Sztuczna inteligencja

Zaledwie rok temu gigant branży informatycznej Microsoft z ubolewaniem odłączył swój futurystyczny projekt sztucznej inteligencji od sieci komputerowej. Sztuczna inteligencja nazwana Tay zaledwie po dobie dostępu do zawartości internetu stała się agresywna, wyrażała przekonania antyfeministyczne, rasistowskie i antysemickie.
W ten sposób po raz pierwszy zachwyt nad możliwościami tzw. sieci neuronowych w informatyce zderzył się z rzeczywistością.
Rok później podobne wnioski pojawiają się po analizie sztucznej inteligencji, tym razem pochodzącej z firmy Google. Tym razem nie dopuszczono jej do internetu, ale badano zachowania w grach. System nazwany Deep Mind – co prawda – nauczył się szybko współpracy w grze zwanej Wolfpack. Dwa superkomputery szybko pojęły, że współpraca wirtualnych „wilków” daje lepsze efekty niż „polowanie” na własną rękę. Ludzie do dziś nie zawsze potrafią to ogarnąć, pomimo kilkudziesięciu tysięcy lat rozwoju.
Pojawił się też mniej optymistyczny element. W grze Gathering polegającej – wydawałoby się na pokojowym – zbieraniu wirtualnych owoców, sztuczna inteligencja wyposażona była też w broń, pozwalającą na okresowe unieszkodliwienie konkurenta (nie przeciwnika, czy wroga). Za celny strzał nie było premii, jedynie czas na zbieranie „owoców” bez konkurencji. Okazało się, że im bardziej zaawansowany system, tym szybciej stawał się agresywny. Eksperymentatorzy z Google zauważyli, że działania sztucznej inteligencji cechuje wręcz zadziwiająca skłonność do chciwości, celowych działań destrukcyjnych i agresji. Im bardziej wyrafinowany system analizowano, tym te skłonności były mocniejsze.
Czy nadal chcecie by na drogach pojawiły się samochody prowadzone przez sztuczną inteligencję od Google?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.6/10 (8 votes cast)

Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa…

Sejm. Polski parlament. Miejsce stanowienia prawa. Obrady przedstawicieli narodu. Na mównicy pojawia się zwykły poseł Jarosław Kaczyński, nie bez przyczyny nazywany przez niektórych najważniejszą osobą w kraju. Niektórzy nazywają go suwerenem, bo to jego polecenia i życzenia spełniają wszyscy politycy partii rządzącej. Kaczyński zaczyna przemawiać i w pewnym momencie z jego ust pada słowo WŁANCZAĆ. WŁĄCZAĆ! – wrzasnęła zjednoczona – jak nigdy – opozycja z ław sejmowych. Kaczyński odczekał chwilę i stwierdził ze śmiertelnie poważną miną – pozwolicie państwo, że będę mówił, jak mówię.
Nie był pierwszy. Pisowski damski bulterier, czyli Krystyna Pawłowicz publicznie wykłócała się z internautami, że forma WZIĄŚĆ jest poprawna, że tak ją uczono mówić i pisać w szkole, i ona tak dalej będzie mówić i pisać. Pani profesor, prawniczka, ucząca niegdyś studentów Pawłowicz, przez chyba całe dwa tygodnie szła w zaparte i udowadniała wszystkim, że jej błąd językowy jest formą poprawną, a czepiają się jej wyznawcy jakiejś lewackiej ortografii.
Całkiem za to niedawno poseł Arkadiusz Mularczyk, chcąc przyłożyć adwersarzom użył słowa, a może raczej słów POST PRAWDA. Na zwróconą uwagę, że to hańba nie wiedzieć, że to słowo pisze się poprawnie łącznie, czyli postprawda, Mularczyk napisał, że CHAŃBA to pracować w Wyborczej.

To tylko trzy przykłady z dziesiątek, a może setek językowych potknięć i lapsusów polskiej (tak zwanej) prawicy. Niektórzy zastanawiają się, czy niechlujny język i błędy językowe nie są czasem jakąś chorobą dotykającą prawicowych, konserwatywnych polityków partii rządzącej. I nie tylko polityków. Gdy musimy już mieć do czynienia z tzw. narodowcami, szybko przekonujemy się, że niechlujstwo językowe, błędy ortograficzne i gramatyczne oraz nieznajomość podstawowych zasad własnego języka to wręcz ich znak rozpoznawczy. Całkiem niedawno jeden z nich wysłał mi swą narodową obietnicę: bendziesz wisiał ty zdrajco Polakuw.

