Na tym właśnie polega sztuka. Co powiedzieć i kiedy. (Ursula K. Le Guin)

Będzie gorzej

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że jeśli w pierwszych dwóch etapach ma być zaszczepionych ponad 630 tysięcy mieszkańców, czyli jedna trzecia ludności stolicy, to zajmie to blisko 18 miesięcy, a więc prawie półtora roku. Co to znaczy? To jeszcze nie wygasi epidemii, ani nie da tzw. odporności stadnej. Wcześniej rzecznik pisowskiego rządu przewidywał, że można zaszczepić blisko 180 tysięcy pacjentów tygodniowo w skali kraju. Gdy przemnożymy to przez liczbę tygodni w roku, wyjdzie nam, że po roku czasu można zaszczepić nieco ponad 9 milionów ludzi. To mniej niż jedna czwarta populacji. Nadal nie daje to odporności stadnej. A na dodatek może się okazać, że dostaniemy szczepionkę, którą trzeba się szczepić dwukrotnie. Liczba zaszczepionych spadnie o połowę. Do – powiedzmy – 4,6 miliona. Po roku.

Wszyscy, którzy sądzili, że już za parę miesięcy zniknie zagrożenie, że wrócimy do normalności, mylą się. To może potrwać dwa lata, a może dłużej. Z kolei ci, którzy się boją, że po zaszczepieniu wyrosną im rogi, a Bill Gates będzie nimi sterował za pomocą sieci 5G, mogą odetchnąć z ulgą. Zanim doczeka się szczepionki większość, każdy foliarz, płaskoziemiec i antyszczepionkowiec, zdąży umrzeć na koronawirusa lub zobaczyć jak inni umierają z powodu szczepionki. A jak nie będą umierali i nie zacznie ich toczyć zdradziecki lewacki gender, to foliarze też się zdążą zaszczepić. O ile przeżyją te najbliższe dwa lata. A to wcale nie jest takie pewne.

„Gazeta Wyborcza pisała ostatnio o podwyższonej fali zgonów. Paradoksalnie to właśnie na terenach opanowanych przez wyborców „Dobrej zmiany” umiera najwięcej ludzi. To jednak nie znaczy, że wirus atakuje bardziej wyborców PiS. Południowo-wschodnia Polska ma gorszą strukturę opieki medycznej, a pięć lat rządów „pazernej zmiany” nie zmieniło niczego na lepsze. Niepokojące jednak jest to, że liczba zgonów podniosła się o ponad 90%. Nie wszyscy ci ludzie zmarli z powodu koronawirusa. Zmarli częściowo dlatego, że chaotyczna polityka rządu odcięła nas w praktyce całkowicie od opieki zdrowotnej. Ludzie umierają, bo dziś nie ma dla nich lekarza, nie ma miejsca w szpitalach, a służba zdrowia jest w stanie całkowitej zapaści.

Ostatnio pojawił się dowcip, że kapłan Majów był dyslektykiem. Wyznaczył datę armagedonu światowego na 2012, a to miał być 2021. O ile ktoś myśli, że z rokiem 2020 odejdzie wszystko co najgorsze i chce patrzeć z optymizmem w przyszłość, to się myli. Rok 2021 będzie gorszy.

Mapa zgonów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*