Utyje szarańcza

 
W powieści Philipa Dicka Człowiek z Wysokiego Zamku pojawia się tytuł nieistniejącej książki, która objawia ukrytą prawdę – Utyje szarańcza. Ta fikcyjna powieść w powieści ukazuje prawdę, której nikt nie widzi lub nie chce widzieć.
Nie potrafię kłamać. Jest to ułomność, która być może z góry wykluczyła mnie ze świata polityki, ale również nie przysporzyła mi sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym. Dla równowagi zapewne natura wyposażyła mnie w umiejętność wyczuwania fałszu. Mogę nie rozpoznać zwykłego kłamstwa, ale zawsze rozpoznaję „oszczędne gospodarowanie prawdą” nawet jeśli nie zawsze znam jego ukryty cel.
Współcześnie coraz częściej sprawdza się dość wulgarne stwierdzenie, że prawda jest jak dupa, każdy ma swoją. Szczególnie w polityce staje się to niepisanym ale oczywistym przykazaniem. Jednak jestem staroświecki i wykorzystanie kłamstwa nawet w szczytnym celu jest dla mnie niestosowne. To jak głośne puszczenie bąka podczas uroczystej romantycznej kolacji przy świecach.

Słynny akt, którego nikt nie zna
Ile jest prawdy w prawdzie?

Gdy zboczeniec wybiera zawód nauczyciela, wychowawcy lub księdza, aby łatwiej folgować swym żądzom, jest to obrzydliwe. Jeśli ktoś ukrywa jego przestępstwa, w imię rzekomego dobra wyższego, to tym bardziej obrzydliwe. Wiemy, że takie przypadki miały miejsce, nie tylko na świecie – w USA i Irlandii, ale także w Polsce. Także i tu dostojnicy kościelni pomagali ukrywać i mataczyć. Są to bolesne sprawy dla ofiar i skandaliczne dla instytucji kościelnych zaniedbania. Pojawiają się na froncie walki z dewiacjami także i takie głosy, które w zawoalowany sposób sugerują, że kościół jako całość jest organizacją przestępczą, która niejako po to powstała by swych funkcjonariuszy chronić przed odpowiedzialnością.
Koronnym dowodem w sprawie ma być Crimen Sollicitationis rzekomo ściśle tajny akt prawny Watykanu, który datowany jest na 1962 rok. To tajne rozporządzenie miało mieć związek z pierwszymi odkrytymi przypadkami pedofilii wśród księży. Intuicja podpowiadała mi, że ten „dowód” cuchnie kłamstwem jak zgniły śledź.
Nie pomyliłem się, pierwsza wersja Crimen Sollicitationis powstała w roku 1922 i nie była nigdy tajna, lecz raczej wewnętrzna. Dokument, w roku 1962 uwspółcześniony (ostatnia aktualizacja w 2001), nie traktował o pedofilii, ale o przestępstwie solicytacji. W skrócie chodzi o „zbrodnię” spowiednika, który wykorzystując spowiedź namawia penitenta do popełnienia grzechu przeciw szóstemu przykazaniu. I nie chodziło tu raczej o sprzeczne z naturą akty seksualne, ale te – moim zdaniem – bardzo zgodne z naturą, akty seksualne spowiednika z kobietą manipulowaną za pomocą aktu spowiedzi. W myśl prawa cywilnego nie jest to przestępstwo. Jednak w prawie kanonicznym jest to zbrodnia i dlatego Crimen Sollicitationis nakazuje każdemu, kto wie o takim przypadku powiadomienia władz kościelnych pod groźbą ekskomuniki. W akcie tym jest również mowa o zachowaniu tajemnicy procesu kanonicznego, ze względu na dobro ofiary – którą słusznie w tym wypadku uznawano za niewinną grzechu i zmanipulowaną wbrew swej woli.
Wystarczyło całość źle przetłumaczyć z łaciny, nadać temu rzekomą klauzulę tajności i voila, mamy nową sensację. W krótkim czasie zaczynają o tym mówić wszystkie telewizje – w myśl zasady, że dobra wiadomość to żadna wiadomość, a dopiero zła wiadomość to dobra wiadomość (w znaczeniu dobry news). W krótkim czasie pojawia się 60 tysięcy stron internetowych na temat Crimen Sollicitationis, a wszystkie powstają zgodnie z zasadą znaną z zabawy w głuchy telefon.
Odszukać dziś prawdziwe i rzeczowe informacje na temat tego aktu i jego treści jest bardzo trudno, ale mi się udało, więc drogi czytelniku, możesz moje poszukiwania powtórzyć, jeśli chcesz. Możesz też dalej wierzyć w spiskową teorię dziejów. W takim razie zainteresuj się jeszcze Żydami, masonami i cyklistami.
Kościół przeżył już wiele grzechów popełnianych przez swych funkcjonariuszy, a także przez członków wspólnoty. Krytyka Kościoła sięga dawnych wieków, że przypomnę choćby Monachomachię Krasickiego. W historii było już wielu takich, którzy sądzili iż to oni są Kościołem – że wspomnę całkiem współczesną postać niejakiego Tadeusza Rydzyka. I pomimo swej ateistycznej niechęci do wszelkich instytucji religijnych, z całą pewnością stwierdzam, że pogłoski o upadku Kościoła są mocno przesadzone.
A prawda? Prawda istnieje i zawsze zostanie w końcu odkryta. I w tej sprawie, i w wielu innych również, pomimo szarańczy, która być może utyje na wytwarzanych przez siebie półprawdach, ćwierćprawdach i subiektywnych prawdach oraz kłamstwach.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)