Biedny Słowacki, nieszczęsny Mickiewicz, na nic ich twórczość, na nic ich starania o piękno języka ojczystego, skoro cechą wyróżniającą dzisiejszych patriotów jest prymitywizm językowy i niedouczenie. O innych aspektach intelektu już z przerażenia nie wspomnę…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)

Miejsca

Są takie miejsca, do których zawsze chce się wracać. Prowadzą nas tam najczęściej dobre wspomnienia. Jednym z takich miejsc w Barcelonie stała się dla mnie Cafe De L’opera, o której pisałem kiedyś – ze smacznymi daniami rodzimej kuchni oraz wspaniałą sangrią. Teraz na mojej mapie nostalgicznych powrotów będzie jeszcze urocza kawiarenka Spice Cafe.
Niewielkie wnętrze zostało urządzone w rustykalnym, takim troszkę patchworkowym stylu. Drewniane stare krzesła, długi stół z blatem ze starych desek, przeszklona witryna z domowymi wypiekami. Atmosfera kojarzy się z wiejską izbą babci lub starą przydrożną gospodą. Wrażenie to spotęgowane jest tym, że właśnie opuściliśmy jedną z najruchliwszych ulic Barcelony i wkraczając do Poble Sec – kulinarnej mekki tego miasta – nagle odczuwamy spokój i ciszę.

To właśnie przy tym długim wspólnym stole odbywają się spotkania, nazywane conversation cup, wymyślone przez Lee, jednego z pomysłodawców, założycieli i właścicieli kafejki Spice Cafe. Dlaczego filiżanka konwersacji? Ponieważ po pierwsze, w ramach symbolicznej opłaty za uczestniczenie w spotkaniu dostaniecie filiżankę kawy lub herbaty, a ponadto w filiżance na karteczkach znajdują się tematy do rozmowy, które są losowane. Tak, jest to swoisty kurs angielskiego, dla ludzi, którzy mówią dobrze w tym języku, ale chcą właśnie nabyć bardzo ważnej w życiu pozazawodowym umiejętności zwyczajnej towarzyskiej rozmowy i – ponieważ miałem okazję poznać Lee – zaręczam wam, że na pewno nie są to przysłowiowe small talks.

W przeszklonej szafce znajdziecie stosunkowo niedrogie i zawsze świeże wypieki domowe. To drugi z założycieli i współwłaścicieli kafejki – Katalończyk Isi – jest wykonawcą tych bardzo smacznych ciast i ciasteczek. Nie sposób się tylko przyglądać, zaręczam wam, że nie wystarczy zobaczyć, trzeba spróbować. A warto, jeśli będziecie w Barcelonie.

Kawiarenka zdobyła już sobie grono wiernych klientów, niektórzy przychodzą na kawę i ciasto, inni przy okazji w spokoju wyjmują tablet lub laptopa, by w spokoju skupić się na pracy, bowiem właściciele udostępniają swoim klientom darmowe WiFi. Nie tylko w środowisku miejscowym Spice Cafe stała się sławna. Na tyle często odwiedzają ją turyści i wyrażają swoje szczere zachwyty, że w przewodniku Lonely Planet uznano za stosowne napisać o tym wyjątkowym lokalu.

Nie bez powodu zresztą, bo jest to wyjątkowo klimatyczne i przyjazne miejsce, w którym po prostu chce się posiedzieć. A na dodatek podają bardzo dobrą cafe con leche, czyli kawę z mlekiem, za którą przepadam, to spędziłem tam sporo czasu.

Do kawy można zamówić sobie kawałek domowego ciasta, a specjalnością Spice jest ciasto marchewkowe. Jest to najlepsze ciasto marchewkowe, jakie jadłem w życiu. Możemy je sobie też kupić na później do zjedzenia w domu. Dostaniecie wówczas gustowny ekologiczny kartonik z waszym – na pewno już – ulubionym przysmakiem. Żadnych plastikowych opakowań, jak to często bywa w znanych sieciówkach. Bowiem gdy tylko otworzycie drzwi do Spice Cafe, wszystko jest takie jak w domu, naturalne, smaczne, a ciasto marchewkowe, które piecze Isi to naprawdę creme de la creme. Niestety trudno kogoś poczęstować online ciastem, ale popatrzcie sobie chociaż jak smakowicie wygląda. To kawałek, który sobie zjadłem w domu. 😉

