Na tym właśnie polega sztuka. Co powiedzieć i kiedy. (Ursula K. Le Guin)

Et tu Orban contra me

W 1946 roku komunistyczne władze Polski pozbawiły generała Andersa stopnia generalskiego i polskiego obywatelstwa. W 1982 roku władze PRL wycofały film Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza” z grona filmów ubiegających się o statuetkę Oscara. W tym samym czasie Służba Bezpieczeństwa dostarczała zmanipulowane fałszywe materiały do Komitetu Noblowskiego, by zapobiec przyznaniu nagrody pokojowej Lechowi Wałęsie. W 2017 roku populistyczny rząd polski jako jedyny sprzeciwił się wyborowi Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Spektakularne akcje przeciw własnym obywatelem zdarzały się wyłącznie w państwach totalitarnych – komunistycznych lub faszystowskich. Stawia to pisowski rząd, który działa pod dyktando szarej eminencji, kierującego z tylnej kanapy Jarosława Kaczyńskiego, wśród niesławnych cieni przeszłości.
 
Gdy w 2014 roku kandydatura Donalda Tuska pojawiła się, jako jedna z możliwych, w rozważaniach o prestiżowym stanowisku unijnym, narracja PiS była nieco inna, choć również mało przyjazna. O ile oficjalne wypowiedzi udzielały Tuskowi poparcia, choć czyniły to niejako półgębkiem, to w rozmaitych wywiadach można było usłyszeć, że stanowisko przewodniczącego jest bez znaczenia. Że ta funkcja jest mało ważna. Że Tusk jest kandydatem Angeli Merkel, bo zawsze był posłusznym wykonawcą jej poleceń. Wreszcie, że Tusk nie zna angielskiego, co od lat już mijało się z prawdą. Narracja o braku znajomości angielskiego tak bardzo publicznie była forsowana przez polityków PiS będących w Parlamencie Europejskim, że została tzw. trzecią prawdą nawet w świadomości dziennikarzy. Po ogłoszeniu nominacji Tuska jeden z dziennikarzy na konferencji prasowej zapytał go po angielsku (sic!), jak da sobie radę na tym stanowisku, skoro nie zna angielskiego. Donald Tusk odpowiedział używając interesującej gry słów: „I will polish my English.” To nieprzetłumaczalny na polski dowcip językowy, ponieważ polish oznacza polerować, szlifować, doskonalić, zaś to samo słowo pisane wielką literą (Polish) oznacza przymiotnik polski.
 
Na rok przed wyborami w Polsce Jarosław Kaczyński nie mógł sobie pozwolić na spektakl złości i nienawiści wobec Tuska. Pogratulował mu wyboru. Choć już wcześniej pisowskie środowiska nazywały Tuska zdrajcą, obwiniały go o uczestniczenie w spisku zmierzającym do zamordowania prezydenta Kaczyńskiego w smoleńskim zamachu, który istniał i do dziś istnieje wyłącznie w głowach pisowskiego ludu. Warto przypomnieć, że stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej dostało się imiennie Donaldowi Tuskowi, a nie Polsce jako krajowi. Zatem nigdy nie istniała opcja, że Polska mogłaby to stanowisko obsadzić jakimś innym politykiem. Przewodniczący Rady Europejskiej wybierany jest na okres 2,5 roku z możliwością jednokrotnego przedłużenia kadencji do 5 lat. Ta furtka jest w strukturach Unii potrzebna, by ewentualnie umożliwić dzielenie się stanowiskami przez dwie największe frakcje w Europarlamencie. Jednak nie oznacza ona, że po pierwszej części sprawowania funkcji wybory przewodniczącego rozpoczynają się na nowo. Przywódcy państw głosuję jedynie nad przedłużeniem kadencji. Zatem nie ma możliwości zgłaszania innych kandydatur na tym etapie. Szkoda, że pełniący obowiązki Kaczyńskiego w sprawach zagranicznych Waszczykowski tego nie wiedział.
Formalnie dopiero decyzja połowy zgromadzonych premierów i prezydentów może spowodować, że dotychczasowemu przewodniczącemu kadencja nie zostanie przedłużona i wtedy mogą pojawić się inne kandydatury, które oczywiście nieformalnie głowy państw między sobą już wcześniej konsultują. Jednak w tym wypadku opcji takiej nie było. Tylko Polska wypowiedziała się przeciw przedłużeniu kadencji Donalda Tuska. Nawet Wiktor Orban, z którym jeszcze niedawno Kaczyński chciał „konie kraść”, poparł Tuska. Nawet premier Wielkiej Brytanii, która pierwotnie miała wstrzymać się od głosu z powodu nadchodzącego brexitu, tego nie zrobiła. Na nic zatem podlizywanie się Orbanowi, na nic wręcz wiernopoddańcze gesty rządu wobec Wielkiej Brytanii, na nic próby przekonywania przywódców państw z grupy wyszehradzkiej, ani też naciski na państwa nadbałtyckie. Polska została sama jak taki komunistyczny Głupi Jaś, który wyrywa się do przodu, choć nic nie wie i niczego nie rozumie.
 
