Fatum narodowe

Czerwona łuna z daleka zwiastowała nadejście nacjonalistycznego marszu patriotycznego. Cóż za ironia losu. To w całym kraju nigdzie nie było białych rac? Jakże ta czerwona łuna szydzi z bohaterskich okrzyków: „white power” i „biała dumna Polska”. Wyłączyłem telewizor, ciężko przecież oglądać takie upokorzenie.
Postanowiłem posłuchać muzyki. Włączyłem Pierwszy koncert fortepianowy Fryderyka Chopina. Najlepsze wykonanie wszech czasów – grał Artur Rubinstein. A moje myśli znów poszybowały ku patriotycznym bohaterom dzisiejszych telewizyjnych doniesień. Cóż oni by powiedzieli na to, że symbolem polskiej sztuki na świecie jest rachityczny chudzielec francuskiego pochodzenia. Który, jak by było mało wstydu tej francuszczyzny, gził się na Majorce z babą, co się za chłopa przebierała, klęła jak szewc i w ogóle nie nadawała się na cnotliwą Matkę Polkę. A na pośmiewisko całego świata wystawia nas fakt, że najlepsze wykonania tegoż sfrancuziałego chuderlaka są dziełem Żyda! To dopiero wstyd. Jakieś fatum ciąży nad tą naszą ojczyzną.

Musiałem później zajrzeć do słownika, aby sprawdzić dawniejsze znaczenie pewnego słowa. Był to – a jakże – słownik pod redakcją Arcta. Cóż to za niepolskie nazwisko. Na dodatek to był ewangelik. A na domiar złego autorem pierwszego słownika języka polskiego, jaki w ogóle powstał, był – tfu! wybaczcie to słowo – syn imigranta ze Szwecji. Niejaki Linde. Dobrze przynajmniej, że ci co szkodzili krajowi mieli czyste polskie nazwiska… Branicki, Radziejowski, Szczęsny Potocki, Ożarowski… Niedługo do panteonu dołączy Kaczyński. Stuprocentowi Polacy, tacy biali i słowiańscy.

Nie pójdę nigdy na marsz narodowców i młodzeży weszpolskiej. Moja krew, muszę to wyznać, też skażona. Pradziadek ożenił się z pół-Niemką, dziadek z pół-Węgierką, zaś rodzina mamy pochodziła z Pomorza co oznacza, że byli narodowościowo kompletnie wymieszani. Wszyscy przecież wiedzą, co oznacza dziadek z Wermachtu. Taki to ze mnie mischling. A na dodatek lewak. Posłucham sobie Chopina. Może mazurki?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Socjalizm nierealny

Gdy w Polsce Ludowej przestaliśmy wiele lat temu budować komunizm w wyniku gwałtownego sprzeciwu klasy robotniczej na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, powstał pomysł budowy socjalizmu realnego. Odtąd mieliśmy się już nie porywać z motyką na słońce. Zaczęto budować socjalizm realny, w którym Polska miała rosnąć w siłę, a ludzie żyć dostatniej. Starsi pamiętają, a młodsi mogą o tym przeczytać, że w końcu gówno z tego wyszło. Komuniści oddali władzę w 1989 roku nie dlatego, że kochali naród i chcieli nas uszczęśliwić, ale dlatego, że doprowadzili kraj do kompletnego i bezwarunkowego bankructwa.

Wiadomo było, że – wobec kilkuset procent inflacji i braku pieniędzy na najpotrzebniejsze wydatki – poradzić sobie może tylko rząd mający jakieś poparcie społeczne. Przywódcy PZPR takiego nie mieli. A wiadomo było, ze kilka lat następnych będzie ciężkich, a socjalizm, który okazał się nierealny, trzeba wyrzucić do kosza. Wkrótce potem z socjalizmu zrezygnowały inne kraje tzw. obozu wschodniego, a nawet sam Związek Radziecki, który w rezultacie się rozpadł, zwrócił państwowość wcielonym kiedyś siłą krajom i stał się po ponad 70 latach znowu Rosją. Na świecie pozostała jedynie Kuba i Północna Korea. Nawet Wietnam i Chiny zaczęły wprowadzać gospodarkę wolnorynkową. Kuba złamała się w końcu i powolutku demontuje swój socjalizm, aczkolwiek poczekać trzeba będzie zapewne na śmierć drugiego z braci Castro. Została Korea, która socjalistycznie ma wielkie osiągnięcia w budowie broni atomowej i przystosowaniu ludzi do jedzenia trawy.

Gdy wydawało się, że mrzonka socjalizmu pozostanie już tylko światowym skansenem na Półwyspie Koreańskim, w Wenezueli niejaki Hugo Chávez postanowił wskrzesić idee Lenina, Stalina i Dzierżyńskiego. Miejsce akcji, czyli Wenezuela, było idealne. Kraj bogaty w ropę, który mógł być drugą Norwegią. Jednak zyski z ropy trafiały do nielicznej grupki kapitalistów, a większość żyła w biedzie. Eksperyment zapoczątkowany przez Cháveza miał udowodnić w możliwie najkrótszym czasie, że socjalizm jest w stanie w możliwie krótkim czasie zmarnować największy potencjał kraju, a ludność doprowadzić do nędzy gorszej niż ta w krwiożerczym kapitalizmie. Po drodze oczywiście przechodząc kolejne etapy jak cukier na kartki, mięso na kartki, wszystko na kartki i nie ma niczego. Następca zmarłego przedwcześnie Cháveza, prezydent Maduro podążał z determinacją tą samą drogą i właśnie w rezultacie doszło do spektakularnego bankructwa Wenezueli, która mając złoża ropy naftowej nie potrafi jej skutecznie wydobywać i sprzedawać, a realizując socjalistyczną utopię, doszła nie tylko do powszechnego braku srajtaśmy, ale i zadłużyła się tak bardzo, że same tylko przyszłoroczne raty wylicza się na 5,4 mld dolarów. Można nawet powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza. W Polsce dwadzieścia osiem lat temu inflacja sięgnęła 800%, Wenezuela doszła do 2000%. Inaczej mówiąc Wenezuela jest kompletnym bankrutem. W przeciwieństwie jednak do polskich komunistów Maduro władzy nie chce oddać.

