Sieroty po Chavezie

W ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach, światową politykę zdominowały wydarzenia na Ukrainie. Tymczasem gdzieś tam daleko od szosy w Wenezueli trwają rozruchy, są zabici i setki rannych, są tysiące aresztowanych przez socjalistyczny rząd. Wenezuela jest światowym ewenementem i najbardziej epigońskim krajem w światowej historii realnego socjalizmu. Przeciętny obserwator światowej polityki zauważa tylko Kubę, którą stanowi powoli rozpadający się bastion gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Co bogatsi jadą tam, by przyjrzeć się jak to możliwe, że ludzie żyją za równowartość dwudziestu euro na miesiąc. Przy niektórych okazjach zauważamy też Koreę Północną, jako rodzaj egzotycznego obozu koncentracyjnego, którego komendant Kim Dzong Un „jest fajnym dzieciakiem” według pewnego debilnego koszykarza amerykańskiego. Każdy rozsądny człowiek wie, że tzw. socjalistyczna gospodarka jest zbiorem absurdów i w realnym świecie długo funkcjonować nie może. Kubańska dyktatura rozpada się, chińska postawiła na wolny rynek, a koreańska trwa dzięki terrorowi, którego zasięg i metody nie mieszczą się w głowie żadnemu autorowi horrorów. Tymczasem Wenezuela wiele lat temu wybrała na prezydenta Hugo Cháveza, który postanowił poprowadzić kraj świetlaną drogą wytyczoną przez Lenina.

Chávez wyciągnął kopyta, nie osiągając socjalistycznego ideału, lecz jego następca Nicolás Maduro postanowił iść śladami swego idola. W ten sposób Wenezuela, która za czasów Cháveza stała nad przepaścią, dziś uczyniła ogromny krok naprzód. Do największych osiągnięć socjalistycznej Wenezueli należy dalsze bezproduktywne przejadanie dochodów z ropy, a ponadto braki w dostawach prądu i wody, niedobory w sklepach podstawowych artykułów takich jak papier toaletowy. W PRL mawialiśmy: zasrany ustrój to i papieru toaletowego brakuje. Swoją drogą jest to interesujący przedmiot badań, dlaczego w każdym kraju z panującym systemem socjalistycznym ludzie muszą podcierać dupę gazetami lub trawą? Materiał na pracę doktorską z socjologii jak żaden inny. Taka dysertacja skazana byłaby na sukces.

A propos socjologów. Niejaki Gregory Wilpert, niemiecki socjolog mieszkający w Stanach Zjednoczonych lub żeby nie obrażać Niemców – amerykański socjolog pochodzący z Niemiec, jest gorącym zwolennikiem socjalizmu w Wenezueli. Nazywa ten kraj socjalistyczną wyspą na kapitalistycznym oceanie i zastanawia się, kto chce rozłożyć wenezuelską gospodarkę. Rząd Nicolása Maduro to już wykrył. Winna jest opozycja, środowiska biznesowe i administracja Stanów Zjednoczonych. Skąd my to znamy? Ciekawe, kiedy zaczną tam mówić o stonce ziemniaczanej zrzucanej przez amerykańskie samoloty lub wysyłać komisarzy ludowych, by przyskrzynili spekulantów? O pardon, co do spekulantów to jaśnie oświecony prezydent już się za to zabrał. Pod koniec roku wojsko wkroczyło do sieci sklepów z artykułami AGD, by wymusić znaczącą obniżkę cen.

Drodzy Wenezuelczycy! My to znamy i powiemy wam co będzie dalej. Na półkach pozostanie jedynie ocet i musztarda, wszelkie towary będą na talony i asygnaty, które rzecz jasna wystarczą dla nielicznych. Aby je dostać, trzeba będzie się wykazać pracą na rzecz ustroju powszechnej szczęśliwości i równie powszechnego braku srajtaśmy. Potem to już tylko stan wojenny i po latach uda się wam wykopać debili, którzy zrujnują wam kraj w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Jednak kraj dostaniecie w stanie bankructwa, a po ropie zostanie tylko wspomnienie. Przez kolejnych dziesięć lat będziecie ciężko pracować nad ściągnięciem kapitału, który pozwoli wznowić produkcję, będziecie spierać się o pierdoły, rozliczać winnych i przez kolejne dziesięciolecia doganiać resztę świata. Powodzenia.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (4 votes cast)
Sieroty po Chavezie, 10.0 out of 10 based on 5 ratings