławnego pisarza science-fiction.

Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.

To prawo daje nam potężną broń do ręki. A jest nią atawizm. Przez setki tysięcy lat człowiek z zabobonnym lękiem traktował świat go otaczający, nie rozumiejąc przyrody i zjawisk naturalnych, składał pokłony i ofiary wyimaginowanym bożkom, by zdobyć ich przychylność. Także dziś, jeśli się odwołamy do atawizmu, jeśli wzmocnimy naturalne lęki ludzkie, możemy wmówić otoczeniu prawie wszystko. Skoro większość ludzi nie ma pojęcia jak działają szczepionki, a informacja o wstrzykiwaniu komuś zarazków śmiertelnych chorób budzi naturalną odrazę, to nie jest wcale trudne wmówić ludziom, że szczepienia to nic dobrego, bowiem wymyśliło to okrutne lobby farmaceutyczne w celu bezustannego bogacenia się i trucia ludzi, aby zmniejszyć ich populację na świecie. Przecież to genialnie oczywiste, czyż nie? Spiskowe teorie są dobre na wszystko i zwykle wyjaśnią każde zjawisko i wydarzenie, którego ludzie nie rozumieją lub którego nie chcą zrozumieć ze względu na emocje związane z tym wydarzeniem lub zjawiskiem.

Chemitrails? Skoro nie wiemy, co to takiego są smugi kondensacyjne, jak i dlaczego powstają, to przecież oczywiste, że łatwiej uwierzymy w jakieś tajne działania przeciw ludzkości inicjowane przez „wiadome siły”. Człowiek często woli mieć urojonych potężnych wrogów, od realnych, bo nie czuje się tak podle, gdy przegrywa.
Zamach w Smoleńsku? Ależ oczywiście łatwiej się pogodzić z tym, że potężny wróg, chciał zgładzić prezydenta, niż z tym, że wszystko od samego początku było byle jak przygotowane. Że prezydent się spóźnił, że piloci nie mieli ważnych uprawnień, że tylko jeden jako tako kumał po rosyjsku, że kokpit samolotu przypominał burdel, że wreszcie samolot i jego możliwości techniczne to nie to samo co drzwi od stodoły.
Zatem, jeśli tylko się da, zmontujmy zgrabną teorię spiskową, nie musi być zbyt logiczna, nie musi być naukowa (naukowość nawet jej zaszkodzi), byle wpisywała się emocjonalnie w oczekiwania naszych odbiorców. Aby stawiała ich w dobrym świetle, a innych w złym. Aby odwoływała się do ich mądrości i szlachetności, nawet jeśli w rzeczywistości są durni i podli. Postarajmy się też, by ta teoria stawiała ich w lepszym świetle, czyniła z nich wybranych i elitę, która rozumie, która przejrzała światowe spiski, która wreszcie nie da się dalej oszukiwać.

2. Skoro już wiemy, że świat jest zbyt skomplikowany, by przeciętny Kowalski, Smith czy Nguyen go był w stanie zrozumieć, to swobodnie możemy przywoływać rozmaite teorie naukowe, nawet nieistniejące. Ważne jest bowiem, by czytelnicy lub słuchacze mieli do nas zaufanie. Niniejszy tekst nie traktuje o zdobywaniu zaufania. W tym celu trzeba będzie przeczytać lifestylowy poradnik pod tytułem „Zdobywanie zaufania dla opornych”.
Jak wykorzystać naukę do manipulacji, jak zaprzeczyć zjawiskom oczywistym i zrobić wodę z mózgu słabiej myślącym odbiorcom? Oto cytat z pewnego forum audiofilskiego, którego celem jest przekonanie odbiorców do uwierzenia w szczególny wpływ kabli łączących sprzęt audio na dźwięk. Układ tekstu i brawurowe słowotwórstwo pozostawiono w oryginale.

Ignoranctwem jest myślenie, że wszystko zostało już odkryte i zbadane.
Prosty, a jakże jaskrawy przykład:
GRAWITACJA
Patrzcie, otacza nas z każdej strony od zarania dziejów. A do tej pory nie wyjaśniono jak to działa.
Z prądem też tak prosto nie jest.
Dopóki nie zrozumiemy dokładnie jak działa prąd elektryczny. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje.

