W kratkę

Jedno z głównych założeń Unii Europejskiej wyrażone jest mottem „jedność w różnorodności” (In varietate concordia), które zostało przyjęte oficjalnie w 2000 roku. To chyba jedna z najwspanialszych i najmądrzejszych dewiz, jakie można było wybrać dla tak różnorodnego świata, jakim jest Europa. I najważniejsze – to działa.
W 1945 roku, po wkroczeniu wojsk sowieckich na Pomorze, ludność pochodzenia niemieckiego opuściła te tereny. Wśród nich byli rodzice urodzonego w 1945 roku Heinza Radde. Wychowany w Niemczech, a mieszkający dziś w Szwajcarii Radde wracał do miejsca swych narodzin wielokrotnie. Jest autorem strony, która w doskonały sposób pokazuje, jak zasadę różnorodności należy interpretować. Jeśli by ktoś myślał, że Heinz Radde ogranicza się do kultywowania swojego heimatu, do pielęgnowania niemieckiej historii Pomorza, to byłby w błędzie. Heinz również aktywnie wspierał to, co dzieje się obecnie. Podczas jednej z wizyt w Polsce zawiozłem go na występ kaszubskiego zespołu z Tuchomia, który akurat grał i tańczył na autentycznym kaszubskim weselu. Podczas rozmowy okazało się, że jednym z największych problemów są buty. Buty dla tancerzy muszą być wykonywane przez fachowców zgodnie z dawną technologią, a jednocześnie muszą być wygodne, więc nie są tanie. Heinz rozpoczął internetową akcję pod nazwą „shoes for Gzubë” i zebrał sporą sumę, którą następnego roku przekazał zespołowi.

Gzubë w Kłącznie 2000 r.
Gzubë w Kłącznie 2000 r.

Niewielka Holandia jest świetnym przykładem połączenia nowoczesności, europejskiej integracji oraz kultywowania lokalnych tradycji. Fryzowie, którzy mieszkają na północy kraju, mają bardzo daleko posuniętą autonomię, ale nie tylko kultywują swój język i tradycję. Są także otwarci na wszystko, co może przynieść korzyść ich krajowi.
Stylizowana na ludowo katarynka w Leeuwarden
Stylizowana na ludowo katarynka w Leeuwarden

Zaskoczyła mnie otwartość tych ludzi na nowe doświadczenia, gotowość do współpracy i dyskusji. Można ich uznać za wzór umiejętności pogodzenia tradycji z nowoczesnością i tolerancją.
Dwudzieste pierwsze stulecie w zasadzie rozpoczęło się od swoistej eksplozji lokalnych patriotyzmów, które pomagały zjednoczyć ludzi w ich lokalnych działaniach, a które jednocześnie korzystne były dla ich krajów. Wzorcowym wręcz przykładem była dla mnie lokalna społeczność z portugalskiego regionu Ribatejo. W ich działaniach „ręka w rękę” szły: rozwój gospodarczy regionu oraz odnawianie tradycji ludowych, artystycznych, które w konsekwencji przynosiły też zainteresowanie turystów, a tym samym lepsze i nowoczesne życie mieszkańców regionu.
Uliczny występ portugalskiego zespołu ludowego w Tuchomiu.
Uliczny występ portugalskiego zespołu ludowego w Tuchomiu.

Możliwość otrzymania dofinansowania unijnego na projekty utrwalające ten lokalny patriotyzm, to jedna z ważnych preferencji, które można i warto wykorzystać. Łatwo zauważyć, że i u nas głównie na Kaszubach i na Śląsku ludzie potrafili to wykorzystać. Czy kilka lat temu ktoś przypuszczał, ze będzie mógł oglądać kaszubską lub śląską telewizję? Albo, że w każdym komputerze będzie można sobie włączyć kaszubski układ klawiatury pozwalający na swobodne używanie języka kaszubskiego? Nie sposób wymienić wszystkich korzyści, które mamy z życia we wspólnej, ale bardzo różnorodnej Europie. Brałem udział w wielu ciekawych projektach i miałem okazję współpracować z wieloma ludźmi. Dumny jestem z tego, że do tej różnorodnej Europy dołożyłem tez swoją niewielką cegiełkę.
Most pomiędzy Danią i Szwecją
Most pomiędzy Danią i Szwecją