Gdyby ktoś zainteresowany był tematem bardziej i chciałby też zastanowić się nad nieuchronnymi podobieństwami Polski i Wenezueli, to sugeruję przypomnieć sobie moje poprzednie teksty na ten sam temat. Łącznie z dzisiejszym to już prawie serial.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)

Była sobie cywilizacja

Historia ludzkości nie napawa optymizmem. Obok wielu cech ludzkich, które przyczyniły się do tego, że nasz gatunek zszedł z drzewa i zbudował cywilizację, jest nieśmiertelna i wszechobecna głupota. Jest ona czynnikiem tak porażającym i ogromnym w dziejach ludzkości, że niejeden uczony, filozof, czy artysta poświęcili jej swą uwagę. Bertrand Russel stwierdził, że choć można napisać historię ludzkiej głupoty, to jest to bezcelowe, bowiem pokrywałaby się z historią powszechną. Henryk Sienkiewicz orzekł w swym aforyzmie, że głupoty ludzkiej nie należy brać w rachubę, ponieważ jest nieskończona. Prawie to samo stwierdził kilkadziesiąt lat później Albert Einstein. Ilekroć ludzkość osiąga przełomowe sukcesy, tylekroć potem ludzka głupota potrafi je zniszczyć a świat doprowadzić na krawędź zagłady.

UMARŁE CYWILIZACJE

W przeszłości wymarło wiele wspaniałych gatunków, a my nie będziemy pod tym względem stanowić wyjątku. (Desmond Morris, Naga małpa)

Gdy Desmond Morris pisał swe błyskotliwe dzieło, świat był w okresie rozwoju, ale też wciąż trwał w cieniu atomowej zagłady, więc ostrzeżenie przed możliwością samozagłady gatunku nie było bezpodstawne. Jednak znacznie bardziej charakterystyczne w historii świata są upadki budowanych przez stulecia cywilizacji. Środkowoamerykańska cywilizacja Majów jest tego doskonałym przykładem. Rozwijająca się w początkach naszej ery, po kilkuset latach doszła do apogeum, by wkrótce około 700 roku załamać się w kulturowym i cywilizacyjnym kryzysie. Opustoszały miasta, wspaniałe miasta, świątynie i piramidy porosła bujna podzwrotnikowa roślinność. Nie był to jeszcze koniec, ale Majowie dostali się pod wpływy kultury Tolteków, i choć ponownie nastąpił wzrost imperium, jednak upadku nie można było uniknąć, Okres rozpadu cywilizacji to XII i XIII wiek. Istniały jeszcze potem pojedyncze miasta w nieprzebytej dżungli, które opierały się nawet przybyłym w wieku XVI do Ameryki hiszpańskim konkwistadorom. Ostatnie miasto zostało zdobyte u progu XVIII stulecia, lecz imperium Majów już wówczas od dawna nie istniało. W przeciwieństwie do cywilizacji Azteków oraz Inków nie można powiedzieć, że cywilizację Majów zniszczyli biali ludzie, bowiem gdy oni przybyli do Ameryki, z cywilizacji Majów zostały już nędzne resztki.

W rejonie Morza Śródziemnego istniało kilka cywilizacji. Jedną z najstarszych była egipska, która istniała w dorzeczu Nilu pod ponad 3,5 tysiąca lat przed naszą erą. Jednak gdy Starożytna Grecja zaczęła tworzyć swą cywilizację, Egipt w zasadzie był cywilizacją upadłą. Rozwój nauki cywilizacji greckiej w niewielkim stopniu zawdzięczał cokolwiek Egiptowi, bowiem Egipcjanie osiągnięcia nauki zamykali w świątyniach pod strażą kapłanów. Gdy zaczęła upadać kasta kapłańska, zapomniane zostały też ich osiągnięcia. Dalej na wschód istniała Asyria, ogromna cywilizacja w dorzeczu Eufratu i Tygrysu. Istniała parę tysięcy lat i w końcu upadła.
Tylko Rzymianie mieli trochę dziejowego szczęścia i przejęli osiągnięcia Greków.
Cywilizacje upadają i należy to traktować raczej jak regułę niż wyjątek, że ludzkość wielokrotnie cofała się w rozwoju. Nie bez racji po wojnie, w której użyto broni atomowej wielki fizyk Albert Einstein stwierdził, że nie wie, jaka broń masowej zagłady zostanie użyta podczas trzeciej wojny światowej, ale w czwartej zapewne w ruch pójdą maczugi. Być może Desmond Morris ma rację, że potrafimy zniszczyć własny gatunek.

POZORNA KONTYNUACJA

Powszechnie panuje błędne przekonanie, że cywilizacja, w której żyjemy, jest w prostej linii kontynuacją od osiągnięć starożytnej Grecji i Rzymu, poprzez rozwój cywilizacji europejskiej, nazwanej potem ogólnie zachodnią od chwili, gdy biały człowiek skolonizował Amerykę. Otóż Starożytny Rzym, który był kontynuatorem myśli helleńskiej i klasycznej, upadł. Został zniszczony i pogrzebany wraz ze swym naukowym, technicznym i artystycznym dorobkiem. Nowa religia, która uzyskała panowanie w IV wieku naszej ery uznała Imperium Rzymskie za wroga i zniszczyła je, choć nie wypowiedziała wojny. Oczywiście należy dojrzeć, że chrześcijaństwu sprzyjały czynniki zewnętrzne, jak choćby wielka europejska wędrówka ludów, która miała miejsce w początkach naszej ery. Był to czynnik zabójczy dla starożytnej kultury, ale rozwojowy dla chrześcijaństwa. Jeśli by ktoś chciał zaprotestować, niech zwróci uwagę, że Cesarstwo Bizantyjskie oparło się wędrówce ludów, ale ogarnięte przez chrześcijaństwo pogrążało się w ciemnocie tak samo, jak świat zachodni. Paradoksalnie upadło wówczas, gdy Europa zaczęła się kulturowo i cywilizacyjnie dźwigać z tzw. wieków ciemnych. Pewnego rodzaju symbolem braku kontynuacji cywilizacyjnej jest pożyteczny wynalazek zwany kompasem. Dziś wiemy, że wynaleźli go Chińczycy, ale ten rewolucyjny przyrząd pozwalający w prosty sposób określać kierunki świata na morzu, nie wpłynął na historię Państwa Środka. Chińczycy nie skolonizowali Europy nie podróżowali po świecie. W Europie wynaleźli go starożytni Grecy, ale wkrótce został zapomniany. Ponownie wynaleziony został w średniowieczu na przełomie XI i XII wieku. Jednak do ekspansji Europejczyków przyczynił się dopiero, gdy na nowo uznano, że Ziemia jest kulista, gdy odkryto starożytną wiedzę astronomiczną skrzętnie pochowaną w mnisich siedzibach. Historia uczy nas, że upadek cywilizacji zmusi kolejną do odkrywania na nowo dawno wynalezionych rzeczy. Być może gdy runie nasza cywilizacja uczeni w kolejnych tysiącleciach z mozołem będą dochodzić zasad rządzących światem, które dziś poznaje uczeń podstawówki, mylnie sądząc, że nauka i technika są czymś niezbywalnym.