Będę wracał do Spice Cafe, bo jest to jedno z tych czarodziejskich miejsc, gdzie czas się zatrzymuje specjalnie po to, byśmy dłużej mogli delektować się smakiem życia.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)

Historia i legenda

Skąd wzięli się na terenach środkowej Europy Słowianie, kiedy przybyli, jak się rozwijali? To wciąż jest sprawa dyskusyjna. Dość często pojawia się opinia, że skoro w „cywilizowanych” greckich i rzymskich źródłach pisanych nie ma zbyt wiele wzmianek o Słowianach, to znaczy, że ich tu nie było i przywędrowali dopiero w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery. Wraz z Hunami, Wandalami, Gotami i całą tą wędrówką ludów, która zmieniła Europę nie do poznania.
Jednak jest też inna koncepcja. Czy nam się to podoba, czy też nie, tutejsze ziemie na przełomie epok były takim kompletnym światowym zadupiem. Ówczesna cywilizowana Europa miała dość kłopotu ze swoją cywilizacją. Rzym pochłonięty był wojnami z Kartaginą, podporządkowywaniem sobie Egiptu i Grecji, więc nic dziwnego, że stosunkowo mało zajmował się odległymi barbarzyńskimi krainami z których sprowadzano elektron – jak starożytni zwali bursztyn. Zresztą przyznajmy sami, co my dziś wiemy o Lesotho lub czy znamy położenie Curaçao?
Zatem, czy chcemy, czy nie, początki powstawania państwa, które potem nazwano Polską, skryte są w przestrzeni dostępnej częściej archeologom niż historykom. A część tej historii, którą chcielibyśmy napisać, będzie li tylko legendą. Czy to źle? Od lat świat zachwyca się serią opowieści o Wikingach, którzy podbijali wybrzeża europejskie w okresie, gdy nasi przodkowie zaczynali tworzyć państwo gdzieś pomiędzy Wartą a Wisłą. Mało komu przychodzi do głowy, że główny bohater sześciu kolejnych serii, Ragnar Lodbrok jest postacią bardziej legendarną niż historyczną. Mroczna opowieść o świecie wikingów stała się bestsellerem telewizyjnym. A być może początki naszej historii ukrywające się w mroku naukowej niewiedzy też byłyby fascynujące? Są fascynujące. Autor cyklu „Ja Dago”, Zbigniew Nienacki również stworzył ciekawą narrację w oparciu o niewielką zawartość historycznych źródeł. Może należałoby pomyśleć o takim stworzonym na nowo micie założycielskim – chyba, że wystarczy nam mit bohaterskiej szarży na ruską mgłę w Smoleńsku…

Więcej, daj mi więcej, daj mi więcej.
Gdybym miał serce, mógłbym cię kochać.
Gdybym miał głos, śpiewałbym,
Po nocy, gdy budzę się.
Zobaczę co jutro przyniesie.
Gdybym miał głos, śpiewałbym.*


* Słowa pieśni z czołówki serialu „Wikingowie”.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (5 votes cast)

Więc chodź pomaluj mi świat… na czarno

Paint it, Black – w 1966 roku Rolling Stones zaśpiewali ten utwór po raz pierwszy i promował on ich amerykańską płytę zatytułowaną Aftermath. Prawdę powiedziawszy oryginalne wykonanie zespołu stało się naprawdę dobre dopiero w 2006 roku, ale to moja indywidualna opinia. Znacznie lepsze wersje tego utworu zaprezentowały Deep Purple i London Symphony Orchestra, a znacznie później Ciara jako ścieżkę dźwiękową do filmu Ostatni Łowca Czarownic. Covery tego przeboju wykonywali różni wykonawcy, także najsławniejsi – Judas Priest, Omega, U2 i inni. Filmowy dramatyzm tego utworu został wykorzystany już wcześniej w filmie Full Metal Jacket Stanleya Kubricka, a także w serialu Supernatural, filmie Adwokat Diabła, jednym z odcinków serialu Lucifer i wreszcie w serialu Westworld odwołującym się do słynnego filmu z 1973 roku pod tym samym tytułem, który został wyreżyserowany przez Michaela Crichtona według własnego scenariusza. Jeden niewielki wytwór popkultury, a ileż się z nim wiąże tropów. Ponieważ tekst piosenki jest bardzo ważny i wiąże się ze wszystkimi odniesieniami filmowymi, zatem poniżej jego wersja po polsku.