Każdy myślący czytelnik zaproponowałby takiemu melepecie, by spuścił sobie na łeb cegłę, to na pewno by się przekonał, jak działa grawitacja. Albowiem w powyższej teorii zastosowano podstawową manipulację słowną. Otóż od czasów Newtona, a po części wcześniej już od Galileusza, wiemy doskonale jak działa grawitacja. Newton określił to precyzyjnie w prawie powszechnego ciążenia. I nie trzeba być Stephenem Hawkingiem, by to zrozumieć.

Między dowolną parą ciał posiadających masy pojawia się siła przyciągająca, która działa na linii łączącej ich środki, a jej wartość rośnie z iloczynem ich mas i maleje z kwadratem odległości.

Możemy się najwyżej zastanawiać nad tym dlaczego grawitacja działa, ale nie jak działa. Mówiąc inaczej, jesteśmy w stanie na rozmaite sposoby korzystać z grawitacji lub też nie próbować rozmaitych rzeczy, ze względu na to, że wiemy, jak działa. W tym zakresie bowiem nie ma żadnej nieodkrytej tajemnicy.
To samo dotyczy prądu elektrycznego. A już wisienką na torcie tego monologu manipulacyjnego jest ostatnie zdanie. Nie można wyrokować, że jakieś zjawisko nie istnieje. A niby dlaczego nie można? Co to ma wspólnego z wątpliwościami autora dotyczącymi grawitacji i prądu elektrycznego?
To klasyczny sposób manipulacji, który można nazwać „od szczegółu do ogółu”. Kiedyś okradł mnie facet z Warszawy, więc warszawiacy to złodzieje. Na tej samej zasadzie Polacy to lenie i pijacy, a wszyscy Arabowie to terroryści. Ten numer zawsze się uda z większością waszych potencjalnych słuchaczy, czy klientów.

3. Skoro już ustaliliśmy, że większość ludzi „nie ogarnia” współczesnej technologii i nauki, to spójrzmy teraz, jak możemy wykorzystać to zjawisko dla celów manipulacji. Zakładam, ze zdobyliśmy już zaufanie odbiorcy, który traktuje nas z odpowiednią atencją.

Na Politechnice Warszawskiej zmierzają ku końcowi prace nad opracowaniem nowej, rewolucyjnej w audio technologii. Naukowcy postanowili tym razem zastosować w akcesoriach bursztyn. Stosowany powszechnie kwarc i jego pochodne, okazały się znacznie mniej skuteczne w walce z zakłóceniami sygnału elektroakustycznego /…/
Za wytrwałość i dociekliwość brawa należą się głównie dwóm polskim inżynierom… przy okazji doświadczonym użytkownikom sprzętu Hi-Fi i audiofilom.

To cytat z pewnej strony z recenzjami audiofilskich gadżetów. Jeśli przeczytamy informację o prowadzeniu prac badawczych w dowolnej dziedzinie na jakimś uniwersytecie, bądź na politechnice, będziecie pewni, że chodzi o oficjalny program badawczy, że jest to jedno z zadań jakie postawiła przed sobą uczelnia lub jakiś jej wydział. Czy przyjdzie wam do głowy, że po prostu chodzi o hobbystyczne zajęcia ludzi, którzy szczęśliwym dla siebie trafem są pracownikami uczelni? Raczej nie. Powołanie się na autorytety akademickie dodaje powagi każdej informacji. Dobrze też przywołać jakieś naukowe dane, które przekonają czytelnika, że ma do czynienie z rzetelna relacją o naukowej podbudowie.

Wszyscy pamiętamy jego nadzwyczajne własności w dziedzinie elektryczności statycznej. Sugeruje to od razu możliwość stosowania go w kondensatorach o bardzo specyficznej charakterystyce. Dla formalności dodamy że bursztyn elektryzuje się ujemnie. Jest mieszaniną, w której głównym pierwiastkiem jest węgiel 67-81% i siarka około 1%, pozostałą część w udziale 10-11% stanowią tlen i wodór. Większość odmian bursztynu zawiera kwas bursztynowy w ilości od 3 do 8 %. Wzór chemiczny bursztynu jest banalnie prosty (prostszy nawet od alkoholu) C10H12O. W zależności od odmiany ciężar właściwy bursztynu oscyluje wokół 1kg/dcm3 czyli jest podobny do wody. To z tego powodu lżejsze odmiany bursztynu pływają na jego powierzchni, a cięższe toną.