DWA ŚWIATY

Wiek XX rozpoczął się optymistycznie. Świat zmienił się nie do poznania. Prąd elektryczny, samochody, kino, radio i gramofon. Świat stał się jakby mniejszy, życie szybsze i pełniejsze wrażeń. Zapomniano jednak, że były wciąż miliony biedaków, dla których to były baśnie, a nie realia. Wkrótce potem wybuchła wojna, która kosztowała wiele milionów ofiar, bo głupota zwyciężyła. Przez świat przetoczyła się potworna epidemia grypy, która zebrała większe żniwo niż ledwie zakończona wojna. Na domiar złego niespełna dwadzieścia lat później wybuchła kolejna wojna o światowym zasięgu, która kosztowała więcej istnień niż ta pierwsza oraz epidemia hiszpanki razem. A potem długo wisiało nad światem widmo zagłady atomowej i dopiero po latach dowiadujemy się, że przynajmniej kilka razy byliśmy o krok od samounicestwienia.
Jakby na przekór również w tym czasie nauka w służbie człowieka pokazała swą wielką siłę. Człowiek zdobył kosmos, wylądował na księżycu. Medycyna zrobiła ogromne postępy – znikły epidemie zabijające miliony ludzi, do przeszłości odeszły ospa, odra, dżuma i cholera. Pojawiły się przeszczepy ratujące życie ludzi, którzy dawniej skazani byliby na szybką śmierć. Pojawiła się telewizja, komputery, internet. Zaczęliśmy żyć w globalnej wiosce, wiadomości przebywały tysiące kilometrów w ciągu zaledwie kilku sekund. Rewolucja technologiczna stworzyła też zagrożenia, ale tym razem ludzie zaczęli o tym myśleć wspólnie, ponad granicami i podziałami. Pod koniec stulecia upadł system polityczny który zniewalał miliony ludzi i wiele krajów. Przestała istnieć żelazna kurtyna. Wydawało się, że już nic nie stoi na przeszkodzie zrównoważonemu mądremu rozwojowi naszej cywilizacji. Mogliśmy mieć nadzieję, że kiedyś pokolenia następne nazwą ten czas Złotym Wiekiem. Byliśmy pewni, że rozum wygrał.

POCZĄTEK KOŃCA

Co zatem poszło nie tak? Na przełomie stuleci, gdy internet stał się dla milionów ludzi tak oczywisty jak niegdyś gazety codzienne, nagle okazało się, że rozum przestał być ważny. Głupota jest bardziej atrakcyjna. Od czasów średniowiecza nigdy jeszcze nie były tak silne rozmaite grupy ludzi twierdzące, że Ziemia tak naprawdę jest płaska. Mówią, że człowiek nigdy nie był w kosmosie. Ani na Księżycu. Rządy państw są międzynarodowym spiskiem trwającym niezależnie od politycznych zmian od prawie stu lat i fałszują rzeczywistość na ogromna skalę, by wmówić ludziom, że Ziemia jest kulą. Płaskoziemcy nie są zgodni w odnajdowaniu przyczyn. Dlaczego rządy miałyby to robić, pokonując nawet żelazną kurtynę? To jednak nie wszystko. Od połowy XX wieku nigdy nie były tak silne religijnie motywowane ruchy antyaborcyjne, które tak naprawdę domagają się, by zdrowie i życie kobiet uznać za mniej ważne niż los zygoty. Są kraje, gdzie kobieta po poronieniu zamiast do szpitala, wędruje do więzienia. Negowanie sensu szczepień stało się dziś potężnym ruchem na całym świecie, choć zaczęło się od jednego sfałszowanego merytorycznie artykułu lekarskiego. Po stu latach ludzie zaczynają znów umierać na choroby, które uważano już za zwalczone. Rozum stał się niemodny.

Na domiar złego w większości krajów europejskich i nie tylko w nich, obserwujemy renesans ideologii nacjonalistycznej. Nie wszędzie odbywa się to w taki sam sposób, ale tych ruchów nie sposób zlekceważyć. Być może niedługo symbolem podzielonego świata, w którym ponownie pojawią się graniczne posterunki, zasieki, kontrole i wizy, stanie się obiecywany przez Trumpa mur pomiędzy USA i Meksykiem. Paradoksalnie to właśnie budowa murów, ogrodzeń, płotów i zasieków staje się dziś symbolem współczesności, choć niedawno wydawało się, że stanie się nim świat bez granic. Chociaż istnieje wciąż poważny i silny opór przed ideologiami separatystycznymi i nacjonalistycznymi, to stają się one coraz silniejsze. Nie we wszystkich krajach przebiega to identycznie. Skandynawia wydaje się wciąż ostoją liberalnego myślenia. Podobnie Kanada. Ale w w krajach postkomunistycznych obserwujemy renesans nacjonalizmu, który niebezpiecznie flirtuje z faszyzmem, a Polska jest w awangardzie tych dążeń. Z drugiej strony bogate i uprzemysłowione Stany Zjednoczone również idą w tym samym kierunku. Trudno znaleźć jakiś wzór, schemat, który pozwoliłby na przewidywanie nadchodzącej przyszłości. Są za to czynniki wspólne, które nie zależą od poziomu technologicznego ani obszaru kulturowego. To niszczenie autorytetów z jednej strony, budowanie zaś wspólnoty na nowych, często z gruntu fałszywych autorytetach i powiązanie tego z tradycją, często łączoną z historią pisaną od nowa. Odwoływanie się do mitów założycielskich i budowanie społeczności klanowych to kolejny wspólny mianownik tych ruchów. Ponieważ są one separatystyczne w swej istocie, więc nie ma mowy o zgodzie i wspólnej historii Europy lub świata. Jest tylko „nasza prawda” i obce manipulacje. Tradycja staje się w tym kontekście ostoją głupoty, zacofania i uwstecznienia cywilizacyjnego.

