Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Razem albo osobno

Razem albo osobno

Dziś partia Razem najgłośniej krzyczy, że chce osobno. Jednak wraz z nimi w jednym chórze deklarację osobności składa cała Lewica. Przyznam się szczerze, że już straciłem rozeznanie, jak ich nazywać, bo jedynie partia Zandberga ma jakąś konkretną tożsamość. No i Czarzasty – stary komuch z czasów partii robotniczej – ale jego trudno nazwać lewicowcem, nawet mając dobrą wolę. A ja jej nie mam. Również Polska 2050 Hołowni jest przeciw wspólnej liście opozycji, tylko wyraża to w sposób skomplikowany i nieoczywisty. Tylko PSL Kosiniaka-Kamysza raczej siedzi cicho. Nic dziwnego, sondaże od dość długiego czasu wskazują, że ta partia może się w kolejnych wyborach do sejmu nie załapać. Jakaś koalicja by się im przydała.

Jednak problemem zasadniczym jest Tusk. Od Zandberga po Hołownię jest to temat główny. Jego nazwisko jest odmieniane codziennie przez wszystkie przypadki nie tylko w pisowskiej telewizji rządowej. Jeśli ktoś uświadomi sobie, że przez ponad sześć lat na stanowisku przywódcy opozycji był wakat, to może się nieco dziwić, dlaczego Zandberg, ani Hołownia nie wystartowali w tym konkursie. Ani Czarzasty. No dobra, żartowałem. Łysy komuch w czerwonym sweterku nie nadawałby się nawet na symboliczną kasztankę.

Koronnym argumentem małych partii opozycyjnych jest przegrana zjednoczonej opozycji w niedawnych wyborach węgierskich. To jednak manipulacja fastrygowana grubą dratwą. Orban miał większość konstytucyjną, zmienił konstytucję i ordynację wyborczą tak, by zapewnić sobie zwycięstwo. Kaczyński tego luksusu nie miał. Dlatego wciąż jest możliwa wygrana opozycji.

Sondaże kilkakrotnie wskazywały, że wygrana opozycji jest możliwa nawet, jeśli pójdą osobno. Ale w naszej ordynacji wyborczej jest współczynnik d’Hondta, który zawsze najbardziej premiuje zwycięzcę, a w drugiej kolejności dopiero pozostałe większe partie. Zatem nawet w optymistycznym wariancie opozycja może zebrać najwyżej 231 – 232 głosy, które przy różnych okazjach PiS przełamie w porozumieniu z Konfederacją. Kaczyński może też przekupić paru posłów i zacząć rządzić do spółki z Konfederatami.A przez kolejny rok wspomagać ich będzie Andrzej Duda, który łatwo zawetuje każdą ustawę. Wspólna lista może dać ponad 260 głosów, a to będzie już mocna podstawa na przyszłość.

Jestem jednak realistą. Wybory może będą wolne, ale nie będą uczciwe. Opozycja przegra. Nieznacznie, ale przegra. A jeśli nawet wygra, to czeka nas bezproduktywna szarpanina w oczekiwaniu na zmianę prezydenta i wewnętrzne tarcia w koalicji powyborczej. Koalicji bowiem przed wyborami nie będzie. Partyjne interesy małych liderów małych partii i obawy przed zdominowaniem przez Tuska są na pierwszym miejscu ich priorytetów politycznych. Lewica i ugrupowanie Hołowni twierdzą też, że działają w interesie swoich wyborców. Nie działają. To kiepskie kłamstwo i słaba wymówka. Jeżeli nie uda się odsunąć PiS od władzy, to żadne interesy żadnych wyborców nie mają szans na realizację.

5/5 - (4 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*