Śmierć błękitnej planety

Czuję się trochę niezręcznie, gdy po raz kolejny cytuję tego samego autora, te samą książkę, a na dodatek te same zdania. Desmond Morris napisał książkę „Naga małpa” wiele lat temu. Były to czasy, gdy przedstawiciele nauki byli optymistycznie nastawieni, a przyszłość ludzkości rysowała się w różowych barwach. Tylko on ośmielił się – na przekór innym – przestrzegać przed zdolnościami naszego gatunku do samozniszczenia.

Wykazujemy skłonność do odczuwania dziwnego spokoju ducha, że to nigdy się nie zdarzy, że sytuacja nasza jest specyficzna, że w jakiś sposób pozostajemy poza kontrolą biologiczną. Ale to nieprawda. W przeszłości wymarło wiele wspaniałych gatunków, a my nie będziemy pod tym względem stanowić wyjątku.

Jesteśmy podobno myślącym gatunkiem, ale historia ludzkości pokazuje, że do dzisiaj, myślenie kategoriami gatunku jest nam obce. Dotyczy to skali mikro, gdy jakiś bezmózgi osobnik wywozi śmieci do lasu, zatruwa wodę nieczystościami, czy pozostawia plastikowe odpadki na plaży; dotyczy też skali makro, gdy rządzący światem myślą tylko w kategoriach doraźnych korzyści swojego kraju, a nawet tylko pewnej grupy powiązanej z politykami. Przyszłość planety niewiele ich obchodzi, tak samo jak życie przyszłych pokoleń.

Nie tak dawno skończyłem oglądać jeden z najbardziej pesymistycznych seriali wszech czasów. Mam na myśli „The 100” – „dzieło” luźno oparte na postapokaliptycznej powieści Kass Morgan „Misja 100”. Pomijam już to, że serial był beznadziejnie głupi. Można się pokusić nawet o stwierdzenie, że nawet najbardziej niedorzeczne i bezsensowne pomysły futurystyczne rodem z idiotycznych komiksów dla dzieci znalazły w tym serialu swoją realizację. Ale wracajmy do sedna. W serialu tym Ziemia została spustoszona po globalnym konflikcie nuklearnym i niewielka grupka przedstawicieli gatunku dostosowała się do życia na ogromnej, złożonej z kilku, stacji orbitalnej. Po trzystu latach na ziemię zostaje wysłany lądownik z setką młodych ludzi – skazanych za rozmaite przestępstwa – którzy w warunkach orbitalnych po prostu zostaliby skazani na śmierć.

Gdy przedstawiciele Ludzi z Nieba lądują, okazuje się, że Ziemia jednak jest zamieszkała. Spora część tych, którzy przeżyli w warunkach zwiększonego promieniowania, cofnęła się do plemiennego etapu cywilizacji. Przybysze z nieba też okazali się nie lepsi. Większą część serialu to walka i wzajemne zabijanie się. Właściwie to żadna z postaci nie przejawia instynktu samozachowawczego na poziomie całego gatunku. Z drugiej zaś strony, repertuar bandyckich i zbrodniczych działań władców poszczególnych grup budzi refleksję, że hitlerowcy to jednak bez fantazji byli.

Najpierw przeżyjemy, a potem odzyskamy człowieczeństwo.

Mówi jeden z bohaterów serialu. Niewiele jednak brakuje, żeby nie przeżyli, ponieważ jeden z bohaterów wychodzi z założenia, że albo on wygra, albo nikt. Ziemia zostaje nieodwołalnie zniszczona. Serial ma jedną niewątpliwą zaletę, skłania do zastanowienia się, czy rodzaj ludzki faktycznie zasługuje na przetrwanie.

Dziś w skali niewielkiej i lokalnej mamy podobną sytuację w Polsce. Jedno ugrupowanie dąży do tego, by zepchnąć naród w mroki średniowiecza, a pozostałe mają swoje partykularne interesy i chronią korzyści „swoich ludzi”, zamiast myśleć w skali globalnej. Jedno tylko dziś wydaje się prawdopodobne, na tej równi pochyłej, po której gatunek ludzki zmierza ku samozagładzie, Polska tym razem wreszcie będzie w awangardzie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 6.4/10 (5 votes cast)
Śmierć błękitnej planety, 6.4 out of 10 based on 5 ratings

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*