Na stos

Giordano Bruno czterysta osiemnaście lat temu spłonął na stosie, ponieważ twierdził, że Ziemia obraca się wokół Słońca. Znacznie wcześniej te teorię wyłożył mieszkający w dalekim Fromborku Mikołaj Kopernik. Jego dzieło szybko stało się sławne wśród astronomów, oczywiście na miarę tamtych czasów. Kościół potępiał Kopernika już od jakiegoś czasu i zapewne mógłby on liczyć na gorące – całkiem dosłownie – traktowanie, gdyby nie dwa problemy. Po pierwsze żył w kraju, gdzie nie było Świętej Inkwizycji, a po drugie zmarło mu się, zanim szczyt walki Kościoła z teorią heliocentryczną nastąpił.

Zanim spalono Giordana Bruna na stosie, już 5 marca 1616 tzw. Święte Oficjum wpisało dzieło Kopernika i wiele innych dzieł z dziedziny astronomii na listę ksiąg zakazanych. Dopiero ponad dwieście lat później ukazała się wersja Indeksu Ksiąg Zakazanych, na której nie było już dzieła Kopernika. Zanim Kościół Katolicki uznał za niemożliwe dalej zaprzeczać teorii heliocentrycznej musiało stać się bardzo wiele. O ile opóźnił rozwój nauki? Ilu uczonych przeraził na tyle, by przestali zajmować się zakazanymi dziedzinami? Nie tylko zresztą katolicki odłam chrześcijaństwa starał się zatrzymać nieunikniony rozwój nauki. Również sam Luter był przeciw teorii Kopernika, ponieważ uważał, że wywraca ona astronomię „do góry nogami”.

Ciągnęli nas w dół przez prawie dwa i pół tysiąca lat. Są odpowiedzialni za więcej nieszczęść niż jakakolwiek inna organizacja w dziejach. Chryste, oni nie pozwalają nawet na kontrolę urodzin i przez pięć ostatnich stuleci przeciwstawiali się każdemu znaczącemu postępowi w medycynie. (Modyfikowany węgiel, Richard Morgan)

Niewiele można dodać do cytatu ze słynnej książki Richarda Morgana. Kościół Katolicki odpowiada za najbardziej haniebne karty w dziejach ludzkości. Jest źródłem nieszczęść i zacofania. Powinien być powodem do nieustającego wstydu ludzkości. Podobnie zresztą jak reszta religii.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Marzec 1968 Reaktywacja

Miałem niespełna 12 lat i niewiele wówczas rozumiałem. Oficjalna propaganda powiązana została z tzw. wojną sześciodniową i popieraniem przez kraje socjalistyczne państw arabskich. Dziecku trudno to było zrozumieć, tym bardziej że dorośli nie kwapili się do wyjaśniania czegokolwiek. Jedynym wymiernym śladem tamtego marca w moim życiu było zniknięcie jednego z kolegów klasowych. Enigmatycznie mówiono, że wyjechał za granicę. W tamtych czasach nikt nie wyjeżdżał za granicę nawet na krótko, nie znałem nikogo, kto byłby za granicą. Dlatego wydawało się to jeszcze bardziej tajemnicze.

Po latach ktoś z dawnej podstawówki na ucho szeptem powiedział podczas jakiegoś spotkania, że to był Żyd! A takie miał polskie nazwisko. Pomimo tego pojedynczego incydentu, kwestia antysemityzmu w moim środowisku praktycznie nie istniała. Być może także z niewiedzy. Nikt specjalnie się tym nie zajmował. Kiedy jeden z kolegów nieco żartem powiedział, że jego ojciec uważa mnie za Żyda, prychnąłem lekceważąco. Co za idiota – pomyślałem – wszystkich Żydów w Polsce wymordowali Niemcy. Nawet nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, że istnieje w naszym kraju antysemityzm bez Żydów.

Moja rodzina była dość spora. Podczas rodzinnych spotkań zdarzało się, że jeden z wujków dawał wyraz swym antysemickim uprzedzeniom, ale pozostali dorośli się zwykle z niego śmiali. Mówiono, że przed wojną miał narzeczoną Żydówkę i ona wyjechała do Ameryki. A on jej tego nie mógł wybaczyć. Potem gdy już dorosłem, przypomniałem sobie także inne rozmowy, które dorośli prowadzili raczej po cichu. Wówczas pewnych rzeczy nie rozumiałem, zrozumiałem je później. Jednak dotyczyło to tylko niektórych. Rodzice wychowali mnie inaczej. Nauczyli, że nie ma żadnych cech, które można przypisać danej rasie lub narodowości. Wpoili mi, że postawy rasistowskie są jak wstydliwa choroba. Niektórzy ją złapią, ale to trzeba leczyć, a nie się chwalić.

