Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Pięć lat cenzury

Potworna katastrofa. W ciągu paru sekund zginęło blisko sto osób podróżujących na uroczystości w Katyniu. Tajemnicą poliszynela było to, że Lech Kaczyński tego dnia rozpoczynał swą kampanię wyborczą, ponieważ zamierzał ubiegać się o prezydenturę na drugą kadencję. Od pierwszych minut po katastrofie wiadomo było, że z tego powodu piloci byli pod szczególną presją, ponieważ prezydent, który spóźnił się pół godziny na lotnisko, za wszelką cenę chciał zdążyć na transmitowane w telewizji uroczystości.
Jednak od samego początku osoby odpowiedzialne za wyjaśnianie przyczyn katastrofy, począwszy od tych na samych szczytach władzy, postanowiły cenzurować informacje na temat katastrofy, kierując się dość dziwnie pojmowaną troską o dobro rodzin ofiar i społeczną ocenę osób, które zginęły w katastrofie.
Pierwsze fragmenty stenogramów, które przedstawiono polskiemu społeczeństwu, kończyły się krzykiem z kokpitu: „Jezus Maria!”, wkrótce potem raport rosyjskiej komisji Anodiny, zawierający również stenogramy z rozmów prowadzonych w kokpicie, ujawnia całkiem inne zakończenie lotu. Ktoś postanowił upiększyć rzeczywistość. To stara metoda. Pierre Cambronne na propozycję poddania się podczas bitwy pod Waterloo miał odpowiedzieć: „Gwardia umiera, ale nie poddaje się”. Naprawdę odpowiedział: „Merde!”, ale jak pięknie brzmi legenda.
Rosyjska komisja twierdziła, że generał Błasik był obecny do samego końca w kokpicie, a w jego zwłokach wykryto ślady spożywanego alkoholu. Polska komisja broniąc legendy stwierdziła, że nie ma dowodów na obecność alkoholu we krwi Błasika, ani też nie ma jednoznacznego dowodu na to, że był w kokpicie. Oczywiście brak dowodów nie jest dowodem o wartości przeciwnej, a jedynie stwierdzeniem braku dostatecznych informacji. Jednak odebrano to zupełnie inaczej.
Dziś mamy do czynienia – po pięciu latach – z kolejnym ujawnieniem stenogramów z kokpitu TU-154. Odczytano tym razem blisko trzydzieści procent więcej wypowiedzi niż wcześniej. Stało się tak, rzekomo dlatego, że wcześniej wykonane kopie cyfrowe wykonane były ze zbyt niskim próbkowaniem. Wcześniejsze kopie, które analizowali biegli, wykonywano z częstotliwością próbkowania 11 kHz, w najnowszych – zastosowano częstotliwość próbkowania 96 kHz. – dowiadujemy się ze strony www radia RMF. Jeśli tak było faktycznie, to mamy do czynienia z idiotami, zarówno w komisji Anodiny, jak i Millera, a także Laska i Macierewicza. Mamy też do czynienia z idiotami wśród ekspertów dotychczas badających nagrania z czarnej skrzynki. Żeby nikomu nie przyszło do głowy, że 11kHz to jakość gorsza niż nędznej empetrójki? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Prędzej uwierzę w to, że wielokrotnie podejmowano decyzję o łagodzeniu stenogramów i wyników innych badań, przemilczano i zatajano fragmenty kierując się źle pojętą troską, o uczucia ludzi dotkniętych katastrofą. Nie pomyślano o tym, że to właśnie będzie doskonałą pożywką dla spiskowych teorii o zamachu na prezydenta. Należało ujawnić wszystko, nawet najboleśniejsze treści natychmiast, gdy stały się znane. Dziś jest za późno. Mleko się rozlało. Od 20 do 30% Polaków wierzy w taką lub inną wersję spiskową. Żadne stenogramy ich dziś już nie przekonają. Zanegują nawet najbardziej prawdopodobną wersję.
Pozostałych przekonywać nie trzeba. Blisko pięć lat temu cytowałem na blogu wypowiedź jednego z pilotów 36. pułku:
Powiem więcej – bo czas zacząć o tym mówić – atmosfera na lotach z Pasażerem była fatalna od dłuższego czasu. Arogancja i lekceważenie wszelkich procedur stała się normą. Osoby nie godzące się na to były szkalowane i publicznie upodlane. To podejście można zamknąć w stwierdzeniu: dupa jest od srania, pilot od lądowania. Jak się wszędzie widzi wrogów i spisek na prowadzoną politykę to nie ma miejsca na „mgłę”. Mgła może być tylko rozpatrywana w kategorii elementu spisku przeciw prowadzonej polityce. I nie jest to post polityczny lecz odnoszący się do przyczyn tej katastrofy. Jej się nie da wyjaśnić bez uwzględnienia tego czynnika. I nie piszmy o szkoleniu. Powtórzę, że przyczyną jest schizofrenia. Możecie szkolić pilotów na symulatorach latami, mogą mieć lata wylatanych godzin, a jak są poddawani takiej presji to i tak dojdzie do katastrofy. Zwalczmy przyczynę pierwotną. Raz na zawsze zamknijmy drzwi od kokpitu!!!! *


* Cytat z felietonu Krajobraz we mgle.

Oceń felieton

10 komentarzy “Pięć lat cenzury”

Możliwość komentowania została wyłączona.