Widzę czerwone drzwi i chcę by były czarne
Żadnych innych kolorów, chcę, by zmieniły się w czarne
Mijają mnie dziewczyny w swych letnich strojach
Muszę odwrócić głowę, nim przeminie moja ciemność

Widzę sznur aut, każde z nich jest czarne
Z kwiatami i moją miłością, nigdy już nie wrócą
Widzę, jak ludzie odwracają głowy i szybko spoglądają w dal
Jak nowo narodzone dziecko, to się dzieje codziennie

Patrzę w siebie i widzę, że moje serce jest czarne
Widzę moje czerwone drzwi i muszę je pomalować na czarno
Może wtedy ja zniknę i nie będę musiał stawić czoła faktom
Niełatwo stawić czoła, gdy cały twój świat jest czarny

Już nigdy zieleń mego morza nie przemieni się w głęboki błękit
Nie mogłem przewidzieć, co się z tobą stanie
Jeśli wystarczająco uparcie będę wpatrywał się w zachód słońca
Moja miłość będzie się śmiać ze mną, nim nadejdzie poranek

Widzę czerwone drzwi i chcę by były czarne
Żadnych innych kolorów, chcę, by zmieniły się w czarne
Mijają mnie dziewczyny w swych letnich strojach
Muszę odwrócić głowę, nim przeminie moja ciemność

Chcę, by wszystko było pomalowane, pomalowane na czarno
Czarne jak noc, czarne jak węgiel
Chcę zobaczyć, jak słońce znika z nieba
Chcę zobaczyć je pomalowane, pomalowane, pomalowane, pomalowane na czarno
Tak!

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Stig Larsson napisał powieść kryminalną pod tym tytułem. Powieść opowiadała o tym, jak nienawiść do kobiet może zostać przekazana z pokolenia na pokolenie i prowadzić do ohydnych zbrodni. Rzeczywistość w Polsce buduje dziś nie mniej ohydne scenariusze, których sednem jest nienawiść do kobiet. Nienawiść trwa od dwóch tysięcy lat z religijnym fanatyzmem w tle. Zaledwie dwa tygodnie temu pisałem nieco ironiczny felieton o seksizmie wszechobejmującym Polskę, o dyskryminacji kobiet obecnej w najnowszym spocie reklamowym ministerstwa edukacji, o ogarniającej polskich lekarzy katolickiej fobii w stosunku do tzw. cesarskiego cięcia.
I oto rezultat.

Co ty, nie wiesz, że jak się w ciążę zachodzi, to trzeba rodzić, a nie ciąć?

Powiedział tak lekarz do rodzącej w świebodzińskim szpitalu. Tak. To to samo miasto nad którym góruje ogromny widoczny z daleka posąg Chrystusa. Aż dziw, że nie zacytował jeszcze Biblii.

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Po trwającym 14 godzin porodzie dziecko urodziło się martwe. Pan doktor miał jednak pecha. Gdyby dziecko przeżyło, a zmarła rodząca, to pies z kulawą nogą w pisowskiej Polsce by się tym nie przejął. Jednak przy panującym kulcie ochrony dzieci nienarodzonych może zachodzić podejrzenie celowego działania, więc pan doktor będzie się tłumaczył w prokuraturze.
Warto przypomnieć przy tej okazji, że Kościół od zarania swych dziejów miał nienawistny stosunek do kobiet i niech nas nie zmyli kult matki Chrystusa. Jedną z pierwszych ofiar religijnego fanatyzmu chrześcijan była Hypatia, uczona z Aleksandrii będąca obiektem szczerej i pobożnej nienawiści biskupa Cyryla, a wtedy chrześcijaństwo nie miało jeszcze statusu religii państwowej w Imperium Rzymskim.

Znikoma wiedza o kobietach i porodzie przedchrześcijańskich i pogańskich lekarzy, od Hipokratesa (ok. 400 roku p.n.e.) po Galena (129–199 rok n.e.), została zamknięta w bibliotekach klasztornych.
Przez wieki absolutnego panowania Kościoła żaden lekarz nie dotknął nagiej kobiety i jej grzesznego podbrzusza, nie wszedł do izby porodowej. Hamburczyk Veit Völsch, nazywany doktorem Veitem, który spróbował tego w damskim przebraniu, został spalony na stosie. (Ginekolodzy, Jürgen Thorwald)