Oczywiście pisowski wierny i ciemny lud nie będzie analizował unijnych przepisów i zwyczajów. Pisowski lud ślepo wierzy, że wczorajszy blamaż polskiej polityki zagranicznej to zwycięstwo, że Polska postawiła się potędze wrogich Niemiec, które chcą zniszczyć naszą narodową dumę. Taki jest mniej więcej przekaz pisowskiej telewizji i innych mediów. Ostatni raz mogliśmy taki przekaz usłyszeć, gdy rządził Władysław Gomułka. Dziś rządzi Kaczyński, choć personalnie kompromituje się Szydło z Waszczykowskim. Dziś w oficjalnych mediach wciąż dominuje tromtadracki przekaz ojczyźnianej dumy dość śmiesznie przypominający przedwojenne hasło „nie oddamy nawet guzika od munduru”, za to wśród pisowskiego ludu mocny jest zawód postawą państw nadbałtyckich i grupy wyszehradzkiej. Przecież idea Międzymorza wciąż jest w pisowskim ludzie silna. Facebookowy profil premiera Orbana zaśmiecany jest przez tysiące rozczarowanych wielbicieli wspólnej kradzieży koni z Unii Europejskiej. Zarzucają mu zdradę i sprzeniewierzeni e się wspólnym interesom. Jednak w te wspólne interesy wierzy jedynie pisowski lud za sprawą durnej propagandy, bowiem interesy Orbana są kompletnie inne od interesów Kaczyńskiego.
Na koniec wreszcie jasno trzeba stwierdzić, że nawet opętany nienawiścią do Tuska Kaczyński ani przez chwilę nie wierzył, że można kogokolwiek skłonić do przyjęcia kandydatury niejakiego Saryusza-Wolskiego. Nawet Kaczyński zdawał sobie sprawę, że wybór Tuska jest sprawą przesądzoną. Ta gra jest przeznaczona wyłącznie na rynek wewnętrzny. To początek batalii o wyjście Polski z Unii Europejskiej. Dziś większość Polaków wciąż popiera nasze członkostwo w Unii. Kaczyński zamierza im Unię obrzydzić. Przez najbliższe lata będzie trwała zmasowana kampania oszczerstw pod adresem Unii Europejskiej i szereg działań, które w konsekwencji zmierzają do wypisania nas z wszelkich struktur europejskich. W tym celu Kaczyński Polskę musi skłócić z członkami Unii, doprowadzić do wstrzymania funduszy strukturalnych, a być może nawet do spowodowania głębokiego kryzysu ekonomicznego, za który można by obwinić UE. Gdy już Polacy Unię znienawidzą i nasz kraj z niej wystąpi, wówczas spełni się sen Kaczyńskiego. Nowa kaczystowska Polska, sama dla siebie w opozycji do całego świata. Polska, w której Tuska będzie można skazać nawet na karę śmierci. Za co? A kogo to wtedy będzie obchodzić.

4 komentarze “Et tu Orban contra me”

Komentarze są wyłączone.