Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Rzeź Gowiniątek

Tytuł dzisiejszy jest zapożyczony, ponieważ takowy w prasie lub w internecie niegdyś widziałem. Niestety w natłoku informacji nie jestem w stanie dziś przypomnieć sobie źródła tej doskonałej aluzji. Jednak pierwowzór został użyty dla skomentowania dość poronionego (nomen omen) pomysłu byłego pana ministra w sprawie in vitro. Tym razem bardziej chodzi o totalną krytykę jego ostatnich działań. Jedynym znanym „dziecięciem” pana Gowina w jego ministerialnej działalności była ustawa o likwidacji pewnej dość sporej liczby sądów najniższego szczebla. Dziecię zarżnęła mu opozycja przy współudziale koalicjanta.
Na szczęście większość innych inicjatyw pana Gowina nigdy nie zmaterializowała się, bo byłoby co odkręcać. Z bardziej bulwersujących poglądów warto przypomnieć sprzeciw wobec przyjęcia przepisów zapobiegających przemocy wobec kobiet. Ówczesny minister prawa ręka w rękę z hierarchią kościelną plótł bzdury o zagrożeniu tradycyjnej rodziny i coś tam o wartościach. Być może dla niego jest jakąś wartością – przed lub po niedzielnej mszy – strzelić żonkę w pysk, a zła Unia chciała mu to prawo zabrać.
O samym Gowinie pisałem już kilka razy. Ostatnio przy okazji niesławnej obrony przyznania sobie przez marszałków sejmu wysokich nagród (tutaj). Szczególnie jednak chciałbym przypomnieć tekst sprzed trzech lat. Pisałem wówczas o wypowiedziach posła Gowina w sprawie katastrofy smoleńskiej (tutaj).
Nie bez racji nazwałem go wówczas piątą kolumną w szeregach PO. Szczególnie idiotyczna i bulwersująca była wówczas następująca kwestia: narody potrzebują mitów, a myślę że dzisiaj w Krakowie /…/ rodzi się nowy wielki mit, któremu my politycy powinniśmy służyć ponad podziałami.
Inaczej mówiąc zdaniem Gowina wówczas, kolejnym mitem ma być walnięciem w glebę „prawie bombowcem” pod przywództwem nieudolnego prezydenta, z którego zrobimy sobie męczennika narodowego. Trzy lata temu, byłem nieco bardziej kulturalny i nie napisałem tego, co samo cisnęło się na usta. Trzeba być wyjątkowym kretynem, by głosić takie bzdury.
Dziś jednak chcę przypomnieć końcowy fragment swojego felietonu. Nie potrafię powiedzieć, czy Jarosław Gowin jest Konradem Wallenrodem w szeregach Platformy, czy tylko Jankiem Muzykantem grającym swoją prostą melodyjkę na własnoręcznie wystruganych smyczkach. Na miejscu działaczy Platformy, to bym wyrzucił tego grajka z orkiestry, bo wyraźnie gra marsza triumfalnego nie temu kandydatowi.
Dziś, gdy poseł Gowin wystąpił z tzw. listem otwartym krytykującym PO, pozostaje mi jedynie z wątpliwą satysfakcją rzec: A nie mówiłem?!

Oceń felieton

5 komentarzy “Rzeź Gowiniątek”

Możliwość komentowania została wyłączona.