Doktor Veit był jednym ze stosunkowo nielicznych, prócz portugalskich i hiszpańskich heretyków, mężczyzn spalonych na stosie. Przeważnie na stosie palono kobiety zwane czarownicami. Liczbę ofiar szacuje się na przynajmniej setki tysięcy, a o palmę pierwszeństwa w tych masowych mordach na tle religijnym konkurują katolicy z protestantami.
Tymczasem w Polsce w XXI wieku na porządku dziennym są idiotyczne żarty z feminizmu, dowcipy przygłupów walczących z nieistniejącymi hordami uchodźców islamskich, którzy mają rzekomo przybywać po to tylko, by gwałcić Polki, a przecież „lepiej zostać zgwałconą przez Polaka” (autentyczny tekst nacjonalisty). Lekarze bojąc się presji Kościoła lub w nadziei na większe możliwości awansu, nie kierują się współczesną wiedzą lekarską, ale przedwiecznymi zabobonami religijnymi. Drżyjcie kobiety, przychodzi era ciemnoty, przy której średniowiecze wyda się wam epoką oświeconą.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (13 votes cast)

Jest czas pracy i jest czas konsumpcji

Tę piękną i jakże pouczającą sentencję usłyszałem z ust przedstawiciela „dobrej zmiany” w samolocie do Barcelony. Nie podsłuchiwałem, po prostu nie sposób było nie usłyszeć i nie rozpoznać lepszego sortu. Odróżnia się od innych tym, że na pokładzie samolotu pije swój alkohol, choć stewardessy kilkakrotnie oznajmiają, że jest to zabronione.
– Jurek został szefem apelacyjnej, robimy balety…
– Cały tydzień?
– Jest, bracie, czas pracy i jest czas konsumpcji.

Zaczęło się całkiem przypadkowo, gdy obok mnie usiadł osobnik o aparycji George’a Michaela (w ostatnim roku swego życia) a drugi przypominający mniej rasowego Bena Kingsleya zaczął pakować bagaże do schowka powyżej. Ponieważ przepisy linii lotniczych mówią, że w miejscach gdzie jest wyjście awaryjne, musi siedzieć osoba rozumiejąca angielski, więc stewardessa zadała standardowe pytanie: Do You speak English? Osobnik zwrócił się do mnie (nie wiem dlaczego), pytając o co chodzi. Wytłumaczyłem więc, że pani pyta go o znajomość języka angielskiego.
– To powiedz jej, że znamy, wszyscy znamy…
Przyznam szczerze, że na krótką chwilę zatkało mnie. Nie jestem jakimś wybitnym mistrzem ciętej riposty, więc porażony bezpośredniością osobnika odpowiedziałem tylko:
– Sam jej powiedz.
W końcu okazało się po wezwaniu stewardessy mówiącej po polsku, że panowie mają inne miejsca, i z żalem musieli opuścić fotele z dodatkowym miejscem na nogi, za które niestety trzeba płacić. Wówczas zakiełkowało we mnie po raz pierwszy podejrzenie, że mam do czynienia z lepszym sortem. Lepszy sort – jak powszechnie wiadomo – nie lubi zbędnego opróżniania swojego portfela i ma wewnętrzne przekonanie, że wszystko mu się należy.
Po chwili okazało się, że lepszy sort nagle zobaczył też niedaleko siedzącego kolegę, jak sądzę, dawno niewidzianego i tak usłyszałem dialog, którego fragment zacytowałem na początku.
W trakcie lotu panowie raczyli się skrycie polewanymi „procentami”, komentowali też anglojęzyczną stewardessę, że jest:
– K*** wredna.
Wówczas też usłyszałem kolejną mądrość ludową:
– Bo ja kolego to nie jestem, ani za PiSem, ani za PO, ja jestem za prawdą.
I jeśli ktoś nadal nie wie, jak rozpoznawać lepszy sort, to powyższe zdanie warto zapamiętać. A przecież prawda jest tylko jedna, wstaliśmy z kolan, potrafimy sprzeciwić się Niemcom i „będzie wolna Polska”, co zapowiedział prezes na ostatniej miesięcznicy, dodając, że ta „Oda do radości” (czyli hymn Unii Europejskiej) nic krzykaczom z gorszego sortu nie pomoże.
Tylko jakoś wstyd być Polakiem za granicą…

