Nie znam się na helikopterach. Mam prawo. Gorzej, że Minister Obrony też nie. Ale to jeszcze nie tragedia. Tragedią jest dopiero to, że w całym rządzie nie ma nikogo, kto by się znał. Nie ma także nikogo, kto by się znał na zasadach zawierania umów handlowych, co będzie skutkowało zapewne wielomilionowym odszkodowaniem za zerwany kontrakt. A na dodatek nie będzie nasze wojsko miało porządnych helikopterów, bo czegoś na miarę Caracala Amerykanie wcale nam nie oferowali. Ani nikt inny zresztą. Możemy sobie oczywiście Misia ze słomy… tfu, Caracala ze słomy upleść.
Jednak braku inteligencji pisowskiego ludu niczym zakryć się nie da. Minister Macierewicz jeszcze nie tak dawno wytężył swój puchatkowy rozumek, by obrazić Amerykanów, których jego Nadprezes w końcu uważa za strategicznego sojusznika:
Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku, będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII-XIV wieku i był źródłem niby demokracji dla całej Europy.
Teraz zaś oskarża Francuzów o zerwanie kontraktu, który on sam zerwał, po czym dzień później rozwija szczegóły swoich zamiarów wskazujących na to, że już dawno wiedział, że ten kontrakt zerwie, bo za plecami już usiłował się dogadywać z Amerykanami. Amerykanie, wiedząc, że Antoś ma nóż na gardle, wcisną nam przestarzałą i cywilną wersję Black Hawka, dzięki czemu będziemy mieli jedyną armię na świecie, której oddziały specjalne mają cywilne śmigłowce.
Przecież tego nawet Mrożek by nie wymyślił.
Wiceminister zaś pragnie dorównać szefowi i postanawia dołożyć do pieca Francuzom:
Francuzi to w ogóle nie jest naród, z którymi Polska powinna się liczyć. Bo jesteśmy zbyt dużym i ważnym krajem, by przejmować się tym, co Francuzi o nas mówią. To są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem
Jasne, nie liczymy się już z Niemcami, Włochów mamy w głębokim poważaniu, Wielka Brytania sama się wypisała z kręgu naszych zainteresowań, Hiszpania jest daleko, więc z jakiej racji mielibyśmy się przejmować Francuzami. Przecież my Imperium Pisowskie, nie będziemy się przejmować jakimiś tam prostakami. Co prawda z tymi widelcami pan Kownacki nie doczytał, bo strona Muzeum Wilanowskiego nieco inaczej o widelcu pisze:
Do Polski przybył najprawdopodobniej z księżniczką Boną Sforzą w 1518 r. W 1533 r. z Włoch do Francji przywiozła go Katarzyna Medycejska, żona króla Henryka II.
Ale furda tam nauka, pisowscy notable edukują się na Kwejku i Demotywatorach.
Nieważne.
Jak już obrazimy wszystkich, to gospodin Putin nas przyjmie pod swoje skrzydła.
Komentarz do “Caracal na widelcu”
Właściwie to Francja jako samodzielne państwo istnieje od 843 roku, kiedy to podzielono imperium karolińskie na części centralną, wschodnią i zachodnią. W Polsce wtedy były co najwyżej państwa plemienne. Ale nieważne, przecież nie o historię tu chodzi, ale o dorabianie ideologii do bezmyślnego rozpieprzania czegokolwiek, co w minimalnym choć stopniu było dotknięte przez PO. Tekst Szydło o tym, że to poprzednicy mieli sprzedać zakłady w Mielcu (co nie jest prawdą i co wytknięto jej już) w praktyce sugerują, że pisowcy poniewczasie zorientowali się, jaki gnój zafundowali sobie i nam tą decyzją o uwaleniu przetargu. Inaczej nie szukaliby sposobu, by obarczyć własną bezmyślnością kogoś innego.