Głupota najlepiej przechowuje się w tradycji. (Ryszard Nowosielski)

Jednym słowem żyjemy w epoce schyłkowej. Degeneracja cywilizacji przebiega identycznie, jak w wielu innych znanych z historii przypadkach. Najbardziej znany jest upadek Rzymu, ale nie jedyny. Cywilizacja wzrasta i rozwija się do momentu, aż okaże się, że następuje kryzys rozumu, a wiara zastępuje naukę. Religie i kapłani zwiększają swoje wpływy, a nauka traci wiarygodność. W ciągu kilkuset lat następuje upadek dotychczasowej cywilizacji, a ludzkość wkracza w epokę ciemnoty i zabobonu. Prawie nikt z żyjących w czasach upadku nie zdaje sobie sprawy z tego, że to naprawdę jest upadek cywilizacji. W książce Hanny Malewskiej „Przemija postać świata” jest scena, gdy Kasjodor (postać historyczna, święty Kościoła, ale również bohater tej powieści) u schyłku życia dopiero widzi, że cywilizacja rzymska przestaje istnieć na jego oczach. Gdy młody mnich wylewa wodę na dawną księgę i zamazuje się przepisywany przez niego wzór matematyczny, który jest nie do odtworzenia, bo nikt z żyjących go nie rozumie. Mnisi przepisywali księgi, nie wiedząc co przepisują.

Kiedy umrze znana nam Europa? Jak długo trwać będzie agonia. Jaki świat powstanie na gruzach naszej cywilizacji? O ile wieków się cofniemy?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (7 votes cast)

Ćwiczenia z Orwella

W słynnej dystopii George’a Orwella „Rok 1984” przedstawiona została absolutnie totalitarna dyktatura przyszłości, która dysponowała fantastycznymi – jak na tamte czasy – możliwościami inwigilacji obywateli, prawie nieograniczoną siłą propagandy i potężnym aparatem przymusu. Książka ukazała się w roku 1949, więc odbierana była jako fantastyka, choć wszyscy doskonale wiedzieli, że aluzje w stosunku do totalitarnego Związku Radzieckiego pod wszechwładnymi rządami Stalina są oczywiste.
Poza słynnym Wielkim Bratem (Big Brother) do kultury masowej, a także do języka opisującego politykę przedostały się takie określenia jak nowomowa (newspeak) i nieosoba (noperson). Określenie nowomowa stało się również terminem naukowym w językoznawstwie, socjologii i politologii, ponieważ najbardziej nadawało się do nazwania zmian w językach, a były one charakterystyczne dla dyktatur marksistowskich (Związek Radziecki i kraje mu podległe, między innymi Polska), lecz wcześniej także w pewnym zakresie dyktatur faszystowskich.
Doskonałym przykładem nowomowy są w książce nazwy ministerstw państwa totalitarnego. Ministerstwo Pokoju zajmuje się prowadzeniem wojny. Ministerstwo Prawdy jest naprawdę ministerstwem propagandy. Ministerstwo Miłości odpowiada za inwigilację i egzekucje, a Ministerstwo Obfitości produkcją i dystrybucją dóbr, których zawsze brakuje. Ludzie, którzy mają dziś więcej niż czterdzieści lat zapewne pamiętają czasy tzw. gospodarki niedoboru, która była powszechna w Polsce rządzonej przez komunistów. Orwell opisał też inną stosowaną praktykę w dyktaturach totalitarnych, a szczególnie w czasach stalinowskich. Chodzi o usuwanie niewygodnych osób i przeciwników politycznych, eliminowanie ich nie tylko fizyczne ale usuwanie ich śladów z książek i gazet, zdjęć i filmów tak, by przestali istnieć w świadomości ludzi. Autor nazwał to ewaporacją.
Jednak w najstraszniejszych koszmarach nikt nie wyobrażał sobie, że blisko siedemdziesiąt lat po wydaniu książki znajdzie się partia polityczna, która zdobywszy władzę potraktuje powieść Orwella jako instrukcję polityczną.

12 lipca 2017 roku w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o Narodowym Instytucie Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Instytucja ma przejąć kontrolę nad pieniędzmi dla organizacji pozarządowych i sektora obywatelskiego. (oko.press)

Organizacje pozarządowe od początku były dla partii rządzącej solą w oku. Prowadząc działalność edukacyjną w społeczeństwie, ubiegały się o granty na zadania przewidziane przez Unię Europejską lub międzynarodowe fundacje takie, jak choćby znane Fundusze Norweskie i rząd nie miał wpływu na to, które organizacje dostają pieniądze. Powołanie Narodowego Instytutu Wolności, który de facto odbierze wolność działania tysiącom organizacji obywatelskich, przejmując decyzje o finansowaniu lub decydując o zatwierdzaniu programów tych organizacji, jest książkowym wręcz przykładem totalitarnej nowomowy.
Z kolei tak zwana reforma edukacji cofa strukturę oświaty w Polsce do postaci wdrożonej w PRL przed siedemdziesięciu laty, jednocześnie zmieniając treści nauczania w sposób budzący grozę. Uczniowie nowej pisowskiej szkoły nie będą mieli zbyt wielu okazji, by dowiedzieć się czegoś o takich postaciach jak Mikołaj Koperniki i Maria Skłodowska-Curie. Będą na ich temat jedynie wzmianki w historii. Znika za to z historii najnowszej Lech Wałęsa. Obecnie prowadzona przez kręgi rządowe i związkowe (popierające rząd) zmierza do tego, by Wałęsę uczynić zdrajcą, agentem służb bezpieczeństwa i postawić przed sądem. Bohaterami dzisiejszych czasów stają się bracia Kaczyńscy. Wspomagani przez takich herosów, jak sędzia stanu wojennego Andrzej Kryże, czy Stanisław Piotrowicz kolaborujący z władzami stanu wojennego jako prokurator. Łatwo sobie wyobrazić, ze za lat kilkanaście dojdzie do całkowitej ewaporacji Wałęsy, a zbawcą narodu, twórcą „Solidarności” zostanie Jarosław Kaczyński z bratem, którego jedyną faktyczną zasługą była śmierć w przypadkowej katastrofie lotniczej. Wałęsa stanie się nieosobą (noperson), której nazwiska nie będzie wolno wymawiać.

Wydaje się to nierealne, ale chyba dochodzimy do momentu, gdy chcąc zgłębić dalsze zamiary Jarosława Kaczyńskiego i jego partii nazwanej Prawo i Sprawiedliwość (która zgodnie z zasadami nowomowy szerzy bezprawie i niesprawiedliwość), będziemy zmuszeni do uważnej lektury książek Orwella.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.9/10 (15 votes cast)

A jeśli coś się zdarzy?