Puentą niech będzie moment pożegnania dwóch grup lepszego sortu na lotnisku w Barcelonie. Jedna, udawała się świętować awans kolegi Jurka (imię zmieniłem) gdzieś w Costa Brava. Druga mieszana, wybierała się na narty do Andorry. Umówili się za tydzień, już w Polsce, że spotkają się na mszy.
Byli to ludzie w sile wieku, gdzieś pomiędzy 40 – a 50 lat. Całkiem nie po chrześcijańsku z pewną dozą schadenfreude oceniłem, że ja piętnaście lat temu wyglądałem dużo lepiej od nich. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (12 votes cast)

Wielkie wygrane

Jako nastolatek jeszcze poznałem słynną „Grę w klasy” Julio Cortazara. Literatura iberoamerykańska cieszyła się znacznie większą przychylnością cenzury niż powieści z kręgu anglosaskiego. Wówczas ta powieść zachwyciła mnie, ponad miarę, jak dziś myślę. Kilka lat później, a więc w odwrotnej kolejności, przeczytałem wcześniejszą powieść Cortazara – „Wielkie wygrane”.
Aby nie zepsuć lektury tym, którzy nie czytali, a gotowi są sięgnąć po tę powieść, nie będę szczegółowo przedstawiał fabuły. Rzecz dzieje się w Argentynie w okresie peronizmu. Warto wiedzieć, że był to system z wieloma wewnętrznymi sprzecznościami. Z jednej strony przypominał państwo opiekuńcze, z drugiej faszystowskie. Choć zrozumienie przesłania książki Cortazara nie wymaga, rzecz jasna, wnikliwych studiów politologicznych. Akcja rozpoczyna się od loterii, w której wiele rozmaitych osób wygrywa rejs statkiem. Osoby z rozmaitych środowisk społecznych, o różnych poglądach i postawach życiowych przybywają na statek, którym mają odbyć rejs.
Dość szybko okazuje się, że nie wszystko wygląda tak, jak się spodziewali, a niektóre aspekty stają się wręcz podejrzane. Struktura powieści jest wielopoziomowa. W podstawowej warstwie fabularnej sprawia wrażenie powieści sensacyjnej z rozbudowanymi wątkami osobistymi, w tym również erotycznymi. Gdy spojrzymy szerzej, to widzimy również, że jest to alegoria państwa, które bezosobowo ogranicza wolność ludzi – w zasadzie – w imię własnego niezrozumiałego widzimisię. Państwa, które z jednej strony daje i premiuje uległość, z drugiej strony zaś jest restrykcyjne i zabiera wolność decyzji i wyboru. Powieść jest też metaforą ludzkiego życia, które zawsze składa się z dokonywania wyborów, czy tego chcemy, czy nie. Symbolicznie też pokazuje nam, że nie zawsze te tytułowe wielkie wygrane są dobrym darem losu.
Książka Cortazara dla mnie ma jeszcze pewien osobisty aspekt. Moja córka dostała imię po jednej z ważnych postaci występujących w tej powieści, ale to już całkiem inna historia.

O tych książkowych wielkich wygranych pomyślałem niedawno, przeczytawszy informację o szczególnie wielkiej wygranej w krajowej loterii lotto. Jeden szczęśliwiec – choć nie wiadomo, czy to mu przyniesie szczęście – wygrał 37 milionów złotych. To tak, jakby dostał od każdego z obywateli naszego kraju po złotówce. Zawsze pierwsza myśl każdego z nas będzie prowadziła ku rozważaniom, co ja bym zrobił z takim majątkiem…
Po chwili sobie pomyślałem, młodszy i tak się nie stanę, zęby nowe mi nie wyrosną, nowego życia sobie za to nie kupię. Moje potrzeby dałyby się sprowadzić do co najwyżej setek tysięcy, a nie milionów. A co z resztą? Pomyślałem sobie, że lepiej nie mieć tego problemu. 😉

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)

Być kobietą, być kobietą

Kalendarz mówi, że mamy XXI wiek, a jak się spojrzy tu i ówdzie, to wyłazi jakaś średniowieczna ciemnota. Kraj w centrum Europy, a poglądy reprezentowane przez sporą część społeczeństwa, w tym niestety przez rządzących, jak żywcem wyciągnięte z zatęchłego przysiółka w ruskim zaborze.
W piosence z końca lat siedemdziesiątych Alicja Majewska śpiewała:
Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…

I tak jakoś dziwnie się stało, że to ten refren wpadał wszystkim w ucho, a nikt nie zwracał uwagi na ostatnie słowa piosenki.
Ach, kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę,
kiedy piorę ci koszule albo… naleśniki smażę…

