Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Czas wojny, czas pokoju

W mojej rodzinie należę do pierwszego pokolenia, które nie uczestniczyło w żadnej wojnie. Pradziadek walczył w wojnie francusko-pruskiej. Były zabory i taki był los Polaków. Dziadkowie z obu stron przeżyli Pierwszą i Drugą Wojnę Światową. Przy czym dziadek ze strony mojej mamy walczył w tej Pierwszej w armii niemieckiej. Taki był los Polaków pod zaborami. Rodzice przeżyli Drugą Wojnę Światową.
Ja zaś należę do pokolenia powojennego wyżu demograficznego. Prawdę mówiąc, to jestem niejako epigonem. Bo ten wyż zaczął zmniejszać się pod koniec lat pięćdziesiątych. Zatem najstarsi z mojego pokolenia mają dziś koło siedemdziesiątki, najmłodsi też nie są już młodzi, zbliżają się do sześćdziesiątego roku życia. Pierwsze pokolenie w Europie żyjące w czasach pokoju. Potem przyszło na świat drugie „pokojowe” pokolenie. Drugie, które nie zaznało wojny. Nasze dzieci. Dziś rodzą się już wnuki naszych dzieci, a więc trzecie pokolenie czasów pokoju.
Nie chwal dnia przed wieczorem – mówi stare przysłowie. Czy Europa wytrzyma bez wojny choćby sto lat? Czy to moje pokolenie zdąży umrzeć w czasach pokoju? Gdy obserwuję świat wokół mnie, jestem pełen złych przeczuć. Zjednoczona Europa, budowana mozolnie i powoli przez dziesiątki lat, na naszych oczach przestaje istnieć, tendencje separatystyczne pojawiają się powoli wszędzie, a służą głównie jednemu celowi. Mają pokazać obywatelom, kto jest winien, kto stoi na drodze do powszechnego dobrobytu i szczęśliwości. W Zjednoczonym Królestwie – podpalonym euforią brexitu – to imigranci, ale wcale nie ci, o których myślą nasi narodowcy. Przyczyną wszelkiego zła na Wyspach są pracownicy z Europy Wschodniej. Głównie Polacy, to Polaków nienawidzi się tam gorąco. W Polsce nienawidzi się wszystkich. I obcych, i swoich.
Niedługo pojawią się znów granice, druty kolczaste i wieżyczki strażnicze. Najpierw nieufność, potem nienawiść. Najpierw wojny celne, potem granaty, bomby i karabiny. Kto pierwszy rzuci hasło, by zabrać sąsiadom to, co uważamy za nasze? Kto pierwszy rzuci ideę Lebensraumu dla narodu? W którym kraju – jako pierwszym – nacjonalizm, faszyzm i rasizm osiągnie poziom wrzenia?
A gdy to już się stanie, apokaliptyczne fantazje, o których dziś czytamy lub które oglądamy na filmach, będą śmiesznie dziecinne i niegroźne. Każda kolejna wojna na świecie jest coraz okrutniejsza i nieludzka. Ta, która nadchodzi, zadziwi wszystkich poziomem zezwierzęcenia ludzkości.

Oceń felieton

2 komentarze “Czas wojny, czas pokoju”

Możliwość komentowania została wyłączona.