Na tym właśnie polega sztuka. Co powiedzieć i kiedy. (Ursula K. Le Guin)

Bez wzajemności

Bez wzajemności

Lata lecą, sił i cierpliwości coraz mniej, a wspomnień coraz więcej, mógłbym napisać jak niegdyś Wojtek Dąbrowski w swoim wierszu:

Nie jestem już żaden smarkacz, łeb mam pokryty siwizną

Gdy wiele lat temu, jako dzieciak zaczynałem eksplorować swoje rodzinne miasto, to można było znaleźć sporo wojennych artefaktów. Jakieś łuski po nabojach, sprzączki, a nawet hełmy. Na murach wielu domów ślady po kulach, i sporo ruin. Nam smarkaczom żal było, że urodziliśmy się już po wojnie i nie dane nam było walczyć i umrzeć za ojczyznę. Nafaszerowani wojenną propagandą wytworzyliśmy sobie idiotyczne przekonanie, że wygraliśmy tę wojnę z Niemcami przy niewielkiej pomocy innych. Tak, jakby ta wojna toczyła się tylko w Polsce. Oczywiście wśród chłopięcych zabaw były tematy indiańskie, ale wciąż dominowała wojna, nieco później zabawy w „czterech pancernych”.

Patriotyzm rósł we mnie jak pasożyt pomimo, że w końcu zacząłem czytać nie tylko głupawe szkolne podręczniki i dowiadywać się więcej. Niestety miłość do ojczyzny, jak daleko sięgam pamięcią, zawsze była nieodwzajemniona. Najpierw dlatego, że nie miałem odpowiedniego robotniczo-chłopskiego pochodzenia. Potem dlatego, że zostałem nauczycielem, a nauczycieli każdy rząd w tym zasranym kraju traktował gorzej niż meneli spod budki z piwem. Teraz zaś dlatego, że emerytów rząd uważa za kretynów, których da się przekupić częścią pieniędzy, które wcześniej rząd im ukradł.

Dziś przyszło mi żyć w kraju, w którym blisko połowa społeczeństwa jest uważana za zdrajców i odszczepieńców. Jak to kiedyś określił pewien działacz partii rządzącej – „ludność polskojęzyczna”. Rząd szczuje i podżega do przemocy wobec wszystkich, którzy rządu nie popierają. A szczególnie dotyczy to tych, którzy jakoś się wyróżniają. Dziś można zostać pobitym i aresztowanym za udział w proteście przeciw działaniom władzy, a jak dowodzą ostatnie wydarzenia, nawet za przebywanie zbyt blisko obszaru demonstracji. Można zostać skopanym i pobitym za zbyt kolorowe ubrania, za pofarbowane fantazyjnie na różowo włosy, za napis „konstytucja” na koszulce.

Mnie staremu pozostaje już tylko powolne dogorywanie w tym kraju, który dziarsko zmierza ku standardom wyznaczonym na początku ubiegłego stulecia przez faszystów. Młodym mogę radzić, uciekajcie jak najdalej i nie kochajcie kraju, który was nigdy nie pokocha.

Jak oceniasz felieton?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena 5 / 5. Głosów: 2

Nie oceniano

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*