Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Cudze dzieci uczyć

W akcie fundacyjnym Akademii przez siebie założonej Jan Zamojski napisał: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Mylnie te słowa potem przypisywano Fryczowi Modrzewskiemu, blisko dwieście lat później Stanisławowi Staszicowi, który również położył wielkie zasługi na niwie edukacji. A myśl Zamojskiego, choć krótka, jest ważna i prawdziwa, i taką też pozostała do dziś. Tak się jednak składa, że od czasu do czasu za edukację biorą się nieuki i wtedy robi się groźnie, choć nie dla teraźniejszości, ale przyszłości naszej.
Pewien znajomy doktor przekonywał mnie kiedyś, że praca nauczyciela i wychowawcy jest podrzędna i mało istotna w społecznej drabinie ważności. Cóż bowiem taki nauczyciel, pogada ze czterdzieści minut, obecność sprawdzi, pracę domową zada. Jakiż to wysiłek i jakaż odpowiedzialność? On, lekarz ma ludzi jako materię swej pracy, leczy ich, uzdrawia i od jego uwagi i wiedzy zależy często, czy człowiek żyć będzie, czy śmierć położy kres dalszemu jego losowi. Powiedziałem mu wówczas: Drogi doktorze, jeśli zdarzy ci się spartaczyć twą pracę, stanie się niewątpliwie rzecz tragiczna, człowiek straci życie, płakać po nim będą bliscy. Jednak po roku lub dwóch niepamięć przykryje to wydarzenie. Czas – mówią – leczy rany. Gdy ja swą pracę lekce potraktuję i wypuszczę w świat głuptaków, nierobów i niedouczonych ignorantów, to oni tacy w świat pójdą. Będą z nich niedouczeni lekarze posyłający ludzi do piachu, będą niedowarzeni inżynierowie, którzy będą konstruować zawalające się mosty, będą rodzice nieradzący sobie z pociechami. I te dowody mojej fuszerki będą po tym świecie chodzić przez lat kilkadziesiąt, często jeszcze wtedy, gdy ja spokojnie trawkę od spodu będę wąchał.
Ludzie z mojego pokolenia, stając się nauczycielami, mieli różne, pchające ich do tego zawodu, motywacje. O swoich kiedyś pisałem i dziś już powtarzać tego nie będę. Jednak nie trafiali do tego zawodu ludzie kochający pieniądze, bo bogactwa w szkole nikt się dorobić nie mógł. Zawieraliśmy jednak wtedy z państwem pewną dość specyficzną i w zasadzie niepisaną umowę. My będziemy pracować najlepiej, jak potrafimy, a państwo będzie nam płacić najmniej, jak tylko może. Za to będziemy mieli prawo do wcześniejszej emerytury po trzydziestu latach pracy, bo jest to profesja, jak mało która, powodująca wypalenie zawodowe. A nauczyciel wypalony, byle jaki, to nic dobrego. Niektórzy z moich kolegów i koleżanek nie doczekali się tej wcześniejszej emerytury, bo nowe państwo, które pojawiło się na miejscu tego starego, powiedziało: a kuku, jest demografia i niż, i trzeba wiek emerytalny podnieść. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o podniesieniu tych zaległych pensji sprzed trzydziestu lat.
Jednak nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Przysłowia są rzekomo mądrością narodów. Polska podjęła trudne reformy, trzeba było zaciskać pasa. Przez lata tak się składało, że każdemu kolejnemu rządowi najlepiej się zaciskało pasa na nauczycielskich brzuchach. By być sprawiedliwym, dołączano też do tego zaciskania brzuchy pielęgniarek i reszty budżetówki. Po latach takiego zaciskania pierwszy rząd, który zauważył, że nauczycielom bliżej jest do zasiłków niż średniej krajowej, zdecydował się wreszcie zrewaloryzować ich płace. Był to rząd Donalda Tuska, podwyżki płac wyniosły wtedy ponad 40%, choć do średniej krajowej nadal było daleko. Nie jestem wprawdzie pewien czy ktokolwiek jeszcze o tym pamięta, gdy obecna ministra od edukacji, świecąca równym garniturem 42 zębów z białej porcelany, oznajmia, że dba o nauczycieli, albowiem przewidziała dla nich podwyżki od 30 do 60 złotych miesięcznie, co stanowi w najlepszym wypadku jakieś 2,5% dotychczasowych poborów. Pięknie, jaka łaskawa pani.
Jednak to nie o pensjach dziś chcę pisać, ale o znacznie poważniejszym niszczeniu polskiej edukacji. Dziecię moje, studiując w Albionie, wiele lat temu zauważyło, że tam studenci są młodsi, bo edukację dzieci zaczynają w wieku sześciu lat. Czy polskie dzieci są głupsze od reszty europejskich dzieci? Na razie jeszcze nie, ale niedługo może już będą. Pierwszą, tragiczną dla przyszłych pokoleń, decyzją nowej władzy było cofnięcie sześciolatków z powrotem do przedszkoli. Rzekomo dano wybór rodzicom, lecz było to perfidne kłamstwo. Będzie mógł się o tym przekonać każdy z rodziców, który by chciał sześciolatka posłać do szkoły.
Jeszcze gorszą decyzją było pospieszne, ze względów czysto politycznych, rozpoczęcie likwidacji gimnazjów. Nie można tego nazwać reformą, ponieważ jest to po prostu likwidacja wcześniejszej reformy edukacji tworzącej gimnazja. Inaczej mówiąc, jest to deforma. Czasem odnieść można wrażenie, że wszystkie działania obecnej władzy są spełnianiem marzeń podstarzałego miłośnika kotów, który mentalnie zatrzymał się w gomułkowskiej siermiężnej rzeczywistości lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. To dla niego przygotowuje się nową – starą Polskę, aby się czuł, jak u siebie. Mam koszmarne przeczucie, że Kaczyński jest jak owa Urszulka Kochanowska z wiersza Leśmiana, która znalazła się w niebie i Bóg spełnił jej życzenie.

Uśmiechnął się i skinął – i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski.
I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela!

Po przeczytaniu wypowiedzi wodza, który doceniał w jednym z wywiadów osiągnięcia radzieckiej edukacji, zbudowanej po rewolucji od zera i z niczego, boję się, że następnym krokiem będzie wprowadzenie dziesięciolatki, а потом в институт. Niestety nie ma bezkarnego powrotu do krainy dzieciństwa. Świat się zmienił, a szkoła gomułkowska była fatalna edukacyjnie i nastawiona głównie na indoktrynację młodego pokolenia. Gdy Polacy zrozumieją w końcu pustkę i kłamstwa „dobrej zmiany”, gdy odsuną to stado oszołomów od władzy, zapewne zajmie kilka lat przewracanie równowagi ekonomicznej. Dłużej potrwa przywracanie Polsce odpowiedniej pozycji na arenie międzynarodowej. Jeszcze dłużej naprawianie prawa. Ale przywrócenie dobrego systemu edukacji potrwa przynajmniej ćwierć wieku, a skutki złej edukacji nawet sto lat. A raz już przecież Polacy widzieli, do czego zmierza ekipa Kaczyńskiego i jakie ma zakusy. I tak dochodzimy do kolejnego cytatu, jednego z naszych wielkich przodków. Czemu ich słuchać nie potrafimy? Nie bez powodu obawiał się Jan Kochanowski, tej naszej odporności na rozum.

Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Oceń felieton