Rządzący od jesieni 2015 roku prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński wraz z tabunem wspierających go akolitów wykazali się niezwykłą determinacją w opanowaniu personalnym Trybunału Konstytucyjnego, a potem sądownictwa. Potrafili przepuścić przez sejm i senat wiele ustaw w ciągu kilku nocy. Potrafili w błyskawicznym tempie wymienić kadry w państwowych spółkach i urzędach. Wydawało się, że nie istnieje nic, co potrafiłoby spowolnić ten przemarsz troglodytów przez Polskę.

Państwo, które w ciągu ostatnich dwóch lat zbudował Kaczyński, ma jednak pewną nieusuwalną ułomność, niejako nieodłącznie związaną ze sposobem sprawowania władzy. To prezes decyduje o wszystkim. Gdy późnym wieczorem w piątek 11 sierpnia przeszła niespotykanie silna nawałnica nad częścią Pomorza, nikt nie odważył się zakłócić spokojnego weekendu prezesowi. Dopiero w poniedziałek prezes pozwolił zawiadomić premier Szydło, która z niejakim zdumieniem reagowała na wieść, że tragedia zdarzyła się już w piątek koło północy. Zanim zapytano prezesa, co każe zrobić, minął kolejny dzień. Zaś wojsko przybyło w liczbie koło setki niedoświadczonych żołnierzy z małą ilością przydatnego sprzętu kolejny dzień później, gdy miejsce kataklizmu miał wizytować Antoni Macierewicz. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że wojska Obrony Terytorialnej, które rzekomo miały pomagać także w sytuacji katastrof naturalnych, według ministerstwa są silnie zrejonizowane i ochotnicy z WOT w Szczecinie nie będą nigdy pomagać np. w Gdańsku, a tylko u siebie w Szczecinie. A jeśli będzie wojna? Też poczekają, aż działania wojenne przyjdą na teren przypisanego im rejonu?

Dziś za kilka godzin minie tydzień od zabójczej nawałnicy. Dla wielu ludzi będzie to tydzień bez prądu, a co za tym idzie bez wody, lodówek, światła, a często bez dachu nad głową lub z częściowo zniszczonym dachem i w zniszczonym domu. Ludzie sobie radzą. Ci, którzy mają samochody jeżdżą po zakupy do odległych miejscowości, nie tylko dla siebie. Jeśli kogoś na to stać, kupuje sobie agregat prądotwórczy. Na głowie stają lokalni strażacy, także ci z ochotniczych oddziałów. Są wolontariusze, którzy pomagają w najbardziej zdewastowanych miejscach. A ministrowie przybywają od czasu do czasu w eleganckich garniturach i krawatach i mówią o kłodach, jakie im pod nogi rzuca „totalna” opozycja. Biedny ten rząd. Tyle ma kłopotów, a tymczasem jacyś tam ludzie pyskują, że pozostawiono ich bez pomocy. Jak by nie mogli sami zamieść tych liści, co pospadały z drzew.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.6/10 (15 votes cast)

Wariant wenezuelski

Po raz pierwszy o Wenezueli pisałem w marcu 2013 roku, gdy zmarł prezydent Chávez, który zaczął przekształcać ten kraj według starych leninowskich wzorów, które w Europie zdążyły kilkanaście lat wcześniej zbankrutować. Na co dzień niewiele nas obchodzi daleki kraj w Ameryce Łacińskiej, o której wiemy tyle, że często jest biedna i zacofana, a także znana wcześniej z dyktatorskich reżimów.
Kilka lat temu, można było przewidywać, jak skończy się rewolucja Cháveza. W Polsce przerabialiśmy ten scenariusz od 1945 do 1989 roku. 44 lata opóźniania nieuchronnego bankructwa państwa opartego na gospodarce nakazowo-rozdzielczej. W roku 2014 pisałem:

Drodzy Wenezuelczycy! My to znamy i powiemy wam co będzie dalej. Na półkach pozostanie jedynie ocet i musztarda, wszelkie towary będą na talony i asygnaty, które rzecz jasna wystarczą dla nielicznych. Aby je dostać, trzeba będzie się wykazać pracą na rzecz ustroju powszechnej szczęśliwości i równie powszechnego braku srajtaśmy. Potem to już tylko stan wojenny… (felieton z 2014)

Lekcja historii, którą Wenezuela w dalszym ciągu odbywa pod przewodnictwem kolejnego prezydenta, wkroczyła obecnie w kolejny etap. Braki wszystkiego od mleka po papier toaletowy Wenezuelczycy już zobaczyli. Teraz pora na stan wojenny.

6 dni temu odbyły się wybory do Zgromadzenia Narodowego, które ma przygotować nową konstytucję, określić obowiązki najważniejszych instytucji w państwie i umożliwić prezydentowi rządzenie za pomocą dekretów. Zgromadzenie odwołało wczoraj ze stanowiska prokurator generalną Luisę Ortega Diaz. Krytykowała ona prezydenta Nicolasa Maduro, a kilka dni temu wszczęła śledztwo w związku z podejrzeniem o sfałszowanie wyników wyborów do Zgromadzenia Narodowego. Była prokurator generalna ma teraz stanąć przed sądem. (Gazeta Wyborcza)

Jeśli parę lat temu Wenezuelczycy mogli zobaczyć na przykładzie Polski, co ich czeka, to dziś my możemy zobaczyć, co nas czeka, obserwując wydarzenia w Wenezueli. Chávez a potem Maduro nie musieli fałszować wyborów. Ponieważ za pieniądze ze znacjonalizowanego przemysłu naftowego zapoczątkowano ogromny program rozdawnictwa dla niezamożnych obywateli, ci wdzięcznie głosowali zarówno na Cháveza jak i Maduro. Potem socjalizm pokazał prawdziwe oblicze. Zaczęło brakować wszystkiego. Rząd zaczął wprowadzać talony, pojawiły się społeczne komitety, zaproponowano nawet system sprawdzania odcisków palców, żeby było wiadomo kto i ile kupuje. Ponieważ opozycja krytykowała doprowadzanie gospodarki do ruiny, zaczęto do więzień zamykać opozycję. Prywatne media zlikwidowano już wcześniej. Gdy wreszcie obywatele poczuli głupotę władzy na sobie samych, było już za późno.

