Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu. (Ursula K. Le Guin)

Cywilizacja

Każdy, kto skończył choćby ogólniak, wie, co to jest cywilizacja. Przynajmniej – powiedzmy – rozumie to słowo w sposób intuicyjny. Oczywiście często utożsamiamy ze sobą pojęcia kultura i cywilizacja, a to nie to samo. Mówiąc starożytna kultura rzymska, mamy raczej na myśli Horacego, Senekę… no w ostateczności i Messalinę. Mówiąc o rzymskiej cywilizacji, mamy zwykle na myśli akwedukty, płatne toalety (pecunia non olet), kamienne drogi i Koloseum.
Córka moja, o której rzec by można, że widziała już spory kawałek świata i kilka krajów poznała dość dogłębnie, ustanowiła swoisty miernik poziomu cywilizacyjnego. Jest nim mianowicie najtańszy papier toaletowy. Kraje o najwyższym poziomie cywilizacyjnym to papier w kolorze białym i miękki. Te na nieco niższym szczeblu to papier miękki, ale szary – ot taki jak w ze znanej fabryki w Kaczorach. Najniżej cywilizacyjnie stoją te kraje w których jest to papier szary i twardy w dotyku. Oczywiście w większości miejsc na świecie, dysponując środkami można sobie kupić papier dowolny, nawet najlepszy.
To tej cywilizacyjnej drabinki dodałbym coś, czego moje dziecko pamiętać już nie może. Brak papieru toaletowego. Można tez dodać poszczególne szczeble – na przykład, jeśli w danym kraju od czasu do czasu pojawiają się kolejki przed papierniczym, a wychodzą ze sklepu ludzie obwieszeni rolkami papieru toaletowego, to nie jest tak źle. Najgorzej jest tam, gdzie o papierze toaletowym to słyszeli ludzie tylko od babci, która urodziła się jeszcze przed rewolucją.
Niejaki Jerzy Urban, obrzydliwy komuch – tfu, przepraszam – polityk lewicowy starszego pokolenia, napisał w czasach PRLu w jakimś felietonie, że dobrobyt to będzie wtedy, jak przeciętny Polak bez problemu będzie mógł dostać papier toaletowy. Wtedy wydawało się to wszystkim niewyobrażalne. Jak to? Papier toaletowy w sklepie, tak bez kolejki? A jednak. Jest.
W latach osiemdziesiątych pierwszym swoim samochodem pojechałem do Trójmiasta i miałem okazję przejechać się obwodnicą. Pierwszy raz na oczy taką szeroką szosę widziałem – nie na filmie amerykańskim. Co prawda prawie wszyscy mnie wyprzedzali, bo mój kaszlak wyrabiał zawrotne osiemdziesiąt na godzinę, ale tylko z górki i z wiatrem. Od tego czasu zobaczyłem sporo nowych dróg i całkiem niezłych. Niektóre nawet w Polsce.
Pod koniec lat osiemdziesiątych stałem się nabywcą pierwszego w swym życiu kolorowego telewizora. Późno, bo nauczyciele to raczej biedni byli. A pod koniec PRLu okowy graniczne zelżały i zaczęto do kraju przywozić to, co sąsiedzi z zachodu wyrzucili. Potem tych kolorowych telewizorów było więcej. Dziś mam taki telewizor, że nie tylko widzę jak Rymanowski zaciął się podczas golenia, ale nawet źle układające się włoski w brwiach Anity Werner.
I tak sobie oglądam telewizję wysokiej rozdzielczości, awantury pod krzyżem w high definition i sobie myślę, że cywilizacja to jednak nie wszystko. Cywilizację to już mamy całkiem niezłą, tylko gdzieś po drodze zgubiła się kultura. Nie nadążyła?

Oceń felieton

12 komentarzy “Cywilizacja”

Możliwość komentowania została wyłączona.