Przez wiele lat po wojnie antysemityzm był więc postawą wstydliwą. Nie wypadało się przyznawać do niego, bo stawało się wówczas po stronie Hitlera. A jak wiadomo naziści wymordowali również miliony Polaków. Nie było zgody na obecność antysemityzmu w dyskursie publicznym z wyjątkiem niesławnego marca 1968. Także po upadku PRL postawy antysemickie zwalczano, choć z pewnym lekceważeniem. Uważano bowiem, że antysemitów w Polsce jest niewielu, ale są bardzo krzykliwi. Niedostatecznie zdecydowanie reagowano na zachowania chuliganów stadionowych. Dopuszczono do rejestracji takich ugrupowań jak ONR. Lekceważono skalę rozmaitych ekscesów. Policja nigdy nie była szczególnie chętna do ścigania przestępstw na tle rasowym.

Większości ludzi, którzy wojnę poznali ze szkolnych podręczników, wydawało się wszystko bardzo proste. Niemcy mordowali ludzi w obozach i na ulicach, a Polacy pomagali Żydom, jeśli byli w stanie. Lecz mogli niewiele, bo za pomoc Żydom groziła śmierć. Trudno mieć pretensje, że ktoś nie był bohaterem. Jednak historyczna prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. Przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy Polaków dość czynnie współpracowało z okupantem. Są udokumentowane przypadki mordowania Żydów przez tzw. granatową policję z własnej inicjatywy. Są przykre statystyki dotyczące szmalcowników, którzy denuncjowali Żydów za pieniądze. Są wreszcie znane dziś przypadki zbiorowych mordów na ludności żydowskiej popełnianych przez polskich sąsiadów. Szczególnie na terenach dawnego zaboru rosyjskiego, gdzie bardzo silna była nienawiść do mniejszości, dochodziło do okrutnych incydentów. Zapewne już niedługo za takie słowa będzie się wędrowało za kratki na trzy lata zgodnie z nową ustawą.

Obecna władza w imię krótkowzrocznych politycznych celów uwolniła demony antysemityzmu, podobnie jak w 1968 zrobiła to komunistyczna ekipa Gomułki. Antysemitów jest więcej, niż myśleliśmy. Władza właśnie dała im sygnał, że nie muszą się tego wstydzić. Wcześniej partia rządząca mówiła wyborcom: „niech nikt wam nie wmówi, że niechęć do uchodźców jest czymś złym”. Dziś mówi, że antysemityzm też nie jest zły. Minister odpowiedzialny za policję, twierdzi, że leśna uroczystość na cześć Hitlera to tylko wpadka wizerunkowa, a znacznie gorsze są protesty przeciw rocznicom smoleńskim. W państwowej telewizji aż kipi od antysemickich audycji, komentarzy i napisów. Nikt już nie uważa, że agresywny nacjonalizm to coś złego. Kościół po raz kolejny udaje, że to nie jego problem i milczy. Polska staje się brunatna i samotna. W gronie krajów oburzonych próbą fałszowania historii za pomocą ustawy nie ma Rosji. Rosja poparła władzę Kaczyńskiego.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)

Szafa Kiszczaka

Gdy władze PRL uznały Lecha Wałęsę za zagrożenie dla państwa, rozpoczęły fabrykowanie rozmaitych materiałów o kompromitującym go wydźwięku. Jednym z pierwszych była spreparowana rozmowa z bratem. Przygotowana przez odpowiednią komórkę Służby Bezpieczeństwa, została zaprezentowana w mediach z błogosławieństwem najwyższych czynników w PZPR. Przypomnijmy, że działo się to podczas internowania Wałęsy, gdy przebywał pod permanentną kontrolą służb, które mogły nagrywać każde jego słowo. Mało kto uwierzył wówczas. Intencje bezpieki były zbyt oczywiste.

Jakiś czas później służby tajne wytworzyły kolejne fałszywki dotyczące Wałęsy. Tym razem w formie papierowej. Próbowano w ten sposób zapobiec kandydaturze Wałęsy do Pokojowej Nagrody Nobla. Nie udało się. Komitet Noblowski nie przejął się fałszywkami, a zachodni eksperci uznali, że były nieudolne. To był ostatni raz, gdy peerelowskie władze, przy użyciu tajnych służb usiłowały zmontować negatywną narrację przeciw Wałęsie. Uznano, że nie ma to sensu. Był laureatem Nobla, więc lepiej było go raczej wyciszać, niż kompromitować służby kolejnymi nieudolnymi fałszywkami.

Tajemnicą poliszynela jest nienawiść Kaczyńskiego do byłego prezydenta. Wiele lat temu bracia Kaczyńscy zaczepili się w prezydenckiej kancelarii i jak wielu innych myśleli, że uda im się sterować Wałęsą. Człowiekiem niewykształconym, prostym i jak uważali – głupim. Przeliczyli się. Wałęsa szybko odkrył, że bracia prowadzą własne polityczne gry jego kosztem i najzwyczajniej wyrzucił ich. Od tego momentu zaczęła się nienawiść bliźniaków. Kulminacją w tamtych latach była demonstracja na której spalono kukłę Wałęsy, a bracia od tej pory próbowali na rozmaite sposoby niszczyć reputację dawnego przywódcy związkowego, twierdząc, że był tajnym współpracownikiem SB. Sam Wałęsa dolał oliwy do ognia, żartując, że on się wrogami nie przejmuje i może zaprosić na swoje urodziny Lecha z żoną i „Jarosława z mężem”. Była to spora obelga dla dzisiejszego prezesa, bowiem krążyły wtedy plotki na temat jego homoseksualizmu. Nienawiść Jarosława wtedy sięgnęła zenitu

