Na tym właśnie polega sztuka. Co powiedzieć i kiedy. (Ursula K. Le Guin)

Dzieci śmieci z sieci

Najmłodsze pokolenia mają problem z wykorzystaniem nowinek technologicznych do celów naukowych, a także w pracy – informuje Business Insider.

Okazuje się, że młodzi ludzie zaliczani przez socjologów do tzw. cyfrowego pokolenia, mają elementarne problemy z wykorzystaniem techniki cyfrowej w nauce i pracy. Jedno z badań prowadzonych na studentach pokazało, że zaledwie 23% potrafi efektywnie wykorzystać Google do zbierania informacji. Młodzi ludzie nie byli w stanie logicznie pojąć jak wyszukiwarka organizuje i wyświetla informacje, a to oznaczało nieumiejętność podania wyszukiwarce odpowiednich kryteriów, aby otrzymać wiarygodne i naukowe wyniki.
Sporą barierą dla wielu młodych użytkowników są aplikacje biurowe lub służące do komunikacji. Są przez młodych ludzi postrzegane jako zbyt skomplikowane i obce. Takie są wyrywkowe wyniki projektu realizowanego na uczelni Illinois Wesleyan*.

– Myślę, że to obaliło mit „cyfrowego pokolenia” – powiedział szef projektu Andrew Asher – To że dorastali szukając rzeczy w Google, nie oznacza, że wiedzą jak używać Google jako dobrego narzędzia badawczego.

Na początku 2012 roku ukazał się głośny artykuł informatyka i literata Piotra Czerskiego zatytułowany „My dzieci sieci”. Przetłumaczony na wiele języków stał się ten tekst czymś w rodzaju Cyfrowej Deklaracji Niepodległości, choć dla mnie był od początku zbiorem tez stawianych na wyrost i zbyt optymistycznych.

Na zachodzie próbowano niekiedy identyfikować grupę ludzi jako „network generation”, a więc tych, dla których korzystanie z obecnej technologii internetowej jest oczywistością i szukano łączących te osoby cech. Czerski używa umownej nazwy „dzieci sieci”. Temat wydał mi się dość poważny, ale nie chciałem z góry negować tez postawionych przez Piotra Czerskiego. Z tego względu poprosiłem o pomoc socjologa, który wiekowo do tej grupy powinien się zaliczać. Na drugim biegunie jestem ja – czyli osobnik na tyle wiekowy, że był nauczycielem owego (jak na razie hipotetycznego pokolenia), a jednocześnie człowiek, który żartobliwie mówiąc „w połowie stał się internetem”.**

W swoim tekście kontrapunktując tezy młodego informatyka kontrtezami młodego socjologa, dowodziłem, że cyfrowe pokolenie nie istnieje, a to co istnieje należy nazwać i ocenić zupełnie inaczej.

Natomiast istnieje zjawisko inne, określane jako „digital native”, na które zwrócił mi uwagę znajomy informatyk. Dorastają kolejne roczniki młodych ludzi, którzy rozwijali się w otoczeniu elektronicznych gadżetów. Piloty od rozmaitych urządzeń elektronicznych, telefony komórkowe, smartfony, podręczne konsole do gier, tablety, kieszonkowe odtwarzacze muzyki – to wszystko jest „chlebem powszednim” młodych ludzi. W tym kontekście można zrozumieć przywiązanie do gadżetów, ale nie daje to im żadnej istotnej przewagi przy korzystaniu z internetu czy zdobywaniu informacji. W pewnym sensie wręcz utrudnia, bo przecież producentom gadżetów zależy na dobrych i wiecznie „spragnionych” nowości konsumentach, a nie na świadomych użytkownikach.

Dzisiejsze informacje Business Insider nie są dla mnie zaskoczeniem, potwierdzają moją opinię sprzed ponad trzech lat. Choć wolałbym się mylić. Zamiast cyfrowego pokolenia mamy pokolenie ogłupiałych konsumentów podłączonych do sieci elektronicznych smyczy.


* Informację podaję za tvn24bis.pl.
** Pisałem o tym tutaj:Dzieci w sieci