Jeśli czytelnik z chemią ma do czynienia głównie w dziale „chemia domowa” miejscowego marketu, będzie zapewne pod wrażeniem. Mało komu przyjdzie do głowy sprawdzać tak naukowe informacje. A warto by było, bo dowiedzielibyśmy się, że bursztyn jest mieszaniną związków polimerowych, w której składzie znajduje się kwas bursztynowy C4H6O4, ale trudno chyba mówić o jakimś jednoznacznym wzorze chemicznym całego bursztynu. Być może zadalibyśmy sobie pytanie, co ma do rzeczy fakt, że lżejsze odmiany bursztynu unoszą się w wodzie? Za to uświadomilibyśmy sobie, że bursztyn, choć powierzchniowo elektryzuje się ujemnie przez potarcie, to nie przewodzi prądu, jest izolatorem. Oczywiście w przedstawieniu naukowym „grającego”gadżetu w postaci drutu w szklanej rurce wypełnionej drobinkami bursztynu bardzo pomocne będą zdjęcia. Zdjęcia muszą sprawiać wrażenie potęgujące przekonanie odbiorcy o wyjątkowym zaawansowaniu technicznym powstającego produktu. Przydatna na pewno będzie fotka w podczerwieni, do tego jakaś aparatura badawcza (obojętnie jaka, większość i tak nie skuma), a jak by jeszcze znalazły się wykresy, to byłoby wspaniale. Technicznie i naukowo brzmiące terminy są oczywiście bardzo pomocne. Jednak gdy w podpisie zdjęcia znajdzie się informacja o miedzi bezglutenowej, to można nabrać wątpliwości, czy artykuł jest tak rzetelny, jak wcześniej czytelnik przypuszczał. Zatem uważnie i czujnie dobierajmy mądre słowa, aby samemu na siebie nie zastawić pułapki werbalnej.

Inkryminowany artykuł kończy się wzniosłymi słowami, które z jednej strony odwołują się do sfery emocjonalnej (Oto właśnie rodzi się nowa idea) i one właśnie mają być tym mocnym końcowym akcentem, który utkwi w pamięci i z którym czytelnik uskrzydlony pójdzie z nadzieją na nową wspaniałą technologię. Ale też jest odwołanie do znanej audiofilskiej imprezy i niejako ogrzanie się w jej bliskości. Przecież jeśli coś zostanie pokazane na tak prestiżowej wystawie, to nie może być zwykłym oszustwem.

Mamy nadzieję, że filtry w wersji produkcyjnej będziemy mogli zobaczyć na jesiennej wystawie Audio Video Show 2017. Już teraz wiemy, że lekkiej zmianie ulegnie termin. Wystawa nie odbędzie się w pierwszy weekend listopada po święcie zmarłych. Oto właśnie rodzi się nowa idea.

A zatem drogi początkujący manipulatorze, obojętnie czy chcesz w swym garażu produkować kable audio w kosmicznej technologii, mające wyjątkowe właściwości, czy też myślisz o zrobieniu kariery politycznej, wiedz, że dziedzina jest nieważna, a metody są takie same. Teraz ty też wiesz, jak to się robi.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)

Coś osobistego

Jon Ronson – urodzony w Walii, pochodzący z rodziny żydowskiej, mieszkający to tu to tam, a piszący zaś po angielsku – jest autorem książki So You’ve Been Publicly Shamed. Tytuł można przetłumaczyć jako Zostałeś publicznie zawstydzony, lecz pasowałoby też słowo napiętnowany. Jednak polski wydawca uważa, że polskiemu czytelnikowi trzeba pewne występujące w książce elementy włożyć do głowy łopatą. Ponieważ książka traktuje w sporej części o mediach społecznościowych, dostała tytuł w postaci tagu #WstydźSię. Tagi w języku polskim są zwykle nieortograficzne i niegramatyczne, choć coraz częściej się pojawiają. Za tytuł polskiego tłumaczenia krecha dla wydawcy jak stąd do bieguna.
Książka Ronsona jest denerwująca, lecz nie sposób się od niej oderwać. Czytając wciąż miałem ochotę polemizować z autorem, choć zapewne on nie miałby ochoty polemizować ze mną. Z wieloma diagnozami stawianymi przez Ronsona kompletnie się nie zgadzam, ale nie o tym dziś zamierzam pisać. Ronson analizuje przykłady publicznego piętnowania i zawstydzania ludzi za czyny lub słowa. Wskazuje często na to, że współcześnie zachowania w internecie przybierają postać linczu pełnego bezrozumnej nienawiści setek tysięcy ludzi.

Nie powinno być dla nikogo niespodzianką, że odczuwamy potrzebę dehumanizacji osób, które skrzywdziliśmy – zanim to zrobimy, w trakcie, a także potem.