Maduro ma wojsko, policję, a protestujący najwyżej sztachety z płotów. Nie ma już mediów, które nagłaśniałyby nadużycia władzy, tej rozbudowanej wenezuelskiej „dobrej zmiany”. Nie ma niezależnych sądów, ostatnią osobę, która próbowała ratować resztkę demokracji, właśnie usunięto ze stanowiska. Lud Wenezueli się buntuje, na ulicach dochodzi do zamieszek spowodowanych już nie tylko brakiem podstawowych towarów, ale także złością z powodu braku demokracji. Gdy Maduro zaczął się obawiać, że lud może go nie poprzeć, ostatnie wybory sfałszował. Zapewne były to naprawdę ostatnie wybory.

Czy będą jeszcze demokratyczne wybory w Polsce?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.1/10 (14 votes cast)

Dobry tytuł

Nie lubię seriali. Nawet najlepsze z nich w kolejnej odsłonie stają się czystą komercją, bo jakże to zrezygnować z tak dochodowego interesu. Niestety w literaturze mamy podobne zjawiska, a najlepszym może być słynna „Gra o tron” George’a R.R Martina, której pisarz w ogóle nie skończył, bo wersja serialowa zaczęła odbiegać od oryginału, a poza tym chyba literatura się gorzej sprzedaje niż seriale.
Lubię literaturę skandynawską, taki sentyment z dawnych czasów, gdy zanurzałem się w świecie kreowanym przez Knuta Hamsuna. Mój zachwyt budził też Pär Lagerkvist, a szczególnie jeden z jego sztandarowych utworów – Kat. Czy uwierzycie, że napisany w latach 30′ Kat w Polsce został wydany dopiero w 1972 roku? Kupiłem tę książkę jako nastolatek, dzięki wykształconej i oczytanej pani kierowniczce Empiku, która mi ją poleciała.
Niedawno przeczytałem głośną powieść Anny Ragde, uznanej za godną następczynię Hamsuna. Saga rodziny Neshov składa się dziś z trzech tomów, a następne mają się pojawić. Boję się, że dobra powieść stanie się serialem, bo już trzeci tom zaczyna się mocno ślimaczyć. Jednak ta lektura przyczyniła się do moich rozważań o tytułach. Dobry tytuł jest prawie tak samo ważny, jak to, co się w nim zawiera. W drugim tomie swej powieści Anna Ragde wtrąca drobną dygresję z przeszłości o łapaniu raków pustelników w czystych norweskich wodach przed laty. A czytelnik, który ma w ręku tom zatytułowany właśnie Raki pustelniki, zaczyna sobie myśleć o tym, że ten tytuł jest symboliczny także wobec postaci, o których opowiada. Jaki byłby symboliczny tytuł ukazujący życie współczesne Polaków?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 6.4/10 (5 votes cast)

Dyskretny urok faszyzmu

Gdy wraz z hukiem bomb i dymem pożarów waliły się zgliszcza faszyzmu włoskiego i jego okrutniejszej odmiany narodowo-socjalistycznej w Niemczech, świat uznał faszyzm za ideologię zbrodniczą i do dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie powoływałby się na faszystowską ideologię tworząc zręby nowej polityki we współczesnym świecie. Jednak dla polityków, którzy chcą uwieść tłumy, stać się wodzami i zbawcami narodu, faszyzm wciąż ma swój dyskretny urok pomagający omotać społeczeństwo, uwieść, zbałamucić, a potem odebrać wolność i zakuć w kajdany w dążeniu do władzy absolutnej, która jest żądzą silniejszą niż seks i bogactwo.

Faszyzm buduje swój mit założycielski na kulcie tradycji. W Niemczech było to odwołanie do dawnej wielkości sięgającej aż mitologii germańskiej. We Włoszech odwołanie do wielkości Imperium Rzymskiego. W Polsce mit Międzymorza (lub Trójmorza) wyznaczający Polskę liderem krajów pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem, a Morzem Czarnym, zaś odwołujący się do złotego wieku w czasach panowania Jagiellonów. Do tego tysiącletnia historia chrześcijaństwa z mitem przedmurza chrześcijaństwa i Jana Sobieskiego, szczególnie przydatnym do budowania strachu i nienawiści wobec obcych. Mity służące kultowi tradycji muszą mieć potęgę jednoczenia narodu, dlatego mówi się dziś o tym, że Polska jest tylko jedna. Nie ma w niej miejsca na dyskusję i różnice światopoglądowe. Albo jesteś Polakiem, albo zdrajcą i renegatem.

Kult tradycji to także odrzucenie nowoczesności. Dziś Polska potrzebuje znów węgla, dymiących elektrowni, kopalń, państwowych stoczni i państwowych gospodarstw rolnych. To właśnie kojarzy się Polakom z tradycją, która – jak twierdzi władza – niesłusznie została odrzucona przez poprzednie rządy. Umorusany górnik, chłop w trudzie i znoju uprawiający naszą polską ziemię. Spawacz w stoczni, który tworzy nowy państwowy wielki przemysł. To są obrazy przemawiające do narodu. Owszem gdzieś tam w tle jest grafen, ale co przeciętny mieszkaniec Wypizdowa Dolnego wie o grafenie? Po co zawracać dzieciom w szkole głowę teorią ewolucji, czy układem heliocentrycznym Kopernika. Lepiej dać więcej religii i historii, by kochały ojczyznę i oczywiście wodza, zbawcę narodu również. Wszelka nowoczesność jest podejrzana i modernistyczna. Trudno ją kontrolować i zmusić do działania na rzecz wiodącej siły narodu.

Myślenie jest niewskazane. Należy działać. Dlatego też wódz krytykuje „imposybilizm” poprzedników, deklaruje natychmiastową dobrą zmianę. W sejmie się już nie dyskutuje, tylko w trybie galopu przepycha ustawy, a ich błędy i niekonsekwencje prawne nie mają znaczenia. Wola narodu ma być ponad prawem. A wolę narodu wyraża wódz, bo on wie najlepiej. Skoro działanie – to robotnik, górnik i rolnik. Zaś naukowiec, artysta lub pisarz to osobnicy podejrzani, nic więc dziwnego, że przypina im się pogardliwą łatkę „wykształciuchów”. Państwo powinno mieć władzę nad edukacją, nauką i kulturą. Władzę bezwzględną.