Od tej pory próbowano niszczyć Wałęsę na różne sposoby, także i wtedy, gdy już na dobre wycofał się z czynnej działalności politycznej. IPN będący historycznym ramieniem partii wielokrotnie brał udział w tych działaniach. Funkcjonariuszem wyznaczonym do niszczenia Wałęsy był niejaki Cenckiewicz, sam będący wnukiem ubeka. Jednak nawet paskudny paszkwil, który spłodził wraz innym funkcjonariuszem, nie przyczynił się dostatecznie do zniszczenia Wałęsy. Oczywiście prezes PiS nie ustawał w innych sposobach zamazywania nazwiska Lecha Wałęsy w najnowszej historii Polski. Gdy jego partia objęła władzę, przeprowadzono daleko idące zmiany w oświacie powszechnej, by móc wydrukować nowe podręczniki historii, w których nie będzie Lecha Wałęsy.

Jednym ze spektakularnych sposobów kompromitacji byłego prezydenta stała się też tzw. szafa Kiszczaka. Po śmierci generała jego żona przekazała władzom materiały dotyczące rzekomo Lecha Wałęsy. Rok temu twierdzono, że materiały są autentyczne, mieli tak stwierdzić biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna. Okazało się szybko, że ta jednostka podlega władzy Zbigniewa Ziobry, zaś wśród ekspertów nie było grafologa. Po cóż zresztą komu biegli grafolodzy, skoro już pierwszego dnia Krzysztof Ziemiec w telewizji partyjnej ogłosił obowiązującą prawdę.

Oczywiście można się zastanawiać, jak to się stało, że peerelowska bezpieka mając tak cudowne autentyczne kwity na Wałęsę, nie skorzystała z nich, tylko produkowała nieudolne fałszywki? Brzytwa Ockhama jest bezwzględna. Materiały z szafy Kiszczaka okazały się jeszcze bardziej nieudolnymi fałszywkami. Kto je wyprodukował? Tego zapewne dowiemy się dopiero wtedy, gdy partia Kaczyńskiego straci władzę, a jej funkcjonariusze znajdą się tam, gdzie powinni być od dawna. Wiele wyjaśnia też to, że renta pani Kiszczakowej nie została obcięta na mocy nowej pisowskiej ustawy i nadal wynosi ponad 7 tysięcy złotych

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.8/10 (16 votes cast)

Chłopcy prawicy

Dlaczego Ezra Pound dał się uwieść faszyzmowi? Wybitny poeta amerykański, człowiek o nadzwyczajnej wrażliwości i skomplikowanej psychice. Intelektualista. Pokochał włoskiego buca w czarnej koszuli i jego prymitywną chorą ideologię. Podczas wojny wygłaszał propagandowe przemówienia radiowe, co miało dla niego niszczące konsekwencje, gdy po wojnie oskarżono go o zdradę stanu.
Knut Hamsun norweski noblista to wybitny prozaik, prekursor modernizmu. Jego powieść „Błogosławieństwo ziemi” to dzieło wyjątkowe, można by rzec, apoteoza człowieczeństwa i humanizmu. Tymczasem dał się zauroczyć nazizmowi. Poparł ideologię niszczącą człowieka i ludzkość, ideologię pełną nienawiści, pogardy i zła. Dlaczego?
Orson Scott Card pisząc cykl książek o Enderze, wskazywał czytelnikowi drogę do tolerancji, do akceptacji innych narodowości, ras, istot. Tworzył fabułę, która miała udowodnić, że to jest możliwe, by zaakceptować nawet najdziwniejsze istoty, bo kiedy spróbujemy poznać i zrozumieć, przestaną być dziwne i straszne. Jego książki są głębokim sprzeciwem wobec wojny i jednocześnie bardzo humanistyczne. Tymczasem w realnym świecie zdobył sobie sławę religijnego oszołoma i dość mrocznego homofoba z dość wyraźnym republikańskim konserwatywnym odchyleniem.

W przeciwieństwie do tych trzech luminarzy literatury, nasi literaccy „chłopcy prawicy” nie zaskakują. Rafał Ziemkiewicz, który podaje się za pisarza i faktycznie opublikował kilka utworów, znany jest dziś głównie z ordynarnych wpisów na Twitterze. Jego najbardziej znane dzieło „Pieprzony los kataryniarza” to w pewnym sensie prezentacja poglądów politycznych autora w kostiumie cyberpunkowej fantastyki. A poglądy te pierwotnie silnie związane były z nurtem zwanym w Polsce korwinizmem. Jednak każdy kuc Korwina kiedyś dorasta i Ziemkiewicz przeniósł się do gazety Polskiej, a jego poglądy zbliżyły się do partii rządzącej, która dla zabawy zapewne nazywa się „Prawo i Sprawiedliwość”.
Jeśli ktoś zapamięta Jacka Piekarę, to przede wszystkim jako autora seksistowskiego i chamowatego komentarza dotyczącego dziennikarki Doroty Wellman. Potem jeszcze poprawił to ignoranckim i obraźliwym komentarzem na Twiiterze skierowanym do Borysa Budki, polityka opozycji. Swoje credo polityczne wyłuszczył we wstępie do jednej ze swych książek.

