Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Liderzy

Liderzy

Od chwili, gdy w 2015 roku partia Kaczyńskiego wygrała wybory i zagarnęła całą władzę, czekamy na lidera opozycji, który będzie miał autorytet i moc, by zjednoczyć partie opozycyjne i pociągnąć za sobą wyborców. Niestety, ponad pięć lat czekaliśmy bezskutecznie. Liderzy partii opozycyjnych nie zdawali sobie sprawy z tego, jak głęboko sięgnie zniszczenie wszystkich dziedzin życia publicznego dokonywane przez PiS. A nawet jeśli wiedzieli, to sprawiali wrażenie, że najbardziej interesuje ich upieczenie własnych kasztanów w tym ognisku.

W największej partii opozycyjnej kiepskim liderem okazał się Schetyna, potem jeszcze gorszym Budka, a na koniec zawiódł wszystkich Trzaskowski, który nie okazał się na tyle zdecydowany, by sięgnąć po władzę. Niejako wbrew temu, że zdobył ogromny kapitał poparcia w wyborach prezydenckich. Kosiniak-Kamysz, jako lider partii ludowej, miotał się bezsilnie w nowych warunkach politycznych. Kaczyński zabrał jego partii wszystko, co ta wypracowała sobie na wsi. A skoro PSL był bezsilny i pozbawiony wpływów, stracił sporą część wiejskich wyborców. Aby dostać się do sejmu w kolejnej kadencji, sprzymierzył się z Kukizem. Dziś Kukiz wszedł w układy z partią Kaczyńskiego. A to oznacza, że działalność Kosiniaka-Kamysza przyniosła wyłącznie szkody.

Z kolei lewica była koalicją i dostała się do sejmu dopiero w drugiej kadencji rządów PiS pod szyldem SLD. Chyba największym błędem, jaki popełnili politycy tej partii był wybór Czarzastego na szefa ugrupowania. Określenie „postpezetpeerowski komuch” jest najłagodniejszym, jakie przychodzi mi do głowy. Czarzasty przyczynił się do kompletnego osłabienia lewicy. Lewicowo-liberalna wiosna Biedronia praktycznie została wchłonięta, a sam Biedroń nie jest już dziś żadnym liderem. Zandberg zaś, z powodu doktrynerskiej postawy, nie będzie ani liczącym się liderem, ani nawet członkiem szerokiej koalicji.

Wybory prezydenckie w 2019 roku przyniosły dalszą dewaluację egzystujących i tak na pograniczu liderów. Biedroń i Kosiniak-Kamysz ledwie przekroczyli 2% w pierwszej turze. Pojawił się, co prawda, nowy kandydat na lidera – Szymon Hołownia, który zdobył w pierwszej turze blisko 14% głosów. Jednak ze względu na swą religijną przeszłość, wzbudził tyle samo obaw, co nadziei. Deklarował nową jakość w polityce, ale zadziwiająco szybko wszedł w utarte koleiny partyjnej walki. W tej sytuacji Donald Tusk, powracający do krajowej polityki, nic nikomu nie zabiera. Nie odbiera pozycji lidera, bo takiego nie było. Nie odbiera szans, bo ci kręcący się po obrzeżach polityki, nieudacznicy, płaczliwi jak „Jęcząca Marta” z Harry’ego Pottera, takich szans i tak nie mieli. Może z powodu braku charakteru lub predyspozycji, może z powodu wybierania własnych, malutkich, partyjnych korzyści. Tusk wrócił. Możecie się przyłączyć do niego lub do Kaczyńskiego. To wybór między cywilizacją, a dzikimi polami.

5/5 - (4 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*