Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Narastająca komplikacja

Telewizja publiczna jaka jest, każdy widzi. Można tak parafrazować pierwszą polską encyklopedię powszechną „Nowe Ateny” Benedykta Chmielowskiego. Można się pocieszać, że przecież są jeszcze telewizje prywatne. Jedna z nich została już przez władzę spacyfikowana, a druga, chcąc świecić przykładem bezstronności, de facto pogrąża się w odmętach symetryzmu. Tak samo dzieje się w przypadku stacji radiowych.

Symetryzm jest nawet bardziej frustrujący niż ordynarna bolszewicka propaganda telewizji, która pod przywództwem Jacka Kurskiego zyskała miano Kurwizji. Frustrujące jest oglądanie jak dziennikarze bezradnie przyzwalają na oczywiste kłamstwa polityków partii rządzącej, a gdy ktoś z opozycji próbuje mówić o kłamstwach i milionach wędrujących do kieszeni rządzących, to dziennikarze z uśmiechem pełnym ubolewania stwierdzają: „czy jednak nie powinniście uderzyć się w pierś i przeprosić za te ośmiorniczki i zegarek Nowaka”.

Jednak to nie wszystko. Niejaki Terlecki z bliskiego otoczenia prezesa stwierdził, że w następnej kadencji Partia chce zająć się narastającą komplikacją, czyli tymi dziesiątkami tysięcy ludzi, którzy swe oceny politycznej burleski Kaczyńskiego umieszczają bezpośrednio w sieci. Pomimo ogromnych pieniędzy włożonych w działanie tzw. Szefernaker Kohorten, grupy trolli posła Tarczyńskiego nazywającej się #DrugaZmiana, a potem słynnej #KastaWatch opłacanej przez ministra Ziobrę, nadal się nie udaje partii Kaczyńskiego opanować mediów społecznościowych. Facebook i Twitter wciąż pozostają poza ich zasięgiem. A do tego powstało wiele stron i blogów, które w rozmaitym zakresie ujawniają przestępstwa i przekręty obecnej władzy.

Okazuje się, że stałem się, wraz z wieloma innymi przeciwnikami bolszewickiej organizacji Kaczyńskiego, narastającą komplikacją. Nie wiem, jak zamierzają sobie władze poradzić z narastającą komplikacją w kolejnej kadencji. Jednakże wiedza historyczna podsuwa wiele interesujących rozwiązań. Od prewencyjnych zatrzymań po obozy reedukacyjne. Oczywiście najprościej byłoby w Polsce wyłączyć internet, ale gdzież wtedy starzy parteigenosse oglądaliby porno?

Obyś w ciekawych czasach żył – mówi stare przekleństwo. A tak sobie marzyłem, że jesień życia spędzę nudząc się przy kieliszku dobrego wina, słuchając swoich ulubionych płyt winylowych. Tymczasem okazuje się, że problem mogę mieć nawet z wodą.

5/5 - (1 vote)