Oto dzisiejsza Polska. Polska Kwaśniewskich, Michników, Millerów i Rydzyków. Polska skazana na dwubiegunowość, gdzie jedną stronę sceny okupuje postkomunistyczna hołota zbratana z pseudointelektualistami z tzw. „środowiska Gazety Wyborczej”, a po drugiej stronie tkwią polityczne błazny związane z „Radiem Maryja”.

Nie trzeba detektywa, by odkryć, że to poglądy korwinistycznego symetrysty, dla którego wszystko, co nie jest korwinistyczną monarchią, jest bagnem.
Andrzej Pilipiuk z kolei jest korwinistą nawróconym na pisizm. Twierdzi, ze swoje poglądy mocno akcentuje w literaturze i żaden lewak na pewno nie będzie czytać jego książek. Tak się składa, że przeczytałem jego cykl o Kuzynkach Kruszewskich i zauważyłem tam przede wszystkim fascynację Rzeczpospolitą szlachecką. Dopiero ostatni tom napisany po dziesięciu latach rozczarowuje pewną polityczną nachalnością i schematyzmem wywodzącym się z poglądów politycznych autora. Im bardziej krystalizowały się prawicowe konserwatywne poglądy autora tym bardziej schematyczne dziełka wychodziły spod jego pióra. Można być zawiedzionym, ale nie ma zdziwienia.

Ciekawe natomiast jest, że wśród popleczników niby prawicowego PiSu i wyznawców korwinizmu sporo jest literatów tworzących literaturę fantastyczną. To tak, jakby zamiłowanie do tworzenia fantastycznych światów musiało iść w parze z konserwatywnymi do bólu poglądami politycznymi. To nie tylko Ziemkiewicz, Piekara i Pilipiuk, jest też paru młodych ledwo kiełkujących prawaków i korwinistów. To ostatnie słowo podoba mi się szczególnie, bowiem słowotwórczo bliskie jest określeniu morfinista. I pasuje doskonale do sytuacji.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.5/10 (6 votes cast)

Swastyka na ścianie

Kiedyś swastyki wymalowane na murach lub płotach dość szybko starano się zamalować. Ludziom było wstyd, że ktoś rysuje symbol ludobójstwa. Zbrodniarze spod znaku swastyki wymordowali miliony Polaków. Nie było też społecznego przyzwolenia na rasizm, antysemityzm i neonazizm. Przez dziesiątki lat miłośnicy Hitlera mogli sobie opowiadać dowcipy o Żydach uciekających przez komin jedynie po cichu w gronie zaufanych osób, na imieninach u wujka, który półszeptem ubolewał, że Hitlerowi się nie udało dokończyć holokaustu.

Dziś swastyki i antysemickie wyzwiska widoczne są na murach naszych miast dość powszechnie. Poza wyjątkami nikt nawet nie stara się ich zamazywać. Widnieją na ulicach, płotach, na wiaduktach kolejowych i ekranach dźwiękochłonnych wzdłuż niedawno wybudowanych autostrad. Goście przybywający do Polski autem lub pociągiem, mają sporą szansę zobaczyć hitlerowskie symbole. Zobaczyć je można również na rozmaitych meczach piłkarskich, zaczynając od jakiejś lokalnej klasy gminnej, po spotkania międzynarodowe.

Politycy partii konserwatywnych i uważających się za prawicowe, od lat kokietowali stadionowych bandytów, określając ich mianem młodych patriotów. Wspomagali się organizacjami skupiającymi nazistów, rasistów i antysemitów. Od lat doskonale wiedzieli, że ONR to organizacja faszystowska, niejaki Piotr Rybak wspomagał wiece wyborcze partii obecnego ministra. Złośliwością historii jest to, że Ziobro wspomagający się nazistami, jest ministrem sprawiedliwości. Minister rządzący policją mówi w sejmie, że urządzanie urodzin Hitlera i tort ze swastyką to wpadka wizerunkowa, a za groźniejsze uznaje protesty przeciw „miesięcznicom smoleńskim” i demonstracje kobiet w obronie swoich praw.

Nazistowscy „patrioci” rozzuchwalali się coraz bardziej od lat. Zapisane w ustawach ściganie za propagowanie nazizmu, stało się tylko pozorem. Ludzie propagujący symbolikę hitlerowską i nazistowskie poglądy bywali skazywani na kary wręcz symboliczne, a pewien prokurator nawet uznał, że swastyka to symbol szczęścia. Od wygranych przez partię Kaczyńskiego wyborów poglądy, których kiedyś należało się wstydzić, trafiły na salony. „Niech nikt wam nie wmówi, że niechęć do uchodźców jest zła” brzmiało jedno z przesłań partii rządzącej. Przedstawiciele władzy, od prezesa począwszy mówili o pasożytach roznoszonych przez obcych, inni posuwali się jeszcze dalej. Bycie antysemitą, rasistą stało się dozwolone. Przedstawiciele szowinistycznej organizacji ONR mówili wprost, że ich ideologią jest rasowy separatyzm, co jest wyłącznie łagodniejszą nazwą rasizmu. Prokuratura czyniła naciski na bardzo wysokim szczeblu by znany antysemita nie poszedł za swe czyny do więzienia.