Symbolem PRLu był ten zdechły tulipan wręczany taśmowo kobietom z okazji Dnia Kobiet. W rzeczywistości ich los nie był usłany… tulipanami. Jednak przynajmniej oficjalnie nikt nie starał się kobiet zawrócić do średniowiecza, mówiąc im, że są głupsze, gorzej wykształcone i powinny dlatego zarabiać mniej. Rzeczywistość pokazała, że są mądrzejsze, częściej zdobywają wyższe wykształcenie, choć niestety nie zawsze zarabiają tak, jak powinny. Symbolem mezaliansu przestała być Stefcia Rudecka z „Trędowatej”, a stał się nim traktorzysta z pegeeru ożeniony z wiejską nauczycielką. Nie bez przyczyny.

Mamo, zainstalowałem ci taki system, żebyś miała więcej czasu dla mnie.

Mówi młodociany samiec zza ekranu laptopa w reklamie MEN. Nie bardzo jasne jest, co ta reklama MEN ma reklamować, ale zakładam, że nową szkołę pani Zalewskiej. Chłopcy będą w niej mieli informatykę, a dziewczęta w tym czasie będą się uczyć cerować męskie skarpetki.
Ostatnio w prasie pojawił się artykuł o niechęci lekarzy do wykonywania tzw cesarskiego cięcia podczas porodu. Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawia się ten temat w Polsce, gdy władze z jednej strony usiłują tylnymi drzwiami wprowadzać dalsze ograniczenia w i tak już restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej, z drugiej utrudniają dostęp do antykoncepcji awaryjnej, a na dodatek przystępują do wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej. Ministrowie i posłowie partii rządzącej nie kryją się ze swoimi konserwatywnymi przekonaniami religijnymi i otwarcie mówią o konieczności dostosowania prawa państwowego do wymogów religii katolickiej. Jeśli do tego dodamy, że jednocześnie straszą nas uchodźcami z Syrii i islamskim szariatem, to wyłania się z tego obraz całkiem schizofreniczny. Biblia kwestię rodzenia dzieci omawia krotko i zwięźle. Przy czym słów rzekomo boskich (w Starym Testamencie) nikt nie odwołał w żadnej Ewangelii, ani później.

Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą.

Można mieć słuszne podejrzenia, że część doktorów wyznających tzw. klauzulę sumienia ponad przysięgą Hipokratesa, szuka uzasadnienia swych czynów w Biblii. Jak w bólu, to przecież bez znieczulenia i żadne tam cesarskie cięcia…
Oczywiście internetowe komentarze są często pełne oburzenia, na te rozpasane oczekiwania kobiet.
Przez prawie 200 tysięcy lat kobiety rodziły naturalnie. Nagle ktoś zaczął wmawiać kobietom, że poród naturalny psuje figurę i nagle wszystkim odwaliło. – twierdzi jeden z internetowych fachowców. A drugi dodaje – Kobieta ma idealne drogi rodne jest młoda silna płód jest niewielki ale kobieta się uprze wie lepiej i koniec. Trzeci zaś uzupełnia retorycznym pytaniem – A jakie masz przeciwwskazania obecnie do porodu naturalnego mądralo przy prawidłowej ciąży i ułożeniu dziecka?
Nic tylko nagrać w narodowej telewizji program z udziałem męskich fachowców od porodów. Nawet mam tytuł: Jak oni rodzą!
Moja babcia mawiała żartobliwie, że gdyby dzieci małżonkowie rodzili na przemian, to w żadnej rodzinie nie byłoby więcej niż troje. Coś w tym może być, gdy tak przyjrzeć się tym męskim specjalistom, według których viagra powinna być bez recepty, a środki antykoncepcyjne na receptę. Zdaje się, że najbardziej tęsknią za tą drugą częścią biblijnego nakazu Boga, która jakoś współcześnie przestała obowiązywać. Może dlatego że wibrator się nie męczy, nie pierdzi w łóżku i nie śmierdzi tanim piwem?
Gdy rodziły się moje dzieci, a było to w PRL, wiedziałem przynajmniej przy całej słabości ówczesnej opieki medycznej, że jeśli będzie taka potrzeba, to w szpitalu zrobią cesarskie cięcie, a pan doktor nie będzie miał z tego powodu dylematu, bo właśnie wrócił ze spowiedzi świętej. Dziś takiej pewności w szpitalu już nie ma.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)