Faszyzm jest ksenofobiczny i rasistowski. Chce zjednoczyć naród pod swoimi skrzydłami, a naród powinien być jednorodny. Wszelkie odmienności są groźne. Dlatego w faszystowskiej interpretacji świata uchodźcy roznoszą pasożyty i choroby. Są zarazą,przed którą naród musi się bronić. Ktokolwiek będzie chwalił różnorodność, jest wrogiem, bo Polska jest tylko jedna. Niezgoda oznacza zdradę. Jeśli prezydent wetuje ustawy, które miały być uchwalone tu i teraz, natychmiast i bez zwłoki, to dla sporej części swego obozu i sporej części rodaków staje się zdrajcą, choć z powodów pragmatycznych zostaje to wyciszone, to jest już przyzwolenie na atakowanie zdrajcy. To jest też ostrzeżenie dla wszystkich, którzy by chcieli się wyłamać.

Faszyzm karmi się frustracją. Pierwszymi wyznawcami, do których zwróci się przywódca, będą ci, którzy uważają się za skrzywdzonych. To oni są solą ziemi, to im należy się więcej. Tak będzie głosić partia i jej funkcjonariusze. Zastana rzeczywistość jest zła, krzywdząca i trzeba ją zmienić, więc gdy faszyzm wygra, to będzie dobra zmiana. Dla tych właśnie, którzy przedtem byli skrzywdzeni. Zwycięstwo będzie więc początkiem sprawiedliwości, która krzywdzonym dotąd obywatelom da satysfakcję.

Faszyzm daje tłumom poczucie tożsamości. Tożsamość buduje się prostymi symbolami, koszulki z orłem, patriotyczne marsze i okrzyki, wojskowa celebra przy najgłupszej nawet okazji. Każdy może być patriotą. Nie trzeba być mądrym, wykształconym, ani nawet uczciwym. Wystarczy głośno krzyczeć razem z innymi i mieć bluzę z żołnierzami wyklętymi, to działa przede wszystkim na młodzież. Dlatego budowanie dumy z własnego narodu musi się wiązać z kreowaniem wrogów. Na pewnym etapie im wrogów więcej, tym zjednoczenie narodu silniejsze. To także jest przyczyną, dla której faszyzm karmi się ksenofobią, antysemityzmem i rasizmem.

Upokorzenie jest budulcem faszyzmu. Wyznawcy muszą się czuć upokorzeni siłą i i bogactwem wrogów. Właśnie dlatego wrogami narodu są „banksterzy”, o których opowiada się, że to Żydzi, którzy zmierzają do zniszczenia narodu. Nie ma rzecz jasna tej narracji oficjalnie, nie teraz, nie po Drugiej Wojnie Światowej i holokauście, ale funkcjonariusze systemu lubią zadawać retoryczne pytania, w nieoficjalnych sytuacjach puszczać w obieg pewne aluzje i wykorzystywać do siania nienawiści część aktywnych wyznawców. Pokonanie potężnego wroga będzie większym zwycięstwem. Dlatego w narracji publicznej pojawiają się słowa o totalnej opozycji, ubeckich wdowach, komunistycznych upiorach, o finansowaniu tejże totalnej opozycji i protestów przez Sorosa, który jak wiadomo jest Żydem. Upokorzenie zwiększa agresję i żądzę zwycięstwa. Zwiera szeregi, buduje jedność.

Elitaryzm to kolejna cecha faszyzmu. Faszyzm nie opiera się na wolnych wyborach i konkurencji. Zawsze dąży do zdobycia rządu dusz na zawsze. Ponieważ nie wywodzi się z tradycji arystokratycznej, musi więc znaleźć jakieś inne uzasadnienie dla swych niedemokratycznych rządów. Zatem naród jest z istoty rzeczy słaby i potrzebuje wodza, zbawcy ojczyzny, który poświęci się dla niej i dla którego dobro narodu jest celem życia. Dlatego musi mieć władzę absolutną, by działać dla dobra narodu. Ponieważ jednak nie może działać sam, więc spośród narodu wybierani są najlepsi, którzy w imieniu wodza sprawują władzę. Najlepsi są poza krytyką. Nieważne, czy funkcjonariusz nazywa się Misiewicz, czy Jaki lub Ziobro. Dopóki jest pod ochroną wodza, jest nietykalny. Jednak wódz w każdej chwili może dowolnego funkcjonariusza strącić z piedestału. Zatem członkiem wyjątkowej silnej i lepszej od pospólstwa kasty jest się z woli wodza, a nie z powodu własnych przymiotów. To znaczy, że każdy może być bohaterem, jeśli namaści go wódz.

Naczelnik, wódz, przywódca, zbawca ojczyzny jest tylko jeden. On wie najlepiej, czego chce naród. W demokracji podstawą działań rządów są wybory. Demokratyczne władze szanują trójpodział władzy, wolę większości w pewnych granicach i podlegają samoograniczeniom, choć każda władza ma chęć na więcej prerogatyw niż dostaje. Jednak zwykle politycy potrafią zrozumieć ograniczenia, bo wiedzą, że za kilka lat mogą przyjść ich przeciwnicy, którzy też skorzystają z większych przywilejów i możliwości. Faszyzm nie szanuje demokracji. Wystarczy mu jakakolwiek większość, która zapewni władzę. W kolejnym etapie nie są już potrzebne wybory, ani słuchanie woli ludu. Lud w swej masie nie ma przecież jednej opinii na każdy temat. To wódz jest tym, który wie, jaka jest wola ludu. Wybory, dyskusje, parlament – są to tylko czynniki przeszkadzające w realizacji idei, którą przedstawia wódz i jego partia.

Faszyzm musi mówić do narodu nowym językiem. Orwell w swej książce „Rok 1984” wymyślił termin nowomowa. Dobrze on pasuje do języka faszyzmu. Faszyzm musi nazywać wszystko po swojemu. Zbigniew Nienacki doskonale to ujął w swej powieści „Dagome Iudex”: Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest więc moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy tak, aby te określenia przyjęły się powszechnie. W ten sposób właśnie zamiast elity kulturalnej i naukowej w faszyzmie pojawiają się wykształciuchy. Ludzie, którzy się sprzeciwiają władzy to totalna opozycja. Pojawiają się też inwektywy, które są częścią budowania jedności narodu. Każdy, komu przyszłoby do głowy się sprzeciwić, musi wiedzieć, że stanie się zdradziecką mordą, kanalią, komunistycznym upiorem. Faszyzm też z upodobaniem sięga do nowomowy komunistycznej, choć niby komunizmem gardzi. Dlatego faszyści będą mówić GazWyb na Gazetę Wyborczą. W nieoficjalnych rozmowach nazwą ją GazŻydem podśmiewając się z dwuznacznej wymowy tego skrótu. Faszyści wiedzą, że moc nazywania zjawisk i ludzi jest potężną bronią.