Antysemici, rasiści, naziści nie są nieliczną grupą głupiej i nieodpowiedzialnej smarkaterii, która chce się wyszaleć, a potem im przejdzie. Poglądy takie sięgają do najwyższych szczebli władzy. To jest już potężna siła, która chce przekształcić Polskę w kraj autorytarny, w którym będzie obowiązywała neonazistowska nacjonalistyczna ideologia wsparta fanatycznym i prymitywnym katolicyzmem. A szanse, że tak właśnie się stanie, są coraz większe.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.5/10 (6 votes cast)

Prawa ręka światłości

Pierwszą Jej książkę przeczytałem ponad trzydzieści lat temu, wtedy jeszcze fantastyka kojarzyła mi się bardziej z naukową fikcją Lema. Z powieściami, których akcja rozgrywa się za sto, dwieście, a może tysiąc lat. Trochę jeszcze z Tolkienem i Sapkowskim, który właśnie zabłysnął na firmamencie polskiej fantasy. A tymczasem zaczytałem się w książce, która byłą kompletnie inna, niż wszystkie.

Miejsce początku

Było ich dwoje. Byli całkiem różni, a może jednak podobni? Dlaczego to właśnie oni trafili do Krainy Ain? Dlaczego to przed nimi otwierała się brama? Irena i Hugh. Tacy zwyczajni i jednocześnie niepasujący do świata. Obydwoje trochę samotni z wyboru, wyobcowani i zdystansowani. Początkowo nawet się nie lubili. Dziś już byśmy wiedzieli, od razu pojawiłoby się słowo wytrych, aby krótko ich scharakteryzować. Introwertycy. Nawiasem mówiąc, czy wiecie jak to jest być introwertykiem w czasach, gdy większość ludzi w ogóle nie zna tego słowa? Ja wiem.

Kraina wymagała ratunku. Zamykały się drogi. Mieszkańcy mogli temu zaradzić wcześniej, lecz tego nie zrobili. Pogrążeni w bezwładności, przestraszeni, niezdecydowani. Teraz już tylko dwoje obcych z innego świata może otworzyć drogę do miasta, otworzyć świat. Dwoje obcych, którzy w swoim własnym świecie nie należą do najlepiej dających sobie radę. Irena i Hugh. Oni uratują Krainę i coś więcej…

Ekumena

Wiele lat później, u bram ery cyfrowej, nadrobiłem wiele zaległości, czytając kolejne dzieła Ursuli K. Le Guin. Światy, które konstruowała, były zaskakujące, heretyckie w chwili, gdy powstawały, a dla wielu wciąż obrazoburcze. Jak ten, w którym mężczyźni pozbawieni są prawa do nauki.

Spytałam Skodr, czemu inteligentny mężczyzna nie mógłby przynajmniej studiować, a ona odparła, iż nauka im szkodzi, osłabia ich poczucie honoru, sprawia, że wiotczeją im mięśnie, czyni z nich impotentów. „Mocniejszy mózg to słabsze jądra – powtarza. – Mężczyzn trzeba chronić przed nauką dla własnego dobra”.

Nie do przyjęcia? Bezsensowna abstrakcyjna fikcja? A świat, w którym nie przyjmowano kobiet na uniwersytety, wydaje się wam logiczny? Autorka świat wykształconych kobiet skonstruowała bardzo logicznie i bezbłędnie, a powody, dla których mężczyzn należy trzymać z dala nawet od pisania i czytania, są bardzo logiczne. Ursula K. Le Guin potrafiła przedstawić uniwersum Ekumeny w taki sposób, że czytelnik zaczynał rozumieć jak bardzo nasza rzeczywistość zbudowana jest na przesądach i uprzedzeniach, choć mienimy się ludźmi ery rozumu i technologii. Niektóre światy wspominam z ciepłą nutą wzruszenia.

Małżeństwo jest zbyt ekstrawertyczne dla prawdziwych introwertyków. Po prostu niekiedy się widują, przez jakiś czas. Potem odchodzą i znów żyją samotnie, szczęśliwi.

Przez lata obserwowałem rzeczywistość, dostrzegając zmiany, których inni w ogóle nie widzieli. Czasem mnie to śmieszyło, dziwiło, czasem przerażało. Dopiero czytając powieści Ursuli K. Le Guin dostrzegłem, że Ona widzi to samo.

