Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Sztuka sakralna

Od zarania ludzkości splatają się w życiu człowieka dwie strefy – sacrum i profanum. I choć od zawsze dążymy do sacrum, nie jesteśmy w stanie uwolnić się od profanum. Taka już nasza ludzka natura. Rzeczywistość skrzeczy. Jeść trzeba, a więc i jedzenie zdobywać, jak już się najemy, to chce się chędożyć, a potem z tego chędożenia jest potomstwo, więc znów pojawia się kwestia zdobywania jedzenia, a w naszych europejskich warunkach jeszcze jakiegoś dachu nad głową. I tak się miota ta ludzka istota.
Już przed tysiącami lat nasz przodek brał do ręki kamienny toporek i w wolnej chwili ciosał jakiegoś bałwana, któremu się potem w pas kłaniał. Czasem też wraz ze współplemieńcami pląsał poprzebierany i pomalowany w takt bębnów wokół tego wymalowanego kloca. Taka to była siła tego sacrum.
Gdy już nastąpiło chrześcijaństwo, a poziom cywilizacji też był inny niż w zamierzchłej prehistorii, kolejni nasi antenaci miewali nieodpartą potrzebę wspięcia się na wyżyny sacrum. Taki Michał Anioł na przykład malował kościelne sufity, a że sacrum myliło mu się nieraz z chędożeniem, które też lubił, to malował boskie postaci na golasa.
Z kolei polski malarz Jan Styka, który prócz współautorstwa „Panoramy Racławickiej” ma na swoim koncie przede wszystkim obrazy religijne, tematykę religijną malował na klęczkach, aby tym bardziej zbliżyć się do sfery sacrum. W artystycznym środowisku krążyło wiele anegdot wykpiwających jego dewocyjną pobożność. Jedna z nich mówiła, że malujący Styka zobaczył Boga, który pogroził mu palcem i rzekł: „Styka, ty mnie nie maluj na klęczkach, ty mnie maluj dobrze”.
jp2
Niestety jak widać Bóg rzadko objawia się współczesnym artystom dążącym do sacrum. I dlatego właśnie nasz kraj przepełniony jest koszmarnymi krasnalami ogrodowymi rozmaitej wielkości, które wszystkie pretendują do miana pomników Karola Wojtyły, czyli jedynego prawdziwego papieża polskich katolików.
Inni z kolei w tej zaiste świętej pasji utrwalają rozmaite bohomazy na ścianach budynków. Im większych, tym lepiej. Tak jak ci wspaniali czciciele, którzy usiłowali na ścianie hotelu pielęgniarek w Krakowie, przedstawić postaci świętych – Faustyny i Karola Wojtyły.
I taka się refleksja na myśl ciśnie, że może czasem mniej nam sacrum potrzeba, a więcej profanum. 😉

Oceń felieton