Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Jak brat z siostrą

 
Jan Hartman rozpętał ostatnio małą burzę w szklance wody na polskiej scenie politycznej. Małą – bo Twój Ruch, którego profesor był do niedawna członkiem, jest już zupełnie malutkim ugrupowaniem. Po eurowyborach stało się jasne, że partia Palikota zmierza najkrótszą drogą do politycznego niebytu*. Gdy okazało się, że lider nie ma żadnego sensownego pomysłu, na odwrócenie tego fatum, z partii zaczęli odchodzić kolejni posłowie, szukający w innych ugrupowaniach jakiejś szansy na ponowny wybór. Na czele uciekających byli dwaj sztandarowi antyklerykałowie – Roman Kotliński i Armand Ryfiński – którzy wcześniej nadali Twojemu Ruchowi profil oszołomów skupiających się wyłącznie na próbach zdejmowania krzyży tu i ówdzie.
W najgorszym dla partii momencie Hartman zapominając, że obecnie jest przede wszystkim politykiem, a przez sporą część mediów został wykreowany na ideologa partii Palikota, w związku z czym swoje pasje naukowca, etyka powinien zawiesić na kołku, a nie proponować dyskusję na temat tabu kazirodztwa.
Palikot wykonał tylko jeden – możliwy w jego sytuacji – krok, wywalił Hartmana z partii z możliwie wielkim hukiem, na co ten ostatni zareagował jak pensjonarka, która przypadkiem otworzyła drzwi do męskiej toalety.

Pomijając polityczną ślepotę profesora, który ostatnio zachowywał się bezsensownie, należy powiedzieć, że sugerowanie publicznego dyskursu nad tabu kazirodztwa i kwestią penalizacji jest głupim pomysłem z dwóch powodów.
Pierwszy ma naturę społeczną. Przytłaczająca większość odkrytych związków kazirodczych to molestowanie lub gwałt dokonywany przez ojca, brata, wujka, stryjka lub kuzyna, zaś ofiarą są kobiety w jakiś sposób zdominowane, zależne, które nie potrafią się obronić, zbuntować, tkwiąc w toksycznym niewolnictwie. Taką kobietę nietrudno skłonić, by zeznała, że związek jest dobrowolny i kolejny Fritzl uniknie wtedy kary. Jest to wystarczający argument za tym, żeby być bardzo ostrożnym w liberalizacji przepisów.
Drugi argument jest natury biologicznej. Naukowcy udowodnili, że tabu wobec seksualności osób, z którymi się wychowujemy powstaje niejako samoistnie i nie musi być w żaden sposób wzmacniane obyczajowo. Okazuje się, że bardzo rzadko tworzą się związki wśród niespokrewnionych nawet osób, które we wczesnym dzieciństwie wychowywały się razem.
Wbrew twierdzeniu Hartmana tabu kazirodztwa nie ma podłoża głównie religijnego. Wręcz przeciwnie – w wierzeniach dawnych Egipcjan, w mitologii greckiej, a nawet w biblii można znaleźć wiele informacje o związkach braci z siostrami lub nawet stosunkach z ojcem dla spłodzenia potomstwa. W mitologiach starożytnych ludów bogowie często wiązali się z siostrami i przeważnie nie było to oceniane negatywnie. Małżeństwa bliskich krewnych były normą wśród faraonów, a później także wśród europejskich rodów królewskich.
Faktem jest, że w naturze istnieją mechanizmy zapobiegające tzw. chowowi wsobnemu nawet w świecie roślin. A trudno podejrzewać mechanizmy ochronne przeciw samozapyleniu u roślin o uleganie religijnemu tabu. Również w królestwie zwierząt natura wypracowała wiele mechanizmów dość skutecznie zapobiegających zawężaniu puli genów. Część z nich dotyczy także ludzi, a obyczajowe tabu kazirodztwa jest wtórne.
Co prawda dziś już wiemy, że dawna teoria o degeneracji genetycznej nie ma naukowych podstaw, ale faktem jest, że w przypadku chorób dziedzicznych, jeśli będą przekazywane zarówno ze strony matki i ojca, zagrożenie wzrasta wykładniczo. Zatem nawet jeśli weźmiemy pod uwagę argumenty etyczne, stwarzanie zagrożenia dla ewentualnego własnego potomstwa byłoby ewidentnie nieetyczne. Kwestia istnienia środków antykoncepcyjnych nie ma tu znaczenia, bowiem zawsze jest choćby minimalny procent zawodności, ludzie mają emocje, zdarzają im się zachowania nielogiczne i bardzo emocjonalne, więc prawdopodobieństwo potomstwa w takim związku istnieje i nie jest teoretyczne. A w przypadku potomstwa brata i siostry możliwość wystąpienia wad genetycznych to nie jest wymyślone przez kogoś religijne tabu.
Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi? – zastanawia się Jan Hartman, a ja dla odmiany zastanawiam się, czy pan profesor mógłby zająć się czymś sensownym, zamiast pielęgnować swe ego celebryty.


* Pisałem o tym rok temu tutaj.

Oceń felieton