Przez sto lat każdy, kto patrzył racjonalnie na świat, widział, do czego to wszystko zmierza: wyczerpanie bogactw naturalnych, eksplozja zaludnienia, załamanie administracji. Lecz żeby działać na podstawie racjonalnego osądu, trzeba zaufać rozsądkowi. Większość ludzi zaś woli ufać szczęściu, Bogu albo wierzyć w istnienie jakiegoś innego łatwego rozwiązania. Rozsądek wymaga wysiłku.

Literacki Parnas długo był poza zasięgiem. Dlatego, że lekceważono jej dzieła. Dlatego, że była kobietą. Dlatego, że tysiącom krótkowzrocznych teoretyków literatury nie chciało się zdjąć chomąta i ruszyć inną drogą niż poprzednicy. Gdy wreszcie została uhonorowana medalem National Book Foundation, a jej dzieła oficjalnie włączone do skarbnicy Library of America, miała już 85 lat. Podczas gali wręczania medalu pisarka powiedziała tak:

Nadchodzą ciężkie czasy, w których zapragniemy głosów pisarzy dostrzegających alternatywy wobec tego, jak teraz żyjemy. Tych, którzy przenikają nasze przelęknione społeczeństwo i jego obsesyjne technologie, dostrzegają inne sposoby istnienia, a nawet wyobrażają sobie prawdziwe powody dla nadziei. Będziemy potrzebować pisarzy pamiętających wolność – poetów, wizjonerów – realistów większej rzeczywistości

Niestety, większość ludzi nadal woli wierzyć, że nic takiego się nie dzieje. Że powolny upadek cywilizacji nie jest upadkiem. Że będzie dobrze. Ursula K. Le Guin przedstawiała nierzeczywistość bardziej rzeczywistą niż ta, która jest obok nas. Na przykładach fantastycznych ukazywała nam człowieka i ludzkość, opisywała światy, abyśmy lepiej zrozumieli nasz własny. A teraz umarła, tak po prostu i zwyczajnie. Bóg przecież nie umiera. A ona była Bogiem w tych wszystkich światach i czasach, które stworzyła.

Opowiadanie to nasza jedyna łódź, którą możemy żeglować po rzece czasu.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.1/10 (10 votes cast)

Priorytety

Blisko czterdzieści lat temu podczas „zimy stulecia” dzieciaki biegały po podwórku wykrzykując dwuwiersz: Nie potrzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery. Był to moment, gdy Polska Rzeczpospolita Ludowa przestała funkcjonować w wymiarze radzenia sobie z codziennością. Od tego momentu właśnie. To wtedy powstały ironiczne stwierdzenia, że zima zaskoczyła drogowców, które żartobliwie powtarzaliśmy potem przez następnych ponad dwadzieścia lat. Zaskakiwała nas zima, zaskakiwało nas lato, gdy w oczywisty sposób zawsze brakowało sznurka do snopowiązałek. Zaskakiwał nas każdy aspekt rzeczywistości. Nie mogło być inaczej. Bo gdy władza walczy o to, by Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej, czepianie się takich pierdół jak nieodśnieżony chodnik, jest po prostu małostkowe. Partia miała ważniejsze sprawy na głowie.

Gdy dwa lata temu Kaczyński wraz ze swymi akolitami zdobył władzę w Polsce, dowiedzieliśmy się, że Polska będzie wstawała z kolan. Że nowa władza walczyć będzie o godność Polski i jej niepodległość. Że dzięki tej władzy Polska zyska podmiotowość w Europie i na świecie. Że będą się z nami liczyć. A Kaczyński co miesiąc obiecywał, że dojdą do prawdy, że ta prawda jest niedaleko. I na przekór wrogom ojczyzny, gorszemu sortowi i zdradzieckim mordom, oni do tej prawdy dojdą.

Wtedy właśnie stwierdziłem, że jesteśmy na dobrej drodze do zaśnieżonych chodników, potem dróg powiatowych, wojewódzkich i wreszcie krajowych. Zapewne zabraknie też sznurka do snopowiązałek, a w kolejnych latach przypomnimy sobie, co oznacza brak masła i innych produktów w sklepach. Może nawet nasi potomkowie szybko się dowiedzą, co to są kartki na żywność. Bo – proszę państwa – jak się walczy ze zdradzieckimi mordami o godność ojczyzny, jak się wstaje z kolan, to nie można sobie zawracać głowy takimi duperelami jak sznurek do snopowiązałki. Toczy się podstawowa walka o przyszłość naszej ojczyzny, więc co tam jakieś braki towarów lub śliskie chodniki. I wcale nie chodzi o to, że władza zabrania odśnieżać chodniki lub wyjeżdżać pługom na autostradę. Nie, w żadnym wypadku. Tylko ludziom się tak jakoś głupio robi. Myślą sobie: to oni tam walczą o przyszłość narodu, wstają z kolan, a ja mam się głupim posypywaniem piasku na chodnik zajmować? Tym bardziej wtedy, gdy zbliża się odwilż, więc w końcu ten śnieg sam stopnieje albo ludzie rozdepczą, a samochody rozjadą. Nawet nie przypuszczałem, że moje przewidywania tak szybko staną się rzeczywistością.

