Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Zmierzch cywilizacji

Ludzkość dotyka niewyobrażalny masowy kataklizm i dziesiątkuje populację. Cywilizacja upada i staje się tylko parodią dawnej potęgi ludzkości. W dwudziestowiecznej literaturze i filmie przez jakiś czasu ulubioną przyczyną upadku była zagłada po globalnej wojnie atomowej. Prekursorem był pisarz Nevil Shute, ktory w powieści „Ostatni brzeg” pokazuje umierającą Australię, jako ostatni kontynent, na którym jeszcze żyją ludzie. Potem dwukrotnie nakręcono filmy – jeden w 1959 z piękną rolę Gregory Pecka i remake w 2000 z Armandem Assante w roli głównej. Potem pojawił się kultowy już „Mad Max”, którego akcja również rozgrywa się w Australii i jest nie mniej przygnębiający. W późniejszych czasach nie tylko wojna nuklearna była przyczyną upadku cywilizacji. Wymyślano asteroidy, wybuchy słońca, utratę magnetyzmu Ziemi lub przemieszczanie się biegunów, nagłą epokę lodowcową i zniszczenie środowiska naturalnego przez człowieka. Niektóre z tych katastroficznych wizji były ponure i depresyjne, inne usiłowały pokazać, że człowiek może być wielki nawet w godzinie ostatecznej próby. Do najpopularniejszych obecnie zapewne należy słynny „2012” bazujący na rzekomej przepowiedni Majów, iż w 2012 roku ma nastąpić koniec świata. Bardzo ciekawie ów motyw potraktował David Mitchell w zekranizowanej potem powieści „Atlas chmur”.

Jednak mało kto pamięta, że prekursorem katastroficznej literatury był amerykański pisarz kojarzący się wszystkim z literaturą przygodową. Jack London, bo to jego właśnie mam na myśli, napisał w 1912 roku opowiadanie „Szkarłatna dżuma”.
Starzec, który jest bohaterem opowieści, oglądając monetę wygrzebaną skądś przez wnuka, mówi:
To jedna z ostatnich odbitek, bo Szkarłatna Śmierć nadeszła w roku 2012.
Narrator w krótkich słowach opisuje świat przed katastrofą jako miejsce prawie idealne. Prawie, bo London zaakcentował w opowiadaniu swe socjalistyczne przekonania i uświadamia czytelnikowi ów istniejący podział na klasy posiadające i niewolniczo prawie wykorzystywany proletariat. Dość ciekawe, że niewiele myli się w ocenie liczby ludności, jaka żyć będzie w XXI wieku. Świat pełen był ludzi. Spis ludności całej Ziemi na rok 2010 dał liczbę ośmiu miliardów.. Przyczyną upadku cywilizacji jest zaraza. Tytułowa szkarłatna dżuma jest egalitarna i jednakowo dotyka bogatych i biednych, rządzących i rządzonych. Dżumę przeżyli bardzo nieliczni. Kompletny upadek cywilizacji w sporej części jest spowodowany podziałami klasowymi, ale też wąskimi specjalizacjami zawodowymi, ludzie nie potrafią obrabiać żelaza, bo nie przeżył żaden kowal. Nienawiść proletariatu zaowocowała zdziczeniem w obliczu upadku struktur władzy: Pełen zgrozy był to widok. Cywilizacja, moi kochani, cywilizacja ginęła w chmurze dymu, w wyziewach śmierci.

Opowiadanie Londona czytałem po raz pierwszy chyba w czasach studenckich, nie miałem wtedy porównań dzisiejszych. Potraktowałem je raczej jako katastroficzną fantastykę, która niespecjalnie mnie wtedy interesowała, aczkolwiek egzamin z literatury amerykańskiej zdałem w sporej części dzięki doskonałej analizie utworów Londona. Wówczas dość interesujący było dla mnie pewnego rodzaju miotanie się Londona pomiędzy teoriami Karola Marksa, Herberta Spencera i Fryderyka Nietzschego. Dziś spoglądam na ten utwór inaczej. Po pierwsze jest to protoplasta gatunku katastroficznego w literaturze, po wtóre zaś zaskakuje swoją logiczną spójnością i sensownością wniosków. Z perspektywy dzisiejszej wiedzy, gdyby nadeszła totalna katastrofa, która przetrzebiłaby ludzkość, musiałyby nadejść „wieki ciemne”. Tak bardzo jesteśmy dziś uzależnieni od techniki, a jednocześnie wąska specjalizacja powoduje, ze tak niewiele wiemy o zasadach działania i budowie otaczających nas urządzeń, że kataklizm ogólnoświatowy na pewno pozbawiłby nas przede wszystkim energii elektrycznej, a co za tym idzie uczyniłby całe nasze otoczenie bezużytecznym – od tostera po lodówkę, od wentylatora po windę, od radia po komputer. W dalszej kolejności utracilibyśmy w sporej części wiedzę i aby nie umrzeć z głodu opuścić miasta. Powstałyby niewielkie skupiska, plemiona, czasem koczownicze i myśliwskie, a czasem rolnicze. Nieprzydatna do niczego wiedza humanistyczna – filozofia, psychologia, socjologia i etyka – poszłaby w zapomnienie. Rozwinęłyby się z czasem rozmaite animistyczne religie i ludzkość mozolnie zaczęłaby wspinać się powoli w górę, przechodząc ponownie dzieje znane nam z historii. Dziś jesteśmy w stanie to naukowo przewidzieć, jednak London wiedział to i wyczuwał intuicyjnie, to właśnie czyni go wielkim pisarzem.

Oceń felieton