Zapewne spora część czytelników już wcześniej domyśliła się, że opisując zjawiska obecne dziś w Polsce, posłużyłem się definicjami, które sprecyzował Umberto Eco w swym artykule „Ur-Fascism” z roku 1995, a który można znaleźć na stronie New York Review of Books. Po raz kolejny oddając hołd innemu wielkiemu pisarzowi – parafrazując motto do głośnej powieści Heinricha Bölla – muszę podkreślić, że moje nawiązania do artykułu Umberto Eco nie są ani celowe, ani przypadkowe, lecz po prostu nieuniknione.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)

Obłęd

Potocznie mówimy o takim osobniku psychopata, naukowcy wolą określenie osobowość dyssocjalna, ponieważ taka osoba cierpi na zaburzenie struktury osobowości w zakresie emocji i relacji interpersonalnych. To nie jest choroba psychiczna. Nie da się tego leczyć. Jednak nie oznacza to, że psychopata musi się naleźć na marginesie społeczeństwa, że zostanie przestępcą lub seryjnym mordercą, aczkolwiek i tak bywa. Zwykle tacy ludzie funkcjonują jakoś w swoim środowisku i często pozostają niezdiagnozowani do końca życia. Najczęściej po prostu uważa się ich za pospolicie wrednych, nieprzyjemnych dla otoczenia lub zarozumiałych albo też egoistycznych. Specyficzne właściwości ich umysłu powodują, że tam gdzie przeciętnemu człowiekowi przelatują przez głowę tysiące myśli, psychopata po cichu i uparcie konstruuje swe plany i działania, ponieważ bardziej niż inni potrafi skupić się na jednym wątku zdarzeń. Jeśli jest obdarzony też inteligencją, może stać się mistrzem w manipulacji innymi ludźmi i będzie potrafił ich wykorzystywać do realizacji własnych celów. Wielu psychopatów przejdzie przez życie niezauważonych i nierozpoznanych. Być może będą nawet w swym otoczeniu podziwiani za fachowość, ale nielubiani. Niektórzy mimo swych zaburzeń będą społecznie pożyteczni. Czasem stają się postaciami z pierwszych stron gazet i niekoniecznie chodzi tu o kronikę kryminalną.
Psychopatyczny osobnik lubi mieć pełną kontrolę nad życiem swoim i innych. Dlatego psychopaci często zostają politykami. Jako politycy mogą być pożyteczni dla społeczeństwa lub szkodliwi. Pożyteczni, jeśli ich cele będą się zgadzać z pożądanymi celami społecznymi. Jeśli też potrafią swe dążenia do sprawowania kontroli skorelować z dążeniami społecznymi. Będą szkodliwi, jeśli pragnienie władzy przeważy. Jeśli ich ego nie będzie w stanie znieść sprzeciwu, jeśli wreszcie będą znajdować szczególna satysfakcję w poniżaniu innych i deptaniu ich osobowości. Wtedy mogą stać się dyktatorami lub ich kariera zakończy się gwałtownie.
Najgorszym wariantem jest, gdy psychopata pod wpływem okoliczności zapadnie na chorobę afektywną dwubiegunową, zwaną kiedyś cyklofrenią. Choroba ta objawia się niekontrolowanymi stanami depresyjnymi przechodzącymi w euforyczne i i agresywne dążenie do wpływania na otaczający świat. W przeciwieństwie do schizofrenii choroba afektywna dwubiegunowa może się ujawnić w dowolnym momencie, często pod wpływem traumatycznych przeżyć. Może to być na przykład utrata bardzo bliskiej osoby, którą psychopata uwzględniał w centrum swoich planów życiowych.
Wtedy pojawia się obłęd. Psychopata odnajdzie w otoczeniu śmiertelnych wrogów, których będzie zwalczał wszelkimi sposobami. Będzie sprawiał wrażenie opętanego żądzą zemsty, choć nie będzie ku temu realnych powodów. Będzie podejmował nieracjonalne decyzje, które w końcu mogą okazać się zabójcze. Ponieważ owładnięty obłędem polityk psychopata często tworzy organizację o charakterze sekciarskim, więc w jego otoczeniu nie ma osób, które potrafią się sprzeciwić. To powoduje, że tknięty obłędem psychopata stacza się, a wraz z nim jego partia i państwo, którym kieruje. Najbardziej znanym przypadkiem był Adolf Hitler, co do którego szaleństwa wiele osób nie miało już wątpliwości w połowie wojny, a mimo to wykonywano jego najbardziej nawet bezsensowne rozkazy.
Psychopata tknięty obłędem, stojący na czele państwa to niewyobrażalne nieszczęście dla społeczeństwa.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Paranoja jest goła

Dawno temu zespół Maanam śpiewał piosenkę pod tytułem „Paranoja jest goła”. Dziś po północy, ci którzy jeszcze nie wyłączyli telewizorów, a oglądali obrady sejmu, zobaczyli paranoję człowieka, który rządzi Polską, choć nie pełni żadnej państwowej funkcji.

Dzień się skończył
Na księżyc patrzę jak pies
Stopień po stopniu na metalową wieżę wspinam się
Rosa pokrywa, rosa pokrywa ciało
Tyle się dzisiaj, tyle się dzisiaj stało (Maanam)

Tyle się dzisiaj stało. Prezes PiS wszedł na bardzo wysoką stalową wieżę. Pozostawił za sobą politykę, kraj, a nawet swoich bezkrytycznych akolitów, którzy coraz mniej rozumieją dziwactwa „Wielkiego Stratega z Żoliborza”.

Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! (Jarosław Kaczyński)

Oni będą w więzieniu siedzieć, będą siedzieć za to wszystko. (Jarosław Kaczyński)

Poseł partii Ryszarda Petru, wezwany do prezesa jego zwyczajowym „pańskim gestem”, usłyszał od Kaczyńskiego, że wszystkich zamknie w więzieniu. Poseł jedynie domyśla się, że mogło częściowo chodzić po polityków PO, a być może o wszystkich przeciwników.
Prezes nie spocznie, zanim nie powsadza do więzień lub nie pozabija swoich wrogów, póki nie zniszczy wszystkiego, co jego wrogowie zbudowali, czyli póki nie zniszczy Polski. Aby zniszczeć wszystko, nie zawaha się wtrącić kraju nawet w otchłań wojny. A za nim idą bezrozumne karne szeregi wyznawców sekty. Nikt już nie może zatrzymać chorego umysłowo człowieka w jego dziele destrukcji. Polska pogrążyła się w chocholim tańcu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)