Książka. Muzyka. Film. - recenzje

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.7/10 (7 votes cast)

Kariera Mesmera

Franz Anton Mesmer był niemieckim lekarzem, który żył na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku.Wymyślił koncepcję magnetyzmu zwierzęcego i systemu leczniczego zwanego od jego nazwiska mesmeryzmem. Przeprowadzał zabiegi, które miały na celu przeniesienie siły magnetycznej na chorego. Już w drugiej połowie dziewiętnastego wieku uznano jego teorię za szarlatańską i pozbawioną podstaw naukowych.

Mało które nazwisko zrobiło taką karierę, by dwieście lat po śmierci, używali go wciąż ludzie, którzy nawet nie znają źródłosłowu. Po polsku mesmeryzm odnosi się wyłącznie do owej wątpliwej metody leczenia, choć spotkałem się z użyciem tego słowa na określenie szarlatanerii („e tam, to taki mesmeryzm”). Jednak prawdziwą karierę to słowo zrobiło w języku angielskim. Czasownik mesmerize oznacza: zwrócić czyjąś uwagę w sposób wyłączny. She was mesmerized by the blue eyes… Forma mesmerizing, czyli hipnotyzujący odnotowana jest w Google ponad 59 milionów razy.

W tym aspekcie można stwierdzić, że to sukces wyjątkowy. Polski czasownik hamletyzować, który możemy zaliczyć do podobnej kategorii, bo pochodzi od nazwy osobowej, w Google występuje tylko 24 tysiące razy. Oczywiście nie mamy szans by w jakichkolwiek statystykach dogonić język angielski, który 527 milionów ludzi na świecie uważa za swój ojczysty. Jednak budowanie słów pochodzących od nazw osobowych, choć nie jest niczym nienaturalnym, nie jest też typowym elementem słowotwórstwa. I w tym aspekcie stary szarlatan Mesmer jest swoistym rekordzistą. Tyle lat po śmierci, a nadal hipnotyzuje. Ciekawe, czy uda się to też Kaczyńskiemu?

Książka. Muzyka. Film. - recenzje

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.3/10 (7 votes cast)

Stopniowanie

Wszyscy wiedzą – jeśli się dość pilnie uczyli gramatyki – że nie wszystkie przymiotniki można w sposób prosty stopniować. W tej materii jest całkiem sporo wyjątków. Z historii wiemy, że od maków na Monte Cassino czerwieńsza była krew żołnierzy polskich. Kochając klasyczne rockowe piosenki wiemy też, że istnieje bielszy odcień bieli. Choć już trudno nam sobie wyobrazić niebieściejszy kolor nieba lub różowszy kostium króliczka Playboya. Nie chcąc używać błędnych potworków językowych, będziemy musieli powiedzieć, że niebo nad Grecją jest bardziej niebieskie, niż w Polsce, a kostium tej blondynki jest bardziej różowy niż brunetki. A może odwrotnie?

Niektóre przymiotniki da się stopniować tylko w sposób opisowy. Udowadnia to stary szkolny dowcip mówiący o tym, że stopień wyższy czasownika chory, to chorszy, a stopień najwyższy to trup. Są przymiotniki, które można stopniować w sposób opisowy i to najczęściej tylko w stopniu wyższym. Stan organizmu określamy zwykle dwoma przymiotnikami – zdrowy i chory. O ile można być zdrowszym lub najzdrowszym, to będąc chorym można być tylko bardziej chorym lub mniej chorym. Mniej chorym mając grypę, a bardziej mając dżumę.

Są jednak przymiotniki, których się stopniować nie da. Jeśli młotek jest żelazny, to jest. I tyle. Rzecz jasna na siłę możemy powiedzieć, że jest bardziej żelazny. Jednak jest to logicznie bezsensowne. Osobnik, który rzekomo jest prawnikiem i który przez przypadek wygrał wybory prezydenckie, rzekł, że po złożeniu podpisu na pośpiesznie wypichconych pisowskich ustawach, nasz kraj stanie się praworządniejszy. Nieuk. Kraj jest praworządny albo nie jest. Oczywiście można powiedzieć, że Wielka Brytania jest bardziej praworządna niż Polska. Ot choćby dlatego, że tam nazioli i rasistów się ściga, a nie nazywa ich patriotyczną młodzieżą.

Przymiotnik praworządny – podobnie jak niezłomny – ma stan zero-jedynkowy. Albo jesteś Adrian niezłomny, albo jesteś miękka faja. Polska krajem praworządnym była. Ale już nie jest. Teraz jest pisorządna. Bez stopniowania.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.0/10 (9 votes cast)

Biali i czerwoni

Nie, to nie będzie felieton o fladze, ani o kolorach narodowych, ani o patriotach, którzy swój patriotyzm wyrażają nosząc koszulki z rozmaitymi nadrukami w kolorach patriotycznych. Cofnijmy się do połowy XIX wieku.

