Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Dyktatura idiotów

Niedawno opublikowano wyniki badań, które mówią, ze ponda 50% naszego społeczeństwa nie ma żadnego kontaktu z książką. Pozostała reszta, to uczniowie i studenci, którzy kontakt z książką mają sporadyczny, bo muszą*. Tak naprawdę tylko niewielka część ludzi ma kontakt ze słowem pisanym w ilości większej niż program telewizyjny.
Znany dowcip sprzed lat brzmiał:
– Co kupimy Jankowi na imieniny?
– Może książkę?
– E, jedną już ma.

Od tamtej pory było już tylko gorzej. Nie zmieniły tego komputery i internet, bo podział jest ten sam. Ci czytający zaglądają na newsy, czytają rozmaite blogi, szukają informacji z różnych źródeł. Dla „nieczytatych” pozostają Demotywatory i inne podobne strony, gdzie tekstu jest niewiele, a obrazki są duże.
Ostatnio natknąłem się na informację, że według badań Unii Europejskiej w polskich szkołach nauczyciele są zbyt pobłażliwi, na drugi rok w tej samej klasie pozostawia się bardzo niewielu uczniów, a do następnej klasy przechodzi się bez żadnej wiedzy i umiejętności. Nie jest to żadna nowość. Tylko oczywiście naszym dziennikarzom musi powiedzieć to Unia Europejska. Gdy alarmowali nauczyciele, to nikt nie raczył tego zauważyć. Przez wiele lat pracy w szkole alarmowałem, że staczamy się po równi pochyłej, że uprawiamy fikcję edukacyjną. Patrzono na mnie jak na idiotę. W ostatnich latach przestałem uczyć i zacząłem tresować uczniów, by sprawnie rozwiązywali testy. Wyniki poszły w górę, przełożeni od dyrektora po wójta byli zadowoleni. Tylko ja nie byłem. Gdy już mogłem nie brać udziału w tym szaleństwie, przeszedłem na emeryturę.
Jestem w stanie nauczyć każdego idiotę rozwiązać test z pewnego ograniczonego zakresu (a takim jest np. test szóstoklasistów lub gimnazjalny), tak aby jego wynik był wyższy niż 50%. Osiąga się to drogą algorytmicznego odsiewania ewidentnie złych odpowiedzi. Większość pytań to pytania zamknięte. Uczeń wybiera jedną z czterech możliwych odpowiedzi. Bez żadnej wiedzy ma 25% szans na sukces. Z wiedzą jak odrzucać błędne odpowiedzi ma 50%. A jeśli jego synapsy choć trochę iskrzą, ma 75%. Pytania otwarte w części humanistycznej są tak skonstruowane, że nawet jeśli napisze się kompletne bzdury i z błędami, to nie dostaje się zerowej punktacji, ale trzeba coś napisać. Problem w tym, że dobre rozwiązywanie testów nie zapewni społeczeństwu inteligentnych i kreatywnych jednostek. Zatem jest to działanie tylko marketingowe przeznaczone dla zidiociałych przełożonych – aż do szczebla ministerialnego sięgając.
Ten upadek polskiej oświaty trwa już wiele lat i nie zaczął się wcale wraz z upadkiem PRL i nowymi trendami w edukacji. W Polsce zaczęło się to od niesławnej pamięci ministra Kuberskiego i wprowadzenie promocji z oceną niedostateczną (było to jeszcze przed rokiem 1980). W efekcie mamy dziś już kolejne pokolenie analfabetów opuszczających szkoły. Mamy idiotów w każdej dziedzinie życia społecznego.
Doskonałym przykładem – wybaczcie polityczną wstawkę – jest pani Kluzik-Rostkowska. Na fali dyskusji o rocznicy „zamachu” w Smoleńsku, wydumała swą własną propozycję obchodów. Gdyby ktoś nie wiedział co to, to tam gdzie Tusk z Putinem zamordowali najlepszego prezydenta od czasów Mieszka I, jakim był oczywiście Lech Kaczyński. Szefowa PJN wymyśliła sobie, że uświetnieniem rocznicy byłoby zwołanie Zgromadzenia Narodowego. Słysząc te bzdury zdziwiłem się, że żaden z dziennikarzy nie krzyknął:
Prrrrrr, pani przewodnicząca, nazad!
Znając konstytucję – nawet dość pobieżnie – łatwo można wykoncypować, że Zgromadzenie Narodowe to takie doraźne zebranie posłów i senatorów, które zwoływane jest tylko do przyjęcia przysięgi prezydenckiej, uznania niezdolności prezydenta do sprawowania władzy** lub wysłuchania orędzia prezydenta. Jedyna możliwość zwołania Zgromadzenia Narodowego w dniu 10 kwietnia to orędzie prezydenta Komorowskiego wygłoszone do posłów i senatorów, które nie podlega ani ocenie ani też dyskusji. Żaden z posłów lub senatorów nie mógłby więc zabrać głosu. Czy o to chodziło pani Kluzik-Rostkowskiej? Wątpię.
Przyzwyczaiłem się jednak już do tego, że poziom intelektu i wiedzy dziennikarzy nie odbiega od reszty społeczeństwa. Zatem nie podejrzewałem żadnego o jakąkolwiek znajomość konstytucji. Dzięki temu przewodnicząca PJN mogła snuć swe radosne brednie bez żadnej kontry ze strony rozmówców. Kim jest pani Kluzik-Rostkowska z zawodu? Wikipedia mówi, że dziennikarką. To naprawdę wiele wyjaśnia.
Na szczęście pojawiają się jednak młodzi ludzie, którzy w zwartości mózgów mają coś więcej niż Redtube i Demotywatory. Czy te jaskółki czynią wiosnę? To się okaże. W portalu Racjonalista.pl ukazał się zwięzły i logiczny artykuł Tomasza Chabinki, który bezlitośnie punkt po punkcie nie tylko wyjaśnia znaczenie artykułów konstytucji, ale też wykazuje kompletną miałkość polskich polityków***.
Pozostaje mieć nadzieję, że kompetentnych i rzetelnych młodych ludzi będzie więcej, na przekór zapaści polskiej edukacji.

* To już moja interpretacja.
** Zgromadzenie narodowe może uznać niezdolność do sprawowania władzy przez prezydenta z powodów zdrowotnych, może też zdecydować o postawieniu prezydenta w stan oskarżenia.
*** Za link dziękuję jednemu ze swoich czytelników o pseudonimie Maruda.

Oceń felieton

9 komentarzy “Dyktatura idiotów”

Możliwość komentowania została wyłączona.