Różnice między nami powinny nas łączyć jak ten – dla mnie symboliczny – most przez cieśninę pomiędzy Kopenhagą a Malmö. Dzięki tym różnicom możemy się nauczyć szanować innych, a także pozbyć się stereotypów w ocenie innych narodowości, bo zauważymy dzięki temu, że ci „inni” różnią si nie tylko od nas, ale i miedzy sobą.
Jako podsumowanie niech posłużą słowa z wiersza księdza Jana Twardowskiego: Tylko my chcemy być wciąż albo albo i jesteśmy na złość stale w kratkę.
Prezes Kaczyński od wielu miesięcy przypomina takiego trochę niezdecydowanego samobójcę, który teraz swymi głupimi uwagami o Ślązakach i Kaszubach wreszcie wykopał sobie taboret spod nóg. On właśnie – jak w wierszu – bardzo chciałby być jednoznaczny, a i tak jest w kratkę. Ta próba negatywnej oceny lokalnych patriotyzmów jest jednocześnie negatywną oceną różnorodności i tradycji, która w każdym regionie Polski jest trochę inna. Inne są zwyczaje, język, strój i kultura, a prezesowi marzy się zunifikowana jednakowa Polska od morza do Tatr, więc mu przypomnę – już to przerabialiśmy w PRL. Być może prezes za tym tęskni, ale większość już nie. Kaczyński swoim paranoicznym „raportem o stanie państwa” pokazał, że myślą tkwi w głębokim komunizmie, a jego narodowo-socjalistyczna Polska z katolickim sznytem istnieje tylko w jego chorej wyobraźni.

PS. Potrzebne jest małe wyjaśnienie do ostatniej ilustracji tego felietonu. Chodziło mi o przykład łączenia czegoś, co w przeszłości bywało bardzo podzielone. Dobrym przykładem byłby też tunel pod kanałem La Manche. Jednak tam nie byłem, a na moście tak. Z tą wycieczką związana jest też anegdotka. Jechałem z córką do Malmö kilka lat temu. Gdy już byliśmy na miejscu i rozpoczynaliśmy biesiadę znajomy naszego gospodarza zapytał mnie „What you want?”, mając na myśli jaki trunek będą spożywał, albowiem mieliśmy ich na stole sporo. Ja myśląc kompletnie o czymś innym odpowiedziałem, że „chciałbym zarabiać w Danii, mieszkać w Szwecji, a podatki płacić w Polsce”. Co prawda takie rozwiązanie byłoby kuszące, bowiem wbrew naszemu mniemaniu nie mamy najwyższych podatków w Europie, ale trudne do wykonania.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (5 votes cast)
W kratkę, 9.0 out of 10 based on 5 ratings

2 przemyślenia nt. „W kratkę


  1. Belfer głupi się chwali, ze taki europejski i barany mu przyklaskują, a za parę lat będą lizać tyłki niemcom, którzy wykupią ich domy.

    VA:F [1.9.22_1171]
    Rating: 1.0/5 (1 vote cast)

  2. O tych domach, które Niemcy wykupią i nas na ulice wyrzucą, to ja słyszę od 20 lat. I jakoś cholera nie chcą przyjść i wykupić.Po upadku PGRów mieli przyjść i wykupić. Potem jak zmieniała się ustawa dająca prawo obcokrajowcom. I nic. Owszem paru Niemców przyjechało, paru Anglików, znam nawet Holendrów. Spodobało się im tu i wrośli już nawet. Ba znałem nawet jednego Murzyna. Jak go rasiści spod znaku polskich i tylko patriotów chcieli pobić na dworcu, to się chłopaki ze wsi zebrali: „Co wy gnoje naszego Murzyna chcecie bić?” I taki łomot kibolom spuścili, że na długo odeszła im ochota do zabawy w prawdziwych patriotów.

    VN:F [1.9.22_1171]
    Rating: 5.0/5 (1 vote cast)

Możliwość komentowania jest wyłączona.