Nie da się zaprzeczyć, wszyscy to wiemy i powyższy cytat wydaje się wręcz truizmem. Wiemy doskonale jak faszyzm odczłowieczał Żydów, po to by potem łatwiej wypełnić zadania „ostatecznego rozwiązania”, którego oczekiwał Hitler. Dziś w Polsce mierzymy się z jednej strony z pełnymi nienawiści i pogardy słowami prezesa partii rządzącej, który mówi o gorszym sorcie, elementach animalnych i barbarzyństwie, nawet białe róże trzymane przez jego przeciwników są symbolem nienawiści i głupoty. Z drugiej strony, każda akcja rodzi reakcję, a więc przeciwnikom łatwiej nienawidzić Kaczyńskiego, gdy nazwą go niedojdą, kurduplemm, nienawistnym gnomem. W ten sposób rośnie poziom złości i agresji, który w żaden sposób nie jest kontrolowany przez nikogo. Lub raczej rządzącym się wydaje, że kontrolują, a tymczasem rosną im pod bokiem nacjonalistyczne neofaszystowskie bojówki. Zgodnie z literackim prawem Czechowa, jeśli w sztuce teatralnej wisi na gwoździu dubeltówka, to najpóźniej w ostatniej scenie sztuki musi ona wystrzelić. Ta reguła jest bardziej uniwersalna, niż się niektórym wydaje.
Jednakże są to rozważania ogólne, dla wielu teoretyczne, bo polityka jest gdzieś tam w Warszawie i oglądamy ja w telewizji. Internet spowodował, że pewne zdarzenia zbliżyły się, wkroczyły do naszych domów, ale znów wydaje się nam, przeważnie biernym konsumentom, że to jest jakiś odległy świat, który nie dotyczy naszych czterech ścian. Tym bardziej, że wielu osobom nadal wydaje się, że są anonimowe.

I tu pora na osobistą refleksję. Można stać się obiektem nienawiści tak gwałtownej, że aż trudno to pojąć. Dotyczy to czasem tak specyficznych aspektów rzeczywistości, że trudno to zrozumieć. Na początku bieżącego wieku znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji zawodowej. Szkołą, w której pracowałem, zaczęła kierować osoba, z której postępowaniem kompletnie się nie mogłem zgodzić i musiało to w końcu mieć poważne konsekwencje. Kiedyś być może wrócę do sedna sprawy, ale dziś chcę wspomnieć o jednym tylko jej aspekcie. Podczas procesu o zniesławienie, który wytoczyła mi już była zwierzchniczka, wyszło na jaw, że jej zastępczyni (za wiedzą dyrektorki) dopuściła się przestępstwa przeciw dokumentom fałszując tzw. protokolarz. Jest to w każdej szkole dokument zawierający szczegółowy zapis przebiegu rad pedagogicznych oraz podejmowanych podczas nich decyzji. Gdy sędzia usiłował uświadomić panią, że to nie było nic nieważnego, że to przestępstwo i może za nie odpowiedzieć karnie, reakcja była zdumiewająca. Nie pamiętam dziś dokładnie słów, więc nie będę cytować, jednak wyrazista i emocjonalna reakcja tej pani stawiała mnie gdzieś pomiędzy psem a świnią, zwierzęciem, po którym ona się czuła w obowiązku „posprzątać” (w protokole, gdzie były dokładnie przytoczone moje zarzuty wobec dyrekcji). Zatem gdzieś u źródeł tej nienawiści i dehumanizowania wroga tkwi przekonanie o własnej misji, własnej uczciwości i słuszności własnych racji. Tak właśnie było w opisywanym przeze mnie wydarzeniu. Nie potrafiłem wówczas zrozumieć tak gwałtownego wybuchu, ponieważ moje relacje z dyrekcją od początku były wyłącznie służbowe i zdystansowane. I choć ta cała historia zabrała trzy lata z mojego życia, to dla mnie nie była sprawą emocji, a jedynie konsekwencją mojej śmiesznie idealistycznej postawy.
Cóż, warto pamiętać, że im bardziej przedstawiciele „dobrej zmiany” będą przekonani o własnej uczciwości, nieomylności i własnych racjach, to tym skuteczniej będą kiedyś strzelać do przeciwników.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)

Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa…

Sejm. Polski parlament. Miejsce stanowienia prawa. Obrady przedstawicieli narodu. Na mównicy pojawia się zwykły poseł Jarosław Kaczyński, nie bez przyczyny nazywany przez niektórych najważniejszą osobą w kraju. Niektórzy nazywają go suwerenem, bo to jego polecenia i życzenia spełniają wszyscy politycy partii rządzącej. Kaczyński zaczyna przemawiać i w pewnym momencie z jego ust pada słowo WŁANCZAĆ. WŁĄCZAĆ! – wrzasnęła zjednoczona – jak nigdy – opozycja z ław sejmowych. Kaczyński odczekał chwilę i stwierdził ze śmiertelnie poważną miną – pozwolicie państwo, że będę mówił, jak mówię.
Nie był pierwszy. Pisowski damski bulterier, czyli Krystyna Pawłowicz publicznie wykłócała się z internautami, że forma WZIĄŚĆ jest poprawna, że tak ją uczono mówić i pisać w szkole, i ona tak dalej będzie mówić i pisać. Pani profesor, prawniczka, ucząca niegdyś studentów Pawłowicz, przez chyba całe dwa tygodnie szła w zaparte i udowadniała wszystkim, że jej błąd językowy jest formą poprawną, a czepiają się jej wyznawcy jakiejś lewackiej ortografii.
Całkiem za to niedawno poseł Arkadiusz Mularczyk, chcąc przyłożyć adwersarzom użył słowa, a może raczej słów POST PRAWDA. Na zwróconą uwagę, że to hańba nie wiedzieć, że to słowo pisze się poprawnie łącznie, czyli postprawda, Mularczyk napisał, że CHAŃBA to pracować w Wyborczej.

To tylko trzy przykłady z dziesiątek, a może setek językowych potknięć i lapsusów polskiej (tak zwanej) prawicy. Niektórzy zastanawiają się, czy niechlujny język i błędy językowe nie są czasem jakąś chorobą dotykającą prawicowych, konserwatywnych polityków partii rządzącej. I nie tylko polityków. Gdy musimy już mieć do czynienia z tzw. narodowcami, szybko przekonujemy się, że niechlujstwo językowe, błędy ortograficzne i gramatyczne oraz nieznajomość podstawowych zasad własnego języka to wręcz ich znak rozpoznawczy. Całkiem niedawno jeden z nich wysłał mi swą narodową obietnicę: bendziesz wisiał ty zdrajco Polakuw.

Biedny Słowacki, nieszczęsny Mickiewicz, na nic ich twórczość, na nic ich starania o piękno języka ojczystego, skoro cechą wyróżniającą dzisiejszych patriotów jest prymitywizm językowy i niedouczenie. O innych aspektach intelektu już z przerażenia nie wspomnę…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Stig Larsson napisał powieść kryminalną pod tym tytułem. Powieść opowiadała o tym, jak nienawiść do kobiet może zostać przekazana z pokolenia na pokolenie i prowadzić do ohydnych zbrodni. Rzeczywistość w Polsce buduje dziś nie mniej ohydne scenariusze, których sednem jest nienawiść do kobiet. Nienawiść trwa od dwóch tysięcy lat z religijnym fanatyzmem w tle. Zaledwie dwa tygodnie temu pisałem nieco ironiczny felieton o seksizmie wszechobejmującym Polskę, o dyskryminacji kobiet obecnej w najnowszym spocie reklamowym ministerstwa edukacji, o ogarniającej polskich lekarzy katolickiej fobii w stosunku do tzw. cesarskiego cięcia.
I oto rezultat.

Co ty, nie wiesz, że jak się w ciążę zachodzi, to trzeba rodzić, a nie ciąć?

Powiedział tak lekarz do rodzącej w świebodzińskim szpitalu. Tak. To to samo miasto nad którym góruje ogromny widoczny z daleka posąg Chrystusa. Aż dziw, że nie zacytował jeszcze Biblii.

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Po trwającym 14 godzin porodzie dziecko urodziło się martwe. Pan doktor miał jednak pecha. Gdyby dziecko przeżyło, a zmarła rodząca, to pies z kulawą nogą w pisowskiej Polsce by się tym nie przejął. Jednak przy panującym kulcie ochrony dzieci nienarodzonych może zachodzić podejrzenie celowego działania, więc pan doktor będzie się tłumaczył w prokuraturze.
Warto przypomnieć przy tej okazji, że Kościół od zarania swych dziejów miał nienawistny stosunek do kobiet i niech nas nie zmyli kult matki Chrystusa. Jedną z pierwszych ofiar religijnego fanatyzmu chrześcijan była Hypatia, uczona z Aleksandrii będąca obiektem szczerej i pobożnej nienawiści biskupa Cyryla, a wtedy chrześcijaństwo nie miało jeszcze statusu religii państwowej w Imperium Rzymskim.