Zanim będzie za późno

Przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku napisałem tekst pod dość znamiennym tytułem. Oczywiście nie byłem osamotniony w swoich poglądach, ale należałem do mniejszości.
Minęło siedemdziesiąt lat od najstraszniejszej wojny w historii i najczarniejszej zbrodni, jaką człowiek mógł wymyślić. Przez dziesiątki lat pamięć o hitlerowskich okrucieństwach wpływały na ludzkość, która pamiętała o potwornościach, które zgotowała wynaturzona ideologia. Jednak pamięć pokoleniowa umiera, a nowe pokolenia przestają historię traktować jako coś im bliskiego. Ideologie rasistowskie i ksenofobiczne zaczynają odżywać i uwodzą przede wszystkim młodych.
Wyznawcy skrajnie konserwatywnych ideologii politycznych dają się znów uwodzić narracji zdumiewająco zbieżnej ze światopoglądem Hitlera.

Mimo że w swoim światopoglądzie Hitler odrzucał tradycje religijne i świeckie, to odwoływał się do nich. Choć nie był oryginalnym myślicielem, przedstawił pewne rozwiązanie kryzysów: myśli oraz wiary. Podobnie jak wielu przed nim, starał się połączyć te dwie rzeczy w jedno. „Chleba naszego powszedniego” /…/ Posługując się tymi słowami, przywoływał jeden z najbardziej znanych tekstów chrześcijańskich, zarazem głęboko zmieniając jego sens /…/ W hitlerowskiej „walce o bogactwa naturalne” grzechem było nie zagarnąć wszystkiego, co leżało w zasięgu możliwości, a pozwolić innym na przetrwanie oznaczało zbrodnię. Miłosierdzie naruszało porządek rzeczy, dzięki niemu bowiem słabi mogli się mnożyć. Hitler oświadczył, że ludzie muszą odrzucić więc biblijne przykazania. „Jeśli miałbym wierzyć w jakiś nakaz boski – mówił – to musiałby brzmieć tak: zachować gatunek”. (Timothy Snyder)

Przed wielu laty – jako student jeszcze – miałem okazję usłyszeć od pewnego starszego pana, który przed wojną studiował w Warszawie, że getto ławkowe spowodowane było tym, że Żydzi roznosili wszy i choroby zakaźne. Zdumiała mnie wówczas głupota tego człowieka. Żydowscy studenci, podobnie jak polscy pochodzili przeważnie z rodzin zamożnych, a przynajmniej z dobrze sytuowanych z długimi tradycjami inteligenckimi. Zatem jego uprzedzenie było spowodowane wyłącznie irracjonalnym antysemityzmem.
Dziś do takiej samej retoryki odwołuje się przywódca partii, która w wyborach walczy o władzę w Polsce.

Czy te informacje o jakichś porozumieniach odnoszących się do sprowadzenia do Polski 100 tys. muzułmanów, czy to jest prawda? Powinien także odpowiedzieć minister zdrowia, dlatego, bo to są także kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze. Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. (Jarosław Kaczyński)

Tak prezes PiS mówi o uchodźcach, którzy przyjmowani są w Europie, a których PiS nie chce przyjąć do Polski. Takimi obrazami operował nazizm. Dziś takiej argumentacji używa Prawo i Sprawiedliwość, które jednocześnie chce Polskę oddać w niepodzielne władanie Kościoła Katolickiego. Czy czeka nas teokracja katolicka i ksenofobiczna ideologia władzy? Jeszcze nie jest za późno. Ale może być.
Dziś, gdy partia Kaczyńskiego przejęła władzę prawie absolutną i uruchomiała ogromny aparat propagandy, gdy podsycając nienawiść do obcych, używa się odniesień do hitleryzmu, opisując Unię Europejską lub Donalda Tuska, którego ubiera się w mundur Wehrmachtu, czy nie jest jednak za późno?
Za kilka miesięcy ruszy reforma edukacji, której zadaniem głównym będzie kształtowanie obywatela pobożnego (ponad 530 godzin religii) i patriotycznego w rozumieniu PiS (kult Lecha Kaczyńskiego i żołnierzy wyklętych). Już obecnie na każdej uroczystości państwowej obowiązkowo czyta się apel smoleński wspominający „poległego” prezydenta. Z „miesięcznic” smoleńskich czyni się uroczystości państwowe. Celebruje się idiotyzm jako cnotę i wmawia, że klęska jest zwycięstwem.
Czy nie jest już za późno na ratowanie rozumu i zdrowego rozsądku?

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (8 votes cast)