Po krwawo stłumionym Powstaniu Listopadowym Polacy w rosyjskim zaborze zdążyli już jakoś odbudować swoje życie. Powoli wśród rodaków pojawiają się ludzie reprezentujący w politycznych dyskusjach głos rozsądku, choć nieszczęsna ideologia romantyczna wciąż zatruwa umysły dużej części społeczeństwa. Polacy na błędach się uczyli niechętnie. Nadal silna była tradycja szlachecka i wciąż wielu jej przedstawicieli nie dopuszczało do siebie myśli, jak archaiczny jest kraj, w którym żyją.

W 1858 roku car Aleksander II zezwolił na utworzenie w Królestwie Polskim Towarzystwa Rolniczego w Warszawie. Niewiele było wówczas możliwości działania i skupiania się Polaków w organizacjach o celach społecznych. Towarzystwo Rolnicze pod przewodnictwem Andrzeja Zamoyskiego dążyło do powszechnego zniesienia pańszczyzny i zamiany jej na czynsz lub uwłaszczenie chłopów. Członkowie towarzystwa mieli na dzieję na choćby ograniczony kompromis z caratem, ale oczekiwania społeczne były znacznie większe. Towarzystwo zostało uznane reprezentację polityczną narodu. Po maskarze w 1861 roku, gdy armia rosyjska zbrojnie zareagowała na wielką patriotyczną manifestację, Towarzystwo Rolnicze zradykalizowało się, co w krótkim czasie doprowadziło do jego delegalizacji przez władze carskie.

Wówczas pojawiło się stronnictwo „Białych”, które było już organizacja prawnie nielegalną w Królestwie Polskim. „Biali” byli prekursorami pozytywizmu. Postulowali skupienie się na pracy organicznej i co najwyżej pokojowych manifestacjach patriotycznych. Chcieli podejmować negocjacje z zaborcami. Widzieli niekorzystne zjawisko powstawania różnic pomiędzy zaborami i sugerowali aktywne działania, by je zacierać. Do postulatów „Białych” należało przywrócenie Królestwu Polskiemu autonomii politycznej i własnej administracji, a także wojska, równouprawnienia Żydów, ponownego włączenia do Królestwa ziem wcielonych do Rosji w wyniku zaborów. „Biali” chcieli te postulaty przedstawiać i negocjować z zaborcą bez podejmowania w niedalekiej przyszłości działań zbrojnych, bez wzniecania powstania. Przewidywali bowiem represje wobec Polaków. Niezależność polityczną zamierzali odzyskać dzięki umiędzynarodowieniu sprawy polskiej i dyplomatycznej interwencji Francji oraz Wielkiej Brytanii.

Bardziej zachowawczy od „Białych” był Aleksander Wielopolski, który był dyrektorem głównym w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a od połowy 1862 roku naczelnikiem rządu cywilnego Królestwa Polskiego. Nie on jest wprawdzie bohaterem tych rozważań, ale nie sposób pominąć jego roli. Dla jednych był zdrajcą, a dla innych patriotą, który usiłował w dozwolonych prawnie ramach, zrobić jak najwięcej dla Polaków, nawet jeśli musiał działać przeciw Polakom.

Po masakrze warszawskiej w 1861 roku powstało radykalne Stronnictwo „Czerwonych”, wywodzili się właśnie spośród organizatorów tragicznie zakończonej manifestacji. Ich poglądy zmierzały w stronę organizacji powstania narodowego. Uważali, że należy uwłaszczyć chłopów bez żadnych odszkodowań dla szlachty i wciągnąć ich w walkę z zaborcą. Zapewne dzisiejsi „narodowcy” nazwaliby ich lewakami. Jednym z najwybitniejszych działaczy tego środowiska, wywodzącego się spośród postępowej grupy młodzieży studenckiej i rzemieślniczej, był Jarosław Dąbrowski. Oficer, który zaczął karierę w wojsku carskim, później organizował powstanie, został aresztowany, uciekł i udał się na emigrację do Francji. We Francji był głównym dowódcą Komuny Paryskiej, a wiele lat po śmierci stał się patronem międzynarodowej brygady walczącej w obronie Republiki Hiszpańskiej w 1936 roku.

Zgodnie z dzisiejszymi standardami karkołomne byłoby nazwać Stronnictwo „Czerwonych” organizacją lewicową. Cele „Białych” i „Czerwonych”, a nawet hrabiego Wielopolskiego były podobne – wyrwać Polaków z zacofania, osiemnastowiecznego prymitywizmu i ciemnoty. Różnili się metodami, którymi swe cele chcieli uzyskać. Historia negatywnie zweryfikowała wszystkich. Często działali sprzecznie, nie potrafili osiągnąć konsensusu, uważali, że wiedzą lepiej. Nie potrafili wciąż zrozumieć, że kraj znajduje się w wyjątkowej sytuacji i wygrać można tylko jednością. Mieli swoje stronnictwa, koterie, towarzystwa i wraz ze swoimi szlachetnymi intencjami doprowadzili do największego ludobójstwa w XIX wieku – Powstania Styczniowego. Wszyscy byli na swój sposób patriotami.

PS. Pół wieku później pojawili się znowu biali i czerwoni, ale to byli już inni ludzie, inne idee, inny kraj.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.8/10 (8 votes cast)