Znikoma wiedza o kobietach i porodzie przedchrześcijańskich i pogańskich lekarzy, od Hipokratesa (ok. 400 roku p.n.e.) po Galena (129–199 rok n.e.), została zamknięta w bibliotekach klasztornych.
Przez wieki absolutnego panowania Kościoła żaden lekarz nie dotknął nagiej kobiety i jej grzesznego podbrzusza, nie wszedł do izby porodowej. Hamburczyk Veit Völsch, nazywany doktorem Veitem, który spróbował tego w damskim przebraniu, został spalony na stosie. (Ginekolodzy, Jürgen Thorwald)

Doktor Veit był jednym ze stosunkowo nielicznych, prócz portugalskich i hiszpańskich heretyków, mężczyzn spalonych na stosie. Przeważnie na stosie palono kobiety zwane czarownicami. Liczbę ofiar szacuje się na przynajmniej setki tysięcy, a o palmę pierwszeństwa w tych masowych mordach na tle religijnym konkurują katolicy z protestantami.
Tymczasem w Polsce w XXI wieku na porządku dziennym są idiotyczne żarty z feminizmu, dowcipy przygłupów walczących z nieistniejącymi hordami uchodźców islamskich, którzy mają rzekomo przybywać po to tylko, by gwałcić Polki, a przecież „lepiej zostać zgwałconą przez Polaka” (autentyczny tekst nacjonalisty). Lekarze bojąc się presji Kościoła lub w nadziei na większe możliwości awansu, nie kierują się współczesną wiedzą lekarską, ale przedwiecznymi zabobonami religijnymi. Drżyjcie kobiety, przychodzi era ciemnoty, przy której średniowiecze wyda się wam epoką oświeconą.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (13 votes cast)

Być kobietą, być kobietą

Kalendarz mówi, że mamy XXI wiek, a jak się spojrzy tu i ówdzie, to wyłazi jakaś średniowieczna ciemnota. Kraj w centrum Europy, a poglądy reprezentowane przez sporą część społeczeństwa, w tym niestety przez rządzących, jak żywcem wyciągnięte z zatęchłego przysiółka w ruskim zaborze.
W piosence z końca lat siedemdziesiątych Alicja Majewska śpiewała:
Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…

I tak jakoś dziwnie się stało, że to ten refren wpadał wszystkim w ucho, a nikt nie zwracał uwagi na ostatnie słowa piosenki.
Ach, kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę,
kiedy piorę ci koszule albo… naleśniki smażę…

Symbolem PRLu był ten zdechły tulipan wręczany taśmowo kobietom z okazji Dnia Kobiet. W rzeczywistości ich los nie był usłany… tulipanami. Jednak przynajmniej oficjalnie nikt nie starał się kobiet zawrócić do średniowiecza, mówiąc im, że są głupsze, gorzej wykształcone i powinny dlatego zarabiać mniej. Rzeczywistość pokazała, że są mądrzejsze, częściej zdobywają wyższe wykształcenie, choć niestety nie zawsze zarabiają tak, jak powinny. Symbolem mezaliansu przestała być Stefcia Rudecka z „Trędowatej”, a stał się nim traktorzysta z pegeeru ożeniony z wiejską nauczycielką. Nie bez przyczyny.

Mamo, zainstalowałem ci taki system, żebyś miała więcej czasu dla mnie.

Mówi młodociany samiec zza ekranu laptopa w reklamie MEN. Nie bardzo jasne jest, co ta reklama MEN ma reklamować, ale zakładam, że nową szkołę pani Zalewskiej. Chłopcy będą w niej mieli informatykę, a dziewczęta w tym czasie będą się uczyć cerować męskie skarpetki.
Ostatnio w prasie pojawił się artykuł o niechęci lekarzy do wykonywania tzw cesarskiego cięcia podczas porodu. Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawia się ten temat w Polsce, gdy władze z jednej strony usiłują tylnymi drzwiami wprowadzać dalsze ograniczenia w i tak już restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej, z drugiej utrudniają dostęp do antykoncepcji awaryjnej, a na dodatek przystępują do wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej. Ministrowie i posłowie partii rządzącej nie kryją się ze swoimi konserwatywnymi przekonaniami religijnymi i otwarcie mówią o konieczności dostosowania prawa państwowego do wymogów religii katolickiej. Jeśli do tego dodamy, że jednocześnie straszą nas uchodźcami z Syrii i islamskim szariatem, to wyłania się z tego obraz całkiem schizofreniczny. Biblia kwestię rodzenia dzieci omawia krotko i zwięźle. Przy czym słów rzekomo boskich (w Starym Testamencie) nikt nie odwołał w żadnej Ewangelii, ani później.

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Można mieć słuszne podejrzenia, że część doktorów wyznających tzw. klauzulę sumienia ponad przysięgą Hipokratesa, szuka uzasadnienia swych czynów w Biblii. Jak w bólu, to przecież bez znieczulenia i żadne tam cesarskie cięcia…
Oczywiście internetowe komentarze są często pełne oburzenia, na te rozpasane oczekiwania kobiet.
Przez prawie 200 tysięcy lat kobiety rodziły naturalnie. Nagle ktoś zaczął wmawiać kobietom, że poród naturalny psuje figurę i nagle wszystkim odwaliło. – twierdzi jeden z internetowych fachowców. A drugi dodaje – Kobieta ma idealne drogi rodne jest młoda silna płód jest niewielki ale kobieta się uprze wie lepiej i koniec. Trzeci zaś uzupełnia retorycznym pytaniem – A jakie masz przeciwwskazania obecnie do porodu naturalnego mądralo przy prawidłowej ciąży i ułożeniu dziecka?
Nic tylko nagrać w narodowej telewizji program z udziałem męskich fachowców od porodów. Nawet mam tytuł: Jak oni rodzą!
Moja babcia mawiała żartobliwie, że gdyby dzieci małżonkowie rodzili na przemian, to w żadnej rodzinie nie byłoby więcej niż troje. Coś w tym może być, gdy tak przyjrzeć się tym męskim specjalistom, według których viagra powinna być bez recepty, a środki antykoncepcyjne na receptę. Zdaje się, że najbardziej tęsknią za tą drugą częścią biblijnego nakazu Boga, która jakoś współcześnie przestała obowiązywać. Może dlatego że wibrator się nie męczy, nie pierdzi w łóżku i nie śmierdzi tanim piwem?
Gdy rodziły się moje dzieci, a było to w PRL, wiedziałem przynajmniej przy całej słabości ówczesnej opieki medycznej, że jeśli będzie taka potrzeba, to w szpitalu zrobią cesarskie cięcie, a pan doktor nie będzie miał z tego powodu dylematu, bo właśnie wrócił ze spowiedzi świętej. Dziś takiej pewności w szpitalu już nie ma.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

Małpi proces

Jednym z koronnych argumentów zwolenników tzw. inteligentnego projektu, popieranego ciszej lub głośniej przez wyznawców wszystkich chyba religii jest ten, wymyślony przez Freda Hoyle’a.

Na złomowisku są wszystkie części i fragmenty Boeinga-747, porozkręcane i chaotycznie porozrzucane. Trąba powietrzna przypadkowo przechodzi przez złomowisko. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że po jej przejściu znajdziemy tam w pełni złożony 747, gotowy do lotu? (Fred Hoyle)

Oczywiście taki argument miałby sens, gdyby nie to, że jest z gruntu fałszywy. Otóż kreacjoniści zapominają, że według teorii ewolucji życie nie powstało od razu w formie człowieka. Inaczej mówiąc burza przechodząca nad tym złomowiskiem, najpierw „zmontowała” proste wahadło. Potem zmieniały się przez miliony lat warunki fizyczne, a tym samym części „leżące” na tym umownym złomowisku. Ukształtowanie się samolotu nie byłoby więc czynem jednorazowym, ale procesem kształtowania się coraz bardziej skomplikowanych elementów.
Dla kreacjonistów to jednak argument koronny, bo spora część z nich wierzy w zapisy biblii w sposób literalny. A zatem świat według nich został stworzony przez siłę nadprzyrodzoną, którą oni nazywają Bogiem, w procesie tworzenia trwającym 6 dni, a działo się to mniej więcej koło sześciu tysięcy lat temu. Nie wszyscy wyznawcy rozmaitych religii są tak fundamentalni, niektórzy z nich dopuszczają znaczenie symboliczne świętych ksiąg judaizmu, chrześcijaństwa, czy islamu. Jednak obserwujemy niepokojący zwrot ku wierze i negowania nauki. W Turcji z nowego programu szkolnego usuwa się nawiązania do teorii Darwina, ponieważ jak ujął jeden z ważnych polityków partii Erdogana, „jest niewiarygodna”. W Polsce po tzw. reformie oświaty z programów zniknie teoria Darwina, a także elementy dotyczące kosmosu i układu słonecznego, uczniowie nie dowiedzą się też nic o Koperniku. Pominięta zostanie postać Marii Curie-Skłodowskiej. Nieoficjalne wypowiedzi niektórych polityków partii rządzącej sprowadzają się do stwierdzenia, że „nie ma co dzieciom w głowach mieszać”. Jeśli dodamy do tego, że podczas edukacji szkolnej uczeń będzie uczestniczył w ponad 530 lekcjach religii, to robi się juz bardziej strasznie, niż śmiesznie.

Biolodzy na całym świecie uwikłani są w batalię z ruchem inteligentnego projektu, który sprzeciwia się nauczaniu teorii ewolucji w szkołach i twierdzi, że biologiczna złożoność stanowi dowód na istnienie stwórcy, który z góry zaplanował najdrobniejsze szczegóły życia biologicznego. (Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości, Yuval Noah Harari)

Pamiętam, że kiedyś czytałem świetną książkę biograficzną o amerykańskim adwokacie, który zasłynął jako obrońca w tzw. małpim procesie. Clarence Darrow był obrońcą nauczyciela oskarżonego o łamanie prawa, ponieważ na lekcjach wspominał o teorii ewolucji, a to było sprzeczne z religią.

Małpi proces – popularna nazwa procesu, który odbył się w 1925 w Dayton w hrabstwie Rhea amerykańskiego stanu Tennessee, dotyczącego nauczania teorii ewolucji w szkołach. Do małpiego procesu doszło na skutek zderzenia rozwijającego się ewolucjonizmu z amerykańskim fundamentalizmem.
Teoria ewolucji Darwina opublikowana została w 1859. Już 5 lat później w Ameryce pojawiły się prace mistyczki Ellen G. White sprzeczne z naukowym opisem powstania świata. Jednak reakcja na powstanie poglądów Darwina była umiarkowana. Zwolenników literalnego odczytywania Biblii wzburzyła dopiero książka Straussa Das Leben Jesu, podejmujące próbę demitologizacji postaci Jezusa Chrystusa. Taki sposób uprawiania teologii uznano za zagrożenie. Kościoły protestanckie USA podjęły próbę określenia fundamentalnych prawd wiary chrześcijańskiej (wydanie The Fundamentals, od którego wzięła się nazwa fundamentalizm) i walki z modernizmem. Objęła ona również parlamenty stanowe. Kilka z nich wydało zakazy nauczania w szkołach treści sprzecznych z opisanym w Biblii stworzeniem człowieka przez Boga. (Wikipedia)

Zdumiewałem się wówczas, jak można było w Ameryce, w XX wieku być tak zacofanym jak te setki tysięcy religijnych fanatyków. Gdy chodziłem do szkoły, Kościół nie negował teorii Kopernika, ani teorii ewolucji Darwina. Przynajmniej oficjalnie.
Dorastając byłem przekonany, że oczywistość teorii naukowych na temat powstania świata nie będzie już w wieku XX kwestionowana. Tymczasem wiek XXI okazał się pełny niespodzianek. Pomimo rozwoju nauki mamy coraz więcej przykładów, że miliony ludzi tę naukę odrzucają w imię uprzedzeń, mitów i zabobonów. Rosną w potęgę ruchy antyszczepionkowe, które uważają, że szczepionki są truciznami celowo podawanymi dzieciom. Karierę robią znachorzy i uzdrowiciele, także wspierani przez Kościół jak niejaki ksiądz John Bashobora z Ugandy. Zdziwić się można, ilu jest zwolenników rozmaitych mutacji teorii o płaskiej Ziemi. Kreacjonizm staje się oczywistą teorią nie tylko w zacofanych krajach islamskich, ale jak już wcześniej przytaczałem w Turcji. A co gorsza coraz silniejszy staje się w Polsce oraz Stanach Zjednoczonych. Czy będą kolejne małpie procesy? Czy nauczyciele uczący o teorii Darwina, a potem może teorii Kopernika będą wsadzani do więzień? Czy nadchodzi era ciemnoty i zacofania? Czy pioruny „oswojone” przez Beniamina Franklina znów będą tylko dowodem gniewu bożego?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)